Zwierzenia byłego agenta Mossadu link

Fragmenty książki Wiktora Ostrowskiego „Drogą Podstępu” [Wyznania szpiega]

UWAGA: Nie trzeba przypominać, że Lobby Izraela zażądało, a jego żądania zostały spełnione, całkowitego zakazu sprzedaży tej książki we wszystkich większych sieciach księgarń, natomiast pro-izralescy eksperci zmieszali książkę z błotem przy każdej nadarzającej się okazji. Książka Ostrowskiego jest dostępna tylko wysyłkowo w miejscach takich jak Amazon

Ujawnienie faktów znanych mi dzięki mojej pozycji jaką miałem przez 4 lata pracy wewnątrz Mossadu nie było w żadnym wypadku czymś łatwym.

Wychowałem się w środowisku zaciekłych syjonistów, uczono mnie, że państwo Izrael jest niezdolne do złego zachowania. Że byliśmy Dawidem nieustannie zmagającym się z wciąż rosnącym Goliatem. Że nikt nie może nas ochronić poza nami samymi – uczucie wzmacniane przez ocalałych z Holokaustu, którzy żyli wśród nas.

Nam, nowemu pokoleniu Izraelitów, zmartwychwstałego narodu na własnej ziemi po ponad 2 tysiącach lat wygnania, powierzono los całego narodu.

Dowódcy naszej armii byli nazywani mistrzami, nie generałami. Nasi przywódcy byli kapitanami u steru wielkiego okrętu. Byłem pełen szczęścia kiedy wybrano mnie i obdarzono przywilejem dołączenia do elitarnej, w moim przekonaniu, drużyny Mossadu.

Ale wypaczone ideały i samolubny pragmatyzm, z którymi spotkałem się w Mossadzie, w połączeniu z chciwością, lubieżnością i całkowitym brakiem poszanowania ludzkiego życia w tak zwanym zespole, skłoniły mnie by przedstawić tę opowieść.

To z miłości do Izraela jako wolnego i sprawiedliwego kraju ryzykuję w ten sposób życie, mierząc się z tymi, którzy podjęli się przekształcenia syjonistycznego marzenia w obecny koszmar.

Mossad, któremu jako organizacji wywiadowczej, powierzono odpowiedzialność za kreślenie tras dla przywódców u steru narodu, zawiódł to zaufanie. Spiskując we własnym imieniu, z niskich, samolubnych pobudek, ustalił kurs kraju na kursie kolizyjnym z wojną totalną.

Jednym z motywów przewodnich książki jest przekonanie Wiktora, że Mossad wymknął się spod kontroli, że nawet premier, choć ostentacyjnie wydający rozkazy, nie ma praktycznej władzy nad organizacją.

Wiktor Ostrowski, byłem agent izraelskiego Mossadu, napisał dwie książki o terrorze Izraela wobec wrogów. W jednej z nich omawia los Palestyńczyków, którzy nielegalnie przekraczają granicę by szukać pracy w Izraelu. O tysiącach młodych ludzi słuch po prostu ginie po schwytaniu przez siły Izraela. Niektórzy są zabierani do ośrodków badawczych ABC gdzie doświadczają nieopisanego terroru ze strony broni chemicznych, atomowych i biologicznych.

Mossad posiada – możecie wierzyć lub nie – zaledwie od 30 do 35 oficerów prowadzących – katzas – działających jednocześnie na całym świecie. Głównym powodem tak niezwykle małej liczby, jak przeczytacie dalej w książce, jest to, że w przeciwieństwie do innych krajów Izrael poza swoimi granicami ma dostęp do wielu lojalnych zastępów społeczności żydowskiej na całym świecie. Są oni częścią unikatowego systemu sajanów [ang. sayanim], żydowskich pomocników-woluntariuszy.

Przez pierwsze 6 tygodni od mojego wstąpienia nic się nie działo. Pracowałem w biurze w centrum miasta, w zasadzie jako goniec i porządkując papiery. Ale pewnego chłodnego dnia w Lutym 1984, znalazłem się wraz z 14 innymi rekrutami Mossadu na pokładzie małego autokaru… Nasz turnus miał się nazywać Kadet 16, ponieważ był 16 z kolei.

Podszedł żwawo do środka stołu, dwaj inni usiedli z tyłu pomieszczenia. „Nazywam się Aharon Sherf” powiedział, „Jestem szefem Akademii. Witamy w Mossadzie. Pełna nazwa to Ha Mossad, le Modiyn ve le Tafkidim Mayuhadim [Instytut Wywiadu i Operacji Specjalnych]. Nasze motto: ‚Drogą podstępu prowadź wojnę’.”

„To stary numer genitalnego origami z Koniem Trojańskimi” powiedział zapalając papierosa.

„Co to takiego?” nie mogłem powstrzymać uśmiechu, „nigdy wcześniej nie słyszałem takiego określenia.”

„Wiedziałem, że to was zainteresuje” rzekł szczerząc zęby. „Szymon uruchomił Operację Trojan w Lutym tego roku.”

Skinąłem głową. Byłem w Mossadzie, gdy wydano ten rozkaz, a ze względu na moje doświadczenie w marynarce wojennej i znajomość z większością tamtejszych dowódców, uczestniczyłem w planowaniu operacji jako oficer łącznikowy.

Trojan to specjalne urządzenie do komunikacji, które może zostać podrzucone przez komandosów daleko wewnątrz wrogiego terytorium. Działa na zasadzie stacji przekaźnikowej dla fałszywych komunikatów tworzonych przez specjalną jednostkę dezinformacji Mossadu zwaną LAP przeznaczonych dla amerykańskich i brytyjskich stacji nasłuchu. Nagrane wcześniej komunikaty są nadawane z okrętu marynarki IDF na morzu i jedynie Trojan może je odebrać. Następnie urządzenie powtarza komunikat na innej częstotliwości, tej używanej oficjalnie we wrogim państwie, który jest przechwytywany przez amerykański nasłuch w Wielkiej Brytanii.

Podsłuchujący nie maja wątpliwości, że przechwycili prawdziwe komunikaty, stąd nazwa Trojan, przypominająca mitycznego Konia Trojańskiego. Potem zawartość komunikatu po odszyfrowaniu potwierdza doniesienia z innych źródeł wywiadowczych, tzn. z Mossadu. Jedyny haczyk polega na tym, że sam Trojan musi być umieszczony jak najbliżej źródła zwyczajowych transmisji ze względu na złożone metody triangulacji używane przez Amerykanów i inne służby do weryfikacji źródeł.

W tej konkretnej operacji wspomnianej przez Efraima, 2 elitarne jednostki wojskowe uczyniono odpowiedzialnymi za dostarczenie Trojana na właściwe miejsce. Jedna to jednostka zwiadu Matkal a druga to komandosi Flotilla 13 z marynarki, których zadaniem było podrzucenie urządzenia w Trypolisie w Libii.

W nocy z 17 na 18 Lutego dwie izraelskie łodzie Moledet klasy SAAR 4 z pociskami rakietowymi uzbrojone m. in. w rakiety ziemia-ziemia Harpoon oraz Gabriel oraz łódź Geula klasy Hohit z pociskami rakietowym, lądowiskiem dla helikoptera i standardowym uzbrojeniem klasy SAAR 4 dokonywały, wyglądającego na rutynowy, patrolu M. Śródziemnego płynąc w kierunku cieśniny sycylijskiej tuż obok terytorialnych wód Libii. Niedaleko na północ od Trypolisu okręty, widoczne na ekranach radarów w tej stolicy oraz na włoskiej wyspie Lampedusa, zwolniły do około czterech węzłów na czas potrzebny przez 12 komandosów marynarki w 4 okrętach podwodnych zwanych „świniami” i 2 nisko-profilowanych łodziach patrolowych zwanych „ptakami” do przejścia na pokłady tych mniejszych jednostek.

Każdy „Ptak” był wyposażony w działko na rufie MG kaliber 7.62 oraz szereg ręcznych pocisków przeciwczołgowych, mógł zmieścić 6 komandosów na pokładzie i holować puste „świnie”. Te zaś zostały podholowane tak blisko brzegu jak się dało, zmniejszając dystans konieczny do pokonania o własnych siłach (poruszają się pod wodą i są ciche ale dość wolne).

Z odległości 2 mil od libijskiego wybrzeża widać było migoczące światła Trypolisu na południowym wschodzie. Ośmiu komandosów wślizgnęło się po cichu do „świń” i wyruszyli w kierunku brzegu. „Ptaki” pozostały oczekując w umówionym miejscu gotowe zareagować w razie potrzeby. Po wylądowaniu na plaży komandosi pozostawili swoje transportery w kształcie cygara zanurzone w płytkiej wodzie i podążyli wgłąb lądu niosąc ze sobą ciemnozielony cylinder z Trojanem, długi na 6 stóp i o średnicy 7 cali. Do niesienia potrzeba 2 ludzi.

Szary miniwan był zaparkowany około 100 stóp od plaży na poboczu drogi, będącej autostradą prowadzącą wzdłuż wybrzeża z Sabratah przez Trypolis do Bengazi. O tej porze w nocy praktycznie nie było ruchu. Wydawało się, że kierowca miniwana naprawia przebite koło. Gdy zbliżyła się drużyna, przestał pracować i otworzył tylne drzwi auta. Był bojownikiem Mossadu. Bez słowa 4 osoby wsiadły do samochodu, który wyruszył w kierunku miasta. Pozostałe 4 powróciły na plaże zajmując pozycje obronne przy zanurzonych „świniach”. Ich zadaniem było bronić pozycji zabezpieczających trasę odwrotu zespołu, który pojechał do miasta.

W tym samym czasie dywizjon izraelskich myśliwców uzupełniał w powietrzu paliwo na południe od Krety gotowy do pomocy. Były w stanie utrzymać dowolne siły lądowe z dala od komandosów pozwalając na mniej zorganizowany odwrót. Teraz mały oddział komandosów podzielił się na 3 zespoły – najbardziej newralgiczną formację. W przypadku napotkania wroga mieli zachowywać się krańcowo wstrzemięźliwie zanim druga zaatakuje.

Miniwan zaparkował na tyłach apartamentowca przy ulicy Al Jamhuriyh w Trypolisie, mniej niż trzy przecznice od koszarów Bab al Azizia gdzie znajdowała się znana kwatera główna i rezydencja Kadafiego. Teraz ludzie w aucie byli już przebrani w cywilne ubrania. Dwie osoby zostały przy samochodzie na czatach a dwie inne pomagały żołnierzowi Mossadu zabrać cylinder owinięty w dywan na najwyższe piętro 5-piętrowego budynku.

W apartamencie zdjęto pokrywę cylindra, rozwinięto mała antenę w kształcie talerza i umieszczono ją przeciw północnego okna. Urządzenie zostało uruchomione, Koń Trojański był na swoim miejscu.

Żołnierz Mossadu wynajął apartament na 6 miesięcy i zapłacił z góry. Nikt poza nim nie miał powodu by tam wchodzić. Jeśli jednak ktoś by się na to zdecydował to Trojan dokonałby samozniszczenia niszcząc także większość górnych pięter. 3 osoby zaczęły powrót do miniwanu by przybyć na umówione spotkanie z przyjaciółmi na plaży.

Żołnierz zostawił komandosów na plaży i powrócił do miasta by monitorować Trojana przez kilka następnych tygodni. Komandosi bez zwłoki odbili od brzegu, nie chcieli być zaskoczeni na libijskich wodach o świcie. Dopłynęli do „ptaków” i wyruszyli z pełną prędkością w kierunku ustalonych wcześniej współrzędnych, gdzie spotkali się z łodziami rakietowymi, na których wcześniej przybyli.

Już pod koniec Marca Amerykanie przechwytywali komunikaty nadawane przez Trojana, uruchamianego tylko podczas godzin dużego ruchu na łączach. Mossad starał się upozorować przekaz długiego ciągu rozkazów o charakterze terrorystycznym do różnych libijskich ambasad na całym świecie (zwanych przez Libijczyków „Ludowymi Biurami”). Tak jak się spodziewano Amerykanie rozszyfrowali transmisje i zinterpretowali je jako dowód aktywnego wspierania terroryzmu przez Libię. Co więcej Amerykanie podkreślali, że było to potwierdzone przez raporty Mossadu.

Jednak Francuzi i Hiszpanie nie kupowali tego nowego strumienia informacji. Było podejrzane według nich, że ni stąd ni zowąd Libijczycy, dotąd niezwykle ostrożni, zaczęli reklamować swoje przyszłe działania. Za podejrzane uważali także to, że w kilku przypadkach słownictwo raportów Mossadu brzmiało podobnie do zakodowanych komunikatów z Libii. Przekonywali także, że gdyby istniały post-factum libijskie transmisje o zamachu terrorystycznym na dyskotekę La Belle w Zachodnim Berlinie 15 Kwietnia, to można byłoby zamachowi zapobiec ponieważ z pewnością musiałyby być nadawane transmisje przed zamachem – nasłuch wywiadów by na to pozwolił. Rozumowali dalej, że skoro zamach nie został powstrzymany to sprawcami nie mogli być Libijczycy, a ich „nowe komunikaty” są fałszywe. Francuzi i Hiszpanie mieli rację. Komunikaty były fałszywe a Mossad nie miał pojęcia kto podłożył bombę, która zabiła amerykańskiego żołnierza i raniła kilku innych. Ale Mossad był uwikłany w układy z wieloma europejskim organizacjami terrorystycznymi i był przekonany, że w delikatnej sytuacji w jakiej znalazła się Europa, zamach bombowy z amerykańskimi ofiarami był tylko kwestia czasu. Szefowie Mossadu liczyli na amerykańską obietnicę odwetu na każdym państwie z dowiedzionymi powiązaniami z terroryzmem. Organizacja kierowała również uwagę na obraz Kadafiego jako szaleńca i jego podniosłe deklaracje, przeznaczone w rzeczywistości do krajowej konsumpcji.

Trzeba pamiętać, że wcześniej Kadafi nakreślił linię na morzu, odgradzając Zatokę Sidra jako libijskie wody terytorialne nazywając nową granicę morską linią śmierci (przez co nie wyglądał na umiarkowanego). Ostatecznie Amerykanie wpadli w intrygę Mossadu w pełnym pędzie pociągając za sobą dość niechętnych Brytyjczyków i Niemców. Operacja Trojan była jednym z największych sukcesów Mossadu. Doprowadziła do uderzenia na Libię z powietrza tak jak obiecał prezydent Reagan – co miało 3 ważne skutki. Po pierwsze wykoleiła umowę dotyczącą uwolnienia amerykańskich zakładników w Libanie, utrzymując w oczach Zachodu pozycję Hezbollahu (Partii Boga) jako wroga numer 1. Po drugie cały świat arabski otrzymał przesłanie w sprawie pozycji USA w konflikcie arabsko-izraelskim. Po trzecie bardzo poprawiło wizerunek własny Mossadu, ponieważ zdołał dzięki pomysłowemu rozdaniu popchnąć USA do tego, co trzeba było zrobić. Jedynie Francuzi nie kupili przekrętu Mossadu i byli zdecydowani by nie stać się częścią amerykańskiej agresji. Odmówili amerykańskim bombowcom przelotu nad własnym terytorium podczas ataku na Libię.

14 Kwietnia 1986 160 amerykańskich samolotów zrzuciło 60 ton bomb na Libię. Najeźdźcy zbombardowali międzynarodowy port lotniczy w Trypolisie, koszary Bab al Azizia, bazę marynarki wojennej Sidi Bilal, miasto Bengazi, i pobliskie lotnisko Benine. Siły uderzeniowe składały się z 2 głównych trzonów, jeden pochodzący z Anglii a drugi z płaskowyżów nad M. Śródziemnym. Z Anglii przyleciały 24 F-111 z Lakenheath, 5 EF-111 z Upper Heyford oraz 28 powietrznych tankowców z Mildenhall i Fairford. Podczas ataku do F-111 i EF-111 dołączyło 16 szturmowych A-6 i A-7 ze wsparciem, 6 myśliwców FA-18, 14 samolotów walki elektronicznej EA-6B, inne samoloty wsparcia. Maszyny marynarki wojennej startowały z lotniskowców Coral Sea oraz America. Zginęło 40 libijskich cywilów w tym adoptowana córka Kadafiego. Zginęli również amerykańcy pilot i specjalista od broni na pokładzie F-111, który eksplodował.

Po bombardowaniach Hezbollah zerwał negocjacje w/s zakładników przetrzymywanych w Bejrucie i dokonał egzekucji trzech z nich, w tym Amerykanina Petera Kilburna. Dwaj francuscy dziennikarze zostali zwolnieni pod koniec Czerwca w nagrodę za brak udziału Francji w ataku (tak się złożyło, że podczas nalotu zagubiona bomba trafiła francuską ambasadę w Trypolisie).

Efraim wyłuszczył mi wszystko i potwierdził informacje, które miałem wcześniej. Potem kontynuował „Po zbombardowaniu Libii, nasz przyjaciel Kadafi na pewno pozostanie na uboczu przez jakiś czas. Irak i Saddam Hussejn są następnym celem. Zaczynamy budować jego wizerunek jako wielkiego złoczyńcy. To trochę potrwa ale na pewno w końcu zadziała.”

„Ale czy Saddam nie jest uznawany za umiarkowanego w stosunku do nas, w sojuszu z Jordanią, jako wielki wróg Iranu i Syrii?”.

„Tak, dlatego jestem przeciwny tej operacji. Ale taka jest dyrektywa i muszę się podporządkować. Mam nadzięję, że ty i ja zakończymy naszą małą operacją zanim wydarzy się coś wielkiego. Przecież już zniszczyliśmy jego ośrodek nuklearny i zarabiamy pieniądze sprzedając mu technologie i wyposażenie poprzez RPA”.

Przez kolejne tygodnie dokonywano coraz większej liczby odkryć dotyczących wielkiego działa i innych elementów machiny wojennej Saddama. Mossad praktycznie nasycił przestrzeń wywiadowczą informacjami o niegodziwych zamiarach Saddama Groźnego, zakładając, że wkrótce będzie miał wystarczająco dużo sznura by się powiesić. Było bardzo jasne, jaki był ogólny cel Mossadu. Chciał by Zachód spełniał jego zachcianki tak, jak zrobili to Amerykanie w Libii bombardując Kadafiego. W końcu Izrael nie miał lotniskowców ani dużych sił powietrznych i chociaż potrafił zbombardować obóz uchodźców w Tunezji, to nie było to samo. Przywódcy Mossadu wiedzieli, że jeżeli mogą wystarczająco zaszkodzić wizerunkowi Saddama i zagrozić dostawom ropy znad Zatoki Perskiej, które dotąd ochraniał to USA i ich sojusznicy nie przepuściliby mu w najmniejszym stopniu. Podjęliby kroki, które praktycznie wyeliminowałyby jego armię i potencjał obronny, szczególnie, jeśli daliby się przekonać, że to ostatnia szansa przed uzyskaniem przez Saddama broni nuklearnej.

Arystokracja-wywiadu

Nigdy nie poznamy wszystkich tajemnic, które Jaser Arafat przekazał CIA Działają sami. Ich nazwisk nie ma na żadnej liście tajnych agentów. Dbają o anonimowość bardziej niż inni uczestnicy gry wywiadowczej. To agenci wpływu. Superszpiedzy. Mężczyźni, czasem kobiety, którzy z różnych powodów zdecydowali się podpisać faustowski pakt z diabłem. Niektórzy dla pieniędzy, inni z powodów ideologicznych. Wszyscy są święcie przekonani, że nie zawiedli niczyjego zaufania, nie złamali żadnej z zasad. Nie uważają tego, co robią, za niemoralne.

Rekin

Niewątpliwie najsławniejszym z nich był Robert Maxwell. Dla świata rekin mediów, człowiek instytucja, właściciel czterystu gazet, czasopism, wydawnictw i stacji telewizyjnych, drukarni i elektronicznych baz danych rozsianych po całym świecie.

Przy wadze 141 kg miał w pasie 142 cm, a obwód jego kołnierzyka wynosił 53 cm. Wyglądał jak potwór, niesamowity jak Hulk z komiksów czy filmowy Frankenstein. Miał najważniejszą cechę każdego superszpiega – fenomenalną pamięć. A także umiejętność dotarcia do ludzi władzy na najwyższym szczeblu. Potrafił bez przeszkód wejść do Białego Domu do prezydenta Reagana czy do premier Margaret Thatcher na Downing Street. Był gościem honorowym na Kremlu u Michaiła Gorbaczowa i w Warszawie u Wojciecha Jaruzelskiego. Podobnie był traktowany w siedzibie najwyższych władz Chin – Zakazanym Mieście w Pekinie.

Maxwell wykorzystywał te kontakty oraz tysiące innych w firmach zbrojeniowych, bankach, a nawet służbach wywiadowczych, by szpiegować na rzecz Izraela. Szymon Peres, były premier Izraela, który wprowadził go do Mossadu w 1989 r. powiedział mi, że nikt nigdy do końca się nie dowie, jak wiele uczynił Maxwell dla bezpieczeństwa Izraela.

Okrutny dla żony Betty i dzieci, znienawidzony tyran dla 24 tys. pracowników na całym świecie, żarłok i nienasycony samiec. Jednym słowem – pełen wad. Mossad wszystko to jednak tolerował, ponieważ Maxwell prawie bez niczyjej pomocy dostarczał im takich informacji wywiadowczych, do jakich nie potrafili dotrzeć nawet najlepsi katza – zawodowi agenci.

Jednym przebiegłym posunięciem Maxwell zdobył tajemnice polskiego wywiadu i sprzedał Mossadowi program komputerowy Promis, wyposażony w tajną elektroniczną „furtkę”, pozwalającą izraelskiemu wywiadowi podsłuchiwać szefów polskich szpiegów i poznawać ich plany. Tę samą sztuczkę powtórzył w Stanach Zjednoczonych, dostarczając najważniejszemu ośrodkowi badań atomowych w Los Alamos kopię spreparowanego programu. Sprzedał Promis brytyjskiemu kontrwywiadowi (MI5), wywiadowi kanadyjskiemu i wielu innym agencjom wywiadowczym na świecie, nawet w komunistycznych Chinach. Mistrzowska operacja Maxwella pozwoliła Mossadowi otworzyć własne okno na szpiegowski świat jego rywali.

Człowiek, który otrzymał wiele najwyższych odznaczeń za udział w bitwach II wojny światowej, który był powiernikiem księcia Karola i księżnej Diany, którego Henry Kissinger traktował jak równego sobie, przez trzy lata dostarczał Izraelowi najtajniejszych informacji szpiegowskich. Potem zaczął jednak nadużywać cierpliwości swych mocodawców. Przełomowym momentem jego wywiadowczej kariery było żądanie, by Mossad wydobył go z finansowej zapaści i pętli długów. Po tym jak ukradł 400 mln funtów szterlingów z funduszu emerytalnego swoich pracowników, a banki zaczęły go osaczać, Maxwell zaczął się domagać od Mossadu natychmiastowej wypłaty 400 mln funtów i kolejnych 2 mld funtów na pokrycie pozostałych długów. Szef Mossadu poradził mu, aby zwrócił się do banków w sprawie restrukturyzacji zadłużenia, jak to zrobił inny magnat prasowy – Rupert Murdoch. Maxwell w odpowiedzi ryknął, że nie jest Murdochem i zagroził, że powie wszystko, co wie o Mossadzie, i opublikuje to w swoich gazetach.

Informatorzy z izraelskiego wywiadu powiedzieli mi potem, że nie było innego wyjścia – trzeba było „załatwić” Maxwella za ten brutalny szantaż. Czteroosobowe komando kidonu (zabójców z izraelskiego wywiadu) otrzymało rozkaz zamordowania go. Zrobili to, jak zwykle, w sposób dramatyczny. Wstrzyknęli mu śmiertelną dawkę paraliżującej trucizny, kiedy nocą wyszedł na pokład luksusowego jachtu „Lady Ghislaine” (imię jego ulubionej córki) na spotkanie rzekomych wysłanników wywiadu, którzy mieli mu przywieźć pieniądze. Jacht był wówczas na pełnym morzu.

Wiktor Ostrowski, były agent Mossadu, powiedział mi wprost: „Kłopoty Mossadu z Maxwellem spoczęły w słonych wodach Atlantyku”. Kilka dni później wysłany na poszukiwanie helikopter odnalazł ciało agenta niedaleko wybrzeży Wysp Kanaryjskich. Piętnaście metrów pod wodą, twarzą ku niebu, ze złączonymi nogami Robert Maxwell wyglądał jak przybity do niewidzialnego krzyża.

Dziewięciu premierów Izraela i szefów Mossadu wzięło udział w jego pogrzebie, który odbył się w Jerozolimie. Nikt wówczas nie wiedział, że na Górze Oliwnej został pochowany bez mózgu, który zapodział się w czasie sekcji zwłok. Kilka tygodni po pogrzebie w wielkiej tajemnicy otwarto grób i mózg Maxwella umieszczono w całunie owijającym jego wielkie ciało.

Czy ktokolwiek może wątpić, że Robert Maxwell zgodziłby się na taki finał swej niezwykłej, choć krótkiej, zaledwie trzyletniej, kariery największego superszpiega w historii Izraela?

Rais

Kilkanaście kilometrów od Jerozolimy, na Zachodnim Brzegu, inny agent wpływu spoczywa dziś w betonowej trumnie – to Jaser Arafat. W listopadzie Arafat zmarł tak, jak żył – wśród zamieszania, intryg i farsy. Niewielu wie, że był nie tylko terrorystą i mistrzem manipulacji, lecz także ważnym „źródłem osobowym” CIA.

Jakiś czas po tym, jak Arafat 30 lat temu wkroczył na światową scenę w ONZ – z pistoletem w jednej dłoni, a gałązką oliwną w drugiej, zaproszono go do „bezpiecznego domu” CIA na Górnym Manhattanie w Nowym Jorku. Tam czekał na niego sam William Egan Colby, dziesiąty z kolei dyrektor CIA. Przy filiżance mocnej tureckiej kawy i ulubionych słodyczach Arafata ubito z nim interes.

Korzystając z niedawno uzyskanego statusu na forum międzynarodowym, Arafat miał zostać „głównym źródłem osobowym” – wysokiej rangi informatorem CIA. Miał otrzymywać od wywiadu USA stałą pensję w wysokości 50 tys. USD rocznie (plus nie ograniczony zwrot kosztów) w zamian za poufne informacje o tym, co dzieje się w arabskich stolicach. Taki był początek kariery wywiadowczej, w której trakcie Jaser Arafat miał zdradzić wywiadowi USA wiele tajemnic oraz tajnych decyzji politycznych podejmowanych w kręgach władzy w Kairze, Damaszku i stolicach innych państw Ligi Arabskiej.

Człowiek, którego w Izraelu nazywa się „ojcem chrzestnym terroryzmu”, opanowany żądzą całkowitego zniszczenia państwa żydowskiego, stał się dla CIA cenionym agentem wpływu. „Istotna część polityki USA na Bliskim Wschodzie była budowana na tym, co otrzymywaliśmy od Arafata” – powiedział mi były analityk CIA.

To Arafat potwierdził, że ZSRR uzbraja Syrię i że Saddam Husajn planuje atak na Kuwejt. To Arafat przekazał CIA szczegółowe informacje, którzy saudyjscy książęta popierają Osamę bin Ladena. Wiele z tych informacji potwierdzało tylko to, czego CIA dowiedziała się z innych źródeł. Ale niektóre informacje Arafata, jak ta o rozpoczęciu przez Iran programu zbrojeń atomowych, były nowe.

Cienie wielkich agentów

Tak jak Mossad tolerował bezczelne zachowanie Roberta Maxwella, tak CIA długo przymykała oczy na homoseksualne orgie Arafata i na kradzieże pieniędzy z sejfów Organizacji Wyzwolenia Palestyny, a potem z międzynarodowej pomocy dla Autonomii Palestyńskiej. Przejęcie szefostwa CIA przez George’a Teneta oznaczało jednak kres kariery Arafata jako najważniejszego źródła wywiadowczego CIA na Bliskim Wschodzie. Tenet po prostu mu nie ufał. Równocześnie zadawniony, osobisty konflikt między Jaserem Arafatem a Arielem Szaronem, premierem Izraela, stał się przeszkodą w doprowadzeniu do pokoju na Bliskim Wschodzie. Przez te lata Mossad nie mniej niż 13 razy próbował Arafata zabić. Niektóre zamachy organizował Rafi Eitan, dyrektor tajnych operacji Mossadu. Kiedyś wyznał mi szczerze: „Żałuję tylko, że Arafat umrze, nim go dopadnę”.

Czy naprawdę Arafat spokojnie umarł? A może został otruty? Pogłoski o truciźnie zostały zdementowane przez francuskich lekarzy, którzy leczyli raisa w Paryżu. Ale nawet oni nie potrafili postawić ostatecznej diagnozy i określić przyczyny śmierci. Pogłoska o otruciu nadal krąży po bliskowschodnich bazarach: czy to czasem nie Mossad zamordował Arafata? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy, podobnie jak nie poznamy wszystkich tajemnic, które Arafat przekazał CIA. Jedno jest pewne – w wojnie z terroryzmem, ogłoszonej przez prezydenta Busha, rola agentów wpływu będzie rosła.

Nie jest już tajemnicą, że główne agencje wywiadowcze Zachodu są gotowe spełnić każde żądanie i zapłacić każdą sumę, by umieścić swego agenta w najbliższym otoczeniu bin Ladena. Ochrona takiego „źródła” będzie zadaniem najwyższej wagi – agent wpływu będzie otoczony większą tajemnicą niż ktokolwiek przedtem.

Nazwiska niektórych agentów wpływu ujawniono dopiero po wielu latach. Tak było na przykład w wypadku król Jordanii Husajna, który pracował dla kilku wywiadów, w tym dla Mossadu. Rafi Eitan zdradził mi tylko, że „król był cennym agentem. Nie mogę ci powiedzieć jak bardzo. Przyjmij więc, że był dla nas cenny”. Te słowa dotyczą właściwie wszystkich agentów wpływu – szpiegowskich arystokratów.

Types of Terrorism and 9/11

Victor Ostrovsky, a Canadian born former Mossad agent, recounts a very good example of the preparation of a false flag terrorist operation. In his book „The Other Side of Deception”46, Ostrovsky explains the preparations for an assassination during the Madrid, Middle East Conference in the fall of 1991:

„In the months leading up to [the Madrid Peace Conference], the American president had truly believed he’d be able to bring about a change in the hardheaded attitudes that had prevailed in the [Middle East] for decades. In an effort to bring the right-wing government of Yitzhak Shamir to the negotiating table in what was to be an international peace conference, the president had applied the kind of pressure that an American president rarely has been brave enough to apply. Against the wishes of an angry Jewish community, George Herbert Bush had put a freeze on all loan guarantees to Israel; which were to come to a total of ten billion dollars over the next five years. This freeze was not intended to punish Israel for the construction of settlements in the occupied West Bank and the Gaza Strip (regarded by the United States as illegal,) but to force the cash-strapped Likud government to the negotiating table.

„Upon making that decision, the president was instantly placed on the blacklist of every Jewish organization in the United States, and regarded as the greatest enemy of the state of Israel. In Israel, posters depicting the president with a pharaoh’s headgear and the inscription „We have overcome the pharaohs, we will overcome Bush” were pasted across the country. Shamir called the president’s action „Am-Bush.”

„Israeli messengers in all the communities across the United States immediately went into high gear, launching attacks against the president. They fed the media an endless stream of criticism, while trying at the same time to make it clear to Vice President Dan Quayle that he was still their sweetheart and that what the president was doing in no way affected their opinion of him.

„(…) The right-wingers’ silent cry was to somehow stop the [peace] process, which they believed would lead to a compromise that would force Israel to return more land. Refusing to believe that such a compromise would ever be made settlers in the Occupied Territories had launched a new wave of construction, with the unrelenting help of Ariel Sharon, the minister of housing.47

„A certain right-wing clique in the Mossad regarded the situation as a life-or-death crisis and decided to take matters into their own hands, to solve the problem once and for all. They believed that Shamir would have ordered what they were about to do if he hadn’t been gagged by politics. Like many others before them, in countless countries and administrations, they were going to do what the leadership really wanted but couldn’t ask for, while at the same time leaving the leadership put of the loop – they were going to become Israeli versions of Colonel Oliver North, only on a much more lethal level.

„To this clique, it was clear what they must do. There was no doubt that Bush would be out of his element on October 30 when he arrived in Madrid to open the peace talks. This was going to be the most protected event of the year, with so many potential enemies meeting in one place. On top of that, there were all those who were against the talks: the Palestinian extremists and the Iranians and the Libyans, not to mention the decimated Iraqis with their endless calls for revenge for the Gulf War.

„The Spanish government had mobilized more than ten thousand police and civil guards. In addition, the American Secret Service, the Soviet KGB, and all the security services of all the countries involved would be on hand.

„The Madrid Royal Palace would be the safest place on the planet at the time, unless you had the security plans and could find a flaw in them. That was exactly what the Mossad planned to do. It was clear from the start that the assassination would be blamed on the Palestinians – perhaps ending once and for all their irritating resistance and making them the people most hated by all Americans.

„Three Palestinian extremists were taken by a Kidon unit48 from their hiding place in Beirut and relocated incommunicado in a special detention location in the Negev desert. The three were Beijdun Salameh, Mohammed Hussein, and Hussein Shahin.

„At the same time, various threats, some real and some not, were made against the president. The Mossad clique added its share, in order to more precisely define the threat as if it were coming from a group affiliated with none other than Abu Nidal. They knew that name carried with it a certain guarantee of getting attention and keeping it. So if something were to happen, the media would be quick to react and say, „We knew about it, and don’t forget where you saw it first.”

„Several days before the event, it was leaked to the Spanish police that the three terrorists were on their way to Madrid and that they were probably planning some extravagant action. Since the Mossad had all the security arrangements in hand, it would not be a problem for this particular clique to bring the „killers” as close as they might want to the president and then stage a killing. In the ensuing confusion, the Mossad people would kill the „perpetrators,” scoring yet another victory for the Mossad. They’d be very sorry that they hadn’t been able to save the president, but protecting him was not their job to begin with. With all the security forces involved and the assassins dead, it would be very difficult to discover where the security breach had been, except that several of the countries involved in the conference, such as Syria, were regarded as countries that assisted terrorists. With that in mind, it would be a foregone conclusion where the breach was.

„As far as this Mossad clique was concerned, it was a win-win situation.49

Ostrovsky goes on to relate in his book how he helped foil the plot by simply making it known, first of all to a congressman close to the president, and that information concerning the plot was leaked to the national press. Syndicated columnist Jack Anderson presented the whole story in his column as well as Jane Hunter, in her newsletter. Public exposure of the plot prohibited it from being carried out. Ostrovsky concludes:

„I heard later that after the president had landed in Madrid, the American embassy there received a bomb threat on the phone, and that a section of he embassy was evacuated while the president was in the building. But the rest of the plan was called off, and even though the Spanish police received the names and descriptions of the three supposed assassins, they were never let out of the holding facility in the Negev. Later, they were transferred to the Nes Ziyonna research facility, where they were terminated.”50

Though Ostrovsky published his book in 1994, few of the facts he exposes have made it into the common knowledge of the general public. Given the above related incident, it should come as no surprise that George Bush, Jr. Is reluctant to pressure Israel to seriously engage in the peace process. As this episoed shows, Israel is not only an ally, it can also be a deadly enemy.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s