Wojtyła a żydzi i masoni

Żydowski historyk: “Istnieje wiele dowodów na to, że Papież Jan Paweł II był Żydem”

Yaakov Wise, żydowski historyk mieszkający w Manchester twierdzi, że papież Jan Paweł II miał pochodzenie żydowskie. Yaakov Wise, badacz żydowskiej historii i filozofii zainteresował się pochodzeniem Karola Wojtyły po przyglądnięciu się fotografiom matki Karola Wojtyly, Emilii Kaczorowskiej. Wise pokazał zdjęcia matki Karola Wojtyly kilku osobom, nie informując czyje jest to zdjęcie. “Wszyscy [moi rozmówcy] powiedzieli, że [osoba na zdjęciu] wygląda na Żydówkę. Wobec tego rozpocząłem badania jej pochodzenia.” – powiedział Yaakov Wise.

Wise twierdzi, że jakkolwiek ojciec Karola Wojtyły był etnicznym Polakiem, to matka mogła mieć pochodzenie żydowskie. “Emilia Kaczorowka to po angielsku Emily Katz, a Katz jest popularnym nazwiskiem Żydów z Europy Wschodniej” – uważa Wise.

Yaakov Wise przypomina również, że ojciec Emilii – Feliks Kaczowski, był przedsiębiorcą w Bielsku-Białej. Babcia Emilii – ciągnie dalej Wise – nazywała się Maria Anna Scholz, “to po angielsku Schulze, co jest równie popularnym nazwiskiem wśród Żydów, tak samo jak Rybicka, bądź “Ryback”, jak nazywała się prababcia Karola Wojtyły, Zuzanna”. Wszystkie te nazwiska i ich odpowiedniki znajdują się na cmentarzu żydowskim w Bielsku-Bialej – dodaje Yaakov Wise.

“Pochodzenie Papieża [Jana Pawła II] było badane przez amerykańskich historyków” – mówi Wise – “Ale nikt nie badał korzeni rodzinnych poprzez pryzmat społeczności żydowskiej, a ja jako żydowski historyk, mam dostęp do informacji, o których nie-żydowscy historycy nie wiedzą [że istnieją]”.

“Nie czynię żadnych ostatecznych podsumowań” – mówi Wise – “ale twierdzę, że istnieje wiele dowodów na to, że [Papież Jan Paweł II] był Żydem.”

“Matka [przyszłego] Papieża pochodziła z żydowskiej społeczności i wyszła za mąż za katolika. [Ten fakt pochodzenia żydowskiego] rzucałby światło na to dlaczego [przyszły] Papież musiał się ukrywać przed Nazistami w listopadzie 1940 roku. Jeśli byłby czystym etnicznie Polakiem, nie byłoby to konieczne.”

“Wyjaśnia to również dlaczego ten Papież czuł wielką potrzebę poprawienia stosunków pomiędzy Kościołem w Rzymie a ludem żydowskim.” – konkluduje Yaakov Wise.

KOMENTARZ BIBUŁY: O pochodzeniu żydowskim Karola Wojtyły poprzez Jego matkę Emilię, pisano już tu i ówdzie. Jedni pisali o tym w maniackim szukaniu “żyda” w każdym przeciwniku, inni z czystej chęci zrozumienia Jego prożydowskich inklinacji. Yaakov Wise próbuje odgrzać ten kotlet, jednak jak na razie nie widać żadnych konkretnych na to dowodów; coś się smaży, jakiś dym się unosi, ale to za mało. Zaś posługiwanie się “dowodami”, iż polskie nazwisko “Kaczorowska” po angielsku brzmi “Katz”, a nazwisko “Katz” czy “Ryback” jest popularne wśród Żydów pochodzących z Europy Wschodniej, po prostu nie przystoi poważnym historykom. Jeśli miałby to być jedyny dowód na żydowskie pochodzenie Karola Wojtyły, to trzeba przyznać, że pan Wise jest bardziej plotkarzem niż historykiem.

O dziurach w świadomości historycznej oraz o antypolskim uprzedzeniu pana Wise, świadczą też słowa, iż “[przyszły] Papież musiał się ukrywać przed Nazistami w listopadzie 1940 roku, a jeśli byłby czystym etnicznie Polakiem, nie byłoby to konieczne.” Co ma znaczyć ta sugestia? – należałoby zapytać historyka Wise.

W wypowiedzi zwraca uwagę jednak szczególny fragment: jawne przyznanie się do tego, iż żydowscy historycy dysponują dostępem do dokumentów i informacji, nie tylko nie dostępnych dla nie-żydów, ale “o których nie-żydowscy historycy nie wiedzą [że istnieją]”.

W czasie gdy organizacje żydowskie i samo państwo Izrael naciska wszystkie kraje do ujawnienia dokumentów z czasów II Wojny światowej, gdy naciska się Watykan do otworzenia wszystkich swoich archiwów, gdy niedawno odniesiono sukces łamiąc Niemców, którzy zgodzili się na udostępnienie archiwów w Arolsen (ale uwaga: od razu podano, że “tylko wybrani historycy będą mieli dostęp do tych archiwów” – !!!), w tym samym czasie dowiadujemy się o istnieniu dokumentów zupełnie niedostępnych dla nie-żydów.

Jak zatem mają wyglądać rzetelne badania historyczne, gdy z jednej strony kontrolę nad archiwami przejmują “wybrani historycy” (wybrani przez kogo i spośród jakiej grupy? – należy zapytać retorycznie), z drugiej strony nikomu nie udostępnia się olbrzymich archiwów w Haifie czy Tel Avivie, a przy tym skutecznie zastrasza się środowiska historyków “kłamstwem oświęcimskim”? Badania w takich warunkach będą zawsze nieobiektywne, zideologizowane i będzie można “udowodnić” każdą liczbę, wykreować każdy fakt i wpoić w tak ubezwłasnowolnione społeczeństwa każdą “prawdę” historyczną. Pewnym grupom o to właśnie chodzi – nie o wyjaśnianie prawdy, lecz o trzymanie społeczeństwa w stanie niewiedzy, w którą można wtłoczyć każdą bajkę.

Pośmiertna nagroda żydowska dla Jana Pawła II

Medal za zasługi dla relacji żydowsko-chrześcijańskich przyznało pośmiertnie Janowi Pawłowi II Centrum Szymona Wiesenthala. Wraz z Papieżem-Polakiem takimi medalami zostali upamiętnieni: zmarły przed 23 laty amerykański dyplomata Hiram Bingham IV, który jako konsul w Marsylii umożliwił wielu Żydom ucieczkę przed hitlerowcami, i nieżyjący już od 46 lat brytyjski premier Winston Churchill. Centrum Wiesenthala przyznało Janowi Pawłowi II przed ponad siedmiu laty nagrodę humanitarną. Wręczyła mu ją wówczas (1 grudnia 2003 r.) delegacja europejskiej sekcji tej żydowskiej organizacji, rozwiniętej głównie w USA, a mającej swój ośrodek w Los Angeles.

Szewach Weiss: Jan Paweł II “jest naszym wspólnym polsko-żydowskim bohaterem”

– Jan Paweł II podkreślał, że Żydzi to starsi bracia chrześcijan. Czułem jednak, że to on jest moim starszym bratem – przyznaje prof. Szewach Weiss.

Szewach Weiss w rozmowie z „Super Expressem” wspomina dzień, w którym kard. Wojtyła został wybrany papieżem. – Poczułem ogromne wzruszenie i dumę – mówi.

– Mimo że relacje dyplomatyczne z Polską były wtedy fatalne, wiedziałem, że dzieje się coś ważnego. Na samym statku było wielu Żydów pochodzących z Polski i dało się zauważyć, że wszyscy się cieszą. My, Żydzi, między sobą zawsze nazywaliśmy go “naszym papieżem”. Zresztą był uwielbiany wśród Żydów jeszcze jako Karol Wojtyła – wspomina Weiss.

Profesor podkreśla także rolę papieża w dialogu z Żydami. – Janowi Pawłowi II udało się zrobić więcej niż wszystkim jego poprzednikom – mówi. – Dla mnie, i myślę, że mówię tu także w imieniu narodu żydowskiego, jest naszym wspólnym polsko-żydowskim bohaterem – dodaje.

Szewach Weiss wspomina także niezwykłą chwilę, kiedy Ojciec Święty jako pierwszy w historii odwiedził synagogę. – To było coś wyjątkowego. Dla Żydów w Izraelu i na całym świecie wizyta Jana Pawła II miała podwójne znaczenie. Z jednej strony odwiedzał nas papież, co samo w sobie jest niezwykłą uroczystością. Z drugiej strony do Izraela przyjeżdżał też Polak – wyznaje.

Nawiązuje także do wizyty Ojca Świętego w Instytucie Yad Vashem. – Było to jedno z tych wydarzeń, które człowiekowi zdarzają się dwa-trzy razy w życiu. W judaizmie nie ma świętych, ale tego dnia pojawił się moralny święty brat. Jan Paweł II podkreślał, że Żydzi to starsi bracia chrześcijan. Czułem jednak, że to on jest moim starszym bratem. Jego ówczesna wizyta w Yad Vashem, w Jerozolimie – świętym miejscu Ziemi Obiecanej, tuż przy Ścianie Płaczu, to było coś wielkiego. Powiedziałbym, że to był prawdziwy szczyt chrześcijaństwa. Nigdy tego nie zapomnę – zapewnia.

Główny rabin Polski: “Miłość Jana Pawła II do Żydów nigdy nie zostanie zapomniana”

W sprawie antysemityzmu uczynił więcej aniżeli ktokolwiek inny w ciągu dwóch tysięcy lat – powiedział po beatyfikacji Jana Pawła II rabin Michael Schudrich.

„Jego miłość, wrażliwość i serce wobec nas nigdy nie będą zapomniane” – podkreślił Naczelny Rabin Polski.

Zastrzegając, że będąc rabinem nie ma kompetencji by wnikać w wewnętrzną procedurę Kościoła katolickiego jaką jest proces beatyfikacyjny, Michael Schudrich powiedział, że jako polski Żyd może zaświadczyć, iż Jan Paweł II był człowiekiem wyjątkowym.

Naczelny Rabin Polski wyznał też, iż słysząc imię Jana Pawła II, Żydzi odczuwają ciepło i miłość.

„Kiedy człowiek wobec którego żywimy tak głęboki szacunek i miłość zostaje w tak wielki sposób uhonorowany przez Kościół – to bardzo się cieszymy” – zapewnił KAI Schudrich.

Wystawa Jan Paweł II i Żydzi w Watykanie

Kto jest w tych dniach w Rzymie, może – wszedłszy do tzw. skrzydła Karola Wielkiego na lewo od Bazyliki św. Piotra – znaleźć się nagle na wadowickim rynku albo przy murze krakowskiego getta czy też stanąć pod jerozolimską Ścianą Płaczu i włożyć w jej szczelinę kartkę z własnoręcznie napisaną modlitwą. Tę możliwość daje trwająca tam od końca lipca do 17 września wystawa „Błogosławieństwo dla siebie nawzajem – Papież Jan Paweł II i naród żydowski”. Pierwsze słowa tego tytułu pochodzą z listu, który następca Piotra wystosował 6 kwietnia 1993 r. na 50. rocznicę powstania w getcie warszawskim.

„Jako chrześcijanie i Żydzi idący za przykładem wiary Abrahama jesteśmy powołani, by być błogosławieństwem dla świata (por. Rdz 12, 2). Oto wspólne zadanie, które nas czeka. Jest zatem konieczne, byśmy jako chrześcijanie i Żydzi stali się najpierw błogosławieństwem dla siebie nawzajem”.

Wystawa w Watykanie upamiętnia dwie rocznice: 10-lecie śmierci Jana Pawła II i 50-lecie soborowej Deklaracji Nostra aetate o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. Powstała jednak – jako owoc katolicko-żydowskiej współpracy – już 10 lat temu w Stanach Zjednoczonych. Obiegła od tego czasu 18 amerykańskich ośrodków naukowych i muzeów, tak katolickich jak żydowskich. Stopniowo uzupełniano ją materiałami z takich wydarzeń, jak beatyfikacja i kanonizacja Jana Pawła II, podróże obu jego następców do Ziemi Świętej czy śmierć w 2011 r. jego żydowskiego przyjaciela Jerzego Klugera. Posłuchajmy, co na watykańskiej prezentacji mówił o genezie wystawy jeden z jej twórców. Prof. William Madges wykładał na jezuickim Uniwersytecie św. Franciszka Ksawerego w Cincinnati, gdzie odbyła się ona po raz pierwszy, a od 2006 r. jest profesorem Uniwersytetu św. Józefa w Filadelfii, gdzie również ją goszczono.

„Wystawę «Błogosławieństwo dla siebie nawzajem – Papież Jan Paweł II i naród żydowski» zainspirowała dr Yaffa Eliach, ocalała z Holokaustu, emerytowana profesor Brooklyn College w Nowym Jorku. Kiedy w 2003 r. była z gościnnymi wykładami na Uniwersytecie św. Franciszka Ksawerego, spytała, czy dr Buchanan i ja pomyśleliśmy kiedyś, ilu ludzi naprawdę wie o szczególnej, trwającej przez całe życie relacji Karola Wojtyły ze wspólnotą żydowską. Przyznaliśmy się, że nie. A ona na to: «Jesteśmy wychowawcami. Czy nie powinniśmy czegoś zrobić?». Jej pytanie stało się inspiracją dla tej wystawy. W październiku 2004 r. uzyskaliśmy audiencję u Ojca Świętego i opowiedzieliśmy o naszym projekcie, prosząc o błogosławieństwo. Poinformowaliśmy, że wystawa zostanie otwarta 18 maja 2005 r. jako prezent na jego 85. urodziny. Mamy żywo w pamięci, jak mimo złego stanu zdrowia zabłysły mu oczy, kiedy pokazaliśmy mu książkę ze zdjęciami mającymi się znaleźć na wystawie. Spotkaliśmy się jeszcze z głównym rabinem Rzymu Riccardo Di Segni i wróciliśmy do Stanów Zjednoczonych, by rozpocząć przekształcanie idei w rzeczywistość. Było to niemałe wyzwanie, bo mieliśmy tylko pół roku do urodzin Ojca Świętego”.

Papież swych 85. urodzin nie dożył, więc wystawą uczczono go już po śmierci. Ma ona jasny, dobrze przemyślany układ. Mówił o tym prof. Madges.

„Historia, którą opowiada wystawa, rozwija się na dwóch płaszczyznach. Na jednej są dzieje dwóch chłopców, katolika Karola Wojtyły i Żyda Jerzego Klugera, którzy zaprzyjaźnili się w małym polskim mieście, a po pełnym grozy okresie drugiej wojny światowej i 27 latach rozłąki spotkali się znowu w 1965 r. i odnowili silne więzy przyjaźni. Na innej płaszczyźnie przedstawiono historię dwóch wspólnot religijnych, których wielowiekowe relacje były trudne i napięte nawet w najlepszych czasach, oraz to, jak te stosunki zaczęły się zmieniać najpierw z inicjatywy papieży Jana XXIII i Pawła VI, a potem znacząco dzięki słowom i czynom Jana Pawła II”.

Mamy tu więc klasyczny schemat „żywotów równoległych”, zastosowany już w starożytności w dziele Plutarcha Vitae parallelae. Tyle, że od indywidualnych historii wadowiczan zwanych w dzieciństwie Lolkiem i Jurkiem przechodzi się do dziejów dwóch wspólnot rozumianych coraz szerzej: katolickich i żydowskich mieszkańców Wadowic, narodu polskiego i społeczności Żydów zamieszkującej od wieków na naszych ziemiach, wreszcie całego Kościoła katolickiego i wszystkich, którzy są związani z religijną czy kulturową tradycją judaizmu. Wystawa składa się z czterech sekcji czy, jak je nazywa prof. Madges, rozdziałów.

„Pierwszy rozdział – od roku 1920 do 1938 – dotyczy dzieciństwa Karola Wojtyły w Wadowicach. Drugi – od roku 1939 do 1945 – obejmuje lata wojny, w ciągu których był on świadkiem niewymownych cierpień narodu żydowskiego, i w tym czasie dojrzewało jego powołanie kapłańskie. Trzeci rozdział – od roku 1946 do 1978 – opisuje posługę Karola Wojtyły w Krakowie, rozpoczętą jego święceniami kapłańskimi w listopadzie 1946 r., a osiągającą punkt kulminacyjny w wyborze na papieża w październiku 1978 r. Rozdział końcowy – od roku 1978 do śmierci w kwietniu 2005 r. – opisuje jego znaczące kroki ku pojednaniu wspólnot żydowskiej i katolickiej. Multimedialna wystawa wykorzystuje fotografie, wideo, dźwięki i eksponaty, by dać zwiedzającym poczuć się, jakby rzeczywiście szli z Karolem Wojtyłą jego drogą z Wadowic do Krakowa, a wreszcie do Rzymu i na szeroki świat”.

Wejdźmy więc na tę drogę. Wideo i wszystkie napisy są po angielsku, ale nie brakuje też tekstów dokumentalnych po polsku, a przy wejściu można wypożyczyć polski audioprzewodnik. Historia zaczyna się w Wadowicach. Możemy zobaczyć nie tylko plansze z wadowickiego rynku, ale też rekonstrukcję okna domu Wojtyłów, z którego widać na ścianie kościoła zegar słoneczny z często cytowanym przez Papieża napisem: „Czas ucieka wieczność czeka”. Resztę mieszkania pokazuje wideo z muzeum jego rodzinnego domu. Idziemy dalej od kościoła do synagogi ulicą z żydowskimi sklepami. Na ścianie wisi afisz akademii 3-majowej z nazwiskiem Karola Wojtyły jako aktora w sztuce Żeromskiego „Sułkowski”. Poznajemy życie miasteczka z opowiadań jego katolickich i żydowskich mieszkańców, w tym także Jerzego Klugera. Potem przez rekonstrukcję jednej z bram krakowskiego getta na Podgórzu wkraczamy do okupowanego Krakowa, a na planszach można też zobaczyć zburzoną wadowicką synagogę i obóz oświęcimski. Widoczny jest paralelizm martyrologii Żydów i Polaków. Na tablicy z datami przy roku 1941 czytamy: „Getto żydowskie założone w Krakowie; gestapo aresztuje księży”. Możemy usłyszeć wywiady z Żydami uratowanymi przez polskich katolików.

Następnie wchodzimy w epokę powojenną. Odnotowano też powstanie w 1948 r. państwa Izrael, ale ukazano przede wszystkim posługę kapłańską Karola Wojtyły aż do biskupstwa, udziału w Soborze, kardynalatu. Przypomniano jego wizytę w krakowskiej synagodze Remuh krótko po pamiętnych wypadkach 1968 r. Kolejny etap, to jego wybór na Stolicę Piotrową i wydarzenia pontyfikatu dotyczące dialogu z judaizmem. Jak powiedział prof. Madges, wystawa ma upamiętnić i uczcić pewne „gigantyczne kroki” ku katolicko-żydowskiemu pojednaniu, jakie podjął ten Papież. Pierwszy – to jego wizyta w rzymskiej synagodze, drugi – nawiązanie stosunków dyplomatycznych Stolicy Apostolskiej z państwem Izrael. Trzeci to historyczna wizyta w Izraelu.

„Historyczna papieska wizyta w Izraelu w marcu 2000 r., podczas której dokonał dwóch ważnych, publicznych aktów pamięci: najpierw 23 marca w Yad Vashem przypomniał straszną tragedię Szoah, a trzy dni później podszedł powolnym krokiem do Muru Zachodniego i włożył w jego szczelinę modlitwę, w której dał wyraz pamięci tak o błogosławieństwie judaizmu dla narodów, jak o cierpieniach narodu żydowskiego z ręki chrześcijan i innych ludzi. Oto jego modlitwa: «Boże naszych ojców, który wybrałeś Abrahama i jego potomstwo, aby Twoje Imię zostało zaniesione narodom: bolejemy głęboko nad postępowaniem tych, którzy w ciągu dziejów przysporzyli cierpień tym Twoim synom, a prosząc Cię o przebaczenie pragniemy tworzyć trwałą więź prawdziwego braterstwa z ludem przymierza»”.

Była to ta sama modlitwa, którą dwa tygodnie wcześniej, 12 marca, Papież odmówił na liturgii Dnia Przebaczenia w bazylice watykańskiej. Na wystawie umieszczono rekonstrukcję fragmentu Muru Zachodniego – jedynej widocznej na zewnątrz pozostałości świątyni jerozolimskiej. Nieopodal jest gablota z piuską i laską, których Jan Paweł II używał w Ziemi Świętej, a obok na stoliku leżą kartki z tekstem wspomnianej modlitwy. Każdy zwiedzający może dopisać własną prośbę i włożyć w szczelinę muru wzorem wyznawców judaizmu oraz trzech papieży – bo Benedykt XVI i Franciszek powtórzyli w Jerozolimie ten gest, jak przypominają zawieszone w pobliżu zdjęcia. Tak więc na wystawie nie zabrakło miejsca na modlitwę i zachęty do niej. Organizatorzy ekspozycji, podobnie jak po jej wydaniach amerykańskich, zbiorą potem kartki z modlitwami i zawiozą je do prawdziwej jerozolimskiej Ściany Płaczu.

Naprzeciw jej rekonstrukcji są zdjęcia ze spotkań z wyznawcami różnych religii podczas podróży apostolskich tego długiego pontyfikatu. Przechodząc dalej, zobaczymy jeszcze wideo z pogrzebu Papieża, z jego beatyfikacji i kanonizacji, zdjęcie Jorge Bergoglio otrzymującego z jego rąk nominację kardynalską, a wreszcie oryginalny odlew z brązu prawej dłoni Jana Pawła II, który można dotknąć. Do jego symboliki nawiązał na prezentacji wystawy inny z jej twórców, prof. James Buchanan z Uniwersytetu św. Franciszka Ksawerego w Cincinnati.

„Św. Jan Paweł II, jak można wykazać, zrobił dla dialogu międzyreligijnego więcej, niż ktokolwiek inny. Dłoń przyjaźni i zrozumienia, którą wyciągał ku wszystkim religiom świata, ukształtowała się w relacjach, które miał z Żydami jako dziecko i jako dorosły. Zaczęło się to w Polsce, ale rozciągnęło ostatecznie na cały świat. A może najlepszą ilustracją tych relacji jest jego przyjaźń z Jerzym Klugerem”.

Po 9-letnim tournée w USA wystawa zawitała do Europy. Jest teraz w Watykanie, ale organizatorzy myślą już o następnym etapie, którym będzie być może Kraków. W Ameryce spotkała się ona z niewątpliwym sukcesem – przyznaje prof. Buchanan.

„Ekspozycja miała pod każdym względem wielki sukces w USA. Jeździła od Nowego Jorku do Los Angeles, od Cleveland do Houston. Była wystawiana przez 9 lat w 18 ośrodkach, tak katolickich, jak żydowskich. Zwiedziło ją ponad milion dorosłych i dzieci, a teraz została otwarta w Watykanie. To wszystko świadczy o jej powodzeniu. Ale dla nas, którzy ją stworzyliśmy i zorganizowaliśmy, sukces nie polega na liczbach, pięknie czy rzadkości eksponatów, ale na przesłaniu, jakie ze sobą niesie, i na wpływie, jaki może wywrzeć na ludzi, którzy ją zobaczą. Znaczenie wystawy nie wiąże się z opowiadaną przez nią historią przeszłości, ale z przesłaniem na przyszłość. Bierzemy zwiedzającego w podróż przez przeszłość, ale czynimy to w nadziei, że ta podróż będzie miała wpływ na przyszłość jego samego oraz wspólnot, w których żyje”.

Na czym polega aktualne znaczenie tej wystawy, o tym mówił prof. Buchanan.

„Tym, co czyni obecną chwilę jeszcze bardziej znaczącą, jest fakt, że św. Jan Paweł II i Benedykt XVI to zapewne ostatni papieże, którzy zetknęli się bezpośrednio z Holokaustem. Nigdy nie będzie przesadą podkreślać wagi Holokaustu jako czynnika decydującego dla przemyślenia przez Kościół relacji z Żydami, ogłoszenia Deklaracji Nostra aetate czy historycznych, bezprecedensowych kroków Jana Pawła II. Jeśli mamy stanąć na wysokości zadania, jakie postawił ten święty Papież, żebyśmy «jako chrześcijanie i Żydzi stali się najpierw błogosławieństwem dla siebie nawzajem», musimy oprzeć te relacje między Kościołem a narodem żydowskim na mocnych podstawach i na nich budować lepszą przyszłość relacji między wszystkimi religiami świata. Mamy nadzieję, że wystawa «Błogosławieństwo dla siebie nawzajem» odegra choć niewielką rolę w rozwijaniu solidarności między chrześcijanami, Żydami i wszystkimi religiami, a w ten sposób pomoże realizować nową, lepszą przyszłość dla nas samych i zwłaszcza dla naszych dzieci”.

Na prezentacji nie było trzeciego z twórców wystawy, rabina Abie Ingbera, wykładającego również na Uniwersytecie św. Franciszka Ksawerego w Cincinnati. Uczestniczył w niej jednak wspomniany już na początku obecny główny rabin Rzymu Riccardo Di Segni, następca Elio Toaffa, który przyjmował Jana Pawła II w synagodze, co właśnie przedstawia wielki plakat, widoczny w tych dniach z całego Placu św. Piotra.

„Ta wystawa służy przypomnieniu aspektu specyficznego, ale wielkiej wagi w dziele tego Papieża. Zmienił on poniekąd bieg historii, mając intuicję znaczenia gestów i przekazywania przesłań w sposób prosty i wymowny. W ten sposób, przechodząc od poziomu teologów, którzy piszą dokumenty, na płaszczyznę ludzi mających wzajemne relacje, ale może z trudnościami, Papież ten przedstawił bardzo ważne przesłanie. Zachowuje się ono w pamięci również jako ikona. Zobaczyć na kolumnadzie Placu św. Piotra prezentujący tę wystawę plakat z Papieżem to oczywiście normalne, ale z Papieżem ściskającym dłoń rabina to już nie takie normalne. Stanowi to, jak się wydaje, wielki znak czasów i nowości tych czasów”.

Muzeum Żydowskie w Baltimore otwiera wystawę upamiętniającą papieża Jana Pawła II

Muzeum Żydowskie w Baltimore przygotowuje się do otwarcia wystawy mającej upamiętnić postać papieża Jana Pawła II.

“Papież Jan Paweł II zachowany jest w sercach wielu Żydów” – mówi Karen Falk, kurator wystawy pt “Błogosławieństwo dla każdego: Jan Paweł II i lud żydowski”, która czynna będzie w The Jewish Museum of Maryland w dniach od 2 września do końca roku. Eksponaty sprowadzono z Polski, Włoch i Izraela i mają na celu podkreślić te aspekty postaci papieża Jana Pawła II i jego pontyfikatu, które wskazują na fakt, iż pontyfikat ten stał się “przełomowym w stosunkach katolicko-żydowskich”. Jak stwierdzają dziennikarze opisujący wystawę, był on pierwszym papieżem, który “złożył oficjalną wizytę w Izraelu i pierwszym, który poprosił o przebaczenie za traktowanie w przeszłości Żydów przez Kościół katolicki.”

Jednym z doradców zespołu określającego formę wystawy był kardynał William Keeler, dziś emerytowany biskup Archidiecezji Baltimore, który podczas swej długiej działalności sprawował m.in. funkcję przewodniczącego Komitetu do Spraw Ekumenicznego i Międzyreligijnego Dialogu Konferencji Biskupów Amerykańskich. To właśnie postać i działalność kard. Keelera na wieki pozostanie jedną z największych skaz w historii Kościoła. Zasługi kilkudziesięcioletniej działalności kard. Keelera, przepojone czołobitnymi kontaktami z różnorakimi grupami żydowskimi oraz heretykami protestanckimi, osiągnęły swą kulminację w postaci stworzenia słynnego dokumentu negującego wprost i bez ogródek konieczność przyjęcia Chrystusa przez żydów celem osiągnięcia Zbawienia. Za całokształt pro-żydowskiej działalności judaizującej katolików, kard. Keeler otrzymał specjalną nagrodę żydowskiej organizacji syjonistycznej Syjoniści Okręgu Baltimore (Baltimore Zionist’s District – BZD ). Reklamy obwieszczające przyznanie tej nagrody umieszczone były na billboardach przy głównych autostradach (zob. zdjęcie poniżej).

Wystawa sponsorowana jest przez żydowski tygodnik The Baltimore Jewish Times oraz oficjany tygodnik archidiecjezji The Catholic Review, a stworzona została wspólnie przez “katolicki” uniwersytet Xavier University oraz Hillel Center of Cincinnati, czyli syjonistyczną organizację działającą w przeszło 500 uczelniach na świecie, będącą narzędziem masońskiej żydowskiej sekty B’nai B’rith.

Katastrofalna kanonizacja żydowskiego papieża + Jaśnie Pan Issus

Komentarz Radtrapa:

Sporą dziś imprezę mamy na terenie naszej słowiańskiej kolonii, wypadało by więc umieścić jakiś krótki materiał, który w przeciwieństwie do tego co widzę teraz w popularnych mediach zawiera w sobie nieco zdrowego rozsądku. Katolikiem wprawdzie nie jestem, różnice między Kościołem katolickim przedsoborowym i posoborowym też są dla mnie niewielkie, muszę jednak pamiętać że zgodnie ze słowami samego Boga wciąż są oni „Jego ludem” (Obj. 18:4).

Katolicy, ofiary religijnego syndromu sztokholmskiego, który każe im utożsamiać się i bronić ze wszystkich sił niszczących od wewnątrz świat chrześcijański, fałszujących Ewangelię, paganizujących ich życie religijne spadkobierców aleksandryjskiej szkoły teologicznej i Żydów Marrano, których doskonałym przykładem był kanonizowany Wojtyła. Ci ludzie nie zasługują na tego typu „świętych” i złotoustych oszustów, zwłaszcza że pośród nich (katolików) znajdujemy takich którzy swoją postawą życiową i moralną przyćmiewają niejednego „nowo narodzonego-niezrzeszonego”.

Ci ludzie, pomimo niechęci jaką przejawiają wobec „braci odłączonych”, zasługują na prawdę, nawet jeśli wydaje się że wciąż jest na to za wcześnie.

Jako ciekawy bonus umieszczam też fragment publikacji jednego z bardziej znanych w tym kraju propagatorów neopogaństwa, pana Czesława Białczyńskiego. Jeśli jego opowieści o osobistych pokrewieństwach rodzinnych są prawdą, to nie musimy się już dziwić skąd u niego tak wielka nienawiść do chrześcijaństwa i wiedza na temat skomplikowanych relacji między polską masonerią a Kościołem katolickim.

________________________________________________________________________

Źródło: Wolna Polska/ Forum dla Życia

Papież Jan Paweł II powiedział do kapłanów Voodoo w Beninie w Afryce, że ich tradycje satanistyczne zawierają “ziarna Słowa”.

Nieuchronna kanonizacja Jana Pawła II udowadnia, że Kościół rzymski jest drogą prowadzącą do potępienia dusz – mówi Michael Hoffman, znawca zagadnień judaizmu i demontażu Kościoła.

W dniu 27 kwietnia 2014 roku w wyniku rzekomo “nieomylnego” procesu kanonizacyjnego, Kościół w Rzymie będzie wynosił na ołtarze papieży Jana XXIII i Jana Pawła II jako rzekomych przykładów pewnego zbawienia wiecznego i jako domniemanego modelu cudu życia i pracy heroicznej świętości – godnego do naśladowania przez każdego chrześcijanina.

Papież Jan Paweł II jest papieżem, który z szacunkiem ucałował egzemplarz islamskiego Koranu, i który powiedział kapłanom Voodoo w Beninie w Afryce, że ich tradycje satanistyczne zawierają “ziarna Słowa”, po których barbarzyńskie praktyki Voodoo na tym zniszczonym lądzie wzrosły niemal dwukrotnie.

Jan Paweł II dopuścił, żeby tybetańscy buddyści postawili rzeźbę swojego bożka na ołtarzu w kościele w Asyżu i ten papież modlił się z nimi do ich “boga (ów).”

Papież Jan Paweł II nauczał, że żydzi posiadają nieodwołalne przymierze z Bogiem, z racji swojego rzekomego rasowego pochodzenia od Abrahama, a więc ten cielesny “Izrael” nie musi być ewangelizowany i nie musi się nawrócić się do Jezusa Chrystusa.

Papież Jan Paweł II był patronem seryjnych pomocników ułatwiających molestowanie dzieci, takich jak ks. Marcial Maciel Degollado, bp Skylstad. kard. Mahony i tysięcy im podobnych.

Fale straszliwego prześladowania i krzywdy bezbronnych dzieci występowały z częstotliwością zegarka.

Papież Jan Paweł II dopuszczał do tych molestowań, które miały być okryte tajemnicą.

Udzielał schronienia zbiegom, oskarżonym o tuszowanie molestowania, takim jak osławiony kardynał Bernard, oskarżony przez władze w Bostonie – został nagrodzony przez papieża Jana Pawła II wyniesieniem do godności prominentnego arcybiskupa bazyliki w Rzymie.

Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który wszedł do synagogi, zachęcając tym samym zwiedziony lud pozostający w murach duchowej niewoli do dalszego w niej trwania i utwierdzając ich w ten sposób w ich grzechach, w tym – odrzuceniu Jezusa Chrystusa jako Mesjasza i Zbawiciela.

Ów szatański Judasz wkrótce stanie się “Świętym Papieżem Janem Pawłem II” i jego “heroiczne cnoty”, będą dla wszystkich katolików wzorem do naśladowania.

To demoniczne szyderstwo jest aberracją II Soboru Watykańskiego!

Powszechnie znane jest opinii publicznej — “Kim jestem, aby sądzić [homoseksualistów]?”.

Kościół rzymski za pontyfikatu papieża Franciszka jest wehikułem zmierzającym drogą nie do zbawienia dusz, a na ich potępienie.

Miliony tradycyjnych katolików wskazywało źródło upadku w Vaticanum II, jako ukrytym spisku neoplatońskim, w którym uczestniczyli okultystyczni papieże od okresu renesansu — kierującym Kościołem rzymskim od pięciuset lat: Kant, Rousseau, czy Rewolucja Francuska.

Jesteśmy w trakcie pracy nad broszurą, którą mamy nadzieję opublikować do dnia 27 kwietnia. Zatytułowana jest: ” Renesansowy Kościół Rzymu: Trzy punkty odejścia od dogmatycznego Magisterium”.

Te trzy punkty to: • Judaizm i okultyzm • Dwuznaczność i psychiczna manipulacja • Lichwa

Dołożymy starań, aby wykazać na podstawie dokumentów, że dym szatana wszedł do Kościoła rzymskiego potajemnie w XVI wieku i kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa, zakończony zgodnie z planem, w naszym XXI wieku – jest ostatnim etapem alchemików: rytuał peregrynacji jako oczywiste wykonanie wszystkiego, „Co jest ukryte”.

Papież Franciszek jest publiczną twarzą dawniej zainicjowanego przez papieży, neoplatońskiego tajnego spisku procesu okultystycznego.

Ta „twarz” ukazując się teraz na świecie – odsłoniła swe prawdziwe oblicze – “chrześcijaństwo” jest wystarczająco „przetworzone”, żeby go zaakceptować.

Owszem, dobrze wiemy, że Jezus Chrystus oświadczył, że bramy piekielne nie przemogą Jego Kościoła. Nie ma o tym mowy.

Pytanie brzmi – gdzie jest Jego Kościół na ziemi, dzisiaj?

Możemy go znaleźć tylko wtedy, jeśli mamy odwagę oraz wizję, aby kontynuować podstawowe zasady tomistycznego nauczania, nie myląc objawów zgnilizny z korzeniem zgnilizny.

Niedostrzeganie fałszowania prawdy katolickiej przyniesie tylko więcej zamieszania i porażek.

————————————-

Michael Hoffman

Źródło: Michael Hoffman: The “Catastrophic Canonization of a Judas Pope” – 10 kwiet- nia 2014; http://henrymakow.com/2014/04/Catastrophic-Canonization-of-a-Judas-Pope.html – tłum. emjot

Za: http://forumdlazycia.wordpress.com/2014/04/23/katastrofalna-kanonizacja-zydowskiego-papieza-michael-hoffman/#more-22505

Data publikacji: 23.04.2014

_____________________________________________________________________

Źródło: Białczyński

(…)

Wyjaśniam, że my w rodzinie mamy zupełnie inne dane o rodzinie Majewskich z Ukrainy. To nie ci sami frankistowscy Majewscy, których się Mickiewiczowi przypisuje w ramach kampanii oczerniania polskości wieszcza, ale nawet jeśli owo przypisanie okazałoby się prawdziwe – nic to nie zmienia w jego dziele i wielkości tego co zrobił dla Wiary Przyrodzoney Słowian, dla Polski i Słowiańszczyzny. Sami na tych stronach podkreślamy, że dla nas nie jest ważne czy ktoś jest genetycznym Polakiem czy Żydem – ważne by identyfikował się aktywnie, czynnie, z dziejami Polski i interesem Nadwiślańskiego Ośrodka Słowiańszczyzny, to czyni z niego prawdziwego Polaka(…)

Zestawmy (…) słowa wieszcza ze słowami znanej powszechnie z nazwy, ale jak sądzę znacznie rzadziej z treści, jednej z ostatnich encyklik papieża Jana Pawła II “Fides et ratio” (“Wiara i rozum”). Już pierwsze słowa rysują nie tylko pokrewieństwo Mistrza i Ucznia, ale i wymowny obraz:

„Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. Oba skrzydła muszą zatem działać, aby duch wzniósł się ku wyżynom, które Papież nazywa “kontemplacją prawdy”. Zaraz też tłumaczy: “Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie samego Boga”. Istotne jest przy tym, aby człowiek, poznając prawdę o Bogu, “mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”.

A ja myślałem, że Bóg za pragnienie poznania prawdy przez Człowieka – Adama pogniewał się śmiertelnie na niego i na wszystkie jego dzieci? I wygnał go z Raju?! – tak mnie uczono do I komunii w 1960 roku. To się nazywało Grzech Pierworodny, albo Grzech Pychy!

Czy Jan Paweł II nie posuwa się dalej niż Adam Mickiewicz?

Powiada Jan Paweł II: “Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie samego Boga”. W dalszej części wywodu papież nie zaleca ludziom żadnego rodzaju pokory, ani nie doradza powstrzymania się przed dalszym zrywaniem owoców z Drzewa Wiadomości/Poznania (zwanego dawniej Drzewem Dobrego i Złego).

Papież godzi się z ludzkim pragnieniem poznania!

Po 2 tysiącleciach, przez które chrześcijaństwo głosiło prymat Ślepej Wiary nad wszelkimi innymi przymiotami człowieczeństwa – w tym nad rozumem, nagle kapituluje i przyzwala Rozumowi, a więc pragnieniu poznania, na równoprawność z wiarą, czyniąc z rozumu drugie skrzydło “kontemplacji prawdy”. Gdybym był złośliwy powiedziałbym w tym miejscu: “lepiej późno niż wcale”, ale czy ta kapitulacja nie ma implikacji tak daleko idących, że jest w istocie w ogóle kapitulacją chrześcijaństwa wobec światopoglądu naukowego? Czyż to nie ta sama buńczuczna herezja wygnała Adama i Ewę z Raju?

WSZAK ROZUM OBALA TEZY I ZAPRZECZA TWIERDZENIOM OŚWIECONEJ KSIĘGI ZWANEJ BIBLIĄ I TESTAMENTEM NOWYM. RELIGIA OBJAWIONA OPIERA SIĘ NA OBJAWIONYM PIŚMIE. CÓŻ TO ZATEM JEST? AKT SAMOROZWIĄZANIA CHRZEŚCIJAŃSTWA I JUDAIZMU? Akt ogłoszony ustami nieomylnego namiestnika pana Boga na Ziemi?

(…)

Kiedy rozmyślam na temat znaczenia różnych symboli i totemów, herbów, znaków , alfabetu, głosek, fonemów i morfemów, epoki formowania się praindoeuropejskiego czy też praaryjskiego języka, prędzej czy później docieram w tych rozważaniach do trzech ważnych osób: Mojego Teścia, zmarłego w 1984 roku Stanisława Pagaczewskiego, jego dosyć bliskiego znajomego ze studiów polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim Karola Wojtyły nazywanego później papieżem Polakiem i Janem Pawłem II (JP II -Jasny Pan 2) oraz do Adama Mickiewicza i jego rodziny blisko spokrewnionej w linii ukraińskiej z Klemensiewiczami ze Lwowa, protoplastami Tillów i Pagaczewskich.

Przed rokiem 1984 i w tymże roku, kiedy mój teść umarł, kilkakrotnie rozmawialiśmy na temat Masonerii i Jana Pawła II. Nie przywiązywałem wtedy do tej tematyki bardzo wielkiej wagi, czego dzisiaj bardzo żałuję, bo mogłem się od teścia dowiedzieć bardzo wielu rzeczy otoczonych głęboką tajemnicą, a zaniechałem tego. Cóż byłem wtedy stosunkowo młodym człowiekiem, znajdowałem się wciąż w fazie rozwoju, którą nazywam okresem materializmu i ateizmu, dojrzewałem, byłem pochłonięty świeżo narodzoną córką, Kirą i przyziemnymi kłopotami z Cenzurą PRLu. Cenzura nieformalna (bo taka była powszechniejsza niż ta formalna – dokładnie tak jak dzisiaj) uprawiała ze mną wówczas dziwaczną grę, polegającą na wykupywaniu moich scenariuszy i książek, i pakowaniu ich do szuflad wydawnictw (Czytelnik, KAW, Łódzkie, Dolnośląskie, WL) oraz TVP – w oczekiwaniu na nigdy nie następującą publikację i realizację. Mieliśmy w związku z tym poważne kłopoty finansowe, bo zamiast pełnych honorariów żyliśmy z zaliczek, co prawda licznych (leżało wtedy w wydawnictwach 5 moich nie wydanych książek, a w TVP 4 scenariusze zablokowane w prawach autorskich również przez “zaliczki i umowy”. Nic dziwnego, że nie przywiązywałem wielkiej wagi do rozmów o polskiej masonerii. Nie wiedziałem też, że są to nasze ostatnie rozmowy, bo choroba ojca mojej żony przyszła nagle i doprowadziła go w kilka tygodni do tak ciężkiego stanu, że nie w głowie mu były żadne rozmowy. Mieszkaliśmy z dala od niego i dziecko pochłaniało nasze wszystkie siły w pierwszym roku po urodzeniu.

Kiedy jednak wracam myślą do tamtych czasów, zawsze wracają też słowa teścia o działalności Masońskiej Karola Wojtyły, i o jego nieprzypadkowym imieniu papieskim. Jak dziś pamiętam scenę, przy rozświetlonej żywej choince, 24 grudnia 1983 roku, kiedy siedząc z Kirą na kolanach teść wyjawił mi, że JP 2 (Jan Paweł II) to nie żadne przypadkowe imię, tylko kontynuacja JP1 (Józef Piłsudski), ale też przede wszystkim nawiązanie do głęboko ukrytego, ezoterycznego, gnostycznego JP 3 (Jasny Pan – Pan Jessa-Issus). Mówił mi wtedy o roli jaką JP 2 odegra na scenie świata i kościoła katolickiego, mówił o Słonecznym i Księżycowym Filarze Masonerii, mówił o Czterech Filarach Zodiaku i Wielkim Kwadracie Świata. Mówił także o tradycji rodzinnej, która przekazuje wiadomości o masońskiej przeszłości Adama Mickiewicza, którego obydwaj, i mój teść i Karol Wojtyła, byli wielkimi miłośnikami. Teść jednak mimo wszystko preferował postać równie masońskiego Juliusza Słowackiego, reprezentanta Słonecznego Filara i tę preferencję zdecydowanie przekazał mojej przyszłej żonie Annie Pagaczewskiej, która się na “Królu Duchu” i “Dziełach Wszystkich” Słowackiego, Norwida i Kochanowskiego wychowała.

Mówił mi wtedy o szyfrach i znakach zapisanych w Katedrze Wawelskiej, w kościele Franciszkanów przez Wyspiańskiego, o genezie usypania Kopca JP1, o Wiciowcach i Kopcu Niepołomickim, o bocznych nawach kościoła Piotra i Pawła i symbolach masońskich, o wielu rzeczach , których niestety niedokładnie słuchałem, a które wróciły do mnie w latach 2010 – 2012 wraz z odkryciami Barbary Walczak na temat Piotra Włosta i Jana Matejko oraz masonów, templariuszy i żerców Wiary Przyrodzonej Słowian ze Ślęży i Raduni.

(…)

Na wszystko przychodzi odpowiedni moment, właściwy czas, kiedy jesteśmy GOTOWI. Na odkrycie i prawdziwe zrozumienie aktu z 1998 roku byłem dojrzały dopiero w latach 2010-2012, za sprawą spotkań z Barbarą Walczak i pasjonatami Ślęży, a głębia tego aktu objawia się tak naprawdę dopiero po abdykacji Benedykta XVI.

Hipokryzja i dwulicowość, to bezpośrednia konsekwencja istnienia wewnętrznego ukrytego nurtu (stowarzyszeń) i “tajemnicy istnienia” tego Wewnętrznego Nurtu. Dotyka ona wielu dziedzin życia i cywilizacji, a między innymi polskiej kultury całego 1000 lecia chrześcijańskiego oraz religii i kościoła. Ta tajemność dotyka Kościoła szczególnie mocno i bezwzględnie, bo kościół posługujący się fałszem, kłamstwem, terrorem nie zasługuje na dalsze trwanie. Kościół obłudny, głoszący zaprzeczenie nauk, z których się zrodził dotarł do kresu. Doktryna chrześcijańska, judaistyczna, islamska dotarła do swego kresu, wyczerpała się. Prawda o jej ustanowieniu wypływa jak lawa z mroków przeszłości i oświetla tę przeszłość w połączeniu z innymi dziedzinami nowej wiedzy. Światło to ukazuje niepiękną prawdę oraz prawdziwą funkcję jaką spełniła ta religia w dziejach cywilizacji Zachodu. Pamiętajmy jednak zawsze przy bezkompromisowej krytyce tego co” złe” w kk także o wszystkich jego pozytywnych, cywilizacyjnych oddziaływaniach.

Temat Watykanu, pozornie niezwiązany z pokazywanymi tutaj odkryciami linii, geomantyką, siatką krystaliczną Ziemi, jest ściśle związany z ukrywaną przez Watykan podwójną własną strukturą (jawną para-chrzescijańską i podziemną okultystyczno-masońską) i ukrywanymi w ramach tej struktury tajemnicami wiedzy. Watykan jest jednym z większych destruktorów w dziejach, który wiekami powstrzymywał dochodzenie przez ludzkość do prawd o konstrukcji Wszechświata,do wiedzy o symbolicznych podstawach chrześcijaństwa i jego faktycznych źródłach, do prawdy o ezoterycznym i gnostyckim nurcie w kulturze duchowej i organizacji cywilizacji Zachodu. Watykan i jego papieże są głównymi aktorami tej ponurej sceny samozagłady kk, bo to oni sami posiadając wiedzę taili ją.

Skąd się wzięli «starsi bracia»?

Wśród wielu popularnych frazezów przedziwnej formacji religijnej, którą nazywamy «katolicyzmem posoborowym», ważne miejsce zajmuje ten, który współczesnych wyznawców judaizmu talmudycznego określa «starszymi (?!) braćmi» chrześcijan.

Nie chcemy tu polemi­zować z dziwacznym konceptem, który ewidentnie talmudyczny judaizm, to wyznanie bez świątyni, bez kapłanów i bez ofiary, powstałe — tak samo jak islam — w reakcji na chrześcijaństwo, zamie­nia miejscami ze staroza­konnym żydostwem; jego nonsensowność jest oczywi­sta dla każdego katolika. Możemy tylko pokrótce odwołać się do trafnych słów szwajcarskiego teolo­ga Karola Journeta, wybit­nego dwudziestowiecznego tomisty, później mianowa­nego kardynałem, który pisał: „Żydowski błąd jest pomyłką łodygi, która w chwili, gdy zakwitnie, nie poznaje samej siebie, skon­sternowana odrzuca kwiat i zwraca się ku korzeniom. Oto powstaje nowa formacja reli­gijna. Jest nią obecne żydo­stwo. Ma dwa tysiące lat”‘. 1Journet dodaje dalej, że judaizm wraz z islamem to dwaj skłóceni bracia, nawzajem do siebie podobni, którzy „wza­jemnie głoszą Bożą transcen­dencję, wykluczając Trójcę i Wcielenie” i którzy „Bożemu objawieniu o duchowym zbawieniu świata stawiają na drodze doczesne losy wła­snego narodu”2.

Andrzej Towiański (1799-1878), mesjanista
i twórca własnej sekty, na XIX-wiecznej
fotografii. Jan Paweł II zaczerpnął od
niego ideę „Izraela, starszego brata”.

Spróbujmy teraz prześle­dzić powstanie inkrymino­wanego powiedzenia. Pierw­szym człowiekiem, który w czasach nam współcze­snych wypowiedział się o talmudycznych żydach jako o „starszych braciach” chrześcijan, był Jan Paweł II. Stało się to 13 kwietnia 1986 r. podczas papieskiej wizyty w synagodze rzym­skiej, w której papieża przy­jął ówczesny naczelny rabin Rzymu Eliasz Toaff. Dosłow­na wypowiedź papieża brzmiała: „Siete i nostri fra­telli prediletti e, in un certo modo, si potrebbe dire, i nostri fratelli maggiori“3, zatem: „Jesteście naszymi szczególnie umiłowanymi brać­mi i w pewnym sensie, jeśli można tak powiedzieć, naszy­mi starszymi braćmi”. Bliższe­go uzasadnienia tego zaskaku­jącego sformułowania, które możemy eufemistycznie nazwać niefortunnym, już w papieskim przemówieniu nie znajdujemy.

Przyjrzyjmy się wszakże bli­żej papieskim słowom. Wiado­mo, że sposób mówienia Jana Pawła II często obfitował w nie­jednoznaczności i że odległa mu była scholastyczna klarow­ność; w swej niepewności papież opatrywał potem często własne słowa cudzysłowami czy nawet jakimiś usprawiedli­wiającymi „słownymi podpór­kami”, którymi osłabiał czy wręcz kwestionował pewne stwierdzenia w tym samym momencie, w którym je wypo­wiadał. O wyjątkowo wysokim stopniu niepewności, którą papież czuł, gdy wygłaszał sen­tencję o „starszych braciach”, świadczy to, że stosunkowo krótkie zdanie opatrzył zaraz dwiema swoistymi podpórka­mi, mianowicie wyrażeniami „in un certo modo” (`w pewnym sensie’) oraz „si potrebbe dire” (jeśli można tak powiedzieć; że tak powiem’); jego niepewność była ewidentnie tak wielka, że niebezpiecznie zbliżała się do przekonania, iż dopuszcza się czegoś niewłaściwego. Wszak­że nie oparł się pokusie i coś go skłoniło do tego, że osta­tecznie zdanie o „starszych bra­ciach” rzeczywiście wypowie­dział — trudno orzec, czy było to jego znane upodobanie do szokujących wystąpień, czy też inne, raczej polityczne powody; nie sposób przy tym nie zauwa­żyć, że sentencja ta jest cał­kiem zgodna z o wiele szerszą „posoborową” praktyką, która zuchwale ignoruje tradycyjne nauczanie Kościoła o stosunku chrześcijaństwa do żydostwa.

Wypowiedź papieża natural­nie wzbudziła niezwykły entu­zjazm wszystkich wrogów reli­gii katolickiej, którzy aż do dziś dnia nieustannie tłuką nią zawstydzonych katolików po głowach. Sam papież, pobudzo­ny aplauzem mediów, pozbył się początkowego zażenowania i gdy później wprost nawiązy­wał do własnej wypowiedzi, czynił to już w przerobionej postaci, zatem bez tych uspra­wiedliwiających słówek, który­mi przedtem ją opatrzył. Pod­czas wizyty w Ziemi Świętej w marcu 2000 r. (tak, chodzi o tę słynną wizytę w Jerozoli­mie, gdy Jan Paweł II z drże­niem wtykał kartki w szczeliny ściany świątyni Heroda…), podczas spotkania z naczelnym rabinem Izraela, które odbyło się 23 marca 2000 r., już niezu­pełnie w zgodzie z prawdą stwierdził, że wówczas, do żydów zgromadzonych w rzym­skiej synagodze, powiedział jednoznacznie: „Siete i nostri fratelli maggiori“4.

Skąd jednak Jan Paweł II wziął to wyrażenie? Starali się to od pierwszej chwili ustalić komentatorzy papieskiego wystąpienia w rzymskiej syna­godze; poprawnie przy tym przeczuwali, że istniało nie­wielkie prawdopodobieństwo, by to sformułowanie pochodzi­ło od jakiegoś ortodoksyjnego teologa katolickiego, dlatego szukali w źródłach niekatolic­kich. Początkowo wyrażano opinię, że praprzyczyny należy szukać u żydowskiego filozofa Marcina Bubera, który w Chry­stusie widział swego „wielkie­go brata”5. Jest jednak oczywi­ste, że w tym przypadku cho­dziło tylko o powierzchowne skojarzenie wywołane słowem „brat” — od Chrystusa jako „wielkiego brata” żydowskiego myśliciela do talmudycznego żyda jako „starszego brata” katolicyzmu wiedzie doprawdy bardzo daleka droga.

Dopiero młoda polska histo­ryczka literatury Agnieszka Zielińska6 zwróciła uwagę na rzeczywiste źródło, z którego czerpał Jan Paweł II — miano­wicie na heterodoksyjne nurty w polskim romantyzmie, z któ­rym przyszły papież zapoznał się bliżej w młodości jako stu­dent polonistyki w Krakowie. „Starszego brata Izraela” spo­tykamy u Adama Mickiewicza w jego Składzie zasad z roku 1848, piętnastopunktowym programie, którym miała kie­rować się najpierw Mickiewi­czowska legia włoska, ale póź­niej także życie w oswobodzo­nej Polsce. W punkcie dziesią­tym czytamy: „Izraelowi, bratu starszemu, uszanowanie, bra­terstwo i pomoc na drodze ku jego dobru wiecznemu i docze­snemu”. Mickiewicz nie był jed­nakże inicjatorem tego zwrotu — przejął go bowiem od swego „Mistrza” i duchowego wodza, Andrzeja Towiańskiego.

Andrzej Towiański (1799 -­ 1878)7 był postacią dosyć zagadkową, o której do dziś panują rozmaite opinie — nie­którzy uznają go za wizjonera, inni za oszusta, a są też tacy, którzy uważają, że pozostawał na usługach polityki rosyjskiej, starając się spowodować ide­owy rozkład polskiej emigracji. Bezsporne jest jednak to, że chodzi o postać, która miała znaczny wpływ na duchową historię emigracji polskiej po nieudanym powstaniu listopa­dowym roku 1831. Drobny szlachcic z Litwy, poddany cara rosyjskiego, opuścił swoją ojczyznę w 1840 r., a w lipcu 1841 r. osiadł w Paryżu, cen­trum polskiej emigracji, gdzie głosił, że otrzymał specjalne objawienie. Bardzo szybko sku­pił wokół siebie krąg zwolenni­ków; pomogła mu w tym zapewne okoliczność, że od samego początku wśród jego stronników znalazł się także powszechnie szanowany Adam Mickiewicz, którego małżonkę Towiański rzekomo uzdrowił ze sporadycznych zaburzeń psychicznych.

„Koło”, jak nazywała się gru­pa czcicieli Towiańskiego, mia­ło wszelkie zewnętrzne oznaki sekty — były tu histeryczne kobiety, ale też nie mniej histe­ryczni mężczyźni (w okresie romantyzmu nie było to niczym niezwykłym), nie brakowało całowania stóp „Mistrza”, „sióstr” donoszących na „braci” czy nawet pewnego elementu erotycznego, jaki do zgroma­dzenia wniosła młoda i powab­na Ksawera Deybel, „księżnicz­ka Nowego Jeruzalem”, którą „Mistrz” przywiózł sobie z domu. Najbardziej egzaltowa­ni spośród zwolenników Towiańskiego prowadzili cał­kiem poważnie dyskusje na temat, czy „Mistrz” jest Duchem Świętym, Chrystusem Pocieszycielem, drugim wciele­niem Słowa czy też raczej jakimś sakramentem.

Nauczanie Towiańskiego, które pozostawało pod wpły­wem Swedenborga, Saint­-Martina oraz innych współcze­snych mu pseudomistyków i teozofów, najwyraźniej wywo­dziło się w znacznej mierze z Kabały. Świat by/ według nie­go przeniknięty eonami, ducha­mi pośredniczącymi między Bogiem a stworzeniem; czło­wiek winien więc doskonalić się przy pomocy duchów jasnych i w stałej walce z duchami ciemnymi, z który­mi mógł się kontaktować według własnej woli. Bóstwu Chrystusa „Mistrz” ewidentnie zaprzeczał — Chrystus był dla niego jakimś „najwyższym Bożym urzędnikiem” czy „naj­wyższym ministrem” — tym samym więc nie wierzył bynaj­mniej w Jego zmartwychwsta­nie. W nauce Towiańskiego nie brak nawet wędrówki dusz. Nic zatem dziwnego, że wielki przeciwnik towianizmu, ks. Piotr Semenenko, uważał ten system za „kompletne zaprze­czenie” chrześcijaństwa. Nauka Towiańskiego nie jest jednak całkiem jednoznaczna; „Mistrz” nieraz wygłaszał wzajemnie sprzeczne poglądy, ponadto z biegiem czasu zmienił swoje nauczanie, a jego ezoteryczną część powierzał tylko wybra­nym studentom.

Towiański twierdził sam o sobie, że jego misją jest odno­wienie Kościoła chrześcijań­skiego, bo Kościół współczesny jest tylko „martwym drzewem” czy „grobem pobielanym”; natomiast on sam jest pierw­szym z siedmiu wysłanników, którzy zainaugurują siedem epok rozwoju ludzkości. Kiedy indziej jednak, jak się zdaje, za pierwszego wysłannika uważał Chrystusa, za drugiego ­Napoleona (pierwszy cesarz Francuzów w ogóle był przez członków „Koła” otoczony nad­zwyczajnym kultem religij­nym), a siebie — aż za trzecie­go. Podobnie jak średniowiecz­ni joachimici, także Towiański glosii nadejście „trzeciego pię­tra Kościoła”, które nastąpi po piętrze pierwszym (żydostwie starozakonnym) i drugim (chrześcijaństwie); miała je zapoczątkować nowa rewolucja chrześcijańska, na czele której powinni stać papież i naczelny rabin.

Wizyta Jana Pawła II w rzymskiej synagodze, 13 kwietnia 1986 r. Obok papieża rabin Eliasz Toaff

Do tych reform próbował Towiański zjednać papieża Grzegorza XVI, ale też barona Rothschilda czy cara Mikoła­ja I. Z usiłowań o zjednanie po swojej stronie papiestwa nie zrezygnował zresztą aż do śmierci; w tym też celu stop­niowo łagodził (przynajmniej pozornie) niektóre szczególnie ekscentryczne strony swego nauczania. Naturalnie jego sta­rania zakończyły się niepowo­dzeniem i książki Towiańskie­go znalazły się na indeksie (znaczna część z nich została jednak wydana dopiero po jego śmierci). Wielkie zasługi dla umysłowego pokonania heterodoksyjnego nauczania Towiańskiego — pod którego wpływ tak łatwo dostawali się nieszczęśni polscy emigranci, pozbawieni odpowiedniej edu­kacji religijnej — mieli człon­kowie nowo powstałego wów­czas polskiego zakonu zmar­twychwstańców, na czele ze swym długoletnim przełożo­nym generalnym ks. Piotrem Semenenką.

Zmartwychwstańcy obawiali się, że w osobie Towiańskiego wystąpił „nowy Luter”, nieba­wem okazało się jednak, że przeceniali zagrożenie — pod­czas gdy Luter odwiódł od Chrystusa i Jego Kościoła miliony wierzących, sekta Towiańskiego liczyła swoich wiernych tylko na setki, a po śmierci założyciela stopniowo zanikła. Gdyby nie zdarzyło się, że do zwolenników „Mistrza” należeli przez jakiś czas także dwaj najwięksi poeci polskiego romantyzmu, Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki (obaj jednak ostatecznie roze­szli się z Towiańskim), dziś o Towiańskim nawet w Polsce wiedziałaby tylko garstka spe­cjalistów. Indywidualnych sym­patyków Towiańskiego nie brak jednak także w dzisiej­szych czasach. Należy do nich również wspomniana Agniesz­ka Zielińska, która jest wielką wielbicielką nie tylko Towiań­skiego, ale także II Soboru Watykańskiego i Jana Pawła II, samego Towiańskiego zaś uwa­ża za prekursora soboru (ewo­lucjonistyczne elementy w jego nauczaniu mogą zresztą przy­pominać Teilharda de Chardin) i szuka tajemniczych paralel między jego życiem a życiem polskiego papieża…

Jaki był stosunek Towiań­skiego do żydostwa? Towiań­ski uznawał trzy wielkie naro­dy Bożego ludu, wypełniające stopniowo zadania, które zosta­ły im powierzone. Pierwszym z tych narodów byli Żydzi, dru­gim Francuzi, a trzecim Polacy, tzn. Słowdianie (w swoim Wiel­kim Periodzie Towiański uży­wał sformułowań „Izrael Żyd”, „Izrael Francuz” i „Izrael Sło­wianin”), którzy mieli odgry­wać wiodącą rolę w owym „trzecim piętrze Kościoła”, naprawiając nieustannie poprzednie dwa piętra. Żydom jako „starszym braciom”, „duchowo najstarszym wie­kiem”, których zadaniem było „prowadzenie młodszych braci na Bożej drodze”, poświęcał wszakże Towiański coraz wię­cej uwagi: starał się nawracać ich na chrześcijaństwo i, oczy­wiście, również na towianizm. Pierwszym Żydem, którego udało mu się pozyskać, był Gerson Ram, syn żydowskiego kupca z Litwy, który potem działał misyjnie wśród innych Żydów; Rama posyłał też Towiański jako swego wysłan­nika do Rothschilda, ale i do Grzegorza XVI. Jeśli jednak przyjrzymy się bliżej termino­logii Towiańskiego, jego sło­wom o „braterstwie Izraela z młodszymi braćmi”, „człowie­ku późniejszym”, „nowych narodach”, a także innym podobnym wypowiedziom, oka­że się, że terminu „starsi bra­cia” nie odnosił Towiański do religii judaistycznej, a raczej do narodu żydowskiego, zatem do narodu, który naprawdę jest starszy niż Francuzi, Polacy czy inne narody chrześcijań­skie. Towiańskiego pojmowa­nie Żydów jako „starszych bra­ci” Francuzów czy Polaków nie powinno zatem być, jak się wydaje, wrogie dla katolickie­go chrześcijanina; wszelako absolutnie wrogie pozostaje znamiennie bulwersujące poj­mowanie tego zwrotu, z któ­rym spotykamy się w obecnych czasach, począwszy od 13 kwietnia 1986 r.

Zapoznanie się z dziełem Andrzeja Towiańskiego daje nam zatem możliwość stwier­dzić, z jak mętnego źródła zaczerpnął Jan Paweł II swoją sentencję, wypowiedzianą po raz pierwszy w obecności naczelnego rabina Rzymu i potem kilkakrotnie powtórzo­ną. Pozostańmy jednak jeszcze przez chwilę przy tej papieskiej wizycie w synagodze rzymskiej i spróbujmy odgadnąć sens całej tej akcji, rzeczywiście sta­rannie zorganizowanej i od tej pory wielokrotnie przypomina­nej i medialnie opiewanej. Chy­ba nie pomylimy się, wyrażając domniemanie, że przynajmniej jednym z celów, do których dążyli organizatorzy tej papieskiej drogi do Canossy, była próba stłumienia wspomnień katolików o innym papieżu i o innym naczelnym rabinie Rzymu. Było to ponad 40 lat przed niefortunnym wydarze­niem z kwietnia 1986 r. ­w październiku 1944 r., w świę­to Jom Kippur, kiedy naczelne­mu rabinowi Rzymu, Izraelowi Zollemu, również w synagodze rzymskiej objawił się Jezus Chrystus; rabin Zolli przyjął chrzest 13 lutego 1945 r., przy czym jako wyraz wdzięczności za to, co papież Pius XII zdzia­łał dla ludności żydowskiej w latach II wojny światowej, przyjął chrzestne imię Euge­niusz, a więc chrzestne imię Piusa XII8. Rabina Zollego już od wielu lat wiązała z Piusem XII przyjaźń, która po chrzcie rabina zyskała jeszcze na sile; obu ich od tej pory łączył już nie tylko subtelny zmysł sztu­ki, podziw dla poezji Rilkego czy Wagnerowskiego Parsifala, ale w pierwszym rzędzie wspól­na wiara. Nawrócenie rabina spotkało się oczywiście z ogromną niechęcią czoło­wych przedstawicieli judaizmu włoskiego i światowego. Zapewne jednym z powodów ogólnoświatowej kampanii roz­pętanej o wiele później prze­ciwko osobie Piusa XII był wpływ papieża na konwersję Zollego.

Papieska wizyta w synago­dze rzymskiej, do której doszło 13 kwietnia 1986 r., oznaczała niewątpliwie tryumf rabina Toaffa, któremu udało się tak upokorzyć znienawidzone papiestwo, jak nie zdołał tego uczynić żaden z jego poprzed­ników; to symptomatyczne, że wygłoszone wówczas słowa o „starszych braciach” rabin Toaff tryumfalnie wykorzystał w tytule swej autobiografii9. Historia jednak po latach dopisala do jego tryumfu ironiczne post scriptum. Mianowicie syn tegoż rabina, Ariel Toaff, profe­sor historii średniowiecza i renesansu na uniwersytecie Bar Ilan w Tel Awiwie, w lutym 2007 r. wydal swoją książkę Pasque di sangue. Ebrei d’Eu­ropa e omicidi rituali (`Krwawa Pascha. Europejscy Żydzi i rytualne mordy’)’10, w której udokumentował na podstawie studiów nad źródłami — pocho­dzącymi zwłaszcza z rejonu północno-wschodnich Włoch ­że w średniowieczu rzeczywi­ście istniała na tym terytorium sekta żydów aszkenazyjskich, która dopuszczała się mordów rytualnych. Po gwałtownej kampanii medialnej, w którą włączył się także jego ojciec, ostatecznie zmuszono Ariela Toaffa, by wycofał swoją książ­kę z obiegu i po roku opubliko­wał nowe jej wydanie, w któ­rym przezornie osłabił swe pierwotne tezy; nie zamierza­my już wszakże zajmować się tu całą sprawą, stanowiącą tyl­ko kolejny rozdział w dziejach ograniczania swobody badań historycznych w Europie na początku XXI wieku. Niemniej pozostaje faktem, że podczas gdy posoborowi hierarchowie kościelni, bardziej posłuszni światu niż Bogu, lękliwie zabraniali w swych diecezjach kultu dziecięcych męczenni­ków, ofiar mordów rytualnych, na czele z najbardziej znanym z nich, św. Szymonem z Try­dentu — żydowski historyk, syn naczelnego rabina Rzymu, bez wahania wystąpił w obro­nie tych, których wyrzekli się ich współwyznawcy. W taki sposób współczesna historia stosunków Kościoła katolickie­go i rzymskiej gminy żydow­skiej zakreśliła doprawdy inte­resujący łuk — od Eugeniusza Zollego, przez Eliasza Toaffa, do Ariela Toaffa.

Paweł Zahradnik

Dr Paweł Zahradnik stale współpra­cuje z czeskim pismem tradycyjnych katolików „Te Deum”. Z języka czeskie­go przełożyła Krystyna Grań.

——————-
Za http://www.utramontes.pl KAROL, ADAM, JAKUB KS. FRANCESCO RICOSSA Sodalitium, nr 48

Ze względu na ograniczoność czasu i miejsca, niniejszy numer Sodalitium nie zawiera stałej rubryki z serii „L’Osservatore Romano”, w której analizowane są niektóre oficjalne dokumenty Jana Pawła II bądź jego kongregacji. W zamian za to prezentujemy naszym czytelnikom analizę, która być może właśnie rzuci nieco światła na myśl Jana Pawła II, a w szczególności na zainteresowania i sympatie okazywane społeczności żydowskiej, które to przywiodły go do owego historycznego spotkania dnia 13 kwietnia 1986 roku z wielkim rabinem Toaffem w rzymskiej synagodze. W tym celu proponujemy czytelnikowi, aby prześledził wraz z nami myśli przewodnie łączące Karola Wojtyłę z Adamem Mickiewiczem, a tego ostatniego z Jakubem Frankiem, przyjmując za punkt wyjścia naszych badań opinie dwóch osób, będących poza wszelkimi podejrzeniami o stronniczość wobec Jana Pawła II: ojca de Lubaca – teologa, mianowanego na „kardynała” przez samego Jana Pawła II oraz Rocco Buttiglione – filozofa i polityka chrześcijańskiej demokracji. (Red. Sodalitium).

16 października 1978…

„Wieczorem w dniu swego wyboru, 16 października 1978, z balkonu Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie, kardynał Karol Wojtyła, wówczas już jako Jan Paweł II, pozdrowił Mickiewicza, świadka katolickiej wiary i wolności. Tymczasem w dalekim Krakowie, którego poeta przebywający na zesłaniu nigdy nie mógł oglądać, tej samej nocy, odbywały się «pochody świętujące papieską elekcję podczas których oddawano cześć bohaterom polskiej historii, uświadamiając nam, że od Adama Mickiewicza po Karola Wojtyłę ciągnęła się ta sama nadzieja, która w końcu, jak się wydaje, doczekała się uśmiechu historii» (La Croix, 27/10/1978)” (1) – oto co pisze ojciec Lubac przypominając o podobieństwie pomiędzy dwoma polskimi poetami, Karolem Wojtyłą i Adamem Mickiewiczem. Buttiglione zauważa ze swej strony: „Interesującym może być spostrzeżenie, iż niezwłocznie po wyborze na papieża, pierwszym miejscem do którego udał się z pielgrzymką Jan Paweł II było sanktuarium w Mentorelli, nieopodal Rzymu, zajmowane przez Ojców Zmartwychwstańców” (2). Otóż, „legenda głosi, że po upadku powstania [Polaków przeciwko caratowi] w 1831, kilku jego przywódców znalazło się w Paryżu na wygnaniu. Podczas spotkania w 1836 roku, w dzień Zesłania Ducha Świętego, zbadawszy po raz kolejny sytuację polityczną i uznawszy ją za beznadziejną Mickiewicz oświadczył, iż dla ocalenia ducha narodu należy założyć zgromadzenie zakonne. «Potrzebujemy nowego zakonu, nie ma innego ratunku. Lecz któż go może założyć? Jam zbyt wyniosły». Wówczas to wielki poeta wyznaczył Bogdana Jańskiego, który rzeczywiście wkrótce potem wraz z Piotrem Semenenką i Hieronimem Kajsiewiczem założył zakon Zmartwychwstańców” (3). Adam Mickiewicz miał zatem wpływ na młodego Wojtyłę, jak utrzymuje sam Buttiglione (s. 36), co Jan Paweł II uroczyście potwierdził dwoma pierwszymi znaczącymi krokami dokonanymi tuż po swoim wyborze (4). Kimże jednak był Mickiewicz?

Czy tylko polskim Mazzinim?

Edgar Quinet, Jules Michelet, Adam Mickiewicz: „trzej anabaptyści z Collège de France” (Daniel Halévy), „święta trójka, która przygotowała wybuch w 1848” (Giovanni Scovazzi, w mowie wygłoszonej z okazji odsłonięcia popiersia Mickiewicza na Kapitolu w Rzymie, 26 listopada 1879). Jednakże, de Lubac podkreśla różnice między trzema przyjaciółmi i towarzyszami z Collège de France: „Mickiewicz, który we wczesnej młodości podziwiał Woltera, wówczas już go nie znosił; zaś Michelet i Quinet byli członkami komitetu założonego w celu postawienia mu pomnika” (5), Mickiewicz był katolikiem i bonapartystą, jego przyjaciele ateistami i republikanami. Mickiewicz był rzecz jasna rewolucjonistą, lecz rewolucjonistą szczególnym: był „mistykiem”.

Urodzony na Litwie 24 grudnia 1798 (200 lat przed wyborem Karola Wojtyły), pod carskim panowaniem, założył na Uniwersytecie Wileńskim w 1815 roku Towarzystwo Filomatów (następnie Filaretów, później Promienistych) „w celach z pozoru literackich (…) a w rzeczywistości politycznych” (6), – powód dla którego został zatrzymany i zesłany w głąb Rosji, skąd został wydalony w 1829 roku. Udał się zatem wówczas do Rzymu: „miał duchową formację illuministyczną i wolteriańską; w Rzymie odnalazł świadomość wyższości potęgi twórczej wiary nad samym tylko rozumem; i to właśnie z tej koncepcji czerpała odtąd inspirację cała jego poezja”. „W 1831, po daremnych próbach dotarcia do zbuntowanej ojczyzny, Mickiewicz wyjechał do Paryża”. Przebywa tam w środowiskach emigracji polskiej, dla których to encyklika Grzegorza XVI Cum primum z 9 czerwca 1832, popierająca rosyjskie represje wobec Polaków (7) była wielkim rozczarowaniem. W 1839 wykłada na Uniwersytecie w Lozannie, a rok później w Collège de France w Paryżu, jak widzieliśmy powyżej. „W 1848, podczas wiosny ludów, Mickiewicz, który całe swoje życie podążał za ruchami narodowymi, przyjaciel Mazziniego [ten ostatni przetłumaczył kilka jego wierszy] jak również innych patriotów, założył legion, który walczył w pierwszej wojnie o włoską niepodległość”. Po kolejnej klęsce powraca do Paryża, następnie wyjeżdża stamtąd na nową misję polityczną do Konstantynopola, gdzie umiera w 1855 roku. Z tych kilku biograficznych faktów wyjętych z Enciclopedia Cattolica, wyłania się postać Mickiewicza – liberalnego katolika, nieokreślonego zwolennika Mazziniego. Już i tego byłoby niemało; ale jest i więcej.

Mickiewicz i Lamennais

Ojciec de Lubac nie waha się zaliczyć Mickiewicza do „grona duchowych spadkobierców Joachima de Fiore”, nawet jeśli skądinąd staje w obronie ortodoksji naszego bohatera, jak to czynił wobec ojca Teilharda de Chardin, z którym to wyraźnie Mickiewicza kojarzy (8). Żałosne przedsięwzięcie w obu przypadkach. A zatem wraz z de Lubakiem pogłębijmy naszą wiedzę o Mickiewiczu.

Zaczęło się od lektury Eseju o obojętności w sprawie religii Lamennais’go, który podczas deportacji do Petersburga zbliża Mickiewicza do „katolicyzmu” (s. 242). W 1831 roku Mickiewicz osobiście zapoznaje się z „prorokiem z La Chesnaie” w Paryżu i nawiązuje z nim przyjaźń: nadano im przydomek – nie bez racji – „pielgrzymi przyszłości” (9). „Lamennais – pisał Mickiewicz do Lelewela dnia 23 maja 1832 – jest jedynym Francuzem, który szczerze nas opłakiwał” (s. 240). Dzieło Mickiewicza Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego (1832) zostały przetłumaczone na francuski przez Jańskiego (późniejszego założyciela Zmartwychwstańców) i przez hrabiego de Montalemberta. Nazwisko tego ostatniego figurowało tam po to, aby „książka rozeszła się wśród liberalnych katolików”. To Montalembert i Lamennais wybrali tytuł francuskiego wydania: Livre des pèlerins polonais (1833); Montalembert napisał do niego przedmowę, Lamennais dodał „odę do Polski” własnego autorstwa. Przypomnę, że poglądy Lamennaisa, wyrażone w dzienniku L’Avenir, zostały już wcześniej potępione przez Grzegorza XVI w encyklice Mirari vos z 15 sierpnia 1832 roku, jednak Papież, mając nadzieję na jego skruchę i nawrócenie pominął nazwisko nieszczęsnego księdza. Tymczasem okazją do pogrążenia się w przepaść, która doprowadziła go do apostazji było właśnie dzieło, które Mickiewicz mu podarował. Lamennais „zaraz okazał podziw dla dziełka Mickiewicza: «Tak czyste wyrażenie Wiary i Wolności zarazem jest cudem naszego wieku poddaństwa i niewiary» (…). On sam wówczas rozpoczął – jak później wyzna – opracowanie małej książeczki «bardzo podobnego rodzaju», lecz z powodu braku mocnego zaangażowania w to przedsięwzięcie, nie zdołał go zrealizować. Lektura rękopisu «Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego» była «iskrą», która go rozpaliła. W «Słowach człowieka wierzącego» naśladował ich «biblijny i wizjonerski styl», a także zapożyczył ich przypowieściową formę. Znany jest list, jaki Maurice de Guérin napisał do swojego przyjaciela Hippolyta de la Morvonnais 10 maja 1834, à propos trzech pism Mickiewicza, Lamennaisa i Silvio Pellico (Mes prisons – [Moje więzienia]) opublikowanych w niewielkich odstępach czasu: «… straszliwa trylogia…, trzy uderzenia maczugi, cios za ciosem, i to wymierzone przez mężów katolickich, ludzi bezkompromisowych, ludzi świętobliwych»” (ss. 241-242).

Jednakże Papież nie ocenił ich w ten sam sposób; „doświadczenie było ciężkie, zarówno dla Polaka jak i Bretończyka. Jeśli potępienie rzymskie z czerwca 1834 roku [encyklika Singulari nos Grzegorza XVI] mierzyło przede wszystkim w Lamennais, to nie szczędziło też Mickiewicza, którego postawa została także twardo odrzucona” w liście do biskupa Rennes z 15 października 1833. To właśnie wówczas rozeszły się drogi Lamennaisa i Mickiewicza: pierwszy został apostatą, a drugi się podporządkował (?) i założył w 1834 „Towarzystwo Braci Zjednoczonych”, do którego dołączył były wolnomularz Jański (s. 244). W końcu w 1836 roku, jak widzieliśmy, wspólnie założyli zgromadzenie zakonne Zmartwychwstańców.

Mickiewicz i mesjanizm

Mimo iż Mickiewicz porzucił towarzystwo jednego heretyka (Lamennais) to związał się z kolejnym, być może jeszcze gorszym: Andrzejem Towiańskim (1799-1871), byłym towarzyszem studiów w Wilnie. Ten ostatni przybył do Paryża w 1841 roku, „uzdrowił na odległość” żonę Mickiewicza, hospitalizowaną w przytułku dla umysłowo chorych, stając się tym samym dla niego kimś w rodzaju „Bożego wysłannika”. „Przez trzy kolejne lata, w tym dwa ostatnie jego nauczania [w Collège de France], Mickiewicz stał się heroldem towianizmu” (s. 253). Towiański był zwolennikiem „mesjanizmu”, prądu zapoczątkowanego przez Hoëne-Wrońskiego (1778-1853) „który ostatecznie skończył wierząc, że jest Parakletem na którym spoczywa misja głoszenia «chrystianizmu spełnionego»” (s. 251). Zwolennikami mesjanizmu byli również dwaj wielcy mężowie polskiej literatury: Zygmunt Krasiński (1812-1859) i August Cieszkowski (1814-1894): pierwszy „głosił, że Kościół Piotrowy dobiega końca, jak wszystkie starożytne społeczności”, drugi „obwieszczał otwarcie trzeciego i ostatniego wieku historii: po starożytności, która była epoką Ojca, okresem chrystianizmu, który był czasem Syna, wkrótce nadejdzie era Ducha Świętego, który uskuteczniając porozumienie woli ludzkiej z Wolą Bożą założy na ziemi królestwo Boże: wówczas to urzeczywistni się «pełnia narodów» obwieszczona przez świętego Pawła” (ss. 250-251). Co do Towiańskiego, w swojej głębokiej pokorze, uważał się, za trzecie po Napoleonie (10) objawienie Chrystusa, za wybranego przywódcę, który miał powstać z narodu, Polski – na wzór Chrystusowy – męczennicy i odkupicielki. Był on „upojony literaturą mistyczną i okultystyczną: być może był dopuszczony do jakichś tajnych stowarzyszeń” (s. 252). „Jego system metafizyczny i moralny, antyracjonalistyczny i antyautorytatywny, naznaczony był wpływami Saint-Martina, Swedenborga, Tadeusza Grabianki” (11), lecz również i niejakiego Jakuba Franka, o którym dalej będzie mowa. Warto zauważyć, że według Towiańskiego na końcu czasów piekło przestanie istnieć (8). Towiański wywarł duży wpływ na wielu autorów: m. in. na polskiego poetę Juliusza Słowackiego (1803-1849), który przepowie wybór Papieża Słowianina (12), na w/w Mickiewicza, czy modernistycznego pisarza Fogazzaro (13). Otóż, to właśnie Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego uznał Buttiglione za „mistrzów” Karola Wojtyły (s. 32). Towiański przedstawił swą filozofię w książce opublikowanej w 1841 (która znalazła się na Indeksie w 1858) zatytułowanej Biesiada. Mickiewicz był jej propagatorem na prestiżowym Collège de France. „W grudniu 1843, za przedmiot swojego wykładu obiera «Biesiadę», ukrywając nazwisko autora i unikając bezpośredniego cytowania. Jest to – oświadcza – «najcenniejszy i najdojrzalszy owoc spadający z drzewa życia słowiańskiej rasy», to «wypowiedzenie wojny wszelkiej doktrynie, każdemu systemowi racjonalistycznemu»” (s. 254). „Czuję się umocniony siłą, która nie pochodzi od człowieka – mówił Mickiewicz podczas swojego wykładu 19 marca 1844 – (…) ogłaszam się w obliczu nieba żywym świadkiem nowego objawienia” (s. 254). Nic dziwnego, że Mickiewicza i ideowo jemu podobnych uznawano za „nowych montanistów” (14). Państwo (Ludwik Filip) i Kościół zaczynają się niepokoić, choć każdy z innego powodu. Król w 1844 dyskretnie zmusza Mickiewicza do rezygnacji ze swej katedry, a Kościół umieszcza na Indeksie dwa ostatnie tomy jego paryskich wykładów: L’Eglise et le Messie et L’Eglise officielle et le messianisme. [Kościół i Mesjasz oraz Kościół oficjalny a mesjanizm].

Mickiewicz a „Kościół oficjalny”

Skoro ogłasza się nowego mesjasza, nowego zbawiciela, nowe objawienie, cóż wobec tego ma się stać z Kościołem (starożytnym)? Naturalnie musi on albo zniknąć, aby ustąpić miejsca nowemu (tak właśnie sądzi Krasiński), albo ulec zmianie (tak uważa Mickiewicz). Tymczasem, „Kościół oficjalny” sprzeciwia się „Kościołowi przyszłości” (s. 270), który wyłoni się z tego pierwszego „niczym motyl z poczwarki” (15). „Lekcje w Collège de France w latach 1842-1844 są uciążliwe dla «Kościoła oficjalnego». Odrzucają one wszelką ideę «znieważania ludzi, którzy go reprezentują», lecz stwierdzają, że «zatracił proroczego ducha». «Stara teologia klerykalna» nie wystarcza już, by nami kierować: co prawda uczy nas jeszcze dobrze poznawać Boga, ale nie pozwala go «poczuć»” (s. 260). Sam Mickiewicz uważa się za „proroka” (s. 246), „oświeconego” (s. 250), gdy przemawia wpada w ekstazę (s. 249), uważany jest za świętego i mistyka (s. 239). „Powszechne przeczucie – twierdzi Mickiewicz – ostrzega nas o nieuchronności nowego kryzysu… Umysły najbardziej przywiązane do starej tradycji, jak ten Józefa de Maistre (16), przeczuwały go” (s. 260). Kościół „oficjalny” stał się racjonalistyczny: „ów Kościół, którego istnienie jest cudem, unika mówienia o cudach”, „potrafi tylko odrzucać i potępiać”, jednakże „zostanie ocalony, mimo (księży) i wbrew nim” (s. 269) (17). „Począwszy od Reformacji” „rozpoczyna się proces petryfikacji katolicyzmu oraz rozkładu protestantyzmu” (s. 269); aby zapobiec temu procesowi potrzeba ekumenizmu katolickiego à la de Maistre (ibidem). Epizod, który tu nastąpi dobrze streszcza pojęcie Mickiewicza o Kościele: „Wydarzyło się to 16 stycznia 1844. Niewątpliwie nigdy od założenia uczelni, słuchacze żadnej z katedr Collège de France nie słyszeli czegoś podobnego. (…) Owego dnia, historyk literatury słowiańskiej [Mickiewicz] wyjawił syntezę swej wizji katolickiej”. Mickiewicz opowiedział wówczas studentom legendę napisaną cztery lata wcześniej przez Krasińskiego (18): „Jest noc Bożego Narodzenia. W Bazylice Świętego Piotra papież kończy Mszę otoczony zmęczonymi starcami. Pośrodku nich pojawia się młody człowiek odziany w purpurę: to Kościół przyszłości, w osobie Jana (19). Obwieszcza tłumowi pielgrzymów, że czas się wypełnił, następnie biegnie do grobu księcia Apostołów, wzywa go po imieniu, każąc wyjść. Trup wstaje i wydaje okrzyk: «Biada!» Wówczas kopuła bazyliki wali się i pęka. Młody kardynał pyta: «Piotrze, poznajesz mnie?» Trup odpowiada: «Twoja głowa spoczywała na piersi Zbawiciela, i nie zaznałeś śmierci; znam cię»”. Piotr z powrotem wpada do grobu, ustąpiwszy wcześniej miejsca Janowi. Polscy pielgrzymi, przez wierność umierają pod ruinami Bazyliki Świętego Piotra. „Piotr umiera na zawsze. Kościół rzymski skończony, jego ostatni wierni wymarli. Dokonało się zerwanie z tradycją”. Mickiewicz przytacza alegorię Krasińskiego zmieniając jej zakończenie. Polscy pielgrzymi, którzy „szukają Kościoła przyszłości” nie giną pod ruinami, lecz dokonują ocalenia Kościoła. „Oni – i tu padają własne słowa Mickiewicza – otworzą kopułę na światłość niebios, aby przypominał ten panteon, którego jest podobizną (20); ażeby na nowo stał się bazyliką wszechświata, panteonem, pankosmosem i pandemem, świątynią wszystkich duchów; ażeby dał nam klucz do wszystkich tradycji i wszystkich filozofii…” (s. 271). De Lubac uważa, że Mickiewicz koryguje Krasińskiego w znaczeniu ortodoksyjnym; według Journeta, przeciwnie, „podkreśla jego heretycki charakter”. To prawda, że według Mickiewicza, Kościół Jana nie niszczy Kościoła Piotra, ale wyłania się z niego niczym motyl z poczwarki; lecz jeśli chodzi o mnie, powiedziałbym, że Mickiewicz jest heretykiem w równym stopniu co Krasiński, lecz bardziej niebezpiecznym. „Strzeżcie się pilnie fałszywych proroków, którzy do was przychodzą w odzieniu owczym” (Mt. 7, 15). Gdy 5 kwietnia 1848 Mickiewicz na czele polskich legionów wkroczył w pochodzie do Bazyliki Świętego Piotra, sądził, że jest całkiem bliski zrealizowania marzenia „Nocy Bożonarodzeniowej” (por. s. 458). Tymczasem 29 kwietnia Pius IX odrzucił pomysł wypowiedzenia wojny Austrii. Rzymska Republika kierowana przez Mazziniego – przyjaciela Mickiewicza – usuwała Papieża, lecz także kroczyła w kierunku klęski. Urzeczywistnienie Kościoła „duchowego”, przedmiotu jego marzeń zostało odłożone na później. W 1845 Mickiewicz odłączył się od Towiańskiego. Jednakże będzie interweniował w jego sprawie u francuskiego rządu w 1848 i w 1851 (s. 275, n. 4) i, jak zobaczymy, nie porzuci jego fałszywego mistycyzmu.

Mickiewicz – mason martynista

W rzeczywistości relacje z Towiańskim miały również charakter okultystyczny, inaczej ujmując masoński. Czy Mickiewicz należał do masonerii? Na początku w 1817 roku widzimy go jak zakłada tajne Stowarzyszenie Filomatów. W 1820 zostaje członkiem innego tajnego towarzystwa – Filaretów, o którym będzie wspominał w trzeciej części Dziadów z 1833 roku. Nie wiem niestety czy Filareci mieli coś wspólnego z lożami masońskimi tak zwanych Filaletów (21). Jakkolwiek by jednak nie było, te polskie, tajne stowarzyszenia były repliką (a często sojusznikiem) tajnych, rosyjskich stowarzyszeń – będących czymś w rodzaju słowiańskiego wolnomularstwa – które dały początek spiskowi dekabrystów. W dekabrystycznym spisku 1825 roku rząd carski rozpoznał rękę masonerii, i to dokładnie dlatego masoneria została w Rosji zdelegalizowana (22). Przypuśćmy nawet, że owe tajne stowarzyszenia do których należał wówczas młody Mickiewicz nie były masońskie, to jednak pewne spotkanie doprowadziło go do martynizmu: spotkanie z Oleszkiewiczem. „Nikt nie miał na niego równie silnego wpływu, jak Polak Józef Oleszkiewicz, malarz, mistyk, uczeń Saint-Martina, który jako pierwszy wtajemniczy Mickiewicza w najgłębsze religijne doświadczenia życiowe” (23). To właśnie w ten sposób wolterianin Mickiewicz zmienia się w martynistę, z racjonalisty staje się „mistykiem”; w roku 1836 opublikuje Zdania i uwagi, tomik cytatów z dzieł Böhme’a (24), Anioła Ślązaka i Saint-Martina (25). Otóż, postać Saint-Martina stawia nas oko w oko z autentyczną masonerią, a nawet samym judaistycznym kabalizmem! To właśnie w takim ezoterycznym środowisku, na długo przed przystąpieniem do ruchu Towiańskiego, ugrzęzła myśl Mickiewicza „mocno poruszona za czasów jego młodości mistyką tajnych stowarzyszeń, – wyznaje de Lubac – następnie przez Böhme’a, którym zachwycił się w Dreźnie w 1832 (26), przez wizje Fryderyka Wannera, przez Swedenborga (27), przez Baadera i przez Saint-Martina, którego dzieła czytał w Paryżu w 1833, ale także przez Katarzynę Emmerich (…) oraz przez wielkich mistyków tradycji chrześcijańskiej, Dionizym (którego dzieła planował przetłumaczyć na polski); w tym Mickiewicz przypomina jednak bardziej Józefa de Maistre, który był bliższy źródłom inspiracji ludowych, niż Lamennais’go, gdyby ów pozostał wiernym katolikiem” (s. 245). Doprawdy, im bardziej de Lubac stara się usprawiedliwić Mickiewicza, tym bardziej – bezwiednie – pogarsza jego sytuację, i to do tego stopnia, że oczywistym staje się miejsce jakie Mickiewicz zajmuje wśród najbardziej niebezpiecznych myślicieli „masońsko-chrześcijańskiego” ezoteryzmu.

Mickiewicz i żydzi

„Ponad dwieście lat temu, 24 grudnia 1798, urodził się w Nowogródku na Białorusi, niedaleko Wilna, «litewskiego Jeruzalem», Adam Mickiewicz, największy polski poeta wszechczasów. (…) Był to Europejczyk oraz człowiek bardzo bliski judaizmowi. (…) Mówi się, że miał żydowskie korzenie. W każdym bądź razie był szczerym filosemitą. Pewnego dnia gwałtownie uniósł się w paryskim salonie literackim, w towarzystwie Gautiera, Musseta i Hugo, przeciwko antysemityzmowi otoczenia oświadczając: «Jeśli pojawi się jakakolwiek aluzja w stosunku do żydów, natychmiast was opuszczę». Był to humanista XIX wieku, którego żydzi polskiego pochodzenia nigdy nie zapomnieli”. Słowa te są wyjęte z „hołdu”, jaki Actualité Juive (tygodnik francuskiej społeczności żydowskiej) złożył Mickiewiczowi (n. 592, 31/12/1998, s. 25). Czy jest się czemu dziwić? Mickiewicz – mason martynista, nieuchronnie dociera za pośrednictwem Saint-Martina do Martineza i Böhme’a, a poprzez tych ostatnich do Kabały. Jednakże, jak widzieliśmy, wpływ judaizmu na Mickiewicza jest nie tylko pośredni. Filosemityzm Mickiewicza nie jest tajemnicą dla de Lubaca: „Wyjątkowym przywilejem objawienia powierzonego ludowi hebrajskiemu było to, iż przygotowywało ostateczne objawienie [jak dotąd, nic bardziej katolickiego]. Lecz piętno wywarte na tym ludzie przypisuje mu jeszcze inną rolę na przyszłość [i oto nowość poprzedzająca Vaticanum II i Jana Pawła II!]”. Mickiewicz pisze: „Człowiek przeszłości poszukuje… prawdy wygodnej, prawdy łatwej, prawdy mu schlebiającej. Tymczasem w okolicach zamieszkałych przez naszą rasę [Polska] cząstki prawdy, które do nas docierają zdobywane są w pocie czoła. Tam mieszkają miliony ludzi należących do świetnie znanego ludu, do najstarszego ludu Europy, najstarszego spośród wszystkich cywilizowanych ludów, do ludu żydowskiego, który z głębi swych synagog nie przestaje od wieków wydawać płaczliwy krzyk, do którego nic w świecie nie jest podobne, krzyk, którego tradycję ludzkość zatraciła. Otóż, jeśli jest coś co mogłoby sprowadzić na ziemię prawdę niebios, to czyż nie te krzyki w których ludzie skupiają i wyrażają całe swoje życie?” (s. 263). „Tradycja” (28) została zatracona przez wszystkich (nawet przez Kościół, jeśli dobrze rozumiem); jedynie synagoga może ją odtworzyć na ziemi! W 1848 Mickiewicz utworzywszy w Rzymie „polskie legiony” do walki z Austrią w pierwszej wojnie o włoską niepodległość skomponował dla nich „Skład zasad, czyli symbol polityczny Polski” w piętnastu krótkich artykułach. Drugi z nich głosi dosłownie: „Izraelowi, naszemu starszemu bratu, cześć, braterstwo; wsparcie na drodze ku wiecznemu i ziemskiemu szczęściu; pełna równość praw politycznych i cywilnych” (29). Encyclopedia Judaica dorzuca inne wyrazy uznania: „W tym względzie [w jego filosemityzmie] wywarł na niego wpływ filozof mistyczny Andrzej Towiański według którego Żydzi, Francuzi i Polacy tworzyli razem «naród wybrany», a którego nacjonalizm mesjański czerpał inspirację od Mesmera, Swedenborga i Kabały. Toteż w wielkim poemacie epickim «Pan Tadeusz» (1834), arcydziele Mickiewicza, wyidealizowany żyd – Jankiel jest gorliwym polskim patriotą. W swoich wykładach języków i literatury słowiańskiej, wówczas, gdy był profesorem w Collège de France w Paryżu (1840-1844), Mickiewicz usilnie wychwalał żydów i bronił ich przed krytyką. W kazaniu wygłoszonym w paryskiej synagodze z okazji Postu dziewiątego Av (Tisha B’Av) w 1845, wyraził swoje współczucie wobec cierpień żydów i zrozumienie ich dążeń dotyczących utworzenia państwa Izrael. Mimo iż latami marzył o nawróceniu żydów na chrześcijaństwo, był bardzo rozczarowany dążeniami asymilacji francuskich żydów”. Przypomniawszy epizod z 1848, Encyclopedia Judaica kontynuuje: „Gdy wybuchła wojna Krymska w 1853 Mickiewicz udał się do Konstantynopola, aby pomóc w tworzeniu polskiego oddziału do walki z Rosjanami. Żywił nadzieję, że włączy do niego jednostki żydowskie i był gotów zapewnić im prawo zachowywania szabatu, jak również wszystkich innych powinności religijnych. Jego zastępca Armand Levy, lekarz wojskowy, Francuz z pochodzenia był żydowskim nacjonalistą, i nie można wykluczyć, że wraz z utworzeniem jednostek żydowskich obaj przywódcy myśleli o zrealizowaniu pierwszego kroku w kierunku restauracji narodu żydowskiego na ich własnej ziemi. Mickiewicz jednak zmarł nagle zanim zdążył zakończyć swą misję w Konstantynopolu”. Polski katolik, który na długo przed Herzlem i Vaticanum II wygłaszał kazania w synagodze, nazywał żydów „starszymi braćmi” i przygotowywał utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie! (30) Czyż nie jest to zastanawiające? Jednakże istnieje wyjaśnienie…

Mickiewicz i frankizm

Tu znów mimowolne sugestie Rocco Buttiglione, który porusza temat o wpływie jaki wywarł na Towiańskiego, Słowackiego i Mickiewicza ponury „mesjasz polskiego judaizmu z XVIII wieku”, niejaki Jakub Frank (31). Encyclopedia Judaica, na którą powołuje się Buttiglione, jest jeszcze bardziej precyzyjna: w dramacie zatytułowanym Dziady (1832), Mickiewicz „przedstawia zarys przyszłego zbawiciela Polski, postaci, w której interpretacja doszukuje się obrazu samego autora. Według wizji jednego z bohaterów, zbawiciel ów miałby być «synem cudzoziemki; jego krew byłaby wspólna starożytnym bohaterom, a imię jego byłoby czterdzieści i cztery». Matka Mickiewicza wywodziła się z frankistowskiej rodziny, nawrócona, była «cudzoziemką»; a jego własne imię Adam (אדם), pominąwszy niewymawiane «A» (א) ma wartość liczbową 44. Te pojęcia kabalistyczne zostały zebrane w pismach francuskiego mistyka Louisa-Claude de Saint-Martina”. Ta sama Encyklopedia, pod hasłem „Frank”, dodaje co następuje: „… Sam poeta wyraźnie poświadcza o tym pokrewieństwie [frankistowskim] (ze strony jego matki) (…) Korzenie frankistowskie Mickiewicza były dobrze znane w społeczności żydowskiej w Warszawie od 1838 (świadczy o tym AZDJ z tego samego roku). Rodzice żony poety [Celiny Szymanowskiej, którą poślubił w 1834] pochodzili również z rodzin frankistowskich”. Tak więc matka i żona Mickiewicza wywodziły się z żydowskich rodzin frankistowskich, jak to potwierdza biograf Jakuba Franka – Arthur Mandel: „córka Marii [Szymanowskiej] (32), Celina, była małżonką wielkiego syna Polski, poety Adama Mickiewicza, również pochodzenia frankistowskiego. W mistycznym dramacie «Dziady» przeplatanym frankistowskimi motywami Mickiewicz, przez zawoalowane aluzje daje do zrozumienia, że będzie mesjaszem, który na czele Polski i «jej starszych braci», ludu żydowskiego poprowadzi ludzkość do wolności, co jest ideą mocno przypominającą Franka” (33). To co jest szczególnie znaczące to fakt, że Mickiewicz, z matki frankistki, ale urodzony i ochrzczony w religii katolickiej, poślubił w 1834 Celinę Szymanowską, również katoliczkę, ale córkę frankistów. Otóż endogamia jest właśnie jedną z podstawowych zasad frankistów: „Musimy przyjąć pro forma tę religię nazareńską – mawiał Jakub Frank – i przestrzegać jej skrupulatnie, tak byśmy wyglądali na lepszych chrześcijan niż sami chrześcijanie… Jednakże nie wolno nam poślubiać nikogo z nich (…) i w żadnym razie nie możemy mieszać się z innymi narodami” (34). Siedemdziesiąt osiem lat po chrzcie Franka i jego przodków, Adam Mickiewicz i Celina Szymanowska połączyli się więzłem małżeńskim, zachowując tym samym zasady frankistowskie: czysty przypadek?

Jakub Frank – jego żywot

Kimże jednak był Jakub Frank? Nasza historia rozpoczyna się w 1665 roku, kiedy cała diaspora żydowska uwierzyła, iż w osobie Sabataja Cwiego (1616-1676), kabalisty z Smyrny, doczekała się tak długo oczekiwanego mesjasza (35). Wielkie było rozczarowanie, gdy rok później postawiony przez sułtana w obliczu wyboru między śmiercią a apostazją Sabataj Cwi wolał odstępstwo i został muzułmaninem (wrzesień 1666). Jednakże liczni są ci, którzy w tej apostazji dostrzegli paradoksalne potwierdzenie mesjańskiej godności Sabataja: to poprzez grzech mesjasz miał zbawić świat! Naśladując „mesjasza” wielu żydów z kolei dopuściło się podobnej apostazji, pozostając we własnym wnętrzu żydami podobnie jak Cwi. Zapoczątkowali oni sektę zwaną Dunmeh (apostatów): „należał do niej generał Kemal Atatürk, ojciec współczesnej Turcji” (36). Niejaki Lieb, karczmarz ze wsi Karolówka (Galicja, Polska), mimo iż zewnętrznie pozostawał żydem, był także „sabatarianem”. W 1726 urodził mu się syn, mały Jakub, który dopiero później przyjął nazwisko Frank w Salonikach, stolicy sabatarianów. Tam to z kolei Jakub ogłosił się mesjaszem. W 1755 powrócił do Polski. Rabini ogłosili go wówczas heretykiem i zwrócili się z prośbą do Kościoła, by go jako takiego ścigano: wtedy Frank udał się do Turcji, został (zewnętrznie) muzułmaninem, potwierdzając tym samym, że był wcieleniem Sabataja Cwi. Po powrocie do Polski, zaświtała mu myśl ewentualnego przejścia na chrześcijaństwo – własnego oraz 30.000 jego zwolenników. I rzeczywiście, w katedrze lwowskiej, latem 1759 roku, następnie w wielu innych miejscach Polski, przyjęło chrzest 20.000 frankistów dostępując tym samym szlacheckiej godności; inni, w większej liczbie pozostali żydami wyznając jednocześnie naukę Franka. W dniu 18 listopada 1759, w Warszawie także i Frank ochrzcił się przyjmując imię Józef; a jego ojcem chrzestnym był król we własnej osobie. Swoim zwolennikom Frank nakazał zachowanie najściślejszej tajemnicy co do rzeczywistych wierzeń, a do króla zwrócił się z prośbą o zezwolenie na utworzenie armii, jak również przyznania terenu pod utworzenie państwa żydowskiego. Jednakże coś wyszło na jaw i Frank został wysłany przez Inkwizycję do pozłacanego więzienia w Częstochowie, które „tym samym stało się dla frankistów miejscem pielgrzymek” (37). Trzynaście lat później został uwolniony przez Rosjan. W międzyczasie „zaczął przygotowywać teren dla następcy, Ewy – Avatcha, swojej podobnie jak i on nieśmiertelnej córki. W ten sposób Ewa Frank stała się pewnego rodzaju odpowiednikiem Częstochowskiej Czarnej Madonny, a obok kultu Maryi wytworzył się kult Ewy, któremu sam Frank się poddawał” (38). Po uwolnieniu udał się na Morawy (Austria), do Brna, gdzie zamieszkiwała jego kuzynka Schöndl Hirschel (1735-1791), żona zamożnego monopolisty tytoniowego i dostawcy wojska Salomona Dobruckiego (1715-1774). Kuzynka i dziesięcioro spośród dwunastu jej dzieci ochrzcili się przyjmując imiona chrześcijańskie i nazwisko von Schönfeld; lecz nie byli oni chrześcijanami: byli frankistami! W 1778 zostali uszlachceni. Zmieniwszy nazwisko na Franz Thomas von Schönfeld, Mojżesz Dobrucki, jeden z synów Salomona został doradcą i bankierem cesarzy Józefa II i Leopolda II (w koronacji którego uczestniczył w jednym szeregu ze szlachtą, „baron Józef Frank-Dobrucki”, Jakub Frank jak kto woli). Tymczasem ten Schönfeld (Mojżesz) był zarazem członkiem sekty „Illuminatów Bawarskich” (którzy przygotowywali rewolucję egalitarną) i jednym z założycieli zgromadzenia masońskiego „Braci azjatyckich” (39), którego Wielkim Mistrzem był słynny książę Karol de Hesse-Cassel (1744-1836), teść króla Danii, do którego przyłączył się przyszły król Prus Fryderyk Wilhelm II. Jakub i Ewa Frank mieli także swoje dojścia do królów: w 1775 byli na dworze Marii Teresy i Józefa II w Wiedniu, w 1783 i w 1813 przedstawiciele dynastii Romanowów (Paweł I i Aleksander I) złożyli wizytę Ewie Frank. Wreszcie J. Frank przeniósł swoją siedzibę do Offenbach, w Niemczech, na zamek księcia Isembourga (masona i illuminaty), gdzie mieszkał od 1788 aż do śmierci w 1791. Rewolucja Francuska już była wybuchła, a Jakub Frank powiedział: „przyszedłem wyzwolić świat z wszystkich praw i z wszelkich przykazań. Wszystko musi zostać zniszczone, ażeby dobry Bóg się objawił” (40).

Jakub Frank

Frankizm i rewolucja

Frankizm przeżył Jakuba Franka. Zanim podsumujemy jego wierzenia, spójrzmy na konsekwencje frankizmu. Mandel wykazuje, że frankiści wspólnie i konsekwentnie udzielali poparcia wszystkim rewolucjom. Przypadek kuzyna i spadkobiercy Franka jest całkowicie symboliczny: był on zarazem Mojżeszem Dobrouschka dla żydów, Franzem Thomas von Schönfeld dla chrześcijan, Izaakiem ben Józefem dla masonów (41), a na koniec Junius Brutus Frey dla jakobinów. Dotarłszy w 1792 do Francji będącej w toku rewolucji, którą określił mianem „raju na ziemi”, ranny podczas szturmu na Tuileries 10 sierpnia, zakończył żywot ścięty na gilotynie w towarzystwie młodszego brata, szwagra (byłego brata Chabot, „pierwszego rewolucjonisty w Europie”) oraz Dantona w 1794 w Paryżu. Na liście kata figuruje pod jeszcze innym nazwiskiem (jedno więcej, jedno mniej…): Junius Eschine Portock. Kaprysy rewolucji! (42). Co jednak nie przeszkodziło frankistom w dalszym wspieraniu kolejnych rewolucji: odnajdujemy ich wśród przywódców polskich jakobinów w rewolcie 1793-1795; pokaźna ich liczba znajduje się pośród generałów Napoleona, co do którego żywili nadzieję, że założy państwo żydowskie w Palestynie (43); inspirowali polskie powstania z 1830 i 1863 roku przeciwko carowi (44). Żydowskie i frankistowskie poparcie polskich powstań jest szczególnie interesujące dla naszego tematu, ponieważ Mickiewicz był w nich osobiście zaangażowany, co wywarło istotny wpływ na polski patriotyzm Wojtyły.

Jakub Frank. Jego filozofia.

Filozofia życiowa Jakuba Franka sytuuje się w kontekście Kabały (zwłaszcza Zoharu i Izaaka Lurii) zbliżając się bardziej do interpretacji jaką nadawał jej Sabataj Cwi. Podsumuję system filozoficzny Cwiego i Franka opierając się na Gershomie Scholemie (45). „Według Franka, kosmos (tevel) (…) nie został stworzony przez «Boga żywego i dobrego»” (s. 200), którym jest bóg kabały ukryty i bezosobowy (s. 171). Główny grzech Adama spowodował, że iskry boskie (nitzotzot) spadły na materię – zło (kelipot), które w szczególny sposób obecne jest wśród pogan (s. 158). Misja mesjasza odkupiciela, wysłanego przez dobrego Boga polega na wyzwoleniu nitzotzot z kelipot. Aby to uczynić musi zstąpić w nieczyste sfery kelipot, by je zniszczyć. Im bardziej zagłębia się w nieczystości, tym lepiej; w tym celu musi popełnić „obce czyny” (ma’ asim zarim). Kosmiczne odkupienie (tikkun) urzeczywistnia się poprzez grzech: „to właśnie naruszając Torę, wypełnia się ją” (bittulah shel Torah zehu kiyyumah) (s. 146); „Błogosławiony jesteś Panie nasz Boże, królu wszechświata, ty który zezwalasz na to co zakazane” (s. 180). „Pneumatycy”, „uduchowieni”, „dziwacy”, „mistrzowie świętej duszy” (s. 152) nie grzeszą popełniając zło, lecz paradoksalnie przyspieszają Odkupienie. Ulubionymi grzechami są: naruszanie Tory de beriah (prawa Mojżeszowego) w celu zastąpienia jej przez Torę de atzilut, która jest jej dokładnym przeciwieństwem; rozpusta wszelkiego rodzaju, na podobieństwo związku istniejącego w bogu między stroną męską a żeńską (ss. 181-182); i w końcu apostazja. Apostazja i marranizm (przynajmniej dla mesjasza) są koniecznością (s. 176), z konsekwentną koniecznością zachowania tajemnicy co do prawdziwej wiary żydowskiej, którą fałszywi konwertyci wyznawali. „Mając w pamięci Sabataja Cwi, mogli tolerować [Franka] przejście na islam, lecz nie mogli znieść chrześcijańskiego chrztu”. Ale Frank wyjaśnił swoim uczniom: „Chrzest jest złem koniecznym, najniższym punktem zstąpienia do otchłani, po którym rozpoczyna się wzbijanie się w górę. (…) Chrzest miał być początkiem końca Kościoła i społeczeństwa, a oni, frankiści, zostali wybrani do realizacji jego zniszczenia od wewnątrz «jak żołnierze, którzy napadają na miasto przedzierając się przez kanały». Na razie wymagana jest najbardziej bezwzględna tajemnica i najściślejsza dyscyplina, jak również skrupulatne przestrzeganie nakazów i praktyk Kościoła katolickiego, tak aby nie wzbudzać podejrzeń. Jednakże zachowując na zewnątrz zasady Kościoła katolickiego nie wolno im było nigdy tracić z oczu prawdziwego celu, ani zapominać, że byli ze sobą wzajemnie powiązani” (46).

Często Mesjasz-maran postrzegany jest jako wcielenie Boga dobrego (ss. 194-195). W różnorodnych emanacjach tego ostatniego, Cwi był wcieleniem „świętego starożytnych”, Frank „świętego króla”, córka Franka, Ewa, była wcieleniem Shekhina. Skoro istnieje pierwiastek żeński w Bogu powinien być on także w mesjaszu: „gdyż ona [Ewa Frank] jest prawdziwym Mesjaszem! To ona zbawi świat” (Mandel, s. 107). Boska Sophia, Gnoza, jest „świętym wężem” z ogrodu Eden (ss. 204-205), którego odnajduje się popełniając, jak widzieliśmy, „święty grzech”. Sam Scholem, który jest tym nieomal zafascynowany, określa tę naukę jako „satanistyczną”. Filozofia ta jest zarazem nihilizmem (gdyż wszystko musi ulec zniszczeniu), anomeizmem (gdyż jest wroga wszelkiemu prawu, wszelkiej moralności, każdemu przykazaniu i religii), ezoteryzmem (ponieważ jest doktryną „mistyczną” i tajemną) a wreszcie jest ona gnostycyzmem. Podobieństwo z najgorszymi gnostykami (takimi jak Karpokrates) jest wstrząsające (ss. 205-206). To podobieństwo tłumaczy się przez żydowskie i kabalistyczne pochodzenie gnozy (47). Na poziomie społecznym, Frankizm rozważał wprowadzenie syjonizmu bez Syjonu, to znaczy, utworzenie państwa żydowskiego, ale nie w Izraelu („terytorializm”), zniszczenie Religii, Kościoła i państwa, i oczywiście upadek moralności.

Wnioski

Docierając do końca naszego artykułu, narzuca się jeden wniosek. Należy tu uważać by nie popaść – tak mi się wydaje – w którąś z dwóch przeciwnych skrajności. Z jednej strony, nasz wniosek przekroczyłby założenia, gdybyśmy potwierdzili identyczność światopoglądów między Adamem Mickiewiczem i Jakubem Frankiem, a tym bardziej między tym ostatnim a Karolem Wojtyłą. Jednakże z drugiej strony zanegowanie jakiegokolwiek wpływu wywartego przez Franka na Mickiewicza oraz tego ostatniego na Wojtyłę byłoby jeszcze mniej zgodne z rzeczywistością – waga tych wzajemnych wpływów pozostaje kwestią otwartą. Przypomniawszy o więcej niż przyjacielskich stosunkach z młodości z żydowską społecznością Wadowic (48) oraz relacjach utrzymywanych później, wówczas gdy był biskupem Krakowa, Jan Paweł II oświadcza Vittorio Messoriemu: „Wybrany na Stolicę Piotrową, zachowuję w głębi duszy to co miało bardzo głębokie korzenie w moim życiu. Przy okazji moich podróży apostolskich po świecie, zawsze chcę spotkać się z przedstawicielami społeczności żydowskich. Jednakże wizyta w rzymskiej synagodze była dla mnie bez wątpienia bardzo wyjątkowym przeżyciem. (…) Podczas tej pamiętnej wizyty, nazwałem żydów starszymi braćmi w wierze. Słowa te streszczają to, co orzekł Sobór i co nie może nie być głębokim przekonaniem Kościoła. (…) Ten niezwykły lud zawsze nosi w sobie znamiona Bożego wybraństwa. Prawdą jest, że Izrael drogo zapłacił za swoje «wybraństwo». Być może to dzięki temu stał się bardziej podobny do Syna człowieczego…” (49). Dla tych wszystkich, którzy jak nasi czytelnicy znają pogląd Mickiewicza na lud żydowski, jego wpływ na Jana Pawła II jest ewidentny, podobnie jak wpływ na Mickiewicza jego własnych żydowskich korzeni.

Tym to sposobem „po śladach” Mickiewicza dotarliśmy do ezoteryzmu, masonerii, kabały. Lecz jego ścieżka nie jest jedyną. Jest więcej dróg, które moglibyśmy prześledzić… Na przykład Mieczysława Kotlarczyka (jednego z bezpośrednich mistrzów Wojtyły), która by nas przywiodła do teozofii pani Bławackiej oraz żydowskiej tradycji Ismar Elbogen, jeśli wierzyć świadectwu Buttiglione (op. cit., s. 35, n. 3). Można by również mówić o Husserlu i Schelerze, o Sołowiowie i Bułgakowie (którzy by nas doprowadzili do Sophii obecnej w Bogu), o Buberze czy o Levinasie… zastrzegam sobie powrót do tych tematów. Ale wydaje się, że wystarczająco światła rzuciłem na historyczne i kulturalne, a nawet familijne pochodzenie jednego z najsłynniejszych określeń Jana Pawła II, który, jak głosi tytuł książki wielkiego rabina Toaffa, z „wiarołomnych żydów” uczynił „starszych braci”.

Ks. Francesco Ricossa

Z języka francuskiego tłumaczyła Iwona Olszewska

Artykuł z czasopisma: „Sodalitium” (wersja francuska), nr 48, kwiecień 1999, ss. 61-73.

Wersja włoska: „Sodalitium”, nr 49, kwiecień 1999, ss. 30-41.

Przypisy:

(1) H. de Lubac, La postérité spirituelle de Joachim de Fiore. II. De Saint-Simon à nos jours. Lethielleux, Paris 1981, s. 281.

(2) To właśnie 29 października 1978 Jan Paweł II udał się do sanktuarium w Mentorelli, por. La Documentation Catholique, 1978, ss. 958-959.

(3) R. Buttiglione, Il pensiero di Karol Wojtyla, Jaka Book, Milano 1982, ss. 33 i 34 przyp. 2.; po fr.: „La pensée de Karol Wojtyla”, Communio, Fayard, s. 37 i 38 przyp. 2. „Początkowo pod wpływem otoczenia, wszyscy trzej prawie stracili wiarę; Jański, który był nawet jednym z dyrektorów szkoły filozoficznej i społecznej zwolenników Saint-Simona. Odczuwając niedosyt w poszukiwaniu «prawdy» opuścił sektę i za namową Adama Mickiewicza założył wraz z dwoma innymi nowe zgromadzenie religijne, którego celem było podtrzymywanie chwiejnej wiary imigrantów i zreformowanie wraz z nimi całego narodu” (Enciclopedia Cattolica, Città del Vaticano 1953, tom X, kol. 818, hasło Resurrezionisti [Zmartwychwstańcy]).

(4) Ograniczając się do pierwszych lat pontyfikatu przypomnijmy, że Jan Paweł II cytował Mickiewicza w „Orędziu do Polaków” z 23 października 1978 (DC n. 1752 z 19/11/78, s. 954), i dwukrotnie podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski: 3 czerwca 1979 w Gnieźnie („Przemówienie do młodych”, DC n. 1767 (13) z 1/7/79, s. 613) i następnego dnia na Jasnej Górze (ibidem, s. 614).

(5) De Lubac, op. cit., ss. 237-238, n. 5.

(6) Te noty biograficzne, i kolejne, zostały zaczerpnięte z Enciclopedia Cattolica, op. cit., VIII, kol. 964-965, hasło Mickiewicz.

(7) Por. Buttiglione, op. cit., s. 38. Tekst Encykliki, zob. Enchiridion delle Encicliche, Dehoniane, Bolonia 1996, tom II, nn. 16-23.

(8) H. de Lubac, op. cit., s. 265, n. 2, gdzie Mickiewicz jest porównany do Maurice Blondela, Piotra Teilharda de Chardin i Hansa Urs von Balthasara.

(9) W. Godlewski, Pielgrzymi przyszłości, Mickiewicz i Lamennais. „Przegląd nauk humanistycznych”, 1955; cf. H. de Lubac, op. cit., s. 240.

(10) O Napoleonie jako Mesjaszu żydów, zob. A. Balleti, Gli Ebrei e gli Esrensi, Forin [1930] 1827, s. 241. O micie Napoleona, który jest powtórzeniem jeszcze starszego mitu o „wielkim cesarzu”, por. de Lubac, op. cit., ss. 255-257, i także G. Vannoni, Le società segrete, Sansoni, Firenze 1985, ss. 165-170. Dla polskich rewolucjonistów istniał dodatkowy motyw oddawania czci Napoleonowi: widzieli w nim tego, który miał (tymczasowo) „wyzwolić” Polskę od Rosjan.

(11) Enciclopedia Cattolica, op. cit., tom XII, kol. 394, hasło Towiański.

(12) „Pośród niesnasków Pan Bóg uderza / W ogromny dzwon. / Dla Słowiańskiego oto Papieża / Otwarty tron…. Więc oto idzie Papież Słowiański / Ludowy brat” (cyt. przez Buttiglione, op. cit., s. 38).

(13) E. Rosa, Una fonte ignorata del modernismo di Antonio Fogazzaro, in Civiltà Cattolica, 1912, III, ss. 3-18; 1913, IV, s. 557. Towiański miał zwolenników we Włoszech, zwłaszcza w Turynie. O jego uczniach, por. Anna Maria Sani, Tra modernismo e pacifismo. Il carteggio Favero-Colombo, w Contributi e documenti di storia religiosa – Quaderni del Centro Studi „C. Trabucco”, n. 19/1993, Torino, ss. 39-68. Był nawet biskup towianistyczny Msgr. Luigi Puecher Passavalli (1820-1897) (oraz sympatyzujący z towianizmem Msgr. Bonomelli), a wszyscy towiańczycy byli ekumenistami, współpracującymi nawet z duchownym voodoo i masonem Ugo Ianni (1865-1938), który zapożyczył od Towiańskiego teorię metempsychozy (por. C. Milaneschi, Ugo Ianni, pioniere dell’ecumenismo, Claudiana, Torino 1979, s. 113 i M. Moramarco, Nuova enciclopedia massonica, Bastogi, Foggia 1997, II, ss. 30-33). Wśród innych zwolenników Towiańskiego był także patriota, zwolennik Mazziniego Scovazzi, który ustawił popiersie Mickiewicza na Kapitolu w 1879. Na temat Towiańskiego istnieje też we Włoszech książka, której nie mogłem przeglądnąć: A. Zussini, Andrey (sic) Towianski. Un riformatore polacco in Italia, Dehoniane, Bologna 1970.

(14) Por. de Lubac, op. cit., s. 254. Wśród innych „nowych montanistów” był także Ludwik XVII, inaczej Charles-Guillaume Naundorff († 1845); założył on kościół „katolicki i ewangelicki” za co został potępiony przez Grzegorza XVI.

(15) Mickiewicz pisał: „Niech będzie wiadomo, że nie chodzi tu jednak ani o reformy, ani o innowacje ani o religijne rewolucje, oczekujemy tylko nowych przejawów ducha chrześcijańskiego. Motyl, który o wschodzie wiosennego słońca wzbija się pod niebo nie jest zreformowaną, zbuntowaną lub odnowioną poczwarką; to nadal to samo stworzonko, lecz podniesione do drugiej potęgi życia; to przetransformowana poczwarka. Duch chrześcijański jest gotowy do wyjścia z Kościoła katolickiego: tylko oficjalne duchowieństwo nie ma wystarczająco światła i ciepła, aby go wypuścić…” (cyt. za de Lubac, ss. 268-269). Czyż Vaticanum II nie było „wiosną Kościoła” i jego „nową Pięćdziesiątnicą”?

(16) Mickiewicz nie jest jedynym rewolucjonistą opiewającym prorockiego ducha kontrrewolucjonisty de Maistre’a, czy będącym pod jego wpływem: ażeby nie przytaczać, przypomnijmy tylko ich nazwiska: Saint-Simon i Enfantin (de Lubac, ss. 26-27 i 33), Comte (s. 32), Lamennais (s. 51), Buchez (s. 114), Laverdant (s. 300), okultysta – ksiądz Constant czyli Eliphas Levi (s. 325), Vintras, inny okultysta (s. 330), Cieszkowski, wspomniany powyżej, przyjaciel Mickiewicza, dla którego de Maistre jest „ostatnim z wielkich doktorów Kościoła” (s. 387), Tchaadaev (s. 397). Odczuwa się zakłopotanie w obliczu podziwu jakim darzył Baudelaira, autora Fleurs du mal [Kwiatów zła]. Z pewnością pisarz nie jest odpowiedzialny za błędy tego, którego podziwia – podstawy tegoż dziwnego podziwu czytelnik znajdzie w artykule księdza Nitoglii, który zostanie opublikowany w najbliższym numerze.

(17) Długi cytat, który musiałem skrócić pochodzi z samego Péguy, jak to zauważył de Lubac. Péguy był miłośnikiem Mickiewicza.

(18) De Lubac przepisał z tego najważniejsze fragmenty na ss. 458-463. Ja z kolei streszczam to co pisze na ten temat de Lubac na s. 270.

(19) Znana jest cześć, jaką loże masońskie darzą świętego Jana – w przeciwieństwie do św. Piotra – jako wzór Kościoła mistycznego i duchowego. „Joachim de Fiore umieszczał przed wszystkimi innymi świętymi umiłowanego Apostoła Pana Jezusa. Jemu to przypisywał słowa psalmisty: «Nie pozwolisz, by Twój święty doznał zepsucia». Ciało świętego Jana nie zostało złożone w ziemi, podobnie jak ciało Matki Jezusowej (…) Nie zachowując w zwyczaju tej charakterystycznej cechy, potomni Joachima de Fiore, jak widzieliśmy, stale wzywali świętego Jana. W ten sposób i Krasiński odwołuje się nadal do niego, w «Nocy Bożego Narodzenia», aby powierzyć mu dziedzictwo świętego Piotra, nadto można zauważyć, że w jego opowiadaniu «starcem starców» jest św. Piotr, podczas gdy święty Jan, «mąż odziany w purpurę» jawi się jako młody przywódca, nauczyciel przyszłości. W masonerii, do której należało wiele postaci zasadniczo tworzących historię od XVIII wieku, święty Jan także zajmuje często honorowe miejsce” (de Lubac, op. cit., ss. 283-284, przedstawia na kolejnych stronach rolę, jaką masoneria przypisuje świętemu Janowi). Istnieje analogiczny prąd u niektórych współczesnych „tradycjonalistów”, którzy oczekują powrotu świętego Jana, nadal żyjącego, jak twierdzą, któryby rozwiązał „kryzys Kościoła”!

(20) Zestawienie tego cytatu Mickiewicza z ostatnimi słowami dzieła Józefa de Maistre, Du Pape [O Papieżu], może być pożyteczne.

(21) O Filaletach, masonach z tendencjami okultystyczno-martynistycznymi, por. A. Barruel, Mémoires pour servir à l’histoire du jacobinisme (1818), D.P.F., Chiré 1973, tom II, ss. 314, 318, 414; A. Mackey, Encyclopedia of Freemasonry, wyd. sprawdzone i poprawione z 1953, Masonic History Company, Chicago, tom II, s. 771; L. Troisi, Dizionario Massonico, Bastogi, ss. 166-167; A. Mellor, Dictionnaire de la Franc-maçonnerie et des francs-maçons, Belfond, 1971-1979, s. 184; Moromarco, op. cit., tom I, s. 373, według którego rozwiązane loże Martineza de Pasqually połączyły się w lożę Filaletów; N. Berberova, Les Francs-maçons russes du XXème siècle, Noir sur blanc/Actes sud, 1990, s. 24 – informuje nas o tym, że dla rosyjskich Filaletów „objawienia nadprzyrodzone były ich zasadniczym zajęciem”: wspólny punkt z Towiańskim i Mickiewiczem, którzy głównie zajmowali się prowadzeniem rozmów z duchami (por. np. de Lubac, ss. 262, 250, etc. Co do Mickiewicza, tę jego cechę charakterystyczną znajdujemy już w jego arcydziele Dziady z 1821-1822).

(22) Berberova, op. cit., s. 15. Mackey (op. cit., tom 2, ss. 893-894) – zgadza się co do masońskich afiliacji dekabrystów, pisze, że już 1sierpnia 1922 Aleksander I zaniepokojony sytuacją w Polsce rozwiązał wszystkie tajne stowarzyszenia.

(23) Enciclopedia Italiana (Treccani), hasło Mickiewicz.

(24) Jakub Böhme (1575-1624), jeden z największych kabalistów „chrześcijańskich” (był on protestantem). Na przełomie XVIII i XIX wieku jego pisma stały się głównym źródłem inspiracji „mistycznej” i romantycznej masonerii. O nim por. P. Julio Meinvielle, De la Kabale au progressisme, 1970; oraz de Lubac, op. cit., tom I, ss. 218-225. Böhme jest zwolennikiem teorii istnienia pierwiastka żeńskiego w bóstwie, podobny pogląd będą mieli później Sołowiew i… Jan Paweł II.

(25) O Louis-Claude de Saint-Martin (1743-1803), „nieznanym filozofie”, nie będę się rozwodzić, ponieważ ksiądz Nitoglia przedstawi tę kwestię w sposób wyczerpujący w swoim artykule pt. Joseph de Maistre ésotérique? [Józef de Maistre ezoteryk?]. Obydwaj „mistrzowie” Saint-Martina, Martinez de Pasqually i Böhme (który został wtajemniczony przez panią Boeklin) zawiodą nas do Kabały.

(26) De Lubac napisał w przypisach: „Le Voile d’Isis [czasopismo, w którym pisywał René Guénon] opublikowało w kwietniu 1930, n. 124, ss. 269-286, różne fragmenty z Mickiewicza pod tytułem «Le système de Jacob Böhme» [System Jakuba Böhme’a]”. W Dreźnie Mickiewicz przebywał w latach 1829-30, a następnie w 1832. Przy okazji swojego pierwszego pobytu Mickiewicz udał się do Weimaru, gdzie nawiązał przyjaźń z poetą (różokrzyżowcem i byłym illuminatem z Bawarii!) Goethem (cf. de Lubac, s. 248).

(27) Emmanuel Swedenborg, zwany „czarodziejem z północy” (1668-1722). Podobnie jak Towiański i Mickiewicz, a nawet więcej od nich, Swedenborg „rozmawiał” codziennie z „aniołami”, duchami i „zmarłymi”. „Nazajutrz po jego śmierci wiele lóż przyjęło jego nauczanie, m. in. w Paryżu, loża «Przyjaciół zjednoczonych», następnie «Filaleci» czyli Poszukiwacze prawdy. Jego nauka była zmieszana z filozofią Böhme’a, Martineza de Pasqually i innych” (de Lubac, tom I, s. 263).

(28) Oczywiście Mickiewicz wysoko cenił „tradycję”: „Nie ma religii bez instytucji, która by ją utrzymywała; nie ma prawdziwie żywej instytucji bez tradycji: to znaczy bez grupy ludzi, którzy «tradunt», przekazują prawdę z rąk do rąk”. „Duch ożywia Kościół i działa poprzez tradycję” (cyt. przez de Lubaka, ss. 263 i 265). Ale o jakiej „tradycji” on mówi?

(29) Cf. de Lubac, op. cit., s. 280. Por. Encyclopedia Judaica, Macmillan, New-York-Jérusalem 1971, tom VII, kol. 1501, hasło Mickiewicz. W samym środku wstrząsających wydarzeń rewolucyjnych z 1848, „Symbol” Mickiewicza uzyskał nawet autoryzację cenzury kościelnej, a to dzięki ojcu Ventura (1792-1861), także tradycjonalisty, zwolennika Lamennaisa, który jeszcze w tym samym roku doczekał się ujrzenia swojego nazwiska na Indeksie obok Mickiewicza. Następnie w 1849 roku, Ventura przystąpił do rzymskiej Republiki Mazziniego, przechodząc tym samym od „kontrrewolucji” de Maistre’a i Bonalda, swych pierwszych mistrzów, do liberalnej i demokratycznej „rewolucji” Lamennaisa.

(30) Nie zapominajmy, że Izrael był wówczas pod panowaniem tureckim. Interwencja żydowsko-polskiej brygady po stronie Turcji przeciwko Rosji mogłaby spowodować udzielenie Żydom ze strony Turków, w pewnej formie, odstąpienia Palestyny.

(31) R. Buttiglione, op. cit., s. 45, przyp. 8.

(32) Słynna pianistka, opiewana przez Goethego, który zakochał się w niej i w jej siostrze Kazimierze. Obie siostry nazywały się Wołowskie i były wnuczkami Shlomo Schorra, Wołowski – to nazwisko jakie przyjął po chrzcie („wół” po hebrajsku to shor), towarzysząc Frankowi. Maria Wołowska poślubiła innego frankistę Józefa Szymanowskiego, napoleońskiego generała (Mandel, s. 98); byli oni teściami Mickiewicza. (Mandel, s. 151). Obaj bracia Schorr-Wołowscy (Franz-Shlomo i Michael-Nuta) byli najstarszymi członkami sekty (Mandel, s. 160) i synami rabina Elisha Schorr. „Przesłuchiwani przez sąd rabiniczny niektórzy frankiści przyznali się do grzesznych stosunków z zamężnymi niewiastami w obecności i przy zezwoleniu ich mężów, podczas gdy inni przyznawali się do kazirodztwa. Przykładu dostarcza, na długo przed Frankiem, pewna rodzina rabina z Rohatynia Elisha Schorr, którego córka Hanna, ktoś w rodzaju kapłanki frankistowskiej cytowała w stanie grzesznej egzaltacji całe fragmenty Zohar, kabalistycznej biblii” (Mandel, s. 56).

(33) A. Mandel, Il Messia militante, Arché, Milano 1984, ss. 151-152. Źródłami informacji Mandla o związkach Mickiewicza z frankizmem są: Mieses, Polacy-chrześcijanie pochodzenia żydowskiego, tom II, s. 119; Duker, Some cabbalistic and frankist elements in Mickiewicz’s „Dziady”, w Studies in Polish Civilsation, 1966, ss. 213; Scheps, Adam Mickiewicz, ses affinités juives.

(34) A. Mandel, op. cit., s. 86.

(35) Sabataj Cwi zyskał duże powodzenie wśród hiszpańsko-portugalskich maranów. W tej kwestii por. Yosef Hayim Yerushalmi, Dalla corte al ghetto. La vita, le opere, le peregrinazioni del marrano Cardoso nell’Europa del Seicento, Garzanti, Milano, 1991, rozdz. VII. Autor dostrzega także pewną korelację między sabatyzmem a sebastianizmem (ss. 273-276). Według ostatniej formy mesjanizmu (Pessoa był jej zwolennikiem) król portugalski Sebastian, zmarły w 1578, miał powrócić ażeby wybawić swój lud spod dominacji korony hiszpańskiej. Maranie portugalscy podtrzymywali tę legendę wspierani w tym przez „apostoła Brazylii”, jezuitę Antonio Vieira, który właśnie w 1666 obwieścił powrót Sebastiana tegoż roku (s. 273). Vieira – przyjaciel maranów i wróg Inkwizycji, był więziony przez tę ostatnią przez ostatnie trzy lata (1665-1667) (por. C. Roth, Histoire des marranes, Liana Levi, 1992, ss. 271-275). Podobieństwo między portugalskim mesjanizmem narodowym a polskim mesjanizmem narodowym jest uderzające; oba rodzaje mesjanizmu pochodziły z judaizmu, który w Portugalii odgrywał pierwszoplanową rolę (przypomnijmy, że to dzięki spiskowi maranów dynastia Bragancesów uzyskała dla Portugalii niepodległość w 1640 roku wobec Hiszpanii. (por. Roth, op. cit., s. 86 i 269).

(36) A. Mandel, op. cit., s. 99.

(37) A. Mandel, op. cit., s. 103.

(38) A. Mandel, op. cit., s. 107.

(39) A. Mandel, ss. 126-127. Na rozkaz „Braci azjatyckich” lub „Braci św. Jana Ewangelisty Azji i Europy”, zob. także: Jacob Katz, Juifs et franc-maçons en Europe, Cerf, Paris 1995, ss. 49-94.

(40) A. Mandel, op. cit., s. 156.

(41) Katz, op. cit., s. 63.

(42) „Gershom Scholem uważa Freya za nieprzeciętną osobowość i za prawdziwego frankistę: pół-żyd i pół-chrześcijanin; w połowie kabalista i w połowie reformator; w części jakobin i w części szpieg, skończył jako ofiara swych własnych machinacji zabierając ze sobą swoją tajemnicę do grobu” (A. Mandel, op. cit., s. 210).

(43) A. Mandel, op. cit., ss. 161-163.

(44) A. Mandel, op. cit., ss. 66 i 98-99.

(45) G. Scholem, Le messianisme juif, Calmann-Lévy, 1974.

(46) A. Mandel, op. cit., s. 85.

(47) Por. Meinvielle, op. cit., rozdz. I; E. Peterson, pochodzenie gnozy, w Enciclopedia Cattolica, tom VI, kol. 879-882, hasło Gnosi.

(48) Na ten temat można przejrzeć książkę Gianfranco Svidercoschi, Lettera a un amico ebreo. La storia semplice e straordinaria dell’amico ebreo di Karol Wojtyla, Mondadori, Milano 1993. Tekst Mickiewicza o żydach „starszych braciach” przytoczony na s. 32.

(49) Jan Paweł II i Vittorio Messori, Varcare la soglia della speranza [Przekroczyć próg nadziei], Mondadori, Milano, 1994, ss. 111-112.

© Ultra montes (www.ultramontes.pl) Cracovia MMX, Kraków 2010

Papież Jan Paweł II a judaizm

Najbardziej jaskrawy przykład radykalnego zerwania modernistów z Tradycją (lub chrześcijaństwem w ogóle). Dalszy komentarz zbyteczny…

Cytaty z książki: Luiza Arabella Wawrzyńska-Furman, Judaizm a ekumenizm w świetle nauczania Jana Pawła II, Toruń 2009.

W jednym ze swych przemówień Jan Paweł II powiedział, że „kto spotyka Chrystusa, ten spotyka judaizm” (Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej, I podróż apostolska do RFN, Moguncja 17.11.1980). Zdanie to niewątpliwie wypływało z soborowego nauczania zawartego w deklaracji Nostra aetate; jednocześnie wyrażało stosunek papieża do Żydów i judaizmu i wpłynęło na kształtowanie katolickiej teologii judaizmu. Jan Paweł II był papieżem, który uczynił najwięcej, by drogi chrześcijan i Żydów ponownie mogły się zejść. Czerpiąc z soborowego nauczania oraz własnego doświadczenia, szukał tego, co łączy, a nie dzieli; co jednoczy, a nie skłóca. Podczas swego pontyfikatu podjął właściwie wszystkie istotne dla chrześcijaństwa i judaizmu teologiczne zagadnienia, odniósł się do historii, potępił prześladowania Żydów, antysemityzm wielokrotnie nazywał grzechem, uczył, jak powinien wyglądać dialog braci zjednoczonych w jednej wierze w Boga i w jednym Przymierzu, czytających to samo Słowo Boga, wypełniających zobowiązania wynikające z Bożego wybrania. Nie lękał się tematów trudnych, mówił wszystko, cokolwiek mu serce i rozum podpowiadały. Nie zatrzymywał się jedynie na słowie; swym postępowaniem, gestami pokazującymi jego wielką cześć i miłość do Ludu Pierwszego Wybrania potwierdzał szczerość swych intencji i wiarę w to, co głosił. Przepraszał, gdy widział winę chrześcijan, szukał rozwiązań dla od wieków niedotykanych zagadnień, zachęcał do rozmów, poznawania siebie nawzajem, wspólnych działań na rzecz pokoju, sprawiedliwości społecznej i wzajemnego szacunku. Apelował, by refleksja nad przeszłością owocowała w budowaniu nowych relacji w przyszłości. Gdziekolwiek przyjeżdżał, zawsze spotykał się z lokalną wspólnotą żydowską, zapraszał Żydów do siebie, słuchając uważnie tego, co mają do powiedzenia. Nie były to gesty kurtuazyjne, Jan Paweł II pozwalał, by kształtowały jego myślenie, wciąż ucząc się czegoś nowego.

On był pierwszym papieżem, który przekroczył próg synagogi w Rzymie, gdzie modlił się razem ze „starszymi braćmi” w wierze. Oficjalnie uznał istnienie Państwa Izraela, podpisując porozumienie w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych. Jako głowa Kościoła katolickiego pojechał z pielgrzymką do Izraela, gdzie uczcił ofiary Holokaustu i spotkał się z żyjącymi. Był teologiem judaizmu, który wyrażał swoje przekonania poprzez praktyczne gesty. […]

Przed półwieczem nie tylko w Kościele katolickim, ale także w innych Kościołach chrześcijańskich rozpoczęto reinterpretację dotychczasowego nauczania o Żydach i ich religii, które nie było wolne od pogardy, niechęci i negatywnej oceny wyznawców judaizmu. Przewartościowano tradycyjną teologię i teodyceę oraz stosunek chrześcijan do Żydów w ciągu minionych wieków. Podjęto próby stworzenia chrześcijańskiej teologii judaizmu (Zob. P. van Buren, A Christian Theology of the People Israel, NY 1983). Podkreślono wartość i odrębność żydowskiego rozumienia pierwszej części Biblii, tzw. „Starego Testamentu”. Żydów zaczęto przedstawiać nie tylko jako „lud Księgi”, ale także jako „lud egzegezy biblijnej”. Na nowo zauważono historyczną postać Jezusa z Nazaretu, dzięki czemu można było podkreślić Jego żydowskość. Przywrócono Jezusa realiom historycznym, przez co obraz Chrystusa stał się wiarygodniejszy. Uznano sensowność żydowskiego oczekiwania na Mesjasza, który według chrześcijan objawił się w Jezusie z Nazaretu. Odrzucono interpretację Szoa jako kary za grzech bogobójstwa. Dowartościowano elementy wspólnej etyki oraz podkreślono żydowskie korzenie liturgii chrześcijan. Zauważono, że dialog z judaizmem jest istotnym elementem dialogu wewnątrzchrześcijańskiego. Wspólne korzenie bowiem sprawiają, że chrześcijanie odkrywają trwałą nić jednoczącą ich ze sobą i z religią żydowską. […]

Najważniejszym aspektem więzi łączącej chrześcijan z Żydami jest wiara w jednego, tego samego, Boga. Jan Paweł II zauważył, że prawda ta kształtuje relację braterstwa pomiędzy tymi obiema wspólnotami: chrześcijanie i Żydzi (a także muzułmanie) jako potomstwo Abrahama stali się braćmi w wierze. Relacja ta opiera się na byciu starszym (Żydzi) i młodszym (chrześcijanie), co pociąga za sobą ogromne konsekwencje. Bracia powinni prowadzić dialog w duchu miłości i przyjaźni, powinni obdarzać się wzajemnym szacunkiem i troską. […]

Jezus z Nazaretu to postać, która przez wieki dzieliła Żydów i chrześcijan. Rewelacją nowego teologicznego spojrzenia na Żydów jest odkrycie, że tak jak Chrystus wiary (czyli chrystologia) dzieli wyznawców tych religii, tak Jezus historii łączy. Kościół przypomniał, że Jezus, Jego Matka, apostołowie oraz pierwsi wyznawcy Jezusa byli Żydami; Jezus pozostał nim na zawsze. Z zagadnieniem tym łączy się także kwestia odpowiedzialności Żydów za śmierć Jezusa. Sobór odrzucił twierdzenie, jakoby za ukrzyżowanie winę ponosili Żydzi ówcześni bądź dzisiejsi. Papież rozwinął tę naukę, zdejmując odpowiedzialność również z Żydów żyjących pomiędzy datą śmierci Jeszui z Nazaretu a współczesnością.

Kolejnym elementem ekumenicznego spotkania z judaizmem jest uczestnictwo w Bożym Przymierzu. Ludem Pierwszego Przymierza pozostają wciąż Żydzi, zaś ludem włączonym w to Przymierze (jedyne) są chrześcijanie. Bóg nigdy nie odwołał swego przymierza z Żydami, dlatego Kościół całkowicie odrzucił supercesjonizm (doktrynę, wedle której Kościół wyparł i judaizm z przymierza z Bogiem). Nauka o odrzuceniu przez Boga swego umiłowanego dziecka – Izraela stała się impulsem do rozwoju antyjudaizmu, a następnie prześladowań Żydów.

Równie ważną kwestią jest problem nadziei mesjańskiej. Oczekiwanie na nastanie czasów Nowej Jerozolimy jest wspólne dla wyznawców Jezusa Chrystusa i judaizmu. Papież nie poświęcił temu zagadnieniu wiele miejsca, wykazał jednak swymi zwięzłymi wypowiedziami, że słuszne jest przekonanie teologów chrześcijańskich, że Żydzi i chrześcijanie łączą się w eschatologicznym oczekiwaniu. […]

„Oddając cześć jedynemu Bogu, w gruncie rzeczy odkrywamy nasz wspólny duchowy korzeń, którym jest świadomość braterstwa wszystkich ludzi. Ta świadomość jest prawdziwie najściślejszą więzią, która łączy chrześcijan i lud żydowski” – naucza Jan Paweł II (Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej, II podróż apostolska do Brazylii, 15.10.1991). […]

…Dla religii żydowskiej nie do przyjęcia są dwa dogmaty dotyczące Boga – o Wcieleniu i Trójcy Świętej. Wcielenie Boga w konkretnego człowieka według judaizmu jest absurdem. Jednak to właśnie Wcielenie pozwoliło chrześcijaństwu wejść na drogę spotkania z Bogiem Izraela. Jezus – Żyd, a zarazem Boży Syn, stał się tym, który na tę drogę wprowadził chrześcijan. […]

Abraham łączy swoje dzieci w jedyną w swoim rodzaju wspólnotę wiary” (Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej, IV podróż apostolska do Polski, Warszawa 9.06.1991) – braci i sióstr, co wyraźnie podkreślił Jan Paweł II podczas pamiętnej wizyty w rzymskiej synagodze 13 kwietnia 1986 roku, nazywając Żydów „starszymi braćmi w wierze” (Jan Paweł II jako pierwszy papież od czasów apostolskich przekroczył próg synagogi rzymskiej. Nie wszedł do niej jako prywatna osoba, ale jako głowa Kościoła, autorytet i najwyższy zwierzchnik milionów rzymskich katolików. Był to gest wielkiej wagi zarówno z punktu widzenia politycznego, jak religijnego. Projekt tej wizyty spotkał się ze sprzeciwem przedstawicieli obu stron: żydowskiej i katolickiej. Większość jednak odniosła się do niego entuzjastycznie). I nie był to odosobniony przypadek, gdy tak nazwał wyznawców religii żydowskiej. Osiem miesięcy później (31 grudnia 1986 roku) podczas homilii w rzymskim kościele del Gesu podziękował Bogu za dar, jakim było odwiedzenie „naszych starszych braci w wierze Abrahama w ich rzymskiej synagodze” (Homilia w rzymskim kościele del Gesu, Rzym 31.12.1986).

Podczas trzeciej podróży apostolskiej do Francji, w swym przemówieniu do przywódców wspólnoty żydowskiej przypomniał, że Żydzi i chrześcijanie mają wspólnego Ojca – Jedynego Boga, co sprawia, że wyznawcy obu tych religii, odkrywając wspólne wartości, mogą uznać siebie za braci (Przemówienie do przywódców wspólnoty żydowskiej, III podróż apostolska do Francji, Strasburg 9.10.1988). W Meksyku w 1990 roku wzmocnił swoją wypowiedź, zastępując słowo „możemy” zwrotem „musimy”: „(…) musimy przyjąć, że Żydzi są naszymi starszymi braćmi…” (Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej, II podróż apostolska do Meksyku, Meksyk 9.05.1990). W 1994 roku w wywiadzie udzielonym Tadowi Szulcowi powiedział niezwykle ważne słowa, że postawa Kościoła wobec Żydów może być jedynie postawą braterstwa młodszych („Postawa Kościoła wobec Ludu Bożego Starego Testamentu, Żydów, może być jedynie taka, że są oni naszymi starszymi braćmi w wierze”, Jan Paweł II, Wywiad dla „Parade Magazine”, 3.04.1994). […]

Termin „braterski” został już użyty przez Pawła VI na określenie stosunku do chrześcijan obrządku prawosławnego i protestantów, Jan Paweł II posłużył się nim, poszerzając go na Naród Wybrany. Braterstwo Izraela określił jako stosunek starszeństwa wobec młodszych chrześcijan. Starszy brat kojarzy się z dojrzałością, mądrością, większymi umiejętnościami. Czy właśnie takie treści pragnął przekazać Jan Paweł II katolikom, gdy mówi: „nasza postawa wobec religii żydowskiej ma być postawą najwyższego szacunku (…). Gdy chodzi o sam naród żydowski, katolicy powinni mieć nie tylko szacunek, ale również wielką braterską miłość”? (Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej, podróż apostolska do Australii, 26.11.1986), że Żydzi nie tylko są pierwszymi w Bożym wyborze, ale że od nich możemy się uczyć wiary? Że są autorytetem dla „młodszych”, którzy powinni przyjąć postawę pokory i szacunku wobec „starszych braci”?

Papieska wypowiedź sugeruje ponadto, że bez „starszego brata” nie może być mowy o autentycznym pojednaniu między braćmi chrześcijanami, a więc dialog z judaizmem jest miejscem, w którym spotykają się chrześcijanie wszystkich denominacji. Skutkiem powołania się na biblijny motyw Izraela jako „starszego brata” było całkowite zerwanie z doktryną zastępstwa, obecną w teologicznym nauczaniu Kościoła przedsoborowego. […]

„Kościół jest w pełni świadomy, iż Pismo Święte świadczy, że Żydzi, ta wspólnota wiary i strażnicy tradycji liczących tysiące lat, stanowią nierozłączną część «misterium» objawienia i zbawienia” (Przemówienie do delegatów Międzynarodowego Komitetu Żydowskiego ds. Konsultacji Międzyreligijnych…, Watykan 6.12.1990). Dla papieża Żydzi to nie tylko „strażnicy tradycji”, ale także czciciele Pisma Świętego o głębokiej pobożności; widzi w nich lud, który żyje w szczególnie bliskiej relacji z Torą – żywą nauką żywego Boga, który miłuje „Talmud-Torę” (Przemówienie z dnia 6.12.1990). Należy zwrócić uwagę na wyrażenie, którym posłużył się tu papież. Połączenie wyrazów „Talmud-Tora” rozwiewa wszelkie wątpliwości, czy mówiąc o Biblii Hebrajskiej i jej wyznawcach, ma na myśli Żydów dzisiejszych, tzw. rabinicznych. Dla papieża lud Starego Testamentu to lud Księgi, który odnajdujemy dziś we współczesnych nam Żydach. Nie ma tu mowy o tym, by papież prowadził dialog z nieokreślonymi, wyimaginowanymi Izraelitami biblijnymi. Papież świadomie prowadzi dialog z judaizmem, który utożsamia z ludem Biblii Hebrajskiej. Wyrażenie „Talmud-Tora” niweczy wszelkie próby ukazywania współczesnych Żydów jako wyznawców Talmudu (ukształtowanego już w okresie po zburzeniu świątyni w Jerozolimie), a więc wyznawców religii młodszej w stosunku do chrześcijaństwa. […]

Zagłada Żydów, która dokonała się na ziemiach „chrześcijańskich” i rękoma chrześcijan, stała się impulsem do całkowitej zmiany teologicznego nauczania Kościołów chrześcijańskich na temat Żydów i judaizmu. Chrześcijanie zdali sobie sprawę z wielkiej odpowiedzialności, jaka na nich ciąży za to wydarzenie oraz za pośrednie i bezpośrednie (tragiczne dla Żydów) skutki nauczania kościelnego, a zwłaszcza katechetycznego. Jedną z takich błędnych nauk była gałąź chrystologii, która uczyniło z Jezusa człowieka uniwersalnego, bez przynależności do konkretnej narodowości, przypadkowo urodzonego w Izraelu… […] Kościół rzymskokatolicki rozprawił się z tą fałszywą teorią (że Jezus był postacią uniwersalną) na II Soborze Watykańskim, co zaowocowało stwierdzeniem: „Jezus jest Żydem, jest nim na zawsze…” (Komisja Stolicy Apostolskiej ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem, Żydzi i judaizm w głoszeniu…). […] Temu też przesłaniu wierny był przez cały swój pontyfikat Jan Paweł II, który w 1980 roku swoimi uczynił słowa deklaracji niemieckich biskupów o stosunku Kościoła do judaizmu: „Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm” (Moguncja 17.11.1980). […] Jezus to ten, który zarówno łączy, jak i dzieli Żydów i chrześcijan: „Wiara Jezusa nas jednoczy, ale wiara w Jezusa nas dzieli” (Sz. Ben-Chorin, Bruder Jesus). Łączy jako postać historyczna – Żyd, a dzieli jako Człowiek – Bóg, w którego wierzą chrześcijanie, a którego wcielenie jest nie do przyjęcia przez stronę żydowską. […]

Papież nie bał się podkreślić również tego, co dzieli nasze dwie religie. W 1985 roku dodał: „…wierzyć po chrześcijańsku znaczy tym głębiej przyjmować, wyznawać i głosić Chrystusa, który jest «Drogą, Prawdą i Życiem», im bardziej Jego znaki, Jego odbicie i niemal Jego zapowiedź ukazują się w wartościach innych religii” (Katecheza podczas audiencji generalnej, Watykan 5.06.1985). Mówił o Bogu obecnym i działającym w Chrystusie i wskazywał, że jest świadom, iż właśnie wiara w Boga-Człowieka odróżnia chrześcijan od żydowskich braci (Przemówienie do uczestników II Międzynarodowego Katolicko-Żydowskiego Kolokwium Teologicznego, Watykan 6.11.1986), ale nie może być ona źródłem jakiejkolwiek wrogości. Jezusowi jako Chrystusowi poświęca papież katechezę podczas audiencji generalnej (04.02.1998), kiedy mówi o misji Chrystusa jako Zbawiciela. Papież podkreśla, że dzięki Jezusowi Chrystusowi chrześcijanie są „nadprzyrodzonymi” dziećmi Boga. Ponadto, to właśnie Chrystus jest dla chrześcijan impulsem do dialogu z niewierzącymi w Niego, jest podstawą i wewnętrznym „motorem” dla inicjatyw dialogowych podejmowanych przez chrześcijan, co więcej – papież wskazuje, że kontemplacja wielkiej tajemnicy Wcielenia doprowadza do wniosku, że Chrystus zjednoczony z Ojcem i Duchem Świętym jest wzorem dialogu międzyreligijnego (Przemówienie do uczestników zgromadzenia plenarnego Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, Watykan 9.11.2001). […]

Jan Paweł II, który niezwykle odważnie potrafił głosić swoją wiarę w Jezusa, który jest Chrystusem, wykazał się wielką wrażliwością wobec partnerów dialogu. W książce Przekroczyć próg nadziei wyraża zrozumienie dla Żydów, którym trudno przyjąć wiarę w Ukrzyżowanego (s. 30), a w przemówieniu do członków Międzynarodowego Katolicko-Żydowskiego Komitetu Łączności w dniu 12 marca 1979 roku uwrażliwia chrześcijan, by głosząc Chrystusa i świadcząc o Nim, czynili to w poszanowaniu prawa do wolności religijnej… […]

Aż do II Soboru Watykańskiego w Kościele rozwijała się tzw. teologia zastępstwa, wedle której Kościół chrześcijan zastąpił Izraela w Przymierzu, które zawarł z nim Bóg. Dopiero ostatni sobór, a za nim papież Jan Paweł II, wprowadził Kościół na drogę całkowitego zerwania z tą doktryną. Zmieniło się nie tylko samo nauczanie, ale również terminologia, którą w tym względzie posługiwał się Kościół w swej katechezie i głoszeniu Słowa Bożego. I tak Kościół – dotąd Nowy Izrael – stał się Izraelem Poszerzonym. […]

Prawda o trwałości wybrania Ludu Izraela jest jednym z kluczowych punktów nauczania Jana Pawła II. On nie ma wątpliwości, że Żydzi trwają w Przymierzu: „okazujecie się w dalszym ciągu dziedzicami tego wybrania, któremu Bóg jest wierny” (Przemówienie do Przedstawicieli Związku Religijnego Wyznania Mojżeszowego, III podróż apostolska do Polski, Warszawa 14.06.1987) i którego nigdy nie odwołał (Przemówienie z dnia 11.09.1987). Pomimo irytacji w pewnych kręgach w Kościele rzymskim („A. Vanhoye, specjalista w zakresie Nowego Testamentu, wykładowca i rektor Papieskiego Instytutu Biblijnego, pytał, jak dalece można twierdzić, że Stare Przymierze «nigdy nie zostało odwołane przez Boga», nie naruszając wierności wobec korpusu pism pawiowych”, H. H. Henrix, Nigdy nieodwołane Stare Przymierze…), papież nigdy nie zrezygnował z raz obranej linii, głosząc konsekwentnie, do końca swego życia, że Przymierze z Izraelem nie zostało odwołane. Według H. H. Henrixa ta nieustępliwość Jana Pawła II spowodowała, że również w Katechizmie Kościoła katolickiego lapidarnie stwierdzono: „Stare Przymierze nigdy nie zostało odwołane” (KKk, nr 121, por. także nr 839, 68, 250). […]

W swoim przesłaniu na stulecie rzymskiej synagogi zwraca się do Żydów w bardzo znaczący sposób: „…wy nadal jesteście pierworodnym narodem Przymierza (…), dobrym drzewem oliwnym, w które została wszczepiona nowa gałąź” (Przesłanie z dnia 22.05.2004). Słowa te potwierdzają nie tylko ideę ciągłości Przymierza, ale także wcześniejsze wypowiedzi papieża, który zwracając się do współczesnych Żydów, widzi w nich potomków i kontynuatorów wiary ludu biblijnego Izraela. […]

Chrześcijaństwo jest religią misyjną, bowiem najważniejszą sprawą dla chrześcijan jest zwiastowanie światu Chrystusa – Syna Boga Jedynego. […] Misyjność należy do natury chrześcijaństwa. Ale do natury tej religii należy także dialogowość – otwarcie na innych, przy jednoczesnej akceptacji ich inności. […] Żydzi mają podstawy, by chrześcijańskie misje kojarzyć z rzeczami najgorszymi. Formy prozelityzmu stosowane wobec Żydów były przeróżne: od przymusowych kazań, dyskusji pisemnych i ustnych, publicznych debat z żydowskimi uczonymi, po ośmieszanie, oskarżanie, walkę ekonomiczną… […] Przekonanie o konieczności nawracania Żydów na wiarę w Chryst uzasadniane jest dwiema tezami teologicznymi: 1. Żydzi trwają w błędzie, ponieważ nie przyjęli Chrystusa, 2. Zbawić się można, jedynie będąc członkiem Kościoła chrześcijańskiego. Początkowo pragnienie nawrócenia Żydów miało więc „pozytywne” podłoże: trzeba wyrwać Żydów z błędnej wiary i pomóc im w zbawieniu się. Niestety, pragnienia te oparte były na fałszywych teoriach. Jan Paweł II w swym nauczaniu pokazał, w jaki sposób Kościół może prowadzić dialog religijny z judaizmem, nie rezygnując ze swojej misyjności. […] Misje nie mogły odnieść swego celu, bowiem „wszelka próba ludzka nawracania, asymilacji czy eksterminacji Żydów jako ludu Izraela, odrębnego od Kościoła i nierozerwalnie z nim związanego w jedynym Bożym planie zbawczym, musi być skazana na niepowodzenie jako sprzeczna z Bożym zamysłem” (M. Czajkowski, Misterium Izraela… 2002, s. 99). „Sprzeczna z Bożym zamysłem”, bowiem wedle słów Zmartwychwstałego Kościół posłany został do narodów pogańskich (Mt 28, 19). Jezus posłał swoich żydowskich uczniów do wszystkich narodów, nie wskazując jednak, żeby szli do swych braci „z ciała”. Żydzi nie są poganami; przypomina o tym papież Jan Paweł II, kiedy mówi o nieodwołanym Przymierzu. […] Jedyną misją, jaka staje przed Kościołem wobec Izraela, według M. Czajkowskiego, jest pocieszanie, pokrzepianie i wzmacnianie ludu, który tyle zła zaznał od „młodszego brata”… […] Dokument watykańskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem o nazwie „Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzania w życie Deklaracji soborowej Nostra aetate nr 4” określa chrześcijańskie misje wobec Żydów mianem świadectwa. Żydzi nie potrzebują naszego nawracania, ale potrzebują dobrego, chrześcijańskiego świadectwa o Chrystusie. W tym zgodne są wszystkie Kościoły chrześcijańskie. Chrześcijaństwo odrzuca wszelki prozelityzm w stosunku do Żydów i uznaje, iż „Żyd i każdy niechrześcijanin może się zbawić, nie wyznając wiary w Chrystusa” (M. Czajkowski, Niech teologowie myślą, „Tygodnik Powszechny” 2002, nr 43).

Tajemnica popularnosci Jana Pawla II

Tajemnica popularności Jana Pawła II

W 1974 r. abp Fulton J. Sheen powiedział: „Żyjemy w epoce emocji.Nie kierujemy się już wiarą, nie kierujemy się już rozumem. Kierujemy się emocjami”.

Prawdziwości tych słów dowodzi bezprecedensowe emocjonalne wrzenie po śmierci Jana Pawła II. Jest czymś normalnym, że katolicy na całym świecie odczuwają smutek i modlą się za zmarłego papieża – jest to wyraz synowskich uczuć względem niego. Jednak histeria, jaka miała miejsce po śmierci Jana Pawła II, stanowczo wykraczała poza te ramy. Kardynałowie, biskupi, kapłani i wierni świeccy jednym głosem domagali się kanonizowania go jako „Jana Pawła Wielkiego”. Niekatoliccy politycy i przywódcy państw wychwalali go za jego humanitaryzm i otwarcie na inne religie. Był chwalony za sposób sprawowania władzy, za popularność wśród młodych, za podróże, poezję, dzieła. Był wychwalany za swój błyskotliwy styl, za to, że był taki ludzki, za swoją „teologię ciała”, za zrozumienie roli mediów, za ewangelizację, za charyzmę, za poczucie humoru. Bono – gwiazda muzyki pop – nazywał go „fajnym papieżem” i „najlepszym przywódcą, jakiego Kościół kiedykolwiek miał”.

Jednak w tym zalewie emocji nie znalazłem nikogo wychwalającego zmarłego za to, co stanowiło przecież główny element jego posługi: niezachwianą wierność odwiecznemu nauczaniu i Tradycji Kościoła katolickiego. Nie słyszałem, by ktokolwiek wychwalał go za zachowywanie czystości doktryny i utrzymywanie dyscypliny w Kościele na całym świecie. Jan Paweł II nie był za to chwalony, ponieważ tego nie robił. Dla papieża porażka na tym polu oznacza całkowitą porażkę.

To prawda, że Jan Paweł II zachował stanowisko Kościoła wobec święceń kapłańskich kobiet i celibatu duchowieństwa oraz wypowiadał się konsekwentnie przeciwko rozwodom, aborcji i eutanazji. Był znienawidzony przez liberałów za podtrzymywanie tego nauczania i trzeba mu to policzyć za zasługę. Jednak wśród niekończących się pochlebstw wypowiadanych pod jego adresem nikt chyba nie pokusił się o ocenę jego pontyfikatu pod względem tego, co jedynie się liczy: nieomylnej i niezmiennej wiary katolickiej. Opinie i wspomnienia o papieżu bazowały jedynie na emocjach i uczuciach.

Istnieje wiele powodów, dla których Jan Paweł II był tak kochany przez współczesny świat. Główną przyczyną był moim zdaniem centralny aspekt jego „nowej ewangelizacji” – nowe podejście, będące w istocie odejściem od głoszenia trudnej prawdy, której nauczanie czyniło przedsoborowych papieży tak niepopularnymi. Zaprzestawszy głosić tę fundamentalną prawdę, mógł łatwo obcować z wyznawcami wszelkich religii, nie obawiając się specjalnie, że wywoła ich irytację czy niezadowolenie.

Nowe podejście

W dniu śmierci Jana Pawła II zadzwoniła do mnie pewna pani z Nowej Zelandii, przyjaciółka mojej rodziny. Pracuje ona w środowisku, w którym nieustannie styka się z muzułmanami i hinduistami. Gdy mówi tym niekatolikom, z całą delikatnością i miłością, że aby zbawić swe dusze, muszą się nawrócić do jedynego prawdziwego Kościoła katolickiego, muzułmanie i hinduiści śmieją się z niej. „Twój papież w to nie wierzy – śmieją się, mając na myśli Jana Pawła II.

– Twój papież tak nie naucza. Jego inicjatywy międzyreligijne wcale o tym nie świadczą. Twój papież modli się z dalajlamą i hinduistami, odwiedza meczety i całuje Koran. Nie postępujesz zgodnie z tym, czego naucza twój własny papież. Dlaczego mielibyśmy cię słuchać?”.

Również dwóch moich znajomych katolików zostało wyśmianych w rozmowie z protestanckim pastorem, gdy przekonywali go, że aby osiągnąć zbawienie, musi stać się katolikiem. „Co? – odpowiedział. – Nie czytacie pism własnego papieża? On modli się razem z protestantami. Chwali Marcina Lutra jako człowieka „głęboko religijnego”. Nazywa protestantów „uczniami Chrystusa”. Nigdy nie mówi, że w celu osiągnięcia zbawienia trzeba zostać katolikiem”.

„Brat” Roger z ekumenicznej wspólnoty Taizé, tak drogiej sercu Jana Pawła II, powiedział, że podczas papieskiej wizyty w Taizé 5 października 1986 r. papież zasugerował wspólnocie drogę „komunii”.Powiedział:

„Poprzez wasze pragnienie, by stać się „pomostem”, pomożecie wszystkim, których spotkacie, pozostać wiernymi tradycjom ich denominacji, owocowi ich wychowania i wyborowi ich sumienia”.

Jan Paweł II zachęcał więc protestantów, by pozostali wierni fałszywym naukom uroczyście potępionym przez Sobór Trydencki. Nic nie wspominał o potrzebie nawrócenia do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego.

Dzień po śmierci Jana Pawła II Abraham Foxman z Ligi Przeciwko Zniesławieniu B’nai B’rith zwołał konferencję prasową, na której wychwalał zmarłego papieża za jego stosunek do narodu żydowskiego. Foxman mówił o Janie Pawle II:

Co najważniejsze, papież odrzucił destrukcyjną koncepcję substytucji i uznał szczególne więzi między chrześcijaństwem a narodem żydowskim, traktując judaizm jako żywe dziedzictwo i uznając wieczną ważność przymierza Boga z narodem żydowskim.

Foxman chwalił więc Jana Pawła II za odrzucenie prawdy zawartej w Piśmie św. i zdefiniowanej uroczyście przez Kościół – prawdy, że Nowe Przymierze zastąpiło i zdezaktualizowało Stare. Foxman cieszy się z głoszenia błędu, że wyznawcy współczesnej religii żydowskiej mają niezależne przymierze z Bogiem i że aby osiągnąć zbawienie, nie muszą uznać Jezusa Chrystusa za Mesjasza ani nawrócić się do Kościoła katolickiego. Chwali Jana Pawła II za obronę tego błędu.

Po raz kolejny widzimy, na czym polegał sekret popularności Jana Pawła II w stosunkach ze światem i fałszywymi religiami, dlaczego był kochany przez rzesze i dlaczego otwierały się przed nim niemal wszystkie drzwi. Jan Paweł II był człowiekiem, który mówił mieszkańcom świata, że wszystko nagle się zmieniło, że „tryumfalizm” Kościoła należy już do przeszłości, że nie muszą nawracać się do Kościoła, aby zbawić swe dusze. Cechą charakterystyczną tego pontyfikatu było przemilczanie dogmatu „poza Kościołem nie ma zbawienia”.

Nie jest to bynajmniej oznaka wielkości, ale uległości wobec ducha czasu. Jest to ustępstwo, jakiego żaden papież w historii nie mógłby dokonać bez lekceważenia prawd wiary.

Poza Kościołem nie ma zbawienia

Odchodzenie od nauczania, że poza Kościołem nie ma zbawienia, nie rozpoczęło się z pontyfikatem Jana Pawła II. Dogmat ten przez ostatnie stulecia był znienawidzony przez liberałów, a zwłaszcza przez ciemne siły masońskiego „oświecenia”. Apostata Jan Jakub Rousseau pisał: „Ktokolwiek by twierdził, że poza Kościołem nie ma zbawienia, powinien być wypędzony z granic państwa”. Dogmat ten był podkopywany słowem i drukiem przez liberalnych katolików XIX wieku, czego dowodem są powtarzające się potępienia obojętności religijnej ze strony XIXwiecznych papieży. Modernizm odrzucał ten centralny dogmat naszej wiary, a teologowie neomodernistyczni w dekadach poprzedzających II Sobór Watykański usiłowali podważać tę prawdę na rozliczne sposoby.

Dwoma najbardziej wpływowymi progresistami, szczególnie aktywnymi w tej dziedzinie, byli ks. Henryk de Lubac i o. Iwon Congar. Obaj byli rzecznikami „nowej teologii”, wedle której religia musi zmieniać się wraz z czasem. Obaj byli uważani przez przedsoborowych papieży za teologicznych dysydentów. Pisma i działalność obu były potępiane przez Święte Oficjum, kierowane przez kard. Ottavianiego. A jednak obu, razem z innymi liberalnymi teologami, podczas Vaticanum II i w okresie posoborowym uznano za tych, którzy wytyczają nowe kierunki, mimo że nie zmienili swych heretyckich poglądów.

Młody biskup Karol Wojtyła z Polski solidaryzował się na soborze z tymi postępowymi teologami. Ks. Ludwik Nemec napisał w 1978 r. o Janie Pawle II: „Biskup Wojtyła zajmował na soborze stanowisko progresywne” i „współpracował z postępowymi teologami”. Lata później Jan Paweł II uczynił de Lubaca i Congara kardynałami, pomimo tego, że nigdy nie wyrzekli się swych heterodoksyjnych poglądów. De Lubac był żarliwym obrońcą panteistycznego ewolucjonisty Teilharda de Chardin. Tak więc Jan Paweł II nagrodził purpurowymi kapeluszami dwóch modernistycznych teologów, których przedsoborowe – a również posoborowe – pisma negują zasadę „poza Kościołem nie ma zbawienia”.

Konwergencja zastępuje konwersję

Przełomowym wydarzeniem, które doprowadziło do usunięcia tego dogmatu w cień, był II Sobór Watykański. To prawda, że nigdzie w dokumentach soborowych nie znajdziemy twierdzenia, iż „dogmat ‚poza Kościołem nie ma zbawienia’ jest już nieaktualny”, jednak cały ekumeniczny duch Vaticanum II implikuje to na niezliczone sposoby, zwłaszcza poprzez rozmyślne używanie dwuznacznego języka w dokumentach soborowych. Po soborze katoliccy hierarchowie poprzez swe słowa i działania utrwalali fałszywe przekonanie, że ten centralny dogmat wiary należy już do przeszłości.

Dokumenty Vaticanum II były, jak przyznają to sami ich autorzy, przygotowane zgodnie z nowym, ekumenicznym duchem. (…)

W opublikowanej w 1966 r. książce Theological Highlights of Vatican II Józef Ratzinger napisał, że dokument soborowy Lumen gentium został rozmyślnie ułożony zgodnie z wytycznymi ekumenicznymi, by położyć fundament pod dekret o ekumenizmie. Ratzinger twierdził, że zgodnie z Lumen gentium

Kościół katolicki nie ma prawa do wchłaniania innych Kościołów (…)zasadnicza jedność Kościołów, które pozostają Kościołami, a jednak stają się jednym Kościołem – musi zastąpić ideę konwersji, mimo że konwersja zachowuje swoje znaczenie dla tych, którzy pragną jej, postępując za głosem sumienia.

Ks. Ratzinger napisał tę książkę podczas obrad Vaticanum II. Jako współpracownik Karola Rahnera był mocno zaangażowany w sporządzanie szkiców dokumentów soborowych, ma więc odpowiednie kompetencje, by nam wyjaśnić, jakie były prawdziwe intencje architektów soboru. Otóż twierdzi, że prawdziwą intencją autorów dokumentów było przedstawienie konwersji jako opcji. Niekatolicy nie muszą się nawracać do prawdziwego Kościoła dla osiągnięcia jedności wiary i zbawienia. Zasadę konwersji niekatolików zastąpiła nowa zasada konwergencji z niekatolikami.

Od czasu soboru wszystko postępuje wedle tej reguły: zasadę konwersji niekatolików zastąpiła nowa zasada konwergencji.

Również inny liberalny peritus (‚ekspert’) soborowy – o. Edward Schillebeeckx – wyrażał radość z modernistycznej orientacji II Soboru Watykańskiego. Jak powiedział: „Podczas soboru Kościół katolicki oficjalnie odrzucił postawę monopolisty na religię chrześcijańską”.

Protestancki obserwator na soborze, dr Robert McAfee Brown, bardzo szybko docenił to nowe podejście. Dobrze znał tradycyjne – sprzeczne z protestantyzmem – katolickie nauczanie i otwarcie cieszył się z zaskakującej zmiany stanowiska podczas Vaticanum II. W swojej książce The Ecumenical Revolution (1967) wychwalał soborowy dekret o ekumenizmie:

„Dokument ten pokazuje, jak nowe jest obecne podejście. Nie ma w nim już mowy o ‚heretykach i schizmatykach’, ale raczej o „braciach odłączonych”. Nie ma w nim już władczego żądania, by dysydenci pokutując powrócili do Kościoła, który sam pokuty czynić nie potrzebuje; zamiast tego znajdujemy w nim uznanie, że obie strony ponoszą winę za grzech podziału i muszą szukać przebaczenia u siebie nawzajem. Protestantów nie nazywa się już „sektą” czy bytem jedynie psychologicznym, [ale] uznaje się, że w ich życiu można odnaleźć część „rzeczywistości eklezjalnej”.

To rewolucyjne podejście do fałszywych religii słusznie potępiłby każdy papież przed Vaticanum II. Kościół katolicki zawsze traktował protestantów jako indywidualnych heretyków i nigdy nie uznawał ich za spójną grupę wyznaniową, ponieważ ich „kościół” czy też „wspólnota eklezjalna” jest w rzeczywistości fikcją. Grupa protestantów jest jedynie zbiorowiskiem osób, które są wewnętrznie przekonane o swym zbawieniu w Chrystusie. Nie stanowią oni Kościoła.

We wrześniu 1868 r., na krótko przed I Soborem Watykańskim, papież Pius IX ogłosił publiczny list zatytułowany Iam vos omnes, skierowany „do wszystkich protestantów i innych niekatolików”. Nie zapraszał ich na sobór, ale zachęcał do potraktowania go jako okazji do nawrócenia do jedynego prawdziwego Kościoła. Pius IX celowo zaadresował swój list „do wszystkich protestantów”. Zwracał się do nich jako do jednostek.

Komentując ten tekst w 1959 r., wybitny amerykański teolog ks. prał. Józef Clifford Fenton wskazywał, że Pius IX wybrał te słowa umyślnie, ponieważ grupy protestanckie „nie są Kościołami chrześcijańskimi”, ale „zgromadzeniami heretyckimi”.

Wyjaśnia to, dlaczego dr McAfee Brown cieszył się z nowego stanowiska Vaticanum II, wedle którego owe zgromadzenia heretyków nagle zaczęły być określane mętnym i nieokreślonym terminem „rzeczywistości eklezjalne”. Twierdzenie, że protestanci nie muszą „pokutując powrócić do Kościoła”, jest kpiną z nieomylnego dogmatu Soboru Florenckiego, wedle którego poza Kościołem nie ma zbawienia.(…)

Człowiek soboru

Posoborowe ekumeniczne błędy niepowstrzymanie szerzyły się podczas pontyfikatu Pawła VI, a jego nowa Msza stanowi ukoronowanie koncesji poczynionych wobec protestantyzmu. Nic nie wiadomo, żeby Jan Paweł I planował oczyszczenie Kościoła z ekumenicznej zarazy. Jeśli tak nawet było, to nie żył on dostatecznie długo, żeby tego dokonać.

Gdy w październiku 1978 r. polski kardynał Karol Wojtyła został wybrany papieżem, każdy, kto miał oczy do patrzenia, wiedział, czego może oczekiwać. Od samego początku nowy papież demonstrował swoje zaangażowanie na rzecz reform Vaticanum II, a zwłaszcza ekumenizmu.

W pierwszym przemówieniu Jan Paweł II nie mówił o swoim obowiązku obrony czystości doktryny katolickiej przeciwko licznym współczesnym błędom, jak to uczynił św. Pius X. 17 października 1978 r. nowo wybrany papież powiedział:

„Słusznie więc sądzimy, że Naszym pierwszym obowiązkiem jest jak najbardziej sumienne staranie o wykonywanie dekretów, norm i wskazań tego powszechnego soboru; będziemy to czynić w sposób równocześnie roztropny i pobudzający, starając się zwłaszcza, by najpierw umocnił się właściwy sposób myślenia; trzeba bowiem, by umysły zestroiły się z soborem, zanim zaczną realizować w życiu to, co on ogłosił, i aby te sprawy, które w dziele soboru są – jak to się mówi – zawarte implicite, można było wydobyć i wyjaśnić w świetle tych doświadczeń, jakie już zostały dokonane, i postulatów, jakie w nowych okolicznościach zostały wysunięte.

Nie ulega wątpliwości, że Jan Paweł II dotrzymał danego słowa. (…) Dostosował swój 25 letni pontyfikat do nowej, ekumenicznej doktryny, zgodnie z którą nawracanie niekatolików ustąpiło miejsca konwergencji z niekatolikami.

Działalność Jana Pawła II na płaszczyźnie dialogu międzyreligijnego, szeroko opisywana na łamach „Catholic Family News” i innych periodyków, jest tego przekonującym dowodem. Spotkanie w Asyżu, podczas którego wyznawcy wszelkich religii razem modlili się o pokój, rzekomo współdziałając na rzecz polepszenia losu całego rodzaju ludzkiego – podobne przedsięwzięcia potępił wcześniej św. Pius X w swym liście przeciwko Sillonowi – jest doskonałą ilustracją pontyfikatu papieża Polaka.

W październiku 1986 r., podczas pierwszego zorganizowanego przez papieża panreligijnego spotkania w Asyżu, katolicy, protestanci, prawosławni, żydzi, muzułmanie, czciciele węży, Indianie północnoamerykańscy i przedstawiciele innych religii zebrali się, by wspólnie modlić się o pokój. Przedstawiciele różnych religii stanęli obok Jana Pawła II, a ten widok przyczynił się w wielkim stopniu do utrwalenia głównego błędu naszych czasów, wedle którego zbawienie można osiągnąć dzięki praktykowaniu jakiejkolwiek religii.

Podczas tego spotkania przedstawicieli różnych wyznań zachęcano do sprawowania ich własnych, fałszywych kultów. Muzułmanie wyśpiewywali chwałę fałszywego bożka Allaha; afrykańscy animiści w kolorowych szatach wzywali duchy drzew, by przyszły wesprzeć starania o pokój; amerykańscy Indianie sprawowali pogański obrzęd, zawodząc tubalnymi głosami przeciwko złym duchom i machając słomianymi wachlarzami niczym magicznymi różdżkami. Na sprawowanie fałszywych kultów zezwolono również w katolickich świątyniach. W kościele pw. Św. Piotra buddyści pod przewodem dalajlamy umieścili na tabernakulum figurę Buddy, okadzali ją i obracali przed nią swoje młynki modlitewne. Nawet kard. Oddi wyraził wtedy publicznie swoją dezaprobatę:

Tego dnia (…) spacerowałem po Asyżu (…) i widziałem w niektórych miejscach modlitwy prawdziwe świętokradztwa. Widziałem buddystów tańczących wokół ołtarza, na którym na miejscu Chrystusa został umieszczony Budda, okadzających go i oddających mu cześć. Pewien benedyktyn protestował i został usunięty przez policję. (…) Na twarzach katolików, którzy uczestniczyli w tej ceremonii, malowała się dezorientacja.

Duch Asyżu

O ile kardynał Oddi był przerażony odbywającymi się w Asyżu ekscesami, o tyle Jan Paweł II otwarcie demonstrował swą radość. Dwa miesiące później, w przemówieniu bożonarodzeniowym wygłoszonym do kardynałów, a opublikowanym na łamach „Osservatore Romano”, powiedział: „Dzień spotkania w Asyżu, w którym [świat ujrzał], jak Kościół katolicki wyciąga ręce do braci z innych wyznań, stanowił realizację deklaracji II Soboru Watykańskiego”. Papież nie postrzegał więc panreligijnego spotkania jako tragicznej nadinterpretacji Vaticanum II, lecz uznał je za godną najwyższego uznania, praktyczną realizację nauczania soboru.

W swym wystąpieniu posunął się nawet do wychwalania tego wydarzenia jako drogowskazu na przyszłość:

Spotkanie w Asyżu może więc być traktowane jako wyrażona w sposób przystępny dla wszystkich katecheza, egzegeza czy też ilustracja tego, co w istocie oznacza (…) zaangażowanie na rzecz ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego, tak gorąco zalecane i popierane przez II Sobór Watykański.

Kończąc przemówienie, Jan Paweł II zachęcał kardynałów, by postępowali dalej rozpoczętą przez niego drogą: „Pielęgnujcie w sobie ducha Asyżu jako przesłankę do nadziei na przyszłość”. (…)

Postępując zgodnie z zaleceniem papieża, w ciągu kolejnych 18 lat kardynałowie i biskupi niestrudzenie szerzyli ducha Asyżu, co znalazło wyraz w niezliczonych przejawach aktywności panreligijnej. Jednym z ostatnich wydarzeń tego typu był międzyreligijny kongres w Fatimie w 2003 r., podczas którego ks. Jakub Dupuis nazwał „przerażającym tekstem” deklarację dogmatyczną Soboru Florenckiego: „poza Kościołem nie ma zbawienia”, spotykając się z aplauzem katolickiego w przeważającej mierze audytorium. Organizatorzy i mówcy, włączając w to przybyłego z Watykanu abp. Michała Fitzgeralda, motywowali organizację tej imprezy asyską inicjatywą Jana Pawła II.

Duch Asyżu jest odpowiedzialny za to, że 5 maja 2004 r. ksiądz rektor Guerra pozwolił, by hinduistyczny kapłan czcił fałszywe bóstwa przy katolickim ołtarzu w sanktuarium fatimskim – a świętokradztwo to nigdy nie spotkało się z potępieniem ze strony Jana Pawła II.

Nowa, panreligijna orientacja wywiera wpływ na życie nas wszystkich, ponieważ jej skutkiem jest fałszywy obraz Kościoła katolickiego. Po dekadach oddziaływania nowej, ekumenicznej religii, po latach oglądania zdjęć i filmów z coraz to nowymi festiwalami ekumenicznymi Jana Pawła II większość ludzi – niezależnie od tego, czy są katolikami, czy nie – traktuje ten panreligijny kierunek jako prawdziwe oblicze religii katolickiej. Nikomu nie przeszkadza, że był on w przeszłości wielokrotnie potępiany przez papieży, przede wszystkim przez Piusa XI w encyklice Mortalium animos. Duch Asyżu jest obecnie postrzegany jako prawdziwe oblicze katolicyzmu.

To właśnie duch Asyżu jest odpowiedzialny za to, że muzułmanie i hinduiści wyśmiewają się z katolików pouczających ich, iż w celu osiągnięcia zbawienia muszą nawrócić się na prawdziwą wiarę – zarzucając im, że nie są posłuszni nauczaniu papieża. To właśnie dzięki tej nowej ekumenicznej orientacji ewangelicki pastor może twierdzić, że katolik nie jest wierny katolickiemu Magisterium, gdy przypomina protestantowi, iż aby zbawić swoją duszę, musi się nawrócić do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego. To właśnie dlatego żydowscy przywódcy religijni mogą dziś wyrażać zadowolenie z tego, że według Jana Pawła II nie muszą uznać Jezusa Chrystusa za Mesjasza ani przyłączyć się do jedynego Kościoła Chrystusowego.

Na tym właśnie polega największe „osiągnięcie” Jana Pawła II. Udało mu się sprawić, że katolicy wiernie wyznający dogmat „poza Kościołem nie ma zbawienia” są dziś postrzegani jako szaleńcy. Dzięki rewolucyjnemu pontyfikatowi Jana Pawła II katolicy, którzy wierzą i praktykują to, czego nauczali Eugeniusz IV, św. Pius V, Grzegorz XVI, Pius IX, św. Pius X, Pius XI i Pius XII są traktowani jak grupka szaleńców o wątpliwej ortodoksji. Ci, którzy opierają się modernistycznej orientacji Jana Pawła II i pozostają wierni papieżom wszystkich wieków, są w wielu przypadkach oczerniani jako wrogowie wiary.

Jan Paweł II i koncepcja substytucji

Nauczanie Jana Pawła II o współczesnym judaizmie potwierdza to w sposób dramatyczny. Jest to jeden z najbardziej ewidentnych dowodów na brak ciągłości między nauczaniem polskiego papieża a doktryną głoszoną przez jego poprzedników na Stolicy Piotrowej. Współcześni Żydzi chwalą go, gdyż są w pełni świadomi głębi dokonywanych przez niego zmian. Ci, którzy opierają się temu nowemu nauczaniu, są piętnowani jako antysemici, jako niewierni nauczaniu II Soboru Watykańskiego czy – jak to ujęto na pewnej stronie internetowej – „ekstremalni zwolennicy teorii substytucji”.

Na pierwszy rzut oka twierdzenie, że Jan Paweł II odrzucił naukę, iż Nowe Przymierze zastąpiło Stare, może wydawać się pochopne. To nie do pomyślenia, by papież mógł zanegować tak fundamentalną prawdę, tak jasno wyrażoną w Piśmie św. i doktrynie katolickiej.

W kwestii absolutnej konieczności wyznawania wiary katolickiej do osiągnięcia zbawienia mamy przede wszystkim wyznanie wiary św. Atanazego, które zaczyna się od słów:

Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary. Jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa, z pewnością na wieki zginie.Należy pamiętać, że wyznanie św. Atanazego było częścią publicznego kultu Kościoła. Przed Vaticanum II było recytowane podczas prymy w uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Żaden papież nie ma władzy stwierdzić, że to uroczyste wyznanie wiary nagle przestało obowiązywać.

Doktryna „poza Kościołem nie ma zbawienia” została trzykrotnie zdefiniowana w sposób uroczysty. Najdobitniej i z największą mocą uczynił to Sobór Florencki za pontyfikatu Eugeniusza IV. Kościół stwierdził wówczas nieomylnie:

Święty Kościół Rzymski mocno wierzy, wyznaje i głosi, że nikt, kto nie jest w Kościele katolickim, nie tylko poganie, ale i żydzi, albo heretycy i schizmatycy, nie mogą dostąpić żywota wiecznego, lecz pójdą w ogień wieczny, „który zgotowany jest diabłu i aniołom jego” (Mt 25, 41), jeżeli przed końcem życia nie będą przyłączeni do niego [Kościoła]. (…) Nikt też, choćby nie wiedzieć jakie dawał jałmużny, a nawet przelał krew dla Imienia Chrystusowego, nie może być zbawiony, jeżeli nie wytrwa w łonie i jedności Kościoła katolickiego.

Prawdy tej nauczali papieże, doktorzy Kościoła oraz święci. W tym łańcuchu przekazu doktrynalnego nie ma żadnych przerw – jest to jedna i niezmienna doktryna głoszona od czasów apostolskich. Wedle stałego nauczania Kościoła, I Soboru Watykańskiego oraz Przysięgi antymodernistycznej papieżowi nie wolno zmienić żadnego elementu nauczania Kościoła, gdyż nie jest ono jego własnością. Nie jest też możliwe, by papież zmienił obiektywną prawdę wiary objawioną przez Boga. Żadnemu papieżowi nie wolno wyjaśniać nauki wiary w sposób odmienny od tego, co Kościół zawsze utrzymywał; musi on nauczać doktryny – wedle słów I Soboru Watykańskiego i Przysięgi antymodernistycznej – „w tym samym sensie i w tym samym rozumieniu”.

Przez 2000 lat papieże wiernie nauczali doktryny „poza Kościołem nie ma zbawienia”, ponieważ wiedzieli, że jest to prawda pochodząca od Chrystusa i Apostołów. Jednym z XXwiecznych dowodów na ciągłość tego nauczania jest katechizm św. Piusa X, w którym czytamy: „Poza prawdziwym Kościołem znajdują się: niewierni, Żydzi, heretycy, apostaci, schizmatycy i ekskomunikowani”.

I dalej czytamy: „Nikt nie może dostąpić zbawienia poza Kościołem katolickim, apostolskim i rzymskim, podobnie jak nikt nie mógł uratować się z potopu poza Arką Noego, która była figurą Kościoła”.

Nowe Przymierze znosi Stare

O ile prawda wiary o konieczności przynależności do Kościoła katolickiego w celu osiągnięcia zbawienia jest jasna, o tyle konieczność nawrócenia Żydów do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego jest jeszcze bardziej oczywista. Nowy Testament nieustannie powtarza tę prawdę, a Kościół katolicki nauczał jej począwszy od pierwszego kazania św. Piotra, wygłoszonego w ranek Zielonych Świątek. Jest to nauczanie pochodzące bezpośrednio od Zbawiciela.

Pan Jezus powiedział do Żydów: „Jeśli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach waszych” (J 8, 24). W innym miejscu powiedział: „Badajcie Pisma, gdyż wam się zdaje, że w nich życie wieczne macie; a one są, które świadectwo dają o mnie, a do mnie przyjść nie chcecie, abyście życie mieli” (J 5, 39-40).

Święty Piotr w swym pierwszym kazaniu publicznie napominał Żydów, którzy zgromadzili się, by go wysłuchać, że muszą przyjąć chrzest i stać się członkami prawdziwego Kościoła Chrystusowego (Dz 2). Nie powiedział im, że posiadają własne ważne przymierze, niezależne od Chrystusa.

Komentując ten ustęp Pisma św., wybitny teolog amerykański ks. prałat Józef Clifford Fenton wskazywał, że św. Piotr nie kierował tych słów do ludzi niereligijnych – przemawiał do pobożnych Żydów, którzy przybyli z różnych części świata, żeby uczestniczyć w obrzędach religijnych w świątyni jerozolimskiej. A jednak powiedział pobożnym, mającym bez wątpienia dobre intencje Żydom, że religia Starego Przymierza nie może dać im zbawienia, że muszą przystąpić do Nowego Przymierza zrodzonego z krwi Jezusa Chrystusa, czyli do Kościoła katolickiego.

Również Pismo św. naucza, że Stare Przymierze zostało zastąpione Nowym. Święty Paweł stwierdza wyraźnie, że Przymierze Chrystusa Pana „przedawniło poprzednie” (Hbr 8, 13).

Nauka o zniesieniu Starego Przymierza przez Nowe należy do powszechnego i niezmiennego nauczania Kościoła katolickiego. Jest to zdefiniowany artykuł wiary, w który katolicy mają obowiązek wierzyć. Uroczyste wyznanie wiary Soboru Florenckiego, sformułowane za pontyfikatu Eugeniusza IV, stwierdza:

Święty Kościół Rzymski (…) mocno wierzy, wyznaje i naucza, że to, co odnosi się do Starego Przymierza, prawa mojżeszowego, obejmującego różne obrzędy, ceremonie, ofiary i sakramenty, z tego powodu, iż zostały one ustanowione jako figury rzeczy przyszłych, choć były odpowiednie dla kultu Bożego tego czasu, jednak po przyjściu Zbawiciela, które zapowiadały, wygasły, a nastały sakramenty Nowego Przymierza. (…) Wszystkich więc, którzy po tym czasie przestrzegają obrzezania i szabatu oraz innych wymogów [starego] prawa [Kościół katolicki] ogłasza za odstępców od wiary chrześcijańskiej i niegodnych uczestnictwa w wiecznym zbawieniu, chyba że w przyszłości wyrzekną się swych błędów.

Jest więc jasne, że żaden papież, który pragnął zachować wierność prawdzie katolickiej, nie mógł zlekceważyć dogmatu opartego o Pismo św. Jednak po śmierci Jana Pawła II światowe media hałaśliwie powtarzały, że odrzucił on tę fundamentalną doktrynę, że ona już nie obowiązuje. Oto kilka przykładów:

– Jak już wspomnieliśmy, Abraham Foxman z Ligi Przeciwko Zniesławieniu B’nai B’rith wychwalał Jana Pawła II za to, że „odrzucił destrukcyjną koncepcję substytucji”, innymi słowy – odrzucił katolicką naukę, że Nowe Przymierze Jezusa Chrystusa zniosło i zdezaktualizowało Stare.

– Dziennik „The Jerusalem Post” opublikował artykuł pod tytułem Co pozostanie po najlepszym papieżu, jakiego Żydzi kiedykolwiek mieli?, również wychwalając Jana Pawła II za odejście od dotychczasowego nauczania Kościoła.

– Nowe podejście do judaizmu zostało również docenione przez izraelskiego ambasadora w Wybrzeżu Kości Słoniowej, Sergiusza Izaaka Minerbiego. Mimo że odniósł się on krytycznie do rzekomych prób „schrystianizowania [przez papieża] Holocaustu”, nie szczędził mu jednak pochwał:

Przez wieki Kościół twierdził, że jest prawdziwym Izraelem, będącym prawowitym następcą judaizmu. Tym większe znaczenie mają słowa wypowiedziane przez papieża na spotkaniu ze społecznością żydowską w Mainz 17 listopada 1980 r., podczas którego wyraził on swój szacunek dla „ludu Bożego, ludu Starego Przymierza, które nigdy nie zostało unieważnione przez Boga”.

– Podobnie „The Boston Globe” podkreślał „znaczące zaangażowanie Jana Pawła II w rozwój stosunków z narodem żydowskim”. „Mówił on o szczególnych związkach między Żydami a Kościołem oraz podkreślał, że Stare Przymierze nigdy nie zostało unieważnione. Jego słowa stworzyły dla teologów nowe możliwości, które nie zostały jeszcze w pełni zbadane”.

– Dzień po śmierci Jana Pawła II ks. Dawid Maria Jaeger powiedział:

W badaniach opinii publicznej opublikowanych pod koniec roku pielgrzymki papieskiej do Ziemi Świętej (…) przeważająca większość ankietowanych Żydów wymieniała go jako najlepszego kandydata na naczelnego rabina Izraela!

Jaki to smutny dzień dla Kościoła katolickiego – oto Wikariusz Chrystusa uważany jest za najlepszego kandydata na stanowisko naczelnego rabina – i to Izraela! (…) Żydzi nigdy nie wychwalaliby tak Jana Pawła II – nigdy nie traktowaliby go jako jednego z nich – gdyby powtarzał nauczanie św. Piotra, św. Pawła i Soboru Florenckiego o zastąpieniu Starego Przymierza przez Nowe.

Wypaczanie doktryny

Czy to jednak prawda? Czy Jan Paweł II rzeczywiście mówił takie rzeczy? Dla naszych czytelników pytanie to jest retoryczne. Odpowiedź brzmi – niestety, to prawda.

Podejmując próbę uczynienia „jasnym” tego, co było „niejasne” w deklaracji Nostra aetate, podczas przemówienia wygłoszonego do społeczności żydowskiej w Mainz 17 listopada 1980 r. Jan Paweł II powiedział:

Pierwszym skutkiem tego dialogu, czyli spotkania ludu Starego Przymierza, Przymierza nigdy nie unieważnionego przez Boga, z ludem Nowego Przymierza, jest (…) dialog w obrębie naszego Kościoła, dialog pomiędzy pierwszą a drugą częścią jego Biblii. (…) Żydzi i chrześcijanie jako dzieci Abrahama są wezwani do tego, by być błogosławieństwem dla świata poprzez wspólne angażowanie się na rzecz pokoju i sprawiedliwości pomiędzy narodami. (…)

Te słowa cytuje się w wielu najnowszych dokumentach Kościoła jako argument na rzecz nowego, odrzucającego „substytucję” nauczania.

W 1985 r. Watykan opublikował Uwagi dotyczące właściwego sposobu przedstawiania Żydów i judaizmu w nauczaniu i katechizmie Kościoła rzymskokatolickiego. We wstępie do tego dokumentu proponuje się czytelnikom zwrócenie „szczególnej uwagi” na paragraf 3, „który mówi o judaizmie jako rzeczywistości aktualnej, a nie jedynie historycznej”. Gdy dochodzimy do paragrafu 3, widzimy, że Uwagi… powołują się na wspomniane przemówienie Jana Pawła II, w której papież mówi o „ludzie Bożym Starego Przymierza”, które „nie zostało unieważnione”.

Sam Jan Paweł II w żaden sposób nie dał do zrozumienia, że wspomniany wyżej dokument zawiera nadinterpretację jego słów, co więcej – udzielił mu bezkrytycznego poparcia. 28 października 1985 r. powiedział:

Uwagi dotyczące właściwego sposobu przedstawiania Żydów i judaizmu w nauczaniu i katechizmie Kościoła rzymskokatolickiego są dowodem na stałe zainteresowanie i zaangażowanie Stolicy Apostolskiej na rzecz odnowienia relacji pomiędzy Kościołem a narodem żydowskim.

Papież dodał, że

Uwagi… będą wielką pomocą w uwalnianiu naszego katechetycznego i religijnego nauczania od negatywnego lub błędnego wizerunku Żydów i judaizmu w kontekście wiary katolickiej”

Istnieją więc niezbite dowody na to, że opinie Żydów o Janie Pawle II są prawdziwe, a przytaczane przez nich wypowiedzi papieża można z łatwością odnaleźć w zaaprobowanych przez niego dokumentach.

Jednak z kazania św. Piotra wygłoszonego w Zielone Świątki wiemy, że Stare Przymierze już nie obowiązuje, (…) że nie jest w stanie dać nam zbawienia. Ze słów samego Chrystusa Pana wiemy, że ci, którzy w Niego nie uwierzą, pomrą w swoich grzechach. Z Listu św. Jana wiemy, że ten, kto przeczy, iż Jezus jest Chrystusem – jest antychrystem. Z Listu św. Pawła do Żydów wiemy, że Nowe Przymierze unieważniło Stare. A nieomylny Sobór Florencki uczy nas, że Stare Przymierze wygasło wraz z ustanowieniem Nowego Testamentu przez Jezusa Chrystusa.

Mamy więc pewność, że odrzucenie przez Jana Pawła II substytucji jest błędem, którego nie wolno nam akceptować ani pochwalać. Katolicy mają obowiązek stawiania oporu nowemu nauczaniu Jana Pawła II, ponieważ lekceważy ono Pismo św. i Tradycję. Pozostawia niekatolików w mroku ich błędów i pozbawia ich łaski uświęcającej oraz zagraża wiecznemu przeznaczeniu niezliczonej liczby dusz. Opierając się tej nowej doktrynie, postępujemy za nakazem Innocentego III, który nauczał, że jeśli papież odchodzi od powszechnego nauczania i zwyczajów Kościoła, „nie trzeba go [w tym] słuchać”. Św. Robert Bellarmin dodaje, że należy mu się również opierać.

Santo subito?

Dwa tygodnie przed podwójną beatyfikacją Piusa IX i Jana XXIII liberalny „Common-wealth” pisał:

„Absurdalność tego wydarzenia pojmiemy, gdy uprzytomnimy sobie, że zarówno Jan XXIII, jak i Jan Paweł II zostaliby potępieni za swe idee i wypowiedzi, gdyby wygłaszali je za pontyfikatu Piusa IX”.

Zaangażowanie Jana Pawła II na rzecz liberalnych reform II Soboru Watykańskiego z pewnością ściągnęłoby na niego potępienie Piusa IX. Jego pontyfikat skutecznie odwodzi współczesnych katolików od wierności nauczaniu jego poprzedników na tronie św. Piotra. Bardzo niewielu przedstawicieli mediów uznaje ten fakt, a ci, którzy to czynią, postrzegają go jako zjawisko pozytywne.

Jednym z tych nielicznych był generalnie niezbyt przychylnie do Kościoła nastawiony Jakub Carroll, którego niedawny komentarz opublikowany na łamach „Time” skutecznie rozwiewa mit o rzekomym konserwatyzmie Jana Pawła II:

„Być może uważacie, że Jan Paweł II był konserwatywnym papieżem, że jego pontyfikat cechowało ożywienie katolicyzmu i potępianie różnych przejawów liberalizmu. Pamięta się Jana Pawła II przede wszystkim jako papieża wzmacniającego struktury przeszłości.

Ten obraz jest nieprawdziwy. Jan Paweł II śmiało wspierał polityczną i teologiczną rewolucję w obrębie katolicyzmu. Był on – być może wbrew sobie – papieżem przełomu, papieżem, który dokonał dwóch radykalnych zwrotów: zmiany stosunku Kościoła do wojny oraz do narodu żydowskiego. Była to najbardziej doniosła zmiana w historii Kościoła i stanowi ona fundament pod przyszłe reformy, które mogą pójść dalej, niż papież przewidywał czy nawet pragnął. Nie ulega jednak wątpliwości, że Jan Paweł II doprowadził do praktycznej realizacji tego, co zainicjowali jego poprzednicy, Jan XXIII i Paweł VI, na II Soborze Watykańskim.

Jakub Carroll postrzega rewolucję Jana Pawła II jako przejaw „dojrzewania” myśli katolickiej. Św. Pius X nazwałby to po imieniu: modernizmem w działaniu. Również Pius XII zaliczyłby Jana Pawła II do tych postępowych teologów, przed którymi ostrzegał w encyklice Humani generis, teologów, którzy „pomniejszają znaczenie konieczności przynależności do Kościoła w celu osiągnięcia wiecznego zbawienia”.

Jak to jednak widzieliśmy podczas Mszy pogrzebowej Jana Pawła II, fakty te zdają się nie mieć najmniejszego znaczenia w obecnej epoce sentymentalizmu i płytkiej uczuciowości. Duchowni i świeccy wierni wzywali do natychmiastowej kanonizacji (Santo subito!) polskiego papieża. Jednak skutków jego pontyfikatu w żaden sposób nie można nazwać budującymi. Józef (Joe) Sobran napisał:

„Prawowierni katolicy zadają pytanie, czy jego pontyfikat należy uznać za sukces. Wydaje się, że Jan Paweł II zachował naiwną wiarę lat 60. w dialog ekumeniczny, niezależnie od tego, jak bardzo okazał się on bezowocny. Choroby, które wyniszczają Kościół od czasu II Soboru Watykańskiego (którego był on entuzjastycznym uczestnikiem) nie zostały uleczone – w dalszym ciągu mamy do czynienia z kryzysem liturgicznym, spadkiem uczestnictwa we Mszy św., degradacją katolickiej edukacji, wygłaszającymi heterodoksyjne opinie biskupami i heretyckimi teologami. Za jego pontyfikatu wybuchł też jeden z najgorszych skandali w historii Kościoła – ujawniono, że księża homoseksualiści molestowali nieletnich chłopców. Jest to naturalny skutek dominacji homoseksualistów w amerykańskich (i prawdopodobnie nie tylko amerykańskich) seminariach, która narastała od lat 60., już przed pontyfikatem Jana Pawła II, wydaje się jednak, że nie miał on pojęcia, iż zjawisko to trwa nadal, i nie mógł uwierzyć w fakty, o których mu donoszono. Wszystko to nie wydaje najlepszego świadectwa o jego rządach”.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Jan Paweł II spotkał się już ze swym Sędzią, który – wedle słów św. Piusa X – wymaga ścisłego rachunku z pełnienia urzędu papieskiego. Celem tego artykułu nie jest sąd nad duszą Jana Pawła II, ponieważ to należy jedynie do Boga.

Niemniej katolicy są uprawnieni do osądzania słów i uczynków zmarłego papieża wedle jedynego istotnego w tym kontekście kryterium: według niezmiennej i nieomylnej wiary katolickiej wszystkich wieków. Oceniany wedle tego kryterium Jan Paweł II wypada źle, a udawanie, że jest inaczej, nie ma żadnego sensu. Modlimy się za jego duszę, jednak nie naśladujemy go w jego postępowych inicjatywach. Był papieżem, który dawał zły przykład.

Jako katolicy mamy obowiązek unikania płytkich emocji i sentymentalizmu. Nie możemy chwalić papieża, który mówi wyznawcom fałszywych religii to, co chcą usłyszeć: że mogą znaleźć zbawienie, pozostając przy swych błędach. (…)

Naszym obowiązkiem jest trzymanie się wyznania wiary św. Atanazego:

Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary. Jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa, z pewnością na wieki zginie.

Musimy się modlić, by przyszły papież podjął ryzyko narażenia się na niepopularność i ponownie pouczył katolików o tej fundamentalnej prawdzie wiary. Dobrym początkiem mogłoby być włączenie do przyszłej encykliki łagodnych, lecz mocnych słów wybitnego teologa, ks. Franciszka Connella:

Wystrzegając się negowania ekskluzywnego charakteru religii katolickiej, przy każdej nadarzającej się okazji należy pouczać wiernych, a uświadamiać niekatolików, że niezależnie od szlachetności ich intencji pozostający poza Kościołem są pozbawieni zwykłych środków zbawienia.

Jan Vennari

Tłum. Tomasz Maszczyk

Tekst ukazał się w miesięczniku „Zawsze Wierni”. Za „Catholic Family News”

Szokująca wypowiedź w TVN24. Matka Jana Pawła II nie była Polką!

– Jan Paweł II wcale nie był papieżem Polakiem – czy to kontrowersyjne zdanie to kolejna próba zaistnienia w mediach przez Janusza P., albo tytuł artykułu w jakimś antyklerykalnym pisemku? Nic z tych rzeczy. Takie zdanie padło bowiem w „Babilonie” – programie publicystycznym z udziałem pań w TVN24

W programie, w którym gośćmi (a może gościówami?) są tylko i wyłącznie panie – rozmawiano m.in. o wizycie prezydenta Bronisława Komorowskiego w Stolicy Apostolskiej. Głowa naszego państwa brała udział w nabożeństwie za papieża Polaka – Jana Pawła II.

Gdy tą informację usłyszała prof. Monika Płatek z UW wypaliła: „Nie było papieża Polaka. Przecież jego matka była Ukrainką”. – Ukrainką czy pochodziła z Ukrainy – dopytywał zdziwiony prowadzący. – Ukrainką – twardo obstawała przy swoim profesor. – A ojciec jakiego pochodzenia był? – drążył gospodarz programu. – Tego nie wiem – odpuściła zacietrzewiona w tym temacie wykładowczyni.

Sprawdziliśmy czy grając rolę autorytetu miała rację. Okazuje się, że nie. Każde dziecko może bowiem sprawdzić, że matka Karola Wojtyły – Emilia była piątym z trzynaściorga dzieci krakowskiego tapicera Feliksa Kaczorowskiego. Jej matką, a babką Wojtyły była zaś Anna Maria Scholz. Rodzina ta nie miała nawet ukraińskich korzeni. Pochodziła z okolic Bielska-Białej.

No ależ czego to się nie powie na wizji, byle bronić jakichś tam swoich przekonań.

Papież Jan Paweł II – pochodzenie

Najczęściej o Janie Pawle drugim słyszymy takie oto zdanie wielki Polak, największy Polak, papież Polak, nasz Polski papież. Zdarzają się też takie słowa Wojtyła wielkim Polakiem był, bo był wielkim Polakiem albo Jan Paweł drugi — Karol Wojtyła, to wielki Polak, co do tego stwierdzenia nie ma wątpliwości i cała masa podobnych stwierdzeń…

Dlaczego o ty mówię… Wszystkie odłamy judaizmu zgadzają się, że osoba, której matka jest Żydówką — jest Żydem, a dzieci każdej kobiety, która jest Żydówką — są Żydami. „Zasada matrylinearności” jest niepodważalnym kryterium i nie zmienia go ani fakt wychowania się w innej kulturze ani związek z inną religią.

Emilia Katz córka Anny Scholz (wymiennie Szolc) i Feliksa Katz pochodzili z Białej, obecnie części Bielska-Białej, skąd przenieśli się do Krakowa. Emilia Katz wyszła za mąż za seniora Karola Wojtyłę w Krakowie. Mieli troje dzieci: Edmunda, Olgę i Karola Józefa, późniejszego papieża. Nazwisko Scholz, to po angielsku Schulze, co jest popularnym nazwiskiem wśród Żydów. Wszystkie te nazwiska i ich odpowiedniki znajdują się na cmentarzu żydowskim w Bielsku-Bialej skąd pochodzi babka Karola Wojtyły, Anna Maria Scholz. Jej córka Emilia pochodziła z żydowskiej społeczności i wyszła za mąż za katolika. Na zdjęciu w tle widzimy Emilię Wojtyłę Katz wraz z mężem i synem przyszłym papieżem Janem Pawłem drugim.Matka papieża prezentuje typową urodę chazarskich ludów semickich wraz z jej wszystkimi cechami.

Teraz nasuwa się kilka pytań pierwsze z nich o pochodzenie Karola Józefa Wojtyły Katz, skoro jego babcia była Żydówką, to tak samo jej córka musiała nią być, jaki każde jej potomstwo. Dlaczego nigdzie nie mówi się, że Karol Wojtyła jest Polakiem pochodzenia Żydowskiego albo w połowie Polakiem i w połowie Żydem. Może oba stwierdzenia są nieprawdziwe, a Karol Józef Wojtyła Katz, to Polski Żyd. Tekst ma cel jedynie edukacyjny

Czterej Panowie JP: Jan Paweł II

Czterej Panowie JP cz. IV Jan Paweł II papież 1978 – 2005

Polska ma co najmniej czterech sławnych mężów o tych inicjałach:

1. Książę Józef Poniatowski ( 1763 – 1813)

2. Józef Piłsudski (1867-1935)

3. ksiądz Jerzy Popiełuszko (1947-1984)

4. Jan Paweł II ( przybrane imiona papieskie 1920 – 2005)

Ponieważ Wojtyła potargał odwieczne nauczanie Kościoła dotyczące sakramentów, zawarte w nauce Ojców Kościoła, w jednomyślnej zgodzie Doktorów Kościoła i wszystkich teologów, w nauczaniu Soboru Florenckiego i Soboru Trydenckiego, Katechizmu Soboru Trydenckiego, w nauczaniu papieża Piusa XII i całej tradycji liturgicznej i dyscyplinie sakramentów, co jeszcze, zapytuję, musi on uczynić, aby tradycjonaliści powiedzieli, że ten człowiek nie jest katolikiem?

Wyobraźcie sobie: zaaprobował on jako ważną, mszę która nawet nie ma słów konsekracji!

Jest to w rzeczywistości bardziej radykalne, niż uznanie kapłaństwa kobiet. Jest to tak samo jak zaaprobowanie jako ważnego chrztu bez słów chrztu, czy zaaprobowanie pizzy i coli jako ważnej materii dla Eucharystii. Jest to, w skrócie, zmiana sakramentów w istotny sposób. A więc, co jeszcze musi on zrobić? – pytał retorycznie Bp Donald J. Sanborn sedewakantysta

http://web.archive.org/web/20080611075514/http://www.polonica.net/nieswiety_sakrament.htm

Przymierze nowoczesnej teologii z filozofią ku obaleniu Religii Chrystusowej

W 1787 r. ukazała się we Włoszech niewielka książka pod tytułem: Przymierze nowoczesnej teologii z filozofią ku obaleniu Religii Chrystusowej. Do obecnej chwili nie wiadomo, kto jest autorem dzieła; że był to wszakże człowiek niepospolitego umysłu, każdy przyznać musi, komu książka ta w ręce się dostała.

Niedawno przełożył ją na język niemiecki biskup Paderborneński, a poprzednio jeszcze wyszło tłumaczenie francuskie.

W krótkim wyciągu wziętym z „Historisch-Politische Blätter”, z 1872 r. (Drittes Heft), postaramy się przedstawić treść tego wielce pouczającego dziełka. Zwięzłość naszego sprawozdania będzie odbiciem zwięzłości wykładu samego autora.

––––––

Pewien rodzaj „filozofów”, czytamy tam, już od dawna wszelkich środków nadaremnie próbował ku zaprowadzeniu ogólnej religii „czysto ludzkiej”. Niestrudzonym zabiegom około szerzenia „oświaty, religijnej wolnomyślności i powszechnego braterstwa” zawsze stawała na przeszkodzie surowa i w żadne układy z doktrynami nie wdająca się religia Kościoła Katolickiego. W walce z tą ostatnią okazały się bezskutecznymi nie tylko tak nazwana nauka, lecz nawet podstęp i pochlebstwo, a do użycia siły filozofowie nie chcieli się jeszcze uciekać z tego niby powodu, że powoływanie siły na pomoc nie zgadza się z wzniosłymi zasadami filozoficznej mądrości.

Lecz wtedy także istniała pewna szkoła teologiczna, która nie mogła na żaden sposób pogodzić się z zasadami Kościoła Rzymskiego. Najwięcej nie przypadała do jej gustu niezmienność nauki, odpychająca od siebie wszelkie wymagania „ducha czasu”. Owa szkoła teologiczna bowiem postawiła sobie za cel przeprowadzić „postępową reformę Kościoła”, to jest jego dogmaty i urządzenia tak przykroić, aby w zupełności odpowiadały „potrzebom duchowym epoki”. Na tak przygotowanym gruncie miało nastąpić połączenie wszystkich wyznań chrześcijańskich. Postępowe zabiegi nie odniosły wszakże pożądanego skutku, jakkolwiek „nowoczesna szkoła teologiczna” większymi rezultatami szczycić się mogła od owoców zebranych przez całe zastępy „filozofów”.

W tym obu stron zakłopotaniu powstała myśl połączenia się ze sobą i wspólnego dla jednej sprawy działania. Na propozycję przymierza „filozofowie” chętnie przystali. Widzieli oni wprawdzie, że tym sposobem naukę swoją na czas niejaki w poniżenie podają, lecz jasno i to rozumieli, że własnym siłom zostawieni, niezbyt świetnych zdobyczy mogą się spodziewać. Teologom uśmiechała się nadzieja prędszego urzeczywistnienia wzniosłych idei przy pomocy filozofów i potężnego zastępu popleczników tych ostatnich.

Rozpoczęto więc układy celem obmyślenia planu wspólnej kampanii (książka napisana 1787 r.). Pierwszy głos dano „teologom” jako tym, którzy większymi tryumfami niż filozofowie w walce przeciwko Kościołowi już się odznaczyli. „Filozofowie” zaś w słusznym poczuciu niższości względem swoich „teologicznych mistrzów” zgodzili się na odgrywanie roli wykonawców tego, co doświadczeńsi zalecą.

I. Nim przystąpiono do dalszych rokowań, przyjęto za maksymę, której nigdy spuszczać z uwagi nie należało: „byle tylko niejawnie”. Wszystkie bowiem zamachy na Kościół dlatego się nie udawały, że ich kierownicy zawsze z podniesioną przyłbicą występowali. Losy Wiklifa i Husa, Lutra i Kalwina przekonywają o potrzebie przyjęcia odmiennej taktyki względem Kościoła.

II. Na jakie terytorium należy przenieść działania wojenne? Odpowiedź: na terytorium samego Kościoła. My wszyscy, głosi przywódca teologów, (1787!), nawet wy „filozofowie”, którzy w nic nie wierzycie, musimy tak rozprawiać i taką przybrać postawę, jakbyśmy mieli głęboką i niewzruszoną wiarę w to wszystko, czego Kościół katolicki naucza. Niczym nie należy zdradzać zamiaru zerwania z Kościołem. „Pozostańmy na jego łonie, jakbyśmy dziećmi jego byli. Kościół nie może nas od siebie wyłączyć; dla tym skuteczniejszej zguby Kościoła trzymajmy się go tak, jak oset trzyma się ciała, do którego się przyczepi”. Podobnie jak prawdziwi jego wyznawcy ciągle powoływać się będziemy na Pismo św. i tradycję z jak największym namaszczeniem i ujmującym serca ludzkie zapałem. Głęboko opłakiwać będziemy upadek karności i wiary w Kościele. Konieczną jest rzeczą, abyśmy prześcigali samych katolików w utyskiwaniach nad coraz groźniejszym zamieraniem dobra w świecie, a to celem obłąkania ludzi, którzy w końcu nie będą wiedzieli, czego się trzymać należy. Ponieważ w powszechnym zamieszaniu walki obie wojujące strony używać będą jednakowej broni, jednakowych oznak i chorągwi, niepodobieństwem więc stanie się odróżnić przyjaciół i nieprzyjaciół. Burzyć tedy będziemy Kościół własną jego bronią. Zniszczymy fundamenta przekonywając ludzi, że je tylko wzmacniamy; obalimy cały budynek, byleśmy tylko nie przestali głosić, że o nic innego jak o naprawę nam chodzi. Powoli, jeden za drugim przecinać będziemy węzły, wiążące katolików z Kościołem, lecz ani na chwilę nie przestaniemy ich przekonywać, że pomimo to ciągle prawdziwymi są katolikami.

[Przypomina to tę część objawień Anny Katarzyny Emmerich, którą zatytułowała Burzyciele]

Oznaczywszy więc cel walki i terytorium, na którym zapasy toczyć się miały, zabrano się do wypracowania szczegółowego planu. „Filozofowie”, choć ufni w przenikliwość swoich teologicznych kierowników, powątpiewać zaczęli o możności dopięcia zamierzonego celu, gdyż na sercu ich, niby ciężki kamień, zaległa myśl o władzy papieskiej. Z godną pochwały szczerością wypowiedzieli „teologom” kłopoty swoje pod tym względem.

III. Przywódca „teologów” ze zdumiewającym spokojem wysłuchał wątpliwości „filozofów”, niezmiernie dziwiąc się naiwności tych ostatnich. Zdaniem jego właśnie pierwszy atak powinien być wymierzony przeciwko władzy Papieża, gdyż usunięcie tej przeszkody, jakkolwiek bardzo trudne, decyduje wszakże o losie kampanii. Jeżeli się uda ten cios skutecznie zadać, reszta pójdzie bez wielkich wysileń. Lecz przede wszystkim strzec się trzeba otwartej napaści! Tylko o tym nie wspominać, że postanowiono obalić władzę papieską! W początkach należy zachowywać wszystkie pozory posłuszeństwa względem Papieża, później dopiero wystąpić z żądaniem usunięcia nadużyć, a następnie zbijać przesadzone pojęcia o jego dostojeństwie.

Trzy są sposoby zadania tego ciosu, które, umiejętnie stosowane, doprowadzą do zupełnego zniweczenia wszelkiej władzy kościelnej. Tym celem musi nastąpić podział pracy.

a) Wy „filozofowie” pierwsi ruszycie w ogień. Idzie bowiem głównie o to, aby rozszerzyć przekonanie, że władza papieska jest niebezpieczną dla społeczeństw cywilnych. Ponieważ macie wstęp do możnych, musicie więc przyjąć na siebie tę część zadania. Kiedy ich już dostatecznie obrobicie, pełni wątpliwości i wahania zwrócą się oni do nas „teologów” z żądaniem o radę. Wtedy my łatwo sobie poradzimy. Za pomocą teologicznych rozumowań (Pismo dostarczy niewyczerpanego materiału, a reszta znajdzie się w historii kościelnej), potrafimy ich przekonać, że można pozostać dobrym katolikiem i jednocześnie opierać się władzy papieskiej. Nie dosyć na tym: wyłożymy im bowiem następnie, że obowiązkiem ich sumienia jest opierać się powadze papieskiej zarówno w interesie dobra, oraz bezpieczeństwa publicznego, jak i w obronie objawionej prawdy.

Nawiasem mówiąc i to dodać winienem, prawił dalej przywódca „teologów”, że jednym z najskuteczniejszych środków do dopięcia naszego celu jest umiejętne korzystanie z historii kościelnej. Potrzeba tylko pewne wypadki w naszym świetle przedstawić, pewnych pisarzów naprzód wysunąć, przeciwników pokryć milczeniem, a następnie kwestie te wprowadzić do rodzin, na place publiczne i zgromadzenia ludowe, – a rezultatów dla nas pomyślnych możemy być zupełnie pewni. Nic nie oddziaływa więcej na wpółukształconych ludzi, jak takie historyczne wywody i nie tylko świeccy ludzie stawać będą po naszej stronie, lecz nawet wielu z duchowieństwa do nas przejdzie.

b) Drugim środkiem będzie podburzanie biskupów przeciwko Stolicy Apostolskiej. Z nimi najłatwiej sobie poradzimy, drażniąc ich miłość własną i usiłując wzbudzić w nich jak największe pojęcie o władzy, którą sprawują. Im przychylniejsze ucho nadstawiać będą biskupi naszym radom, im więcej przywłaszczać sobie będą nieprzynależne im atrybucje, tym większa stąd wyniknie szkoda dla przemożnej powagi papieskiej, tym pewniejszy i prędszy będzie upadek samej nawet władzy biskupiej, sztucznie przez nas rozdętej ku własnej zgubie.

c) Podobnież powinniśmy się starać o podniecanie duchowieństwa, a mianowicie parafialnego przeciwko biskupom. To będzie trzeci i najskuteczniejszy środek obalenia dyscypliny Kościoła, gdyż tym sposobem uczynimy duchowieństwo przedmiotem pogardy w oczach ludu i pozbawionymi woli narzędziami przewrotu religijnego.

Nie może być nawet wątpliwym, że oględnie i roztropnie krocząc powyższymi trzema drogami, zdołamy zniszczyć wielką i na pozór nieprzezwyciężoną tamę Kościoła Katolickiego, spójność jego hierarchii, a nade wszystko przewagę papieską.

IV. Dlatego, mówił inny „teolog”, gdy przywódca po wypowiedzeniu owych wzniosłych myśli, obsypany oklaskami, spoczął na krześle prezydialnym, dlatego jednocześnie zająć się winniśmy drugą częścią naszego zadania, a mianowicie, obaleniem istniejącej karności i urządzeń kościelnych. Drażliwa to wprawdzie materia, lecz wielkiego znaczenia.

I ze słodkim uśmiechem, właściwym tego rodzaju ludziom, zaproponował postępowy teolog także trzy drogi ku urzeczywistnieniu owej drugiej części zadania.

a) Przede wszystkim należy odwołać się do cnót i dobrych stron natury ludzkiej. Jeżeli więc rozpowiadać będziemy, że naszym zamiarem jest przywrócić obyczaje i obrzędy pierwotnych czasów Kościoła, tak wysoko cenionych przez wszystkich prawdziwych katolików, to łatwo pojmiecie czcigodni „filozofowie”, że po naszej stronie będą wszystkie szlachetniejsze i bogobojne charaktery. Jak tylko zaś ich sobie zyskamy, rozpoczniemy cały szereg skarg i lamentacji nad ciągle rosnącymi nadużyciami współczesnego Kościoła, a z każdą taką skargą nad obecnym upadkiem, połączymy porywające opowieści o dawnych i świętych obyczajach. Przemawiać zaś będziemy zawsze językiem św. Hieronima lub Bernarda, przekonywając ludzi, że przyczyną wszystkiego złego jest istniejąca karność kościelna, i że duch pierwszych czasów wygasnąć musiał wskutek wzmożenia się czysto zewnętrznej strony, różańców, nowenn, bractw, pielgrzymek, procesji itp. Taka metoda poprowadzi do wytkniętego celu, jeżeli tylko tę zachowamy ostrożność, że ciągle powołując się na „pierwiastkowe wspaniałe życie kościelne”, unikać będziemy wszelkich bliższych objaśnień co do tej lub owej instytucji pierwotnego Kościoła. I to jest pierwsze.

b) Po drugie, powinniśmy ognistymi słowy proroków i świętych w sprawie Bożej gorliwych głosić i rozszerzać surowszą moralność. Nie należy nam szczędzić wyrażeń oburzenia i wzgardy ku tej nędznej, luźnej moralności jezuickiej, która zatruwa cały Kościół. Samą pobożność, wiarę i sumienie powołamy do walki przeciwko zgubnej moralności Kościoła. Będziemy przedstawiać częste spowiedzie, nie wywołujące widocznej poprawy, częste komunie, łatwe do odprawienia pokuty, jako przyczyny zguby dusz ludzkich. W majestatycznych obrazach kreślić będziemy grozę kar Bożych, konieczność zastąpienia niezliczonych nabożeństw, spowiedzi i komunii dziełami cnoty, oraz miłości bliźniego i „miłym Bogu nabożeństwem”. Nadto nie pominiemy żadnej sposobności, aby nie wygłaszać, że właśnie jezuicka ta moralność oplątała cały Kościół. W ten sposób oprócz osłabienia powagi Rzymu, coraz więcej upadać będzie chrześcijańskie życie, przyjmowanie sakramentów, cześć dla służby Bożej. Jeżeliby zaś komu przyszło do głowy wystąpić do walki przeciwko nam na tym polu, to zdruzgoczemy go wpośród oklasków ludzi najbogobojniejszych! tym jednym wykrzykiem: „O nędzny, przewrotny jezuita! uwodziciel dusz ludzkich, który posiewa kąkol na roli Pana!”. Łatwo pojmiecie, że taka surowość w nauce moralności, surowość, która wreszcie nas samych nie obowiązuje, pożądane musi przynieść owoce. Tym pewniej, jeżeli nie przestaniemy wzdychać i z goryczą napomykać: A wszakże Rzym nie chce widzieć tego upadku w nauce i życiu kościelnym, nie chce słyszeć ostrzeżeń zewsząd się podnoszących, gdyż myśli on tylko o jednym – o rozszerzeniu swojej potęgi politycznej. Od spełnienia tych warunków zależy pomyślny koniec kampanii.

c) Jednakże, aby wymagania powyższe niezbyt ludziom ciążyły, musimy pozostawić im swobodę w pojmowaniu zasad i nauk religijnych i będzie to trzeci środek ku obaleniu karności i urządzeń kościelnych! Środka tego należy wszakże z wielką ostrożnością używać. Nie trzeba bowiem zbyt dużo drew kłaść na gorejące ognisko, gdyż stąd zanadto straszny dla wszystkich pożar powstać może. Lecz działając oględnie, wytrwale, za pomocą słodkich frazesów do świetnych dojdziemy rezultatów.

Cała więc tajemnica sposobu, w jaki ma być zadanym ów drugi cios, spoczywa w tym, aby już to przez odwoływanie się do surowej moralności, już to przez szerzenie wolnomyślnych pojęć o wierze, najpierw w życiu i praktyce odstręczyć katolików od Kościoła, gdyż potem jak najłatwiejszą będzie rzeczą umysły ich skierować, gdzie się nam spodoba.

V.[…] przygotowaliśmy się na wszelkie przygody, rozpoczynając walkę z Kościołem?[..]

Zamiarem naszym nigdy nie było otwarcie i wprost występować przeciwko powadze Kościoła. Otwarty rokosz przeciwko Kościołowi był wielkim błędem dotychczasowych jego przeciwników. My w zupełnie odmienny sposób operować będziemy. Nie lękajcie się więc, aby nas do poddania się doprowadzić zdołano: posłuszeństwo jest cnotą właściwą tylko słabym umysłom. Jeżeliby Kościół powstał przeciwko nam, to użyjemy środków, które nieuniknioną jego zgubę sprowadzić muszą. Lecz i pod tym względem trojaką zmierzać będziemy drogą.

a) Najprostszym środkiem udaremnienia wszelkich ataków Rzymu będzie powoływanie się na słynną różnicę quaestio juris et facti. Z tym orężem nie umiano się dotychczas obchodzić. Za pomocą quaestio juris et facti przyprawimy Kościół Rzymski o zupełną niemoc, nie ściągając na samych siebie zarzutu odstępstwa. Gromy Kościoła przeciwko nam miotane nie dotkną nas. Z najzupełniejszym spokojem przyznawać mu będziemy prawo wyklinania nas, a wszakże klątwom poddawać się nie będziemy. Opór nasz będzie wyraźny, a pomimo to Kościół nie będzie mógł nazwać nas opornymi. W najuroczystszych wyrazach i formach głosić będziemy, że Kościół posiada prawo i obowiązek karcenia błędu; jeżeli zaś prawa tego przeciwko nam użyje, z pokorą oświadczymy, że nagana i kara nie do nas się stosują, gdyż Kościół nie zrozumiał słów naszych. To nam wystarczy: taką drogą postępując odrzucimy nawet Objawienie, jeżeli się tego okaże potrzeba, nie pozbywając się nazwy katolików. Pomimo wszelkich kościelnych uchwał będziemy mogli szerzyć nasze pojęcia w zupełnym spokoju i bezpieczeństwie do chwili, kiedy subiektywizm zasiądzie na tronie życia moralnego i dzieło przez nas przygotowane do pomyślnego końca doprowadzi.

b) Jednakże nie ograniczamy się wyżej podanym środkiem. Nie od dzisiaj pracujemy nad wykorzenieniem wiary w nieomylność papieską, do której taką wagę przywiązywały ciemnota i barbarzyństwo ubiegłych wieków. Od dawna wszelkich usiłowań dokładaliśmy ku rozszerzeniu przekonania, że można pozostać katolikiem odrzucając wiarę Kościoła, i będąc w wyraźnej sprzeczności ze Stolicą Apostolską. Powoływać się będziemy na Kościół gallikański, który na jednym ze swoich zgromadzeń podobne zasady publicznie wygłosił, co nam wybornie się nadaje, bo możemy się jego nazwiskiem zasłaniać – i nikt nie będzie mógł nam robić zarzutu kacerstwa. Przeciwko powszechnej zgodzie wszystkich innych Kościołów świata, Hiszpańskiego, Włoskiego, Belgijskiego, Polskiego, Niemieckiego, powoływać się będziemy na biskupów francuskich, których nauki, pobożności i znajomości historii kościelnej, nie będziemy się mogli dosyć nawysławiać. [ Tak, to biskupi francuscy obalili prawowitego papieża, Grzegora XVII ( kard. G. Siri) wybranego na konklawe w 1958 roku. Od tamtej pory do jego śmierci w 1989 r. wszyscy wybrani byli antypapieżami!] Za pomocą pochlebstw [ obietnicy zaszczytów i sakiewki ] uda nam się tego i owego biskupa zaślepić. Zyskani w ten sposób sprzymierzeńcy staną się posłusznymi w rękach naszych narzędziami do obalenia przewagi Papieskiej. Dopiąwszy tego za pomocą uwiedzionych biskupów, zwrócimy się następnie przeciwko nim samym. Nasi sprzymierzeńcy mogą sobie rzucać na nas gromy w swoich odezwach i listach pasterskich: to wszystko najmniejszej szkody już nam nie przyniesie. Gdyż na tym, szanowni panowie, największa sztuka polega, aby przez czas niejaki zręcznie wyzyskiwać tych, którzy mogą nam być pomocni, a następnie, skoro zaczynają przeszkadzać, umieć łatwo się ich pozbyć.

c) Lecz nie na tym koniec. Pozostaje jeszcze jeden środek, który na zawsze bezpieczeństwo i bezkarność nam zapewni – sobór powszechny. Sobór powszechny! wołacie z przerażeniem? Tak, panowie „filozofowie”. Właśnie sobór powszechny, ani mniej ani więcej. Jeżeli inne drogi będą przed nami zamknięte, nie tylko bez obawy, lecz z największą ufnością odwołamy się do takowego. Żadne niebezpieczeństwo z tej strony nam nie zagraża. Gdyż, jeżeli Papież niższym jest od soboru, jak tego naucza „zdrowa teologia”, to możemy i powinniśmy od wyroków Rzymu odwoływać się do wyroków soboru. Powiadacie nam, że dostaniemy się wtedy z deszczu pod rynnę. Panowie „filozofowie”, przenikliwość wasza pod tym względem niedaleko sięga. Każdemu wiadomo, że sobór powszechny nie tak łatwo przychodzi do skutku. I to już jest jeden bardzo ważny powód naszej apelacji do soboru. Tym sposobem najpierw wygrywamy na czasie, rzeczy wielce kosztownej, a po wtóre stawiamy sprawę na tym punkcie, że tymczasem nie będzie dla nas w Kościele widzialnego i stałego sędziego, któryby stanowczo o nas mógł wyrokować.

Przypuśćmy nawet, że sobór powszechny przychodzi do skutku. Cóż wtedy? Zakłopotane oblicza wasze, lękliwi filozofowie, rozjaśnią się, skoro usłyszycie o niewyczerpanych zasobach lekceważonej niekiedy przez was „zdrowej teologii”. Pokażemy wam bowiem, jak ani jeden włos z głowy nam i wam nie spadnie, chociażby nawet sobór miał się rzeczywiście zebrać.

Otóż wystawimy najpierw „teologiczne” warunki prawomocności soboru i jego uchwał. Wszyscy biskupi muszą w nim przyjąć udział. Bez zupełnej jednomyślności albo raczej bez moralnej jednomyślności (termin „moralna jednomyślność” lepiej odpowiada celowi jako nieokreślony) nie może być mowy o „prawomocnych” postanowieniach soboru. Im więcej zaś będzie głosujących, tym większą prawdopodobnie różnica zdań. Przypuszczając nawet, co najmniej jest prawdopodobnym, że wszyscy bez wyjątku podadzą głos przeciwko nam, to wtedy wystąpimy (1) z następującą argumentacją: „że nauki i opinie starszych i znakomitszych Kościołów mają pierwszeństwo przed twierdzeniami wszystkich innych Kościołów, że zdarza się niekiedy, iż prawdę przechowuje mniejszość, kiedy tymczasem większość obstaje za błędem, że w każdej uchwale powszechnej zbadać należy wewnętrzną wagę dowodów, a przede wszystkim, że potrzeba pilnie rozważyć wartość i znaczenie każdego członka soboru”. Argumenty powyższe można porównać do wałów, murów i wysuniętych naprzód fortyfikacji, które nawet wobec powszechnego soboru pozycję naszą czynią niemożliwą do zdobycia. Oprócz tego na rozmaitych innych drogach skuteczny opór stawiać możemy. I tak, jeżeliby nas wyrugowano z warowni, co jest prawie niemożliwym, to oświadczymy krótko i stanowczo, że przecież biskupi nie są panami Kościoła, że i pozostałe duchowieństwo ma swoje prawa z Bożego ustanowienia, że i jemu przysługuje prawo świadczenia o wierze Kościoła; że i świeccy ludzie są świadkami tradycji, a w końcu że prawomocność soboru zależy od zgody i przychylenia się wiernych. Jeżeli naprzód takie warunki postawimy sobie, jeżeli postaramy się o ich rozszerzenie między katolikami (a szczególniej między duchowieństwem), to niechaj wtedy zwołują sobie choćby najpowszechniejszy i najdostojniejszy sobór, wszystko to na niczym spełznie.

I czy po tym wszystkim, co wyłożyliśmy wam dostojni filozofowie, mamy się jeszcze czego obawiać ze strony Kościoła? A choćby nas zaczepił, to zobaczycie dopiero, jakim tryumfem okryje się nasza sprawa. Całe więc nasze rozumowanie można ująć w następującą formułę: „Prawiąc o Kościele, soborach, życiu kościelnym, moralności, pierwotnych prawach biskupów, Bożym ustanowieniu proboszczów, tradycji, historii kościelnej i Piśmie świętym, pozbędziemy się w końcu i Pisma św. i historii kościelnej, tradycji i proboszczów, biskupów i papieży, życia kościelnego i moralności, soborów i samego Kościoła”.

„Filozofowie” zawsze miłością prawdy się odznaczający nie mogli oprzeć się przekonywającym dowodom „teologów”. Z pokorą więc wyznali, „że wszystkie ich pisma i zabiegi nie doprowadziłyby do niczego, gdyby «teologowie» nie wsparli ich umiejętną pomocą”. Czynili nawet sobie wyrzuty, że tak późno przejrzeli prawdę i aby nieudolność dotychczasową choć w części wynagrodzić, w sposób uroczysty zobowiązali się popierać i rozszerzać wszelkimi środkami „zdrową i postępową teologię”.

VI. Właśnie tego pragniemy, odrzekł przywódca „teologów”, na nowo zabierając głos, aby wyłożyć, jak owoce kampanii zapewnić należy. Gdyż jeżeli my, „teologowie” z wielkim mozołem i niebezpieczeństwem do tego doprowadzimy, że sami „katolicy” z soboru naigrawać się będą, to już wtedy zwycięstwo stanowcze odniesione zostanie. Ze zwycięstwa tego trzeba wszakże pośpiesznie wszelkie pożytki wyciągnąć, obawiać się bowiem należy, aby w przeciwnym razie nie wymknęło się z rąk naszych. Idzie więc teraz o wyjaśnienie czwartego i ostatniego punktu, a mianowicie o to, aby przezornie rozważyć, jak postępować po odniesieniu zwycięstwa.

a) Nie potrzebujemy się rozwodzić nad tym, jak pośpiech jest nieodzowny w podobnych sprawach. Jeżeli w sposób wyżej podany Kościół w swoich podstawach zachwiany zostanie, to trzeba, o ile można jak najprędzej, składowe owych podstaw części wyrywać i na bok uprzątać, gdyż w przeciwnym razie przebiegły i wytrwały Kościół Rzymski nie omieszkałby zebrać nagromadzone przez nas ruiny i wznieść nową budowlę, być może mocniejszą jeszcze od poprzedniej. Ani na chwilę nie należy go więc zostawiać w pokoju, lecz wszyscy przeciwnicy ze wszystkich stron wszystkimi siłami uderzyć nań winni.

b) Aby zaś przeciąć Kościołowi wszelkie drogi do odzyskania utraconego stanowiska, głosić będziemy nieustannie zasadę powszechnej religijnej wolności i tolerancji. Stąd wielkie wypłyną korzyści. Mówić będziemy: „religia jest sprawą przekonania”. Kościół nie ma prawa w jaki bądź sposób przynaglać ludzi do wyznawania swojej nauki i wolno mu przekonywać lecz nie zmuszać. Tym sposobem zyskujemy zupełną swobodę do rozszerzania naszych nauk. Lecz niechaj nas Pan Bóg od tego strzeże, abyśmy sami trzymali się tych zasad w stosunku do Kościoła! Tak dalece nieodzowną jest nam siła dla utrzymania Kościoła w karbach posłuszeństwa, że bez niej wszystkie nasze przewyborne zasady mało by skutkowały.

c) Wy zaś filozofowie starać się macie, aby Kościół swoich „przekonań” nie był w możności przeprowadzić. Pracować więc winniście nad rozszerzaniem zasady, że „jeżeli wyłącznie sługom Kościoła powierza się nauczanie wiary i moralności, pomyślność społeczeństwa na ciężkie bywa narażana niebezpieczeństwa, że pokój społeczny dotkliwie na tym cierpi”. „Byłoby to ustanawianiem «państwa w państwie», co koniecznie prowadzi do zawichrzeń i nieporządków”. Następnie będziecie dowodzić, że „władza Kościoła rozciąga się tylko do rzeczy czysto duchowych i wewnętrznych, pod żadnym zaś pozorem nie rozciąga się do żadnych spraw zewnętrznych”.

d) W ogóle największe usługi przyniesie nam następująca zasada, że „Chrystus nie po to przyszedł na świat, aby społeczny porządek naruszać. Niektóre zaś nauki Kościoła Katolickiego zakłócają ten porządek. Nie od Chrystusa więc biorą one swój początek i nie mogą stanowić przedmiotu wiary”. Powtarzam, że takim rozumowaniem zupełnie pobijecie przeciwników. Katolicy bowiem jednozgodnie przyjmują pierwszą część powyższego rozumowania. Zaprzeczają tylko drugiej części, tj. twierdzeniu, jakoby niektóre nauki Kościoła rzeczywiście zagrażały porządkowi społecznemu. Należy więc umieć argumentować. Jeżeli się będziecie powoływać na zasady, z pewnością przegracie całą sprawę, gdyż mają oni na swoją obronę liczne dowody. Trzeba wam tedy, odnośnie do tego twierdzenia, opierać się więcej na sile waszego rozumowania. Nie dozwalajcie więc im zapuszczać się w objaśnienia i dowody, utrzymujcie, że, ponieważ zasada wasza wszystkim jest znana i przez wszystkich przyjęta, byłoby więc czystą stratą czasu dłużej się nad nią rozwodzić, a gdyby ktoś i na to zgodzić się nie chciał, zamkniecie mu usta wykrzykiem: „jesteś wrogiem porządku publicznego”.

Tu jeszcze raz zakłopotali się filozofowie. Uciekanie się do gwałtu, czy nie okaże się szkodliwym i uwłaczającym sprawie oświaty i wolności, której jesteśmy przedstawicielami? Czy godzi się wyrywać z serc ludzkich najdroższe dla nich przekonania?

Na te słowa „teologowie” nie mogli się powstrzymać od uśmiechu politowania. Nigdy nie przypuszczaliśmy, rzekli, aby wasza wzniosła filozofia mogła taką delikatnością się odznaczać. Jeżeli mówimy o sile, to czyż przez to rozumieć się ma otwarta i gruba siła? Czyż więc to tylko użyciem siły się nazywa, jeżeli chwytamy kogoś za gardło, a następnie go dusimy i zabijamy? Tak pojmowano te rzeczy w czasach barbarzyństwa. Czyż nie ma delikatnego użycia siły? Czyż nie możemy w sposób przyjacielski w złotym pucharze zatruty napój podawać naszym nieprzyjaciołom? Pewna będzie choć powolna ich śmierć, a co najważniejsza, nikt, nawet ci, których o powolne konanie przyprawimy, nie będą mogli nam o zabójstwo czynić wyrzutów! Tak można i należy postępować. „Oczywistym jest wszakże, że nie należy mówić iż dzieje się to z powodu religii, lecz z przyczyny dobra społecznego i postępu światła”.

e) Za pomocą więc dobrej, rozumnej, a nawet katolickiej zasady, że jedność nauki jest konieczną, i że niezgodność pod tym względem jest wielce szkodliwą, można ułatwić sobie robotę. „Katedry dogmatyki i innych teologicznych przedmiotów obsadzi się ludźmi naszej partii, przestrzegając w obiorze wielką oględność, aby nie dopuścić nikogo, kto nie złożył licznych dowodów swego usposobienia”. Niewiele będzie wtedy potrzeba czasu na to, aby duchowieństwo i wykształceńsza część społeczeństwa przejęła się naszymi teoriami.

g) Jest jeszcze wiele innych środków, których naprzemian używać trzeba dla dopięcia naszych zamiarów. Patrzeć powinniśmy, z kim mamy do czynienia. Do tego lub owego środka uciekać się będziemy, w miarę różnego usposobienia osób. Słabym umysłom twierdzić będziemy, że niestety Kościół dzisiejszy odstąpił od ducha łagodności i słodyczy swego Założyciela. Taka argumentacja bardzo szybko sprowadza religijny indyferentyzm w ludziach, których rozum niezbyt daleko sięga. Jeżeli będziemy mieli przed sobą ludzi wątpliwych obyczajów i moralności, to pamiętajmy na zdanie, że każdy tym chętniej podejrzewa innych o zdrożności, im więcej sam im ulega, i że więcej zawsze zabieramy się do poprawy innych niż siebie samego. Będziemy tedy gadać na księży, zakonników, oraz zakonnice, i w jaskrawych kolorach przedstawimy ich ułomności, ospalstwo i hipokryzję. W słuchaczach naszych znajdziemy grunt, na który rzucony posiew obfite wyda nam owoce. Mowa nasza będzie słodką dla ich serca ochłodą. W ludziach, którzy nienawidzą wszelkich praktyk religijnych i nie lubią, aby zaglądano do ich sumienia, najłatwiej wzbudzimy zaufanie występując przeciwko wszelkim praktykom religijnym. Będziemy powtarzali słowa Ewangelii: „Duchem jest Bóg, a ci, którzy Go czczą, winni Mu cześć oddawać w duchu i w prawdzie” (Jan. 4, 24). Później uda nam się odstręczyć od Kościoła sam lud prosty, tak rozmiłowany w religii i jej praktykach. Do tego nie będzie potrzeba wielkich wysileń. Po co te nabożeństwa, ta służba Boża, które tyle pieniędzy kosztują? czyż nie lepiej będzie użyć tych pieniędzy na filantropijne cele? Kościół i pod tym względem zostaje w sprzeczności z duchem nauki chrześcijańskiej, gdyż samo Pismo święte mówi, że Bóg chce miłosierdzia, a nie ofiary (Mt. 12, 7). W miarę zaś tego jak służba Boża tracić będzie na okazałości, jak domy Boże coraz będą uboższe, zamierać będzie w ludzie prostym przywiązanie do religii. Przede wszystkim oburzać się trzeba na dotychczasowe przywileje księży i wszelkimi sposobami odstręczać młodych ludzi od wstępowania do stanu duchownego. Im mniej będzie księży, tym lepiej.

h) Jeszcze raz przypominamy, że jeżeli chcecie najskuteczniej działać przeciwko Kościołowi i zupełnie przytłumić wiarę w jego niezmienność i nieomylność, to nie przestawajcie wyrzekać przeciwko najgorliwszym obrońcom Kościoła – „Jezuitom”. Rozumie się, mówić należy, że Jezuitów jest bardzo wiele, daleko więcej niż powszechnie sądzą. Tym sposobem podacie w podejrzenie każdego, kto by cokolwiek śmielej przeciwko wam wystąpił, obudzicie więc niedowierzanie jednocześnie do osób i nauki, którą przedstawiają. Jeżeli zaś bez ustanku głosić będziemy w wyrażeniach, o ile można jak najwięcej uderzających (najlepiej do tego posługiwać się cytacjami z Pisma św. a szczególniej z Proroków), że Jezuici zawładnęli Kościołem, duchowieństwem i biskupami, że Kuria Rzymska już od dawna myśli i robi to tylko, co oni jej pozwolą lub rozkażą, to można być zupełnie pewnym, że wiara w Kościół wytępioną zostanie do szczętu, nawet z serca najwierniejszych jego synów.

Oto, zakończył mówca, ogólny rys planu naszej kampanii przeciwko Kościołowi, owoc głębokich studiów i długiego rozważania, rezultat naszych spostrzeżeń nad biegiem rzeczy ludzkich. Co nie udało się wszystkim naszym poprzednikom, którzy zbyt wyraźnie przeciwko Kościołowi występowali, tego możemy i musimy dopiąć za pomocą subtelności. Kościół uważa nas za swoje podpory, lecz właśnie przez nas upadnie. Na ustach mieć będziemy najpiękniejsze słowa i zapewnienia, w sercu zaś szydzić będziemy z niego. Cytacjami z Objawienia wyprzemy się całego Objawienia, bronią z Wiary wziętą wytępimy Wiarę na ziemi, wracając do pierwotnego Kościoła, wywrócimy Kościół. Skończyłem.

„Filozofowie” już ani słówka dodać nie mogli do tego, co im „teologowie” wyłożyli. Dziwili się tylko w duszy, jak mogli tak długo uważać „teologię” za swoją nieprzyjaciółkę. Ze szczerym żalem za dawną pomyłkę zawarli serdeczny, wieczny sojusz z „teologami”. Obie strony zobowiązały się udzielać sobie wszelką pomoc w obopólnych pracach i zabiegach, a przede wszystkim wspierać się w zyskiwaniu korzystnych miejsc i urzędów, oraz w zjednywaniu sobie rozgłosu i znaczenia. Następnie uroczyście przyjęto plan nakreślony przez „teologów” i postanowiono natychmiast zabrać się do przeprowadzenia go w życie.

Rozeszli się i czynili tak, jak postanowili.

––––––

To nam powiada mała książeczka z r. 1787 w prostych i pełnych treści wyrazach.

Tu wspomnieć należy, że owi „teologowie” i „filozofowie”, których niezrównaną charakterystykę podaje książeczka, postarali się o całkowite jej zniszczenie, zaraz po ukazaniu się w druku, tak, że oryginał należy teraz do bibliograficznych rzadkości.

Ten sam los spotkał francuskie tłumaczenie z 1825 r.

Okazuje się stąd, że owi „teologowie” i „filozofowie”, o których tu mowa, wcale nie byli tylko „straszydłem dla dzieci”, lecz że byli to ludzie z ciała i kości, i że istotnie wielki wpływ wywierali, oraz rozporządzali niepospolitymi środkami. – Teologowie ci odżyli teraz znowu w altkatolikach niemieckich.

Ażeby dopełnić wiadomości o losach tej pouczającej książeczki, dodamy, że wydawcy Analecta Juris Pontificii zamieścili w swoich szpaltach francuski jej przekład (Analecta, 1868, seria X, zesz. 84, pp. 1-32), aby ją ocalić od zupełnej zagłady.

––––––

Artykuł z czasopisma „Przegląd Katolicki”. Rok XI (1873). Warszawa 1873, ss. 805-808; 817-819. Rok XII (1874). Warszawa 1874, ss. 1-3. (Redaktor i Wydawca X. Antoni Sotkiewicz).

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

Przypisy:

(1) Zwracamy uwagę, że to jest pisane 1787 roku, a wygląda, jakby pisał jaki altkatolik dzisiejszy.

(a) Por. 1) „Nauki katolickie”, Prawdziwe oblicze XVIII wieku.

2) O. Mikołaj Jamin OSB, Myśli ściągające się do błędów tegoczesnych.

3) Ks. Jacek Tylka, Dogmatyka katolicka. O obojętności, czyli indyferentyzmie w rzeczach religii.

4) O. Stanisław Załęski SI, O masonii na źródłach wyłącznie masońskich.

5) Ks. Ernest Jouin, Papiestwo i masoneria.

6) Bp Władysław Krynicki, Sobór Watykański.

7) Ks. Marian Morawski SI, Filozofia i jej zadanie.

8) Henryk Hello, a) Nowoczesne wolności w oświetleniu encyklik. Wolność sumienia – wolność wyznania – wolność prasy – wolność nauczania. b) Syllabus w wieku XX.

9) a) Mały katechizm o Syllabusie. b) Mały katechizm o Nieomylności Najwyższego Pasterza.

10) Ks. Andrzej Dobroniewski, Modernizm i moderniści.

11) „Cahiers Romains”, Dla katolików rzymskich integralnych.

12) Ks. Walenty Gadowski, Nauka Kościoła. Wybór orzeczeń dogmatycznych Kościoła katolickiego i jego praw kanonicznych.

(Przyp. red. Ultra montes). http://www.ultramontes.pl/ciekawy_dokument.htm

––––––

Może się ktoś zdziwi, że zamieściłam tę broszurę we wpisie o Janie Pawle II, a przecież nie ma i nie może być w niej o nim ani słowa. Jeśli przestudiuje ktoś cierpliwy poniższe artykuły dowie się, że Jan Paweł był gorliwym uczniem takich teologów, jacy występują w powyższym dialogu:

Przed- i po-soborowe wspomnienia ks. inf. Józefa Clifforda Fentona:

http://breviarium.blogspot.com/2014/10/przed-i-po-soborowe-wspomnienia-ks-inf.html

http://katolikintegralny.wordpress.com/2014/08/17/modernisci-tradycji-katolickiej/

http://www.ultramontes.pl/Zdemaskowanie_Neokosciola.htm

PRAWDA O KOŚCIELE: Żydzi – Jan XXIII i Jan Paweł II – BP OLIVER ORAVEC

Ks. Rama P. Coomaraswamy, Posoborowi „papieże”.

Ks. Franciszek Radecki CMRI: Inspiratorzy, architekci Vaticanum II

Ks. Franciszek Radecki CMRI: Czy jesteście z papieżem?

W kościelnej heraldyce pojawił się nowy element. Drzewo wszystkich religii – http://www.bibula.com/?p=76940

http://gazetawarszawska.eu/2013/04/29/john-kenneth-weiskittel-trzecie-oko-wojtyly/

John Kenneth Weiskittel: Jan Paweł II i voodoo. d) Trzecie oko Wojtyły. Pielgrzymka Jana Pawła II do Indii.

John Vennari: Tajemnica popularności Jana Pawła II cz.1 – http://www.bibula.com/?p=24957

cz.2 – http://www.bibula.com/?p=26587

J. Exc. ks. bip Oliver Oravec: PRAVDA O CIRKVI (pełny tytuł w tłumaczeniu polskim: PRAWDA O KOŚCIELE. Czy Jan Paweł II jest katolikiem? Czy Watykan jest centrum Nowej sekty?), wydanej w 1998 r. http://www.ultramontes.pl/prawda_o_kosciele_spis.htm

Patrick Henry Omlor: Jan Paweł II Apostata.

Neopapież – fałszywy papież – KS. BENEDICT HUGHES CMRI

ks. Jean-Michel Gleize FSSPX: Problem z kanonizacją Jana Pawła II; http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/2028

Dlaczego Jan Paweł II nie jest świętym Kościoła katolickiego

http://gazetawarszawska.com/2014/05/16/sprawa-przeciwko-kanonizacji-jana-pawla-ii/

Czyż nie uczono nas, jako nauki Apostołów, że do ważności każdego sakramentu wymagane jest właściwe zastosowanie materii, formy i intencji, jak również ważność szafarza. Wszystkie te elementy muszą równocześnie występować, aby Sakrament był ważnie sprawowany. Jeśli brakuje jednego, nie ma sakramentu.

Wydaje się nieuniknionym, że moderniści zapowiedzą wkrótce rozpoczęcie “procesu” kanonizacji Jana Pawła II. Kiedy ten dzień nadejdzie, prawdziwi rzymscy katolicy będą wiedzieć z tego co tutaj przedstawiliśmy, że Kościół rzymskokatolicki – Prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa – nigdy nie rozważałby rozpoczęcia procesu kanonizacji Jana Pawła II. Istnieje po prostu zbyt wiele rzeczywistych przykładów skrajnych błędów doktrynalnych, aby przystępować do takiego “procesu”. Bądź co bądź, wiemy że ten dzień nadejdzie i będzie wymagał od prawdziwego, tradycyjnego rzymskiego katolika, aby porzucił wszelki “związek” z kościołem modernistów. Kościół zapoczątkowany na Vaticanum II nie jest Kościołem Jezusa Chrystusa, a przywództwo tego neokościoła nie może być utożsamiane z prawdziwym przywództwem Kościoła rzymskokatolickiego.

Ks. Kevin Vaillancourt

Znalazłam [Maria Flis]w kazaniu Jana Pawła o Duchu Świętym, w tomie:”Wierzę w Ducha Świętego.” Libreria Vaticana 1992 strona101, taki „kwiatek”:

„W Encyklice Dominum et Vivificantem przeprowadziłem analizę zwycięstwa Ducha Świętego nad grzechem w odniesieniu do dzieła Chrystusa Odkupiciela. […] Jest to zwycięstwo, które dokonało się poniekąd za pośrednictwem tego właśnie grzechu – największego, jakiego człowiek mógł się dopuścić: zabójstwa Jezusa, Syna Bożego. współistotnego Ojcu! Podobnie jednak, jak śmierć Boga-Syna przezwycięża ludzką śmierć, tak również grzech ukrzyżowania Boga-Syna (to chyba termin-neologizm wymyślony przez JPII, lub jemu podobnych „teologów”) przezwycięża ludzki grzech! Ów jerozolimski grzech z dnia Wielkiego Piątku – a zarazem: każdy ludzki grzech.” Uf, może już wystarczy tych herezji, gdyby grzech „przezwyciężał” grzech moglibyśmy grzeszyć ile wlezie, a każdy następny, zmazywałby poprzedni! Nota bene śmierć, choćby Największego Człowieka nie przezwycięża śmierci! Tylko posłuszeństwo Bogu bez względu na konsekwencje, w tym także śmierć, jest powodem ponownego nawiązania przymierza z Bogiem: On przywraca Swój dar ludziom: życie wieczne, objawia to w nowym Pierwszym Człowieku Jezusie wskrzeszając Go. Zmartwychwstanie Jezusa i Wniebowzięcie Maryi jest natychmiastową odpowiedzią Boga na to odnowienie Przymierza przez Jedynego Posłusznego (bezwzględnie) Człowieka – Nowego Adama, bezgrzesznego!

Jeśli ktoś jeszcze nie wie to informuję, że wspomnienie „świętego patrona wszystkich odstępców i heretyków” antypapieża Jana Pawła II, wyznaczono w neokościele na dzień 22 października.

Jan Paweł II (Żyd Wojtyła-Katz) i judaizm czyli apokalipsa

Home
Jan Paweł II (Żyd Wojtyła-Katz) i judaizm czyli apokalipsa

Źródło: http://www.nostra-aetate.org/JP_II_JUIFS_2/jp2.html

Brak daty publikacji

Tłum. i opr. GREGORIUS

Hołd złożyły JPII-Wojtyle-Katzowi następujące organizacje żydowskie:

Anti Defamation League – http://www.nostra-aetate.org/JP_II_JUIFS_2/ADL_PopeJohnPaulII-InOwnWords.pdf

Center for Christian Jewish Learning – http://www.nostra-aetate.org/JP_II_JUIFS_2/Definer_of_New_Relationship.pdf

The Jewish American Committee – http://www.nostra-aetate.org/JP_II_JUIFS_2/jpiiinmemorium.pdf

The Pave the Way Foundation – http://www.nostra-aetate.org/JP_II_JUIFS_2/PapalAudience.pdf

http://www.nostra-aetate.org/JP_II_JUIFS_2/JewishDelegationProgram.pdf

Watykan- Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz odczytuje swoje przesłanie do około 160 rabinów, członków nowojorskiej fundacji „The Pave the Way Foundation” podczas audiencji w Watykanie 18 stycznia 2005 roku. „Niechaj będzie to okazja do odnowionego zaangażowania na rzecz większego zrozumienia i współpracy w służbie budowania świata mocniej opartego na szacunku dla boskiego wizerunku każdej ludzkiej istoty”- powiedział JP-2-Wojtyła-Katz.

(Pomimo podstępnych słów, sens tych słów należy rozumieć jako wezwanie do budowania New World Order z żydowskimi władcami świata jako istotami boskimi-tłum.)

Watykan- 17 stycznia, JP2-Wojtyła-Katz siedzi z emerytowanym rabinem Rzymu Ellio Toaff’em (trzeci od lewej) podczas „Koncertu Pojednania” w Sali Pawła VI, 17 stycznia 2004 roku w Watykanie. Koncert w intencji pokoju religijnego odbył się pod batutą maestro Gilberta Levine wraz z Pitsburgh Symphony Orchestra i chóru złożonego ze śpiewaków orkiestr filharmonicznych Londynu, Krakowa i Ankary.

Watykan, neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz, w swoich prywatnych apartamentach, otrzymuje dar od Wielkiego Rabina aszkenazyjskiego Yona Metzger (po lewej) i od jego sefardyjskiego odpowiednika, Shlomo Amar, 16 stycznia 2004 roku w Watykanie. Dwóch Wielkich Rabinów izraelskich prosiło neo-„papieża” o użycie jego wpływu w położeniu kresu terroryzmowi „który uderza w niewinnych i zagraża pojednaniu”. „Oficjalny dialog pomiędzy Kościołem Rzymsko-Katolickim (?!) i Głównym Rabinatem Izraela jest znakiem wielkiej nadziei dla dwóch religii”- powiedział neo-„papież” JP-2-Wojtyła-Katz. Dodał także, że „musimy uczynić wszystko w wysiłku wspólnej pracy dla światowej sprawiedliwości, pokoju i pojednania wszystkich ludzi”. (I znowu mętna mowa o New World Order. Cóż, takie wyznaczone zadanie ma ten osobnik-tłum.)

Watykan, rabin Marvin Hier (w centrum), szef Centrum Szymona Wiesenthala wręcza neo-„papieżowi” JP2-Wojtyle-Katzowi nagrodę. Uroczystość odbyła się dnia 1 grudnia 2003 roku w Watykanie podczas prywatnej audiencji. Neo-„papież” otrzymał nagrodę za aktywność w ustanawianiu wzajemnych stosunków pomiędzy żydami i chrześcijanami. (?!, chyba mowa o judeochrześcijanach?-tłum.)

Watykan, rabin Marvin Hier (po lewej) otoczony członkami Centrum Szymona Wiesenthala rozmawia z neo-„papieżem” JP2-Wojtyłą-Katzem w dniu 1 grudnia 2003 roku w Watykanie podczas prywatnej audiencji. Neo-„papież” otrzymał nagrodę za swoje aktywne zaangażowanie na rzecz stosunków pomiędzy żydami i „chrześcijanami”.

Asyż, Włochy. Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz „modli się” z rabinem dnia 24 stycznia 2002 roku w Asyżu. Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz gościł około 200 przywódców wyznań świata i tutaj podczas „pielgrzymki pokoju” powiedział on, że jest zdeterminowany aby „rozproszyć ciemne chmury terroryzmu” i konfliktów. (No proszę, i on walczy z terroryzmem-tłum.).

Jerozolima, palestyński duchowny muzułmański, szejk Tatzir Tamimi (centrum) idzie przed neo-„papieżem” JP2-Wojtyłą-Katzem i głównym rabinem Israelem Lau (po lewej) podczas międzyreligijnego spotkania w kościele p.w. Notce Dame w Jerozolimie dnia 23 marca 2000 roku. Lau i Tamimi wyrazili ostre, konkurencyjne żądania w stosunku do Jerozolimy podczas forum z uczestnictwem neo-„papieża”, którego celem było religijne pojednanie.

Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz otoczony przez lokalnych reprezentantów różnych religii, 12 września 2003 roku w Bańskiej Bystrzycy, 230 kilometrów na północny wschód od słowackiej stolicy Bratysławy podczas czterodniowej gościny na Słowacji.

Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz wita delegację Anti Defamation League w Watykanie z modlitwą o zakończenie rasizmu i zapewnieniami, że „bliskie więzi przyjaźni” pomiędzy żydami i katolikami (?!) będą utrzymywane. „Kościół Katolicki i lud żydowski ciągle się radują z wzajemnych bliskich więzi przyjaźni”, powiedział neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz na delegacji Anti Defamation League, prowadzpnej przez Prezeskę Krajową Barbarę B. Balser i Dyrektora Krajowego Abrahama Foxman’a. Udział wziął także rabin Gary Bretton-Granaator, dyrektor Interfaith Affairs (Sprawy Międzywyznaniowe).

Minęło piętnaście lat ale rabin Mordecai Waxman ciągle jest podekscytowany za każdym razem kiedy widzi to zdjęcie. W 1987 roku był Przewodniczącym International Jewish Commission for Interreligious Consultation i pomyślnie wynegocjował wizytę neo-„papieża” JP2-Wojtyły-Katza w żydowskiej społeczności Miami (USA). Do rana zdjęcie dokumentujące historyczne spotkanie było na pierwszych stronach wszystkich gazet świata.

Rabin Mordecai Waxman, pionier dialogu międzyreligijnego, przemawia na zdjęciu do społeczności żydowskiej podczas gdy neo-„papież” uważnie słucha. Przypominając sobie szczegóły dnia, który przypadł na wrześniowy piątek, rabin powiedział że JP2-Wojtyła-Katz życzył zgromadzonym: „Shabbat Shalom” i „Shanah Tovah”. Następnie Wojtyła-Katz wyznał, że martwi go jego hebrajski akcent. „Intencja wychodzi z serca nie z ust”- zapewnił go rabin Waxman.

Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz odwiedził dwukrotnie Australię podczas swego urzędowania.

W 1986 roku przyjął w katedrze p. w. Najświętszej Maryi Panny delegację australijskiej społeczności żydowskiej a w styczniu 1995 roku spotkał żydowskich przedstawicieli podczas spotkania religijnego w Sydney. Zdjęcie powyższe wykonano w 1986 roku i ukazuje ono JP2-Wojtyłę-Katza podczas obdarowywania Hagadą i australijską Księgą Genesis, książką o pochodzeniu żydowskiej społeczności australijskiej. Żydowską delegację prowadził Leslie Caplan (po prawej), prezes Executive Council of australia Jewry. Na zdjęciu widać także neo-„arcybiskupa” (poźniej neo-„kardynała”) Clancy (po lewej), neo-„kardynała” Casaroli, rabina Raymonda Apple, profesora Grahama de Vahl Davisa i Roberta Zabluda. Kiedy neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz odwiedził Australię powtórnie w 1995 roku to jego dobra pamięć dobrze mu się przysłużyła i rozpoznał Jeremy Jonesa, który był jedynym australijskim żydem, który spotkał się oficjalnie z Wojtyłą-Katzem dwukrotnie. Poprzedni neo-„papież” Paweł VI-Montini (włoski kryptożyd) odwiedził Australię poźnym listopadem 1970 roku a jego podróż do Sydney była przygotowana przez zmarłego żyda sir Asher Joel. Podczas jego pobytu, podobnie jak i jego następca, spotkał się z delegacją australijskiego żydostwa.

Wojtyła-Katz szeroko na pamiątkowym zdjęciu uśmiechnięty podczas spotkania z członkami B’nai B’rith (żydowska masoneria) dnia 22 marca 1984 roku.

Neo-„papież” odwiedza izraelskie miejsce pamięci ofiar holocaustu, czwartek 23 marca 2000 roku, godzina 21:54. Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz odwiedzając Izrael powiedział, że Kościół Katolicki jest głęboko zasmucony z powodu chrześcijańskiej nienawiści i aktów prześladowań skierowanych przeciwko żydom. Neo-„papież” przemawiał w „holokaustycznym” Yad Vashem. (Na zdjęciu widzimy również „ziejącego miłością” do Polaków Szewaha Weissa. Oczywiście Wojtyła-Katz, dla każdego normalnego katolika, jest oczywistym żydowskim hucpiarzem i kłamcą, który ukradł Tron Św. Piotra z pomocą żydomasońskiej ferajny i przepraszał żydów za wszelakie baśniowe katolickie i gojowskie przestępstwa popełnione rzekomo przeciwko „boskim żydom”. Sprawa ma się inaczej ze zjudaizowanymi, sentymentalno-miłośnie-miłosiernymi judeochrześcijanami których dogmatem jest „ fajność, miłość, miłosierdzie”).

Yaffa Eliach jest pionierską uczoną w tematyce holokaustyzmu oraz profesorem honorowym historii i literatury na wydziale judaistyki w Brooklyn College ze szczególnym obszarem specjalizacji w historii wschodnioeuropejskiej, rosyjskiej historii intelektualnej, badań holokaustycznych i chasydyzmu. Jest ona założycielką pierwszego Centrum Studiów Holokaustycznych w Stanach Zjednoczonych a także prezeską i założycielką Sztetl Foundation, która buduje w skali naturalnej replikę typowego, wschodnioeuropejskiego sztetl w Rishon Le-Zion w Izraelu. Oto historia poznania neo-„papieża” JP2-Wojtyły-Katza:

„30 lat temu pracowałam nad moją książką zatytułowaną „Hasidic tale sof the Holocaust” kiedy po raz pierwszy dowiedziałam się o polskim księdzu, który odmówił ochrzczenia żydowskiego dziecka ponieważ uważał że jest to niewłaściwe i że dziecko powinno pozostać w żydostwie. Polski ksiądz został Janem Pawłem II. Zadzwoniłam do niego mówiąc, że jest to pilne żeby potwierdzić tę historię. Powiedziałam watykańskim oficjelom, że mogę rozmawiać z Janem Pawłem II po polsku. I napisałam o Janie Pawle II w mojej książce, jest to na str. 142. Byłam z nim w kontakcie przez wiele lat. Od lat interesował mnie stosunek tego papieża do narodu żydowskiego. Zebrałam wiele zdjęć. Kiedy więc byłam profesorem wizytującym w Xavier University w Cincinnati, Ohio, podjęłam decyzję by skompilować wystawę o tym aspekcie jego życia pod tytułem „Wzajemne błogosławieństwa: papież Jan Paweł II i naród żydowski”. W październiku 2004 roku opowiedziałam papieżowi ze szczegółami o wystawie oraz sprezentowałam pudło zawierające muzykę kantora Moshe Koussevitzky, jego ulubioną muzykę oraz portret olejny. Pocałował mnie w rękę. Powiedział do mnie: „Mogę mówić ponieważ modlisz się za mnie do żydowskiego boga?” To było tak dla nas wspaniałe. Był to także ważny moment historyczny ponieważ pierwszy raz papież zerwał łańcuchy bolesnej historii pomiędzy katolikami i żydami, to on pierwszy wszedł do synagogi w 2000 roku i był pierwszym papieżem, który nawiązał stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Lubiłam go. Był taki nadzwyczajny. http://www.brooklyn.cuny.edu/bc/spotlite/news/index.php?link=090105

Braterskie spotkanie premiera Itzaka Rabina z neo-„papieżem” JP2 w połowie marca 1994. Rabin prosi neo-„papieża” o wsparcie w inicjatywie zwołania rozmów pokojowych.

Commendatore żyd Gary Krupp KCSG, prezydent The Pave the Way, zwraca się z przemówieniem do neo-„papieża” JP2-Wojtyły-Katza podczas, największej w historii, audiencji dla żydów w Sali Klementyńskiej w Pałacu Apostolskim dnia 18 stycznia 2005 roku.

Video : http://www.barhama.com/PAVETHEWAY/GK.html Przemówienie żyda Kruppa do Wojtyły-Katza kończące się słowami „Dziękuję, dziękuję, dziękuję, Szalom, szalom, szalom”

Video : http://www.barhama.com/PAVETHEWAY/pope.html Wojtyła-Katz odpowiada żydowi Kruppowi kończąc słowami „Szalom, szalom, szalom”

Video : http://www.barhama.com/PAVETHEWAY/rabbis.html Trzech rabinów błogosławi Wojtyłę-Katza

Video : http://www.barhama.com/PAVETHEWAY/people.htm

Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz pozdrowił delegację Anti Defamation League (ADL) w Watykanie dnia 14 kwietnia 2004 roku modlitwą o zakończenie rasizmu (czytaj- zakończenie oporu przeciwko żydowskiej tyranii) i zapewnieniami, że „bliskie więzi przyjaźni” pomiędzy katolikami i żydami będą nadal utrzymywane. Stosunki pomiędzy Anti Defamation League, Izraelem i Watykanem ciągle się polepszają. (czytaj, zażydzenie Watykanu zachodzi w tempie lawinowym).

Spotkanie głównych rabinów z neo-„papieżem” w Hekhal Shelomo, Jerozolima. Powitanie przez sefardyjskiego głównego rabina Eliyahu Bakshi-Doron i aszkenazyjskiego głównego rabina Meir Lau. Jerozolima 23.03.2000 rok.

Rabin Shook ofiarowuje neo-„papieżowi” prezent w imieniu Interfaith Community podczas wizyty neo-„papieża” w 1999 roku w Kongregacji Temple Israel.

http://www.ti-stl.org/dev/site/Leadership/001_Professional_Staff.cfm

Żyd Mellon pochyla się do ucha neo-„papieża” przekazując mu wyjaśnienie celu stworzenia jego popiersia. Plac Św. Piotra, 24 października 2001 roku.

Moment prezentacji popiersia neo-„papieża” neo-„papieżowi”. Od lewej do prawej stoją: rzeźbiarz żyd Marc Mellon, dr Anthony Cernera, rektor Sacred Hart University ; neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz i rabin Joseph Ehrenkranz.

Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz spotyka się z rabinem R.E. Toaff’em podczas świętowania 50-lecia państwa Izrael. Uwaga- specjalny znaczek okolicznościowy wydany przez Turkmenistan.

Żydomasoński rotarianin, żyd sir Sigmund Sternberg, jeden z londyńskich najbogatszych i najsprytniejszych ludzi, kieruje misją zakończenia nienawiści religijnej. Krótka lista osiągnięć Sternberga zawiera przygotowanie pierwszej w historii wizyty neo-„papieża w synagodze w 1986 roku i pomoc w zorganizowaniu żydomasońskiej sieci Rotary Club we Wschodniej Europie kilka lat później. Królowa Elżbieta II uszlachciła go w 1976 roku i tak samo uczynił Wojtyła-Katz w 1995 roku czyniąc go pierwszym żydowskim szlachcicem watykańskim.

Sternberg i Wojtyła-Katz

http://www.rotary.org/newsroom/features/0602_fr_faith.html

Watykański Dzień Modlitwy o Pokój w Asyżu, styczeń 1993 rok. Na zdjęciu rabin David Rosen ściskający rękę neo-„papieża” a obok neo-„kardynał” Roger Etchegaray.

Neo-„papież” JP2-Wojtyła-Katz zwołuje Dzień Światowej Modlitwy o Pokój w Asyżu, styczeń 2002. Na zdjęciu po prawej stronie widoczni żydowscy rabini.

JP2-Wojtyła-Katz zamówił specjalną kapę aby w niej wystąpić na otwarciu ceremonii milenijnej w Bazylice Św. Piotra. Barwy kapy zostały tak dobrane aby „reprezentowały Świątynię Jerozolimską”, informowały źródła watykańskie. Jeszcze jeden ukłon i ustępstwo wobec judaizmu ze strony „posoborowego” neo-„papieża” JP2-Wojtyły-Katza. W numerze „Vatican Magazine” z lutego 2000 roku na stronie 12 odnotowuje się następujący fakt: „Tego roku Jan Paweł wybrał specjalne barwy aby podkreślić wyjątkowość jubileuszu dwutysiąclecia. W wigilię Bożego Narodzenia nosił święty płaszcz jakiego przedtem nigdy nie widziano w Bazylice Św. Piotra! Jego barwy były krzykliwie błękitne, czerwone i złote i reprezentowały Świątynię Jerozolimską, podawały źródła watykańskie.”

Poniżej jeszcze jedno zdjęcie przedstawiające JP2-Wojtyłę-Katza właśnie odzianego w wyżej wspomnianą żydowską kapę oczywiście z nieodłącznym, bluźnierczym, swastykopodobnym pogrzebaczem imitującym crozier (pastorał).

Pierwsza w ogóle neo-„papieska” audiencja jakiej udzielił JP2-Wojtyła-Katz to była audiencja udzielona żydowskiej rodzinie Kluger, której Wojtyła-Katz nigdy nie próbował nawrócić na katolicyzm.

Najlepszym przyjacielem antypapieża JP2-Wojtyły-Katza był żyd Jerzy Kluger. Antypapież JP2-Wojtyła-Katz nigdy nie próbował nawracać Klugera. W rzeczywistości Kluger powiedział, że JP2-Wojtyła-Katz nie dał mu nawet najmniejszego powodu aby myśleć, że chce go nawrócić. Kluger obdarza długoletnią przyjaźń z Wojtyłą-Katzem komplementem, że dzięki Wojtyle-Katzowi „poczuł się bardziej żydem”. W młodości Wojtyła-Katz grał w piłkę nożną w żydowskiej drużynie w roli żydowskiego bramkarza, przeciwko drużynie katolickiej.

Tutaj ( także na zdjęciach poniżej) antypapież JP2-Wojtyła-Katz wchodzi do żydowskiej synagogi (szatana) w Rzymie w 1986 roku. Prosimy zwrócić uwagę na wyjątkową serdeczność i radość widoczną podczas powitania (dwóch starszych braci w wierze) jak gdyby byli długoletnimi, serdecznymi, najlepszymi przyjaciółmi. Podczas swego pobytu w synagodze (szatana) antypapież schylił „pobożnie” głowę kiedy żydzi zaczęli modlitwę w intencji przyjścia żydowskiego „mesjasza” (antychrysta). Antypapież JP2-Wojtyła-Katz wielokrotnie zaprzeczał i odrzucał dogmat skodyfikowany na Soborze Florenckim (że Stare Przymierze przestało obowiązywać i nie może być przestrzegane bez utraty zbawienia) oświadczając, że Stare Przymierze jest ciągle ważne i dlatego żydzi mogą być zbawieni bez nawrócenia się do Chrystusa.

W otoczeniu całej zgrai swoich starszych braci w wierze talmudycznej i kabalistycznej. Cóż za radość nie do opisania! Podczas wizyty w synagodze (szatana).

Wewnątrz synagogi (szatana).

JP2-Wojtyła-Katz kładzie swoją rękę na „Ścianie Płaczu” nz starym mieście w Jerozolimie w 2000 roku. Antypapież odwiedził trzy święte miejsca: Wzgórze Świątynne, Ścianę Płaczu i Kościół Grobu Świętego. Jak przystało na wyznawcę Wielkiego Budowniczego Wszechświata, modli się wszędzie gdzie są „świętości”, pomijając ich przynależność i pochodzenie religijne. Po prostu szlachetny, humanistyczny, politeistyczny panteista.

Wzruszające! I o wzruszenie tu chodzi!

Antypapież JP2-Wojtyła-Katz przegląda książkę, która ma być sprezentowana obecnemu premierowi Izraela Shimonowi Peresowi. Obok Peresa stoi jego doradca prasowy Uri Savoir i dyrektor biura premiera generał Abraham Tamir, 19 luty 1985.

Premier Izraela Yitzak Rabin na spotkaniu z antypapieżem JP2-Wojtyłą-Katzem. Premier wręcza w prezencie Wojtyle-Katzowi starożytną, glinianą wazę. Po lewej stronie Peresa stoi dyrektor biura premiera generał Shimon Sheves, 17 marca 1994 rok.

Wizyta antypapieża JP2-Wojtyły-Katza w Izraelu. Na zdjęciu ogólny widok JP2-Wojtyły-Katza odwiedzającego „Ohel Yizkor” w Yad Vashem, muzeum holokaustiańskim w Jerozolimie. Dnia 23 marca 2000 roku JP2-Wojtyła-Katz zapalił znicz w „Ohel Yizkor” w Yad Vashem.

Mistyczne doznania w Ohel Yizkor.

JP2-Wojtyła-Katz na modlitwach u braci faryzeuszy w świątyni Yad Vashem.

Wojtyła-Katz rozpala święty ogień holokaustiański w Ohel Yizkor.

Fotograf rządowego biura prasowego Moshe Milner obdarowujący JP2-Wojtyłę-Katza swoją książką „Jesus 2000”, Watykan 4 marca 1999 rok.

Wizyta antypapieża JP2-Wojtyły-Katza w Izraelu. Na zdjęciu śpiewak Yoram Gaon występujący podczas ceremonii zorganizowanej przez żydów na cześć JP2-Wojtyły-Katza w Beit Hanassi.

Premier Izraela Benjamin Netanyahu obdarowuje JP2-Wojtyłę-Katza prezentem podczas wizyty w Watykanie. Obok Sara Netanyahu. 3 luty 1997 rok.

Wizyta antypapieża JP2-Wojtyły-Katza w Izraelu. Na zdjęciu JP2-Wojtyła-Katz odprawia judeochrześcijańską neo-„mszę” w Korazim dnia 24 marca 2000 roku. W tle tron antychrysta z odwróconym, satanistycznym krzyżem symbolizującym upadek chrześcijaństwa (oczywiście według starszych braci w wierze).

Wojtyła-Katz zasiadł na odpowiednim dla niego tronie.

Tutaj widoczny przy tronie antychrysta, wyszydzającym chrześcijaństwo i dodatkowo dzierżący swój atrybut antypapieża, imitujący papieski crozier (pastorał), pogrzebacz swastykoidalny z jakimś satanistycznym potworkiem umieszczonym na nim.

Wygłaszający przemówienie w Ohel Yizkor w Yad Vashem, Jerozolima.

Wizyta antypapieża JP2-Wojtyły-Katza w Izraelu. Na zdjęciu JP2-Wojtyła-Katz uczestniczy w konferencji trzech monoteistycznych religii w „Notre Dame”, Jerozolima. Po lewej stronie antypapieża siedzi faryzeusz rabin Lau Amos Ben Gershom. 23 marca 2000 rok.

ŻYDOMASOŃSKA REWOLUCJA W „KOŚCIELE KATOLICKIM”: PARĘ SŁÓW WYJAŚNIENIA WZBURZONYM NEO-„KATOLIKOM”

Dzięki uprzejmości Redakcji SS, która udzieliła swych łamów dla udostępnienia informacji dotyczących żydomasońskiej rewolucji w Kościele Katolickim ostatecznie i formalnie uwieńczonej „Soborem Watykańskim II”, GREGORIUS pragnie wyrazić swoje wyrazy wdzięczności w/w Redakcji za odwagę udostępnienia szerszej rzeszy czytelników faktów powszechnie w naszym Kraju skrywanych przed opinią publiczną a na Zachodzie i w ogóle w świecie wielce popularyzowanych. Nie są to żadne materiały tajne ani sekretne, pochodzą głownie ze źródeł watykańskich. GREGORIUS do pewnego stopnia rozumie szok co poniektórych, nazwijmy to najtrafniej chyba, katolików sentymentalno-obyczajowych, których wiara jest raczej mgławicowa jak i znajomość samego katolicyzmu pozostawia, eufemistycznie to ujmując, wiele do życzenia. Oczywiście GREGORIUS ma na myśli wstrząs wywołany powyższym materiałem, który jest zaledwie kroplą w morzu jeśli chodzi o „działalność” tak zwanego neo-„kościoła” posoborowego i osoby podstępnie podszywające się pod Wikariuszy Chrystusa. Mając to na uwadze, GREGORIUS pozwolił sobie wykorzystać znaleziony w Internecie „List do duchowieństwa diecezji Rockford” autorstwa księdza Michaela Oswalt’a jako materiał stosunkowo jasnym i przystępnym napisany językiem a wyjaśniający powody istniejącego chaosu w Kościele Katolickim, który de facto istnieje już w formie katakumbowej. To co mamy dzisiaj przed naszymi oczyma jest niestety sprytnym żydomasońskim falsyfikatem. GREGORIUS ma nadzieję, że przynajmniej znajdzie się parę osób zainteresowanych tym tematem i przebrnie przez poniższy tekst w poszukiwaniu prawdy dotyczącej obecnego stanu otaczającej nas rzeczywistości. Postara się on także o udostępnienie jeszcze innych, może nawet drastyczniejszych materiałów, dotyczących tej tragicznej tematyki, które są nieobecne w publicznej przestrzeni krajowej natomiast znane są szeroko na Zachodzie pod ogólną nazwą judaizacji KRK i jego apostazji.

Jeszcze raz gorące podziękowania Redakcji SS za udostępnienie możliwości mówienia prawdy w dzisiejszym całkowicie zakłamanym świecie. Bóg zapłać.
Odrzucenie fałszywego kościoła

(List do duchowieństwa diecezji Rockford)

KS. MICHAEL OSWALT

––––––––––

Nota redakcyjna: Po sześciu latach studiów w Mundelein, soborowym seminarium w Chicago, Michael Oswalt został wyświęcony w nowym rycie święceń kapłańskich. Chociaż w seminarium trzymał się tradycyjnego katolickiego sposobu myślenia, to dopiero po otrzymaniu swojego pierwszego przydziału do parafii jego oczy tak naprawdę otworzyły się na skutki modernizmu. Z Bożej łaski, otrzymanej zwłaszcza dzięki codziennemu odmawianiu Różańca oraz całkowitemu poświęceniu się Jezusowi przez Maryję, przekonał się, że nowy soborowy kościół nie jest prawdziwym Kościołem katolickim. Ostateczne oświecenie przyszło, gdy pewnego dnia jego przełożony zadał mu pytanie: “Czy chcesz być członkiem przedsoborowego czy posoborowego Kościoła?”. Michael zrozumiał, że nie może już dłużej pozostać w soborowym kościele.

Poniżej zamieszczamy list, który w marcu 2009 roku skierował do wszystkich księży diecezjalnych, dotyczący powodów porzucenia Novus Ordo. Obecnie studiuje, aby zostać właściwie wyświęconym do stanu kapłańskiego w tradycyjnym rycie Kościoła. (Ks. Michael Oswalt przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa Marka A. Pivarunasa 29 czerwca 2011 r. – Red. Um).

––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––

Drodzy przyjaciele kapłani diecezji Rockford!

Powodem opuszczenia przeze mnie diecezji Rockford było to, że doszedłem do wniosku, iż zmiany uchwalone przezVaticanum II są nie do pogodzenia z rzymskim katolicyzmem.

Nikt nie zaprzeczy, że Vaticanum II narzucił wprowadzenie głębokich i olbrzymich zmian w Kościele katolickim. Jednakże każda zmiana jest albo marginalna albo istotna. Gdyby zmiany dokonane przez Vaticanum II były tylko drugorzędne, to stawianie im oporu nie miałoby żadnego uzasadnienia, nawet jeśliby ktoś uważał je za uciążliwe. Z drugiej strony, jeśli te zmiany dotyczą istotnych kwestii, to zmiany zapoczątkowane przez Vaticanum II nie są niczym innym jak tylko ustanowieniem nowej religii, która różni się zasadniczo od rzymskiego katolicyzmu. W takim wypadku, obowiązkiem każdego katolika, a zwłaszcza kapłanów, byłoby opieranie się tym zmianom i dążenie do wyrugowania ich z katolickich budynków i instytucji, jak to w przeszłości czynili katolicy starając się przepędzić arianizm, nestorianizm, protestantyzm i wiele innych herezji, jakie próbowały zawładnąć Kościołem rzymskokatolickim.

Od wielu lat studiuję różnice między katolicyzmem przedsoborowym, a posoborową religią. Różnice te wydają mi się niezwykle głębokie. Ale we wszystkich przypadkach starałem się jak tylko mogłem udzielać zawsze kredytu zaufania tym, którzy je wprowadzali. W wielu przypadkach prowadziło mnie to do zaprzeczania sobie samemu, tzn. zaślepienia na fakty, o których w moim sercu byłem przekonany, że są prawdziwe, ale których nie byłem w stanie uznać za prawdziwe.

Nikt również nie zaprzeczy, że Wiarą, którą aż do “Drugiego Soboru Watykańskiego” wyznawano i praktykowano był rzymski katolicyzm, to znaczy, religia i Kościół założony przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, który uznajemy za jedyny, prawdziwy Kościół, poza którym nie ma zbawienia. Każdy musi zatem przyznać, że aby posoborowa religia spełniała kryteria prawdziwej rzymskokatolickiej religii, musi być co do istoty zgodna we wszystkich rzeczach z przedsoborową Wiarą i praktyką. Innymi słowy, ażeby legalnie i zgodnie z prawdą podawać się za rzymskokatolickich kapłanów, konieczne jest by istniała zasadnicza ciągłość pomiędzy przedsoborową Wiarą i posoborowymi zmianami. Jeśli ta substancjalna ciągłość została zerwana, to wtedy my jako kapłani tracimy więź z naszym Panem Jezusem Chrystusem, z Kościołem rzymskokatolickim, z każdym prawdziwym rzymskim Papieżem jaki zasiadał na tronie Piotrowym, ze wszystkimi świętymi w niebie, w rzeczywistości z każdym katolikiem, jaki poprzedził nas w Wierze. Tracimy naszą przynależność do apostolskości, do jedności wiary, do katolickości i do świętości. Doprawdy, trudno byłoby pomyśleć o czymś bardziej fałszywym, bardziej absurdalnym, bardziej bezużytecznym, mało tego – bardziej niebezpiecznym, niż kapłan, który mieniąc się katolikiem utracił ciągłość ze świętą tradycją rzymskiego katolicyzmu.

Pozostaje mi zatem wykazać prawdziwość twierdzenia o braku ciągłości między teraźniejszością a przeszłością, twierdzenia, które niektórym może wydawać się nieprawdopodobne, ale które dla jeszcze innych jest prawdą głęboko pogrzebaną w umysłach i niezwykle ciążącą im na sercu. Ilość dowodów uzasadniających obrane przeze mnie stanowisko jest naprawdę ogromna. Oddanie sprawiedliwości materiałowi dowodowemu, który musi być przedstawiony wymagałoby książki wielotomowej objętości. Przedstawię jednakże te przekonujące fakty i argumenty w skróconej formie i jednocześnie zachęcam wszystkich, którzy mogą zainteresować się tym tematem do jego dalszego studiowania w różnych książkach, stronach internetowych i periodykach.

Przedstawię dowody w następujący sposób:

1. herezje zawarte w Vaticanum II;

2. herezja zawarta w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 roku oraz grzeszne praktyki usankcjonowane przez ten Kodeks;

3. dlaczego Nowa Msza z 1969 roku jest fałszywym i niekatolickim obrzędem, będąc liturgicznym wyrazem herezji Vaticanum II;

4. heteropraxis religii Vaticanum II, tzn. potwierdzenie heretyckiej natury Vaticanum II przez wspólne obrzędy i praktyki religiiVaticanum II, czy to oficjalnie usankcjonowane i stosowane w praktyce przez jego hierarchię, czy też jedynie zatwierdzone przez przemilczenie na poziomie powszechnym;

5. w jaki sposób istotnie zmieniono sakramenty, prowadząc w wielu przypadkach albo do ich nieważności albo wątpliwej ważności;

6. herezje, które są publicznie wyznawane przez Benedykta XVI;

7. jak w nowej religii Vaticanum II nie można znaleźć czterech znamion katolickiego Kościoła.

Dokonam następnie podsumowania wskazując, że w trzech najważniejszych elementach każdej religii, a mianowicie w doktrynie, liturgii i dyscyplinie, Vaticanum II i następujące po nim zmiany spowodowały zasadniczą zmianę katolickiej Wiary. Wyciągnę stąd wszystkie logiczne wnioski, zarówno teoretyczne jak i praktyczne.

Herezje zawarte w Vaticanum II

“Sobór” ten mieści w sobie cztery główne herezje.

Pierwszą jest herezja ekumenizmu, zawarta w dokumencie Unitatis redintegratio, który głosi, że niekatolickie religie są środkami zbawienia. Ta heretycka doktryna została później wyeksponowana w Catechesi tradendae Jana Pawła II. Twierdzenie to stoi w bezpośredniej sprzeczności z doktryną, że poza Kościołem nie ma zbawienia, którą Papież Pius IX nazwał “najbardziej znanym katolickim dogmatem”. W encyklice Mortalium animos z 1928 roku Papież Pius XI potępił zarówno samą tę koncepcję jak i praktyki ekumeniczne.

Druga herezja dotyczy jedności Kościoła, a mianowicie, że Kościół Chrystusowy nie jest wyłącznie utożsamiany z Kościołem katolickim, lecz jedynie istnieje w nim. Ta heretycka doktryna jest zawarta przede wszystkim w dokumencie Lumen gentium, a jego heretyckie znaczenie potwierdzone zostało w oświadczeniach Jana Pawła II i Benedykta XVI, zwłaszcza w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 roku, w Orzeczeniu dotyczącym Kościoła i komunii z 1992 roku oraz w Dyrektorium ekumenicznym. Stoi w sprzeczności z nauką Kościoła katolickiego, zawartą głównie w Satis cognitum Papieża Leona XIII, Mortalium animosPapieża Piusa XI, Mystici Corporis Papieża Piusa XII i w potępieniu “teorii Kościołów siostrzanych” (“Branch Theory”) wydanym przez Święte Oficjum za pontyfikatu Papieża Piusa IX.

Trzecią jest herezja wolności religijnej z dokumentu Dignitatis humanae, który niemal słowo w słowo głosi doktrynę potępioną przez Papieża Piusa VII w Post tam diuturnas, przez Papieża Grzegorza XVI w Mirari vos, przez Papieża Piusa IX wQuanta cura i przez Papieża Leona XIII w Libertas praestantissimum. Nauczanie Vaticanum II o wolności religijnej kwestionuje również królewską godność Jezusa Chrystusa w społeczeństwie opisaną w encyklice Quas primas Papieża Piusa XI oraz stałą postawę i praktykę Kościoła wobec społeczeństwa cywilnego.

Czwarta herezja kolegialności, zmienia monarchiczny ustrój Kościoła katolickiego, którym obdarzył go Boski Zbawiciel. Doktryna Vaticanum II – potwierdzona przez Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku, stwierdzający, że podmiotem (posiadaczem) najwyższej władzy w Kościele jest kolegium biskupów wraz z papieżem – jest sprzeczna ze zdefiniowaną na soborach Florenckim i Watykańskim doktryną.

Herezja głoszona w Kodeksie Prawa Kanonicznego (1983) oraz usankcjonowane przez nią grzeszne praktyki

Kodeks Prawa Kanonicznego (z 1983 r.) zawiera herezję Vaticanum II dotyczącą jedności Kościoła, zawartą w dokumencieLumen gentium (1). Daje również przyzwolenie na świętokradztwo wobec Najświętszego Sakramentu, poprzez dopuszczenie przyjmowania Komunii świętej przez niekatolików, co jest grzechem śmiertelnym oraz zezwalając na communicatio in sacris z niekatolikami, co też stanowi śmiertelny grzech. Ponadto, Dyrektorium ekumeniczne z 1993 roku daje zgodę na ekumeniczne praktyki, które Kościół zawsze uznawał za śmiertelnie grzeszne.

Dlaczego Nowa Msza (1969) jest fałszywą i niekatolicką formą kultu, będąc liturgicznym wyrazem herezjiVaticanum II

1. Oryginał Ogólnego Wprowadzenia (2) zawiera heretycką definicję Mszy;

2. Powstała ona z wyraźną intencją stworzenia ekumenicznej liturgii, podobającej się protestantom, odartej z katolickich prawd dotyczących kapłaństwa, Ofiary Mszy Świętej i Rzeczywistej Obecności Chrystusa w Świętej Eucharystii;

3. Powstała z udziałem sześciu protestanckich duchownych, co ukazuje heretyckiego ducha towarzyszącego jej powstaniu i opracowaniu;

4. Jej autorzy systematycznie usuwali z modlitw i lekcji nauki, które byłyby obraźliwe dla heretyków;

5. Głosi – zarówno przez pominięcia jak i symbolikę oraz gesty – herezje i błędy dotyczące kapłaństwa, Ofiary Mszy Świętej i Rzeczywistej Obecności Chrystusa w Świętej Eucharystii;

6. Jest najprawdopodobniej nieważna z powodu braku właściwej intencji u tego, kto ją odprawia, a wynikającej – przynajmniej w języku narodowym – z bluźnierczej zmiany słów Chrystusa w formule konsekracji;

7. Pierwsze wydanie w czwartej modlitwie eucharystycznej zawierało ariańską herezję, odnosząc się do Boga Ojca: “Tylko Ty jesteś Bogiem”, bez żadnego odniesienia do pozostałych Osób (3).

Heteropraxis religii Vaticanum II

To znaczy, potwierdzenie heretyckiej natury Vaticanum II przez codzienne, powszechne obrzędy i praktyki religii Vaticanum II, czy to urzędowo usankcjonowane i stosowane w praktyce przez jego hierarchię, czy też jedynie milcząco zatwierdzone na poziomie powszechnym. Potwierdzeniem faktu, prawdy iż Vaticanum II rzeczywiście wprowadził, zaszczepił nową i fałszywą religię do instytucji Kościoła katolickiego jest kontynuowanie przez lata obrzydliwych praktyk. Należą do nich:

a. grzechy przeciwko Pierwszemu Boskiemu Przykazaniu w postaci wszelkiego rodzaju ekumenicznych nabożeństw;

b. duszpasterskie i liturgiczne praktyki, które domyślnie wybaczają homoseksualne grzechy;

c. dziwaczne i bluźniercze aberracje liturgiczne, w których to niekiedy biorą udział nieprzyzwoicie ubrane dziewczęta oraz/lub wykorzystuje się obrzędy wywodzące się z pogaństwa;

d. zniszczenie Sakramentu Małżeństwa przez masowe udzielanie unieważnień oraz podawanie fałszywych powodów;

e. domyślne, a czasami jawne, tolerowanie sztucznej kontroli urodzeń;

f. rozpanoszenie się herezji w katolickich seminariach, uniwersytetach i szkołach parafialnych;

g. istotna zmiana Sakramentu Ostatniego Namaszczenia przez udzielanie go tym, którzy nie znajdują się w bezpośrednim niebezpieczeństwie śmierci;

h. praktyka komunii na rękę, skutkująca tym, że to co jest rzekomo Ciałem i Krwią Chrystusa wielokrotnie traktowane jest w niezwykle świętokradzki sposób.

W jaki sposób istotnie zmieniono sakramenty, prowadząc w wielu przypadkach albo do nieważności albo wątpliwej ważności

Wprowadzenie nowego rytu ordynacji biskupich z 1968 roku spowodowało, że konsekracje biskupie w obrządku łacińskim stały się nieważne. Chociaż rzekomo wykorzystuje formę wywodzącą się ze wschodnich rytów, to w rzeczywistości to, co zaczerpnięto z tych obrządków nie jest istotną formą konsekracji biskupa, lecz raczej ceremonią wprowadzenia na urząd patriarchów, którzy zostali już konsekrowani. Obrzęd konsekracji z 1968 roku nie wspomina o łasce biskupiej godności jako pełni stanu duchownego.

Nie trzeba przypominać ogromu rozmiarów tego problemu, skutkującego tym, że od roku 1968 ważność biskupów obrządku łacińskiego zaczęła stopniowo gasnąć, a wraz z nią ważność kapłanów, których oni próbują wyświęcać. Niezależnie od wszystkich innych rozważań na temat Vaticanum II i jego konsekwencji, ten skutek jest bez porównania najgorszy. To z kolei, unieważniło lub poddaje w wątpliwość ważność wszystkich pozostałych sakramentów z wyjątkiem Chrztu i Małżeństwa.

Ponadto, ważność Mszy została naruszona przez intencję obrzędu, która jest wyrażona w Ogólnym Wprowadzeniu. W dokumencie tym, słowa konsekracji – dotychczas oddzielone od reszty tekstu i drukowane pogrubioną czcionką – są teraz “ustanowieniem narracyjnym”. Lecz jeśli kapłan, nawet ważnie wyświęcony, wymawia te słowa jako zaledwie w formie narracyjnej, to on nie konsekruje Ciała i Krwi Chrystusa – z powodu braku właściwej intencji. Doprawdy, te właśnie słowa “ustanowienie narracyjne” w odniesieniu do uświęconej deklaracji kapłana – “To jest Ciało Moje” dokonującej Przeistoczenia, są niezbitym dowodem na protestancki charakter Nowej Mszy.

Ważność konsekracji wina jest poddana w wątpliwość przez fałszywe tłumaczenie pro multis jako za wszystkich. Każdy z podstawową znajomością oryginalnej greki wie, że jest to błędne tłumaczenie tych najświętszych słów, doprawdy bluźniercze wypaczenie faktycznych słów Chrystusa. Ponieważ możliwe jest, że słowa te są wymagane dla ważności, konsekracja wina w Nowej Mszy staje się wątpliwa, ponieważ to błędne tłumaczenie może stanowić substancjalną zmianę zasadniczej formy.

Lecz religia Vaticanum II porzuciła samo pojęcie konieczności właściwej materii i formy, w każdym razie z chwilą gdy Jan Paweł II zaaprobował jako ważne “msze” kościoła asyryjskiego – schizmatyckiej sekty wywodzącej się od nestorianów – którego “msze” nie zawierają żadnych słów konsekracji. Taka aprobata stanowi odejście od powszechnego nauczania Kościoła i praktyki dotyczącej ważności sakramentów, dlatego też jest heretycka.

Inne zmiany rzucają wątpliwość co do ważności Sakramentów Ostatniego Namaszczenia, Bierzmowania i Kapłaństwa.

Herezje, które są publicznie głoszone przez Benedykta XVI i innych członków hierarchii Vaticanum II

Benedykt XVI głosi m.in. następujące herezje:

1. Ekumenizm nie dąży do tego, aby wyznawca innej religii nawrócił się na religię katolicką.

2. Żydowskie mesjanistyczne oczekiwanie jest nienadaremne.

3. Istnieją zupełnie słuszne powody by mówić, że Stary Testament nie odnosi się do Chrystusa.

4. Poddaje w wątpliwość dogmat o prymacie jurysdykcji rzymskiego Papieża.

5. Fakt, iż uznaje on schizmatyckich biskupów za “pasterzy Kościoła”.

6. Fakt, iż żywi nadzieję, że protestanckie sekty nie rozpadną się, lecz “umocnią się w swych przekonaniach religijnych i kościelnej rzeczywistości”.

7. Kościół katolicki nie ma prawa wchłaniać innych kościołów, ale zamiast tego, “podstawowa jedność – Kościołów, które pozostaną Kościołami, by stać się jednym Kościołem – musi zastąpić ideę nawrócenia”.

8. Istnieje “zbawienna obecność Pana Boga w [protestanckiej] Ewangelickiej Wieczerzy Pańskiej”.

9. Protestantyzm nie jest herezją.

10. “Ważność liturgii zależy głównie, nie od konkretnych, ściśle określonych słów, lecz od wspólnoty Kościoła…”.

11. Chrzest niemowląt jest problematyczną praktyką.

12. Biblijna historia stworzenia po części opiera się na pogańskich przesłaniach.

13. Koran, który otwarcie neguje Bóstwo Chrystusa i odnosi się do niewiast jak do bydła, jest świętą księgą wielkiej religii, dla której żywi on szacunek.

14. Istnieją takie rzeczy jak pogańscy święci.

15. Niekatolickie religie są środkami zbawienia.

16. Termin “grzech pierworodny” jest mylący i niedokładny.

17. Kościół Chrystusowy istnieje poza obrębem Kościoła katolickiego.

18. Kościół Chrystusowy jest podzielony.

19. Jedność Kościoła wciąż znajduje się w procesie kształtowania.

20. Ważne jest, że każdy może należeć do wybranej przez siebie religii.

21. Nie będzie żadnego zmartwychwstania ciał (z grobu).

22. W Świętej Eucharystii, “Chrystus jest w chlebie”, co oznacza opowiedzenie się za nauką Lutra o impanacji czyli konsubstancjacji.

Ta lista mogłaby być dużo dłuższa, ale szczupłość miejsca nie pozwala nam na dalsze rozwijanie tematu. (Jeśli ktoś chciałby zobaczyć odniesienia i cytaty uzasadniające te oskarżenia o herezje, to może je ode mnie otrzymać).

W nowej religii Vaticanum II nie można znaleźć czterech znamion katolickiego Kościoła

Cztery znamiona Kościoła, wymienione w nicejskim wyznaniu wiary, stanowią zasadniczą charakterystykę prawdziwego Kościoła Chrystusowego, którymi to odróżnia się od fałszywych sekt. Ale właśnie tych czterech znamion – jeden, święty, katolicki i apostolski – brakuje religii Vaticanum II.

Nowa religia nie jest święta z powodu 1) publicznego wyznawania i promulgaowania herezji zarówno co do wiary jak i moralności; 2) fałszywych i złych zasad dyscyplinarnych; 3) ciężkich grzechów przeciwko Pierwszemu Przykazaniu, które to w imię ekumenizmu toleruje i promuje.

Nowa religia nie jest jedna, ponieważ jedność wiary została w niej zupełnie zniszczona. Utraciła jedność wiary z minionymi wiekami Kościoła, gdyż zerwała ze starożytnymi doktrynami. Nie posiada ponadto żadnej jedności wiary w swoim obrębie. Doprawdy, pozwala się na wszelkie doktrynalne odchylenia. Jedynym doktrynalnym grzechem po Vaticanum II jest przylgnięcie do katolickiej Wiary jako jedynej, prawdziwej Wiary.

Nowa religia nie jest katolicką, czyli powszechną, gdyż bez jedności doktryny, bez spójności z przeszłością, katolickość jest niemożliwa. Katolickość nie jest niczym innym jak byciem czymś jednym, tj., jedną wiarą, jedną dyscypliną i jedną liturgią, zastosowaną do wszystkich miejsc i czasów na świecie. Lecz już wykazałem zerwanie z przeszłością dokonane na tyle różnych sposobów, jak również wewnętrzny doktrynalny, dyscyplinarny i liturgiczny chaos, który obecnie istnieje w nowej religii. Dlatego też, nie ma ona żadnego znamiona katolickości.

I w końcu, nie ma apostolskiego charakteru. Religia Vaticanum II rozwiązała więzy jedności z Apostołami w doktrynie, kulcie i dyscyplinie. Przerwała linię ciągłości apostolskiej przez nieważne konsekracje biskupów. Zmieniła apostolską konstytucję Kościoła katolickiego zmieniając pojęcie i rolę rzymskiego Papieża.

Krótko mówiąc, nowa religia to nic innego jak niekatolicka sekta, tylko jedna z wielu, które pojawiły się na przestrzeni minionych dwóch tysięcy lat starając się zmienić Kościół Chrystusowy.

Z tego powodu, po wielu modlitwach i przemyśleniach, zdecydowałem się porzucić tę religię, która jest obca katolickiej Wierze jaka była zawsze znana i praktykowana oraz ukochana przez moich katolickich przodków. Chcę umrzeć w tej samej co oni wierze, a nie w modernizmie. Chcę być prawdziwym katolickim kapłanem i odprawiać ważną, katolicką Mszę, która przez wieki tak skutecznie uświęcała dusze i doprowadziła Kościół do takiej wspaniałej struktury, którą był Kościół w 1958 roku, gdy umierał Papież Pius XII.

Od tamtego brzemiennego w skutki dnia jego odejścia, katolicki Kościół wpadł w korkociąg regresu, niemoralności i nieszczęść. Został w opłakany sposób zredukowany do niewielkiej liczby wiernych, którzy zdecydowali się stawić opór nawałnicy modernizmu, tak energicznie potępionego przez świętego Piusa X. Niech Bóg udzieli mi łaski bym mógł żyć w prawdziwym i świętym katolickim stanie kapłańskimi i umrzeć w świętej Wierze naszych przodków. (a)

Ks. Michael Oswalt http://www.cmri.org Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa

–––––––––––

Przypisy:

(1) Uważna lektura tego Kodeksu ujawnia bardzo przebiegłe sformułowanie kanonów w taki sposób, że nie można ściśle utożsamić wiernych Chrystusowych z członkami ciała Kościoła katolickiego. Staje się raczej bardzo wyraźne, że wschodni schizmatycy i protestanci uważani są za członków “wiernych Chrystusowych” i członków Kościoła, ponieważ są ochrzczeni i “stanowią lud Boży”. Nie ma żadnej wzmianki o powstrzymywaniu skutków chrztu przez przynależność do heretyckich albo schizmatyckich sekt, publiczne głoszenie herezji albo przez wykluczenie przez kompetentną władzę Kościoła. Zamiast tego, sam chrzest czyni cię częścią Ludu Bożego, Chrystusowych wiernych, Kościoła.

(2) Ta definicja została szybko zmieniona w drugim wydaniu, ze względu na jej heretycką naturę.

(3) To również zostało później poprawione z powodu oczywistej heretyckiej zawartości.

(a) Zob. 1) Św. Pius X, Papież, Encyklika “Pascendi dominici gregis” o zasadach modernistów. 2) Papież Pius XI, Encyklika “Mortalium animos”. O popieraniu prawdziwej jedności religii. 3) Bp Mark A. Pivarunas CMRI, a) Sedewakantyzm. b) Odpowiedzi na zarzuty wobec stanowiska sedewakantystycznego. c) Vaticanum II “w świetle Tradycji”? d) Różnica między gorliwością misyjną świętego Patryka a duchem Vaticanum II. e) Sede vacante. Rocznica śmierci papieża Piusa XII. 4) Ks. Franciszek Radecki CMRI, Czy jesteście z papieżem? 5) Ks. Benedict Hughes CMRI, a) Karmić dusze nauką prawdy. b) Papież Pius XII – w pięćdziesiątą rocznicę śmierci. 6) John Daly, Nieprawdopodobny kryzys. 7) John Kenneth Weiskittel, a) Jan Paweł II i voodoo. b) Trzecie oko Wojtyły. Pielgrzymka Jana Pawła II do Indii. 8) Patrick Henry Omlor, a) Zbójecki Kościół: Część I. Część II. Część III. b) Jan Paweł II Apostata. (Przyp. red. Ultra montes).

————————

Papież miał Mamę Ukrainkę Tezę o ukraińskim pochodzeniu papieża nagłośnił historyk religii prof. Dmytro Stepowyk. Miał on zaszczyt czterokrotnie spotkać się z Papieżem. Twierdzi, że osobiście słyszał od Jana Pawła II następujące zdanie: „Jestem powiązany z narodem ukraińskim”. Ponadto profesor twierdzi, że matka Karola Wojtyły pochodziła ze słynnego ukraińskiego rodu Kaczorowskich. Z kolei ukraiński historyk z USA prof. Isydor Nahajewski pisze w jednej ze swych książek, że w czasie odwiedzin w Stanach Karol Wojtyła, jeszcze nie będąc papieżem, gościł w katedrze Instytutu Ukraińskiego na Uniwersytecie Harvarda. Miał wtedy powiedzieć, że jego matka była Rusinką i że zawdzięcza jej dobrą znajomość języka ukraińskiego.

————————

Emilia Wojtyła ur. w Białej, ale nie Białej koło Bielska jak błędnie początkowo sądzono,- ale z Białej na Ukrainie. Była wiec Rusinka czy Ukrainką lub zydówką / chazarką z dzisiejszej Ukrainy dawniej Biała rejon żółkiewski, obwód lwowski – a nie Polką. Dziadkowie papieża ponoć mieli pretesje do Felikasa za ten slub i nie akceptowali tego ałzeństwa – zewrwali z synem (Feliksem Kaczorowskim) – stąd przypuszczenie ze była z żydówką z terenu Ukrainy. Feliks Kaczurowski, syn Mikołaja Kaczurowskiego i Urszuli Malinowskiej, dziadek Papieża, ur. się w Michalowie koło Szczebrzeszyna.w 1849 r. Poślubił pochodzącą z Białej Marię Scholz, ale z Białej na Ukrainie (rejon żółkiewski, obwód lwowski). historyk religii prof. Dmytro Stepowyk opisuje że miał on zaszczyt czterokrotnie spotkać się z Papieżem i że osobiście słyszał od JPII: „Jestem powiązany z narodem ukraińskim”. Kaczurowskich. Z kolei ukraiński historyk z USA prof. Isydor Nahajewski pisze w jednej ze swych książek, że w czasie odwiedzin w Stanach Wojtyła, jeszcze nie będąc papieżem, gościł w Instytucieu Ukraińskiego na Uniwersytecie Harvarda. Miał wtedy powiedzieć, że jego matka była Rusinką i że zawdzięcza jej dobrą znajomość języka ukraińskiego.
Wersja o rusińskim pochodzeniu matki Jana Pawła II zaczęła się rozpowszechniać w środowiskach lwowskich dysydentów zaraz po wyborze kardynała Karola Wojtyły na głowę Kościoła katolickiego. do dziś wersja o ukraińskimi pochodzeniu Papieża jest powszechnie przyjęta. Podczas przygotowań do czerwcowej wizyty parę razy ją odświeżono. W kwietniu w bardzo popularnym talk-show „Tabu” nadawanym w Telewizji 1+1 przypomniał ją historyk religii prof. Dmytro Stepowyk. Miał on zaszczyt czterokrotnie spotkać się z Papieżem. Twierdzi, że osobiście słyszał od Jana Pawła II następujące zdanie: „Jestem powiązany z narodem ukraińskim”. Ponadto profesor twierdzi, że matka Karola Wojtyły pochodziła ze słynnego ukraińskiego rodu Kaczurowskich. Z kolei ukraiński historyk z USA prof. Isydor Nahajewski pisze w jednej ze swych książek, że w czasie odwiedzin w Stanach Karol Wojtyła, jeszcze nie będąc papieżem, gościł w katedrze Instytutu Ukraińskiego na Uniwersytecie Harvarda. Miał wtedy powiedzieć, że jego matka była Rusinką i że zawdzięcza jej dobrą znajomość języka ukraińskiego. : Syn dobrze wiedział, gdzie się urodziła matka i kim była. Tylko że w tamtych czasach nie spodobałoby się to w kurii. Jego Mama była Ukrainką ze sławnego rusińskiego rodu Kaczurowskich. Potwierdził to Jan Paweł II podczas prywatnej audiencji ze wybitnym historykiem religii prof. Nahajło

Ks. prof. Chrostowski: Obecni żydzi nie są naszymi starszymi braćmi w wierze

2010-01-17

Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, konsultorem Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego, rozmawia Irena Świerdzewska

Jak przyjął Ksiądz Profesor słowa redaktora naczelnego „L’Osservatore Romano” Giovanniego Marii Viana, że nazywanie Żydów naszymi „starszymi braćmi” jest już nieaktualne?

Z satysfakcją i wielką ulgą, bo to ważny element samoświadomości chrześcijańskiej. Wyrażenie Jana Pawła II „starsi bracia” wypowiedziane w 1986 r. w synagodze rzymskiej, doprecyzowane potem jako „starsi bracia w wierze”, wymagało od początku bardzo ostrożnego stosowania. Problem w tym, że wypaczono przekład tych słów z włoskiego na inne języki, w tym również na polski i wielokrotnie zafałszowywano ich rozumienie. Chociaż wiele razy w ciągu kilkunastu ostatnich lat postulowałem i prosiłem, także w rozmowie z ks. Adamem Bonieckim, ówczesnym redaktorem naczelnym polskiego wydania „L’Osserwatore Romano”, żeby te słowa papieża podawać we właściwym brzmieniu, te nawoływania pozostawały bez odzewu. Dobrze się więc stało, zwłaszcza w kontekście zapowiadanej wizyty Benedykta XVI w tej samej synagodze rzymskiej, w której przemawiał Jan Paweł II, że pojawiło się oficjalne i tak potrzebne doprecyzowanie.

Skąd wzięło się to wypaczenie?

W przemówieniu w synagodze rzymskiej Jan Paweł II powiedział: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii «zewnętrzna», lecz w pewien sposób «wewnętrzna». Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”. W przekładach tego przemówienia wyrzucono słowa „w pewien sposób”, na skutek czego formuła stała się bezwarunkowa. I to jest właśnie ów wielki teologiczny błąd, który oznacza poważne zafałszowanie wypowiedzi papieskiej i wypaczenie samych podstaw teologicznych relacji chrześcijańsko-żydowskich.

Jakie skutki niosło bezwarunkowe określanie Żydów jako naszych „starszych braci”?

Współczesny judaizm, czyli judaizm rabiniczny bądź talmudyczny, jest traktowany przez większość chrześcijan, co gorsza przez wielu teologów chrześcijańskich, jako religia Starego Testamentu. Sądzą oni, że współczesna religia żydowska jest kontynuacją religii biblijnego Izraela. W związku z tym twierdzą, że stanowi proste przedłużenie wiary i pobożności Starego Testamentu, co sprzyja traktowaniu chrześcijaństwa jako swoistej na nim narośli. Tymczasem, o czym doskonale wiedzą Żydzi, a często nie chcą wiedzieć teologowie chrześcijańscy, współczesny judaizm nie jest zwyczajną kontynuacją religii biblijnego Izraela! Na jej glebie wyrosły dwie religie: ta, która uznała Jezusa za Mesjasza, czyli chrześcijaństwo, oraz ta, która tego nie uczyniła i w dużej mierze ukształtowała się w konfrontacji z chrześcijaństwem, czyli judaizm rabiniczny. Dość paradoksalnie judaizm rabiniczny okrzepł i rozwinął się już po zaistnieniu chrześcijaństwa, a także w opozycji do niego. Ten paradoks historyczny ma ogromne konsekwencje teologiczne. Obie religie polegają na Starym Testamencie i w równym stopniu nie mogą się bez niego obyć! Dziedzictwo biblijnego Izraela to nie tylko dziedzictwo żydowskie, lecz w najpełniejszym tego słowa znaczeniu także dziedzictwo chrześcijańskie. Bezwarunkowe uwypuklanie „starszeństwa” wyznawców judaizmu prowadzi do zupełnego wydziedziczenia wyznawców Chrystusa z tej życiodajnej gleby, jaką również dla nas stanowi Stary Testament.

W grę wchodzą też inne przesłanki. „Starsi bracia” oraz „starsi bracia w wierze” to dwa wyrażenia, które weszły do obiegu podczas pontyfikatu Jana Pawła II, lecz nie miały precedensu w wielowiekowym nauczaniu Kościoła. Powstaje pytanie: jakie są ich źródła oraz jak należy je poprawnie rozumieć? Znamienne, że im mocniej katolicy wskazywali, że wyznawcy judaizmu są naszymi „starszymi braćmi”, tym mocniej oni odżegnywali się od tej formuły. Nie znam nikogo reprezentatywnego po stronie żydowskiej, kto by głośno i z równą siłą przyznawał, że chrześcijanie są „młodszymi braćmi” żydów. Ta powściągliwość wynika przede wszystkim z utrwalonego żydowskiego spojrzenia na chrześcijaństwo, które nadal pozostaje bardzo nieprzychylne. Jednym ze skutków tego stanu rzeczy jest fakt, że w ujęciu żydowskim nie traktuje się chrześcijan jako bratnich wyznawców wiary w jedynego Boga. Tego spojrzenia nie wolno lekceważyć, bo jeżeli formuła tak chętnie powtarzana przez część chrześcijan ma istotne znaczenie teologiczne i ma służyć zbliżeniu wyznawców obu religii, to powinna być dobrze zrozumiana, zaakceptowana i upowszechniana przez obie strony.

Czy ostatnie stwierdzenia mogą osłabić dialog z judaizmem?

Zbliżenie z Żydami i ich religią nie może polegać na prawieniu tanich komplementów, ani tym bardziej na ignorancji czy wypaczaniu nauczania chrześcijańskiego. Musi polegać na prawdzie! W przeciwnym wypadku nie przynosi pożytecznych rezultatów, a tylko deformację, która w naszych czasach stanowi przejaw judaizacji chrześcijaństwa, równie niebezpiecznej jak tendencje judaizujące, które miały miejsce w pierwszych wiekach, zwalczane przez Ojców Kościoła oraz apologetów i pisarzy wczesnochrześcijańskich. W tym miejscu warto przytoczyć słowa św. Ignacego z Antiochii: Jest rzeczą bezsensowną mówić o Jezusie Chrystusie i zarazem żyć po żydowsku, ponieważ to nie chrześcijaństwo przyjęło judaizm, lecz judaizm chrześcijaństwo, w którym zgromadzili się wszyscy ludzie wierzący w Boga” („List do Magnezjan”, VIII, 3).

Myślę, że wyznawcy judaizmu usłyszeli w podanym doprecyzowaniu coś bardzo ważnego: są naszymi braćmi, podobnie jak wszyscy inni ludzie, aczkolwiek braterstwo z wyznawcami judaizmu ma dla nas aspekty szczególne i wyjątkowe. Właśnie dlatego trzeba prawidłowo ustalić, na czym dokładnie ono polega, co oznacza, a także co z niego wynika. Należy też podkreślić, że „stwierdzenie braterstwa” nie może być deklaracją jednostronną. Wtedy jesteśmy naprawdę braćmi, kiedy obie strony mówią o braterstwie, uznają je oraz wspólnie umacniają i budują.

Źródło: „Idziemy” nr 43/2009

——-

TomUSA said 2011-04-01 (piątek) @ 17:46:30

@22 W żadnym procesie nigdy nie udowodniono, ze to było KGB. Bułgarów tez trzeba było wypościć, choć była ciężarówka, ślady i co tylko. Za tym zamachem stały służby specjalne włoskie, USA, możne Mafia, wszystko tak głęboko ukryte, ze nikt do tego nie dojdzie (ja tez nie, to tylko moje wrażenie, po tym co przeczytałem tu i owdzie, lub sam widziałem). Z książki pt. The Last Supper dowiedziałem sie np. m.in., ze Jezuita,Ojciec Przydatek miał bezpośrednią wiedzę na temat milionów $$$, które przechodziły przez watykański bank IOR do Polski na pomoc dla Solidarności. Nagle, już w latach dziewięćdziesiątych wybucha „bomba”. O. Przydatek miał był zajmować sie stręczycielstwem i kaptować młode Polki z pielgrzymek do rzymskich burdeli!!! Jak myślicie, kto mu ta „gębę” przyprawił? KGB? A co z Ojcem Hejmo? On ponoc byl TW i nadawal na JPII.

———

o żydowskim rodowodzie JPII /Wojtyły/ mówił na spotkaniu w Lublinie z udziałem około 20 osób ksiądz prof. Bartnik/miała z niego wyjść na znak protestu red. Polak-Pałkiewicz/.Warto by zbadać tez rodowód jego ojca. Podobno zagineły dokumenty ślubu rodziców Karola Wojtyły. Jest to okoliczność ważna i tu pozwolę sobie nie zgodzić się ze zdaniem Pana Maruchy. Nie można bowiem wykluczyć,że żydostwo postanowiło powierzyć kierownictwo Kościoła swojemu człowiekowi . Trzeba też zastanowić się co dobrego dla Kościoła uczynił JPII ? Czy go kochał czy też mu szkodził? Odpowiadam,ze nie widzę korzystnych przejawów działalności JPII. I tak ,nie mogę oprzeć się myśli,ze chciał realizować długofalową ideę utworzenia religii światowej, co by odpowiadało żydowskiej idei ,ze przecież goje nie maja żadnej religii i w związku z czym należy podsunąć im jakąś mgławicę.To w jakiś sposób sygnalizuje w/w artykuł ,ale nie stawia kropki nad i. Dalej piszę już punktami pod kolei :
1. Wiadomo,ze za wyborem JPII stał Brzeziński mieszaniec polsko- żydowski i że JPII o tym wiedział,
2. JPII był przyjacielem ludu żydowskiego, tak dalece,że nazwal ich „starszymi braćmi”,był jako pierwszy papięz w żydowskiej synagodze/nie licząc św. Piotra,ale ten był tam pod przymusem/ i utrzymywał stosunki żydowska lożą Bnei-Brith .
3. Nigdy n ie wymienił i nie potępił masonerii i ,jeśli wiem ,miał oficjalny tytuł przyjaciela Rotary -Klubu.
4. Ciągle jeździł po świecie i de fakto ktoś w tym czasie rządził w Watykanie za niego .
5. Był wrogiem tych ,którzy chcieli ratować Kościół tj. Bractwa św. Piusa X i ekskomunikował arc. Lefebwre,a .
6. Wiedział o pedofilstwie duchownych i nie wyciągał stąd żadnych wniosków.
7.Dawał ogromne kwoty na Solidarność ,rządzona prze grupę trockistów, a te pieniądze pochodziły faktycznie z funduszy wywiadu USA .
8.Wsparł przystąpienie Polski do Unii Europejskiej ,co spowodowało zwycięstwo tej idei w głosowaniu /22proc. przeciw, a sądzę,ze ok. 10 proc. zafałszowano , także ok. 10 proc, ,przeciwników UE ,zagłosowało za, bo tak nakazał papież, a przyrównajmy te wyniki choćby do ostatniego głosowania w Irlandii/ choc wiedzial,że jest to organizacja masońska.
9. Przyrównał UE do Unii Lubelskiej .
10. Mianował biskupami i dostojnikami osoby o krwi żydowskiej ,których kazał wyszukiwać/, a pisał o tym, ksiądz Bartnik.
11. Utrzymał ryt Mszy , masona Bugniniego, rozdawał Komunie świętą do reki oraz nie zakazał rozdawać jej na stojąco .
12. Był pochowany z chustą na głowie , co zostało wzięte z żydowskiej sekty i o czym pisał w Polsce „Dziennik”.
Każda z tych okoliczności powinna go wykluczyć z beatyfikowania i jeśli mimo wszystko jest on beatyfikowany , to dowodzi ogromnego kryzysu Kościoła.
Tyle na razie .Dodam,że naród polski był karmiony apoleogetyką JPII zarówno przez propagandę rządową jak i opozycyjna od 1979r aż do chwili obecnej ,toteż nie zna prawdy o JPII;uważa go za wielkiego Polaka i świętego.

—————- http://news.fsspx.pl/

Kard. J. Meissner: FSSPX musi w całości przyjąć nauczanie papieża i II Soboru Watykańskiego

Posted by Marucha w dniu 2012-08-31 (piątek)

Kardynał Joachim Meisner, arcybiskup metropolita koloński, podkreśla, że Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X musi w pełni przyjąć nauczenie papieża i II Soboru Watykańskiego, w tym również Deklarację o wolności religijnej, nauczanie dotyczące relacji z Żydami oraz liturgię w jej obecnej formie – taka deklaracja niemieckiego hierarchy padła w wywiadzie udzielonym agencji Kathnews.

Kard. MeissnerWedług kardynała „możliwość powrotu FSSPX do wspólnoty Kościoła katolickiego” wiąże się również z wycofaniem zarzutów wobec papieża, że w pewnych sprawach jest on nieortodoksyjny. „Kto całkowicie lub częściowo odrzuca deklaracje doktrynalne, nie może być w pełnej komunii z Kościołem” – powiedział kard. Meissner.

Metropolita Kolonii przypomniał również, że „Ojciec Święty wielokrotnie wyraził uznanie dla wiary żydowskiej oraz podkreślał wagę dialogu między chrześcijanami a Żydami. Papież Benedykt XVI podczas odbywającego się w 2005 r. Światowego Dnia Młodzieży odwiedził miejscową synagogę i zacytował słowa swego poprzednika Jana Pawła II: «Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm»” (źródło: cathcon.blogspot.com, 24 sierpnia 2012).

———- http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd201210&nr=21

Masoneria obecna w Polsce

Papież Klemens XII jako pierwszy w ostrych słowach potępił masonerię. Zabronił katolikom, pod karą klątwy kościelnej, należenia do masonerii i współpracy z nią

Opinia Kościoła w ocenie masonerii jest jednoznaczna i nie uległa zmianie od 28 kwietnia 1738 r., gdy papież Klemens XII ogłosił bullę „In eminenti apostolatus speculo”. Jako pierwsza potępiła ona w ostrych słowach masonerię (działającą w swych nowożytnych strukturach od 1717 r.). Papież zabronił katolikom, pod karą klątwy kościelnej, należenia do masonerii i współpracy z nią pod jakąkolwiek postacią. Ten sąd Kościoła został później powtórzony ponad 400 razy przez Urząd Nauczycielski Kościoła (w tym w 14 encyklikach).

Wnioski z dialogu Kościoła z masonerią

Po Soborze Watykańskim II zostały podjęte próby dialogu Kościoła z masonerią, który trwał ok. 20 lat. Okazało się jednak szybko, że dialog ten jedynie potwierdza dotychczasowe stanowisko Watykanu. Wspólne rozmowy rozpoczęły się w Wiedniu (1968 r.) i były kontynuowane w Innsbrucku, Augsburgu, Norymberdze i Einsiedeln. W latach 1974-80 odbywały się oficjalne rozmowy z polecenia Niemieckiej Konferencji Episkopatu i zjednoczonych lóż Niemiec. Po sześciu latach obustronnych spotkań, po „ponownym przebadaniu trzech pierwszych stopni masońskich”, konferencja biskupów niemieckich opublikowała 12 maja 1980 r. „Oświadczenie w sprawie przynależności katolików do masonerii”, w którym stwierdziła jednoznacznie, że nie jest możliwa dla katolika równoczesna przynależność do Kościoła katolickiego i masonerii. Swoje stanowisko uzasadniła konkretnymi argumentami:
1. Masoneria uwypukla w swych założeniach światopoglądowych humanitarne i etyczne tendencje. Co do założeń religijnych pozostawia swym członkom decyzję subiektywną. Takiej postawy nie da się pogodzić z wiarą w objawione prawdy Boże, autentycznie wyjaśnione przez Urząd Nauczycielski Kościoła;
2. Podejście do obiektywnej prawdy sugeruje ze strony masonerii pewien relatywizm, co stanowi przeszkodę dla przyjęcia katolickich prawd dogmatycznych;
3. Masoneria przyjmuje możliwość wyznawania każdej religii, stawiając je wszystkie na tym samym poziomie, co potwierdza relatywistyczne stanowisko wobec katolicyzmu;
4. Pojęcie Boga jako „wielkiego Budowniczego wszystkich światów” sugeruje ujęcie deistyczne; pojęcie Boga u masonów nie jest tym samym zgodne z chrześcijańskim obrazem Boga, który objawił się w Jezusie Chrystusie;
5. Pojęcie tolerancji „wobec idei” różni się od ujęcia katolickiego;
6. Rytuały masońskie związane z trzema stopniami, mające charakter inicjacji, stanowią jakąś formę konkurencyjną w stosunku do przemiany sakramentalnej;
7. Etyczne udoskonalenie człowieka realizuje się w masonerii na płaszczyźnie czysto naturalnej, podczas gdy w chrześcijaństwie dokonuje się ono poprzez łaskę Chrystusa w Duchu Świętym;
8. Masoneria mieści w sobie różne kierunki, od ateistycznej loży francuskiej „Wielki Wschód”, poprzez loże kierunku angielskiego, aż po „chrześcijańską masonerię”. Ta ostatnia jednak bardziej jest wierna w swych poglądach masonerii niż chrześcijaństwu. W ocenie masonerii należy uwzględnić te rozmaite kierunki.

Zrzeszenia wolnomularskie

Kongregacja Doktryny Wiary, w niespełna rok po „Oświadczeniu” Episkopatu niemieckiego, 17 grudnia 1981 r. wydała deklarację, w której czytamy: „dotychczasowa praktyka dyscyplinarna Prawa Kanonicznego nie została w niczym zmodyfikowana i obowiązuje w całej pełni”.
Nowy kodeks prawa kanonicznego, który wszedł w życie 27 listopada 1983 r., nie zawiera w sobie pełnego tekstu dawnego kanonu 2335, który wymieniał masonerię jako stowarzyszenie zakazane dla katolika. Milczy na temat masonerii, mówiąc jedynie ogólnie o organizacjach wrogich Kościołowi. Kanon 1374 głosi: „Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem”. Niemniej jednak w przeddzień wejścia nowego kodeksu w życie, 26 listopada 1983 r., w Watykanie została ogłoszona deklaracja Kongregacji Doktryny Wiary, która podtrzymała dotychczasowe stanowisko Kościoła zakazujące przynależności do masonerii pod groźbą utraty prawa do przyjmowania sakramentów świętych oraz zakazujące biskupom odmiennego interpretowania tego zakazu na użytek lokalny. Deklaracja uczy, że pomimo iż nowy kodeks nie wymienia imiennie masonerii, „negatywna ocena Kościoła o wolnomularskich zrzeszeniach pozostanie więc niezmienna, ponieważ ich zasady były zawsze uważane za nie do pogodzenia z nauką Kościoła i dlatego też przystąpienie do nich pozostanie nadal zabronione. Wierni, którzy należą do wolnomularskich zrzeszeń, znajdują się w stanie ciężkiego grzechu i nie mogą przyjmować Komunii świętej”.
Po długiej historii prób wzajemnych kontaktów katolików i wolnomularzy stosunek Kościoła katolickiego pozostaje więc niezmienny od ponad dwóch i pół wieku.
W tym samym czasie prowadzone były rozmowy masonerii z innymi odłamami chrześcijaństwa. Kościół ewangelicki w Niemczech rozpoczął rozmowy w 1973 r. W ich wyniku wydał oświadczenie, na mocy którego każdy ewangelik ma według własnego sumienia ocenić możliwość wstąpienia do masonerii. Po przeprowadzonych rozmowach Kościół anglikański w 1987 r. zajął wyraźnie negatywne stanowisko wobec masonerii.

Organizacje masońskie w Europie

W historii masoneria nazywała samą siebie „rywalką doktryny Kościoła”, „anty-Kościołem”. Wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji – Jean-Robert Ragache podczas wystąpienia na dorocznym zgromadzeniu wolnomularzy w 1990 r. powiedział: „Nie chciałbym, aby na Wschodzie marksizm zastąpiony został przez katolicyzm. Należy powołać w krajach, gdzie upadł komunizm, silną organizację masońską, która stanie na drodze klerykalizacji. Nie można dopuścić, aby dogmatyzm triumfował. W ostatnim czasie powołane zostały do życia loże w Pradze, Brnie i Pilźnie. Czyni się usilne starania, aby zrobić to samo w Polsce. Niestety, plany «obudzenia lóż» w Warszawie, Krakowie i Łodzi napotykają na wielkie trudności ze względu na istnienie dobrze zorganizowanego katolicyzmu”.
Nieformalnie rozpoczęła swoją działalność w Polsce Loża Wielkiego Wschodu i powołano Fundację Sztuki Królewskiej. Dwie nowo powstałe loże zorganizowane zostały dzięki staraniom wielkiego mistrza Wielkiej Loży Wschodu we Francji – Jeana-Roberta Ragache’a oraz wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Włoch – prof. Giuliano Di Bernardo. Wielka Loża Narodowa Polski została „obudzona” 17 grudnia 1991 r. na wspólnym zebraniu trzech lóż: „Kopernika”, „Waleriana Łukasińskiego” oraz „Przesądu Zwyciężonego”. Część oficjalna, przy współudziale masonów z Wielkiego Wschodu Włoch, którzy pomagali w odbudowie polskiej masonerii, odbyła się poza Warszawą, 27 grudnia 1991 r., w dzień św. Jana Ewagelisty – w święto wolnomularskie. Wielka Loża Narodowa rytu szkockiego została zarejestrowana sądownie jako stowarzyszenie 22 lutego 1993 r.
Masoneria w dwóch swych głównych nurtach powróciła do życia w społeczeństwie polskim (rozwiązana dekretem Prezydenta RP z 22 listopada 1938 r.). Według prof. Tadeusza Cegielskiego, namiestnika Wielkiej Loży Narodowej Polski, w czterech działających w Polsce obediencjach (wielkich lożach) działa 500 osób (w Stanach Zjednoczonych – ponad 2 mln; w Wielkiej Brytanii – 350 tys.; w Brazylii i Australii – po 200 tys.). Choć w zestawieniu liczbowym nie jest to liczba imponująca, to jednak powróciła do wielkości sprzed 1938 r., gdy Prezydent zakazał jej działalności w Rzeczypospolitej. Bo to nie ilość decyduje o wpływie i znaczeniu społecznym.

Ks. Andrzej Zwoliński

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s