Wojtyła i przekręty finansowe

Ojciec nieświęty, Michał Michałowski

od koniec lutego 2012 roku na półki księgarni zawitała nowa książka wydawnictwa Czarna Owca, sygnowana przez Piotra Szumlewicza, zatytułowana Ojciec Nieświęty. Krytyczne głosy o Janie Pawle II. Książka jest zbiorem rozmów przeprowadzonych przez Autora z szerokim spektrum postaci ze świata polityki i kultury. Osoby, z którymi na potrzeby książki autor przeprowadził wywiady, to: Janusz Palikot, Joanna Senyszyn, Tomasz Żukowski, Marek Balicki, Jerzy Krzyszpień, Tomasz Piątek, Jerzy Urban, Jakub Majmurek, Magdalena Środa, Artur Zawisza, Agnieszka Zakrzewicz, Katarzyna Nadana-Sokołowska, Adam Cicho, Jarosław Klebaniuk oraz Stanisław Obirek.

Nie tak dawno, a dokładnie dwa lata wcześniej, na rynku pojawiła się podobna do tej książka, również redaktora Szumlewicza, zawierająca intymne rozmowy na temat ateizmu z również szerokim spektrum postaci, i odniosła sukces. Czy tym razem będzie tak samo? Trudno powiedzieć, bo prasa mniej o niej pisze ale wreszcie pojawiło się w przestrzeni publicznej coś, co przez wielu ludzi było nie do pomyślenia, czyli krytyka papieża, a dokładniej krytyka papieża-Polaka. (Racjonalista.pl oraz lewica.pl objęły swoim patronatem tę książkę.)

Wśród rozmówców Piotra Szumlewicza mamy istną mieszankę postaci polskiego życia publicznego dzięki czemu czytelnicy mogą się zapoznać z opiniami na temat Jana Pawła II oraz jego działalności, pochodzącymi od przedstawicieli różnych wyznań i światopoglądów — od polityków, od naukowców, oraz od przedstawicieli świata dziennikarskiego.

W naszym społeczeństwie obserwujemy głód sukcesu, w momencie kiedy jakiś rodak osiąga sukces na arenie międzynarodowej staje się on idolem większości narodu, niezależnie od tego, co robi i co mówi — najważniejsze, że osiągnął sukces i jest znany. Tak samo jest z naszymi sportowcami, którzy w zależności od wyników albo pojawiają się na ustach wszystkich Polaków, albo znikają z przestrzeni publicznej. Autor pisze o tym ciekawie we wstępie zatytułowanym „Koniec złudzeń”.

Kogo tak naprawdę można nazwać autorytetem, a kto w rzeczywistości jest despotą i idolem tłumów? Rozmówcy Szumlewicza ukazują jednego z głównych winowajców rozbuchanego kultu papieskiego — polskie media, które doprowadziły do blokady wszelkiej krytyki i ukrywania większości takich działań papieża, które mógłby zostać po bliższym przyjrzeniu się uznane za niegodne autorytetu, na jaki tego papieża wykreowano. Już za życia JP2 — czy to z radia, czy z telewizji — słyszeliśmy, jaki był wielki, doskonały, jaką to osiągnął mądrość w każdej dziedzinie nauki i życia — genialny poeta, bojownik o pokój, mąż stanu, najmądrzejszy filozof… i można by tak wymieniać bez końca. Każdy z rozmówców prezentuje tu własną obserwację niedoskonałości tego obrazu idola wykreowanego przez polskie media.

Dla mnie szczególnie ciekawa była rozmowa ze Stanisławem Obirkiem zatytułowana „Janusowe oblicze pontyfikatu Jana Pawła II”. Polski teolog, dziennikarz oraz były jezuita, przedstawia nam papieża jako „złotego cielca polskiego Kościoła” oraz „wiejskiego proboszcza”, odkrywając całkowitą niewrażliwość papieża na problemy kobiet we współczesnym świecie. Chodzi tu głównie o stosowanie przez JP2 twardego, rygorystycznego podejścia do takich kwestii jak aborcja i antykoncepcja. Nie bez znaczenia jest również zapatrzenie Wojtyły w sukces medialny amerykańskich kościołów, które budowały poparcie poprzez organizację wielkich widowisk para-liturgicznych, przesyconych agresywną retoryką pro-life. Właśnie wspomniane zapatrzenie w amerykańskie wzorce wpłynęło na jego decyzję o organizacji dużej liczby papieskich pielgrzymek do wszystkich możliwych państw świata.

Stanisław Obirek mówi również na ile ten pontyfikat wpłynął na jego własną decyzję o rozstaniu z kapłaństwem oraz o działaniach papieża mających na celu jak największą centralizację władzy kościelnej w Watykanie. Dla tych, których ciekawią kulisy watykańskiej władzy w czasach pontyfikatu Jana Pawła II, prawdziwą ucztą będą rozmowy z Agnieszką Zakrzewicz oraz z Arturem Zawiszą.

Pierwsza rozmowa krąży wokół funduszy watykańskich, a dokładniej: skąd je pozyskiwano oraz jakie afery toczyły się wokół ludzi i banków związanych z KRK. Agnieszka Zakrzewicz opowiada o historii IOR-u i Banco Ambrosiano oraz o ludziach, którzy — robiąc różne przekręty finansowe — zdobywali ogromne ilości pieniędzy (np. Paul Marcinkus oraz Robert Calvi). Są to fakty mało znane dla większej części katolików. A przecież powinny być znane, ponieważ historia pieniędzy przepływających przez Watykan i wszystkiego, co jest z nimi związane, nadawałaby się idealnie na powieść sensacyjną roku – morderstwa, porwania, przekręty, i mafia.

Rozmowa z Arturem Zawiszą dotyczy ewangelizacji Ameryki Łacińskiej. Poznajemy w niej historię kontaktów JP2 z krwawymi rządami tego kontynentu, których było tak dużo, że wymienię tylko te, które mnie osobiście najbardziej oburzyły. Powinny one pokazać ludziom, że nie istnieje coś takiego jak humanitarny Karol Wojtyła:

Spotkania z przedstawicielami argentyńskiej junty wojskowej, która dostała od Kościoła akceptację dla przewrotu i okrutnych metod działania, stosowanych wobec ludności cywilnej i przeciwników politycznych. Nawet po obaleniu dyktatury, kiedy oskarżano Kościół i jego biskupów o czynny udział w prześladowaniu Argentyńczyków w imię walki o chrześcijańską cywilizację, papież milczał oraz odmówił spotkania z Matkami z Plaza de Mayo, które poszukiwały swoich zaginionych dzieci.
Sprawa salwadorskiego biskupa Oscara Romero, zastrzelonego przez prawicowe szwadrony śmierci, nominowanego do pokojowej nagrody Nobla, który w opinii wielu księży powinien zostać beatyfikowany. Papież nie wyraził na beatyfikację zgody, a śmierć Romero nazwał „oddaną w imię ideologii i instrumentalnie okrojonej Ewangelii”. Było to wielkim ciosem dla milionów mieszkańców Wenezueli, którzy oczekiwali potępienia zbrodni, a nie ofiary. Romero był człowiekiem, który poświęcił się pomocy ubogiej części ludności i bronienia jej przed władzą oraz zamożnymi właścicielami ziemskimi. Dokumentował także zbrodnicze działania wojska, policji i prawicowych bojówek. W roku 1979 próbował przedstawić papieżowi swą dokumentację na specjalnej audiencji, jednak Jan Paweł II nie chciał na te dokumenty nawet spojrzeć.

Marek Balicki, były minister zdrowia mówi w rozmowie z Szumlewiczem o podejściu papieża do spraw takich, jak in vitro, aborcja i antykoncepcja, które doprowadziło do cierpień i śmierci wielu ludzi. JP2 twierdził, że techniki sztucznego zapłodnienia są nie do przyjęcia, ponieważ umieszcza się prokreację poza funkcją rodzicielską, osobową i biologiczną ojca i matki. Pogląd ten jest oczywiście sprzeczny z współczesną wiedzą o rozwoju człowieka — życie seksualne nie służy tylko do prokreacji, ale również do wzmacniania związków. Poglądy papieża na temat antykoncepcji, a w szczególności prezerwatyw, były i są bardzo szkodliwe. Tę rozmowę dobrze podsumowuje zdanie: „Jeżeli mamy odnosić się do pojęcia „cywilizacji śmierci”, to należy mówić o niej także w kontekście poglądów papieża na stosowanie prezerwatyw”.

Z rozmowy z Magdaleną Środą możemy poznać wnikliwiej filozofię papieża na podstawie papieskich encyklik takich, jak na przykład Veritatis splendor, w której JP2 mówi wyraźnie, że nie ma zbawienia poza katolicyzmem, oraz że w sprawach etyki nie może być dialogu z przedstawicielami innych wyznań i z ateistami. Analizując przemyślenia papieża zawarte w tej encyklice, zauważamy przede wszystkim kilka charakterystycznych cech, takich jak zamknięcie się Kościoła na głosy innych ludzi oraz zniewolenie wiernych wobec biskupów, bez których pomocy człowiek przecież nie osiągnie zbawienia.

Ciekawych rozmów jest tu oczywiście znacznie więcej i poruszają ważne kwestie, stosunek Jana Pawła II do takich spraw jak nowy feminizm czy pedofilia w Kościele. Ciekawa książka, która już wywołała wiele fascynujących dyskusji. Warto również zapoznać się z materiałami video i artykułami, pochodzącymi z różnych dyskusji na temat tej książki, ponieważ można dowiedzieć się z nich wielu rzeczy, które nie znalazły się w samej książce.

Darowizna Konstantyna, Mariusz Agnosiewicz

Jeśli więc przez moje kłamstwo
prawda Boża tym więcej przyczynia się
do chwały jego, to dlaczego jeszcze i ja
miałbym być sądzony jako grzesznik?”
List do Rzymian 3,7

Znane od lat są problemy, jakie ma Kościół z legalnością i wiarygodnością przyznawanych na jego rzecz darowizn, pozwalających wspaniałomyślnemu darczyńcy zaoszczędzić nieco na zobowiązaniu podatkowym względem państwa. W praktyce uważa się, że wielka część tych rzekomych darowizn to fałszywki, operacje mające znamiona przestępstw karnoskarbowych. W związku z tym głośna była przeprowadzona kilka lat temu prowokacja dziennikarska tygodnika „Newsweek”, która potwierdziła te podejrzenia, bo jak napisano: „Żaden z duchownych nie odmówił nam współpracy w oszustwie” (Ustawa na pokuszenie, „Newsweek”, 14.4.2003).

Dzieje fałszywych darowizn sięgają w Kościele czasów nader zamierzchłych, a wszystko zaczęło się od gigantycznej „afery”, przy której oszukanie fiskusa na kilka czy kilkanaście tysięcy złotych wydaje się błahostką. Otóż w wieku VIII lub IX tzw. nieznani sprawcy wystawili na rzecz papieża fikcyjną darowiznę, w której ten otrzymał ni mniej ni więcej tylko cały Zachód. Najbardziej zdumiewająca okazać się miała nie tyle zuchwałość „nieznanych sprawców”, co fakt, że człowiek Średniowiecza, człowiek owego Zachodu, uwierzył w to wszystko. Na tej podstawie uznaje się, że tzw. Donacja Konstantyna jest jednym z najważniejszych fałszerstw w historii Europy. Ta fikcyjna darowizna nie tylko wzbogaciła pewne kręgi, lecz nade wszystko zmieniła dzieje Europy. To dzięki niej papieże uzyskali tytuł prawny do sprawowania władzy świeckiej, dzięki niej rozkwitło Państwo Kościelne, dzięki niej papieże mogli zaistnieć jako strona w szeregu konfliktów politycznych i terytorialnych, wreszcie dzięki niej papiestwo mogło stanąć do swego największego boju: z cesarstwem.

Właściwe fałszerstwo zostało oparte na kilku pomniejszych, powstałych kilka wieków wcześniej. Chodzi o tzw. dokumenty symmachowskie powstałe w ostatniej dekadzie V w. (nazwa wzięła się od imienia ówczesnego papieża, Symmacha). Fałszywki te miały za cel dowieść, że nikt nie może sądzić papieża. Najważniejszym z tych dokumentów była Legenda sancti Silvestri. Ów spreparowany „żywot” papieża Sylwestra I opowiadał o tym, jak to papież uzdrowić miał i ochrzcić samego Konstantyna I, srogiego prześladowcę chrześcijan, za co ten odwdzięczył się przyznaniem mu zwierzchności nad Kościołem oraz władzy nad Rzymem, z którego Konstantyn miał się wynieść, by założyć nową stolicę. W istocie jednak Konstantyn nigdy nie prześladował chrześcijan, a chrzest przyjął nie z rąk katolickich papieży, lecz od kacerskiego biskupa ariańskiego, Euzebiusza z Nikomedii (dopiero w roku 337). Poza tym w rzeczywistości nie liczył się w ogóle z biskupem rzymskim, który nawet nie został zaproszony na sobór w Nicei.

Fałszywki te pozostawały w obiegu, lecz póki co nie wywierały większych konsekwencji politycznych. Ich czas miał nadejść u szczytu panowania dynastii karolińskiej. Donacja powstała najpewniej jako odpowiedź na zmagania papiestwa z Longobardami, którzy w Italii prowadzili coraz bardziej ekspansyjną politykę. W roku 754 papież Stefan II udaje się do Pepina, króla frankijskiego, z prośbą o pomoc w okiełznaniu niezważających na autorytet św. Piotra Longobardów. Pepin, osadzony wcześniej na tronie przy aprobacie papieża Zachariasza, ogłasza teraz, że docenia „pożyteczną rolę świętego Piotra w cesarstwie rzymskim”. Niedługo później zostaje ustanowiony „dar Pepina”, czyli obietnice poczynione przez Pepina na rzecz papieża obejmujące większość ziem włoskich (pomimo, że cześć tych ziem należała ówcześnie do cesarstwa wschodniego). „Nadanie” to uznaje się za początek Państwa Kościelnego. Choć dotąd od ponad stu lat żaden król frankijski nie walczył z Longobardami, choć dotąd Frankowie postrzegali ich raczej jako spokrewnione plemię i towarzyszy broni (od czasu walk z Arabami), teraz — dzięki zabiegom papieskim — wybucha między nimi otwarty konflikt. Pepin rusza na „nieprzyjacioły św. Piotra”. Po dwóch wyprawach Longobardowie zostają podbici i zmuszeni do trudnego pokoju. W roku 756 papież donosi z ulgą o śmierci znienawidzonego wodza Longobardów, Auistulfa, który „przebity bożym sztyletem, spadł w piekielną czeluść”. Najwidoczniej po przyśpieszonym sądzie ostatecznym…

Część historyków uważa, że już przy okazji tych wydarzeń zaistniała Donacja Konstantyna. Donacja została spisana w formie prawnej edyktu cesarskiego. Katoliccy historycy papiestwa, Seppelt i Schwaiger, przyznają: „Ów dokument został zapewne sporządzony w kręgach rzymskich, być może z okazji podróży Stefana II do państwa Franków, żeby nakłonić króla Pepina do spodziewanych donacji terytorialnych we Włoszech”. Inni katoliccy historycy, M.D. Knowles i D. Obolensky, w Historii Kościoła piszą: „Dokument ten, w przeciwieństwie do Legendy, sporządzony został prawdopodobnie w kancelarii papieskiej, chociaż niekoniecznie przy współudziale papieża. Niezależnie od jego wpływu w tamtym czasie stopniowo nabierał znaczenia i stał się jednym z najbardziej skutecznych środków walki w papieskim arsenale”.

Bezpośrednim nawiązaniem do „Legendy św. Sylwestra” jest część zatytułowana Confessio, w której cesarz rzekomo opisuje, jak papież wprowadził go w arkana wiary Chrystusowej, jak nawrócił Rzym i w końcu uleczył cesarza z trądu.

Druga część dokumentu zatytułowana jest Donatio. W niej to cesarz rzymski rzekomo przyznaje papieżowi następujące dobra:

Biskup Rzymu, jako następca świętego Piotra, uznany zostaje za ważniejszego od biskupów Antiochii, Aleksandrii, Konstantynopola, Jerozolimy oraz wszystkich pozostałych biskupów świata.
Papież otrzymuje te same insygnia, szaty i odbiera te same honory, co cesarz, wśród nich prawo do noszenia korony cesarskiej, purpurowego płaszcza i tuniki.
Papież i jego następcy otrzymują cesarski pałac laterański, Rzym z jego prowincjami, dystryktami i miastami Italii oraz wszystkie regiony Zachodu, w tym też wyspy.
Wzniesiona przez Konstantyna bazylika na Lateranie zostaje uznana najważniejszą świątynią chrześcijańską.
Kościoły św. Piotra i św. Pawła otrzymują liczne bogactwa.
Najważniejsi duchowni Rzymu otrzymują te same przywileje i insygnia, co rzymscy senatorowie.

Końcowa część donacji zawiera sankcje za nierespektowanie owego sporządzonego „u grobu świętego Piotra” prawa cesarskiego. Ci, którzy by nie uznawali władzy papieskiej, mieli: „spłonąć w piekle i zginąć razem z diabłem i wszystkimi bezbożnikami”. Tymczasem na ziemi dosięgnąć ich miała banicja.

W związku z przekazaniem całego Zachodu papieżowi, dokument głosi, iż dla siebie cesarz wybuduje na wschodzie nową stolicę, której nada swoje imię, a w samym Rzymie zlikwiduje administrację państwową, gdyż jest niewłaściwym, by świecki władca sprawował władzę tam, gdzie Bóg ustanowił rezydencję głowy religii chrześcijańskiej: „Władanie i zwierzchnictwo nad naszym Pałacem Laterańskim, prowincjami i miejscowościami i miastami należącymi do miasta Rzymu, Włoch i Zachodu przenieśliśmy na świątobliwego arcykapłana, naszego ojca, Sylwestra, papieża powszechnego i jego następców. (…) ponieważ doczesny cesarz nie powinien sprawować władzy tam, gdzie przez Cesarza Niebieskiego został ustanowiony głową [papież] chrześcijańskiej religii”.

W świetle tego dokumentu cesarz de facto zrzekał się części suwerenności. Suwerenem ziem włoskich mianował „Świętego Piotra”, papież zaś stawał się jego namiestnikiem, nieomal cesarzem Zachodu.

Nie poszczęściło się wprawdzie z bazyliką laterańską, która jakiś wiek po sporządzeniu fałszywki runęła w wyniku trzęsienia ziemi (w roku w którym papież urządził tzw. synod trupi, 896), odbudowana następnie przez Sergiusza III, pierwszego papieża okresu tzw. pornokracji, ponownie została zniszczona doszczętnie przez wielki pożar w roku 1308. Poza tym jednak Donacja odegrała kluczową rolę w średniowiecznej polityce papieskiej.

Państwo Kościelnie nie powstało w zasadzie, jak podają podręczniki szkolne, w 755 r. z ustanowienia Pepina. Swą wyłączna władzę ugruntowali papieże dopiero, kiedy papież Hadrian I przedstawił Karolowi Wielkiemu sfałszowany dokument z „donacją Konstantyna”. Hadrian jest pierwszym, który expressis verbis odwołuje się do Donacji, pisząc o niej w swej korespondencji z Karolem Wielkim.

Prawdziwy prestiż prawny Donacji rozpoczyna się jednak od czasu włączenia jej do innego sfałszowanego zbioru „praw” kościelnych, znanych dziś jako Dekretały pseudo-Izydora. Był to zbiór sfałszowanych przez jakiegoś biskupa (prawdopodobnie z Tours) dekretów papieskich mających służyć umacnianiu władzy papieża względem soborów, synodów i władców świeckich. Wolter uznał to za „najzuchwalsze i najogromniejsze z fałszerstw, jakie kiedykolwiek wprowadzało w błąd świat w ciągu stuleci”. Fałszywki były z całą powagą cytowane od roku 852, wiele z nich jeszcze do dziś występuje w zbiorach prawa kanonicznego. To fałszerstwo dłużej niż poprzednie pozostawało zakryte, bo aż do roku 1628 — fałszerstwo udowodnił pastor francuski Blondel. Kościół potępił jego pracę na ten temat i umieścił ją na Indeksie.

Przez co najmniej sześć wieków Donacja Konstantyna wykorzystywana była przez papieży dla poparcia ich pretensji do miana prawdziwych władców chrześcijańskiego świata. Autentyczność tego dokumentu przez długi czas nie była kwestionowana. Następnym papieżem, który wykorzystał ów „akt” do swych rozgrywek politycznych był św. Leon IX (1049-1054). Uczynił to przy okazji sporu o prymat w chrześcijaństwie nad patriarchą Wschodu, w 1054 roku doszło jednak do rozłamu na wschodni kościół grecko-prawosławny oraz rzymsko-katolicki. „Po Leonie IX jeszcze dziewięciu papieży wykorzystywało dokument dla uzasadnienia wyższości swej władzy, chociaż uczony duchowny, Mikołaj z Kuzy, udowodnił, iż akt został sfałszowany. Podkreślał, że współczesny Konstantynowi historiograf, biskup Euzebiusz z Cezarei, nigdy nawet słowem nie wspominał o tak niezwykłym darze. Inna legenda głosi, że jako pierwszy fałszerstwo ujawnił uczony Lorenzo Valla, około roku 1440. Spory na ten temat trwały aż do końca XVII wieku. (…) Fałszerze nie byli aż tak sprytni, jak im się wydawało, gdyż przyznali Rzymowi zwierzchnictwo nad Konstantynopolem zanim zaczęto używać tej nazwy miasta” (Księga oszustw).

Kościół uznał ów dokument za fałszerstwo dopiero w XIX wieku, pół tysiąca lat po obnażeniu kłamstwa.

Przekręt finansowy w Watykanie. „O wszystkim wiedzieli kardynałowie”

Wysoki rangą urzędnik z zarządu dóbr Stolicy Apostolskiej, ksiądz Nunzio Scarano, który został aresztowany pod zarzutem korupcji, napisał list do papieża Franciszka. Duchowny oskarża w nim kardynałów o ukrywanie nielegalnych działań finansowych, przeprowadzanych przez jego przełożonych w Watykanie.

„Dokumenty, które są w moim posiadaniu, dowodzą mojej uczciwości i mojej walki przeciwko ukrywanym przez kardynałów występkom moich przełożonych” – napisał Scarano w liście zaadresowanym do papieża, którego fragmenty przytoczyła włoska agencja informacyjna ANSA.

Prałat, który został aresztowany w dniu 28 czerwca, jest podejrzewany o próbę wyprania brudnych pieniędzy. Scarano cały czas podkreśla, że jest niewinny.

„Nigdy nie prałem brudnych pieniędzy, nigdy nic nie ukradłem, starałem się pomóc tym, którzy mnie o to prosili” – napisał kościelny urzędnik zza krat więzienia Regina Coeli w Rzymie.

Scarano, który przez wiele lat pracował jako księgowy w agencji zarządzającej watykańskimi aktywami, zaznaczył, że dokumenty, które posiada, mogłyby udowodnić jego dobre intencje i poprosił papieża o to, by mógł mu je przedstawić osobiście.

Nunzio Scarano i jego dwaj wspólnicy, doradca finansowy Giovanni Carenzio i były funkcjonariusz służb specjalnych Giovanni Zito, zostali aresztowani w rezultacie śledztwa ws. ujawnionych planów przewozu prywatnym odrzutowcem 20 milionów euro ze Szwajcarii do Włoch.

Kwota ta należała do trzech braci Paolo, Cesare i Maurizio D’Amico, armatorów z Salerno i jest ona, jak się przypuszcza, owocem oszustw podatkowych, jakich się dopuścili. Wykryto, że armatorzy regularnie wpłacali różne sumy na konta kościelnego urzędnika w watykańskim banku IOR.

Scarano wówczas przyznał w ujawnionych przez media zeznaniach, że miał otrzymać za nielegalny transfer pieniędzy, ukrytych przed włoskim fiskusem, 2,5 mln euro. Jednocześnie zapewnił, że działał w „dobrej wierze”, chcąc pomóc przyjaciołom ze swego rodzinnego miasta.

Jeszcze przed aresztowaniem ksiądz Scarano został zawieszony w pracy w zarządzie dóbr Watykanu APSA, gdy zainteresowano się jego budzącym podejrzenia dużym majątkiem.

W związku z ujawnieniem tego kolejnego skandalu finansowego, dotyczącego watykańskiego banku IOR rzecznik Watykanu ksiądz Federico Lombardi oświadczył w piątek, że Stolica Apostolska jest zdeterminowana, by wprowadzić zasadę zero tolerancji wobec wszelkich nieprawidłowości i podejrzanych operacji w tej instytucji.

Zapewnił też o woli pełnej współpracy z włoskim wymiarem sprawiedliwości, prowadzącym śledztwa dotyczące wstrząsanego skandalami watykańskiego banku. Jednym z najczęściej stawianych mu od lat zarzutów jest pranie brudnych pieniędzy. Z woli poprzedniego papieża Benedykta XVI wprowadzane są tam zasady przejrzystości wszystkich transakcji.

Sytuację w banku bada powołana przez papieża Franciszka pod koniec czerwca specjalna komisja, której zadaniem jest między innymi sprawdzenie, czy IOR działa zgodnie z zasadami misji Kościoła. Papież niedawno uczestniczył w inauguracyjnym posiedzeniu komisji. To potwierdzenie tego, że Franciszkowi bardzo zależy na przywróceniu bankowi reputacji. Głębokie zmiany w jego funkcjonowaniu uważa się za nieuchronne.

Na mocy decyzji watykańskiego wymiaru sprawiedliwości zamrożono wszystkie dokumenty w banku i zakazano ich niszczenia, by były one do wglądu śledczych. Decyzję tę uznano za bezprecedensową.

Wątpliwości co do świętości Karola Wojtyły

Wątpliwości co do świętości Karola Wojtyły

Agnieszka Zakrzewicz rozmawia z Giovannim Franzonim – byłym duchownym, jednym z ostatnich żyjących uczestników Soboru Watykańskiego II. Franzoni studiował w Collegio Capranica i w Papieskim Ateneum Świętego Anzelma w Rzymie. Święcenia przyjął w 1955 roku. W 1964 został wybrany na opata klasztoru Świętego Pawła za Murami przy bazylice papieskiej i w tej roli uczestniczył w pracach soboru. W 1973 roku złożył dymisję ze swojej funkcji. W 2005 roku zeznawał w procesie beatyfikacyjnym papieża Jana Pawła II, przedstawiając swoje zarzuty.

W 2005 roku wraz z innymi teologami podpisał się Pan pod Apelem o jasność w sprawie beatyfikacji Jana Pawła II, skierowanym do rzymskiego wikariatu. Zeznawał Pan również jako świadek w procesie beatyfikacyjnym papieża Polaka, przedstawiając swoje zarzuty. Jakie są Pana wątpliwości co do świętości Karola Wojtyły?

Wątpliwości jest kilka.

W celu złożenia zeznania w procesie diecezjalnym zostałem wezwany przez trybunał wikariatu. Złożyłem przysięgę, musiałem podpisać zeznanie, przynieść dokumentację zarejestrowaną na CD.

Dawniej w procesach beatyfikacyjnych czy kanonizacyjnych uczestniczył „adwokat diabła”. Urząd ten został zniesiony. Pozostawiono jednak możliwość składania zeznań na korzyść lub przeciwko beatyfikacji czy kanonizacji. W procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II nikt nie chciał zeznawać przeciw – zrobiłem to ja. Z punktu widzenia ludzkiego Jan Paweł II był osobą zasługującą na szacunek, był prawdziwym polskim patriotą, był wielkim papieżem, ale nie był świętym z kilku powodów.

Pierwszym z nich jest uciszenie teologów. Papież Jan Paweł II ściął głowę rzymskokatolickiej teologii. Leonardo Boff, Bernhard Häring, Tissa Balasuriya, wszyscy przedstawiciele teologii wyzwolenia, Hans Küng i inni zostali uciszeni lub oddaleni z Kościoła przez byłe Sant’Uffizio.

Drugim jest uwikłanie w skandal Banco Ambrosiano i chronienie przed prokuraturą włoską arcybiskupa Paula Marcinkusa – a sprawy te są związane z zabójstwem Roberta Calviego – oraz przemilczenie wszystkich afer banku watykańskiego IOR, których konsekwencje ciągną się jeszcze dziś. Instytut Dzieł Religijnych nie działał zgodnie z naukami Pisma Świętego. Działał jak wszystkie inne banki, a nawet mniej przejrzyście niż ich większość. Wykorzystując różnicę czasu, sprzedał olbrzymią ilość dolarów, obniżywszy ich kurs, a następnego dnia zakupił je po niskiej cenie. Ta operacja została skrytykowana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Mój parafianin podczas modlitwy na mszy powiedział do mikrofonu: „Boże, proszę Cię, abym mógł żyć w świecie, w którym Kościół nie będzie krytykowany przez międzynarodowe instytucje finansowe”. IOR przez lata działał w sposób bezwzględny, kierowany przez Marcinkusa. Owszem, to Paweł VI powołał go na to stanowisko, ale Karol Wojtyła go na nim pozostawił i to za jego pontyfikatu miały miejsce największe afery.

Trzecią sprawą jest to, że Jan Paweł II przyczynił się do zabójstwa arcybiskupa Oscara Romero. W Managui rozmawiałem z siostrą Vigil, która pracowała w centrum ekumenicznym Valdivieso. Powiedziała mi, że w Madrycie spotkała arcybiskupa Oscara Romero wracającego z Rzymu i widziała, jak płakał. Powiedział jej, że został bardzo źle potraktowany przez Wojtyłę, któremu przywiózł grubą teczkę z dokumentacją dotyczącą osób zaginionych i zabitych przez szwadrony śmierci w Nikaragui. Niedługo po tym, jak objął urząd arcybiskupa San Salvadoru, oddziały paramilitarne zabiły jego najbliższego współpracownika, jezuitę Rutilia Grande. Romero przez całą noc czuwał nad ciałem i – jak sam twierdził – wtedy „się nawrócił”. Porzucił konserwatywne poglądy i zdecydował się wykorzystać radio episkopatu do informowania o tym, kto zniknął, kto został zabity, czyje zmasakrowane ciało znaleziono w rowie… Od tego czasu również jemu grożono śmiercią. Romero udał się więc do Rzymu na audiencję u Jana Pawła II, któremu chciał przedstawić zebraną dokumentację dotyczącą ofiar. Wojtyła wziął ją i rzucił w kąt, krzycząc: „Nie przynoście mi rzeczy, których nie mam czasu czytać! Musicie lepiej porozumiewać się z rządem!”. Romero powiedział siostrze Vigil: „Nigdy w życiu nie czułem się tak osamotniony jak w Rzymie”. To naprawdę trudno wybaczyć Wojtyle, zwłaszcza że zaraz potem Óscar Romero został zastrzelony, gdyż szwadrony śmierci wiedziały, że nie ma poparcia papieża. Jeden z biskupów nikaraguańskich powiedział: „Niektórzy z nas ukrywają pod sutanną czerwoną koszulę”, wydając tym samym wyrok na arcybiskupa. Kiedy papież pojechał do San Salvadoru, uścisnął rękę wojskowego, który wydał rozkaz zastrzelenia Romero.

Czwarty powód – podczas rozlicznych podróży Jana Pawła II przełożone zakonów kobiecych zwracały się do niego, wyrażając gorące życzenie, by także Kościół rzymskokatolicki otworzył się na kapłaństwo kobiet oraz na większy ich współudział. Wojtyła kategorycznie zamknął przed nimi drzwi.

Kolejny powód, dla którego moim zdaniem Jan Paweł II nie jest świętym, to oczywiście ukrywanie księży pedofilów. Wojtyła odpowiada bezpośrednio za tuszowanie sprawy Hansa Hermanna Groëra, który nigdy nie poniósł kary za swoje nadużycia seksualne i wobec którego nigdy nie został otwarty nawet proces kanoniczny. Podczas pontyfikatu Jana Pawła II praktyka ukrywania i tuszowania skandali była powszechna na każdym szczeblu. Niektórzy biskupi, odpowiedzialni za tuszowanie skandali i przenoszenie księży z parafii do parafii, zostali w końcu zmuszeni do dymisji. Mówili jednak później, że to prefekt Kongregacji Nauki Wiary radził im tak postępować. Kościół, który ma szacunek dla swoich wiernych, powinien mieć odwagę dokonać pełnego samooczyszczenia. Nie wystarczy tylko płakać nad grzechami pojedynczych księży, trzeba przyznać się też do tego, że cały system jest zły.

Za swoją depozycję w procesie beatyfikacyjnym i za Apel o jasność zostałem skrytykowany także przez środowiska postępowe, które uważają beatyfikacje i kanonizacje za obrządki przestarzałe. Osobiście uważam, że postąpiłem właściwie, respektując również dawny obyczaj Kościoła i występując w roli adwokata diabła. Wiele osób nie wiedziało i nie zdawało sobie sprawy z cieni pontyfikatu Jana Pawła II, bo o nich w ogóle nie mówiono.

Na procesie beatyfikacyjnym pojawiła się także siostra Vigil, która swego czasu opowiedziała mi historię arcybiskupa Romero. Przywiozła ze sobą paczkę podpisów na rzecz beatyfikacji. Kiedy zapytałem ją, czemu tak radykalnie zmieniła zdanie, odpowiedziała mi: „Lud już zapomniał”.

Są rzeczy, których nie należy zapominać. Można je wybaczyć, o ile wcześniej ktoś dokona aktu skruchy. Wojtyła nigdy nie przyznał się do popełnionych błędów, a powinien był to zrobić.

Fragment rozmowy z książki Agnieszki Zakrzewicz Głosy spoza chóru. Rozmowy o Kościele, papieżach, homoseksualizmie, pedofilii i skandalach, Czarna Owca, Warszawa 2013

Brednie na wagę złota – Tajemnice Kościoła (1)

Ciemne interesy banku Watykanu

Bank Watykanu prał brudne pieniądze i pośredniczył w przekazywaniu olbrzymich łapówek włoskim politykom w latach 90. – wynika z właśnie ujawnionych archiwów prałata Renato Dardozziego, który przez blisko 30 lat zajmował się watykańskimi finansami.

„Kościołem nie można rządzić za pomocą zdrowasiek” – mawiał abp Paul Marcinkus, który jako szef Instytutu Dzieł Religijnych, czyli banku watykańskiego, uwikłał się w latach 70. w szemrane interesy z mediolańskim Banco Ambrosiano obsługującym konta mafii i tajne rachunki włoskich partii politycznych. Nowe archiwalia wyciągnięte na światło dzienne dowodzą, że odsunięcie Marcinkusa w 1989 r. niewiele zmieniło w banku Watykanu, który także w latach 90. służył za raj podatkowy i pralnię brudnych pieniędzy w samym sercu Rzymu.

Archiwa prałata Renato Dardozziego wydał dziennikarz Gianluigi Nuzzi w książce „Vaticano S.p.A.” [„Watykan sp. z o.o.”], która od kilku tygodni nie schodzi z list bestsellerów we Włoszech. Dardozzi od lat 70. pracował w Instytucie Dzieł Religijnych i kuria rzymska wybrała go do komisji odpowiedzialnej za uzdrowienie swego banku po rządach abp. Marcinkusa. Jednak coraz bardziej rozczarowywały go niegasnące wpływy wysoko postawionych kościelnych oszustów – postanowił więc zbierać kopie dokumentów potwierdzających ich ciemne sprawki.

Bank Watykanu, jak dowodzą archiwa Dardozziego, tkwił w centrum afer korupcyjnych, które na początku lat 90. zmiotły wszystkie poważne partie polityczne we Włoszech. Głośne śledztwo prowadzone wówczas w ramach operacji „Czyste ręce” dotyczyło przekształceń własnościowych w koncernie chemicznym Enimont. – Nasze dochodzenie utknęło na dobre, kiedy zaczęliśmy badać zaangażowanie Watykanu w tę sprawę. Kościół odmówił współpracy – tłumaczył niedawno były prokurator antykorupcyjny Antonio Di Pietro.

„Mega łapówka Enimont” mogła wynieść nawet do 300 mln dol. i trafiła najprawdopodobniej w ręce chadeków oraz socjalistów sprzyjających fuzji Enimontu z firmami państwowymi. Duża część tych pieniędzy została przelana – jak wynika z archiwów Dardozziego – za pośrednictwem banku Watykanu, czyli całkowicie poza zasięgiem włoskiego nadzoru bankowego i prokuratury. To uratowało skórę wielu beneficjentom tej łapówki, bo dzięki milczeniu Instytutu Spraw Religijnych nigdy nie dowiedziono im winy.

Na przełomie lat 80. i 90. Bank Watykanu miał też wciąż utrzymywać tzw. Fundację Spellmana, czyli konto bankowe, z którego nielegalnie wspierano m.in. włoską chadecję (darczyńcy pozostali niejawni i poza kontrolą fiskusa). W papierach Dardozziego są dowody, że jednym z upoważnionych do wypłat był trzykrotny chadecki premier Giulio Andreotti. – Nie pamiętam nic takiego – odparł niedawno Andreotti na pytania autora „Vaticano S.p.A.”.

Książka Nuzziego sugeruje też, że bank Watykanu nawet po odejściu abp. Marcinkusa w 1989 r. prowadził zakamuflowane rachunki kilku mafiosów. Sytuacja zaczęła się stopniowo poprawiać dopiero w 1993 r., po zwolnieniu czarnego bohatera archiwów Dardozziego prałata Donata de Bonisa. Nieżyjącego już prałata, który wcześniej był zausznikiem Marcinkusa, odsunięto po druzgoczącym raporcie na jego temat, który jesienią 1992 r. miał trafić wprost na biurko papieskiego sekretarza Stanisława Dziwisza.

Dardozzi, który przeszedł na emeryturę pod koniec lat 90., ukrywał dwie walizy z tajnymi dokumentami w górskiej wiosce w Szwajcarii. „Opublikować po mojej śmierci. Niech ujawnienie dawnych oszustw ustrzeże Kościół przed kolejnymi łotrami” – napisał w testamencie. Zmarł w 2003 r.

– Wykonawcy jego woli szukali osoby, która opracuje archiwum bez antykościelnej zaciekłości. Wybrali mnie przed rokiem. Nie pisałem przeciw Kościołowi, lecz przeciw naiwności jego przywódców, którzy w sprawie finansów zaufali złym ludziom – tłumaczy Gianluigi Nuzzi. Autentyczności archiwum Dardozziego nie kwestionują we Włoszech nawet prokościelni watykaniści.

– Na publikację tych dokumentów czekano w Watykanie ze sporymi obawami. Niestety, „Vaticano S.p.A.” potwierdza, że dobór pracowników w banku Watykanu bywał tragiczny – komentuje Paolo Rodari, znawca Kościoła z dziennika „Il Riformista”. Na fatalne zarządzanie bankiem powoływali się niedawno przeciwnicy beatyfikacji Jana Pawła II, który jednak nigdy nie zajmował się osobiście finansami Watykanu, bo na początku pontyfikatu oddał je w ręce podwładnych.

W okresie ziemnej wojny podwójna księgowość i tajne konta Instytutu Dzieł Religijnych były wykorzystywane m.in. do wspierania włoskich ugrupowań rządzących (chadeków, socjalistów), bo Kościół bał się ich przegranej w konkurencji z potężną wówczas partią komunistyczną. Zdaniem części historyków chadecję za pośrednictwem watykańskiej Fundacji Spellmana dofinansowywały amerykańskie służby specjalne.

Choć dziś kwoty przelewane przez bank Watykanu są znacznie niższe i pokusa przekrętów najpewniej mniejsza, to niekontrolowany przez międzynarodowe instytucje finansowe Instytut Dzieł Religijnych nie przestaje rozpalać wyobraźni Włochów. Ma tylko jedno okienko bankowe w Wieży Mikołaja V za murami Watykanu oraz jeden bankomat. Bank prowadzi kilka tysięcy nieopodatkowanych kont, które – choć zasady nie są jawne – mogą zakładać zakony, misjonarze, dostojnicy kościelni.

Bank Watykanu obraca ponoć 3 mld euro, ale jego dochody pozostają tajne. Przekazywane są przede wszystkim na Fundusz Charytatywny, którym osobiście dysponują kolejni papieże.

http://wyborcza.pl/1,76842,6902798,Ciemne_interesy_banku_Watykanu.html

—————-

Bank Pana Boga

Prał pieniądze mafii, włoskim masonom pomagał finansować reżimy w Argentynie i Nikaragui, a CIA wspierać Solidarność. Gdy wybuchła afera, watykański bankier skończył na stryczku. Teraz okazało się, że nie był samobójcą, ale ofiarą morderstwa

W czerwcu 1982 roku pod mostem Blackfriars w Londynie znaleziono wisielca. Nogi Roberta Calviego, prezesa powiązanego z Watykanem Banco Ambrosiano, omywały wody Tamizy. Na ręce miał drogi zegarek Patek Philippe, w kieszeniach kilkanaście tysięcy dolarów i kawałki starych cegieł. Zwolennicy spiskowych teorii doszli do wniosku, że Calvi padł ofiarą rytualnego masońskiego zabójstwa. Świadczyły o tym cegły w jego kieszeniach, stopy zanurzone w wodzie i samo miejsce zbrodni – Blackfriars Bridge, most Czarnych Braci.

Załącznik:
Roberto Calvi.jpg

Policja nie dała się jednak ponieść fantazji. Uznała śmierć Calviego za zwykłe samobójstwo. Wydawało się ono oczywistą decyzją skompromitowanego finansisty, który doprowadził na skraj przepaści szacowny katolicki bank Ambrosiano.

Dopiero jesienią tego roku powołani przez włoski sąd biegli odkryli nowe okoliczności domniemanego samobójstwa. Ich zdaniem 62-letni bankier, który całe życie spędził za biurkiem, nie byłby w stanie wdrapać się na strome rusztowanie mostu ani przywiązać liny do stalowej podpory przęsła. Nawet gdyby jakimś cudem dał sobie radę z podobnymi akrobacjami, musiałby się pobrudzić rdzą i tynkiem. Eksperci nie znaleźli jednak takich śladów na ciele i ubraniu Calviego. Bankier nie dotknął nawet cegieł, które miał w kieszeniach. Biegli uznali za przyczynę śmierci uduszenie. Kręgi szyjne były nienaruszone. Tymczasem skok z wysokości kilku metrów ze stryczkiem na szyi musiałby złamać Calviemu kark. Wniosek był oczywisty – Calvi został zamordowany. Kto go zabił?

Paweł VI ma kłopoty

Roberto Calvi, syn skromnego urzędnika bankowego z Mediolanu, nie zrobiłby zapewne wielkiej kariery, gdyby nie pomógł mu w tym sycylijski handlarz cytryn Michele Sindona. Sindona od końca II wojny światowej reprezentował w Mediolanie interesy sycylijskiej mafii. W operacjach, które zapewniały Cosa Nostrze dostęp do świata legalnych pieniędzy, korzystał z poparcia wpływowego arcybiskupa Mediolanu Giovanniego Montiniego.

Pod koniec lat 60. ten sam arcybiskup Montini, wówczas już papież Paweł VI, miał poważny problem finansowy. We Włoszech rosły wpływy komunistów, a razem z nimi opodatkowanie kościelnych obligacji. Wbrew powszechnym opowieściom o nieprzebranych bogactwach watykańskich skarbców Stolica Apostolska stała na progu niewypłacalności. – Kościół nie utrzyma się z Ave Maria – zwykł wtedy mawiać biskup Paul Marcinkus, nałogowy palacz kubańskich cygar i zaufany ochroniarz papieża Pawła VI. Ten potężnie zbudowany syn litewskich emigrantów dorastał w slumsach Chicago. Doświadczenie w bankowości zdobył jeszcze przed wstąpieniem do seminarium, gdy pracował jako kasjer w jednym z chicagowskich banków. W roku 1971 Marcinkus został szefem Instytutu Dzieł Religijnych, jak nazywa się oficjalnie bank watykański.

Mafia czyni cuda

Wkrótce potem w Watykanie pojawił się stary znajomy papieża Pawła VI, bankier mafii Michele Sindona. Zaproponował Marcinkusowi transfer watykańskich pieniędzy poza zasięg chciwego fiskusa Republiki Włoskiej. Pośrednikiem miał być szanowany mediolański Banco Ambrosiano, w którym Watykan miał udziały. Prezesem banku z rekomendacji Sindony został Roberto Calvi.

W banku Ambrosiano zaczęły się dziać cuda. Roberto Calvi przekształcił senną kasę zapomogowo-pożyczkową w największy prywatny bank we Włoszech. Cud miał, niestety, swoją cenę. Według statutu Ambrosiano żaden z jego akcjonariuszy nie mógł posiadać więcej niż pięć procent udziałów. Aby przejąć pełną kontrolę nad bankiem, Calvi stworzył sieć fikcyjnych spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych Luksemburga, Panamy czy wysp Bahama. Za ich pośrednictwem wykupił udziały w Ambrosiano. Potem wykorzystał ten system do przelewania bez żadnej kontroli dużych sum pieniędzy z jednego końca świata na drugi. Banco Ambrosiano, który kontrolował fikcyjne spółki, zyskiwał na jednej transakcji do 20 milionów dolarów prowizji.

Do głównych kontrahentów banku Ambrosiano należał wielki mistrz tajnej loży masońskiej Propaganda Due – Licio Gelli, jedna z najbardziej wpływowych i tajemniczych postaci w powojennej historii Włoch. Zaczynał karierę w tajnych służbach Benita Mussoliniego. Potem był porucznikiem w dywizji SS Hermann Göring, a po wojnie organizował przerzut nazistowskich zbrodniarzy do Ameryki Południowej. Za pośrednictwem Ambrosiano Gelli zaopatrywał w broń swoich przyjaciół – dyktatora Argentyny Juana Perona i rządzącą w Nikaragui rodzinę Somozów. Był też blisko związany z papieżem Pawłem VI, a także z wieloletnim premierem Włoch Giuliem Andreottim, który zyskał sobie przydomek „Wieczny Giulio”, bo od zakończenia II wojny światowej do roku 1992 jego nazwisko można było znaleźć w składzie każdego włoskiego rządu.

Załącznik:
Licio Gelli.jpg

Kierowana przez Licia Gellego loża masońska Propaganda Due (P2) w latach 70. niemal całkowicie kontrolowała życie polityczne i gospodarcze we Włoszech. Należeli do niej ministrowie, parlamentarzyści, sędziowie, dowódcy armii i wywiadu, właściciele mediów oraz najwięksi przedsiębiorcy, wśród nich Michele Sindona i szef Banco Ambrosiano Roberto Calvi.

Seans u Prodiego

To loża P2 miała stać za porwaniem chadeckiego premiera Aldo Moro przez Czerwone Brygady w roku 1978. W ten sposób chciała zapobiec koalicji włoskich chadeków z komunistami. Stało się to przy cichej aprobacie „Wiecznego Giulia”. Akcję poszukiwania porwanego premiera prowadzono skandalicznie. O miejscu jego pobytu śledczy dowiedzieli się za pośrednictwem… seansu spirytystycznego zorganizowanego w domu pewnego profesora z Bolonii. Profesor nazywał się Romano Prodi i jest dziś szefem Komisji Europejskiej.

Po śmierci Aldo Moro w roku 1978 mafijne imperium zaczęło się walić. Pierwszy wpadł sycylijski handlarz cytryn Michele Sindona aresztowany w Nowym Jorku za zamordowanie audytora kontrolującego mafijny bank.

Sindona pociągnął za sobą Banco Ambrosiano. Jego prezes został skazany na cztery lata za nielegalne operacje walutowe. Calvi wyszedł z więzienia po dwóch miesiącach, był jednak wrakiem człowieka. Wpadł w depresję i próbował popełnić samobójstwo. Z pomocą przyszedł mu szef banku watykańskiego biskup Marcinkus, który zdawał sobie sprawę, że bankructwo Ambrosiano wywoła skandal. Zaopatrzył więc Calviego w listy gwarancyjne, z których wynikało, że wszelkie działania podejmowane przez prezesa mają aprobatę Watykanu.

Taka rekomendacja znaczyła w świecie finansów więcej niż najlepsze weksle. Calvi odżył i przystąpił do zaciągania kredytów. Jego plan był prosty: pieniądze pożyczane w całej Europie na podstawie listów biskupa Marcinkusa trafiały na konta fikcyjnych spółek w Panamie i na Bahamach, które kontrolował Calvi. Potem spółki te miały wykupić długi macierzystego Banco Ambrosiano, ratując go przed upadkiem. Na nieszczęście dla banku, jego prezesa i biskupa Marcinkusa z misternej układanki wypadł kolejny – kto wie, czy nie najważniejszy – element.

Upadek wielkiego mistrza

W roku 1981 policja przeszukała willę Licia Gellego, mistrza loży masońskiej P2 i głównego klienta Ambrosiano. W jego rezydencji koło Arezzo w Toskanii znaleziono listę ponad tysiąca nazwisk najbardziej wpływowych ludzi we Włoszech, którzy byli członkami loży Propaganda Due. Lożę zdelegalizowano jako organizację zagrażającą bezpieczeństwu państwa, a Gelli uciekł do Szwajcarii.

Prokuratura znów zainteresowała się prezesem banku Ambrosiano, bo jego nazwisko znajdowało się na liście członków P2. Pewnego ranka Calvi zniknął. Trzy dni później jego ciało znaleziono pod mostem Czarnych Braci w Londynie. Policja, jak wiemy, stwierdziła samobójstwo, jednak dochodzenie zaprowadziło ją do firmy zajmującej wynajęty pokój w Monte Carlo. Kilka godzin po śmierci Calviego wysłano stamtąd polecenia przelewu dużych sum z kont Banco Ambrosiano na rachunki spółek mieszczących się w skrytkach pocztowych w Panamie. Człowiek, który obsługiwał teleks, zlikwidował biuro jeszcze tego samego dnia i zniknął. Razem z nim z kont Ambrosiano zniknęło prawie półtora miliarda dolarów.

Pół roku po śmierci Calviego pod siedzibę banku Rothschildów w Zurychu podjechał opancerzony mercedes. Wysiadło z niego dwóch mężczyzn. Jürg Heer, jeden z dyrektorów banku, już na nich czekał. Wcześniej przełożeni wręczyli mu kopertę z połówką banknotu dolarowego i polecili wypłacić pięć milionów dolarów temu, kto przyniesie drugą połowę. Mieli ją mężczyźni z mercedesa.

Dyrektor Heer opowiedział o tej transakcji dopiero po 10 latach, w roku 1992, gdy został aresztowany pod zarzutem udzielania lewych kredytów. Zeznał wtedy, że owe pięć milionów dolarów było zapłatą za zabicie bankiera Roberta Calviego i pochodziło z kont zablokowanych potem w związku ze śledztwem przeciwko tajnej loży masońskiej Propaganda Due. Okazało się, że pieniądze odebrał osobisty ochroniarz Calviego. Towarzyszył mu rezydent Cosa Nostry w Londynie znany w półświatku jako „Frank Dusiciel”.

Doniczki pełne złota

Afera Banco Ambrosiano znów powróciła na pierwsze strony gazet. Zeznania Jürga Heera zbiegły się z wielką akcją antykorupcyjną we Włoszech, która doprowadziła do upadku „Wiecznego Giulia”, starego przyjaciela loży P2. Proces wytoczony Andreottiemu na początku lat 90. zakończył się zaledwie miesiąc temu. Byłego premiera skazano na karę wieloletniego więzienia za powiązania z Cosa Nostrą.

Nie lepiej skończyli jego dawni znajomi. Bankier mafii Michele Sindona został otruty cyjankiem we włoskim więzieniu kilka lat po śmierci Calviego. Licio Gelli, mistrz loży masońskiej P2, przez lata unikał wymiaru sprawiedliwości. W roku 1998 aresztowano go we Francji, gdzie pielęgnował kwiatki doniczkowe w luksusowej willi w Cannes. Policja znalazła w jego doniczkach ponad 160 kilogramów złota. Gelli do dziś siedzi w więzieniu. Za kraty trafili też „Frank Dusiciel” i dwaj inni mafiosi podejrzewani o zamordowanie Calviego.

Tylko biskup Marcinkus, wieloletni szef banku watykańskiego i jeden z głównych uczestników afery Ambrosiano, pozostał na wolności. Przez całe lata 80. ukrywał się w Watykanie przed nakazem aresztowania wystawionym przez mediolańską prokuraturę. Dziś żyje spokojnie w parafii w rodzinnym Chicago.

Załącznik:
Arcybiskup Marcinkus.jpg

Ciągle jednak nie jest jasne, kto zlecił zabójstwo bankiera. Żona Calviego zeznała, że jej mąż udał się do Londynu, aby przekazać kontrolę nad Banco Ambrosiano ludziom z Opus Dei, organizacji katolickiej, która skutecznie połączyła przestrzeganie nakazów Ewangelii z sukcesem w interesach. Rosnące od początku pontyfikatu Jana Pawła II wpływy Opus Dei zagrażały loży Propaganda Due i biskupowi Marcinkusowi. Wejście tej organizacji do rady nadzorczej Ambrosiano oznaczałoby w praktyce przejęcie przez nią kontroli nad finansami Kościoła i koniec kariery biskupa. Były ochroniarz papieża Pawła VI już raz usiłował zapobiec utracie Ambrosiano, dając Calviemu gwarancje banku watykańskiego. Calvi odwdzięczył się Marcinkusowi czymś, co mogło biskupowi zaskarbić przychylność papieża Polaka. Bank Ambrosiano miał przekazać 14 milionów dolarów na pomoc dla związku zawodowego Solidarność i udostępnić sieć fikcyjnych spółek dla transferu pieniędzy, które CIA przeznaczyła na działalność opozycji w Polsce.

W latach 80. rewelacje te uważano za część komunistycznej kampanii oszczerstw wobec Solidarności. Jednak w roku 1996 Carl Bernstein, reporter „Washington Post”, który zasłynął ujawnieniem afery Watergate, opublikował książkę potwierdzającą wcześniejsze doniesienia. Wynikało z niej, że Stolica Apostolska przez całe lata 80. ściśle współpracowała z Ronaldem Reaganem w walce z sowieckim imperium zła, a pieniądze Waszyngtonu na pomoc dla Solidarności trafiały do Polski kanałami kościelnymi.

Opus Dei górą

Roberto Calvi miał zginąć, bo wbrew swoim protektorom próbował się dogadać z Opus Dei. Jego śmierć nie zapobiegła jednak upadkowi biskupa Marcinkusa ani wzrostowi znaczenia Dzieła Bożego. Jeszcze w roku 1982, a więc roku śmierci bankiera, Jan Paweł II specjalnym przywilejem podporządkował sobie Opus Dei. Pod koniec lat 80. Papież odsunął Marcinkusa od kierowania finansami Stolicy Apostolskiej i powołał profesjonalną radę nadzorczą składającą się ze świeckich bankierów rekomendowanych przez Opus Dei. Bank Ambrosiano przetrwał i pod zmienioną nazwą Banco Ambroveneto jest dziś znów szanowaną instytucją finansową.

Przez całe lata pogłoski o zamordowaniu Roberta Calviego były pożywką dla sensacyjnych i spiskowych teorii. Dziś, gdy dzięki włoskim biegłym przypuszczenia znalazły potwierdzenie, wielu związanych ze sprawą ludzi ciągle unika składania wyjaśnień. Premier Silvio Berlusconi, magnat prasowy podejrzewany o powiązania z Cosa Nostrą, od lat wymyka się prokuratorom. Chroni go poselski immunitet. Jego nazwisko również figurowało na liście członków loży Propaganda Due.

http://niniwa2.cba.pl/ambrosiano_bank_pana_boga.html

—————–

ZBRODNIE PAULA MARCINKUSA

Załącznik:
Arcybiskup Marcinkus.jpg

PAUL MARCINKUS

( 1922-2006 )

Bankier Diabła, zbrodniarz w sutannie

DROGI CZYTELNIKU!

NIEZALEŻNIE OD TEGO JAKĄ WYZNAJESZ WIARĘ

JEŚLI CHCESZ WIEDZIEĆ KIM BYŁ TALLEYRAND KOŃCA XX W._CZŁOWIEK O PODOBNYCH CECHACH SZAREJ EMINENCJI
DO EDGARA J.HOOVERA I REINHARDA HEYDRICHA

JEŚLI CHCESZ WIEDZIEĆ KTO WYPROWADZIŁ Z BANCO AMBROSIANO 3.5 MLD.DOLARÓW , Z KTÓRYCH WATYKAN ODDAŁ 1.5 WIERZYCIELOM

JEŚLI CHCESZ WIEDZIEĆ KTO ZADBAŁ O NIE UDZIELENIE POMOCY MEDYCZNEJ PAWŁOWI VI, GDY TEN POZNAŁ JEGO PRAWDZIWE OBLICZE

JEŚLI CHCESZ WIEDZIEĆ KTO KAZAŁ ZGŁADZIĆ JANA PAWŁA I

JEŚLI CHCESZ POZNAĆ HISTORIĘ CZŁOWIEKA KTÓREGO PRÓBOWAŁY BEZSKUTECZNIE ARESZTOWAĆ ZARÓWNO FBI JAK I WŁOSKI WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI PODNOSZĄC ZARZUTY ZLECANIA PŁATNYCH ZABÓJSTW,HANDLU BRONIĄ, PRANIA BRUDNYCH PIENIĘDZY, TRANSFERU ZŁOTA SKRADZIONEGO OFIAROM HITLERYZMU, FAŁSZOWANIA WALUTY ORAZ PRZEMYTU MATERIAŁÓW RADIOAKTYWNYCH

JEŚLI CHCESZ POZNAĆ DZIEJE CZŁOWIEKA UMIEJĄCEGO OWIJAĆ SOBIE PAPIEŻY WOKÓŁ PALCA

JEŚLI CHCESZ POZNAĆ DZIEJE JEDNEJ Z NAJWIĘKSZYCH AFER XX STULECIA W KTÓREJ UDZIAŁ MIAŁA MAFIA I LOŻA P2

… PAMIĘTAJ !!!

SUTANNA TAKŻE NIE USPRAWIEDLIWIA TYCH PRZESTĘPSTW

CZYTAJ :

MÓJ ARTYKUŁ O PAULU MARCINKUSIE NA http://www.opiumludu.pl

Kim był arcybiskup Paul Marcinkus, człowiek dzierżący większą władzę niż niejeden z papieży XX wieku? Dodajmy, sprawował władzę nad samymi głowami kościoła i był do tego przyzwyczajony. Miał w sobie jakąś niebywałą siłę i charyzmę, która sprawiła że z łatwością omotał dwóch papieży, w międzyczasie skazując na śmierć tego, który mu się przeciwstawił, choć być może pierwszą jego ofiarą padł pierwszy dobroczyńca Paweł VI, który gdy zorientował się w przestępstwach faworyta, zmarł na uleczalną chorobę bez udzielenia pomocy lekarskiej.

Był człowiekiem mściwym i okrutnym, zdolnym do popełnienia każdej zbrodni, lecz zarazem nie kierował się nigdy prawdziwą wiarą, którą zastępowała mu miłość do pieniądza i władzy.

Jego chciwość była tak wielka, że nie powstrzymała go przed współpracą z mafią i pospolitymi gangsterami, od których uczył się metod likwidacji swych przeciwników w białych rękawiczkach.

Następnie z pełnym cynizmem typowym dla bossa mafii informował cały świat, że jest niewinny, w obliczu kolejnego ujawnionego nadużycia czy zbrodni, nawet gdy wszelkie tropy śledztwa wskazywały na niego jako na winowajcę.

Paulius Casimir Marcinkus przyszedł na świat w Stanach Zjednoczonych w Cicero w stanie Ilinois15 stycznia 1922 r. jako syn litewskiego emigranta, który uciekł z kraju jeszcze w czasach carskich w obawie przed wcieleniem do armii rosyjskiej.

Jako dziecko musiał zaznać nędzy i wielu upokorzeń, gdyż matka również Litwinka pracowała w piekarni, ojciec zaś był pomywaczem okien. Jego izolację od świata zewnętrznego musiało pogłębiać to, ze rodzice nigdy nie nauczyli się mówić dobrze po angielsku.

Pod wpływem księdza parafialnego w małym Paulu obudziły się ambicje wstąpienia do stanu duchownego. Wiedział, że tylko w ten sposób może porzucić nudne i monotonne życie na prowincji i dostać się do wielkiego świata, o którego poznaniu tak marzył.

3 maja 1947 r. w diecezji w Chicago otrzymał święcenia kapłańskie. Początkowo pełnił posługę równocześnie dla kościoła św. Krystyny oraz kościoła św. Krzyża, który znajdował się w odległej, południowej strefie miasta. Do 1949 r. był również członkiem sądu diecezjalnego, zajmującego się unieważnianiem małżeństw. W 1950 r. wyjechał do Rzymu na studia w katolickim Uniwersytecie Gregoriańskim, które ukończył trzy lata później ze stopniem doktora prawa kanonicznego.

Jednak już w tym czasie dał się poznać nie tylko jako zdolny student-doktorant. Watykan bowiem zaczął mu powierzać specjalne zadania . W 1952 r. z rekomendacji ówczesnego arcybiskupa Chicago, kardynała Samuela Stritcha ,trzydziestoletni Marcinkus został skierowany do sekcji angielskiej Sekretariatu Stanu w Watykanie. Była to szkoła dyplomacji, po której ukończeniu awansował błyskawicznie, pełniąc funkcje attaché nuncjusza papieskiego kolejno w Boliwii ( 1955) i w Kanadzie ( 1959).Następnie, w grudniu 1959 r. otrzymał wezwanie do powrotu do Watykanu i zaproszenie do pracy w Sekretariacie Stanu. Poza wrodzonym sprytem, pogłębionym przez studia dyplomatyczne, młody duchowny posiadał jeszcze niezwykłą zdolność uczenia się języków obcych. Biegła znajomość włoskiego i hiszpańskiego sprawiła, że kilkakrotnie zdarzyło mu się być tłumaczem papieża Jana XXIII.

Jednak punkt zwrotny w jego karierze stanowił pontyfikat Giovanniego Battisty Montiniego, który przeszedł do historii jako Paweł VI. Podczas jednej ze swych licznych podróży do Rzymu kardynał Spellman z Nowego Yorku zwrócił uwagę Pawła VI , że Marcinkus jest bardzo obiecującym człowiekiem. Już w pierwszym roku sprawowania urzędu ( 1963) dał się poznać nowemu papieżowi jako niezastąpiony tłumacz języka angielskiego, niebawem stał się głównym tłumaczem i w tym charakterze towarzyszył papieżowi w jego zagranicznych podróżach.

W 1964 r. miało miejsce wydarzenie, które sprawiło, że papież dostrzegł jeszcze inne zalety Marcinkusa i które odmieniło jego dalsze życie, dające mu niepodważalną pozycję, na którą inni duchowni musieli pracować latami. Podczas spotkania z wiernymi w centrum Rzymu Paweł VI utknął w gęstym tłumie i groziło mu niebezpieczeństwo stratowania przez entuzjastów.

W pobliżu papieża znajdował się Marcinkus, który odznaczał się mocną postawną budową i niezwykłą siłą fizyczną, dlatego odepchnął napierający tłum, torując drogę przestraszonemu i zdezorientowanemu papieżowi. Na drugi dzień czekało go podziękowanie bezpośrednio od papieża, który postanowił, że Marcinkus będzie od tej pory jego nieoficjalnym przybocznym ochroniarzem. Dlatego nazywano go potem potocznie „arcybiskupem Gorilla”. Siła i refleks Marcinkusa jeszcze raz ocaliły Pawłowi VI życie, gdy w 1970 r. samotny zamachowiec rzucił się na papieża, próbując go zasztyletować podczas wizyty w Manili na Filipinach. Marcinkus odznaczający się wzrostem 193 cm i stukilogramową wagą z łatwością powalił napastnika na ziemię.

Dwanaście lat później miał miejsce podobny opisywany wówczas w prasie epizod, choć Marcinkus tego nie potwierdzał, gdy podczas pielgrzymki do Fatimy uratował Jana Pawła II przed innym nożownikiem. W ten sposób pozyskiwał zaufanie kolejnych głów kościoła, stając się nie kontrolowanym przez nikogo mężem nieograniczonego zaufania i powiernikiem papieży.

W grudniu 1964 r. Marcinkus towarzyszył Pawłowi VI w pielgrzymce do Indii, a rok później w podróży do siedziby ONZ w Nowym Yorku. Podczas tych obu wyjazdów zagranicznych był już oficjalnym doradcą do spraw bezpieczeństwa w charakterze równocześnie osobistego przybocznego i tłumacza papieża.

Zdołał wówczas wkraść się w łaski osobistego sekretarza Pawła VI, ojca Pasquale Macchiego, należącego do ścisłego kręgu najbliższych doradców głowy kościoła.

Kolejne podróże, w maju 1967 r. do Portugalii i w lipcu tego samego roku do Turcji , w których niezmiennie towarzyszył papieżowi pogłębiły zaufanie i przyjaźń jaką darzył go Paweł VI.

6 stycznia 1969 otrzymał on godność arcybiskupa tytularnego Horta oraz sekretarza Kurii Rzymskiej. Dwa miesiące później wykazał się gorliwością, z której już wtedy przebijała niemała pewność siebie, a wręcz doza bezczelności, którą odtąd będzie sobie torował otwarcie drogę, nie odczuwając najmniejszego wyrzutu sumienia z powodu coraz liczniejszych przestępstw i ofiar jakie miał na koncie. Nie wyraził on bowiem zgody na rutynowe uczestnictwo ochrony prezydenta USA Richarda Nixona podczas spotkania z papieżem, grożąc że inaczej nie dopuści do spotkania, władczym tonem oświadczając osłupiałym funkcjonariuszom:

„Daję wam 60 sekund żeby się stąd wynieść albo możecie tłumaczyć prezydentowi, dlaczego papież się nie może z nim spotkać”.

W 1971 r. jego bezkompromisowa postawa połączona ze skrywaną od dawna żądzą władzy i zysków pozwalających mu odreagować ubóstwo i poczucie wyobcowania z dzieciństwa i wczesnej młodości, została wreszcie należycie nagrodzona powierzeniem mu funkcji prezesa Istituto per le Opere di Religione (IOR), czyli tzw. Banku Watykańskiego .

Marcinkus, który był urodzonym kapitalistą i zabrał się przede wszystkim do zabezpieczania własnej przyszłości na tej intratnej posadzie, znalazł się od 1979 r. na celowniku Czerwonych Brygad, lewicowej organizacji terrorystycznej działającej wówczas we Włoszech. Rewizje w mieszkaniach dwóch członków grupy doprowadziły do odkrycia zdjęć i dokumentów arcybiskupa, na którego szykowano zamach.

Nie po raz ostatni Marcinkus miał szczęście.

6 sierpnia 1978 r. po krótkiej chorobie w letniej rezydencji papieskiej w Castel Gandolfo umarł protektor Marcinkusa i promotor jego kariery Paweł VI. Śmierć ta nastąpiła w bardzo zagadkowych okolicznościach, gdyż jako oficjalny powód śmierci podano rozległy zawał serca, w rzeczywistości papież chorował na uleczalne zapalenie pęcherza moczowego. Jednak nie udzielono mu pomocy lekarskiej. W ostatnich miesiącach życia Paweł VI tracił zaufanie do Marcinkusa.

Wreszcie przejrzał na oczy dostrzegając nadużycia szefa Banku Watykańskiego.

Jednak następca Pawła na stolicy apostolskiej Albino Luciani, skromny biskup z Wenecji, który bronił się początkowo przed przyjęciem godności papieża,odkrył już jako Jan Paweł I, to, co jego poprzednik zdążył zauważyć dopiero po latach współpracy – gigantyczne nadużycia i przestępstwa Banku Watykańskiego. Ten światły i odważny papież, wśród wielu zainicjowanych reform znalazł miejsce i na to, by podjąć odpowiednie kroki kładące kres powiązaniom Banku Watykańskiego ze zorganizowaną przestępczością i uczynieniu z niego narzędzia nielegalnych operacji finansowych,

powiększającego prywatne konta Marcinkusa i osób z nim współdziałających ulokowane w strefach bezpodatkowych na Wyspach Bahama. Swoją wiedzę i gotowość natychmiastowego położenia kresu złu Jan Paweł I przypłacił życiem. Po 33 dniach pontyfikatu został znaleziony w swoich prywatnych apartamentach na łóżku martwy z książką w dłoni, choć nie chorował przedtem.

Dlatego tajemnicą poliszynela stało się w Watykanie, że „uśmiechnięty papież”, jak nazywał go lud, z którego się wywodził, padł ofiarą trucizny. Głównym podejrzanym był Marcinkus i to on miał największy interes w pozbyciu się niewygodnego papieża. Pogłoski o otruciu musiały dotrzeć do polskiego kardynała, który już dawniej zdążył zaprzyjaźnić się ze zmarłym, a zarazem jego następcy – Karola Wojtyły, znanego światu jako Jan Paweł II. To powstrzymało jego ciekawość, na ile prawdziwe są zarzuty przeciwko Marcinkusowi i sprawiło, że chcąc realizować swą misję postanowił nie narażać się zbytnio dworowi watykańskiemu i nie wnikać w jego tajemnice. Przykazaniu: nie wychylaj się, a zachowasz głowę pozostał wierny do swej śmierci w marcu 2005 r.

W lipcu 1982 r. nazwisko Marcinkusa wylądowało na szpaltach gazet i znalazło się we wszystkich światowych, a szczególnie europejskich mediach.

Wybuchł wówczas skandal związany z udziałem arcybiskupa w słynnym bankructwie mediolańskiego Banco Ambrosiano, w który była zamieszana loża masońska Propaganda Due („P2”). Wyszło wówczas na jaw, że Marcinkus jako dyrektor Ambrosiano Overseas, z siedzibą w Nassau, na wyspach Bahama, współpracował przez wiele lat z Roberto Calvi, szefem Banco Ambrosiano. Utrzymywał także bliskie, wręcz przyjacielskie kontakty z Michaele Sindoną, który ściśle współpracował z mafijnymi grupami przestępczymi.

Wyprowadzona z mediolańskiego banku zawrotna suma trzech i pół miliardów dolarów została ulokowana w dziesięciu spółkach, których właścicielem był Bank Watykański. Prezes Banco Ambrosiano, Roberto Calvi, przyjaciel Marcinkusa zwany też „Bankierem Boga”, został oskarżony i skazany za udział w tej aferze. W czasie trwania sprawy apelacyjnej uciekł z Włoch i kilka tygodni później znaleziono go powieszonego pod mostem Blackfriars w Londynie.Jego ciało było dociążone cegłami a w kieszeniach miał 7 tysięcy funtów. To nie była jednak ostatnia śmierć. Dziwnym trafem zginął także dziennikarz, prowadzący śledztwo w sprawie Marcinkusa, Banku Watykańskiego i ich powiązań z przestępczością zorganizowaną.

Osobą Marcinkusa zainteresowali się także agenci FBI, którzy przeprowadzili wnikliwe śledztwo i przybyli do Rzymu, rozmawiając także z dawniej zaprzyjaźnionym z Marcinkusem ojcem Pasquale Macchim, który obecnie delikatnie dawał do zrozumienia , że szef IOR rzeczywiście ma podejrzane interesy i powiązania. Dotarli nawet do samego Marcinkusa. Kto inny, mając tyle na sumieniu być może przestraszyłby się dochodzenia. Marcinkus jednak zachował zimną krew, spokojnie wywracając demonstracyjnie puste kieszenie spodni i wymawiając się od dalszej współpracy obowiązkami służbowymi. Z kolei w połowie lat 80. władze włoskie usiłowały Marcinkusa aresztować w związku z zarzutami zlecania płatnych zabójstw, handlu bronią, prania brudnych pieniędzy, transferu złota skradzionego ofiarom hitleryzmu, fałszowania waluty oraz przemytu materiałów radioaktywnych. Jednak nigdy nie został aresztowany ani osądzony. Jego wydaniu wymiarowi sprawiedliwości sprzeciwił się osobiście Jan Paweł II. Istniały co najmniej trzy powody dla których papież tak zaangażował się w obronę prezesa IOR. Pierwszy już omówiłem przy okazji okoliczności wstąpienia Wojtyły na stolicę piotrową. Wolał nie wiedzieć zbyt wiele o swych współpracownikach, by nie narażać się jak jego poprzednik na nagłą śmierć i przerwanie misji.

Drugą przyczynę stanowił właśnie wspomniany wyżej zamach w Fatimie w 1982 r., który Marcinkus udaremnił. To dlatego ambitny arcybiskup starał się ukryć to zdarzenie, chcąc zataić okoliczności pozyskania pełni zaufania Jana Pawła II. Trzeci klucz do tej zagadki tkwił w pokaźnych zastrzykach finansowych które Bank Watykański przekazywał opozycji solidarnościowej w Polsce. Papież Polak, którego młodość i lata dojrzałe przypadły na lata stalinizmu, uważał w owym czasie, w co jeszcze będzie wierzył przez wiele lat, ze komunizm może przybierać jedynie postać antyhumanitarnego totalitaryzmu. Dlatego operatywność Marcinkusa była mu niezbędna. Pikanterii jednak sprawie dodaje to czym już papież nie interesował się – z jakich nielegalnych operacji pochodziły pieniądze na działalność „Solidarności”, przekazywane równocześnie z funduszami pochodzącymi od CIA.

Jeśli się zważy te przyczyny i połączy je wszystkie razem w jedną całość stanie się oczywiste dlaczego Jan Paweł II trzymał bezkrytycznie parasol ochronny nad Marcinkusem, nie dopuszczając do swej świadomości myśli, że w ten sposób ucieka przed odpowiedzialnością pospolity przestępca o szatańskiej osobowości, łączący fałsz przymilnego dworzanina-dyplomaty z chłodnym cynizmem i gangsterskimi metodami działania.

25 maja 1986 r. londyński magazyn „Observer” nie omieszkał przytoczyć swoistego credo arcybiskupa, który stwierdził, że „kościół nie może utrzymywać się tylko ze zdrowasiek””.

Dopiero w 1989 roku kiedy papież powierzył sprawowanie zarządu Banku Watykańskiego osobom świeckim, arcybiskup Marcinkus ustąpił ze stanowiska jego prezesa po 18 latach sprawowania niepodzielnie tego urzędu. Ostatecznie Watykan musiał zapłacić 145 milionów funtów w ramach ugody z wierzycielami.

Przed odejściem na emeryturę Paul Marcinkus wrócił w 1990 roku do archidiecezji w Chicago, gdzie żył jako ksiądz w parafii. Posiadając paszport dyplomatyczny, w który wyposażył go Jan Paweł II, był poza zasięgiem FBI i amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Do końca życia odmawiał wyjaśnień swojej roli w sprawie skandalu finansowego Watykanu. Mieszkał w Phoenix w Arizonie, w siedmiopokojowym domu położonym nieopodal pola golfowego. Pracował w parafii kościoła św. Klementyny z Rzymu, gdzie uważany był za uczynnego księdza, chętnie odwiedzającego chorych. Być może po latach obudziły się w nim wyrzuty sumienia lub obawa by za popełnione czyny nie dosięgnął go piorun innej sprawiedliwości niż ziemska.

Paul Marcinkus zmarł w Sun City, w Arizonie 20 lutego 2006 r. w wieku 84 lat, o czym poinformowały w skromnych notkach światowe agencje informacyjne. Przeżył papieża Polaka. Poczynając od Jana XXIII,a kończąc na Janie Pawle II przeżył w Watykanie rządy czterech papieży. Dwóch spośród nich potrafił uczynić nieświadomymi narzędziami własnej polityki.

Był zręcznym politykiem łączącym wszystkie najgorsze cechy dostojników watykańskich, którego nic nie powstrzymało przed osiągnięciem własnych celów, nawet gdy ceną którą trzeba było zapłacić za ich realizację było wiele istnień ludzkich. W swoim cynizmie i bezwzględności przypominał notabene wyświęconego także na biskupa i działającego w dyplomacji hrabiego Talleyrand de Perigord, francuskiego polityka, który manipulując ludźmi i zdradzając wczorajszych sojuszników i dobroczyńców zdołał przetrwać nie tracąc głowy (co było wówczas nie lada sztuką) od czasów rewolucji francuskiej po epokę powrotu do władzy Burbonów po obaleniu Napoleona który był jego protektorem. Z bardziej współczesnych person dorównywał mu przebiegłością J. Edgar Hoover, który dzięki posiadaniu „haków” na każdego kolejnego z ośmiu prezydentów USA, pełnił nieprzerwanie urząd szefa FBI w latach 1924-1972, mimo iż osobiście przyczynił się do wielu nadużyć i zbrodni- w tym zabicia Martina Luthera Kinga.

Niejasna jest także rola jaką podległe mu służby odegrały w sprawie zabójstwa J. F. Kennedy’ego (w szczególności jego pracownik niejaki Guy Banister).

Ostatnią postacią do której porównałbym Marcinkusa jest Reinhard Heydrich , szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) i wywiadu Sichercheitsdienst podległego SS, co łączył z byciem faktycznym zastępcą Himmlera w latach hitleryzmu. Był on skrajnie amoralnym cynikiem i mistrzem politycznych intryg i prowokacji służących eliminowaniu jego przeciwników, a także szarą eminencją III Rzeszy. Zarówno Heydricha, Talleyranda jak i Hoovera mimo różnic okoliczności i epok w jakich przyszło im działać trzeba właśnie uznać za szare eminencje dla których jedyną wartością jest własna władza i pozycja. Tak też winien przejść do historii Marcinkus.

http://antykapitalista19171959.salon24.pl/84887,zbrodnie-paula-marcinkusa

——————-

Watykan przeciw „haniebnym” oskarżeniom wobec abpa Marcinkusa

„Haniebnymi, pozbawionymi podstaw” oskarżeniami wobec „zmarłego, nie mogącego się bronić” nazwał Watykan zarzuty, jakie pojawiły się tego dnia we włoskiej prasie pod adresem nieżyjącego od dwóch lat b. szefa watykańskiego banku Ior arcybiskupa Paula Marcinkusa.

Załącznik:
archbishop-paul-marcinkus.jpg

W ten sposób Stolica Apostolska w wydanym komunikacie zareagowała na artykuły, w których przytacza się zeznania kobiety, powiązanej ze znanej rzymskim gangiem Banda della Magliana. Utrzymuje ona, że to arcybiskup Marcinkus polecił gangowi porwanie córki pracownika Watykanu – Emanueli Orlandi w 1983 roku.

Watykan zapewnił, że nie zamierza w żaden sposób ingerować w pracę wymiaru sprawiedliwości.

„Ale jednocześnie – dodano w nocie – nie można nie wyrazić głębokiego rozgoryczenia i potępienia sposobu informowania, bardziej typowego dla poszukiwania sensacji niż spełniającego wymogi powagi i etyki profesjonalnej”.

W oświadczeniu, podpisanym przez rzecznika Watykanu księdza Federico Lombardiego, podkreśla się, że media rozpowszechniły informacje o zarzutach, nie weryfikując ich źródła, które budzi „skrajne wątpliwości”.

„W ten sposób zaś na nowo rozbudza się ból rodziny Orlandi, bez okazania szacunku i ludzkich uczuć wobec osób, które wiele wycierpiały” – twierdzi watykański rzecznik.

W poniedziałek agencja prasowa Agi, a we wtorek wszystkie włoskie gazety ujawniły treść zeznań, złożonych w marcu tego roku przez Sabrinę Minardi, która była związana z jednym z szefów gangu Banda della Magliana – nieżyjącym już Enrico Renatino De Pedisem.

Porwanie i zamordowanie 15-letniej Emanueli Orlandi

15-letnia Emanuela Orlandi znikła bez wieści 22 czerwca 1983 roku w biały dzień w Rzymie i nigdy nie została odnaleziona. Minardi twierdzi, że dziewczyna została zamordowana, a jej ciało wrzucone do betoniarki.

Porwanie Emanueli Orlandi jest jedną z największych zagadek kryminalnych w dziejach współczesnych Włoch. Łączono je z zamachem na Jana Pawła II na Placu świętego Piotra 13 maja 1981 roku ze względu na żądanie, jakie pojawiło się wówczas od domniemanych porywaczy, domagających się uwolnienia tureckiego zamachowca Mehmeta Alego Agcy. O powiązaniu obu tych spraw przekonanych było zawsze kilku sędziów śledczych, prowadzących dochodzenie w sprawie zamachu na papieża.

W niedzielę włoska prasa poinformowała o nowym wątku, związanym z udziałem gangu w tym przestępstwie, całkowicie wykluczającym jakikolwiek związek ze strzałami na Placu świętego Piotra. Dzień później ujawniono zaś szczegóły zeznań kochanki bossa bandy z dzielnicy Magliana.

Była to kryminalna organizacja, utworzona pod koniec lat 70. zeszłego wieku z różnych grup przestępczych, mających powiązania z kamorrą, masonerią, wywrotowymi prawicowymi bojówkami.

Według kobiety to ten cieszący się ponurą sławą, siejący postrach gang porwał Emanuelę Orlandi na rozkaz arcybiskupa Marcinkusa, wówczas szefa watykańskiego banku Ior (Instytutu Dzieł Religijnych). Funkcję tę pełnił od 1971 do 1989 roku, a następnie na polecenie Jana Pawła II został oddalony z Watykanu. Abp Macrinkus umarł w Stanach Zjednoczonych w lutym 2006 r.

Inne zarzuty wobec abp. Marcinkusa
Przypomina się, że był on jedną z najbardziej tajemniczych postaci w Watykanie. Marcinkusowi, urodzonemu w USA synowi litewskiego imigranta, zarzucano w latach 80., że jako szef watykańskiego banku prowadził nielegalne operacje finansowe nie mające nic wspólnego z działalnością Stolicy Apostolskiej. Arcybiskupa oskarżano o to, że jego działania – między innymi defraudacja 3 miliardów dolarów – przyczyniły się do krachu wielkiego włoskiego banku Ambrosiano w 1982 roku.

Załącznik:
marcinkus.jpg

Kobieta, ujawniająca obecnie szczegóły przestępczej działalności gangu, powiedziała prokuratorowi, że o motywach uprowadzenia wie tylko to, że stał za tym arcybiskup Marcinkus i – jak twierdzi – być może „jeszcze ktoś wyżej” . Według jej słów uprowadzenie to miało być „sygnałem dla kogoś nad nimi”.

Nazywana przez włoskie media superświadkiem kobieta twierdzi, że poznała osobiście arcybiskupa Marcinkusa. Według jej informacji gangster, z którym była związana, prowadził interesy z szefem watykańskiego banku, bo „lokował on na zagranicznym rynku pieniądze, pochodzące z porwań”. Przestępca miał mu zanosić wielkie torby z pieniędzmi – wynika z tych zeznań.

Jak relacjonuje włoska prasa, w pewnej chwili kobieta wyraziła przypuszczenie, że powodem porwania Emanueli Orlandi była „wojna władzy”, ale nie wyjaśniła tej hipotezy, wielokrotnie powtarzając nazwiska arcybiskupa Marcinkusa.

Rodzina Emanueli Orlandi nie wierzy w to, by watykański hierarcha mógł być zamieszany w uprowadzenie dziewczyny. Nie traci również nadziei, że ona wciąż żyje.

Według mediów wszystko wskazuje na to, że prokuratura zaczyna ponownie prowadzić intensywne dochodzenie w sprawie tego najbardziej zagadkowego porwania we Włoszech.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5359517,Watykan_przeciw__haniebnym__oskarzeniom_wobec_abpa.html

———————

Skok stulecia

Kto ukradł 200 mln dolarów przekazanych „Solidarności” przez CIA?

David Yallop, angielski ekspert finansowy znający świat tajnych watykańskich finansów, twierdzi, że polski papież dał błogosławieństwo przedsięwzięciu, dzięki któremu „Solidarność” miała otrzymać tajnymi kanałami 200 mln dolarów. Problemem jest to, że te pieniądze nigdy do „Solidarności” nie dotarły. Christopher Story, wydawca „International Currency Review”, nazwał tę historię jedną z największych i najbardziej zagadkowych „czarnych dziur” współczesnego systemu finansowego. Znane osobistości w Watykanie i Waszyngtonie zachowują w tej sprawie milczenie. O tym, co się stało z pieniędzmi, może wiedzieć generał Wojciech Jaruzelski.

Czarna kasa

CIA i bank watykański utworzyły tajny fundusz w wysokości 200 mln dolarów, mający wesprzeć „Solidarność”. W 1983 r. CIA dysponowała „czarną kasą” przeznaczoną na finansowanie „nielegalnych, tajnych operacji – bez zadawania pytań”. Za tę działalność CIA odpowiadał Richard Brenneke. Przerzucał sekretne fundusze do szwajcarskich banków (na przykład Credit Suisse w Genewie) albo wyciągał z nich pieniądze, by – przez skomplikowany system transferów po całym świecie – uniemożliwić odkrycie, skąd pochodzą. Mając poparcie szefa CIA Williama Caseya, Brenneke zaczął wykorzystywać bank watykański do prania pieniędzy. To Casey poznał Richarda Brenneke z szefem banku, biskupem Paulem Marcinkusem. – Bywały takie dni, że prało się nawet 400 mln dolarów – wspomina Brenneke.

Poggi, Marcinkus, Dziwisz

Jedynym pasażerem limuzyny, która kwietniowej nocy 1983 r. zatrzymała się na podjeździe Pałacu Apostolskiego, był arcybiskup Luigi Poggi. Był on nuncjuszem nadzwyczajnym, osobą do specjalnych zadań. Znał wielu wpływowych ludzi, w tym Lecha Wałęsę i dyrektora CIA Williama Caseya. Znał też Nahuma Admoniego, urodzonego w Polsce dyrektora generalnego Mossadu. Arcybiskup i szef izraelskich szpiegów spotkali się w Paryżu. – Dowiedziałem się, że Watykan zamierzał pomóc „Solidarności”. Domyśliłem się, że wykorzystają w tym celu biuro „Solidarności” w Brukseli, które było czymś w rodzaju nieoficjalnej ambasady. Wiedziałem, że szef biura Jerzy Milewski był skuteczny w zbieraniu funduszy dla „Solidarności” – wspomina Admoni, który mieszka obecnie w USA.

W kwietniową noc 1983 r. Poggi przyjechał do Pałacu Apostolskiego na spotkanie z osobistym sekretarzem papieża prałatem Stanisławem Dziwiszem oraz biskupem Paulem Marcinkusem. Poggi powiedział im, że kończący misję w Polsce ambasador USA Francis J. Meehan zapoznał go z planami przekazania przez administrację Reagana 200 mln dolarów na rzecz „Solidarności”. O planach Reagana wiedział też Mossad. Izraelski wywiad dowiedział się o tym dzięki programowi komputerowemu Promis, przekazanemu Jerzemu Milewskiemu. Program ten – poprzez specjalną furtkę – umożliwiał poznanie tajemnic jego użytkownika.

Znikająca kasa

O tym, jak będzie przebiegać operacja przekazania 200 mln dolarów „Solidarności”, mówiono podczas spotkania Marcinkusa z Williamem Caseyem i Richardem Brenneke’em w Villa Sritch, gdzie bankier zajmował apartament. Szczegóły omówiono następnego dnia podczas partii golfa w Aquastinie – najbardziej ekskluzywnym klubie golfowym Rzymu (Marcinkus był jego członkiem). Pieniądze miały przejść przez wiele amerykańskich banków, m.in. przez Bank of America oraz City Bank. Richard Brenneke opracował specjalne kody szyfrowe dla tych transakcji. Pieniądze dla „Solidarności” miały zostać przesłane do banku watykańskiego z Banco de Panama (banku narodowego Panamy), ze Standard Bank of South Africa oraz z londyńskiego Coutts, czyli banku obsługującego brytyjską królową. Z banku watykańskiego pieniądze miały trafić do Bank Lambert w Brukseli. Taki system transferów uniemożliwiał określenie źródła pochodzenia pieniędzy.

Kradzież doskonała

W Bank Lambert w Brukseli ustaliłem, że nie odnotowano tam żadnych większych transferów na rzecz „Solidarności”. Co się zatem stało z 200 mln dolarów? Na ten temat wiele mógłby powiedzieć zmarły w tajemniczych okolicznościach Robert Maxwell. W artykułach opublikowanych we „Wprost” („Bankierzy Saddama”, nr 6/2004; „Ucho generała”, nr 11/2004) opisałem interesy Maxwella z władzami PRL, w tym sprzedaż programu Promis. Miał on być użyty przeciwko „Solidarności”. I został użyty. Pieniądze dla „Solidarności” – dzięki rozpoznaniu sposobu ich transferowania poprzez Promis – mogły zostać przejęte przez służby specjalne, które z tego programu korzystały: od polskich po sowieckie. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że z wielu źródeł wynika, iż niemiecka Stasi, a być może i KGB, miała „kreta” w Watykanie. Ta osoba mogła być źródłem informacji o tym, kiedy zaczęła się operacja przekazywania pieniędzy dla „Solidarności”, co ułatwiło ich przejęcie. Pieniądze mogła także przejąć rosyjska mafia, bo Maxwell prowadził interesy z jej szefem Siemionem Mogilewiczem.

http://www.wprost.pl/ar/?O=59355

Cytuj:
Philip Willan – „THE LAST SUPPER. The mafia, the masons and the killing of Roberto Calvi“

„L’ITALIA DEI POTERI OCCULTI. Mafia, Massoneria e l’Oscura Morte di Roberto Calvi“ (WŁOCHY I SEKRETNA WŁADZA. Mafia, masoneria i tajemnicza śmierć Roberto Calvi) to tytuł włoskiego wydania książki brytyjskiego dziennikarza Philipa Willana. Choć oryginał angielski „THE LAST SUPPER. The mafia, the masons and the killing of Roberto Calvi“ ukazał się w 2007 r., zaraz po procesie w Rzymie, podczas którego udowodniono, że Calvi nie powiesił się, lecz „został powieszony“ – dopiero teraz o książce zaczyna mówić się coraz głośniej w wielu krajach, ponieważ analizuje ona zabójstwo Calviego w kontekście wydarzeń z okresu Zimnej Wojny i zawiera wątki dotyczące Włoch, Wielkiej Brytanii, Polski, Turcji, Stanów Zjednoczonych. Philip Willan znany ze swojej skrupulatności zawodowej, opisuje wiele faktów, które miały miejsce na przestrzeni ostatnich 27 lat, próbuje je usystematyzować oraz połączyć różne elementy kryminalnej i politycznej mozaiki – choć w dalszym ciągu, zbyt wiele rzeczy jest jeszcze sekretem. Jeżeli ktoś chce poznać wszystkie hipotezy dotyczące tej najbardziej tajemniczej zbrodni XX wieku – książka Willana to podstawowe kompendium wiedzy na ten temat.
Watykan, loża masońska P2, służby specjalne, mafia, przestępczość zorganizowana, bohaterzy polityki międzynarodowej, walka z komunizmem, handel bronią, przemyt narkotyków, pranie brudnych pieniędzy, terroryzm, finansowanie ruchów oporu i kontrrewolucji, bankructwo i kolosalne sumy pieniędzy, przechodzące z rąk do rąk bez śladu – to składniki tego dziennikarskiego podręcznika, który czyta się jednym tchem, jak „Kod Davinci“ Dana Browna. Po raz pierwszy w książce porusza się także fakt finansowania Solidarności – pieniądze, które były jedną z przyczyn krachu Banku Ambrozjańskiego, i powód dla którego włoski prokurator Luca Tescaroli przesłuchiwał w Gdańsku Lecha Wałęse. Willan pisze także o dokumentach, jakie najprawdopodobniej znajdowały się w teczce Calviego, i które mogły skompromitować papieża, Kościół kat., rządy wielu krajów, a także – być może zmienić bieg historii.
Choć wciąż nie wiadomo, kto zawiązał węzeł na stryczku, jaki założono na szyję Roberta Calvi – o tym morderstwie można przynajmnie teraz już rozmawiać…
„Książkę pisałem przez trzy lata, ale sprawą Calviego interesuję się w zasadzie od samego początku – kiedy zaczynałem jako dziennikarz, tuż po jego śmierci“ – opowiada Philip Willan. „To jedna z tajemnic historii, które mnie zawsze intrygowały. Wcześniej współpracowałem także przy innych projektach łączących się ze sprawą Calviego – jak bestseller Davida Yallopa, o domniemanym zabójstwie papieża Luciani (Jan Paweł I), i przy książce kolegi Charlsa Raw, dotyczącej przede wszystkim powiązań Banco Ambrosiano i IOR. To temat, który mnie zawsze fascynował i mogłem spełnić się profesjonalnie, kiedy poproszono mnie, abym napisał „THE LAST SUPPER“. Wymagało to wiele poświęcenia, gdyż temat ten jest bardzo skomplikowany i delikatny. Straciłem prawie wzrok, czytając akty rzymskiego procesu. Było bardzo trudne skondensować wszystko w jednej książce, niestety ze względu na ograniczenia – musiałem zrezygnować z wielu rzeczy.“

Agnieszka Zakrzewicz

———————————————–

STRYCZEK BEZ WĘZŁA

Rozmowa z Philipem Willanem

Agnieszka Zakrzewicz: Śmierć Roberta Calvi jest jedną z największych tajemnic tego wieku, które do tej pory nie zostały jeszcze wyjaśnione. Minęło jednak 25 lat, jaki sens ma dzisiaj zajmować się tą sprawą?

Philip Willan: Właśnie fakt, że minęło tyle czasu daje nam nową możliwość dotarcia wreszcie do prawdy. W pierwszych latach temat był bardzo delikatny, dotyczył bezpośrednio władzy i był okryty sekretem. Teraz jesteśmy w nowej fazie politycznej i istnieje szansa oraz możliwość aby dotrzeć głębiej.
Załącznik:
roberto_calvis_corpse.jpg

A.Z.: O sprawie Calviego pisało już bardzo wielu dziennikarzy. Co nowego wnosi Pana książka?

P. W.: Całkowitą nowością jest analiza zaistniałych faktów w retrospektywie historycznej, a w szczególności w kontekście Zimnej Wojny. Kiedy Roberto Calvi próbował ratować swój bank od bankructwa – mówił głośno, że zrobił bardzo wiele jeżeli chodzi o walkę z komunizmem, prowadzoną przez Zachód w ramach Zimnej Wojny oraz, że wyjawi wszystkie sekrety dotyczące tej walki. Moim zdaniem to jest właśnie klucz do zrozumienia jego śmierci pod Mostem Czarnych Braci w Londynie.

A.Z.: W 2007 r. zakończył się we Włoszech proces dotyczący zabójstwa Roberto Calviego. Co on zmienił?

P.W.: Proces zakończył się uniewinnieniem pięciu oskarżonych. Uniewinnienie ich wynika jednak z braku dostatecznych dowodów i w niektórych przypadkach pozostawia nawet wiele wątpliwości. Dla włoskiego sądu nie ma natomiast żadnych wątpliwości, co do tego, że Roberto Calvi „został powieszony“ – a nie „powiesił się“, tak jak orzekł to sąd brytyjski. To jest najważniejsze w tym procesie, jaki prowadził prokurator Luca Tescaroli, bo jeżeli było to zabójstwo i pięciu oskarżonych nie jest winnych – oznacza to, że są inni winni, których trzeba szukać. Dziś jedno jest pewne – to było morderstwo, a nie samobójstwo. Po 27 latach, po raz pierwszy mówiąc o śmierci Calviego, nie można mówić już o prawdopodobnym samobójstwie – tak jak ustaliło to pierwsze dochodzenie londyńskie, lub mieć jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do tego. Kto i jak zabił Calviego? – tego jednak w dalszym ciągu nie wiemy.

A.Z.: Czy możemy przypomnieć jak i w jakim stanie zostało znalezione ciało Calviego? Jakiej symboliki masońskiej można się w tym doszukiwać?

P.W.: Calvi został powieszony na rusztowaniach pod Blackfriars Bridge (most Czarnych Braci) w Londynie (w nocy z 17 na 18 czerwca 1982 r. – przyp. red.). Ciało zostało odkryte przez londyńskiego listonosza – był to człowiek bardzo wysoki, przechodząc przez most, dostrzegł więc przypadkiem zwisającego trupa. Calvi miał cegły w kieszeniach, a także wewnątrz spodni, w kroczu (kawałki cegieł o łącznej masie 5,7 kg – przyp. red.). To podpis „budowniczych“. Sam most Czarnych Braci przywołuje jednocześnie na myśl i masonerię, i kościół katolicki. Od zawsze istniało podejrzenie, że ta wielka inscenizacja tak doniosłego morderstwa, ma wiele wspólnego z masonerią, gdyż Calvi należał do loży P2. Zwłaszcza we Włoszech było wiele spekulacji na ten temat, po śmierci „bankiera Boga“. Jak wiadomo – jednym z rytuałów masońskich jest „obrabianie“ kamienia. Nie było żadnego sensu, aby człowiek, który chce się powiesić, obciążał swoje ciało przed niebezpieczną wspinaczką n rusztowania pod wielkim mostem na Tamizie. Owszem, człowiek, który chciał się utopić – mógł mieć taki pomysł. Ale skoro Calvi nie powiesił się sam, lecz został powieszony – cegły mają symboliczną wymowę. Niestety zaraz po znalezieniu trupa, policja londyńska odcięła stryczek i nigdy nie można było zanalizować tego, w jaki sposób został zawiązany węzeł – to wyjaśniłoby od razu wiele spraw.

A.Z.: Ale masoneria międzynrodowa zaprzeczyła, że Calvi należał do Wielkiej Loży w Londynie, a sama Propaganda 2 została uznana za lożę „krytą“ (tzn. całkowicie tajną), która oficjalnie została wykluczona i skrytykowana przez światowe wolnomularstwo. Co możemy naprawdę mówić o wpływie masonerii międzynarodowej w zabójstwo Calviego? Czy są jakieś fakty, czy to wciąż tylko legenda?

P.W.: Nie ma wątpliwości, że Calvi należał do loży Propaganda 2 i choć niektórzy twierdzą, że nie była to prawdziwa loża masońska, miała ona jednak olbrzymie powiązania i wpływy w całym świecie – zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej. Jej członkami byli premierzy Egiptu, Liberii, Włoch. Inaczej patrzy się na P2 żyjąc we Włoszech i znając historię tego kraju, inaczej z zewnątrz. Prawda, że nie zostało ustalone jasno jakie związki masońskie Calvi miał w Londynie. Twierdzi się, że należał do loży londyńskiej, która nie została nigdy zidentyfikowana. Jest pewne, że uczęszczał do loży masońskiej na wyspach Bahama, bo syn Calviego jest w posiadaniu dokumentów potwierdzających to.
Jedną z ciekawszych rzeczy, jakie odkryłem podczas pisania mojej książki, są dwie wiadomości-ostrzeżenia, jakie otrzymał Calvi przed śmiercią – wysłane do jego domu i do biura. Na jednej z kartek pocztowych przechowywanych w jego sekretarzyku (znalezinych po śmierci przez córkę, ale zagubionych później przez brata), był właśnie most Czarnych Braci w Londynie. Na drugiej był znaczek z mostem, odwołujący się do symbolicznej „Gry w most“, jaka do tej pory jest znana w Pizie. Te wiadomości, które bez wątpienia były kryptograficzne, odwoływały się do mostu – i widząc, w jaki sposób Calvi zakończył swoje życie – są one wręcz kuriozalne, biorąc pod uwagę fakt, że otrzymał je zanim został zabity. Te wiadomości-ostrzeżenia, są w aktach procesu – nie zostało jednak jeszcze wyjaśnione jaki jest ich sens i znaczenie.

A.Z..: Pan w swojej książce dotyka wielu delikatnych kwestii – są obszerne fragmenty poświęcone Polsce oraz papieżowi Janowi Pawłowi II. Jedną z tez książki jest to, że bankructwo Banco Ambrosiano oraz sama śmierć Calviego jest ściśle związana z przepływem pieniędzy dla Solidarności. Może Pan to lepiej wytłumaczyć?

P.W.: Ta sprawa wyszła na jaw także podczas procesu w Rzymie. Jedym ze świadków był Francesco Pazienza, który współpracował z Calvim i miał bardzo ścisłe związki z włoskim wywiadem wojskowym (SISMI – przyp. red.), i najparwdopodobniej także z CIA. Zeznał podczas procesu, że brał udział w operacji przesyłania funduszy dla Solidarności, zorganizowanej przez IOR (Instytut Dzieł Religijnych czyli bank watykański – przyp. red.), razem z bankiem Calviego, która odbyła się w formie transportu do Polski sztabek złota w samochodzie Łada. Pazienza opowiedział o tej operacji z detalami.

A.Z.: Kim był tak naprawdę Francesco Pazienza i jaką rolę odegrał w sprawie Calviego?

P.W.: Francesco Pazienza był młodym człowiekiem, aferzystą-biznesmenem mającym bardzo szerokie kontakty międzynarodowe. Wszedł w życie Calviego, bardzo głęboko, gdyż najprawdopodobniej miał zadanie przeprowadzić dochodzenie dotyczące wszystkich nielegalnych spraw, jakie były prowadzone przez jego bank. Posiadał dokumenty dotyczące afer Calviego – bardzo kompromitujące i ważne – zamiast jednak przekazać te dokumenty swoim zleceniodawcom, sprzedał je Calviemu i zobowiązał bankiera, aby zatrudnił go jako doradcę. Miał na niego ogromny wpływ – ponieważ Calvi wierzył bardzo w sekretną władzę, w nadrzędny poziom tej nielegalnej władzy, jaki stanowiły pewne kręgi polityczne, tajne służby wojskowe, loże masońskie, a także przestępczość zorganizowana. Pazienza miał związki z tymi wszystkimi „sektorami“ – potrafił więc łatwo przekonać Calviego, aby słuchał jego rad.

A.Z.: Czy zna Pan osoby narodowości polskiej, które mogły przynależeć do loży P2 i być „brakującym ogniwem“ pomiędzy Propagandą 2 a Solidarnością?

P.W.: Nie znam nazwisk Polaków, którzy mogli przynależeć do loży Propaganda 2. Są jednak osoby, które działały w łonie kościoła polskiego w Rzymie i które, zgodnie z tym, co zeznał Francesco Pazienza oraz zgodnie z opowieściami innych osób – pomagały w przekazaniu pięniędzy dla Solidarności. Te osoby nie chciały nigdy rozmawiać o tym, co robiły. Najprawdopodobniej jedną z osób, która działała czynnie i miała bezpośrednie kontakty z Bankiem Ambrozjańskim i z opozycją antykomunistyczną w krajach Bloku Wschodniego, był biskup Pawel Hnilica. Był sądzony za to, że otrzymał pieniądze z IOR i przekazał je Favio Carboniemu (prawdopodobnie Watykan zapłacił od 3 do 6 mln. dolarów za kompromitującą zawrtość teczki Calviego – przyp. red). Hnilica został wezwany jako świadek także podczas procesu w Rzymie, ale jest to osoba już bardzo stara i schorowana, której rola wydawała się tragiczna. Trudno powiedzieć, czy nie mógł, czy nie chciał odpowiedzieć na pytania prokuratora. W każdym razie, jest to długi cień, jaki pada na Kościół kat. – bo tak ważny biskup, który miał osobiste kontakty z papieżem, był wmieszany bezpośrednio w związki z osobami bliskimi przestępczości zorganizowanej.

A.Z.: W Pana książce jest mowa o morderstwie, o masonerii, o mafii, o przestępczości zorganizowanej (banda della Magliana – przyp. red.), o praniu brudnych pieniędzy i międzynarodowym przemycie narkotyków, o handlu bronią, o tajnych służbach wojskowych, o Zimnej Wojnie, o walce z komunizmem – i wszystko to ma powiązania z Watykanem. Czy papież Jan Paweł II wiedział o wszystkim?

P.W.: Myślę, że papież Jan Paweł II otrzymał już w „spadku“, taką sytuację w Watykanie, gdzie istniały już związki z innymi organizmami, mającymi na celu walkę z komunizmem – bo Kościół katolicki, był prześladowany w krajach rządzonych przez komunistów w całej Europie Wschodniej. Było naturalnym stworzenie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, z masonerią międzynarodową, a także ewentualnie z mafią, aby walczyć ze wspólnym wrogiem. Najprawdopodobniej taki stan rzeczy istniał już, kiedy papież Jan Paweł II został wybrany. Oczywiście – są to niebezpieczne związki kompromitujące Kościół. Trudno więc powiedzieć, co papież wiedział „w detalu“ odnośnie sojuszu ideologicznego, który powstał i umocnił się, aby walczyć z komunizmem. Bez wątpienia jednak on – będąc Polakiem – miał cel w tym, aby walczyć z komunizmem w swojej ojczyźnie. Myślę jednak, że kontynuacja strategii, była jego wolą – kto jednak i w jaki sposób kierował później konkretnymi działaniami i na ile informowano o tym papieża, trudno powiedzieć.

A.Z.: Spotkał Pan osobiście Czcigodnego Mistrza Licio Gelliego, który rozmawiał z Panem właśnie dla potrzeb tej książki. Co powiedział Gelli na temat śmierci Calviego?

P.W.: Licio Gelli jest już osobą starszą i w miarę upływu czasu staje się coraz bardziej szczery i otwarty w rozmowach, także na tematy, których nigdy wcześniej nie poruszyłby. On jest właśnie jednym z potencjalnych kandydatów podejrzewanych jako sprawca śmierci Calviego, ponieważ otrzymał bardzo dużo pieniędzy od Calviego, brał udział w operacjach międzynarodowych mających na celu walkę z komunizmem – używając właśnie funduszy jakie przekazał mu bankier Boga. Zgodnie z dokumentami ujawnionymi przez włoski wywiad wojskowy – Gelli był szantażowany przez Calviego, w ostatnich dniach poprzedzających zabójstwo. Informacje te mówią o tym, że Calvi pojechał do Londynu właśnie po to, aby negocjować z Gellim, albo z jego wysłannikiem (Umberto Ortolanim – przyp. red.) – został jednak zabity, a cała kompromitująca dokumentacja, jaką posiadał w swojej teczce, została przejęta przez jego morderców.
Gelli utrzymywał zawsze, że był wielkim przyjacielem Calviego. Kiedy rozmawiałem z nim o potencjalnych mordercach – powiedział mi, że jego zdaniem należałoby jednak przeprowadzić poważniejsze dochodzenie w stosunku do osób, które towarzyszyły Calviemu w ostatniej podróży do Londynu (Flavio Carboni i Silvano Vittor – przyp. red.). Powiedział jasno, że to było zabójstwo, ale to nie on był zleceniodawcą.

A.Z.: Istnieje również druga hipoteza, której wiarygodność była podtrzymywana do tej pory – Calvi był winien pieniądze mafii, które pochodziły z brudnych interesów narkotykowych. Na ile jest jeszcze wiarygodna taka wersja?

P.W.: Jest to hipoteza, która zawsze miała swoich zwolenników. Podczas procesu mówiło się wiele w dalszym ciągu o roli Calviego i jego banku w praniu brudnych pieniędzy pochodzących z międzynarodowego biznesu narkotykowego. Według niektórych świadków koronnych – czyli byłych mafiozów, także z dużym autorytetem – Calvi zajął miejsce Michela Sindony, innego bankiera i swojego poprzednika, który odgrywał przez lata kluczową rolę w interesach mafii. I widząc, że Calvi znalazł się w sytuacji, w której wykorzystał mafijne pieniądze na cele nie do końca „produktywne“ (jak walkę z komunizmem i finansowanie między innymi solidarnościowego ruchu oporu – przyp. red.), nie mogąc zwrócić długu mafii – został ukarany śmiercią.

A.Z.: Pan porusza w książce także dwie inne poważne sprawy. Bankier Boga i jego sojusznicy finansowali nie tylko działalność wywrotową, rewolucyjną i zbrojną przeciwko komunizmowi – finansowali także zamachy terrorystyczne, takie jak na przykład zamach na stację w Bolonii w 1980 r. Co Calvi miał wspólnego z tym zamachem?

P.W.: Zamach w Bolonii to bardzo trudny temat i kolejna niewyjaśniona tajemnica. Związek Calviego z tą smutną historią, ma podstawy w zeznaniach pewnego świadka – Elia Ciolini, który mówił o powiązaniach loży Propagandy 2 z zamachem w Bolonii i opowiadał o niektórych faktach z dużą dokładnością, a w jego opowieściach są na pewno także elementy prawdy, opierające się na jego znajomościach z ludźmi należącymi do ekstremalnej prawicy – nie tylko we Włoszech, ale także w Ameryce Łacińskiej. Ciolini zdyskredytował się jednak sam, jako świadek – opowiadając także wiele historii nieprwdopodobnych. Istnieje jednak inna hipoteza, według której, wmieszanie Calviego w zamach w Bolonii, miało na celu ściągnięcie na niego uwagii prokuratury włoskiej i zmuszenie go do ucieczki z Włoch, poprzez Londyn, co doprowadziło go do śmierci.
Jaki związek mają ze sobą te wszystkie elementy? – do tej pory nie jest to wyjaśnione. Układają się jednak w pewną, dość trudną mozajkę, w której brakuje wciąż wiele części. Istnieją jednak podstawy do tego, aby przypuszczać, że loża P2 miała związki z terroryzmem – z ekstremistami zarówno z prawicy, jak i z lewicy.

A.Z.: Istnieje jednak druga strona medalu Zimnej Wojny. Niektóre hipotezy mówią o tym, że Calvi finansował przed śmiercią transakcję sprzedaży rakiet dla Argentyny, aby mogła prowadzić wojnę z Anglią o Falklandy-Malwiny. Miał w tym osobisty interes admirał Massera, aby zająć miejsce Videli. Rzeczywiście jest to pewna sprzeczność, że tyle mówi się o bezkrwawej rewolucji Solidarności, dzięki której komunizm został zwyciężony – pomijając całkowicie to, co działo się w Ameryce Łacińskiej, zapominając o ofiarach w Argentynie i Chile, o takich skandalach jak Iran-Contra affair… W każdej wojnie jednak to zwycięzca pisze historię, a Zimna Wojna była jednak regularną wojną, gdzie ścierały się dwa bloki, mające dwie przeciwne ideologie – komunizm i kapitalizm, nie przebierając w środkach…

P.W.: Tak, to kolejny wątek tej historii. Bank Ambrozjański bez wątpienia sfinanswował różne tranzakcje zakupu broni dla krajów w Ameryce Łacińskiej, gdzie prawicowe reżimy wojskowe walczyły z opozycją komunistyczną. Loża P2 Gelliego miała uprzywilejowane związki z Argentyną, gdzie osobą odpowiedzialną za zakup broni był admirał Emilio Massera i był członkiem Propagandy 2. Tak więc wszystkie te afery rozgrywały się wewnątrz „familii“ P2. Jednym z głównych powodów wojny o Falklandy-Malwiny były właśnie ambicje osobiste admirała Massery, który miał nadzieję, że po sukcesie militarnym polegającym na odbiciu wysp od Wielkiej Brytanii, będzie mógł wygrać wybory demokratyczne w Argentynie i zainicjować w ten sposób przejście od dyktatury do demokracji. Jest oczywiście jeszcze kolejna wymowna symbologia zabójstwa Calviego. Kiedy znaleziono jego ciało – londyński most Czarnych Barci był pomalowany w biało-niebieskie pasy, tak jak flaga argentyńska.

A.Z.: Przez lata śledził Pan rozwój tej jednej z największych kryminalnych zagadek XX wieku. Po tym całym wysiłku, jaki Pan włożył w napisanie tej książki, która jest solidną i uporządkowaną analizą faktów – jakie jest Pana osobiste zdanie co do zabójstwa Calviego? Kto związał węzeł na stryczku?

P.W.: Moje osobiste zdanie – bo oczywiście po 27 latach wciąż jesteśmy na etapie hipotez – aby zrozumieć tragiczny los włoskiego bankiera, trzeba analizować go nie tylko jako efekt wielkiego i podejrzanego bankructwa, ale przede wszystkim umiejscowić całą historię w kontekście faktów i realiów historycznych – w kontekście Zimnej Wojny. Calvi był członkiem loży P2 i jedynym celem tej organizacji, do jakiego została powołana – była walka z komunizmem na całym świecie. Najprawdopodobniej Calvi uczestniczył w tej walce i finansował ją z różnych źródeł. W pewnym momencie znalazł się w obliczu nieprzewidzianego bankructwa i próbował szantażować swoich potężnych wspólników, grożąc ujawnieniem wszystkich delikatnych i kompromitujących faktów – związki pomiędzy różnymi państwami, rządami, wywiadami, masonerią, przestępczością zorganizowaną i Watykanem. Były to tajemnice, które trudno wyznać nawet na spowiedzi. Gdyby Calvi w tamtym okresie zdecydował się ujawnić fakty, jakie znał i w jakich brał udział – mógłoby przynieść to ogromną szkodę. Pojechał do Londynu, gdzie poprzez szantaż chciał uzyskać zwrot brakujących pieniędzy. Niestety nie udało mu się to, bo został powieszony pod mostem Czarnych Braci. Do dziś nie jesteśmy w stanie ustalić, kto zawiązał węzeł na stryczku…
Jednym z aspektów tej historii, który mnie najbardziej uderzył, to właśnie to „pomieszanie poziomów“ – fakt, że Calvi był w centrum sieci różnych relacji, które prowadzą od Watykanu do CIA, do masonerii międzynarodowej, do przestępczości zorganizowanej. Jest to mieszanka naprawdę wybuchowa i kompromitująca dla tych wszystkich, którzy masowo brali udział w tym wielkim, zbiorowym wysiłku, jakim była walka z komunizmem. I może jednym z najlepszych przykładów, które ilustrują właśnie ten niesmak, jaki budzi sprawa Calviego – jest historia Renatino De Pedis – bossa bandy z Magliana, który został pochowany w krypcie jednego ze znanych rzymskich kościołów. Ten fakt ilustruje najlepiej, że istniały ścisłe związki pomiędzy sektorami społecznymi, które poprzez swoją naturę powinny być absolutnie niekompatybilne – jak Kościół katolicki i przestępczość zorganizowana. Właśnie z tego powodu wszystko musiało być sekretem. Nie można było o tym mówić i ujawnić niczego, co się wiedziało – nie ryzykując życia. Dzisiaj przynajmniej, możemy o tym rozmawiać.

—————————————

Philip Willan jest od ponad 20 lat korespondentem brytyjskim we Włoszech, współpracującym min. z „The Guardian“, „The Sunday Herald“ oraz z prestiżowym magazynem „Internazionale“. Współpracował przy bestsellerze „In God’s Name “ (W imię Boga), autorstwa Davida A. Yallopa, oraz przy książce Charlesa Raw „The Money Changers“ (Wielkie oszustwo).
W 1993 r. wydał swoją pierwszą książkę „Puppetmasters. The Political Use of Terrorism in Italy “ (Marionetki. Zamachy i spiski we Włoszech).
W 2007 r. ukazała się po angielsku jego książka „THE LAST SUPPER. The mafia, the masons and the killing of Roberto Calvi“ (OSTATNIA WIECZERZA. Mafia, masoneria i zabójstwo Roberto Calvi), wydana we Włoszech w 2008 r., pod tytułem „L’ITALIA DEI POTERI OCCULTI. Mafia, Massoneria e l’Oscura Morte di Roberto Calvi“ (WŁOCHY I SEKRETNA WŁADZA. Mafia, masoneria i tajemnicza śmierć Roberto Calvi). Aktualnie jest przygotowywane wydanie amerykańskie i tureckie książki. Być może ukaże się także w Polsce, choć rozmowy z wydawcami polskimi nie są łatwe.

http://www.bezgranic.net.pl/index.php?d=news_content&dn=3&id=258

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s