Mity o muzułmańskim zagrożeniu Europy

Tę rolę – rozwiewania mitów, wyjaśniania niedomówień, zniekształceń, manipulacji – powinny pełnić media publiczne. Jest dokładnie odwrotnie: pogłębiają niewiedzę i podsycają niezdrowe emocje. Właściwie jest to zdrada stanu w wykonaniu wszystkich, którzy w mediach państwowych pracują i kwalifikuje się do wszczęcia postępowania z urzędu przez prokuraturę.

Alarm! Najazd!! Niebezpieczeństwo!!! Upadek cywilizacji!!!!

Herstoryk (gościnnie), PRACowniA, 20 września 2015

Przyczyną tych klęsk ma być oczywiście rosnący napływ uchodźców i imigrantów, a zwłaszcza muzułmanów.

Zarówno media głównego nurtu, jak i społeczne, zalewa ostatnio fala artykułów pod alarmistycznymi tytułami, wieszczącymi koniec Europy, islamizację Zachodu, kapitulację kultury europejskiej, itp. Te w prawicowo-narodowych mediach społecznych są z reguły otwarcie rasistowskie. Każdy taki artykuł jest kwitowany falą komentarzy w przytłaczającej większości pełnych rasizmu, jadu, nienawiści, wulgaryzmów, kłamstw propagandowych i mitów miejskich pod adresem i na temat uchodźców, a szczególnie wyznawców islamu.

Dawka rzeczywistości

By jednak należycie i racjonalnie, bez wznieconych przez strach czy uprzedzenia emocji ocenić, czy napływ imigrantów naprawdę grozi zalewem i katastrofa, trzeba wpierw na chłodno przyjrzeć się historycznym przykładom podbojów i nawracania, a następnie nudnym statystykom demograficznym i modelom przyszłego rozwoju populacji Europy, o wiele mniej sensacyjnym niż reportaże w TV o bałaganie i gwałtach, czy tendencyjne filmiki na You Tube.

Trochę historii

W epoce przedindustrialnej kres cywilizacji czy kulturze mogły przynieść:

Zbrojny najazd z zewnątrz przez wojowniczych napastników i obalenie dotychczasowego porządku. Jak wykazuje jednak historia, do niedawna w większości takich przypadków zmieniała się jedynie klasa czy kasta rządząca, a nawracanie populacji na wiarę i kulturę zdobywców trwało nieraz setki lat i dokonywało się bardziej ze względów finansowych i społecznych niż pod przymusem.
Dobrowolne nawrócenie się władcy i klasy rządzącej ze względów politycznych, jak w przypadku chrztu Polski. Czy wcześniej, chrystianizacja Imperium Rzymskiego w 380 r. Reszta populacji – jak wyżej.
Stopniowe ruchy migracyjne, jak np. w Kosowie, kolebce serbskiej państwowości, skąd rodzima ludność serbska mniej lub bardziej dobrowolnie migrowała na północny zachód, pod naciskiem zislamizowanych Albańczyków.
Ludobójstwo. Jak np. przy budowie państwa krzyżackiego, kiedy to Zakon wymordował znaczną część Prusów i Jaćwingów, zastępując ich niemieckimi osadnikami. Było to jednak możliwe tylko dzięki niewielkiej liczbie ofiar i słabemu zaludnieniu tych obszarów. Czy planowe mordowanie całych społeczeństw przez Mongołów Czyngiz Chana.

Ostatnio, w XIX i XX wieku, metody zmiany ustroju, bo do tego się to dziś sprowadza, były inne:

Dwudziestowieczne totalitaryzmy narzucano przemocą, przy użyciu nowoczesnych organów państwowych jak we Włoszech, w Niemczech, w Chorwacji czy w Rosji. Oprócz przymusu niezbędne były jednak też: ideologia, ciesząca się poparciem znacznej części społeczeństwa, masowa partii wodzowska oraz posłuszne media i szkolnictwo.

Komuniści narzucali swą ideologię wasalom, często przez zamach stanu, jak np. w Czechosłowacji, czy przy pomocy sfałszowanego referendum, jak w Polsce, zawsze jednak po uprzednim przejęciu kontroli nad aparatem państwowym i przy poparciu licznych miejscowych wyznawców ich idei, skupionych we franczyzowych legalnych partiach politycznych. Nawet jednak najbardziej drastyczny terror w czasach stalinowskich nie był w stanie dokonać całkowitego narzucenia komunizmu społeczeństwom. Mógł najwyżej wymóc powierzchowne posłuszeństwo władzom.

Demokracja. Jak np. w Iranie, gdzie przytłaczająca większość głosujących opowiedziała się za ustanowieniem Republiki Islamskiej po obaleniu dyktatury Szacha. Co było zupełnie naturalne przy 90% społeczeństwa wyznających islam. Jak w Egipcie po obaleniu Mubaraka, gdzie jednak wybrane w wolnych wyborach Bractwo Muzułmańskie odsunięto od władzy w sponsorowanym przez USA wojskowym zamachu stanu.

Wróćmy teraz do kwestii rzekomego zalewu Europy przez muzułmańskich przybyszów i przyjrzyjmy się realiom, reprezentowanym w statystykach i sondażach:

Ilu naprawdę jest muzułmanów w Unii Europejskiej?

Populacja Unii Europejskiej to ok. 508 milionów. Dokładne policzenie unijnych muzułmanów jest niełatwe, gdyż spisy powszechne w większości krajów nie grupują obywateli na podstawie wyznania. Jak jednak wykazują oparte na przybliżeniach (wg. kraju pochodzenia) oceny, w 2010 r. było ich ok. 20 milionów, czyli 3,8%. Znaczny odsetek Europejczyków wierzy jednak w wyolbrzymioną na użytek propagandowy liczbę muzułmanów w ich krajach – i tak np. Francuzi powszechnie uważają, że muzułmanie stanowią 31% mieszkańców Francji, podczas gdy naprawdę jest ich tylko ok. 8%, Anglicy, że wyznawcy islamu w Anglii to 21% (wedle statystyk tylko 5%), itp. [1][2]. Podobnie wyolbrzymiane są proporcje muzułmanów w europejskich miastach – do 30% w Paryżu (10-15%) i do 50% w Amsterdamie (14%), etc. [3].

Czy mnożą się jak króliki?

Zgodnie ze statystykami dzietność muzułmanów jest rzeczywiście wyższa niż rodowitych Europejczyków, różnica jednak jest stosunkowo niewielka – np. we Francji i Niemczech muzułmanki rodzą przeciętnie 2,2 dziecka, w porównaniu z 1,5 u kobiet innych wyznań. To prawda, że nowi przybysze z krajów islamu mają z początku tendencję do posiadania licznych rodzin, zgodnie z tradycją kraju pochodzenia. I tak np. osiedlające się kiedyś w Wlk. Brytanii Pakistanki miały 30 lat temu przeciętnie po 3,5 dzieci. Następne pokolenie jednak było już o wiele bliżej średniej europejskiej, z 2,5 urodzeń [4]. Od tego czasu dzietność muzułmanów zarówno w krajach pochodzenia, jak i na emigracji ostro zmalała. Do właściwej interpretacji tych danych niezbędne jest przypomnienie, że muzułmanie są statystycznie młodsi niż przeciętna europejska (32 lata w porównaniu z 40) [5], oraz że uchodźcy/imigranci często zakładają rodzinę wkrótce po zadomowienia się w nowym kraju. To prawda, że 1,5 dziecka na europejską rodzinę jest poniżej progu utrzymania liczebności populacji, jednakże muzułmańskie 2,2 dziecka to zaledwie 0,1 powyżej tego progu, a zatem liczba imigrantów nie będzie prawie rosnąć przez urodzenia, co więcej, prognozy demograficzne sugerują, że dzietność muzułmanów będzie dalej spadać [2][4][6].

Czy będą wkrótce większością w Europie?

Modelowanie demograficzne przy użyciu powyższych liczb przewiduje, że muzułmanie mogą stanowić ok. 8% populacji w roku 2030, 10,2% w roku 2050 i do 25% w roku 2100. Prognozy te są jednak kwestionowane, gdyż nie biorą pod uwagę odchodzenia od islamu dzieci ze związków mieszanych i sekularyzacji (patrz niżej), a zatem mogą być zawyżone [2]. Tak czy owak, od obecnych 3,8% do hipotetycznych 25% jest bardzo daleko.

Czy wszyscy są fanatykami, słuchającymi ślepo nakazów religii?

Znaczny odsetek muzułmanów, zwłaszcza z niektórych krajów, rzeczywiście traktuje religię bardzo poważnie, stanowią oni jednak mniejszość. W krajach pochodzenia nacisk na przystawanie do norm społecznych lub/i prawo państwowe zmuszają wszystkich bez wyjątku do publicznej pobożności. Jak jednak świadczą statystyki, w świeckiej Europie, gdzie takiego przymusu brak, wielu islamskich imigrantów może sobie pozwolić na częściowe czy nawet całkowite odejście od religii, przy zachowaniu jednak islamskich tradycji, jak np. świąt i celebracji. Francuskie prawo zabrania pytania o „rasę” czy religię w spisach powszechnych, robi jednak wyjątek dla organizacji INED [7] i INSEE [8]. Wedle ich sondaży tylko 2,1 mln francuskich muzułmanów zadeklarowało się jako „praktykujący”, w tym 70-110 tys. rdzennych Francuzów, którzy przeszli na islam. Wedle odpowiedzi na pytania w spisach powszechnych o kraj pochodzenia i podejście do religii (bez podawania której, co jest zabronione, patrz wyżej) tylko 33% z 5 – 6 mln pochodzących z krajów islamskich obywateli Francji przyznaje się do aktywnego praktykowania, co potwierdza ww. dane INED/INSEE oraz wyniki „Special Eurobarometer 393” [9] z 2012 r. Jest to mniejszy odsetek niż polskich praktykujących katolików, oceniany na 39-41%! Sytuacja jest podobna w innych krajach Unii. Eksponowanie ponad wszelką proporcję hałaśliwego, demonstracyjnie rozmodlonego marginesu fundamentalistów przez media głównego nurtu i społeczne jest łatwe do wytłumaczenia – takie sensacje przyciągają najwięcej widzów/słuchaczy i najlepiej się sprzedają.

Czy wszyscy muzułmanie to terroryści?

Pomijając już oczywisty absurd zapominania o IRA, ETA, itp., zgodnie z danymi agencji ds. bezpieczeństwa muzułmanie są odpowiedzialni za marginalny odsetek zamachów terrorystycznych – 6% w USA i 0,4% w Unii Europejskiej [10].

Realistyczna ocena „wielkiej wędrówki ludów” i groźby „zalania”

Wywołany amerykańskim interwencjonizmem na Bliskim Wschodzie kryzys spowodował lawinę uchodźców z Afganistanu, Syrii, Iraku i Libii, ocenianą na co najmniej 5 mln ludzi [11]. Znaczna ich liczba szuka azylu w Europie. Nawet jednak gdyby całe 5 mln przesiedlono do Unii Europejskiej, zwiększyłoby to odsetek europejskich muzułmanów o niecały jeden procent jej 508 milionowej populacji, do niecałych 5%, co bardzo trudno nazwać „zalewem”.

Realistyczna ocena „podboju” i „islamizacji”

Czy naprawdę istnieje możliwość zdobycia kontroli nad którymś krajem Unii przez tego typu grupę mniejszościową? Drogą zbrojnego podboju (1)? Nawrócenia elity(2)? Wyparcia rodzimej populacji(3)? Ludobójstwa (4)? Na pewno nie!

A może przejęcia władzy na wzór faszystów i komunistów, do czego potrzebne są: masowa polityczna partia muzułmańska, ciesząca się poparciem części społeczeństwa; zdobycie kontroli nad aparatem przymusu, czyli wojskiem i policją; zdobycie kontroli nad mediami?? Absurd!

A może zdobycie większości parlamentarnej i wprowadzenie „szariatu”??? Nonsens!

Nie zanosi się więc ani na zbrojny podbój Europy przez uzbrojone w kałasznikowy islamskie hordy i pokonanie przez nie uzbrojonych w najnowocześniejsze bronie armii europejskich, ani islamski zamach stanu, ani na masowe nawrócenie Europejczyków na islam, ani królicze rozmnożenie się muzułmanów i zepchnięcie tradycyjnych mieszkańców do mniejszości.

Zwłaszcza w Polsce, gdzie jednak ok. 10 tys rodzimych muzułmanów i ewentualne kilka tysięcy imigrantów rzekomo stanowią – wedle ONRu, Euroislamu i tysięcy rasistowskich nienawistników komentujących każdą wzmiankę o islamie i imigrantach – śmiertelne zagrożenie dla kultury i religii narodowej.

Legendy miejskie i realia

Mity miejskie o ósemce dzieci w każdej rodzinie muzułmańskiej, o ubraniu „naszych” kobiet w burki, o „zalaniu przez muzułmańską dzicz”, o terrorystach, o legalizacji pedofilii, o przymusowym nawracaniu są więc w świetle twardych faktów wyssanymi z palca alarmistycznymi straszakami, używanymi przez populistycznych polityków, głównie prawicowych, do żerowania na ignorancji i uprzedzeniach wyborców, oraz do znudzenia powtarzane przez propagandzistów islamofobii, a wreszcie bezkrytycznie łykane i cytowane przez rasistów i bigotów. Nie znajdują żadnego potwierdzenia ani w sondażach, ani w statystykach, ani w modelach demograficznych, ani w raportach wywiadu. Zdyszane doniesienia o fali gwałtów, o hałaśliwych demonstracjach brodaczy i ubranych w burki kobiet są często wyjętymi ze statystycznego kontekstu sensacjami medialnymi, grającymi na uprzedzeniach publiczności.

Co jest prawdziwym zagrożeniem?

Ani liczba, ani religia, ani pochodzenie uchodźców nie są zagrożeniem dla Europy. Europejskie służby i policja radzą sobie nieźle ze zwalczaniem skrajnego fundamentalizmu i terroryzmu. Problemami są: gwałtowny wzrost napływu przybyszów, brak jednolitych dla całej Unii, przejrzystych i sensownych reguł ich przyjmowania i rejestracji, brak obowiązkowych programów integracji – uczących języka, obyczajów i praw krajów osiedlenia, oraz, last but not least, skutki rozdmuchiwania ksenofobii przez 20 lat islamofobicznej propagandy, szerzonej przez rządy i grupy interesów specjalnych [12] dla potrzeb agresywnej polityki USA na Bliskim Wschodzie, alias „Wojny z Terrorem”.

Nagła nawała uchodźców spowodowała oczywiste i nieuniknione problemy logistyczne z transportem, zakwaterowaniem i rejestracją, wyglądające groźnie w szukających sensacji doniesieniach medialnych. Brak wspólnych dla całej Unii, jednolitych zasad ich traktowania powoduje tarcia polityczne i jest wodą na młyn skrajnej prawicy. Zasianie wiatru islamofobicznej propagandy i demonizacja muzułmanów zaowocowały plonem populistycznego rasizmu, strachu i niechęci do uchodźców i imigrantów. To właśnie one są prawdziwym zagrożeniem dla Europy, a nie uchodźcy, ich religia czy pochodzenie. Jeśli nie będą skutecznie zwalczone, mogą doprowadzić do rozłamów i sporów między krajami Unii, do narastających w siłę incydentów i ataków rasistowskich, wywołujących reakcje odwetowe, co może doprowadzić do walk sekciarskich i do ograniczenia swobód obywatelskich w imię utrzymania spokoju. Groźbę wydają się rozumieć (wreszcie, lepiej późno niż wcale) rządy i media głównego nurtu, do niedawna szerzące antymuzułmańską propagandę, które teraz nagle zmieniły kurs o 180 stopni. Czy będzie to wystarczające dla otrzeźwienia społeczeństwa, nie wiadomo [13].

Propagowanie i szerzenie ksenofobii i rasizmu są w ostatecznym rozrachunku tylko ZAKLINANIEM RZECZYWISTOŚCI, które nie jest w stanie jej zmienić, może najwyżej doprowadzić do załamania się porządku społecznego i bezpieczeństwa wewnętrznego krajów Unii. Jak długo na Bliskim Wschodzie będzie szerzyć się krwawy chaos, wywołany latami interwencji USA i ich europejskich satelitów, tak długo uchodźcy przed nim będą desperacko szukać schronienia obiecującego bezpieczeństwo. Nie powinno nikogo dziwić, że szukają azylu w bliskiej, stabilnej i bogatej Europie, która przez 200 lat tuczyła się na kolonialnym i neokolonialnym wyzysku.

Prężna, mająca wiarę w siebie cywilizacja i kultura nie musi i nie powinna obawiać się napływu ludzi z zewnątrz. Obecna fala imigrantów jest więc sprawdzianem siły i wartości kultury europejskiej. Jak tak powszechne wśród Polaków fobie i reakcje świadczą o polskiej kulturze, pozostawiam ocenie czytelników.

Przypisy

[1] http://www.enar-eu.org/Muslims-in-Europe-Questions-and

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Islam_in_Europe#Current_population_and_its_perception

[3] https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_cities_in_the_European_Union_by_Muslim_population

[4] http://dougsaunders.net/2013/09/10-myths-about-muslim-immigrants-in-the-west/

[5] http://www.pewresearch.org/fact-tank/2015/01/15/5-facts-about-the-muslim-population-in-europe/

[6] http://www.prb.org/Publications/Articles/2008/muslimsineurope.aspx

[7] Institut national d’études démographiques http://www.ined.fr/en/

[8] Institut national de la statistique et des études économiques http://www.insee.fr/en/

[9] http://ec.europa.eu/public_opinion/archives/ebs/ebs_393_en.pdf

[10] http://www.strategic-culture.org/news/2015/04/06/imagery-empire-understanding-western-fear-arab-and-muslim-terrorists.html

[11] http://www.unhcr.org/pages/4a02db416.html

[12] https://islamophobianetwork.com/

[13] http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2015/09/12/gosc-w-dom-bog-w-dom-czyli-nie-cala-polska-hejtuje-uchodzcow/?nocheck=1

http://zakowski.blog.polityka.pl/2015/09/15/takze-nasza-wina/

http://www.polityka.pl/galerie/1633145,1,przystanek-kos-oczami-artura-domoslawskiego.read

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/czy-powinnismy-sie-bac-uchodzcow/0e

———–

Japońskie podejście do Islamu kontra brednie z Internetu

Kraj kwitnącej wiśni, kraj mangi, samurajów etyki i etosu walki wręcz. Kraj wspaniałej, oryginalnej i homogenicznej kultury z naszych marzeń, wg byłego prezydenta Wałęsy, wszak mieliśmy być druga Japonią. Niestety obraz Japonii jako kraju tolerancyjnego dla innych kultur i religii psuje propaganda „internetowych mędrców”. Dość popularna jest lista „faktów” opisująca stosunek tego wysokorozwiniętego kraju do wyznawców Islamu. Zasady panujące według „internetowych mędrców” można uznać za szokujące, co więcej gdyby panowały gdziekolwiek w Europie to z pewnością fala oburzenia w ramach ograniczania swobody wyznania byłaby jeszcze większa. Niestety trudno jest potwierdzić znalezione w sieci informacje – nikt nie przyznaje się do ich autorstwa, więc może warto się z nimi jakoś rozprawić.

Anonimowy twórca sugeruje, ze Japonia postawiła ścisłe limity przyjazdowe Muzułmanów. Rzekomo Japonia jest jedynym krajem, który nie daje obywatelstwa wyznawcom Islamu – zgodnie z japońskimi przepisami emigracyjnymi wyznanie nie jest podstawą do otrzymania obywatelstwa, inna rzecz, że obywatelstwo to trudno otrzymać. Ale równie trudno będzie wyznawcy Islamu jak i Judaizmu czy Protestantowi.

Kolejna łatwą do obalenia teorią jest zakaz przebywania w kraju kwitnącej wiśni muzułmanów „na stałe”. Cokolwiek oznacza przebywanie „na stałe” warto wiedzieć, że w Japonii diaspora islamska istnieje i liczy około 64 tys. etnicznych Japończyków i pomiędzy 70 a 100 tys. wyznawców napływowych. Ciężko uwierzyć aby wszyscy ci ludzie a zwłaszcza obywatele Japońscy ukrywali się przed próbującymi ich deportować władzami. Anonimowy autor przytacza kolejną brednie którą jest zakaz rozprzestrzeniania Islamu w Japonii, trudno w to uwierzyć gdyż możemy znaleźć w Japonii pomiędzy 30 a 40 meczetów i ok 100 miejsc do modlitwy. Wprawdzie jest tych miejsc mniej niż np. kościołów katolickich ale trudno uznać aby ta ilość nie była wystarczająca dla kultu. Co więcej w Internecie możemy odnaleźć stronę „Muslim in Japan” na której prowadzona jest zbiórka pieniędzy na budowę „Shizuoka Masjid Project” i zebrano już ponad 7,6 mln jenów z 20 mln potrzebnych do uruchomienia projektu.

Oczywiście na japońskich uniwersytetach jest wykładany język arabskich co więcej od ponad 30 lat działa w Japonii Instytut Studiów Arabskich. Dostępny jest Koran zarówno po japońsku jak i po arabsku.

Nasz anonimowy ekspert wspomina również o zakazie pracy dla wyznawców proroka Mahometa w Japonii, proszę zwrócić uwagę, że w formularzu imigracyjnym dla fachowców nie ma pytania o religię, w jaki sposób urzędnicy imigracyjni mieliby zgadywać w takim razie wyznanie? Telepatycznie? Oczywiście jest pytanie o wykształcenie ale to dość naturalne w przypadku starania się o prace z zezwoleniem na prace bo w Japonii pracuje wielu fachowców wyznających wiele różnych religii.

Oczywiście w Japonii znajdują się ambasady wielu krajów arabskich. W przeciwieństwie do tego co się twierdzi w tym, że pozwolę sobie to tak określić bełkocie, wyznawcy Islamu nie mają większych problemów dotyczących wynajmu mieszkań niż wyznawcy innych religii (koszty najmu są równie wysokie dla wszystkich). A sąsiedzi zazwyczaj są bardzo obojętni wobec tego kto mieszka w mieszkaniu obok. Jedyna prawda jaka jest zawarta w tej całej liście to fakt, że w Japonii, nie obowiązuje prawo „szariatu” brzmi to jako coś oczywistego ale pamiętajmy, ze szariat nie obowiązuje (przynajmniej oficjalnie) nawet w Turcji czy Egipcie, krajach zdecydowanie zdominowanych przez Islam.

Reasumując, Internet jest wspaniałym źródłem informacji ale bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego co w nim jest napisane może skończyć się totalna sieczka w głowie. Będąc daleką od jakiejkolwiek cenzury należy jednak traktować niektóre fakty co najmniej z przymrużeniem oka a czasami nawet z włosem stojącym dęba na głowie od natłoku bzdur jakie można w nim odszukać. Musimy pamiętać, że Japonia jest krajem tolerancyjnym dla religii i innych kultur, pomimo homogeniczności własnej i związanych z nią wyznań.

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s