TTIP – ratowanie bankrutującego imperium City of London kosztem Europy

Ekonomia NATO jako rozwiązanie kryzysu USA

Pierwsze spotkania Sekretarza Stanu Johna Kerry nie były poświęcone „zwrotowi w Azji” (przerzucenie sił zbrojnych USA na Daleki Wschód), czy też planowi podziału Środkowego Wschodu, ale stworzeniu NATOwskiej gospodarki – co nie wzbudziło najmniejszego zaniepokojenia w Europie. Jeśli jednak ten projekt zostanie szybko wdrożony, rozwiąże problemy gospodarcze USA kosztem Europejczyków.

Podczas orędzia do narodu prezydent Barack Obama jednostronnie ogłosił otwarcie negocjacji z UE n.t. Transatlantic Global Trade and Investment Partnership. Kilka godzin później ta nowina została potwierdzona przez wspólne oświadczenie prezydenta USA oraz przewodniczących Rady Europy – Hermana van Rompuya i Komisji Europejskiej – José Manuela Barroso.

Projekt transatlantyckiego obszaru wolnego handlu oficjalnie wystartował przy okazji negocjacji porozumienia NAFTA w 1992. Rozrastając się, Waszyngton chciał, by ten obszar pochłonął również Unię Europejską. Wtedy jednak w USA rozległy się głosy by opóźnić to wchłonięcie rynku UE ze względu na tworzenie i stabilizowanie Światowej Organizacji Handlu WTO. Obawiano się, że dwa projekty mogą kolidować zamiast się wzmacniać.

Powstanie rynku transatlantyckiego jest częścią większego projektu, w tym stworzenia rzeczywistego rządu z ponad-instytucjonalną radą gospodarczą, transatlantycką radą polityczną, i transatlantyckim zgromadzeniem parlamentarnym. Te trzy ciała zostały już utworzone w zalążku bez wzmianki w mediach.

Ta struktura przypomina bardzo stary projekt stworzenia wielkiego kapitalistycznego bloku jednoczącego wszystkie państwa pod wpływem anglo-amerykańskim. Ślady można znaleźć w tajnych klauzulach Planu Marshalla a szczególnie w Pakcie Północnoatlantyckim (Artykuł 2).

Z tej perspektywy warto odnotować, że ze strony USA projekt wspólnego obszaru nie jest nadzorowany przez Departament Handlu ale przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Council).

Pewien wgląd w sposób działania unii transatlantyckiej może nam dać obserwacja jak rozwiązano konflikty dotyczące ochrony prywatności danych. Europejczycy mają bardzo wymagające standardy ochrony prywatności, podczas gdy rząd USA może robić co mu się podoba uzasadniając to walką z terroryzmem. Po przepychankach Europejczycy zostali pokonani a Amerykanie narzucili swój jednokierunkowy model: Amerykanie kopiują dane europejskie, za to Europa nie ma dostępu do danych w USA.

W sprawach gospodarczych chodzi o usunięcie barier taryfowych i innych, czyli lokalnych standardów broniących przed pewnego rodzaju importem. Waszyngton chce po cichu sprzedawać swoje GMO w Europie, swoje kurczaki przetwarzane z chlorem, i pełną hormonów wołowinę. Chce dogłębnie analizować dane z Facebook’a, Google’a itp.bez ograniczeń ochrony prywatności.

Tej strategii towarzyszy krótkoterminowa taktyka. W latach 2009-2010 Barack Obama ustanowił Komisję doradców ekonomicznych z przewodniczącą Christiną Romer, historyczką. Ta specjalistka od Wielkiej Depresji z 1929 wpadła na pomysł, że jedynym rozwiązaniem bieżącego kryzysu w USA jest przesunięcie kapitału z Europy do Wall Street. W tym celu Waszyngton zablokował większość nie-anglosaskich rajów podatkowych i wtedy zagrał z Euro. Kapitaliści szukający stabilności napotkali jednak trudności w transferze swoich pieniędzy do USA. Gospodarka NATOwska ma to ułatwić. USA uratuje swoją gospodarkę przyciągając Europejski kapitał, czyniąc szkodę Europejczykom.

Poza nierównym charakterem tego projektu i pułapkami, które szykuje w najbliższej przyszłości, najważniejsze jest to, że w istocie interesy USA i UE są rozbieżne. USA i UK to potęgi morskie mające historyczne powody do handlu transatlantyckiego. Było to nawet ich celem podczas II W. Ś., co zostało wyrażone w Karcie Atlantyckiej . Natomiast kontynentalna Europa ma wspólne interesy z Rosją, zwłaszcza dotyczące energii. Podporządkowując się Waszyngtonowi jak podczas Zimnej Wojny Bruksela działa na szkodę Europejczyków.

———- The US are using Volkswagen (VW) to test their TTIP power, by Eberhard Hamer

What the United States and their global corporations call “Free Trade Agreement” (TTIP) has been compared to NATO by former US-vice president Biden. It is meant to subject Europe to American economic domination and their interests. This has an inner and an outer goal :

• For a long time, the Juncker clique in Brussels has been working on dismantling the nation states in Europe and on disempowering their parliaments in order to gain central power for the EU Commission. This is why the politburo in Brussels is negotiating in secret with only the US, excluding the nation states and even keeping things secret from them. This is in contradiction to the EU clause of subsidiarity and sovereignty. But centralisation is Juncker’s main programme as has been demonstrated in the financial crisis (from a competitive union to a union of liability and debt and from there to a financial union) and now in Poland in the EU intervention against the disempowerment of US agents in the Polish national broadcasting corporation. Brussels does not tolerate divergent opinions in governments or parliaments nor does it allow any restrictions of US influence in Europe on their part.

• Outwardly, TTIP is meant to start an economic war (just like NATO) of the US economy against Russia (sanctions, oil embargo, currency war). According to the Brzezinski doctrine, the US can only maintain their status as a superpower if they keep their grip on Europe while Europe can only be controlled if the central power Germany is kept under control. This is not only politically true (Atlanticists), but also economically (the majority of DAX companies is controlled by the US). The plan is now that by means of TTIP the whole region be welded into a common Euro-Atlantic economic region, directed against Russia.

This seizure of power over Europe by means of economy politics and commercial law with the help of TTIP is accompanied with attacks on economic strongholds, mainly in Germany, which are not yet controlled by the US. The main target is currently Volkswagen.

Twice General Motors has attempted to take over “the fat VW” by means of unlimited Fed credits. The first time they were beaten by the Porsche family, the second time their lawsuit against Lower Saxony Law at VW (stipulating a vetoing power) was rejected. Now they are trying to bleed VW for a third time, through US lawyers and administrations commissioned by them. The goal is to weaken VW, to make it cheap, in order to be able to take it over for a lower price.

Were VW to try a reciprocal coup in the US, the US government would immediately intervene and declare the transaction a violation of national security. The real current VW scandal is that the German government is not backing VW, that it is obviously more loyal to the US power than to the over a hundred thousand VW employees.

If we allow the Americans to destroy VW in favour of the two American competitors Ford and Opel (General Motors), Germany will lose one of its economic beacons, not only on the national but also on the international level. This illustrates what the US will undertake also against the others of our corporations and know-how monopolists, with the help of US law installed in Germany through TTIP.

And thus it is not surprising that a government that keeps silent about the destruction of VW also tolerates and even supports the seizure of power of the German economy by US corporations. A destruction campaign like the one the US has launched against VW would be inconceivable conversely for Germans in America – and it would not be tolerated by any US government or any Congress. This demonstrates again the worth of a contract between a powerful (the US) and a powerless partner (EU) if it is negotiated between a global power on the one side and its puppet officials on the other (EU Commission) and if the officials of the employers’ association pursue their corporations’ interests, against the majority of their medium- sized member companies.

The importance of the US economic seizure of power over Europe for the US president is demonstrated by Obama’s plan to visit the Hanover Fair in order to “align politics and economy in favour of TTIP.”

——– TTIP spotyka się z różnymi ocenami, oto jedna z nich: Maciej Wojtalik z Instytut Globalnej Odpowiedzialności UMOWA O WOLNYM HANDLU UE–USA ZAGROŻENIEM DLA POLSKI. MOŻE DOPROWADZIĆ DO ZALANIA EUROPY TANIĄ I MNIEJ ZDROWĄ ŻYWNOŚCIĄ – GlobalEconomy.pl

Umowa o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską może przynieść więcej szkód niż pożytku – ocenia Maciej Wojtalik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. Zyskają gospodarki rozwinięte, natomiast słabsze, takie jak Polska, mogą dużo stracić. Istnieje ryzyko, że Europę zaleją tańsze produkty spożywcze z USA. Umowa zagraża też ochronie danych osobowych. W Polsce już ponad 80 organizacji podpisało stanowisko ostrzegające przed traktatem. Negocjacje umowy toczą się za zamkniętymi drzwiami, co może budzić niepokój.

– Umowa Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi, czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, w skrócie TTIP, wywołuje bardzo duże kontrowersje. Ponad 80 polskich organizacji podpisało wspólne stanowisko „Uwaga TTIP!”. Umowa będzie miała wpływ na każdego Polaka, niezależnie od tego, czy interesujemy się tą umową, czy myślimy, że to jest sprawa wyłącznie dla ekonomistów i negocjatorów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Wojtalik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności.

TTIP ma znieść bariery celne między USA a Unią Europejską i umożliwić swobodny przepływ towarów. Ma zachęcić do bezpośrednich inwestycji i wyeliminować biurokratyczne przeszkody w dostępie do rynków, czego korzyści powinny odczuć przedsiębiorstwa po obu stronach Atlantyku. Traktat będzie jednak dotyczyć wielu aspektów życia i choć wielu ekspertów upatruje w nim szansy na rozwój gospodarczy całej Unii, to niesie on ze sobą również zagrożenia. Jak podkreśla Wojtalik, w Polsce dotyczy to m.in. rolnictwa.

– W Stanach Zjednoczonych panuje zupełnie inne podejście do standardów żywności niż w Europie, gdzie obowiązuje zasada ostrożnościowa. Nie pozwala ona wprowadzić na rynek produktów, jeśli nie ma pewności, że są bezpieczne dla konsumenta. W USA panuje zasada dowodu naukowego, nie trzeba udowodnić, że produkt na pewno nie jest niebezpieczny. Polskie rolnictwo, które w dużej mierze opiera się na drobnych gospodarstwach produkujących wysokiej jakości żywność, może być narażone na zalew żywnością tańszą, ale niestety mniej zdrową i mniej smaczną – ocenia ekspert IGO.

Ostrzeżeniem dla Polski może być to, co działo się Meksyku w latach 90., kiedy podpisał on podobną umowę z USA i Kanadą. Miało to napędzić rozwój gospodarczy, tymczasem PKB tego państwa wciąż należy do jednych z najniższych w regionie, wzrosła liczba osób żyjących w ubóstwie, zbankrutowali też rolnicy, a w całym sektorze liczba miejsc pracy spadła o ok. 1,6 mln (dane z raportu „Did NAFTA help Mexico?” think-tanku Center for Economic and Policy Research).

Jest jednak szansa, że w Polsce przybędzie miejsc pracy. Większy eksport innych krajów może zwiększyć zapotrzebowanie na półprodukty, które powstają w naszym kraju. Jak podkreśla Wojtalik, brakuje jednak szczegółowych analiz na ten temat. Dotychczas powstał tylko jeden raport przygotowany przez resort gospodarki.

– Z drugiej jednak strony są badania, które mówią, że Unia może stracić 600 tys. miejsc pracy, bo pojawią się one w Stanach Zjednoczonych, a nie w Europie – wskazuje Wojtalik.

TTIP może też zagrażać ochronie danych osobowych Europejczyków. Traktat umożliwi śledzenie zachowania użytkowników w sieci, dane mogą być również udostępniane służbom specjalnym.

– Mówi się, że TTIP to ACTA na sterydach. Podobne rzeczy, które były przedmiotem protestów w Polsce trzy lata temu, mogą wrócić w ramach umowy TTIP – podkreśla Wojtalik. – Istotną kwestią jest też wpływ umowy na kraje rozwijające się. Choć umowa może doprowadzić do lepszego przepływu produktów i w ten sposób wywołać pozytywne skutki dla konsumentów, to z drugiej strony może też doprowadzić do jeszcze większej biedy w krajach rozwijających się.

Kontrowersje budzi mechanizm rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem. Sądy arbitrażowe będą mogły być wykorzystywane przez korporacje do pozywania państw europejskich wprowadzających przepisy, które ograniczą zyski firm. To również jeden ze sposobów, w jaki mocniejsze gospodarki mogą zdominować te słabsze.

Niepokój budzi też fakt, że negocjacje dotyczące TTIP odbywają się za zamkniętymi drzwiami.

– Negocjacje są tajne, chociaż interesuje się nimi bardzo duża część Europejczyków. W konsultacjach społecznych na temat arbitrażu inwestycyjnego wzięło udział 150 tys. osób, a ponad 3 mln podpisało się pod petycją w sprawie umowy. Więcej informacji publikuje też Komisja Europejska, ale do sprawy najważniejszej, czyli do tego, co już jest zapisane w umowie, niestety nie mamy żadnego dostępu – przestrzega ekspert.

Negocjacje TTIP trwają od 2013 roku, wszystko wskazuje na to, że mimo wcześniejszych zapowiedzi traktat nie zostanie szybko podpisany. Wciąż mają być prowadzone rozmowy w sprawie kwestii rolniczych czy oznaczenia pochodzenia geograficznego.

– Pierwszy termin podpisania TTIP wskazywano na koniec 2014 roku, następnie 2015 rok, teraz mówi się, że ma się to zakończyć do końca kadencji Obamy, czyli do jesieni tego roku. Wydaje się to już teraz całkowicie niemożliwe. Dyskusje i negocjacje na pewno potrwają jeszcze parę lat – ocenia Maciej Wojtalik.

————– Jak działa TTIP? – Bogusław Jeznach – NEon24.pl
Grzegorz Piskalski, prezes zarządu Fundacji Centrum CSR.PL, koordynator i ekspert organizacji pozarządowych, związków zawodowych oraz izb gospodarczych przestrzega przed TTIP

Luksemburski mniejszościowy udziałowiec operatora grozi polskiemu państwu pozwem na ponad 2 mld zł za hipotetycznie utracone zyski. To doskonale obrazuje, do czego doprowadzi przyjęcie TTIP: kraje w sporze z korporacjami będą z góry na straconej pozycji.

W końcu września, Minister Administracji i Cyfryzacji podjął decyzję, żeby nadzorowany przez niego Urząd Komunikacji Elektronicznej zakończył w terminie wcześniejszym od planowanego aukcję na częstotliwości sieci szerokopasmowego internetu LTE. Brały w niej udział wszystkie polskie telekomy. Nie chcę wnikać czy decyzja była słuszna czy nie. Z pewnością nie spodobała się operatorom, którzy powołując się na opinie konstytucjonalistów zgodnie zaprotestowali i zaapelowali do premier Kopacz o uchylenie „Lex Halicki” – jak ochrzciły aferę media.
Firmy mają święte prawo bronić swoich interesów wszelkimi legalnymi sposobami. Szczególnie, że chodzi o dużą stawkę. Dlatego od razu przystąpiły do kontrofensywy. Wybrały najbardziej radykalne metody. Od ponad tygodnia na wszystkich kanałach informacyjnych Polsatu – który od lat inwestuje w LTE – na tzw. paskach przewija się praktycznie non-stop informacja o tym że „Polska może zapłacić nawet 500 mln EUR za Lex Halicki”. Skąd wzięła się ta kwota?

Burzę rozpętał Play, który najdalej posunął się w wywieraniu presji, co moim zdaniem można spokojnie nazwać formą szantażu wobec polskiego rządu. Nieznany bliżej opinii publicznej udziałowiec firmy P4 – operatora tej sieci – zarejestrowana w Luksemburgu firma Telco Holdings, na mocy dwustronnej umowy o ochronie inwestycji pomiędzy Polską a Luksemburgiem zagroziła pozwem do międzynarodowego trybunału arbitrażowego (ISDS – ang. investor- to-state dispute settlement) o odszkodowanie właśnie w wysokości 500 mln EUR.

Mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją: luksemburski mniejszościowy udziałowiec zarejestrowanej w Polsce firmy ma prawo domagać się przed PRYWATNYM międzynarodowym trybunałem odszkodowania w wysokości ponad 2 mld złotych z powodu czysto hipotetycznej utraty zysków, która być może miałaby miejsce, gdyby Play wygrał aukcję na LTE.

A wcale nie jest powiedziane, że tak by się stało. No chyba, że rząd zmieni swoją decyzję w sprawie tejże aukcji.
To skandal, że rozstrzygnięcia przed podobnymi organami mogą skutkować miliardowymi odszkodowaniami z powodu rzekomych strat wynikających z inwestycji, która nigdy nie doszła do skutku. Tak daleko posunięta jest ochrona koncernów.

Zastanawiam się, czego więcej trzeba, żeby pokazać, iż cała ta pajęczyna dwustronnych umów handlowych i nie mających nic wspólnego z wymiarem sprawiedliwości prywatnych trybunałów arbitrażowych (ISDS), nie służy niczemu innemu, jak tylko budowaniu przewagi wielonarodowych korporacji nad demokratycznymi państwami? A nierzadko także wprost wyłudzaniu publicznych pieniędzy.

Podpisanie TTIP – traktatu de facto o ochronie zysków korporacji z transnarodowych inwestycji – przypieczętuje ten proces wyjmowania ekonomii spod demokratycznej kontroli. Regulacje albo będą służyć interesom korporacji albo nie będzie ich wcale.

Chyba nie warto sobie strzępić w tym miejscu języka na temat społecznej odpowiedzialności biznesu. Nadmienię jedynie, że niewywieranie presji na rządy i nieingerowanie w demokratyczny proces podejmowania decyzji stanowi jej fundament. A ile to już razy słyszeliśmy od firm: „jeśli to prawo zostanie przyjęte, będziemy musieli przemyśleć decyzję o naszej inwestycji”.
O stylu negocjowania TTIP pomiędzy USA a UE (tajność, rola lobbystów itp.) nie będę się szerzej rozwodził. Obserwując to co się dzieje trudno nie stracić wiary w Unię Europejską i rzekome demokratyczne wartości, które jej przyświecają.

Przeraża mnie jednak nastawienie polskich elit politycznych i gospodarczych do tej sprawy. Nikt nawet nie udaje, że TTIP powinno być przedmiotem debaty publicznej.

W moim odczuciu polscy urzędnicy, którzy zajmują się tą kwestią, podobnie jak w niedawnej sprawie łupków, prezentują wyłącznie argumenty jednej strony. Warto spojrzeć na stronę www Ministerstwa Gospodarki, gdzie w oparciu głównie o sponsorowane przez amerykanów źródła informacji uprawia się propagandę TTIP i zawartego w nim mechanizmu ISDS (dotyczącego rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo), kompletnie ignorując poważne przecież argumenty przeciw podnoszone nie tylko przez organizacje społeczne, ale i naukowców. Podobną linię prowadzi Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce. Przekonują, że TTIP jest Polsce potrzebne, bo pomoże rodzimym firmom rozwinąć się na rynku amerykańskim, a zawarty ISDS będzie chronić ich interesy inwestycyjne. Mam wrażenie, że jest to mydlenie nam oczu.

Jak TTIP zadziała w praktyce, doskonale pokazuje nam właśnie „Lex Halicki” i firma Play. Kolejne sfery życia zostają wyjęte spod demokratycznej kontroli.

Ostatnio odnieśliśmy jednak wielki sukces: europejski ruch społeczny zebrał 3 mln podpisów pod Europejską Inicjatywą Obywatelską przeciw TTIP. Duża w tym zasługa Koalicji „Stop TTIP”, której jesteśmy członkiem. W jej skład wchodzi w Polsce ponad 80 organizacji społecznych, a w Europie setki.
Słuchajcie nas, to my mówimy prawdę o TTIP

——- TTIP i doktryna szoku | Przegląd autor Michał Bono Kulbacki

Coraz bardziej niepokojące informacje napływają z Brukseli. Po druzgocąco złych wynikach konsultacji społecznych w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa na rzecz Handlu i Usług (Transatlantic Trade and Investment Partnership – TTIP) Unia Europejska nadal forsuje realizowanie tego projektu. Ma on zostać sfinalizowany do 2016 r., czyli daty wyborów prezydenckich w USA. Sprzeciw obywateli jest w tej sprawie coraz głośniejszy, powstają kolejne inicjatywy dążące do zablokowania projektu. Jak więc władze Unii zamierzają wprowadzić go w życie?

TTIP to potajemnie negocjowana umowa między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, oficjalnie mająca na celu utworzenie wspólnego rynku i zniesienie wszelkich barier handlowych. Kryje się za tym jednak coś innego. Ta umowa spowoduje nieodwracalne zmiany w funkcjonowaniu naszych społeczeństw i gospodarek, przeorze całą Europę.

Mówi się, że umowa ma zmniejszyć bariery celne. W rzeczywistości już w tej chwili większość ceł pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską jest na bardzo niskim poziomie – 3,5% w USA i 5% w UE. Ich zniesienie będzie miało minimalne skutki dla wymiany handlowej. Waszyngton i Bruksela podają też, że na skutek tej umowy zarówno za oceanem, jak i u nas PKB zwiększy się o ok. 0,5%. Wyraźnie więc widać, że nie chodzi o żadne bariery celne ani dodatkowy wzrost gospodarczy. O co więc może chodzić?

Największy sprzeciw budzi klauzula ISDS (Investor-State Dispute Settlement). Najprościej rzecz ujmując, na podstawie tej klauzuli powstaną tzw. sądy arbitrażowe, które będą rozstrzygać spory na linii państwo-korporacja. Będą w nich zasiadać prawnicy korporacji, posiedzenia zostaną utajnione. Jeżeli korporacji nie spodoba się polityka danego państwa, będzie mogła je pozwać za działanie na jej szkodę. Stanie się to początkiem rządów korporacji, które zaskarżać będą każdą regulację i każdy element polityki państwa mający na celu ograniczenie ich potęgi. Pomysł wprowadzenia tej klauzuli skrytykował nawet tygodnik „The Economist”.

Kolejną budzącą kontrowersje sprawą jest ujednolicenie regulacji. Dla Europejczyków będzie to równanie w dół. W USA regulacje dotyczące wielu dziedzin życia są znacznie luźniejsze niż w Europie. Weźmy choćby żywność. Standardy wymuszane przez prawo za oceanem są bardzo niskie. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że zaleje nas fala taniej, genetycznie modyfikowanej i marnej żywności pochodzącej ze Stanów Zjednoczonych. Pod koniec zeszłego roku 57 mln Amerykanów wystosowało do nas, Europejczyków list. Piszą w nim o negatywnych skutkach zniesienia uregulowań i zalewu niezdrowej żywności GMO. W Polsce list ten przeszedł prawie niezauważony.

Przy tych wszystkich zapisach nie ma żadnych szans, aby wprowadzić tę umowę w życie przy choćby częściowym wsparciu obywateli. Już teraz mamy sytuację podobną do tej z wprowadzeniem ACTA – ludzie mobilizują się do protestu. Władze Unii doskonale zdają sobie z tego sprawę i drugi raz nie popełnią takiego błędu. Będą więc próbowały przedstawić nową umowę jako coś koniecznego. W jaki sposób? Możliwe, że za pomocą doktryny szoku.

W Polsce doktryna ta towarzyszyła wprowadzeniu planu Balcerowicza. Po szokowych wydarzeniach porażone nimi społeczeństwa zgadzają się na rozwiązania normalnie nie do pomyślenia. Albo nie zgadzają się, ale nie potrafią okazać na tyle silnego sprzeciwu, by rząd odstąpił od danego rozwiązania.

Co może być sytuacją szokową, która pozwoli UE na wprowadzenie TTIP? Trudno to przewidzieć, jednak najbardziej realne wydają się dwa scenariusze. Po pierwsze, Grecja może wyjść ze strefy euro, co wbrew opiniom wielu analityków spowoduje ogromny chaos i może pociągnąć za sobą decyzję innych krajów o opuszczeniu eurolandu. Po drugie, postępująca eskalacja konfliktu z Rosją będzie powodować coraz większy niepokój w Europie i TTIP zostanie wprowadzone jako umowa wzmacniająca współpracę transatlantycką „w tych niebezpiecznych czasach”. Ten scenariusz wydaje się bardziej prawdopodobny. Jest jeszcze trzecia możliwość – że zdarzy się coś, czego dzisiaj nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Niezależnie od rodzaju wydarzenia wykorzystanie doktryny szoku przy wprowadzaniu tej umowy wydaje się całkiem realne.

Co możemy zrobić? Przede wszystkim nadal wyrażać sprzeciw i żądać od Unii jak najwięcej informacji o negocjowanym porozumieniu. I – co ważne – powinniśmy być świadomi metody, którą może wykorzystać Komisja Europejska. TTIP to podwójny zamach na demokrację – zarówno przy wprowadzaniu umowy w życie, jak i w przyszłym funkcjonowaniu tego porozumienia. Musimy być przekonani, że da się jeszcze zablokować tę umowę. Może to być ostatnia szansa, warto więc spróbować.

—— TTIP to ACTA na sterydach? Kontrowersje wokół umowy o wolnym handlu UE–USA – Źródło: Newseria.pl

Tajne negocjacje w sprawie umowy Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi noszącej nazwę Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) toczą się od 2013 r. i nieznany jest obecnie termin ich zakończenia i podpisania umowy. TTIP ma znieść bariery celne między USA a Unią Europejską i umożliwić swobodny przepływ towarów. Traktat umożliwi też m.in. śledzenie zachowania użytkowników w sieci. Czy TTIP będzie korzystny dla Polski?

Umowa o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską może przynieść więcej szkód niż pożytku – ocenia Maciej Wojtalik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. Zyskają gospodarki rozwinięte, natomiast słabsze, takie jak Polska, mogą dużo stracić. Istnieje ryzyko, że Europę zaleją tańsze produkty spożywcze z USA. Umowa zagraża też ochronie danych osobowych. W Polsce już ponad 80 organizacji podpisało stanowisko ostrzegające przed traktatem. Negocjacje umowy toczą się za zamkniętymi drzwiami, co może budzić niepokój.

– Umowa Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi, czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, w skrócie TTIP, wywołuje bardzo duże kontrowersje. Ponad 80 polskich organizacji podpisało wspólne stanowisko „Uwaga TTIP!”. Umowa będzie miała wpływ na każdego Polaka, niezależnie od tego, czy interesujemy się tą umową, czy myślimy, że to jest sprawa wyłącznie dla ekonomistów i negocjatorów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Wojtalik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności.

TTIP ma znieść bariery celne między USA a Unią Europejską i umożliwić swobodny przepływ towarów. Ma zachęcić do bezpośrednich inwestycji i wyeliminować biurokratyczne przeszkody w dostępie do rynków, czego korzyści powinny odczuć przedsiębiorstwa po obu stronach Atlantyku. Traktat będzie jednak dotyczyć wielu aspektów życia i choć wielu ekspertów upatruje w nim szansy na rozwój gospodarczy całej Unii, to niesie on ze sobą również zagrożenia. Jak podkreśla Wojtalik, w Polsce dotyczy to m.in. rolnictwa.

– W Stanach Zjednoczonych panuje zupełnie inne podejście do standardów żywności niż w Europie, gdzie obowiązuje zasada ostrożnościowa. Nie pozwala ona wprowadzić na rynek produktów, jeśli nie ma pewności, że są bezpieczne dla konsumenta. W USA panuje zasada dowodu naukowego, nie trzeba udowodnić, że produkt na pewno nie jest niebezpieczny. Polskie rolnictwo, które w dużej mierze opiera się na drobnych gospodarstwach produkujących wysokiej jakości żywność, może być narażone na zalew żywnością tańszą, ale niestety mniej zdrową i mniej smaczną – ocenia ekspert IGO.

Ostrzeżeniem dla Polski może być to, co działo się Meksyku w latach 90., kiedy podpisał on podobną umowę z USA i Kanadą. Miało to napędzić rozwój gospodarczy, tymczasem PKB tego państwa wciąż należy do jednych z najniższych w regionie, wzrosła liczba osób żyjących w ubóstwie, zbankrutowali też rolnicy, a w całym sektorze liczba miejsc pracy spadła o ok. 1,6 mln (dane z raportu „Did NAFTA help Mexico?” think-tanku Center for Economic and Policy Research).

Jest jednak szansa, że w Polsce przybędzie miejsc pracy. Większy eksport innych krajów może zwiększyć zapotrzebowanie na półprodukty, które powstają w naszym kraju. Jak podkreśla Wojtalik, brakuje jednak szczegółowych analiz na ten temat. Dotychczas powstał tylko jeden raport przygotowany przez resort gospodarki.

– Z drugiej jednak strony są badania, które mówią, że Unia może stracić 600 tys. miejsc pracy, bo pojawią się one w Stanach Zjednoczonych, a nie w Europie – wskazuje Wojtalik.

TTIP może też zagrażać ochronie danych osobowych Europejczyków. Traktat umożliwi śledzenie zachowania użytkowników w sieci, dane mogą być również udostępniane służbom specjalnym.

– Mówi się, że TTIP to ACTA na sterydach. Podobne rzeczy, które były przedmiotem protestów w Polsce trzy lata temu, mogą wrócić w ramach umowy TTIP – podkreśla Wojtalik. – Istotną kwestią jest też wpływ umowy na kraje rozwijające się. Choć umowa może doprowadzić do lepszego przepływu produktów i w ten sposób wywołać pozytywne skutki dla konsumentów, to z drugiej strony może też doprowadzić do jeszcze większej biedy w krajach rozwijających się.

Kontrowersje budzi mechanizm rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem. Sądy arbitrażowe będą mogły być wykorzystywane przez korporacje do pozywania państw europejskich wprowadzających przepisy, które ograniczą zyski firm. To również jeden ze sposobów, w jaki mocniejsze gospodarki mogą zdominować te słabsze.

Niepokój budzi też fakt, że negocjacje dotyczące TTIP odbywają się za zamkniętymi drzwiami.

– Negocjacje są tajne, chociaż interesuje się nimi bardzo duża część Europejczyków. W konsultacjach społecznych na temat arbitrażu inwestycyjnego wzięło udział 150 tys. osób, a ponad 3 mln podpisało się pod petycją w sprawie umowy. Więcej informacji publikuje też Komisja Europejska, ale do sprawy najważniejszej, czyli do tego, co już jest zapisane w umowie, niestety nie mamy żadnego dostępu – przestrzega ekspert.

Negocjacje TTIP trwają od 2013 roku, wszystko wskazuje na to, że mimo wcześniejszych zapowiedzi traktat nie zostanie szybko podpisany. Wciąż mają być prowadzone rozmowy w sprawie kwestii rolniczych czy oznaczenia pochodzenia geograficznego.

– Pierwszy termin podpisania TTIP wskazywano na koniec 2014 roku, następnie 2015 rok, teraz mówi się, że ma się to zakończyć do końca kadencji Obamy, czyli do jesieni tego roku. Wydaje się to już teraz całkowicie niemożliwe. Dyskusje i negocjacje na pewno potrwają jeszcze parę lat – ocenia Maciej Wojtalik.

—– Sprzeciw wobec umowy TTIP. „W Europie rośnie niepokój”;

Zawarcie umowy TTIP, będącej wielką szansą dla Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, napotkało na poważny opór ze strony niektórych eurodeputowanych, którzy poparli organizacje z 18 państw Europy zrzeszone w ramach inicjatywy „Stop TTIP”. Ich sprzeciw budzi tajny charakter negocjacji oraz obawy przed erozją standardów np. w zakresie produkcji żywności czy ochrony danych osobowych. Sojusz ten zamierza zablokować toczące się rozmowy amerykańsko-europejskie. – Wśród Europejczyków narasta niepokój – tłumaczy eurodeputowany Zielonych Yannick Jadot.

Wielka szansa dla USA i Europy. „Niepokój” w 18 państwach

W Parlamencie Europejskim doszło do sporu dotyczącego rozmów w sprawie podpisania porozumienia o Transatlantyckim Partnerstwie w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP), będącego przedmiotem negocjacji pomiędzy państwami Unii Europejskiej a Stanami Zjednoczonymi. Przewiduje ona zniesienie ograniczeń w handlu dwustronnym i inwestycjach, co przyczyniłoby się do powstania Transatlantyckiej Strefy Wolnego Handlu, największej tego typu strefy w historii. Proces negocjacji natrafił jednak na przeszkody, ze względu na tajny charakter toczących się rozmów oraz obawy przed erozją standardów w zakresie produkcji żywności czy ochrony danych osobowych.

Serwis EurActiv poinformował o próbach „przejęcia” kontroli nad debatą dotyczącą TTIP na forum komisji ds. handlu międzynarodowego (INTA) przez Marine Le Pen oraz o wezwaniach do unieważnienia mandatu Komisji Europejskiej do rozmów w tej sprawie. W tym tonie, w przededniu szóstej rundy negocjacji, wypowiedział się m. in. wiceprzewodniczący komisji INTA Yannick Jadot, krytykujący tajny charakter rozmów.

Francuski europoseł we wtorek zdecydował się udzielić także poparcia inicjatywie obywatelskiej „Stop TTIP”, którą zainicjowało 150 lewicowych organizacji z 18 państw Europy. Eurodeputowany oświadczył, że „wśród Europejczyków narasta niepokój”, a frakcja Zielonych podejmie „aktywne działania”, by „zapewnić sukces” wspomnianej inicjatywie.

Inicjatywa przeciwko TTIP. Rosną obawy o poziom standardów

Na stronie „Stop TTIP” czytamy m. in., że harmonizacja regulacji UE z regulacjami amerykańskimi będzie miała negatywny wpływ na bezpieczeństwo żywności, ochronę danych osobowych, sposób działania służb publicznych czy proces wydobycia gazu łupkowego. W komunikacie wyrażono także obawę o wzrost pozycji przedsiębiorstw kosztem rządów poszczególnych państw oraz podkreślono, że proces prywatyzacji stanie się „nieodwracalny”.

Twórcy inicjatywy zwracają również uwagę, że postanowienia TTIP, umocowane w międzynarodowym prawie handlowym, będą stały w hierarchii wyżej aniżeli prawo unijne, a „przystosowanie” postanowień do wymogów zasad wolnego handlu obędzie się bez poszanowania dla wartości społecznych i środowiska naturalnego. Inicjatywa ta może zostać zaprezentowana Komisji Europejskiej, jeśli uda się zebrać pod nią milion podpisów obywateli państw UE.

Pomimo opozycji, porozumienia TTIP broni m. in. wpływowy eurodeputowany ALDE Olli Rehn. Polityk, cytowany przez serwis „”Europe Online Magazine”, podkreślił, że negocjowane porozumienie jest „centralną częścią” programu na rzecz pobudzenia wzrostu gospodarczego oraz wzrostu zatrudnienia w państwach Unii Europejskiej. Frakcja ALDE, tak jak EPP i S&D, popiera zawarcie porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi. Także unijny komisarz ds. handlu Karel de Gucht podkreślił, że celem TTIP nie jest obniżanie standardów, lecz znoszenie barier dla handlu i inwestycji.

Rostowska: TTIP to ogromna szansa dla Unii Europejskiej i USA

– TTIP jest bez wątpienia ogromną szansą dla UE i USA. Umowa ma na pewno potencjał, by działać stymulująco dla gospodarek europejskiej i amerykańskiej – ocenia w rozmowie z Onetem ekspert PISM Maya Rostowska. – Jednak ostateczny tekst umowy będzie decydujący, co do dokładnych skutków umowy – ile stworzy miejsc pracy, o ile punktów procentowych zwiększy wzrost gospodarczy – zaznaczyła w rozmowie z Onetem.

TTIP jest bez wątpienia ogromną szansą dla UE i USA. Umowa ma na pewno potencjał, by działać stymulująco dla gospodarek europejskiej i amerykańskiej

W opinii Rostowskiej, niektóre z obaw pojawiających się w procesie negocjacji, są „bardziej uzasadnione niż inne”. Jak jednak zaznacza, obawy dotyczące tajnego charakteru negocjacji należą do tych „mniej uzasadnionych”. – Negocjacje muszą być tajne, aby negocjatorzy mogli wynegocjować najlepszy dla siebie wynik. Ponadto starania Komisji Europejskiej, jak i strony amerykańskiej, zmierzające ku większej otwartości są o wiele bardziej intensywne, niż w trakcie jakichkolwiek poprzednich negocjacji – podkreśliła ekspert PISM.

– Komisja organizuje m.in. spotkania z tzw. stakeholderami po każdej rundzie negocjacyjnej, przeprowadza otwarte konsultacje na temat najbardziej kontrowersyjnych elementów umowy i publikuje tzw. „factsheets” na temat negocjacji i umowy – dodała.

„Można zastanowić się nad niektórymi efektami umowy”

Mówiąc o zastrzeżeniach odnośnie bezpieczeństwa żywności, Rostowska podkreśliła, że „sprawa nie jest jednoznaczna”. – UE i USA mają rzeczywiście kardynalnie różne podejścia do bezpieczeństwa żywności; Amerykanie stosują tzw. „science-based approach”, a Europejczycy – „zasadę ostrożności” – zaakcentowała w rozmowie z Onetem.

– Jednak najgłośniejsze protesty dotyczą importu produktów GMO do Europy, mimo że główny negocjator UE Karel de Gucht już dawno powiedział, że reguły unijne odnośnie GMO nie będą podlegały zmianom. Z drugiej strony, można rzeczywiście się zastanowić nad efektami możliwych elementów umowy jak np. mechanizm ISDS (investor-state dispute settlement), który to ułatwi inwestorom zaskarżanie rządów przed specjalnymi sądami arbitrażowymi za decyzje regulacyjne – stwierdziła Rostowska.

Spór o kształt porozumienia. „Jest kilka kwestii, które budzą nasze obawy”

Inni eurodeputowani zwracają uwagę na ostateczny kształt negocjowanego porozumienia. W takim tonie wypowiadają się m. in. polscy europosłowie z frakcji Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy. Dostrzegając szanse, jakie niesie za sobą tego typu umowa, wyrazili jednocześnie swoje zastrzeżenia w odniesieniu do kilku konkretnych kwestii. Kosma Złotowski (PiS) zauważył, że umowy zawierane w celu usprawnienia handlu międzynarodowego są „zwykle dobre”, ale, jak zaznaczył, jest „kilka kwestii, które mogą budzić obawy”.

„Negocjacje toczone są w tajemnicy. A wiemy, że gospodarka USA jest większa i silniejsza niż suma gospodarek UE. Jeśli umowa zostanie źle skonstruowana, a ponieważ jest konstruowana poufnie, nie możemy wykluczyć, że tak się stanie, to Europa stanie się przestrzenią ekspansji amerykańskiej, a Europa w Ameryce będzie miała coraz mniej do powiedzenia” – czytamy w oświadczeniu nadesłanym Onetowi.

Z kolei europoseł Zbigniew Kuźmiuk ocenił, że jedną z najważniejszych kwestii, która powinna zostać wynegocjowana w ramach umowy, powinno być zniesienie ograniczeń licencyjnych i wolny handel gazem między USA i UE. Polityk PiS ocenił, że w sytuacji „gdy w roku 2013 średnia cena gazu w USA była trzykrotnie niższa niż w UE, utrzymanie tego stanu w dłuższym okresie oznacza przenoszenie fabryk energochłonnych z UE do USA na masową skalę, a to z kolei – likwidację setek tysięcy miejsc pracy w Europie”. Jak dodał, należy również doprecyzować umowę w odniesieniu do liberalizacji handlu produktami żywnościowymi, by europejskie rolnictwo mogło uniknąć ewentualnych kłopotów.

Mocarstwo po obu stronach Atlantyku. Kulisy ambitnego planu

Powstanie Transatlantyckiej Strefy Wolnego Handlu to ogromna szansa zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i dla Europy – zarówno w kontekście siłowej polityki Rosji, jak i wzrostu potęgi gospodarczej Chin. Damon Wilson, wiceprzewodniczący think tanku Atlantic Council, powiedział, że w ten sposób powstanie najpotężniejszy sojusz ekonomiczno-polityczny XXI wieku, biorąc pod uwagę potencjał gospodarczy, polityczny i militarny. W jego ocenie, „wojskowym filarem” tego sojuszu powinno być NATO, którego kolektywnym członkiem, w ciągu 10 lat, mogłaby stać się Unia Europejska.

– TTIP dla USA to projekt geostrategiczny, a nie projekt czysto ekonomiczny. Chodzi o zbliżenie dwóch największych gospodarek świata i wypracowanie wspólnych globalnych standardów. Jeśli uda nam się uzgodnić normy w handlu wzajemnym i narzędzia, przy pomocy których realizujemy nasza politykę, polepszy to naszą pozycję pod względem konkurencyjności w wymiarze globalnym – podkreślił Wilson w wywiadzie dla Onetu podczas Wrocław Global Forum 2014.

W opinii wiceprzewodniczącego Atlantic Council, w ten sposób powstaną standardy, które zmienią obowiązujące obecnie zasady globalne, dzięki czemu inne kraje będą musiały dostosować się do USA i Europy. – TTIP to część powstającego globalnego systemu wolnego handlu, którego elementem jest np. NAFTA. System taki, skupiony wokół państw przywiązanych do wolnego i uczciwego handlu, zapewni rozwój gospodarczy oraz przyczyni się do większej transparentności – zaznaczył Wilson w rozmowie z Onetem.

——— TTIP – rynek polski może zostać zalany tanimi produktami z USA

Sektor MSP niewiele zyska na TTIP, ponieważ w USA koszty produkcji są o wiele niższe niż w Polsce

Według eksperta Łukasza Białka umowa TTIP sprawi, że rynek polski może zostać zalany tanimi produktami z USA. Małe i średnie przedsiębiorstwa niewiele zyskają z jej wprowadzenia. Są mało konkurencyjne w porównaniu z amerykańskimi firmami. Dlatego muszą postawić na innowacyjność.

Podczas ostatniej wizyty w Polsce szef amerykańskiej agencji ds. handlu, Michael Froman powiedział, że porozumienie o wolnym handlu między UE a USA (TTIP) przyczyni się do rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw w naszym kraju. Jednak jego optymizmu nie podziela ekonomista Łukasz Białek, który uważa, że polskie firmy są za słabe, by współzawodniczyć z amerykańską konkurencją. Jednocześnie wschodzące kraje azjatyckie mają bardzo silną pozycję i coraz większą kartę przetargową na rynku globalnym. Stany Zjednoczone właśnie zawarły porozumienie o współpracy handlowej (TTP) z krajami Azji i Pacyfiku. To stawia Polskę w niekorzystnej sytuacji podczas potencjalnych negocjacji handlowych.
REKLAMA

– Głównym wygranym podpisania umowy TTIP między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi będą transnarodowe korporacje, zwłaszcza amerykańskie, które będą w stanie zalać nas bardzo tanimi produktami w każdej skali, w każdym miejscu. Wynika to z kilka powodów m.in. to, że koszt energii w USA jest dwukrotnie tańszy, a gazu czterokrotnie. Dla polskiej branży przemysłowej jest to różnica nie do przebicia, ocenia Łukasz Białek, ekonomista i analityk gospodarczy.

Zdaniem eksperta dodatkową barierą jest również różnica w standardach i normach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. W USA obowiązują normy m.in. produkcji żywności, bezpieczeństwa pracy na niższym poziomie i standardzie niż w UE. Jego zdaniem rolniczy sektor spożywczy, produkcji tekstyliów czy skór to branże w Polsce, które mogą odnieść sukces na amerykańskim rynku. Już teraz z powodzeniem znajdują one odbiorców na rynku europejskim.

– Obecnie 150 tys. małych i średnich przedsiębiorstw, działających na terenie Unii Europejskiej, eksportuje swoje towary na rynek amerykański. Stanowi to około 28% całości eksportu z rynku unijnego. Prognozuję, że sektor małych i średnich przedsiębiorstw odniesie potencjalne korzyści, ale nie większe niż 1 proc., maksymalnie 2 proc., ocenia Łukasz Białek.

W Polsce są wysokie standardy w sektorze rolnym, spożywczym i tekstylnym. Polscy producenci powinni wykorzystać ten fakt i stać się bardziej konkurencyjni na rynku amerykańskim. Muszą oni jednak położyć nacisk na rozwój innowacyjności, zwłaszcza w zakresie technologii, co może się spotkać z dużym zainteresowaniem odbiorców amerykańskich.

– Zgadzam się z prognozami, które mówią o 0,5 czy 1 proc. wzroście polskiego PKB w ciągu kilkunastu lat. Obecnie nasze małe i średnie przedsiębiorstwa, w porównaniu z rynkiem amerykańskim i jego sektorem MSP, są mało konkurencyjne i skala naszej działalności jest niewyobrażalnie mniejsza. Umowa TTIP nie przyniesie znaczących zmian w aspekcie wymiany gospodarczej, dodaje Białek.

Polskie firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw już w tej chwili powinny przygotowywać się do wejścia na rynek amerykański, nie czekając na zakończenie negocjacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Powinny one również dynamicznie szukać partnerów handlowych i biznesowych w USA oraz sprawnie przygotowywać się do harmonizacji norm i standardów z tymi, które obowiązują na tamtejszym rynku. Ekspert podkreśla, że właściwym kierunkiem byłoby dotarcie do organizacji zrzeszających przedsiębiorców zarówno w Ameryce, jak i Europie. Amerykańskie izby gospodarcze pomagają przedsiębiorcom, którzy szukają potencjalnych partnerów handlowych lub chcą wesprzeć firmy wchodzące na ich rynek. Dobrze byłoby także rozważyć kwestie związane z otworzeniem swoich oddziałów na terenie Stanów Zjednoczonych, zanim TTIP wejdzie w życie.

——- Sir Julian Rose o nieludzkich planach Rządu Światowego. Totalitarne porozumienie TTIP. « Monitor Polski

Marek Podlecki: Mam przyjemność rozmawiać z Sir Julianem Rose. Tym razem w Stryszowie, w gospodarstwie Jadwigi. Dzisiaj mamy tu spotkanie z rolnikami, naukowcami, a także z posłami. Wspaniałe spotkanie.
Julianie, czy możesz powiedzieć nam, czego ono dotyczy?

Julian Rose: W gruncie rzeczy chodzi o to, że próbujemy zamanifestować, wykorzystując środki polityczne dla wprowadzenia zmiany, głównie Kukiz’15, ale nie tylko, nową postawę, w której ludzie mogą się zaangażować po to, by pomóc poprawić jakość życia, szczególnie w dziedzinie rolnictwa, energii i żywności.

MP: Tak, więc jest to konsolidowanie ludzi.

JR: Tak. Chodzi o to, by zebrać razem ludzi, by zainteresowali się wspólnym celem, jakim jest jakość oraz dobre uwarunkowania dla żywności, dobra cena żywności i w szczególności powszechna dostępność żywności, ponieważ aktualnie w Polsce ciągle jeszcze obowiązuje prawo, które decyduje o tym, że cała najlepsza żywność jest nielegalna. Tak więc staramy się zmienić te przepisy. I to jeden z głównych celów tego właśnie spotkania z panem Sachajko i jego kolegami z Kukiz’15, by zmienić prawo; aby prawdziwe jedzenie nie było już więcej nielegalne, by stało się legalnym jedzeniem.

MP: Byliście w stanie zaprosić tu trzech posłów, kilku naukowców i wielu innych ludzi, włączając w to rolników. Tak więc wasz głos jest słyszalny.

JR: Tak, to prawda. I to jest bardzo zachęcające, że ludzie słuchają i przyjeżdżają i wykazują solidarność z tym, co chcemy zrobić. I być może jest to naprawdę ważny moment zmiany w tym kraju. To już się dzieje na całym świecie. To wszystko jest bardzo ekscytujące i pokazuje, że to, nad czym pracowaliśmy przez lata, od 10 czy 15 lat, teraz dojrzewa. Teraz zbieramy tego efekty.

MP: Dlaczego nie ma tu nikogo z PiSu – partii rządzącej?

JR: To jest bardzo dobre pytanie. Byli zaproszeni, ale odmówili. Nie zaangażowali się. Mają swoją własną ustawę, nad którą pracują, dotyczącą kwestii żywności. Przyznali również, że należy zmienić obecną ustawę odnośnie żywności i że ludzie muszą mieć możliwość kupowania prawdziwego jedzenia bezpośrednio i lokalnie.

MP: Ciągle jesteś optymistą, prawda?

JR: Cóż, trochę się nimi martwię, ponieważ powinni tu być. Powinna być wspólnota stanowiska politycznego. Tak więc jestem bardzo zawiedziony. Ujmijmy to w ten sposób.

MP: W każdym razie mamy tu posłów z Kukiz’15. To dobry początek. Jaki jest dalszy plan?

JR: Jedna z rzeczy, które omawiałem z obecnymi tu osobami, to kwestia handlu globalnego. TTIP, czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji.

MP: to jest przerażające.

JR: To bardzo przerażające, ponieważ trudno jest prosić ludzi, którzy są już zaangażowani w problemy lokalne, by zaangażowali się w problemy globalne. Ale muszą to zrobić, ponieważ to, co ma teraz miejsce na poziomie Unii Europejskiej to dążenie do całkowitego zatrzymania sprawiedliwego handlu (fair trade).

MP: Jak w III Rzeszy.

JR: W zasadzie to jest bardzo podobne do III Rzeszy. W gruncie rzeczy Unia Europejska powstała na bazie idei III Rzeszy. To jest klika…

MP: I teraz to wychodzi?

JR: Tak, wychodzi. Trwają negocjacje, w których nie będziemy na przykład mogli powiedzieć nie dla GMO.

MP: Aż trudno w to uwierzyć.

JR: A to wszystko jest tajne.

MP: Tajne sądy?

JR: Również tajne sądy. Więc jeśli będą spory, a na pewno będą, nie będą rozpatrywane przez sądy cywilne, ale przez tajne sądy. Jest to bardzo daleko idące. Chodzi o to, że jeśli ludzie to zobaczą, pomoże im się to obudzić i zobaczyć, co się tak naprawdę dzieje.

MP: A media w ogóle o tym nie mówią.

JR: Nie mówią. Nikt o tym nie wie, bo to wszystko jest bardzo sprytnie zrobione. To wydaje się strasznie nudne, prawda?

MP: Nie wydaje się…

JR: Straszna nuda. Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji. Kto by chciał o tym słuchać? Ale tak naprawdę jest to broń, która ma zniszczyć państwa narodowe. Chcą znieść wszystkie granice.

MP: I stworzyć rząd światowy.

JR: I stworzyć rząd światowy.

MP: Światowe prawo, światową armię, światową policję.

JR: Tak, dokładnie.

MP: A potem zaczną nas zabijać.

JR: Tak, zaczną. Właściwie w pewnym sensie już to robią, ponieważ nie wolno nam prawdziwie wyrażać siebie samych w sposób demokratyczny.

MP: Ciągle jeszcze możemy, ponieważ w tym momencie mówimy o tym.

JR: Tak.

MP: Ale jest to bardzo ograniczone.

JR: Bardzo ograniczone.

MP: Mój serwer zaatakowano kilka dni temu i musieliśmy przenieść się za granicę. Zaatakowały go jakieś obce siły.

JR: Takiej rozmowy nie można by przeprowadzić w mediach głównego nurtu.

MP: Nie lubią tego. Wiem, że nie lubią. Nie podobała im się nasza poprzednia rozmowa.

JR: O nie, na pewno się nie podobała.

MP: Ale nie musimy się bać. Musimy być odważni i jeszcze mocniej pracować.

JR: Dokładnie. Dobrze powiedziane. I o to właśnie chodzi. To my jesteśmy najważniejsi. I każdy powinien się teraz zaangażować. Nikt już nie może być niezdecydowany.

MP: A jak to jest z rolnikami brytyjskimi? Czy oni też mają coś takiego, jak tutaj? Koalicję?

JR: Cóż… TTIP nie jest dobrze odbierane przez wielu ludzi z bardzo oczywistych względów, ale brytyjscy rolnicy są mocno konserwatywni. Tak naprawdę nie mówią o rewolucji, której ziarno chcemy tutaj zasiać w Polsce. Wydaje się, że nie widzą tak wyraźnie tego zagrożenia. Ale nie zapominajmy o tym, że oni zostali już kupieni przez Unię Europejską i dopłaty. Dopłaty, które lubią. To są całkiem spore dopłaty.

MP: Tak, najpierw płacą a potem zabijają, tak?

JR: Ludzie, którzy są zwolennikami systemem dopłat, chętnie robią to, co im się każe robić, by mogli dostać dopłaty. Jak niewolnicy.

MP: OK, Julianie. Wróćmy może na salę i zobaczmy, jak rozwinie się dzisiaj dyskusja. Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia wkrótce.

JR: Dziękuję bardzo.

MP: Dziękuję.

Tłumaczenie: Zofia Pasternak

Wywiad po angielsku: Polish farmers, scientists and politicians fight for real, natural food. Sir Julian Rose.
Zob. też: Sir Julian Rose o TTIP i przygotowywanej tyranii Rządu Światowego. Kukiz15 ratunkiem dla Polski.

—– TTIP może być drugim ACTA « Wolne Media Autor: Marcin Maj, Źródło: Dziennik Internautów

Przyszła umowa handlowa między UE i USA ma zawierać zapisy o „silnej ochronie praw własności intelektualnej” – zdecydował Parlament Europejski. Może zatem powstać kolejna umowa handlowa, która tak jak ACTA będzie forsować niepokojące środki walki z internetowym piractwem.

Dziennik Internautów kilkakrotnie już pisał o porozumieniu TTIP, określanym także jako TAFTA. To porozumienie ma dopiero powstać i teoretycznie powinno ułatwiać handel na linii UE-USA.

Niestety istnieje ryzyko, że w tym porozumieniu znajdą się zapisy identyczne jak w ACTA. Można się też spodziewać, że TTIP będzie powstawać głównie za zamkniętymi drzwiami, podobnie jak ACTA. Negocjatorzy TTIP będą pracować nad usprawnieniem handlu, ale mogą też odczuć pokusę, by na prośbę przemysłu nagraniowego dorzucić kilka paragrafów o internecie, piractwie i tym podobnych zagadnieniach.

Wczoraj Parlament Europejski właściwie wydał zgodę na taki scenariusz. Europosłowie na głosowaniu plenarnym przyjęli „rezolucję w sprawie negocjacji UE dotyczących handlu i inwestycji ze Stanami Zjednoczonymi”. W tej rezolucji znalazł się zapis mówiący o tym, że przyszła umowa może zawierać zapisy dotyczące „silnej ochrony praw własności intelektualnej”, czyli może mieć zapisy dotyczące praw autorskich, patentów, piractwa itp.

Parlament Europejski nie musiał przyjmować takiej rezolucji. Już w marcu kilkadziesiąt organizacji zaapelowało, aby całkowicie wyłączyć kwestie własności intelektualnej z negocjacji TTIP. Wydaje się, że umowa stymulująca handel nie musi dotyczyć takich kwestii, jak prawa autorskie.

W kwietniu nad tą sprawą pochyliła się komisja INTA Parlamentu Europejskiego. W czasie prac w tej komisji padły nawet propozycje, by w tekście rezolucji wspomnieć o wcześniejszym odrzuceniu ACTA i braku zgody na jakiekolwiek środki ograniczające wolność w sieci. Niestety poprawki te odrzucono.

Dziś w głosowaniu plenarnym Parlament Europejski wydał zgodę na to, aby negocjatorzy TTIP rozmawiali także o „silnej ochronie praw własności intelektualnej”. Przy takim stawianiu sprawy powtórka scenariusza ACTA jest wysoce prawdopodobna.

Teraz możemy być absolutnie pewni, że wcześniejszy sprzeciw europosłów wobec ACTA był tylko bezrefleksyjną reakcją na protesty społeczeństwa. Minęło trochę czasu i w większości europoselskich umysłów nie ma już żadnego śladu po tamtej sprawie. Czy uwierzycie, że teraz negocjatorzy USA i UE są w stanie jeszcze raz usiąść do stołu i nie wracać do tych spraw, które odrzucono wbrew ich woli przy okazji ACTA?

—— NWO-wskie TTIP – polski rząd jest za!!! | PRP

Celem umowy TTIP jest wyłączenie wpływu państw na własną gospodarkę kosztem ponadnarodowych korporacji

TTIP czyli strefa wolnego handlu między USA a UE.

To, że USA nie są żadnym narodem nie jest chyba tajemnicą, chociaż próbują to wmówić zamieszkałym tam nacjom. Moim osobistym zdaniem to jest właśnie powód dla którego nie cenią potrzeby samostanowienia przez inne narody, które trwały bądź nie przetrwały czasami i tysiącleci.

Stany Zjednoczone Europy czyli UE już nawet nie ukrywa, że narody mają zrezygnować z ogromnej części swojej suwerenności na rzecz „wspólnego dobra” tego eurokołchozu.

One, te jewrejskie Stany też chcą pozbawić stare, również tysiącletnie narody Europy swojej tożsamości, zabrać im suwerenność a na końcu zniszczyć całą jej łacińską kulturę, stąd się właśnie bierze to niepojęte dla nas przyzwolenie na najazd milionów obcych kulturowo imigrantów, tak uważam.

Teraz te dwa stwory bo inaczej tego nazwać nie można stwierdziły, że to za mało, NWO idzie pełną parą…

Celem umowy TTIP jest wyłączenie wpływu państw na własną gospodarkę kosztem ponadnarodowych korporacji.

Cyt:

Uwzględnienie środków służących ochronie inwestorów nie uniemożliwia parlamentom uchwalania praw ani nie prowadzi do uchylania przepisów obowiązujących własnych obywateli, a jedynie ogranicza możliwość egzekwowania tych praw wobec inwestorów zagranicznych. Polska popiera włączenie mechanizmu ISDS do zakresu przyszłej umowy TTIP, gdyż obowiązująca obecnie umowa dwustronna z USA w znacznie szerszym zakresie wyłącza inwestorów z USA spod jurysdykcji polskich sądów. Natomiast rząd Niemiec i Francji już wyraziły do tego zastrzeżenia.

Mechanizm ISDS jest najczęściej krytykowanym elementem umowy TTIP, gdyż zdaniem jego przeciwników uwalnia on transnarodowe korporacje z obowiązku przestrzegania prawa wewnętrznego krajów, w których one działają[5]. Potencjalnie może też zablokować promowanie / dotowanie nowych technologii ze środków publicznych (gdy będzie to sprzeczne z interesem firm już aktualnie działających w danej branży) na skutek obaw przed ewentualną koniecznością wypłaty odszkodowań przez państwo.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Transatlantic_Trade_and_Investment_Partnership

Wytłuściłam informację o której ja przynajmniej nie miałam pojęcia… jak to „wyłącza inwestorów z USA spod jurysdykcji polskich sądów” ?! Naszukałam się, ale w końcu znalazłam. Umowę tą zawarto… 21.03.1990roku w Waszyngtonie.

Cała treść pod linkiem: https://mojepanstwo.pl/dane/prawo/51527,umowa-miedzynarodowa-stosunkach-handlowych-gospodarczych-miedzy-rzeczapospolita-polska

Tutaj jedynie zrzut z podpisem tego bezprecedensowego „porozumienia” przez pierwszego z rzędu wielu prezydentów, Lecha Wałęsy. Żadnemu nie przeszkadzało takie oddanie praw swoich sądów na rzecz nowego „wielkiego brata”? Rok po „odzyskaniu niepodległości”?? Oczywiście, że to nie było info dla ciemnego ludu….

Najgorsze co może się trafić narodom, to rządy które cynicznie pozbawiają ich praw na rzecz międzynarodowych, bezpaństwowych korporacji. Cynizm polega na tym, że odgrywając rolę patriotycznych ugrupowań i partii wzbudzając w swoich obywatelach wiarę i nadzieję na lepszą przyszłość okłamują ich.

Czy Polacy wiedzą co nam szykują bogoojczyźniani przywódcy?.

Kiedy w dzień i w nocy od rana do wieczora informują nas o tym jak to dbają o przyszły los polskiej gospodarki, jej rozwój… o przyrost ludności w kraju, który najpierw wyludniono, kiedy się modlą na Jasnej Górze i łapią Hostię…. jednym słowem kiedy serwują nam te cyniczne kłamstwa, po cichu i bez informowania pchają nas wszystkich w NWO-wskie łapska!!

Mniejsza o lewacką Europę, oni sami sobie zgotowali ten los. Zachwyceni homosiami, gender, multi-kulti , tacy fajni jak diabli czyli debile po prostu, dopiero teraz pojmują w co ich wkręcono. Ale Polacy? My już zaliczyliśmy jeden kołchoz, nawet Stalin stwierdził, że się nie nadajemy, a teraz nasi patriotyczni przywódcy stwierdzili, że co? Zmieniliśmy się?

Za przyjęciem TTIP był i ten rząd od „kamieni kupy” i jest ten nowy, ten patriotyczny, który obiecuje polskiej gospodarce pełen rozkwit. Chciałabym usłyszeć od nich, jakie to polskie firmy na tym skorzystają? W jakich to korporacjach mamy polski kapitał?

Prawda jest taka, że koncerny nie będą podlegać żadnym sądom narodowym, my jeszcze na razie tak – oni nie.

Brawo banksterzy, teraz możecie załatwić każdego, nawet całe państwa, zwłaszcza takie których rządzącym nie zależy na ich przyszłości! I o to chodziło…

Cyt:

W tajnym mandacie negocjacyjnym, który mimo wszystko wyciekł i został podany do wiadomości publicznej, wspomina się o „stopniowym wdrażaniu harmonizacji przepisów”. To, co kryje się za tak niejasnymi słowami, organizacje lobbingowe – Izba Handlowa Stanów Zjednoczonych oraz BusinessEurope – opisują w następujący sposób: „Zainteresowane strony usiadłyby przy stole wraz z organami regulującymi, aby wspólnie napisać prawo”[1]. Powstaje tutaj ryzyko, że grupy interesów, które nie są do tego demokratycznie wybrane, byłyby systematycznie włączane w proces legislacyjnym już na jego wczesnym etapie i tym samym miałyby prawo o nim decydować lub przynajmniej mieć znaczący wpływ na podejmowane decyzje. W zależności od własnych korzyści, mogłyby popierać lub odrzucać proponowane przepisy. Sam pomysł nie wyszedł ze strony Komisji Europejskiej – po raz pierwszy został sformułowany we wspólnym dokumencie sporządzonym przez BusinessEurope i Izbę Handlową Stanów Zjednoczonych.[2]

http://ttipniedziekuje.pl/index.php?page=pytania-i-odpowiedzi

Orzekające w tajemnicy sądy arbitrażowe będą mogły wejść w spór z rządem polskim, kiedy rolnicy wystąpią na przykład przeciw firmie Monsanto. W USA nie ma obowiązku informowania o żywności GMO. Ich rolnictwo jest subsydiowane a amerykańskie korporacje wspierane przez władze w Waszyngtonie. Ktoś ma wątpliwości jaki wyrok zapadnie?

Globalny handel ma ponoć mieć wpływ na wzrost PKB o całe 0,5% tak twierdzą jego zwolennicy. Tyle, że 0,5% to wynik w granicy błędu statystycznego.

Wielu analityków uważa, że gospodarka i wolny przepływ towarów to jest wersja dla nas.

Bo prawda jest przerażająca…

Cyt:

Profesor Molly Cato, eurodeputowana z frakcji Zielonych, jest jedną z nielicznych osób, które miały możliwość zapoznania się z pełnym tekstem negocjowanego układu. Żeby go przeczytać, musiała podpisać 14-stronicowy dokument pełen sankcji, złożyć obietnice nierozgłaszania tekstu wyborcom, zostawić rzeczy osobiste w specjalnym schowku, po czym została przeprowadzona do chronionej sali, w której – zapoznając się z dokumentem – cały czas była nadzorowana. Profesor Cato reprezentuje 5 mln wyborców, jednak KE traktuje ją w taki sposób. A przecież nie zajmujemy się tu kwestiami bezpieczeństwa narodowego, raczej chleba naszego powszedniego, które mają wpływ na życie każdego obywatela Europy, np. jakie informacje powinna zawierać etykieta słoika z dżemem. Profesor Cato nie może ujawnić treści dokumentu, ale jest dla niej oczywiste, że negocjacje są zdominowane przez korporacje, nie interes publiczny. Podkreśla, że ponad 95 proc. wszystkich spotkań przedstawicieli Komisji Europejskiej w tej sprawie to rozmowy z lobbystami i tylko podczas 5 proc. byli obecni rzecznicy interesu społecznego.

http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/857476,ttip-umowa-ue-i-usa-tajna-umowa-isds.html

Tak więc ludzkość nie ma pojęcia o czym się tam rozmawia i decyduje, bo to jest tajne. Mieszkańcy UE nie mają na to żadnego wpływu, ponieważ umowę podpisze Komisja Europejska, która jest tworem samowybieralnym i nie musi się liczyć z nikim!

Jedną 1,5 milionową decyzję przeciw TTIP już odrzucono, po prostu… można? Można!

Przyzwyczajanie ludzi do tego, że nie mają wpływu na nic trwa w najlepsze.

Nie wiemy czego jeszcze dotyczą dokumenty. Są w nich również zapisy o prawach autorskich, czyli ACTA to było tylko preludium…

O wszystkim czego dotyczą zapisy mamy się dowiedzieć, uwaga! po podpisaniu !

Samo procesowanie TTIP jest identyczne jak ACTA, tylko, że w tym pierwszym sprawa nie dotyczy jedynie praw autorskich ale również rolnictwa, jakości żywności, ochrony środowiska czy dostępności leków. Całego naszego przyszłego życia …przyszłość, jeśli nic nie uczynimy jest przerażająca..

Równo 4 lata temu polskie protesty przeciwko ACTA były pokazywane w całej Europie. To właśnie odzew Polaków i zdecydowany, głośny sprzeciw sprawiły, że odstąpiono od tego pomysłu. Tyle, że nikt nie powiedział, że zaniechano go, ACTA wracają w umowie TTIP.

Wszyscy nasi politycy są zachwyceni tą nową umową. Nie można wprost pojąć takiego zakłamania. Z kandydatów na prezydenta jedynie Kukiz przyznał, że nie ma wystarczającej wiedzy o co w tym wszystkim chodzi.

Jak można obiecywać Polakom reaktywację polskich przedsiębiorstw, których nie ma.?

Jak można wmawiać im, że zagraniczne banki będą repolonizowane?

Te przyszłe przedsiębiorstwa nigdy nie powstaną a zagraniczne banki podobnie jak i inne korporacje międzynarodowe nigdy do tego nie dopuszczą! I będą miały po zapisaniu umów TTIP własny tajny arbitraż, który nam to wybije z głowy.

Ponad 3 miliony europejczyków podpisało petycję przeciw TTIP.

http://www.stop-ttip.pl//

A tutaj stanowisko Polski, jak by ktoś miał wątpliwości., krótko i na temat.

Nasz minister Waszczykowski ma w tej kwestii takie samo zdanie jak pan Petru… i PO… i wszyscy razem łapki w górę!!

3 lutego powstała podkomisja w sprawie TTIP, której wiceprzewodniczącym jest Robert Winnicki z klubu Kukiz 15. Zainteresowanie tematem dziennikarzy uczestniczących mizerne… nic dziwnego, że w prasie tak o tym mało się pisze…przecież wiedzą, że rozmowy będą tajne.

Na koniec lutego w Brukseli zaplanowano 12 rundę rozmów. ..

Za: http://astra.neon24.pl/post/129494,nwo-wskie-ttip-polski-rzad-jest-za

———- Ruszyła zbiórka podpisów przeciwko arbitrażowi ISDS i wszechwładzy korporacji | Portal STRAJK

Koalicja organizacji obywatelskich kontynuuje działania przeciwko forsowanej przez korporacje umowie TTIP. Tym razem chodzi o niebezpieczne dla demokracji sądy arbitrażowe. W ciągu kilkunastu godzin apel do ministra gospodarki i unijnej komisarz ds. handlu podpisało w Polsce ponad 1000 osób. To jednak dopiero początek walki.

facebook.com/stopttip

Sądy arbitrażowe (ISDS) to mechanizm, który w intencji twórców ma być najważniejszą częścią umowy TTIP. Chodzi o rozstrzyganie sporów na linii inwestor-państwo. Wielki kapitał oczekuje zagwarantowania “stałych warunków inwestycyjnych”, a w przypadku zmiany takowych – prawa do ubiegania się o odszkodowanie. Krytycy zwracają uwagę, że takie rozwiązanie stanie się narzędziem do dyscyplinowania państw przez korporacje. Podnoszony jest również problem braku demokratycznej kontroli nad takimi trybunałami i wyraźnego zwiększenie wpływu potężnego biznesu na proces stanowienia prawa. Organizacje obywatelskie twierdzą, że państwa w obawie przed konsekwencjami będą uchwalać antyspołeczne ustawy, znosić zabezpieczenia socjalne czy redukować prawa pracownicze. Obawy oddolnych ruchów próbowała pacyfikować Celicia Malmstroem – unijna komisarz ds. handlu, jednak jej propozycja – stworzenie systemu ochrony inwestorów, zamiast ISDS jest niemal kopią rozwiązań proponowanych wcześniej.

16 października w Brukseli do Komisji Europejskich trafią podpisy przeciwko arbitrażom, zebrane na całym Starym Kontynencie. Jednocześnie, tego samego dnia pula sygnatur zebranych w Polsce zostanie przekazana ministrowi gospodarki Januszowi Piechocińskiemu. Chodzi o to, żeby przedstawiciele KE, którzy w dniach 19-23 października będą uczestniczyć w kolejnej turze negocjacji pomiędzy USA a UE w sprawie TTIP czuli presję oddolnego ruchu sprzeciwu wobec roszczeń międzynarodowego kapitału.

Akcja przeciwko trybunałom arbitrażowym w kształcie proponowanym przez TTIP jest koordynowana w Polsce przez stowarzyszenie Akcja Demokracja, Instytut Globalnej Odpowiedzialności i WeMove.eu. Wcześniej, w całej Unii Europejskiej udało się zebrać ponad 3,2 mln podpisów pod petycją inicjatywą przeciwko TTIP. To trzy razy więcej niż wynosi minimum, które obliguje Komisję Europejską do zajęcia się sprawą. Nad Wisłą mimo sporego wysiłku organizacyjnego udało się zebrać tylko 42 tys. podpisów.

W Polsce apel można podpisywać na stronie https://akcjademokracja.pl/stop-ics

—— USA: „Populistyczni” kandydaci przeciw TTIP (Na podstawie rp.pl opracował A.D.)

W Stanach Zjednoczonych świat wielkiego biznesu próbuje wywierać naciski na Baracka Obamę, aby jak najszybciej podpisał umowę o Transatlantyckim Partnerstwie na rzecz Handlu i Inwestycji (TTIP). Negocjacje między USA a Unią Europejską w tej sprawie ciągną się od dwóch i pół roku i nie przyspieszają. Jeżeli umowa o TTIP nie zostanie podpisana do jesieni, może nie dojść do jej zawarcia. W prawyborach prezydenckich dominującym trendem staje się bowiem krytyki liberalizacji handlu zagranicznego.

Donald Trump na swoich wiecach przedwyborczych nie zostawia suchej nitki na umowach o wolnym handlu zawartych dotąd przez Amerykę.

– Przegrywamy z Chinami, przegrywamy z Japonią, przegrywamy z Meksykiem, ze wszystkimi. (…). Partnerstwo Transpacyficzne to jest okropna umowa, która nie doprowadzi do niczego innego, jak do kłopotów. To jest porozumienie, które tylnymi drzwiami pozwoli Chińczykom na uzyskanie uprzywilejowanej pozycji na naszym rynku. Wolałbym, aby tej umowy w ogóle nie było. Już teraz mamy roczny deficyt z Chinami wart 500 miliardów dolarów, z Japonią 75 miliardów dolarów. – mówił Trump w toku swojej kampanii. W tym samym tonie wypowiada się senator Bernard Sanders, „socjalistyczny” kandydat do nominacji Partii Demokratycznej.

– Głosowałem przeciwko NAFTA, głosowałem przeciwko liberalizacji handlu z Chinami. – podkreślił Sanders.

Pod wpływem sukcesów swoich rywali krytykę wolnego handlu z zagranicą podjęli również główni konkurenci Trumpa i Sandersa.

– W międzynarodowym handlu nas zabijają. Jestem przeciwnikiem TPP, zawsze nim byłem. – zapewniał niedawno Ted Cruz. Hillary Clinton jako szkodliwe dla amerykańskiej gospodarki opisała zarówno Partnerstwo Transpacyficzne, jak i umowę o wolnym handlu zawartą przez USA w 2012 r. z Koreą Południową.

———–
US Embassy In Berlin Offering Cold, Hard Cash For People To Create Pro-TAFTA/TTIP Propaganda

European Groups Expose ‚Terrifying Extent of Corporate Grab’ Within TTIP

‘We are fed up!’: Thousands march against TTIP & GMOs in Berlin (PHOTOS, VIDEO) — RT News

Water Cannons Turned On Peaceful TTIP Protestors In Brussels As Public Barred From Negotiations

Europe Secretly Starts Imposing TTIP Despite Public’s Obvious Opposition

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s