Polskie przedwojenne złoto zawłaszczone przez City of London i Wall Street?

[10 % przejęli i w większości zdefraudowali głównie żydowscy namiestnicy Sowietów w polskich władzach. Ale co z resztą przekazaną Wielkiej Brytanii?!]

Joe Chal – “Polskie rezerwy złota po 1939 r”

Po napaści Hitlera na Polskę kabza okupacyjnych wojsk faszystowskich była nastawiona na zagarniecie wielkiej ilości złota, ale niemieccy najeźdźcy rozczarowali się bo znaleziono Bank Polski w Warszawie prawie pusty. Kiedy niemieckie wojska zagrażały stolicy, szef personelu banku Polska / Bank Polski / opuścił miasto zabierając ze sobą 64 miliony dolarów wartości polskiej rezerwy złota. Podróż pociągiem i ciężarówkami na południe i południowy wschód poprzez Rumunii, Turcję i Liban.

Polski personel banku wraz z depozytem w końcu przybył do Francji pod koniec października 1939 roku i wszystkim przydzielono etaty pracy w biurze i dokonano zdeponowania złota w banku Francji w Paryżu aby tu nadal prowadzić taka sama działalność finansowa jak w Polsce.

Po inwazji Niemiec na Holandię, Belgię i Luksemburg a potem na Francję, która rozpoczęła się w maju 1940 rząd polski na uchodźstwie poinformował francuski rząd, że zamierza przetransportować swoje rezerwy złota do Kanady i Stanów Zjednoczonych.

Polska nota datowana na 22-go maja, spowodowała ustne porozumienie pomiędzy Bankiem Polskim a Bankiem Francji i zapewniała ona, że francuskiej Admiralicji będzie powierzony konwój złota na francuskim okręcie do Stanów Zjednoczonych. Jednemu z dyrektorów Banku Polskiego Stefanowi Michalskiemu powierzono odpowiedzialność za złoto, gdy zostało ono przeładowane na pokład francuskiego krążownika Victor Schoelcher w porcie Lorient.

Pierwszym portem jaki miał osiągnąć ten konwój była Martynika, ale po rychłym upadku Francji zmieniono w ostatniej chwili decyzję i rezerwy polskie przybyły do francuskiego portu w afrykańskim Dakarze.

Od momentu przybycia do Afryki Michalski był w stałym kontakcie z delegatura rządu polskiego w Londynie i tam oczekiwał na instrukcje bo mógł on skorzystać z usług polskiego statku na kotwicy w Dakarze w celu dalszego transportu złota do Ameryki.

Kiedy ten plan okazał się niepraktyczny gen. Władysław Sikorski, szef polskiego rządu w Londynie, wystąpił do rządu brytyjskiego o pomoc w ratowaniu złota. To była intrygująca i zła propozycja, która przyciągnęła zainteresowanie premiera Churchilla, ale przekazując ją do jednego pracownika Ministerstwa Spraw Zagranicznych do rozpatrzenia w przyszłości miał się zapytać:

„Ale jak my mamy zabezpieczyć polskie …. złoto dla nich? Tak jak proponują? ”

Biorąc pod uwagę stan brytyjskich stosunkach z Francją w następstwie nieudanej próby przejęcia floty francuskiej 4-tego lipcu przez brytyjska marynarkę było oczywistym, że każde podejście do rządu Vichy było niemożliwe. Z drugiej strony Brytyjczykom nie zależało na jakiejkolwiek pomocy więc Michalski podejmuje na własną rękę działania i jakoś udaje się jemu znaleźć kolejny statek dla transportu złota /prawdopodobnie francuski/, którym mógłby popłynąć on z całym depozytem do Martyniki.

Anglicy byli bardzo dobrze poinformowani a Admiralicja brytyjska została przygotowana na wypadek gdyby ten plan próbowano wprowadzić w życie, aby spróbować przechwycić statek i skierować go pod ich eskorta do Kanady.

Sztab marynarki brytyjskiej miał wątpliwości czy bombardowanie Dakaru może przynieść jakieś efekty w tym momencie ale Winston Churchill zdecydował się zezwolić na ten atak.

Operacja miała pseudonim „Menace – Zagrożenie” w której udział wzięły trzy armie sil połączonych angielsko-australijsko-francuskie /Wolne Siły Francuskie gen de Gaulla/.

Jeszcze w dniu 23-go września Generał Charles de Gaulle uczestniczył w misji, która była próba przekonania władz Vichy w Dakarze aby alianci mogli wejść do portu – Misja zakończyła się kompletnym fiaskiem. Mając niewielką czy nawet żadną alternatywę rozpoczęto planowany atak ale siły połączone napotkały tak zaciekły opór ze strony Vichy – jednostki morskiej z Tulonu, że operacja została ostatecznie anulowana 25-tego września i sojusznicy się wycofali.

W międzyczasie, Niemcy odkryli, że polskie złoto nagle pojawiło się ale poza zasięgiem ich działania.

„Natomiast po wycofaniu i nieudanej inwazji na Dakar aliantów rząd Vichy wydał polecenie przetransportowania tego drogiego kruszcu 600 km w głąb lądu do miasta Cayes obawiając się ponownego ataku aliantów aby mogło później wrócić do Francji, gdzie zostało przekazane Niemcom”.

Chce tylko dodać, ze po napaści na Polskę hitlerowcom udało się zrabować rezerwy złota w Banku Gdańskim. W sierpniu 1939 roku Bank Gdańsk miał około 4 miliony dolarów wartość złota.

Według mojej kalkulacji potwierdzonej szacunkami fachowców w dziedzinie bankowości Hitler zrabował Polakom złoto wartości nie mniejszej niż 90 milionów dolarów licząc po kursie $ 34,42 /za 1 uncję -czyli 28,3495231 gram/ w 1939 roku.

————————————————————————

Porwane złoto II RP. Co się stało z polskim złotem? – Forbes.pl

W 1939 r. majątek Banku Polskiego został wywieziony z okupowanego kraju. Na zawsze. Do dziś nie wiadomo, w czyje ręce trafiło 1208 drewnianych skrzynek wypełnionych po brzegi sztabkami i workami monet ze złota.

Mały tankowiec „Eocene”, należący do amerykańskiej kompanii naftowej Socony Vacuum, zawinął do portu w Konstancy 14 września 1939 roku. Kapitan statku, 33-letni Brytyjczyk Robert Brett, został wciągnięty w wir dziwnych wydarzeń, które niespełna rok później opisał w londyńskim „Sunday Dispatch”. Niezwykłą przygodę kapitana gazeta opatrzyła sensacyjnym tytułem: „Porwałem Hitlerowi 21 mln funtów szterlingów”.

Oto jak swoje przeżycia opisywał młody kapitan: „Nigdy nie mogłoby mi nawet przyjść na myśl, że pewnego dnia będę miał w lukach mego statku »Eocene«, tankowca o 4216 tonach wyporności, więcej złota niż jakikolwiek inny statek przedtem i prawdopodobnie – potem”.

Na tankowiec załadowano dorobek II Rzeczypospolitej: 1208 niedużych drewnianych skrzynek. Opasywały je żelazne taśmy. Nie wszystkie miały uchwyty, co utrudniało noszenie. Każda ważyła 60 kilogramów. W środku znajdowały się albo sztaby złota wielkości wydłużonej cegły, albo worki ze złotymi monetami.

– W Banku Polskim były sztaby rozmaitego pochodzenia i rozmaitych prób. Wśród nich także sztaby ze skarbca dawnych Austro-Węgier. Posiadały próbę 1000, a więc złoto zupełnie czyste, bez domieszki – relacjonował w 1966 r. na antenie Radia Wolna Europa (RWE) Władysław Bojarski z eskorty złotego transportu.

Zygmunt Karpiński, który zakładał w 1924 r. Bank Polski, a potem zasiadał w jego zarządzie aż do jego likwidacji, w książce „Losy złota polskiego podczas II wojny światowej” bardzo szczegółowo opisał bankowe zasoby w dniu wybuchu wojny. Polskie złoto było wtedy ogółem warte 463,6 mln zł (ok. 95 ton), czyli około 87 mln ówczesnych dolarów amerykańskich. Złoto wartości nieco ponad 100 mln zł (ok. 20 ton) było zdeponowane za granicą, głównie we Francji, Anglii, Szwajcarii i USA. Większość znajdowała się jednak w Polsce. Złoto wartości 193 mln zł (ok. 38 ton) przechowywano w skarbcu w Warszawie, zaś sztaby warte 170 mln złotych (37 ton) spoczywały w oddziałach w Brześciu, Lublinie, Siedlcach i Zamościu.

Pierwszy transport złota z Warszawy wysłano do Brześcia 4 września 1939 r. autobusami Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Z publikacji „Wojenne losy polskiego złota” dr. hab. Janusza Wróbla z łódzkiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że tego dnia u premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego zjawiło się trzech pułkowników: Ignacy Matuszewski i Adam Koc oraz były minister handlu Henryk Floyar-Rajchman. Oficerowie odpowiedzialni za nadzór i koordynowanie akcji otrzymali zgodę na wywiezienie z Polski całego bankowego złota.

13 września w Śniatyniu przy granicy z Rumunią zebrano całość złota „w sumie ok. 75 ton kruszcu” – pisze dr Janusz Wróbel. „Z wyjątkiem 3,8 ton złota wartości ponad 22 milionów złotych, które pozostawiono w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego” – wylicza historyk IPN.

W nocy z 13 na 14 września złoto załadowano do 9 wagonów towarowych, pociąg przekroczył granicę i ruszył w kierunku Konstancy. Wtedy doszło do pierwszej sytuacji kryzysowej. Na miejscu okazało się, że Niemcy wpadli na trop polskiego złota i chcą je natychmiast przejąć.

Niemiecki ambasador w Bukareszcie Wilhelm Fabricius na spotkaniu z Grigore’em Gafencu, ministrem spraw zagranicznych Rumunii, złożył protest przeciwko łamaniu przez ten kraj neutralności. Niemiec zażądał, by Rumuni potraktowali polskie złoto jak materiał wojenny. Rumuński minister uratował skarb Rzeczypospolitej, udając, że nie ma pojęcia o transporcie, ale obiecał przeprowadzić śledztwo w tej sprawie. W ten sposób dał Polakom czas na zorganizowanie transportu z Konstancy. Wtedy na horyzoncie pojawił się właśnie kpt. Robert Brett. Był przekonany, że czeka go rutynowy załadunek paliwa, tymczasem odwiedził go konsul brytyjski, który poprosił o zabranie kilkudziesięciu ton polskiego złota.

Płynąc do Stambułu i dalej koleją przez Bejrut, a potem znowu drogą morską, złoto dotarło do Tulonu, tym razem na pokładach dwóch szybkich niszczycieli. Na początku października 1939 r. skarb Rzeczypospolitej znalazł się pod kontrolą rządu polskiego. Złoto przewieziono do Nevers nad Loarą w środkowej Francji. Spoczęło w podziemnym skarbcu tamtejszego oddziału Banku Francji.

Sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli, gdy okazało się, że Francuzi przegrywają wojnę. 22 maja 1940 roku polski rząd poprosił Anglików o wyznaczenie statków polskich, które podejmą się misji przewiezienia skarbu banku do Ameryki. Skrzynie wydobyto ze skarbca w Nevers i znowu załadowano do wagonów towarowych.
Reklama

Złoto dotarło do portu Lorient na krążownik „Victor Schölcher” 16 czerwca 1940 roku. Tego dnia rząd francuski zdecydował się na kapitulację. Polskie złoto konwojował już wtedy tylko jeden Polak, dyrektor warszawskiego oddziału Banku Polskiego Stefan Michalski. Był święcie przekonany, że statek płynie do Stanów Zjednoczonych. Szybko okazało się jednak, że okręt przybił do portu w Casablance, a po kilku dniach złoto wyruszyło w dalszą podróż – do Dakaru.

W tym czasie władze polskie przeniosły się do Londynu. W sprawie złota generał Władysław Sikorski interweniował u premiera Winstona Churchilla, który obiecał, że brytyjska marynarka wojenna zatrzyma francuski transport z polskim skarbem. Problem polegał na tym, że nikt nie wiedział, gdzie złoto zaginęło. Dopiero 30 czerwca dotarła do Londynu depesza dyrektora Michalskiego nadana w konsulacie angielskim w Dakarze z informacją, że w porcie tym rozładowano skarb Banku Polskiego. Francuzi, obawiając się ewentualnej próby odzyskania złota przez marynarkę brytyjską, wysłali je w głąb kraju. Skrzynie wywieziono 800 km w głąb afrykańskiego lądu i złożono w budynku administracyjnym przy dworcu kolejowym miasteczka Kayes (obecnie Republika Mali).

Złota nie przejęli Niemcy, znalazło się jednak w rękach rządu Vichy, który współpracował z III Rzeszą i nie chciał się narażać. Polskie państwo de facto straciło skarb.

– Nie widzę możliwości odzyskania złota – irytował się gen. Sikorski podczas rozmowy z płk. Adamem Kocem, odpowiedzialnym za los polskiego skarbu, który osobiście relacjonował to spotkanie we wspomnianej audycji RWE.

Wtedy oficer wpadł na pomysł, żeby w Stanach Zjednoczonych złożyć pozew przeciwko rządowi francuskiemu i doprowadzić do zatrzymania francuskiego złota zdeponowanego w amerykańskich bankach w ramach zabezpieczenia polskich interesów. Stronę polską reprezentowała kancelaria Sullivan & Cromwell. Doprowadziła do tego, że Amerykanie zgodzili się, by dostęp do francuskiego złota został zablokowany w banku federalnym w Nowym Jorku.

Rząd marszałka Pétaina na pozór nie ulegał sądowej presji, ale nie wydał Niemcom polskiego skarbu. Dopiero Francuski Komitet Narodowy gen. Charles’a de Gaulle’a w październiku 1941 roku zawarł z rządem gen. Sikorskiego układ, w którym Francuzi zobowiązywali się do zwrotu kruszcu.

W styczniu 1944 r. polscy urzędnicy bankowi dotarli do Dakaru, a wkrótce do położonej w głębi kraju miejscowości Kayes, gdzie w pilnie strzeżonym budynku administracji kolei przechowywano skarb Banku Polskiego. Wkrótce skrzynie złota przewieziono do fortu w Dakarze, komisyjnie przejęli je Polacy. Po czterech latach złoto wróciło do prawowitych właścicieli. Rząd na uchodźstwie zdecydował, żeby skarb Banku Polskiego podzielić na trzy części i rozlokować w Nowym Jorku, Ottawie i Londynie.

Wydawać by się mogło, że w tym miejscu burzliwe losy złota II RP się kończą, ale tak nie jest. Nie wiadomo bowiem, jak skarb Banku Polskiego został podzielony i co się z nim tak naprawdę stało. Lektor Radia Wolna Europa, które w 1966 roku nadało trzyczęściowe słuchowisko dokumentalne o losach polskiego złota w czasie II wojny światowej „Epopea polskich argonautów”, lakonicznie stwierdził, że ok. 80 ton w sztabach i monetach nie powróciło nigdy do Polski. Według RWE pozostało ono w bankach zachodnich, aby jego równowartość w różnych formach służyła odbudowie zrujnowanego wojną kraju. Natomiast 11 ton złota zatrzymała Wielka Brytania jako pokrycie wydatków łożonych przez nią podczas wojny na cywilne potrzeby polskie.
Reklama

Według dr. Janusza Wróbla z IPN złotem Banku Polskiego „zaopiekowali się” polscy komuniści. Za pomocą różnych operacji przejęli majątek II RP na rzecz Skarbu Państwa, co w końcu doprowadziło do całkowitej likwidacji w 1952 r. Banku Polskiego. Jego funkcję przejął utworzony przez komunistów Narodowy Bank Polski. Rolę głównego dysponenta złotego skarbu odgrywał Hilary Minc, jeden z najbliższych współpracowników Bolesława Bieruta i główny spec od gospodarki. Ale ile wydał i na co dokładnie? Nie wiadomo.

Część dokumentacji przekazania tego skarbu do komunistycznej Polski znajduje się w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Ale jak twierdzi Krzysztof Kopeć, prowadzący portal poświęcony gospodarczej historii Polski, nie jest to „inwentarz kartkowy bez ewidencji’’. Jego zdaniem z tej dokumentacji wynika, że przywłaszczone przez komunistów złoto stanowiło zaledwie ułamek skarbu (ok. 10 proc.) zdeponowanego w Dakarze. Co z resztą? Nie wiadomo.

Nie wiadomo też, co się stało z 20 tonami złota Banku Polskiego, które znajdowało się w depozytach zagranicznych przed wybuchem II wojny światowej. Na co zostały wydane 3,8 ton złota, które pozostawiono w 1939 roku w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego? Historia złota Banku Polskiego wciąż pozostaje niedokończona i czeka na gruntowne badania naukowe, oparte na pracach archiwalnych. Nie tylko w Polsce.

————————————————————————

Aktywa II RP | WIERNI POLSCE SUWERENNEJ, znalezione w sieci

I. Wstęp

Wiemy czym skończyła się II RP. Przegraną kampanią wrześniową w 1939 r. i utratą niepodległości. Spierało się w przeszłości i spiera nadal wielu naukowców i publicystów z dużą zajadłością o przyczyny tej narodowej tragedii, o to, kto ponosi za nią odpowiedzialność, chętnie obciążając swoich przeciwników politycznych lub ich ideowych protoplastów winą za te wszystkie nieszczęścia, które nas spotkały po 1939 r.. W kalendarzu oficjalnych świąt dokonano po 1989 r. zmian przywracając święta 3 maja i 11 listopada, wymazując 22 lipca, przenosząc Dzień Wojska Polskiego z 12 października (bitwa pod Lenino) na 15 sierpnia (bitwa warszawska 1920 r.). Ale czy to wszystko co łączy obecną III RP z Polską przed 1939 r.? Czy faktycznie te 20 lat między wojnami nie pozostawiło nam współcześnie żyjącym nic poza symbolami? Jaka była Polska przed 1939 r.? Czy tak jak sądziła komunistyczna propaganda była państwem słabym, biednym, nie odgrywającym większej roli w świecie, czy może dynamicznie rozwijającym się tygrysem, który został zniszczony w wyniku wyroku historii.

Zgodnie z prawem międzynarodowym III RP, jest kontynuatorką PRL-u ze wszystkimi tego konsekwencjami, również finansowymi. W nową rzeczywistość weszliśmy w 1989 r. z kilkudziesięciomiliardowymi długami, zbankrutowaną gospodarką, szalejącą inflacją. Ze spuścizną tą borykamy się do dnia dzisiejszego. Zachowujemy się tak jakby cała historia gospodarcza Polski narodziła się po II wojnie światowej i najdalej do roku 45 sięgały nasze rozliczenia finansowe z innymi krajami i narodami.

Zapominamy o latach wcześniejszych a szczególnie o okresie międzywojennym i latach II wojny światowej, o tym, że również ówczesne pokolenia Polaków miały swoje rozliczenia z innymi krajami i narodami, że bilans tych rozliczeń a nie tylko bilans PRL-u należy uwzględnić w naszych bieżących kalkulacjach. Żyjemy bowiem w czasach, w których widać bardzo wyraźnie, że historia ma również wymiar ekonomiczny i roszczenia narodów względem siebie za doznane krzywdy i zobowiązania historyczne są na porządku dziennym. Sami też bardzo często doświadczamy tego typu roszczeń ze strony innych narodów.

Celem niniejszego opracowania jest próba dokonanie bilansu finansowego II RP. Starałem się w nim przedstawić najważniejsze tezy, które uwiarygodniałyby twierdzenie, iż warto zająć się tym problemem i praca nad nim nie tylko umożliwi nam poznanie i skatalogowanie ewentualnych roszczeń, których możemy spodziewać się w przyszłości od innych, ale przede wszystkim da ogromną wiedzę o naszych aktywach u innych narodów, która to wiedza oprócz wymiaru politycznego, ma również niemały potencjał finansowy. Uważam, że przynajmniej cześć z tych środków jest do odzyskania i do wykorzystania dla dobra Ojczyzny. Aby uzyskać pożądany cel potrzebna jest ogromna praca wielu ludzi archiwistów, prawników, historyków, która powinna przyjąć ramy zorganizowanego przedsięwzięcia np. fundacji celowej, której założenia przedstawię w osobnym opracowaniu.

Dochód Narodowy Brutto II RP na 01.09.1939 r.

Nie dotarłem do żadnego opracowania, które przedstawiałoby rzeczywiste dane statystyczne dotyczące dochodu narodowego Polski lat 1938-9. W publikacjach do których udało mi się dotrzeć znajdowały się informacje z roku 1929 (sprzed wielkiego światowego kryzysu) i najpóźniej z roku 1937. Były więc to dane zubożone o prawie 2 lata intensywnego rozwoju II RP w czasie realizacji planu 4-letniego (1936-9). Zgodnie z tymi danymi dochód narodowy brutto (liczony jako suma dochodów wszystkich podmiotów, uzyskanych z wykorzystania czynników produkcji: ziemia, praca, kapitał, równa całkowitej wartości wytworzonych dóbr i usług) w 1929 r. na 1 mieszkańca Polski wynosił 610 $ i był porównywalny z Hiszpańskim 720 $, Włoskim 810 $, Japońskim 880 $. W roku 1937 z dochodem w wysokości 830 $ prześcignęliśmy Hiszpanię zmniejszając dystans do Włoch (920 $) i Japonii (960$). Ponieważ najwięcej inwestycji COP przypadało na lata 1937-8 wydaje mi się, że dystans pomiędzy Polską a tymi krajami uległ nawet zmniejszeniu. Realistyczne jest więc założenie, że 1939 r. dochód narodowy brutto wynosił 900 $ na 1 mieszkańca Polski. Jeżeli liczbę tą przemnożymy przez liczbę mieszkańców Polski na dzień 1.09.1939 r. (35 mln. mieszkańców) i skorygujemy poprzez wskaźnik aktualizujący (x10 tzn. jeden $ w 1939 r. = 10 $ obecnie – przyjęty np. przy oszacowaniu strat Warszawy w wyniku II wojny światowej) otrzymamy szacunkowy dochód narodowy na dzień 1.09.1939 r. = 945 mld. zł. współczesnych, więcej niż obecny produkt krajowy. Szacunki te przytoczyłem, aby każdy czytelnik mógł sobie uświadomić jak wyglądał potencjał gospodarczy II RP tuż przed wybuchem II wojny światowej i gdzie bylibyśmy obecnie gdyby Polska przez następne 70 lat mogła rozwijać się zgodnie z panującymi trendami gospodarki światowej. Z przytoczonych danych wynika jednoznacznie, iż gospodarczo nie osiągnęliśmy jeszcze stanu sprzed 1.09.1939 r.

Pod koniec lat 30. Polska była porównywana z Hiszpanią, Włochami, Japonią. Jak obliczyli Zbigniew Landau i Jerzy Tomaszewski, autorzy publikacji „Druga Rzeczpospolita. Gospodarka – społeczeństwo – miejsce w świecie”, po wojnie Polskę dzieliła od tamtych krajów przepaść. Niemcom i Związkowi Sowieckiemu zawdzięczamy to, że straciliśmy blisko 50 proc. majątku narodowego. Dla porównania Francja w wyniku działań wojennych straciła 1,5 proc. majątku, a Wielka Brytania – 0,8 proc. Strat poniesionych podczas wojny nie nadrobiliśmy do dziś. Gdy odzyskiwaliśmy niepodległość w 1989 r., różnice gospodarcze między Polską a krajami, z którymi byliśmy porównywani przed 50 laty, były ogromne. Dochód narodowy na Polaka wynosił 1400 dolarów, na Hiszpana – 8,7 tys. dolarów, na Włocha – 14,5 tys. dolarów.

Roszczenia wobec Niemiec

Powołane po wojnie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów na potrzeby żądań reparacyjnych przygotowało bilans strat materialnych Polski. Kolej straciła 84 proc. majątku, energetyka – 65 proc., poczta i telekomunikacja – 62 proc., szkolnictwo – 60 proc., górnictwo – 42 proc. Spośród 40 tys. fabryk ocalało 10 tys., jednak i w tych zachowanych połowa budynków była zniszczona. Zniszczono też 30 proc. lasów.

Z okupowanej Polski Niemcy wywieźli lub wykorzystali na miejscu na potrzeby wojennej gospodarki ponad 200 mln. ton węgla kamiennego, milion ton soli potasowej, 500 tys. ton rudy żelaza, 100 tys. ton fosforytów. Łączne straty gospodarcze wyniosły ponad 59 mld przedwojennych dolarów. Biorąc pod uwagę fakt, że ówczesny złoty i dolar oparte były na parytecie złota, po przeliczeniu na dzisiejszy kurs Niemcy byłyby nam winne za zniszczenia w gospodarce około 590 mld dolarów, czyli dwa razy więcej niż obecnie wynoszą roczne przychody największych niemieckich koncernów: Volkswagena, Veby, Emteca, Siemensa, Hoechsta i Bayera. Do tego dochodzą straty poniesione przez poszczególnych obywateli. W 1990 r. prof. Alfons Klafkowski, nieżyjący już specjalista prawa międzynarodowego, wyliczył, że z tego tytułu poszkodowanym i ich spadkobiercom (straty wojenne poniosły ponad 13 mln osób (nie tylko osoby zabite)) należałoby się 285 mld dolarów odszkodowań.

Niepoliczalne są straty ludzkie oraz te, które wynikają z zapaści cywilizacyjnej Polski przyłączonej do bloku sowieckiego, co również jest skutkiem wywołanej przez Niemców wojny. Straciliśmy 39 proc. lekarzy, 33 proc. nauczycieli szkół zawodowych, średnich i podstawowych, 30 proc. naukowców i profesorów wyższych uczelni, 28 proc. księży, 26 proc. prawników. Według różnych ekspertyz, Niemcy powinni za to zapłacić od 100 mld dolarów do 300 mld dolarów odszkodowań. Łącznie zadośćuczynienie Polsce za straty wojenne kosztowałoby Niemcy co najmniej bilion dolarów.

Niemcy jako sprawcy dwóch największych kataklizmów wojennych w dziejach świata świetnie opanowali sztukę unikania wypłat reparacyjnych. Po I wojnie światowej z naliczonych przez zwycięskie państwa odszkodowań w wysokości około 30 mld dolarów wynegocjowali spłatę tylko czwartej części. Po II wojnie światowej Niemcom narzucono pierwotnie wypłatę 200 mld dolarów. Ostatecznie jednak na mocy układu poczdamskiego poprzestano na 20 mld dolarów. Połowa tej sumy przypadła Związkowi Sowieckiemu, który ze swojej części zobowiązał się oddać Polsce 15 proc., czyli około 3 mld dolarów.
Oddawanie Polsce jej należności następowało „w naturze” i według sowieckiego przelicznika. Sowieci przekazali nam na przykład tysiąc lokomotyw i około 40 tys. wagonów towarowych, w większości zdezelowanych. Przekazano nam też elementy konstrukcyjne 3000 zakładów przemysłowych na ziemiach zachodnich, które najpierw Sowieci wywieźli za swoją granicę, tam przemienili w „dar narodu radzieckiego” i z powrotem wysłali do Polski.

Roszczenia wobec Rosji spadkobiercy ZSRR.

Równie koszmarnie wygląda sprawa roszczeń w stosunku do Rosji. Obejmuje ona zagrabione w skutek działań zbrojnych na terytorium II Rzeczypospolitej: wyposażenie fabryk, infrastruktury gospodarczej, dobra kultury. Obejmuje także roszczenia obywateli II RP za niewolniczą pracę w ZSRR, wywłaszczenia i przesiedlenia (np. problem mienia zabużańskiego). W kazamatach sowieckich straciło też życie od 600.000 do 1.500.000 (dane mało precyzyjne) obywateli II Rzeczypospolitej. Generalnie nie natrafiłem na żadne w pełni wiarygodne opracowanie naukowe, które starałoby się oszacować przybliżoną kwotę ewentualnych roszczeń w stosunku do Rosji jako prawnej spadkobierczyni ZSRR. Ogólnie przyjmuje się szacunkową kwotę od 100 do 300 mld $.

Generalnie jest to jedno z tych zagadnień dotyczących historii polsko-rosyjskiej, które oczekuje na pełne i kompleksowe opracowanie. Utrudnieniem jest tu bardzo niechętne podejście władz rosyjskich do rozwiązania tego problemu a nawet umożliwienia dostępu do odpowiednich archiwów sowieckich.

Majątek pozostały po II RP

Majątek pozostały po II RP obejmuje wiele składników, które wymieniłem w rozdziale II w punktach od a do f. Podstawowa i najbardziej złożona część pracy związanej z dokumentacją tego majątku polega na dotarciu do określonych dokumentów, które dawałyby tytuł prawny do dysponowania tym majątkiem. Wiąże się to z jednej strony z mozolnym i kosztownym śledzeniem archiwów polskich i zagranicznych w celu nie tylko dotarcia do pożądanych dokumentów, ale również z prawną ich obróbką i weryfikacją możliwości wykorzystania. Jest to więc przedsięwzięcie, w które musi być zaangażowana duża grupa ludzi: historyków, archiwistów, prawników dysponujących pokaźnymi środkami finansowymi.

Śledząc przez kilka lat te zagadnienia udało mi się dotrzeć do wielu spraw szczegółowych dotyczących niezgodnych z prawem przejęć np. gruntów i budynków będących przed II wojną światową w gestii Ministerstwa Spraw Zagranicznych i innych agend rządowych II RP przez państwa obce tytułem bliżej nie sprecyzowanych zobowiązań. Takie sprawy dotyczą pozostawionego majątku II RP np. w Rosji, w Niemczech, w Austrii, w krajach Ameryki Południowej, w Japonii. Podobnie sprawa ma się jeśli chodzi o organizacje około rządowe i społeczne takie jak np. Kasy Stefczyka (SKOK-i), Liga Morska i Kolonialna, Zjednoczenie Zawodowe Polskie w Niemczech, Związek Młodzieży z Dalekiego Wschodu. Wszystkie te organizacje dysponowały bowiem infrastrukturą zagraniczną i były w większym lub mniejszym stopniu dotowane ze środków budżetowych II RP.

Wśród zagadnień dotyczących aktywów II RP – majątek pozostały po II RP (pkt II a-b) bliżej chciałbym przedstawić następujące organizacje i fundusze:

1) Liga Morska i Kolonialna

Polska organizacja społeczna zasilana również z pieniędzy budżetowych, powstała w 1930 r. w wyniku przekształcenia Ligi Morskiej i Rzecznej. Jej pracami kierował do 1939 r. generał Mariusz Zaruski. Stawiała sobie ona za cel propagowanie zagadnień morskich wśród społeczeństwa II Rzeczypospolitej. Działała na rzecz rozbudowy floty morskiej i rzecznej. Postulowała polską ekspansję kolonialną w Afryce (np. uzyskanie Madagaskaru od Francji i oderwanie Mozambiku od Portugalii). W 1934 r. wykupiła część brazylijskiego stanu Parana, gdzie założyła osiedle polskich kolonistów Morska Wola. W tym też roku podpisała umowę z Liberią o kolonizacji jej terytorium. W latach 30. XX w. prowadziła zbiórkę pieniędzy na Fundusz Obrony Morskiej czego rezultatem m. in. było zbudowanie okrętu podwodnego „Orzeł”. Wydawała miesięcznik „Morze” i kwartalnik „Sprawy Morskie i Kolonialne”. W 1939 r. liczyła ponad 1 mln członków. Liga Morska i Kolonialna zaprzestała działalności w 1939.

Śledząc zagadnienia związane z Ligą Morską i Kolonialną natrafiłem między innymi na wydanie kwartalnika „Sprawy Morskie i Kolonialne” z 1937 r. gdzie przedstawione zostały zasoby finansowe organizacji na koniec września 1937 r. wraz z procentem członków w stosunku do ludności poszczególnych województw, średnią składką miesięczną, i zgromadzonym kapitałem. Kwoty tam przedstawione zamieszczam w tabeli poniżej.

Stołeczny 11,77% 7,92 zł 42 300 000 zł
Warszawski 1,84% 6,01 zł 117 300 000 zł
Lubelski 3,49% 5,74 zł 9 700 000 zł
Łódzki 2,38% 5,26 zł 18 900 000 zł
Wileński 1,67% 5,23 zł 8 000 000 zł
Śląski 10,93% 5,18 zł 152 300 000 zł
Białostocki 2,65% 3,88 zł 5 200 000 zł
Poleski 8,47% 3,65 zł 2 300 000 zł
Poznański 2,52% 3,62 zł 93 100 000 zł
Wołyński 9,85% 3,57 zł 4 900 000 zł
Radomsko-Kielecki 4,23% 3,53 zł 17 900 000 zł
Pomorski 3,68% 3,35 zł 65 100 000 zł
Nowogrodzki 2,70% 3,05 zł 2 200 000 zł
Jarosławski 5,73% 2,72 zł 74 000 000 zł
Stanisławowski 5,26% 2,61 zł 10 400 000 zł
Krakowski 3,61% 2,51 zł 118 000 000 zł
Lwowski 1,83% 2,01 zł 74 000 000 zł
Tarnopolski 3,20% 1,78 zł 6 300 000 zł

Zamieszczone tam też było rozliczenie z wpłat na Fundusz Ligi za miesiąc wrzesień 1937 roku.

Stołeczny – 777 119,45 zł
Śląski (Zagł. Węglowe) – 734 064,70 zł
Lubelski – 360 752,74 zł
Radomsko-Kielecki – 354 212,50 zł
Łódzki – 268 026,85 zł
Warszawski (Woj.) – 240 008,05 zł
Pomorski – 204 638,13 zł
Poznański – 193 290,98 zł
Krakowski – 189 625,95 zł
Wołyński – 121 973,17 zł
Białostocki – 86 859,89 zł
Jarosławski (delegatura Lwowskiego) – 86 360,93 zł
Wileński – 66 443,24 zł
Lwowski – 66 304,76 zł
Poleski – 50 743,61 zł
Stanisławowski – 45 600,19 zł
Nowogrodzki – 45 581,70 zł
Tarnopolski – 44 971,88 zł
Zagranica – 27 969,19 zł

Już z samych tych liczb wyłania się obraz potężnej organizacji, dysponującej wielkimi środkami finansowymi, dziś niemal całkowicie zapomnianej. Jeśli chodzi o finanse Ligi to bliżej udało mi się dotrzeć do opracowań dotyczących zakupu w 1933 r w Paranie na cele osadnicze 2 mln hektarów ziemi, i budowy linii kolejowej Riozinho-Guarapuava (też w Paranie) o długości 138 km, która połączyłaby polskie osiedla. Stanowy rząd Parany zaakceptował te propozycję z wielką ochotą ponieważ Liga wiarygodnie przedstawiła źródła finansowania inwestycji. Z budowy linii kolejowej wprawdzie nic nie wyszło, a umowa z rządem Parany podpisana w czerwcu 1934 r. opiewała tylko na 7 tys. ha ziemi. Taki był efekt interwencji rządu Brazylii, który obawiał się utraty kontroli nad przekazanymi Polsce terenami. Powstającą tam osadę nazwano „Morska Wola”, a jej terytorium powiększyło się o dokupione 2 tys. ha. Liga kupiła też drugi teren, również w Paranie, pod kolejną osadę o nazwie „Orlicz-Dreszer”, około 21 tys. ha. (gen. dyw. Gustaw Orlicz-Dreszer był od 1930 r. prezesem LMiK, aż do swojej tragicznej śmierci w katastrofie samolotowej, gdy zginął w Bałtyku w pobliżu mola w Orłowie-Gdyni w 1936 r.). Na obszarach tych miały powstać nie tylko gospodarstwa rolne, lecz i cała obsługująca je infrastruktura: osady o charakterze miejskim, ze sklepami, magazynami, bankami, „Morska Wola” została podzielona na część miejską i wiejską. Część wiejska to było 286 działek po 25 ha każda, część miejska to 62 działki 100 x 60 metrów każda. W sierpniu 1935 r. ruszyli z Polski do „Morskiej Woli” pierwsi emigranci, w końcu 1936 r. mieszkało tam już 75 polskich rodzin, czyli około 350 osób wywodzących się częściowo ze starej, przesiedlonej tu emigracji, bądź z nowej. Zakładano, że od 1937 r. rozpocznie się kolonizacja obszaru „Orlicz-Dreszer”.

Warto dodać, że niezależnie od Ligi działało powstałe w 1928 r. Polskie Towarzystwo Kolonizacyjne, które miało w swojej dyspozycji 50 tys. ha ziemi w stanie Parana i 170 tys. w stanie Espirito Santo. Liga, przypomnijmy, nabyła łącznie tylko 30 tys. ha, ale od momentu jej pojawienia się w Brazylii, Polskie Towarzystwo Kolonialne współpracowało z nią. Niezależnie od tego, że akcja Ligi w Brazylii o mało co nie doprowadziła do wybuchu wojny polsko-brazylijskiej to w bankach w Ameryce Południowej zgromadzono ponad 150 milionów $ celem realizacji tego przedsięwzięcia. W tej sprawie kilkakrotnie podróżował do Ameryki Południowej gen. bryg. w stanie spoczynku Stefan Strzemieński, jako przedstawiciel Zarządu Głównego LMiK.

W innych opracowaniach dotyczących Ligi do których dotarłem brak jakichkolwiek odpowiedzi na pytanie co stało się ze środkami finansowymi Ligi po wybuchu II wojny światowej. Uzyskałem tylko wiedzę, iż po zakończeniu II wojny światowej komuniści próbowali reaktywować Ligę w celu przejęcia jej majątku i kapitału zgromadzonego w bankach. Jaki był efekt tej akcji? Nie wiem ale podejrzewam, że żaden.

2) Fundusz Obrony Morskiej

Utworzony w styczniu 1933 specjalny fundusz na rozbudowę polskiej Marynarki Wojennej prowadzący zbiórkę pieniędzy wśród społeczeństwa w kraju i za granicą. W okresie od lutego 1934 do października 1937 zebrano ok. 8 mln zł., które przeznaczono na zakup okrętu podwodnego „Orzeł”. Do września 1939 zebrano ok. 3,5 mln zł. z przeznaczeniem na budowę ścigaczy morskich. Brak opracowań dotyczących losów tego funduszu po wybuchu II wojny światowej i w latach następnych.

3) Fundusz Obrony Narodowej – FON

Utworzony na mocy dekretu Prezydenta RP z 9 kwietnia 1936 w celu uzyskania dodatkowych środków na dozbrojenie armii i wojskowy program inwestycyjny. Gromadził środki pochodzące ze sprzedaży nieruchomości i ruchomości stanowiących własność państwa, a pozostających pod zarządem wojska, dotacji skarbu państwa, pożyczki uzyskanej przez rząd we Francji oraz darów i zapisów osób prywatnych i instytucji. Łącznie na FON zgromadzono ponad 3 mld złotych, z czego wartość wpłat i darowizn od ludności wyniosła do maja 1939 około 80 mln złotych. Środki gotówkowe zużyto na dozbrajanie armii, dary rzeczowe w złocie i srebrze wywieziono 1939 za granicę. W czasie II wojny światowej zbiórkę na FON kontynuowano głównie wśród Polonii amerykańskiej i kanadyjskiej. 1945 minister obrony narodowej rządu na emigracji przeznaczył środki FON na pomoc dla byłych żołnierzy Armii Krajowej i pozostałych po nich rodzin.

Administracją Funduszu kierowało bezpośrednio Biuro Budżetowe Ministerstwa Spraw Wojskowych, na którego czele stał płk Michał Grossek. Ofiary składane na FON umieszczane były w różnych miejscach, zależnie od ich charakteru. I tak gotówkę i papiery wartościowe lokowano na rachunkach w bankach nie tylko w kraju ale i poza jego granicami, przedmioty wartościowe składano jako depozyty w skrytkach PKO oraz w magazynach Ministerstwa Spraw Wojskowych. W myśl dalszych przepisów minister skarbu upoważniony został do zaciągania kredytów gotówkowych i towarowych w kraju i za granicą oraz przeznaczania ich w formie dotacji na FON. Tworzyło to jakby dwa odrębne piony całego przedsięwzięcia. Jednym z nich były dotacje z budżetu i pożyczki zagraniczne, a drugim dary społeczeństwa. Pierwsza dotacja w wysokości 20 milionów zł. została przyznana w marcu 1937, a roczne dotacje przekraczały 300 milionów zł (tylko bezpośrednie wpłaty na FON). Były też dotacje celowe. W skład tego pierwszego pionu wliczano także pomoc materiałową i finansową udzielaną Polsce przez sojuszników. Przedstawiała się ona następująco:

– od Francji otrzymała Polska w roku 1936 pożyczkę (w Rambouillet) 2.250 milionów fr.fr., z której zrealizowano tylko 250 milionów na rozbudowę przemysłu i 130 milionów na zakup sprzętu i surowców, oraz drugą (w 1939) – w wysokości 430 milionów fr.fr. – na poczet, której otrzymano tylko sprzęt na jeden baon czołgów lekkich R.35;

– Wielka Brytania przyznała Polsce pożyczkę materiałową w wysokości 8 milionów funtów szterlingów, z której do chwili wybuchu wojny nic nie dostarczyła. Pożyczki gotówkowej, mimo usilnych starań polskich, Wielka Brytania nie przyznała.

Jednak precedensem na skalę światową była druga część FON-u – dobrowolne ofiary społeczeństwa na dozbrojenie armii. Społeczeństwo to, na apel władz zareagowało spontanicznie i w niespodziewanie wielkiej skali. Imponująca ofiarność przekroczyła wszelkie wyobrażalne granice. Ludzie zaczęli oddawać dla armii najcenniejsze przedmioty osobiste, drogie rodzinne pamiątki, precjoza i dzieła sztuki o wielkiej wartości. Oddawano nawet obrączki ślubne, dostając w zamian żelazne. Pisał o tym W. Wielowiejski: „Obrączki złote zamieniamy na żelazne, jak przed laty postąpili nasi koledzy legioniści” i proponował, aby obrączki żelazne ze stosownym napisem wręczać ofiarodawcom obrączek złotych („Polska Zbrojna” nr 99 z 9.IV.1939).

W marcu 1939 weszła w życie nowa ustawa o wydatkach inwestycyjnych (od 1.IV.1939 do 31.III.1942), przewidująca na FON 2.200 mln. zł. Porządkowała ona prowadzone dotychczas działania i stwarzała nowe możliwości rozszerzenia akcji dozbrajania wojska na dalsze dziedziny gospodarki. Ze środków tych postawiono do lipca 1939 r. do dyspozycji funduszu FON kwotę blisko 1.000 mln zł., która pochodziła z budżetu państwa. Tylko niewielką część tej kwoty zdążono wydatkować do września 1939 r.

Jednocześnie, pozytywne wyniki zbiórki na FON, skłoniły władze do wystąpienia z nową inicjatywą. W końcu marca 1939, wkrótce po wkroczeniu wojsk niemieckich do Pragi, prezydent RP I. Mościcki, marszałek E. Rydz-Śmigły, prymas A. Hlond, marszałkowie Izb, członkowie rządu, prezydent Warszawy S. Starzyński oraz przedstawiciele wszystkich ugrupowań politycznych – z Obozu Zjednoczenia Narodowego: gen. S. Skwarczyński i płk Z. Wenda; ze Stronnictwa Narodowego: Z. Berezowski i T. Bielecki, ze Stronnictwa Ludowego: St. Mikołajczyk i M. Rataj, z PPS: T. Arciszewski, M. Niedziałkowski, K. Pużak – zwrócili się do społeczeństwa o pożyczkę wewnętrzną na „rozbudowę lotnictwa”. Apel ten spotkał się z głębokim oddźwiękiem w całym kraju. Równocześnie powtarzały się inicjatywy samorzutne zbiórek pieniężnych dla jednostek liniowych, tłumnych zgromadzeń i podniosłych manifestacji pod hasłem podporządkowania wszystkich spraw zasadom obronności zorganizowania całego społeczeństwa do obrony Ojczyzny. Na wiecach i spotkaniach ślubowano rzetelne wypełnianie obowiązków narodowych i obywatelskich, zapewnienia wojsku nie tylko „niezłomnego zaplecza”, ale i „niezawodnego źródła pomocy czynnej najofiarniejszej”. Nastroje patriotyczne udzielały się i mniejszościom narodowym. Powstawała w ten sposób wewnętrzna spójność już nie tylko narodu, ale i państwa polskiego. U Żydów, dla których Hitler był niebezpieczeństwem śmiertelnym, instynkt samozachowawczy działał jako dodatkowa siła napędowa dla ich poczucia obowiązków obywatelskich. Postawa Białorusinów była co najmniej całkowicie lojalna, ujawniały się bowiem liczne przypadki przewagi więzów wspólnoty państwowej nad poczuciem odrębności narodowościowej. Nawet wśród Ukraińców wyraźnie przeważały głosy za koniecznością lojalnego stosunku do państwa polskiego i czynnego poparcia dla polskiego wysiłku obronnego. Już 28.VI.1939 gen. L. Berbecki, jako komisarz Pożyczki Lotniczej stwierdził, że zgłoszone subskrypcje składają się na 404 miliony złotych (Pobóg-Malinowski, III). Była to suma imponująca, jak na warunki, w jakich została uzyskana. Należy przy tym zaznaczyć, że sukces PL możliwy był m.in. dlatego, iż całą akcję oparto na istniejącej od 1923 masowej organizacji: LIGA OBRONY POWIETRZNEJ I PRZECIWGAZOWEJ (LOPP), która posiadała własny fundusz na dozbrojenie lotnictwa, zwany „złotym”, gdyż prawdopodobnie zdołała zgromadzić także zasoby w złocie. Od 1929 na czele LOPP stał gen. L. Berbecki, któremu powierzono również kierownictwo PL. Nie znalazłem żadnego opracowania, które przybliżałoby los tych środków po 1.09.1939 r. Podejrzewam, iż tak jak w przypadku pozostałych środków finansowych FON zostały przelane jeszcze przed wybuchem wojny na konta w krajach neutralnych.

Trudno jest dziś dokładnie ustalić wysokość całego Funduszu na 1.IX.1939. Nie odnaleziono bowiem dokumentów zawierających dane o stanie darów rzeczowych na dzień wybuchu wojny, ani FOM-u, ani FON-u, ani LOPP-PL. Ale tak naprawdę nikt ich nie szukał. Publicyści podający wielkość całego Funduszu popełniają zasadniczy błąd, ograniczając się wyłącznie do określenia hipotetycznej wysokości tylko jednego jego pionu, to jest darów społeczeństwa na FON. Określają go na 50.000.000 zł. (Encyklopedia II Rzeczpospolitej, Encyklopedie PWN – 37,5 mln.). Pomija się w tych rozważaniach całkowicie pion wielkich dotacji budżetowych, pożyczek, itp.!!!!!!!!

Stwarza to fałszywy obraz tego funduszu i środków którymi dysponował w 1939 r. Dotarłem do szacunków, z których wynika, że do września 1939 r. łącznie z FON, na dozbrojenie armii wydano około 1.300.000.000 zł wliczając w to pożyczkę francuską i brytyjską. Stanowiło to około połowy szacunkowych środków, które w tym czasie zostały przekazane na FON. Nie natrafiłem na żadne opracowanie, z którego wynikałyby losy tych środków finansowych po 1.09.1939 r.

Wszystkie opracowania do których udało mi się dotrzeć dotyczyły tylko i wyłącznie późniejszych losów rzeczowego składnika majątku FON, obejmującego głównie zgromadzone od obywateli złote i srebrne przedmioty, gotówka i papiery wartościowe. Historia ich wojennych i powojennych losów jest w miarę szczegółowo opisana, chociaż i tu pojawia się wiele znaków zapytania.

Co stało się z tzw. ,,złotym i srebrnym’’ FON-em?

5.IX.1939 rozpoczęła się szybka ewakuacja majątku FON-u z Warszawy. Po wielu przygodach, unikaniu bombardowań i lawirowaniu między wojskami niemieckimi i sowieckimi, 26.IX. samochody z FON-em dotarły do ambasady polskiej w Bukareszcie. Były to 83 skrzynie i paczki, 28 worków i dwie skrzynki z aktami. 27.IX. odbyło się zebranie wyższych urzędników państwowych i FON-u pod przewodnictwem b. premiera J. Jędrzejewicza, na którym postanowiono, że złoto, gotówka, czeki i papiery wartościowe wysłane zostaną do Paryża i przekazane rządowi RP. Srebro miano spieniężyć, a uzyskane sumy przekazać władzom. Złote przedmioty pakowano do specjalnie na ten cel zakupionych skrzynek, opatrzono je ołowianymi plombami FON-u, pieczęciami ambasady polskiej w Bukareszcie i nalepkami informującymi o zawartości i wadze. Pod koniec IX.1939 złoto, waluty i czeki FON-u znalazły się w posiadaniu rządu RP w Paryżu. Później do Francji docierały przesyłki różnymi drogami przesyłki FON-u ewakuowane z ośrodków poza Warszawą. Wiele z nich odbywało podróż wraz z transportami złota Banku Polskiego.

Po upadku Francji, skarb FON-u znalazł się w Wielkiej Brytanii, a 21.X.1941 premier W. Sikorski powołał wspólną Administrację FON-u i Darów, która zarządzała majątkiem jaki dotarł z kraju lub ofiarowanym za granicą w czasie wojny. Prawdopodobnie srebro i złoto nie podlegały tej administracji. 210 kg złota z głównego transportu zawarte w 9 skrzyniach trafiło do Sudanu w Afryce, gdzie przetrwało wojnę i dopiero pod koniec 1944 dotarło do londyńskiego hotelu Rubens, gdzie mieściła się kwatera dowództwa Polskich Sił Zbrojnych. Inne były losy srebra, którego 61 skrzynek (2408 kg kruszcu zapakowanymi w Bukareszcie) przewiezione zostało rumuńskim statkiem i w II.1940 konsul generalny RP w Marsylii J. Rozwadowski złożył je w skarbcu oddziału Banku Francji. W 1943 srebro to przeniesione zostało do Castres, a po wojnie do Tuluzy. W VI.1945 minister obrony narodowej gen. Marian Kukiel przeznaczył je na pomoc dla ofiar wojny za pośrednictwem „Caritasu”. Nie zostało to jednak zrealizowane, a w 1975 srebrem we Francji zainteresowały się władze PRL. E. Gierek wykorzystując prywatne znajomości z V. Giscardem d’Estaing uzyskał zgodę na zwrot polskiego depozytu. 30.XII.1976 wróciło do Polski 2408 kg srebra FON. W 1977 premier J. Jaroszewicz powołał zespół, który miał się zająć selekcją i zagospodarowaniem skarbu. Na wniosek Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków, Ministerstwo Kultury i Sztuki zorganizowało całą serię wystaw zarówno stałych, jak i okresowych, a nawet objazdowych. Brały w tym udział muzea w całym kraju. 1.IX.1977 minister kultury i sztuki przekazał całość sreber Muzeum Narodowemu w Poznaniu w celu inwentaryzacji i konserwacji. Zarejestrowano 18 tysięcy wyrobów, z czego 1840 najbardziej wartościowych włączono do zbiorów poznańskiego Muzeum Narodowego. Resztę sreber FON przejął Zamek Królewski w Warszawie. Wśród nich znalazły się zaledwie 3 eksponaty pochodzące ze złotego FON-u. To było wszystko, co ocalało ze złotych darów społeczeństwa.

Złoto, które w XII.1944 dotarło z Afryki do Londynu, 22.V.1945 przekazane zostało VI Oddziałowi (Specjalnemu), kierowanemu przez gen. Stanisława Tatara. W imieniu Oddziału złoto przejęli pułkownicy Marian Utnik, Stanisław Nowicki oraz Ignacy Chwiałkowski. 9.IX.1945 dwa i pół kg wyselekcjonowanych numizmatów i przedmiotów o wartości zabytkowej przekazano do Archiwum i Muzeum PSZ w Gask w Szkocji. W międzyczasie utworzył się „Komitet Trzech” składający się z gen. Tatara, płk. Utnika i płk. Nowickiego, który postanowił przekazać w tajemnicy i wbrew władzom emigracyjnym zasoby złote FON – władzom komunistycznym w kraju. Gen. Tatar najpierw postanowił przekazać część posiadanych zasobów. Za radą Jerzego Putramenta z ambasady w Paryżu, Tatar przekazał konsulowi PRL w Luksemburgu 100 tys. dolarów i około setki złotych dwudziestodolarówek. Pieniądze te zniknęły wraz z konsulem Sobolewskim (adiutantem Berlinga). Konsula odnaleziono, pieniędzy nie. Mimo tego, 19.VI.1947 Komitet Trzech przekazał złoty FON attaché wojskowemu PRL w Londynie Maksymilianowi Chojeckiemu oraz pracownikowi attachatu Leonowi Szwajcerowi. Istnieją dwie wersje wysokości przekazanych darów; Tatar, Chojecki i W. Jachniak utrzymują, że złota było 350 kg oraz 2,5 miliona dolarów z tzw. Funduszu Drawa, czyli z dotacji wojennej dla AK od prezydenta D. Roosevelta. Władze komunistyczne twierdzą, że otrzymały 208 kg złotego FON-u oraz 30 tys. dolarów w złocie. Dziesięć metalowych kaset przywiezionych zostało z Londynu na Okręcie w dwu rzutach (3 i 13.VII.1947). Dokonali tego specjalni kurierzy płk Leon Szwajcer i Pola Landau-Leder. Złoto FON-u po przylocie do Warszawy złożone zostało w gabinecie szefa II Oddziału gen. Wacława Komara. Dopiero 8.III.1948 v-ce minister obrony narodowej Marian Spychalski polecił przekazanie złota do NBP. Powołana specjalna komisja ze Stanisławem Adamskim na czele przyjęła 208 kg złota. Komisja odbioru nie otrzymała jednak do konfrontacji protokołów londyńskich. Dokonała tylko „tymczasowego” przyjęcia na podstawie chorągiewek dołączonych do woreczków. Przeliczono tylko jedną kasetę. Resztę zważono brutto.

7.IV.1949 Sejm podjął uchwałę o likwidacji Funduszu Obrony Narodowej jako instytucji. Osoby, które przygotowywały projekt ustawy pod obrady Sejmu i posłowie, którzy głosowali, nie mieli pojęcia, że w skarbcu NBP leżą depozyty FON-u. Natomiast ci, którzy tę ustawę podpisywali, doskonale zdawali sobie sprawę z istniejącej sytuacji. Byli to: B. Bierut, J. Cyrankiewicz, M. Rola-Żymirski i K. Dąbrowski.

Depozyty bankowe FON-u przeleżały w NBP podejrzanie długo, zanim przystąpiono do ich zagospodarowania. W okresie I-VIII.1951 komisja segregacyjna oddzieliła złote monety o wadze 27 kg oraz 122,5 kilogramów przedmiotów uznanych za złoty złom, który przetopiono na sztaby ale lżejsze p 4,1 kg. Sztaby te zakupił skarbiec emisyjny NBP. W depozycie pozostało jeszcze ok. 23% zasobów FON-u, czyli 11,8 kg wyrobów jubilerskich, 1,2 kg kamieni szlachetnych i inna drobnica. Typową manipulacją skarbami FON-u była sprawa złotych zegarków. Było ich ponad 1400. Z tego ok. 50 „gdzieś się zawieruszyło”; z 1357 w 1951 wyjęto metalowe mechanizmy, a złote koperty przetopiono.

Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że wyroby jubilerskie mają bez porównania większą wartość niż złoto w sztabkach, dlaczego więc wyroby przetapiano na sztabki? Po drugie, władze komunistyczne twierdzą, że z mechanizmów się „drobiazgowo rozliczono” przekazując je do szkolenia w inwalidzkich zakładach zegarmistrzowskich. Kto o zdrowych zmysłach przekazuje wysokiej jakości mechanizmy do szkolenia zegarmistrzów? Ile z nich pochodziło rzeczywiście ze złotych zegarków, a ile podłożonych zostało atrap zamiast mechanizmów ze złotych zegarków? Likwidacja depozytu w 1951 r. polegała na przekazaniu skarbów FON-u przedsiębiorstwom i instytucjom państwowym, nieodpłatnie również radom narodowym (!). Z depozytów skarbu państwa przekazano również niektóre przedmioty na „podarki dla kancelarii prezydenta i Urzędu Rady Ministrów”. I tu również było ogromne pole do kradzieży i nadużyć. Inną formą defraudacji mienia FON-u były „zakupy” bankowe. Skarbiec emisyjny płacił za gram czystego złota 4,5 złotego, natomiast w obrocie między skarbem państwa a przedsiębiorstwami wyceniane było po 196 złotych za gram. Tego rodzaju manipulacji było całe mnóstwo i jak twierdzą specjaliści od spraw finansowych „ilość się zgadzała tylko jakość była inna”.

W latach 1951-1952 Najwyższa Izba Kontroli kierowana przez gen. Franciszka Jóźwiaka dokonała kontroli depozytów bankowych NBP i wytknęła ministrom skarbu i obrony zbyt długie przechowywanie depozytów FON-u. Gen. Jóźwiak doszedł do wniosku, że wyniki kontroli kwalifikują się do prokuratora. Napisał do Bieruta o nadużyciach, malwersacjach i braku wyraźnych regulacji prawnych. Ministrem skarbu był wówczas Konstanty Dąbrowski. Sprawa ucichła gdzieś po drodze, a materiały nie dotarły do prokuratora.

W roku 1956 inspektorzy płk Jan Barański i płk Karol Maj badali dokumenty pozostawione przez Bieruta. Dokumenty te nie były zszyte, nie uporządkowane, nie opracowane. Wśród nich, w teczkach I, IV, VIII powinny znajdować się materiały o FON-ie. Nie ma tam jednak śladu po nich. Inspektorzy natomiast stwierdzili, co następuje:

„Rewindykacja dóbr narodowych, zwłaszcza złota, nie mogła nie znajdować się w sferze zainteresowań członków Biura Politycznego i Sekretariatu KC PPR – PZPR, zwłaszcza ze względów finansowo-ekonomicznych jak i moralno-politycznych. Takie osoby jak, I sekretarz i prezydent Bolesław Bierut oraz czołowi jego doradcy – kreatorzy życia partii i państwa, nie mogły nie stykać się z badaną problematyką. Należeli do nich w pierwszym rzędzie: Jakub Berman, Roman Zambrowski, Hilary Minc, Edward Ochab, Franciszek Mazur, Eugeniusz Szyr, jego zastępca Szymon Zachariasz, Julian Kole – wiceminister finansów… Trudno zatem wytłumaczyć brak jakichkolwiek śladów dotyczących FON-u w „urzędowej” spuściźnie archiwalnej wymienionych osób”. Według opinii pracowników archiwum, dokumenty dotyczące FON-u mogły być wyselekcjonowane podczas porządkowania teczek. Opinię te potwierdza fakt zorganizowanej czystki w aktach czołowych władz partyjnych, podjętej już po XX Zjeździe KPZR. W protokole z posiedzenia Biura Politycznego (teczka 58/56) jest ewidentny zapis, że 15 i 17 maja 1956 Biuro Polityczne pod przewodnictwem Edwarda Ochaba podjęło działania zmierzające do usunięcia dokumentów obciążających członków KC PZPR. (…)Rzeczywiście, wyłania się z nich na przykład obraz skandalicznego stanu i poziomu organizacji archiwów. To była główna trudność w odzyskaniu dokumentów źródłowych niezbędnych do odtworzenia lasów FON-u w kraju po wojnie. W skontrolowanych jednostkach zniszczono – wbrew przepisom – znaczną część dokumentacji o znaczeniu historycznym, w tym związanej z FON-em. Dotyczy to w szczególności Ministerstwa Finansów, gdzie zniszczono lub zagubiono wszystkie dokumenty źródłowe o gospodarowaniu FON-em w kraju po wojnie, między innymi akta centralnej księgowości z lat 1945-1956″.

(H. Naskowicz-Bieronipwa: „Kto ukradł złoty FON?”.)

W 1956 resztki depozytu FON-u ostatecznie zlikwidowano. Część kupił NBP, część przekazano do sprzedaży w Desie lub Jubilerze, 19 przedmiotów oddano do muzeum. Rzecz jednak w tym, że nie zaznaczono nawet w zapisach bankowych, jakie do muzea przejęły te żałosne resztki FON-u. Ani w Desie, ani w Jubilerze nie ma śladów w dokumentacji o przyjęciu do sprzedaży resztek darów. Złodzieje potrafili dokładnie pozacierać ślady.

Na koniec warto wspomnieć, jak tragicznym był los tych, którzy przekazali złoto FON do kraju. Po pewnym czasie wszyscy zostali podstępnie aresztowani pod zarzutem szpiegostwa, działania na rzecz imperialistów i próby obalenia ustroju siłą. Pozbawieni wolności i ochrony prawnej, nieludzko maltretowani, stanęli przed komunistycznym sądem w tzw. procesie Tatara. Otrzymali drakońskie wyroki – od 15 lat więzienia, do dożywocia włącznie. Przeżyli w więzieniach prawie 7 lat. Jednym z zarzutów w czasie procesu było oskarżenie, że przekazując do kraju FON i Fundusz Drawa, chcieli się wkraść w łaski „władzy ludowej” i prowadzić w kraju wywrotową robotę.

Sprawa FON-u interesowała jednak bardzo społeczeństwo polskie. Gdy tylko w 1989 do głosu doszły siły demokratyczne, złotem FON-u zajął się Sejm i Senat, a 12.XII.1989 także minister sprawiedliwości. Prokurator generalny Aleksander Bentkowski zlecił śledztwo Prokuraturze Wojewódzkiej w Warszawie, przy współpracy Najwyższej Izby Kontroli, która działała na polecenie Sejmu. Sprawę powierzono Zespołowi Obrony Narodowej i Spraw Wewnętrznych, do którego kompetencji należy m.in. kontrola działalności gospodarczo-finansowej resortu obrony narodowej, spraw wewnętrznych i sprawiedliwości. Kierownikiem ekipy badającej sprawę FON-u był płk Stanisław Nowak W I.1990 powstała Komisja Obywatelska pod przewodnictwem prof. Aleksandra Giejsztora, chcąca swoim działaniem wesprzeć śledztwo podjęte z urzędu. Obie komisje działając ponad rok dokonały ogromnej pracy przeszukując dziesiątki tysięcy stron dokumentów, badając archiwa w kraju i w Londynie. Odkryto wiele dalszych nieprawidłowości w zarządzaniem majątkiem FON-u, jak np. fakt, że gdzieś z NBP „zniknęło” 26 kg złotych monet (3981 monet). Nie było jednak możliwe sformułowanie aktu oskarżenia przeciwko sprawcom sprzeniewierzenia złotego FON-u, gdyż nie pozwalały na to luki w dokumentacji celowo zniszczonej. Śledztwo zostało umorzone.

Fundusz Obrony Narodowej jako pozabudżetowy program inwestycyjny na dozbrojenie armii, pod względem rozmachu i zaangażowania społecznego był ewenementem w skali światowej:

– pozabudżetowe inicjatywy rządowe i ofiarność społeczeństwa przeszły wszelkie oczekiwania; entuzjazm towarzyszący tej akcji od początku, nasilał się w miarę jej trwania i osiągnął apogeum tuż przed wybuchem wojny;
– postawa społeczeństwa wobec FON-u wykazała, że wobec zagrożenia państwa polskiego solidaryzują się z nimi dotychczas skłócone mniejszości narodowe, a głoszone przez komunistów hasło: „Ani grosza sanacji na zbrojenia” zostało zlekceważone;
– FON był czymś więcej, niż tylko zbiórką pieniędzy na dozbrojenie armii. Był wyrazem aktywnej postawy społecznej wobec zagrożenia Ojczyzny i wolą walki w jej obronie;
– FON stał się także manifestacją łączności Polonii zagranicznej z rodakami w kraju i żywego jej zainteresowania losem Ojczyzny;
– stał się też z jednej strony ponadczasowym symbolem ofiarności na rzecz obrony zagrożonego kraju, a z drugiej zaś symbolem cynizmu i lekceważenia spraw narodowych przez przedstawicieli władzy komunistycznej.

Znane są więc mniej więcej wojenne i powojenne losy 80.000.000 zł z funduszu FON.

Ale co stało się z pozostałym miliardem? Myślę, że warto zająć się tym tematem. Tak ogromne środki nie mogły przecież zniknąć bez śladu. Jest to zadanie ponad siły jednego a nawet grupy ludzi. Wyjaśnieniem wojennych i powojennych losów tych środków FON powinna zająć się odpowiednia instytucja państwowa np. IPN dysponująca odpowiednimi zasobami ludzkimi i finansowymi, które umożliwiłyby dotarcie do odpowiednich dokumentów.

4) Złoto Banku Polskiego

Polskie zasoby złota, wynoszące we wrześniu 1939 roku około 87 mln $, wywiezione zostały w trakcie kampanii wrześniowej w całości z kraju i poprzez bliski wschód dotarły do Francji. Wiosną 1940 roku planowano ich dalszą ewakuację do Stanów Zjednoczonych i Kanady, ale w wyniku nieprzewidzianych okoliczności znalazły się we Francuskiej Afryce Zachodniej. Podjęto starania o odzyskanie wywiezionego złota. Początkowe dyplomatyczne i sądowe zabiegi władz Banku i Rządu RP nie przyniosły pomyślnych rezultatów, dopiero w grudniu 1943 roku doszło do zawarcia ugody pomiędzy Francuskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego i Bankiem Polskim. W rezultacie złoto zostało w 1944 roku przewiezione do banków centralnych w Londynie, Nowym Jorku i Ottawie. Już w 1945 roku rząd w Warszawie rozpoczął starania o przejęcie kontroli nad tymi zasobami, co zostało uwieńczone częściowym powodzeniem na przełomie lat 1947 i 1948. Podobno komunistom udało się sprowadzić do kraju mniej więcej połowę tego złota o wartości 35 mln $. Stąd pochodzą pojawiające się w niektórych publikacjach szacunki jakoby wartość złota Banku Polskiego wynosiła w 1939 r. 35 mln $. Taka jest oficjalna wersja dot. losów ,,złota Banku Polskiego’’. Co się stało z pozostałą częścią? Nie natrafiłem na żadne opracowanie na ten temat. Nie natrafiłem też na żadne publikacje, które przedstawiałyby losy pozostałej części złotych depozytów Banku Polskiego przechowywanych w oddziałach Banku Polskiego w innych miastach II RP. W jednej z książek poświęconych temu zagadnieniu wyczytałem, iż około 30% zasobów złota Banku Polskiego była przechowywana poza centralą w Warszawie. Nie znalazłem informacji, aby przed wybuchem wojny całość złota Banku Polskiego została zdeponowana w centrali w Warszawie.

Wydaje mi się, iż mogę przyjąć hipotezę roboczą, iż szacunki dotyczące złota Banku Polskiego – 87 mln $ dotyczą tylko i wyłącznie depozytów w centrali w Warszawie. Losy pozostałych 30 mln $ w oddziałach po 1939 r. należy dopiero wyjaśnić, ponieważ podejrzewam, że nikt z historyków nie badał tego tematu.

Co stało się ze złotem zdeponowanym w centrali Banku Polskiego?

Gdy wybuchła wojna, nikt z władz polskich nie brał pod uwagę możliwości zawieszenia działalności Banku Polskiego w Warszawie i jego ewakuacji. Pogarszająca się sytuacja militarna spowodowało konieczność szybkiej zmiany planów. 1 września 1939 roku całkowity zapas złota w skarbcu w centrali Banku Polskiego w Warszawie osiągnął sumę 463 milionów złotych, co stanowiło równowartość 87 milionów dolarów. Część tej kwoty – 100,3 miliony była zdeponowana w bankach zagranicznych. W 87 milionów dolarów. W chwili wybuchu wojny w skarbcu emisyjnym znajdowało się dokładnie 363,9 mln zł. Wraz z decyzją o opuszczeniu Warszawy przez rząd, co nastąpiło 5 września, wydano rozkaz ewakuacji skarbu. Złoto zostało wywiezione do Lublina i rozładowane. Sytuacja na froncie spowodowała, że już w dzień po rozładowaniu przyszedł rozkaz załadowania skarbu i wyjazdu do Łucka. W ten sposób rozpoczęła się kilkuletnia gehenna skarbu Banku Polskiego. W Łucku powtórzyła się sytuacja z Lublina. Wydarzenia na froncie zmusiły władze polskie do podjęcia rozmów z rządem rumuńskim w sprawie wywozu skarbu za granicę. Po uzyskaniu zgody rozpoczęto przygotowania. Były prezes Banku Polskiego, płk Adam Koc powierzył dowództwo nad transportem dwóm byłym ministrom, Henrykowi Floyar-Rajchmanowi i Ignacemu Matuszewskiemu.

Jeszcze przed granicą, podczas postoju transportu w Dubnie na rozkaz Naczelnego Wodza – marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, oddzielono 70 skrzynek ze złotem, o wartości 22 mln zł. Co się stało z tym skarbem? Podobno przekroczył granicę później i został przez rząd rumuński zablokowany a następnie zdeponowany w Banku Rumuńskim gdzie został aż do 1947 r. Co się z nim stało po 1947 r.?! Myślę, że warto zająć się tym tematem.

W nocy z 13 na 14 września, główny zapas złota przekroczył granice Polski. Rząd rumuński obiecał, że dostarczy wagony na przejazd złota ze Śniatynia do Konstancji, nalegając jednak na szybki transport skarbu. Było to uzasadnione sytuacją polityczną. Rząd rumuński mógł obawiać się reakcji niemieckiej. W dzień po transporcie ambasada niemiecka w Bukareszcie zaprotestowała przeciwko zezwoleniu na transport złota polskiego, które uważano za materiał wojenny. Minister Gefancu po wysłuchaniu protestu miał stwierdzić, że nic nie wie o tej sprawie i poleci przeprowadzenie śledztwa. Główny zapas złota w wysokości 341 mln przejechał przez Rumunię w ostatniej chwili.

W Konstancji została przewieziona na statek handlowym do Konstantynopola, a stamtąd drogą lądową do Bejrutu. W Bejrucie złoto załadowano na przysłane tam przez rząd francuski okręty marynarki wojennej i przewieziono do Tulonu. W międzyczasie strona polska uzyskała zgodę banku Francji na zdeponowanie skarbu w jego skarbcu. Wyznaczono do tego Oddział Banku Francji w Newers, dokąd złoto dotarło w październiku 1939 roku. Radość związana z końcem ewakuacji prysła bardzo szybko. Gdy Niemcy 10 maja 1940 roku uderzyły na Francję, nad złotem zawisło nowe niebezpieczeństwo. Widząc zagrożenie niemieckie już w kwietniu 1940 roku rozpoczęto z jednej strony pertraktacje z rządem francuskim, których celem była ewakuacja złota do Anglii lub Ameryki. Z drugiej strony próbowano przynajmniej część złota (głównie złoty FON) przerzucić do Anglii wykorzystując własne środki za plecami władz francuskich.

Generalnie napotkano duże problemy, gdyż strona francuska uważała, że musi ono posłużyć częściowo jako pokrycie sum wydawanych przez Francję na cele wojenne. Dopiero po dwóch miesiącach rząd francuski wyraził zgodę na transport większości skarbu do Angouleme i stamtąd do Ameryki.

To opóźnienie było drastyczne w skutkach. Gdy 17 czerwca 1940 roku złoto załadowano na krążownik Victor Schoelcher, Francja skapitulowała. Złoto, zamiast do Ameryki zostało przewiezione do Casablanki, gdzie pomimo interwencji przedstawicieli Banku Polskiego – zostało rozładowane i przewiezione do znajdującego się 70 km od Dakaru Thiers, a stamtąd do położonego w głębi Sahary fortu Kayes (800 km od Dakaru). Na przejęcie złota przez Francję zareagował rząd polski. Utworzony pod protektoratem Hitlera nowy rząd francuski (zwany rządem z Vichy), na czele którego stał marszałek Petein oświadczył, że gotów jest w zamian za złoto, które znalazło się w Afryce, przekazać do dyspozycji rządu polskiego analogiczną sumę złota w Kanadzie, zmniejszając jej wartość o 500 mln franków. Kwota ta miała pokryć zobowiązania rządu polskiego wobec Francji. Oświadczenie to zachowało się tylko w teorii i nie zostało wprowadzone w życie. Można przypuszczać, że rząd marszałka Peteina od samego początku nie miał zamiaru zrealizować swoich obietnic. Postawa rządu Peteina uwidoczniła się szczególnie w momencie, gdy odmówiono ministrowi Strasburgerowi przyjazdu do Vichy. Wątpliwe było, że rząd Peteina, istniejący dzięki łasce Niemiec, mógł oddać skarb rządowi państwa, które znajdowało się z nim w stanie wojny. Należy uznać, że tak prowadzona polityka rządu z Vichy miała na celu jego formalne uznanie na arenie międzynarodowej. Rząd Peteina występował w ten sposób jako legalny rząd Francji. Była to raczej forma gry na zwłokę. Podejście polityków, reprezentujących w tej kwestii stronę polską, było bardzo naiwne. Pertraktacje te były tylko stratą czasu. Potwierdziło to oświadczenie z 25 sierpnia 1940 roku, na mocy którego rząd z Vichy zablokował wszystkie należności państw okupowanych przez Niemcy.

Podjęto więc inne działania. Rząd polski dążył do przelania na rzecz strony polskiej złota francuskiego znajdującego się w Kanadzie, które było zablokowane przez Anglię. Winston Churchill stwierdził jednak, że nie widzi możliwości wydania złota znajdującego się we władaniu aliantów, w zamian za pretensje do złota, które znajdowało się poza ich zasięgiem.

W takiej sytuacji zdecydowano się wytoczyć proces Bankowi Francji przed sądami amerykańskimi. Wiązało się to z faktem, iż Bank ten posiadał w Nowym Jorku i Kanadzie duże depozyty złota i dolarów. Strona polska dążyła do zabezpieczenia swoich pretensji kosztem tych wartości. Sprawę powierzono cieszącej się uznaniem firmie Sullivan and Cromwell. W wyniku procesu, który rozpoczął się we wrześniu 1941 roku, rząd polski uzyskała areszt na aktywach Banku Francji, znajdujących się w Federa Reserve of New York. Jednocześnie toczyły się procesy wytoczone Bankowi Rumunii i Bankowi Francji z powództwa instytucji zagranicznych, które zakończyły się pełnym sukcesem powództwa.

Perspektywa windykacji złota polskiego zmieniła się jednak wraz ze zmianą sytuacji politycznej. Gdy w 1942 roku alianci zajęli Maroko i Algier, skarb znalazł się pod ich władaniem. Transport złota z Afryki napotkał kolejne problemy. Nowy rząd Francji ponowił żądania dotyczące zatrzymania 500 mln franków. Zostały one wycofane dopiero po rokowaniach, które odbyły się w Londynie. Rząd Charles’a de Gaulle’a postawił warunek, że w zamian za podpisanie umowy z rządem polskim, alianci cofną areszt nałożony na złoto Banku Francji. Miało to nastąpić w chwili przejęcia złota polskiego, znajdującego się w Dakarze, przez Bank Polski.

Na mocy umowy zawartej w 1943 roku, rozpoczął się transport złota z Afryki. Ze względów bezpieczeństwa złoto miało być złożone w Banku Anglii, w Federal Reserve of New York ( po około 150 mln) i w Banku Kanadyjskim (reszta). Przewóz złota do USA nastąpił w 1944 roku, a zawartość przesyłek oraz ich zgodność z wykazami Banku Polskiego oraz dalsze losy depozytu wymagają dalszych badań historycznych. Jest to wg mnie jeden z najciekawszych wątków z naszej najnowszej historii, bardzo słabo zbadany!!!

Więcej wiadomo na temat powojennych losów tej części złota Banku Polskiego, która została zdeponowana w Wielkiej Brytanii i po wojnie znalazła się pod zarządem Rządu Polskiego na Uchodźstwie. Nierozłącznie z tematem wiąże się tak zwana operacja „Condemned” – prowokacja służb sowieckich nastawiona m.in. na przejęcie aktywów Władz Polskich w Wielkiej Brytanii.

Ukoronowaniem operacji „Condemned”, a jednocześnie największym sukcesem płk. Kuropieski (agenta sowieckiego), było nawiązanie współpracy z wysokimi oficerami PSZ – gen. Stanisławem Tatarem (zastępcą szefa Sztabu Naczelnego Wodza do Spraw Krajowych, któremu podlegał Oddział VI), ppłk. Marianem Utnikiem (szefem Oddziału VI) i płk. Stanisławem Nowickim (szefem sekretariatu osobistego gen. Tatara). Ci oficerowie współtworzyli tzw. komitet trzech kierujący fundacją Drawa, którą na wiosnę 1945 r. powołały władze RP na uchodźstwie. Fundacja rozporządzała znaczną częścią aktywów finansowych rządu polskiego, które pod koniec 1946 r. wynosiły ponad 3,5 mln dolarów, około 6 tys. funtów, 13 tys. dolarów w złocie oraz prawie trzema tonami złota FON. Majątek był przeznaczony na pomoc „dla żołnierzy byłej Armii Krajowej, pozostających w Polsce lub deportowanych”, „dla sierot po żołnierzach polskich i uczestnikach naszej walki podziemnej w Polsce i na Zachodzie” oraz „dla inwalidów oraz byłych więźniów i jeńców z Niemiec”. Wywiad Polski Ludowej obliczał aktywa rządu RP na uchodźstwie w 1945 r. na mniej więcej 5-6 mln funtów. Poza „finansowaniem roboty podziemnej w kraju” niepokój komunistów budziła chęć uratowania majątku przez rząd RP na obczyźnie przez inwestowanie kapitału w różne przedsięwzięcia.

Kontakty Kuropieski z Tatarem i jego współpracownikami ożywiły się latem 1946 r. Rozmowy dotyczyły m.in. kwestii powrotu oficerów do kraju, spraw związanych z II wojną światową (zwłaszcza działalności polskiego wywiadu) oraz struktur organizacyjnych naczelnych władz cywilnych i wojskowych podczas wojny i po jej zakończeniu. Gen. Tatar pełnił funkcję nieoficjalnego doradcy Kuropieski i ambasady w sprawach polityki emigracyjnej. Pod koniec 1946 r. rozmowy z gen. Tatarem zaczęły coraz częściej dotyczyć finansów będących w dyspozycji komitetu trzech. W połowie grudnia 1946 r. Kuropieska sądził, że Tatar, Utnik i Nowicki dysponują kwotą nie mniejszą niż 500 tys. funtów. Na przełomie lutego i marca 1947 r. Tatar przedstawił Kuropiesce notatkę, w której przyznawał się do administrowania kwotą około 3 mln dolarów. Nieco zaskoczony tym płk Kuropieska raportował do gen. Komara: „W wyniku rozmowy z Tatarem (…) otrzymałem notatkę, którą załączam. Nie zawiera ona dla mnie nic szczególnego poza przyznaniem się, że Tatar ze swoimi ludźmi administruje kwotą wynoszącą około 3.000.000 dolarów. Wydaje mi się, iż (…) przekonałem go dostatecznie, że upłynnienie tej sumy i wprowadzenie jej do „gry natychmiast w pierwszym roku naszego planu trzyletniego da nierównie większe korzyści społeczeństwu, niż miałoby to nastąpić w późniejszym okresie (…)”.

Pod koniec marca 1947 r., podczas rozmowy z przybyłym z Warszawy płk. Stanisławem Flatą, zastępcą szefa Oddziału II, w imieniu komitetu trzech gen. Tatar zadeklarował chęć przekazania majątku fundacji Drawa i zdecydował się przejść na stronę komunistów. Później, w rozmowach z ambasadorem Jerzym Michałowskim i płk. Maksymilianem Chojeckim, Tatar i Utnik omówili szczegóły planu przekazania majątku. Tym samym misja Józefa Kuropieski dobiegła końca i 3 kwietnia 1947 r. mógł on powrócić do kraju. W czerwcu 1947 r. w ambasadzie zdeponowano dziesięć metalowych skrzyń ze złotem FON. W lipcu złoto trafiło do kraju. Od października 1947 r. do końca 1948 r. komitet trzech przekazywał fundusze fundacji Drawa. Jak pisał historyk Jerzy Poksiński, „ogółem dostarczono do Polski 3046 tys. dolarów w banknotach, 27 000 funtów w banknotach oraz 12 000 dolarów w złocie i 1 800 funtów w złocie. Komitet Trzech przekazał ponadto ambasadzie polskiej w Londynie 100 000 dolarów w banknotach. Ze środków posiadanych przez gen. Tatara, płk. Nowickiego i ppłk. Utnika dokonywano również zakupów na rynku brytyjskim. Przykładowo, za około 56 600 dolarów zakupiono i przekazano do Polski urządzenia radarowe i niewielką ilość radu.

Oprócz tego Komitet Trzech przekazał do dyspozycji władz warszawskich dwa domy w Londynie, jeden w Paryżu i farmę pod Paryżem. Na początku listopada 1949 r. poza granicami kraju pozostawało jeszcze około 100 000 dolarów w banknotach oraz nieruchomości warte 100 000 dolarów”. Komitet trzech przekazał też komunistom ponad pięćset teczek archiwalnych Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza, narażając w ten sposób osoby występujące w dokumentach na represje bezpieki.

Komuniści uhonorowali zdrajców. W lipcu 1948 r. Bolesław Bierut odznaczył gen. Tatara Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski IV klasy, płk. Nowickiego – Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski V klasy, zaś ppłk Utnik rozkazem marszałka Żymierskiego został awansowany do stopnia pułkownika. Nie przeszkodziło to jednak już jesienią 1949 r. oskarżyć ich o „spisek w wojsku” i postawić przed sądem wojskowym. Instrumentalne traktowanie własnej agentury było w komunizmie normą i nie powinno nas dziwić, że niektórych konfidentów skazywano na kary więzienia, a nawet na śmierć. Uwięziono łącznie 130 oficerów (w tym m.in. Kuropieskę i Mossora), 40 z nich skazano na karę śmierci, z czego 20 wyroków wykonano. Tatar, Utnik, Nowicki, Kuropieska i Mossor szczęśliwie uniknęli śmierci. W ten sposób realizatorzy operacji „Condemned” sami zostali „potępieni” przez swoich mocodawców.

Reasumując przyjmuje się, chodź brak kompleksowych badań historycznych na ten temat (ostatnie publikacje: BEP – IPN Janusz Wróbel, Wojenne i powojenne losy złota Banku Polskiego, „Gwiazda Polarna”, nr 17, 25 VIII 2001, s. 8, 19.; Tygodnik „Wprost”, Nr 1250 ,,26 listopada 2006’’), iż pewna część złota Banku Polskiego zdeponowana w Anglii i nie tylko, wróciła do Warszawy w 1946 r. wraz z Bankiem Polskim. Ponieważ nowe władze kraju, wprowadzone do Polski przez Armię Czerwoną założyły w 1945 całkiem nowy Narodowy Bank Polski, więc Bank Polski nie wznowił działalności, lecz wszedł w okres likwidacji zakończonej w 1952. Pewna część dokumentacji dot. przekazania tego skarbu do Komunistycznej Polski znajduje się w Archiwum Akt Nowych w Warszawie i niestety jest to „inwentarz kartkowy bez ewidencji’’. Wynika z tej dokumentacji, że przywłaszczone przez komunistów złoto stanowiło tylko ułamek skarbu (około 10%) zdeponowanego w Dakarze. Trudno też rozróżnić co stanowiło depozyt Banku Polskiego, co tzw. ,,złoty’’ FON a co złoto zakupione z wojennego funduszu Drawa.

Jak więc widać temat ,,złota Banku Polskiego’’ czeka wciąż na poważne i gruntowne badania naukowe, bazujące na wielowątkowych pracach archiwalnych nie tylko w Polsce a przede wszystkim za granicą. Miejmy nadzieję, że prace te w najbliższej przyszłości zostaną podjęte.

5) Fundusze zgromadzone w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych

Zakład Ubezpieczeń Społecznych powstał w 1934 roku. Stało się to za sprawą rozporządzenia Prezydenta RP z dnia 24 października 1934 roku o zmianie ustawy o ubezpieczeniu społecznym. Rozporządzenie to doprowadziło do połączenia 5 instytucji (Izba Ubezpieczeń Społecznych, Zakład Ubezpieczenia na Wypadek Choroby, Zakład Ubezpieczenia od Wypadków, Zakład Ubezpieczeń Pracowników Umysłowych, Zakład Ubezpieczenia Emerytalnego Robotników) w ZUS. W taki oto sposób 1934 r. stał się datą narodzin w II RP nowej instytucji ubezpieczeniowej – centralnej i powszechnej. Siedziba główna ZUS mieściła się w Warszawie.

Strukturę organizacyjną ZUS po scaleniu przedstawia poniższy schemat:

Powstanie ZUS stanowiło zasadniczy zwrot w dziejach ubezpieczeń społecznych na ziemiach polskich. Stanowiło bowiem ukoronowanie dzieła rozpoczętego już w okresie zaborów. To wtedy pojawiły się pierwsze koncepcje polskiego modelu ubezpieczeń społecznych. Zgodnie z oczekiwaniami obywateli wraz z powstaniem ZUS pojawiła się wspólna dla wszystkich obywateli II RP instytucja ubezpieczeniowa.

Powołanie ZUS umożliwiło rządowi pełniejsze wkomponowanie ubezpieczeń społecznych w realizowane plany społeczno-gospodarcze. Zakład przygotował opracowanie dotyczące stanu ubezpieczeń społecznych w Polsce (na koniec 1935 r.), problemów i perspektyw. Wynikało z niego iż powszechnymi ubezpieczeniami społecznymi objętych było (na koniec 1935 r.) około 5 mln obywateli a ZUS zarządzał środkami finansowymi około 1 mld zł. Szkic opracowania przekazano Ministerstwu Opieki Społecznej. Przedstawiciel ZUS został powołany przez ministra wyżej wymienionego resortu do Międzyministerialnej Komisji, złożonej z przedstawicieli ministerstw: Opieki Społecznej, Skarbu, Rolnictwa i Reform Rolnych, a także Przemysłu i Handlu. Do zadań Komisji należało rozpatrzenie sposobów dostosowania ubezpieczeń społecznych do koniunktury gospodarczej i polityki rządu. Komisja pracowała w okresie od 28 listopada do 7 grudnia 1935 r., a wyniki jej prac zostały przedstawione Komitetowi Ekonomicznemu Ministrów. Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych powierzono funkcję nadzorczą i koordynującą. ZUS zarządzał pięcioma funduszami ubezpieczeniowymi połączonymi w zakresie administracji, a wyodrębnionymi finansowo.

W 1938 r. powołano Tymczasową Radę Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Do zadań Rady należało: uchwalanie preliminarza budżetowego, uchwalanie rocznego sprawozdania i bilansów ubezpieczeniowo-technicznych, wybór członków komisji Zakładu i powoływanie oraz odwoływanie naczelnego dyrektora Zakładu. Zakładem kierował jednoosobowo dyrektor naczelny. Początkowo funkcję tę sprawował Jan Włodzimierz Lgocki, a następnie Tadeusz Dyboski. W skład dyrekcji, która stanowiła organ doradczy naczelnego dyrektora, wchodzili dyrektorzy centrali oraz kierownik prac matematyczno-ubezpieczeniowych Zakładu. Ponadto organami ZUS były: komisja rewizyjna i komisje rozjemcze – ich zniesienie przewidziane zostało w prawie o sądach ubezpieczeń społecznych (ustawa z 28 lipca 1939 r.). Dodatkowo przy Zakładzie funkcjonowały komisje świadczeniowe oraz Rada Naukowo-Lekarska.

Zwróćmy uwagę, że powstała struktura ZUS wyposażona była w dużą ilość niezbędnych do działania instrumentów, ale obarczona jeszcze większą ilością oczekiwań, powszechna, a więc wymagająca pogodzenia często sprzecznych ze sobą interesów różnych grup społecznych. Ustawa scaleniowa (z 28 marca 1933 r. o ubezpieczeniu społecznym wraz z późn. zm.) w art. 56. (1) stanowiła, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest powołany do wykonywania wszelkich czynności w zakresie ubezpieczeń, przewidzianych w ustawie scaleniowej oraz w rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 24 listopada 1927 r. o ubezpieczeniu pracowników umysłowych, poza czynnościami przekazanymi ubezpieczalniom społecznym. Do głównych obszarów działalności Zakładu Ubezpieczeń Społecznych należało: ustalanie uprawnień do świadczeń długoterminowych oraz ich wypłata, administrowanie majątkiem finansowym ubezpieczenia emerytalnego i wypadkowego, prowadzenie akcji zapobiegania wypadkom w zatrudnieniu i chorobom zawodowym, lecznictwo i profilaktyka w zakresie wspólnym wszystkim rodzajom ubezpieczeń. W stosunku do ubezpieczalni społecznych Zakład wykonywał czynności związane z normowaniem, koordynowaniem, kontrolowaniem, usprawnianiem i uzupełnianiem działalności. ZUS reprezentował instytucje ubezpieczeń społecznych na fachowych zjazdach i konferencjach krajowych i zagranicznych, a także przy zawieraniu porozumień, przewidzianych w konwencjach i umowach międzynarodowych w zakresie ubezpieczeń społecznych.

Kierownictwo Zakładu Ubezpieczeń Społecznych bardzo dużą wagę przywiązywało do prac aktuarialnych. Na podstawie wyliczeń matematyczno-statystycznych prognozowano wydarzenia, takie jak: wypadkowość, inwalidztwo, śmiertelność czynnych ubezpieczonych. Nie lekceważono zmian zachodzących w społeczeństwie i gospodarce, np. koniunktury gospodarczej, bezrobocia i długości czasu pracy. Wszystkie te czynniki miały realny wpływ na kondycję ubezpieczeń społecznych oraz ich kosztowność.

W dniu 1.09.1939 r. ubezpieczonych w ZUS płacących regularnie składki było prawie 8 mln obywateli II RP. Aktywa ZUS wynosiły ponad 1.5 mld zł. i ulokowane były głównie w papierach wartościowych państwowych, w zagranicznych funduszach, nieruchomościach, pożyczkach hipotecznych, akcjach firm krajowych i zagranicznych oraz w bankach krajowych i zagranicznych. Rozkład aktywów był następujący: 60% środków ulokowanych było w kraju, 40% poza jego granicami. W sprawozdaniu Dyrektora Naczelnego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Józefa Pasternaka przedstawionym na pierwszym posiedzeniu Tymczasowej Rady ZUS – w dniu 5.07.1946 r. (Studia i Materiały z historii Ubezpieczeń Społecznych w Polsce, 1984 r. z. 2, s 67) majątek przejęty po 1945 r. wynosił około 500 mln zł. W wyniku wojny wyparowało więc około 1 mld zł przedwojennych aktywów ZUS.

Co się stało z aktywami ZUS po wybuchu II wojny światowej?

Wybuch II wojny światowej i niekorzystny rozwój wydarzeń na froncie spowodował konieczność ewakuacji Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na wschód. Już 3 września 1939 r. wyruszył pierwszy transport, zawierający część papierów wartościowych Zakładu. 17 września został on zajęty w Łucku przez władze radzieckie. Drugi transport został podobno spalony (ale brak bliższych informacji na ten temat), a trzeci – największy – udało się wywieść z kraju i zdeponować w Węgierskim Banku Narodowym w Budapeszcie. Około 20% zawartości skarbca w Centrali ZUS w Warszawie nie zdążono wywieść i została ona przejęta przez władze hitlerowskie po kapitulacji Warszawy. Były to papiery wartościowe, księgi inwentaryzacyjne, ważniejsze dokumenty, jak również znaczna kwota pieniędzy i walorów złotych i srebrnych (brak szczegółowych danych na ten temat).

Wiadomo, iż zasadnicza część tych zasobów pozostała w Warszawie, aż do końca Powstania Warszawskiego. Po upadku powstania w październiku 1944 r. zawartość skarbca wywieziono z Warszawy do Krakowa. Wśród ocalałych dokumentów znalazła się część materiałów dowodowych i sprawozdawczych, np. bilanse Zakładu i Funduszy

Ubezpieczeniowych jak również część papierów wartościowych. Ocalała też pewna ilość zasobów złotych i pieniężnych (tak wynika z relacji żołnierzy Armii Krajowej do których dotarłem). Po wkroczeniu sowietów całość zgromadzonych w Krakowie zasobów ZUS została zajęta przez armię czerwoną i podobno przekazana władzom komunistycznej Polski.

6). Należności tytułem dostaw produktów

W ostatnich latach powstało bardzo ciekawe opracowanie: Marek Piotr Deszczyński, Wojciech Mazur Na krawędzi ryzyka. Eksport polskiego sprzętu wojskowego w okresie międzywojennym Opracowanie to przedstawia uwarunkowania akcji eksportowej i działalność zajmującej się nią tajemniczej spółki SEPEWE (Stowarzyszenie Przemysłu Wojennego), ofertę polskiego przemysłu zbrojeniowego, bilans finansowy akcji. Opisano losy polskiej broni w Hiszpanii, Rumunii, a także tej przejętej po wybuchu II wojny światowej przez Niemców. Przede wszystkim jednak udzielili przekonywającej odpowiedzi na pytanie: czy i w jaki sposób eksport broni mógł się przyczynić do klęski we wrześniu 1939 r.? Dlaczego SEPEWE wyeksportowało za granicę w 1939 r. znaczne ilości nowoczesnego i tak potrzebnego nam uzbrojenia – wystarczy wspomnieć o 40 mm armacie plot. Boforsa. Tuż przed wybuchem wojny wysłano np. do Wielkiej Brytanii, Rumunii i Holandii w sumie 168 dział, w przypadku gdy zamówień dla polskiej armii w wysokości 332 armat nie zdążono już zrealizować. Nie o tym jednak chciałem pisać w tym opracowaniu.

100% wydobycia soli potasowych, przemysłu samochodowego, lotniczego (i komunikacji lotniczej), spirytusowego, tytoniowego, radio
96% – żegluga morska
95% produkcja półproduktów i barwników
93% – kolej
84% – wydobycie soli, przemysł teletechniczny
73% – telefony
70% – hutnictwo
53% – produkcja obrabiarek
48% – ubezpieczenia
35% – banki.

Rosja wzbrania się przed wypłatą odszkodowań i temu zapewne służą jej działania zmierzające do ciągłego utrzymywania sporu na wczesnym, nie zaawansowanym poziomie. Tłumaczy się przy tym brakiem środków i tym, że własnym obywatelom poszkodowanym przez stalinizm wypłacono grosze. To argumenty nie do przyjęcia. Rosja jako kontynuatorka ZSRR bez protestów spłaca radzieckie długi. Pora więc, żeby zaczęła wypłacać odszkodowania. To jest kwestia historyczna, która w tej chwili powinna być naszym priorytetem. O zrozumienie i poparcie polskich roszczeń warto zabiegać nie tylko w Brukseli i w USA ale na całym świecie gdzie Rosja ma swoje żywotne interesy.

Również blado wygląda sprawa roszczeń dotyczących zwrotu zagrabionych przez Sowietów prywatnych i będących przed 1939 r. w rękach różnych instytucji i kościołów dzieł sztuki. Brak konkretnych spisów i kompleksowych opracowań na ten temat.

Brak też roszczeń ZUS-u, który powinien się domagać od państwa rosyjskiego świadczeń, które byłyby emerytalną zapłatą za lata pracy pracowników przymusowych w ZSRR.

Dnia 17 grudnia 1999 roku podpisane zostało porozumienie z rządem Federalnej Republiki Niemiec dotyczące odszkodowania za pracę niewolniczą i przymusową podczas drugiej wojny światowej. Niemcy zobowiązały się wypłacić 10 miliardów marek, przeznaczając na ten cel 5 miliardów marek ze skarbu państwa a 5 miliardów z funduszy przedsiębiorstw niemieckich. Była mowa o tym, że odszkodowanie płacone będzie osobom, które pracowały na terenie Trzeciej Rzeszy w jej granicach z 1937 roku Równocześnie dnia 6 lipca 2000 r. Bundestag uchwalił ustawa o utworzeniu Fundacji „Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość” znowelizowaną w dniu 4 sierpnia 2001 roku (nowelizacja weszła w życie w dniu 11 sierpnia 2001 roku), ustawą z dnia 21 sierpnia 2002 r. (nowelizacja weszła w życie 28 sierpnia 2002 r.) oraz ustawą z dnia 19 sierpnia 2004 r., która weszła w życie 25 sierpnia 2004 r. Powołana Fundacja, chociaż państwo polskie ma swojego przedstawiciela w Kuratorium Fundacji nie spełnia swojej funkcji w pełni, ponieważ wiele prawdziwych wniosków dotyczących odszkodowań zostało odrzuconych (np. z powodów formalnych) a także 5 mld wkład w fundusz przedsiębiorstw niemieckich nie jest w pełni przez nie uzupełniony. Generalnie temat roszczeń finansowych obywateli II RP w stosunku do Niemiec za pracę przymusową nie jest zakończony. Nadal w sądach amerykańskich leży kilkadziesiąt tysięcy wniosków o odszkodowania. Sprawa jest w zawieszeniu. Brak też pomysłu na rozwiązanie problemu odszkodowań od firm innych krajów, które przez cały okres wojny utrzymywały swoje zakłady w Niemczech i również świadcząc usługi na rzecz gospodarki III Rzeszy korzystały z pracowników przymusowych. Niejasne są też ustalenia odnośnie spadkobierców osób pokrzywdzonych przez III Rzeszę. Poza tym współczesny ZUS polski powinien się domagać od państwa niemieckiego świadczeń, które byłyby emerytalną zapłatą za lata pracy pracowników przymusowych w III Rzeszy. Nic nie mówi się także o dobrach materialnych i kultury w rękach prywatnych, kościołów i różnych instytucji przed 1939 r., które zostały zrabowane lub zniszczone w wyniku działań wojennych (np. prywatne i kościelne zbiory sztuki).

Oto najbardziej charakterystyczne przykłady polskich wniosków rewindykacyjnych, które cały czas czekają na zrealizowanie. Powtórzmy tragiczne „memento” (przesłanie dla następnych badaczy i naukowców zajmujących się sprawami polskiej kultury): żaden z polskich wniosków nie został uwzględniony.

W 1992 roku Polska złożyła stronie niemieckiej trzy wnioski rewindykacyjne, mające na celu odzyskanie zrabowanych dzieł sztuki. Obejmowały one między innymi:

Pontyfikał płocki z XII w. ukradziony z biblioteki diecezjalnej w Płocku. Obecnie w Bawarskiej Bibliotece Państwowej.
• 73 dokumenty Zakonu Krzyżackiego zrabowane z Archiwum Głównego Akt Dawnych. Obecnie w archiwum Pruskiej Fundacji Kultury w Berlinie.
• Księgi metrykalne terenów diecezji polskich włączonych w 1939 r. do Rzeszy.
W 1995 roku złożono wnioski rewindykacyjne dotyczące 114 obiektów. Wśród nich są m.in.:
• Zwierciadło etruskie – własność rodziny Czartoryskich, przechowywane w Gołuchowie, podczas wojny zdeponowane w Muzeum Narodowym w Warszawie i stamtąd skradzione przez żołnierzy niemieckich. Obecnie w Muzeum Sztuk i Rzemiosła w Hamburgu.
• Portret Mikołaja Kopernika z XVI w. – zarekwirowany przez Niemców w ło Gołuchowie. W 1977 r. strona niemiecka zaproponowała wykonanie kopii tego obrazu na podstawie oryginału znajdującego się w NRD.
• Portret Fryderyka Chopina – ze zbiorów wnuczki kompozytora, Marii Ciechomskiej, w Warszawie, zrabowane przez żołnierzy niemieckich w 1939 r. Obraz ten był wykorzystany w filmie produkcji NRD w 1977 r.
• Medalion Jowianusa (IV w. n.e.) – jesienią 1939 r. wywieziony do Niemiec przez Komando Paulsena z Muzeum Narodowego w Warszawie. Obecnie w jednym z muzeów archeologicznych w Szlezwigu-Holsztynie.
• Antaba z XII w. – zrabowana z kościoła w Czerwińsku przez Dagoberta Freya, profesora Uniwersytetu Wrocławskiego. Nie przekazał jej do zbiorów publicznych. W latach 60. antaba znajdowała się u spadkobierców Freya w Sztuttgarcie.
• Madonna z Dzieciątkiem, zwana Piękną Madonną Toruńską, 1395 r. – do 1944 r. znajdowała się w kościele pw. św. Jana w Toruniu. Wywieziona przez Niemców. Według informacji Urzędu Konserwatorskiego w Jenie, rzeźba miała znajdować się na terenie NRD, w jednym z magazynów muzealnych.
• Szaty liturgiczne ze skarbca kościoła N.M.P. w Gdańsku (ponad 100 sztuk) – dzisiaj przechowywane w Muzeum św. Anny w Lubece oraz Niemieckim Muzeum Narodowym w Norymberdze.
• Dzwony Bazyliki Mariackiej i kościoła św. Jana w Gdańsku (4 sztuki) – obecnie w Kościele Mariackim w Lubece oraz w kościele w Hildesheim.

Obraz procesu rewindykacji nie byłby pełny bez podania dzieł zaginionych lub bezpowrotnie zniszczonych, znanych jedynie z czarno-białych reprodukcji. Pomocą w ewentualnej identyfikacji utraconych dzieł sztuki jest m.in. katalog strat wojennych malarstwa polskiego, opracowany przez Annę Tyczyńską i Krystynę Znojewską, opublikowany w 1998 roku. Znajduje się w nim ponad 440 obrazów powstałych w okresie od XVII do XX wieku. Stanowi to niespełna 10% utraconych obrazów malarzy polskich z zarejestrowanych do tej pory 4600. Drugi katalog, wydany w 2001 roku, zawiera straty wojenne malarstwa obcego, opracowane przez Marię Romanowską-Zadrożną i Tadeusza Zadrożnego. Obejmuje on 261 pozycji, co stanowi 5% utraconych dzieł zgłoszonych przez muzea, inne instytucje i osoby prywatne. Na liście polskich strat malarstwa obcego są m.in.:

Pieter Bruegel starszy Walka karnawału z postem;
• Lucas Cranach starszy Venus i Amor;
• Anthony van Dyck Ecce Homo, Portret generała w kirysie, Portret chłopca;
• Jean Baptiste Greuze Portret dziewczyny;
• Maurice Quentin de la Tour Portret Jeana Jacquesa Rousseau;
• Nicolas Poussin Powrót Odysa;
• Guido Reni święty Franciszek;
• Frans Snyders Małpa wśród owoców;
• Portret Młodzieńca z gałązką w dłoni – przypisywany Diego Velázquezowi;
• Diana i Kallisto – przypisywany Pieterowi Paulowi Rubensowi.

Największą stratą, poniesioną przez Polskę w dziedzinie malarstwa obcego, jest Portret młodzieńca Rafaela, własność Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Zabrany przez Niemców z pałacu w Sieniawie, stanowił swego czasu ozdobę rezydencji gubernatora Hansa Franka na Wawelu. Zaginął pod koniec wojny.

Temat, który tak niespodziewanie ujrzał światło dzienne po upadku „żelaznej kurtyny”, był – i jest nadal – jedną z nie załatwionych spraw II wojny światowej. Wszystko wskazuje na to, że będzie nią jeszcze długo. Jedno jest pewne: członkostwo w Unii Europejskiej pozwoliło nam negocjować rozpoczęte procesy rewindykacyjne z pozycji równego partnera, a nie – jak o tym niejednokrotnie przekonywaliśmy się do tej pory – z klęczek ubogiego krewnego, nieśmiało stukającego do wrót zachodniej części Europy. Trzeba tylko głośno się domagać tego co słusznie się nam należy.

Roszczenia wobec Austrii

7 lipca 2000 r. Austriacka Rada Narodowa powołała ustawę o Funduszu Pojednania do wypłaty odszkodowań za pracę przymusową i niewolniczą, na którego czele stanął Sekretarz Generalny Funduszu Pan dr Richard Wotava.

Do otrzymania odszkodowań uprawnione były osoby:
– deportowane i zmuszone do pracy na terytorium obecnej Austrii;
– dzieci deportowane z rodzicami na terytorium Austrii;
– dzieci urodzone przez matki zmuszone do pracy na terytorium Austrii;
– prześladowane przez reżim nazistowski z powodu rasy, religii, poglądów politycznych, narodowości, orientacji seksualnej, niepełnosprawności fizycznej lub psychicznej, lub na podstawie oskarżeń o niespołeczne zachowanie lub w związku z eksperymentami medycznymi, i zmuszone do pracy na terytorium obecnej Austrii.

Prawowici spadkobiercy osób uprawnionych zmarłych 15 lutego 2000 r. oraz po tej dacie mieli prawo wystąpić o wypłatę odszkodowania. Termin składania zgłoszeń upłynął 31 grudnia 2003 roku. Fundusz zakończył działalność 31.12.2005 r.

Czy wypłaty z tego funduszu zamykają nasze roszczenia wobec Austrii? Nie wiem. Nie mam zdania na ten temat. Wypłaty z tego funduszu jak sami Austriacy określili były przecież symboliczne. Poza tym co z prawowitymi spadkobiercami osób uprawnionych zmarłych przed 15 lutego 2000 r. Czy im się nie należą żadne odszkodowania?

V. Zakończenie

Niniejsze opracowanie nie jest opracowaniem historycznym i nie taki był jego cel. Z konieczności bowiem musiałem bazować na pracach innych autorów a nie na dokumentach źródłowych. Także przytaczane w nim kwoty złotowe i dolarowe jak również tony kruszców są podane za innymi autorami i chociaż mało precyzyjne co do skali na pewno prawdziwe.

Pisząc niniejsze opracowanie chciałem przybliżyć czytelnikowi ogrom środków finansowych wypracowanych przez pokolenie żyjące w II RP i przekonać go, iż warto spróbować sięgnąć po nie dla dobra współczesnych mieszkańców Polski. Jestem głęboko przekonany, iż większość z nich jest do odzyskania. Aby było to możliwe trzeba wykonać ogromną pracę dokumentującą aktywa II RP, pracę która otworzy drogę do roszczeń tego spadku. Podobną pracę wykonali i pożytkują dla siebie mieszkańcy innych krajów np. Izraela.

Również jeśli chodzi o odszkodowania wojenne, zarówno w stosunku do Niemiec jak i Rosji sprawa jest otwarta i do wygrania. Dotarłem do informacji, iż parę lat temu jeden z amerykańskich dziennikarzy zwrócił się do znanych prawników Edwarda Kleina i Michaela Hausfelda z pytaniem, czy podjęliby się sporządzenia i wniesienia pozwu o reparacje wojenne dla Polski. Edward Klein m.in. oskarżał powojenne władze komunistyczne Polski o zagarnięcie mienia Żydów, a także reprezentował wobec niemieckich i nie tylko firm byłych robotników przymusowych z Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Michael Hausfeld reprezentował z kolei polski rząd podczas negocjacji o odszkodowania za pracę przymusową i niewolniczą (zakończone porozumieniem z Niemcami z 2000 r.).

– Taka sprawa musiałaby być rozpatrywana przez międzynarodowe sądy, tu nie wystarczyłby cywilny pozew, bo chodzi o roszczenia państwa wobec państwa – powiedział mecenas Edward Klein. Michael Hausfeld stwierdził z kolei, że można by znaleźć podstawy prawne do wniesienia takiego pozwu i nie byłby on bez szans.

Jakie są więc możliwości uzyskania przez Polskę reparacji wojennych od Niemiec? Furtka znajduje się w komunikacie rządu PRL z sierpnia 1953 r. Wtedy to, po zamieszkach robotniczych w Berlinie Wschodnim, rząd sowiecki zrzekł się reparacji od NRD. Dzień później to samo zrobił rząd PRL. W komunikacie mówiono wprawdzie o Niemczech, a nie NRD, lecz ZSRR pobierał reparacje tylko ze swojej strefy okupacyjnej, czyli właśnie z terytorium wschodnich Niemiec. Polska miała otrzymać 15 proc. z tego, co trafi do władz sowieckich. Rząd PRL nie mógł więc zrezygnować z czegoś, do czego de facto nie miał prawa, czyli z odszkodowań od całych Niemiec. Mimo iż w dyplomacji światowej uznano, że Polska jednostronnie zrzekła się wtedy należnych jej reparacji od całych Niemiec, podstawy prawne takiego stanowiska są wątpliwe. Zdają sobie z tego sprawę sami Niemcy, dlatego gdy w 1990 r. w Polsce pojawiły się głosy nawołujące do ponownego rozpatrzenia sprawy odszkodowań wojennych, Bundestag podjął uchwałę, w której stwierdzono, że „rezygnacja Polski z reparacji od Niemiec z 1953 roku zachowuje moc obowiązującą także dla zjednoczonych Niemiec.” Polski rząd w ogóle nie odniósł się do tej deklaracji.

Gdyby niemieccy politycy zanegowali obowiązujące obecnie porozumienia, można w zgodzie z prawem międzynarodowym rozpatrywać kwestię reparacji wojennych – przekonuje prof. Jan Sandorski z Katedry Prawa Międzynarodowego Publicznego UAM w Poznaniu. Niemieccy politycy już to robią, choćby Erika Steinbach i w bardziej zawoalowany sposób Edmund Stoiber. – Polacy powinni być świadomi tego, że żądania Związku Wypędzonych nie są częścią niemieckiej polityki. Ważne, żebyśmy nie słuchali tych wszystkich złych podszeptów, które pojawiają się w obu naszych krajach, lecz by nasze rządy zdecydowanie kroczyły pojednawczą drogą – przekonuje Markus Meckel, deputowany SPD do Bundestagu. Rzeczywistość niestety jest inna. To prawda, że roszczenia Związku Wypędzonych nie są częścią polityki niemieckiego rządu, ale w wypadku Niemiec to, co dzisiaj wydaje się niemożliwe, jutro może być realne. Nieraz już tak było w przeszłości.

Również roszczenia w stosunku do Rosji spadkobierczyni ZSRR, która oficjalnie przyznała, że pakt Ribbentrop – Mołotow jest nieważny i był bezprawny z punktu widzenia prawa międzynarodowego (a więc zgodnie z prawem międzynarodowym ponosi ona odpowiedzialność za jego skutki) mają szanse powodzenia. I w tym wypadku ekspertyza panów Edwarda Kleina i Michaela Hausfelda dla Polski jest pozytywna.

Reszta zależy od władz polskich. Możliwości do działania są bardzo duże.

Krzysztof Kopeć, za: http://www.dabrowa-kostka.pl/AKTYWA%20II%20RP.doc

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s