Stanisław Cat-Mackiewicz o zdradzie Polski przez Wielką Brytanię

[Należy zadać sobie pytanie – skąd ta nagła miłość do Anglii tuż przed wojną? Wcześniej przez stulecia była obojętność, pomijając kilkuletni pobyt w Polsce kabalisty i twórcy Imperium Brytyjskiego, Johna Dee, co być może znalazło później odzwierciedlenie w „Hamlecie” Francisa Bacona]

Fragmenty „Lata nadziei 17 września 1939 – 5 lipca 1945”

Dwie tragiczne, niedotrzymane umowy

I
W 1945 roku Polska znalazła się w otchłani klęski.

Stało się tak nie tylko ze względu na zły los, ale też na skutek własnych naszych błędów, błędnej polityki kierowników naszego państwa i błędnych nastrojów społeczeństwa.

Weszliśmy do wojny z Niemcami w 1939 roku na podstawie konwencji wojskowej z Francją i układu politycznego z Anglią.

Francja z miejsca nie dotrzymała nam konwencji.

Anglia w 1945 roku w czasie konferencji w Jałcie dopuściła się złamania układu politycznego.

Możemy więc załamywać ręce i twierdzić, że zostaliśmy perfidnie oszukani i porzuceni przez sojuszników, i będzie to zgodne z prawdą. Ale to, co się nazywa „rozumem stanu”, nie polega na biadaniu ex post nad przewrotnością wspólników, lecz na umiejętności przewidywania, czy układy nam proponowane będą, czy też nie będą przez kontrahenta dotrzymane. A ci, którzy podjęli się kierować naszymi losami, nie tylko politycznie przewidywać, lecz politycznie myśleć nie umieli. Za ich zarozumiałość i pewność siebie dzieci nasze zapłaciły krwią, państwo utratą niepodległości.

II
Konwencja wojskowa z Francją została podpisana podczas pobytu w Paryżu naszego ministra spraw wojskowych, generała Tadeusza Kasprzyckiego, i pułkownika Jaklicza, szefa wydziału operacyjnego.

Przewidywała ona rozpoczęcie generalnej ofensywy francuskiej na siedemnasty dzień napaści Niemiec na Polskę*.

Jak wiadomo, napaść Niemców na Polskę nastąpiła 1 września 1939 roku rano, w nocy z 16 na 17 września wkroczyły na nasze terytorium wojska sowieckie (zapewne Sowiety znały treść omawianej polsko-francuskiej konwencji), a w dniu, w którym ofensywa francuska miała się rozpocząć, 17 września, wódz naczelny armii polskiej, marszałek Rydz-Śmigły, przekroczył granice Rumunii, gdzie został internowany.

Poza tym omawiana konwencja wojskowa przewidywała lokalne demonstracje przeciw nieprzyjacielowi i działalność lotniczą od pierwszego dnia wojny.

Francuzi nie dotrzymali tej konwencji.

Nie było z ich strony dostatecznych demonstracji lokalnych, ani też działalności lotniczej. Nad Niemcami latali Anglicy, ale rzucali nie bomby, lecz ulotki.

Polacy byli pozostawieni siłom własnym, nie zdążyli się nawet zmobilizować. Mogliśmy wystawić 60 dywizji piechoty, zdążyliśmy zmobilizować tylko 33. Nasi sojusznicy podczas polskiej wojny z Niemcami byli tylko spektatorami krwawego widowiska.

Francuzi mogliby powiedzieć: siedemnastego dnia wojny, na który zgodnie ustaliliśmy naszą pomoc, wszelka nasza ofensywa straciła rację bytu, ponieważ Polski już nie było.

Francuzi mogliby tak powiedzieć, gdyby istotnie do ofensywy, nam w konwencji obiecanej, przygotowywali się choć przez chwilę. Ale nie znamy źródła francuskiego, łącznie z aktami procesu w Riom, które wskazywałoby na jakiś ślad przygotowań francuskich do tej ofensywy. Od samego początku
wojny Francuzi kurczowo trzymali się linii Maginota i nadziei na pomoc brytyjską.

Przedstawicielom naszej wojskowości nie wolno było jednak podpisywać układu dotyczącego życia i śmierci Polski, nie zbadawszy uprzednio wartości i realności obietnicy francuskiej. Przecież koła wojskowe francuskie, jak o tym wiemy z dziesiątek publikacji, nie ukrywały złego stanu francuskiej gotowości
zbrojnej. Nie trzeba było być geniuszem, aby zrozumieć, że Francuzi nie wyruszą na ofensywę bez pomocy brytyjskiej, a wiadomo, że Anglia nigdy nie jest gotowa do ofensywy w pierwszych tygodniach wojny.

Wynika z tej konwencji wojskowej, że wodzowie nasi mniemali, iż siedemnastego dnia operacji wojennych będą mieli jeszcze nienaruszoną siłę zbrojną i stąd razem z Francuzami przewagę liczebną nad nieprzyjacielem, umożliwiającą wspólną ofensywę.

Cóż za dziecinady! Tak mogło być, gdyby Niemcy napadli na nas w 1933 roku, kiedy marszałek Piłsudski życzył sobie wojny prewencyjnej. Ale nasi wodzowie wojskowi z tym rzekomo patriotycznym optymizmem, ojcem wszystkich naszych nieszczęść i katastrof, zamykali oczy na wszelkie zmiany , które już po śmierci marszałka Piłsudskiego zaszły w Niemczech i obaliły poprzedni stosunek sił pomiędzy Niemcami a Polską. Nie chciano nawet uznać, że skutkiem tych zmian w dziedzinie przygotowań do wojny, skutkiem uzbrojenia Niemiec, Polska przestała być w Europie tym, czym była poprzednio. W 1933 roku Polska jest jeszcze państwem poważnym, ponieważ Niemcy są jeszcze niedostatecznie uzbrojone, w 1938 roku Polska jest już państwem małym, ponieważ jej stan uzbrojenia pozostał mniej więcej na miejscu, a obaj jej sąsiedzi znakomicie powiększyli swój potencjał wojenny. A jednak mieliśmy niezły wywiad w Niemczech, który w sposób wystarczający informował nasz sztab o wzroście potęgi niemieckiej w dziedzinie lotnictwa, broni motorowej i ogólnego potencjału wojennego. Na podstawie tych informacji każdy normalny, uczciwy, odpowiedzialny wojskowy zrozumiałby, że Polska nie jest w stanie walczyć z Niemcami przez dwa tygodnie. (…)

Nasza wojskowość przed wojną 1939 roku także wszystkie swe przygotowania oparła na autosugestii. Nikomu nie pozwalała wątpić i co najgorsze, sama nie wątpiła, że jesteśmy: silni, zwarci, gotowi. Wszelkie obawy, wątpliwości, a nawet życzliwe rady w zakresie przygotowań wojennych, uważane były za obrazę… honoru armii. Sądzę, że wojskowy opierający swe przygotowania wojskowe na naiwnym samochwalstwie powinien być w wojsku co najwyżej trębaczem, a nie oficerem zza biurka sztabu generalnego. (…)

Postać Chłopickiego wywoływała w nas bunt, że ten karciarz małodusznie gasił patriotyzm młodzieży pragnącej wojny z Moskalami. Ale Chłopicki istotnie grał i przegrywał w karty, ale przegrywał pieniądze, nie życie narodu. Wiedział, że są wartości, których dla gestu, dla oklasku, dla pozy, dla błazenady na kartę w grze hazardowej stawiać nie można, że nikczemnikiem jest wódz, który, mając zaufanie całego narodu, życie narodu postawi na kartę i przegra dla błazeńskiego gestu. W 1830 roku sytuacja wojskowa Polski była o wiele lepsza niż w 1939. Zapowiadała się wojna z jedną, a nie z dwiema potęgami. Powstanie listopadowe trwało przez dziesięć miesięcy, a nie przez dwa tygodnie i powstańcy odnieśli nad wrogiem szereg wspaniałych zwycięstw. A jednak Chłopicki, jako naprawdę dobry i odpowiedzialny wojskowy, od razu oświadczył, że wojnę z Moskalami przegramy, i wziął dyktaturę, aby wojnie zapobiec. Gdy na skutek wygórowanych żądań cesarza Mikołaja I układy pomiędzy nim a Chłopickim musiały ulec zerwaniu, Chłopicki uznał, że nie może być wodzem wojny, którą przegra, bo byłoby to bałamuceniem nadziei narodu, niegodnym jego honoru wojskowego. Skoro jednak jego naród będzie się bić, więc i on będzie walczył jako obywatel, ale nie jako generał. Stąd znalazł się pod Olszynką Grochowską konno, w surducie cywilnym i bitwą wspaniale kierował. Pojmowanie honoru wojskowego przez Chłopickiego było więc diametralnie przeciwstawne wobec pojmowania tegoż honoru przez Rydza i jego kompanów. Marszałek Rydz uważał, że jego honor wojskowy każe mu wszystkich oszukiwać, że jesteśmy gotowi. Chłopicki – odwrotnie – uważał, że honor nie pozwala mu na podejmowanie się prowadzenia wojny, której wygrać nie jest wstanie, tak jak, dajmy na to, uczciwy inżynier nie podejmie się budowy mostu kolejowego bez dostatecznych materiałów. Chłopicki był inżynierem, a Rydz partaczem, który buduje most, który się wali i powoduje katastrofę.

W czasie tej wojny mieliśmy szereg przykładów „małoduszności” generałów. Były szef sztabu marszałka Focha, generał Weygand, pierwszy zawołał, że Francja przegra, że należy żądać zawieszenia broni. Marszałek Petain, były obrońca Verdun, od pierwszych miesięcy przestrzegał, że Francja wojnę musi przegrać. Włoski marszałek Badoglio pierwszy oświadczył, że wojnę trzeba skończyć. Chodziły uporczywe słuchy, że generałowie niemieccy przestrzegali Hitlera przed wypowiedzeniem wojny Rosji. Generałowie angielscy nakazali opuszczenie frontu europejskiego przez Dunkierkę w 1940 roku i nie zezwolili na przedwczesny drugi front. Jeśli dziś przyznajemy rację de Gaulleowi przeciw Petainowi i Weygandowi, to jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że droga de Gaullea była drogą polityczną; de Gaulle miał słuszność jako przewidujący polityk; Weygand jednak i Petain mieli oczywiście rację, przewidując, że armia francuska na terytorium francuskim poniesie klęskę.

Niestety, nasze kierownicze koła wojskowe zamiast – wykonując swe fachowe obowiązki – być czynnikiem rozwagi i umiaru i nie dopuścić do wojny 1939 roku, stały się właśnie rozrusznikiem narodowych uniesień i tragicznej egzaltacji.(…)

W Polsce przed wojną dowodziłem: że Niemcy nas rozgromią w ciągu dwóch tygodni, że Rosja nas zaatakuje w razie naszej wojny z Niemcami (twierdziłem to natychmiast po mowie Hitlera z 27 kwietnia 1939 roku*), że wreszcie, wypchnięci za granicę, przestaniemy być podmiotem, a staniemy się tylko przedmiotem polityki międzynarodowej. Wszystkie te „krakania”, jak to wtedy nazywano, sprawdziły się niestety tragicznie. (…)

Jawny i tajny układ z Anglią

I
W dniu 25 sierpnia 1939 roku został podpisany układ polsko-angielski w Londynie. Ze strony angielskiej podpisywał ówczesny angielski minister spraw zagranicznych, lord Halifax, ze strony polskiej ambasador Rzeczypospolitej Edward hr. Raczyński. Układ dzielił się na część jawną i tajną.

Rząd angielski nie dotrzymał zarówno zobowiązań z układu jawnego, jak tajnego:

Art. 7 układu jawnego stanowił, że obie układające się strony nie zawrą ani pokoju, ani zawieszenia broni bez wzajemnego porozumienia.

W maju 1945 roku zawieszenie broni z Niemcami zawarte zostało bez jakiegokolwiek porozumienia z Polską, chociaż wtedy Anglia uznawała rząd polski rezydujący w Londynie i armię polską walczącą po stronie brytyjskiej.

Według pkt 3 części tajnej układu umowy Anglii z Rosją miały być tak zredagowane, aby „ich wykonanie” nie mogło naruszyć ani suwerenności Polski, ani jej terytorialnej integralności.

W dniu 12 lutego 1945 roku ogłoszono komunikat o porozumieniu zawartym w Jałcie. Anglia zobowiązała się w nim wziąć udział wraz z Rosją i Ameryką w tworzeniu rządu dla Polski, czyli zobowiązywała się do wykonania aktu niezgodnego z uznawaniem Polski za państwo suwerenne. Jednocześnie
komunikat jałtański ustalał, że ziemie wchodzące w skład Rzeczypospolitej Polskiej, a położone na wschód od tzw. linii Curzona, mają odejść do Rosji.

Wprawdzie, gdy 5 kwietnia 1945 roku rząd angielski na skutek debaty parlamentarnej zmuszony był ogłosić część tajną omawianego układu z Polską, to „Times” napisał, że przepołowienie Polski zapowiedziane przez komunikat jałtański nie jest naruszeniem pkt 3 tajnego układu z 1939 roku, ponieważ w Jałcie Anglia nie zawarła z Rosją żadnego układu, a tylko wspólnie z tym państwem wypowiedziała pod adresem rządu polskiego przyjacielską radę, aby wyrzekł się połowy swoich terytoriów.

Ten sofizmat, który pozostanie na wszystkie czasy dowodem, do jak wielkich nieuczciwości w życiu publicznym gotowi są posunąć się ludzie nienagannie uczciwi w życiu prywatnym, nie wytrzymuje jednak krytyki w zestawieniu z tekstem dokumentu. Oto w art. 6 układu jawnego, łącznie z pkt
3 układu tajnego z 25 sierpnia 1939 roku, Anglia zobowiązała się nie zawierać z żadnym innym państwem takich porozumień, których „wykonanie” naruszałoby integralność Polski. Otóż wykonanie komunikatu jałtańskiego niewątpliwie narusza integralność terytorialną Polski.

Co do naruszenia w Jałcie suwerenności Polski to nawet „Timesowi” zabrakło konceptu do wysofizmatyczenia się w tej sprawie. Natychmiast po utworzeniu rządu polskiego we Francji rząd Jego Królewskiej Mości w sposób jak najbardziej uroczysty oświadczył, że suwerenne państwo polskie istnieje,
że reprezentuje je rząd na emigracji i że w stosunku do tego rządu Anglia będzie wykonywać wszystkie uprzednio z Polską zawarte układy. Teraz Anglia łamała te wszystkie układy przystępując wraz z Rosją i Ameryką do tworzenia dla Polski nowej władzy zwierzchniej i nowego rządu, jakby Polska była państwem nowo powstającym.

II
Układ jałtański stanowił o bankructwie haseł, które głosiły Anglia i Ameryka w czasie tej wojny, w Karcie Atlantyckiej i innych podobnych paplaninach. Należało to wytknąć, ale Polacy, w innych okazjach przesadnie impulsywni, zaniedbali tę okazję. Zarzutu złamania umowy nie podniósł na terytorium angielskim, o ile wiem, nikt, z wyjątkiem mnie, w kilku broszurach po polsku i w jednej po angielsku. Rząd premiera Arciszewskiego nie uczynił nic, aby swoją i obcą opinię powiadomić o fakcie zdrady zobowiązań ze strony sojusznika, w którego tak wierzyliśmy. Zapewne kierował się zwykłym dla Polaków optymizmem i sądził, że to da się jakoś „odrobić”.

Każdy układ dyplomatyczny powstaje w oparciu o jakiś rodzaj przewidywania biegu wypadków, które mają nastąpić, jakiejś wizji przyszłości. Należy się więc polskich dyplomatów zapytać, jak przewidywali bieg wypadków, w chwili gdy podpisywali układ z 25 sierpnia 1939 roku.

Z art. 1 części jawnej układu wnioskujemy, iż dyplomacja polska zdawała sobie sprawę, że Niemcy mogą na nas napaść. Zresztą, nawiasem mówiąc, minister Beck do ostatniej chwili sądził, że Niemcy tylko bluffują i że odpowiadać im trzeba kontrbluffem.

Z pkt 1 części tajnej układu wynika, że dyplomaci polscy wciąż byli przekonani (w dwa dni po rosyjsko-niemieckim pakcie o nieagresji!!!), że Rosja nas nie napadnie. Zwalniają bowiem Anglików od dania nam pomocy przeciwko Rosji, w wypadku gdyby agresja rosyjska przyłączyła się do agresji niemieckiej na Polskę. Odrzucamy przypuszczenie, iż myślą, że dla odparcia Rosjan wystarczy w Polsce wojsk, niezajętych wojną z Niemcami – o tak niski poziom myślenia nie mamy prawa ich posądzać. Pozostaje więc supozycja, iż dyplomaci polscy byli przekonani, że pomimo paktu o nieagresji z Niemcami,
Rosja nas nie napadnie.

Teraz pkt 2 punkty a, b, c, d tajnej części układu:

Zawierają one postanowienia, że Niemcy będą uważani za napastnika, o ile napadną na Gdańsk, Belgię, Holandię, Litwę lub Rumunię, a także jeśli napadną na Łotwę lub Estonię, lecz w tym ostatnim wypadku tylko wtedy, o ile Anglia zawrze poprzednio układ obronny z Rosj ą, przewiduj ący obronę tych państewek przed Niemcami.

A więc, dnia 25 sierpnia 1939 roku, w dwa dni po niemiecko-rosyjskim pakcie o nieagresji, dyplomaci polscy liczą się z możliwością, że Rosja będzie bronić niepodległości Łotwy i Estonii. Niezły… optymizm.

Pkt 3 części tajnej jest zredagowany znakomicie pod względem prawniczym. Anglicy nie potrafili go obejść, musieli go w Jałcie otwarcie złamać. Ale jakież przewidywania polityczne powołały jego powstanie? Otóż tu nareszcie zbliżamy się nieco do rzeczywistości. Polscy autorzy tego artykułu układu najwidoczniej przewidują tu, że Anglia zechce wciągnąć Rosję do konfliktu i że w tym celu będzie chciała czynić Rosji koncesje naszym kosztem. Zastrzegają się więc, że koncesje te nie mogą być czynione kosztem naszego terytorium lub suwerenności.

Jak powiedzieliśmy, wreszcie jakiś realniejszy sposób przewidywania. Ale czyż nie można było w tym realizmie pójść o kilka kroków dalej i… przewidzieć wszystko, co się stanie: „Anglicy zechcą Rosję wciągnąć do wojny z Niemcami”- szeptało zagubione poczucie realizmu naszych dyplomatów.

Czemuż temu szeptowi nie odpowiedzieli pytaniem trzeźwym: „Kiedyż uda się im to zrobić?” Dnia 25 sierpnia już łatwo było na to odpowiedzieć: „Na pewno nie w pierwszej fazie wojny, bo oto wojna polsko-niemiecka wybuchnie lada dzień, lada godzina, a Rosjanie właśnie podpisali z Niemcami pakt o nieagresji. Jeśli więc ujrzymy Rosję walczącą po stronie Anglii, to w jakiejś dalszej fazie wojny”.

Aby zdobyć się na powyższe rozumowanie, nie trzeba było być geniuszem. Skoro jednak udział Rosji w wojnie z Niemcami dał się przewidzieć tylko w dalszej fazie wojny, to tu należało zadać sobie pytanie najważniejsze: „Czy w tej dalszej fazie wojny państwo polskie będzie przedstawiało jakąś realniejszą
siłę polityczną?” I tutaj, znowu bez żadnej styczności z jasnowidzeniem, można było sobie zdać sprawę, że skoro fazę wojny, w której Rosja pójdzie z Anglią, poprzedzi (akt z 23 sierpnia o nieagresji!) faza wojny, w której Rosja pójdzie z Niemcami, to państwo polskie już tej drugiej fazy wojny nie doczeka, zostanie rozwalone w pierwszej fazie wojny, za czasów niemiecko-rosyjskiej kolaboracji.

Można więc było przewidzieć, że nastąpi okres, w którym Anglia będzie bardzo Rosji potrzebowała, a Polski, jako samodzielnej siły politycznej, już nie będzie. Nasi dyplomaci zakładali, że wtedy Anglia dotrzyma nam zobowiązania wyrażonego w tajnej części układu, tzn. że Anglia w czasie wojny z Hitlerem będzie jeszcze broniła naszej terytorialnej integralności i naszej suwerenności przed żądaniami Rosji, o których przecież od dawna wiedzieliśmy, jak daleko sięgają.

Te różowe przypuszczenia nie sprawdziły się i było dość łatwo przewidzieć, że się nie sprawdzą. Układ międzynarodowy porównać można do spadochronu, który o tyle jest wart, o ile się w odpowiedniej chwili otworzy. Otóż, aby układ międzynarodowy działał, trzeba, aby strona, która się zobowiązała do działania, była w tym działaniu zainteresowana, nie tylko w chwili podpisywania układu, ale także w chwili, w której go ma wykonać.

Bardzo łatwo było wówczas przewidzieć, że Anglia nie będzie zainteresowana w wykonaniu układu z Polską w drugiej fazie wojny, w której Rosja stanie się jej sojusznikiem, a Polska jako siła polityczna istnieć już nie będzie.

Tak się też stało.

Anglia złamała dane nam słowo, nie dotrzymała nam swoich zobowiązań.

Wiara w „słowo Anglii”, które rzekomo będzie dotrzymane niezależnie od koniunktury politycznej, była wiarą naiwną. (…)

Sojusz z Anglią był sojuszem egzotycznym

Odwołuję się tutaj do swojej teorii o sojuszach egzotycznych.

Jeśli utrata niepodległości przez jakieś państwo pociąga utratę niepodległości innego państwa, to sojusz pomiędzy tymi dwoma państwami jest sojuszem naturalnym, wskazanym.

Litwa traci automatycznie swoją niepodległość, gdy Polska pozbawiona jest niepodległości. Sojusz więc Litwy z Polską jest sojuszem wskazanym, naturalnym. Rozumiał to dobrze Jagiełło, o wiele mniej Smetona i Voldemaras.

Sojusz między Węgrami a Polską jest również sojuszem naturalnym i wskazanym. Niepodległość Węgier wzmacnia niepodległość Polski, niepodległość Polski osłania niepodległość Węgier.

Zilustrujmy teorię o sojuszach egzotycznych przykładem z dziedziny gospodarczej. Ktoś jest kupcem w małym polskim miasteczku, dajmy na to w Słonimiu. Jeśli w tym Słonimiu każdy mu daje kredyt, to nic dziwnego, że uzyska kredyt w bankach warszawskich, a jeśli Warszawa otwiera mu kredyt, to możliwe, że otrzyma kredyt w Londynie lub Paryżu. Oczywiście cały ten przykład obraca się w warunkach przedwojennego świata kapitalistyczno-liberalnego. Ale cóż powiemy o obywatelu Słonimia, któremu nikt w jego miasteczku nie zawierzy 100 zł, a który raptem dyskontuje swe weksle w Londynie czy Jokohamie. Będziemy oczywiście sądzili, że interesy tego gościa są niepodobne do normalnych interesów handlowych, że dyskonta tak odległe nie mogą wypływać z normalnych interesów handlowych i że nie wróżymy im stałości czy solidności.

Kredyty pieniężne, tak jak sojusze polityczne, mają zawsze właściwą proporcję do przedsiębiorstwa, które kredytów żąda, lub państwa, które o sojusz zabiega. Tak samo kredyt zbyt duży dany przedsiębiorstwu zbyt małemu, jak sojusz ofiarowany państwu słabszemu czy odległemu, powinien budzić wątpliwości, czy istotnie jest tym, czym się nazywa, a nie czymś innym.

Sojusz polsko-angielski przez Anglików nam nagle zaofiarowany w początkach roku 1939 był typowym sojuszem egzotycznym. Utrata niepodległości przez Polskę bynajmniej nie pociąga za sobą utraty niepodległości Anglii. Przeciwnie, w XIX wieku nie było państwa polskiego, a dla Anglii były to czasy rozwoju i potęgi. Anglia interesowała się Polską nader rzadko i zawsze jedynie dla celów doraźnych i przemijających. W końcu XVIII wieku Pitt chciał tworzyć koalicję antyrosyjską, do której miały wejść Anglia, Prusy i Polska. Polska zaangażowała się w tę kombinację; tymczasem koncepcje Pitta zostały obalone w Londynie przez posła Katarzyny, Woroncowa, i z całej Pittowskiej kombinacji pozostała tylko wojna polsko-rosyjska, w której Polska została pobita.

W 1878 roku, w czasie wojny rosyjsko-tureckiej, Anglia broniła Turków i nie chciała Rosji dopuścić do Konstantynopola. Gotowa więc była wywołać, subsydiować, popierać pieniędzmi i przesyłką broni powstanie Polski, które odciągnęłoby pewną ilość sił rosyjskich od tureckiego teatru wojny. Dla pertraktacji z rządem angielskim powstał we Lwowie Rząd Narodowy polski z ks. Sapiehą na czele*. Rząd ten jednak miał więcej rozumu od Rydza z Beckiem, żądał gwarancji solidniejszych, nie uzyskał ich i wycofał się z kombinacji.

Sojusze egzotyczne mogą być doskonałym uzupełnieniem systemu bezpieczeństwa danego państwa, nigdy jednak nie mogą mu zastąpić systemu bezpieczeństwa wynikającego bądź z sił własnych, bądź z sojuszów naturalnych. Państwo Kazimierza Jagiellończyka, będące mocarstwem mającym sąsiadów, których siła łączna nie mogła mu sprostać, mogło zawierać sojusz z Persją przeciwko sułtanowi tureckiemu i może by ten sojusz, gdyby Kazimierz nie zlekceważył propozycji szacha, był dla Polski pożyteczny. Ale dla Polski, zagrożonej niebezpieczeństwem rosyjskim, z sojusznikami niewiele wartymi, jak Estonia czy Rumunia, sojusz z Anglią, zwrócony przeciw Niemcom, nie rokował żadnej stałej rękojmi bezpieczeństwa. Należało przewidzieć, że tak prędko przeminie, jak prędko powstał.

Polacy uprawiający propagandę niezgodną z interesami Polski

I
Kto kogo wciągnął w wojnę – Anglia Polskę czy Polska Anglię?

Od rozstrzygnięcia tego pytania dużo zależy Jeśli Anglia Polskę, to Anglia ma obowiązek moralny wyrównać nam straty, które w tej wojnie ponieśliśmy. Jeśli Polska Anglię, to możemy być Anglikom tylko wdzięczni, że nas przez pewien czas bronili.

Jaka jest prawda historyczna?

Oczywiście, że Anglia Polskę. (…)

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s