Putin poważnie ostrzega Rumunię i Polskę przed instalowaniem natowskich systemów ABM – „nikt nie słucha”

Eric Zeusse, Sott.net, 29 maja 2016 00:00 UTC

W piątek, 27 maja, prezydent Rosji Władimir Putin znowu powiedział, że prezydent USA Barack Obama kłamie, mówiąc, że powodem zainstalowania amerykańskich systemów antybalistycznych (ABM) czy systemu obrony antybalistycznej (BMD) obecnie w Rumunii, a wkrótce również w Polsce, jest ochrona Europy przed irańskimi rakietami, które nawet nie istnieją, i – jak mówi sam Obama – nie będą istnieć w konsekwencji zawartego przez Obamę porozumienia z Iranem. Putin mówi: Wiem, że kłamiecie w tej kwestii, nie jesteście uczciwi. Zmierzacie do zneutralizowania naszych zdolności odwetowych, a nie irańskich. Nie jestem na tyle głupi, żeby uwierzyć w tak oczywiste kłamstwo, jak wasze zapewnienia, że chodzi o Iran, a nie o Rosję.

Putin mówi, że takie systemy ABM, jakie instaluje Ameryka, blokują zdolność odpowiedzi danego kraju (w tym wypadku Rosji) na błyskawiczny atak — coraz bardziej prawdopodobne posunięcie ze strony NATO, teraz, kiedy NATO rozciąga się pod same granice Rosji — i że Rosja nie pozwoli na takie unieszkodliwienie jej sił reagowania.

Powiedział, że „NATO odpiera nasze apele ogólnikami, mówiąc, że nie jest żadnym zagrożeniem dla Rosji… że cały ten projekt zaczął się jako środek zapobiegawczy wobec irańskiego programu nuklearnego. Gdzie jest teraz ten program? Nie istnieje. … Od pierwszych lat tego wieku powtarzaliśmy, że będziemy musieli jakoś zareagować na wasze kroki, zmierzające do podkopania międzynarodowego bezpieczeństwa. Nikt nie słuchał”.

Innymi słowy Putin mówi, że Zachód ignoruje słowa Rosji, a zatem Rosja, jeśli nic się nie zmieni, odpowie wyeliminowaniem systemów ABM, zanim te będą w pełnej gotowości. Niezrobienie tego, niewyeliminowanie jakiegokolwiek w pełni operacyjnego systemu ABM, znajdującego się na rosyjskiej granicy bądź w jej pobliżu, oznaczałoby narażenie Rosjan na błyskawiczny atak NATO, a do czegoś takiego nie dopuścimy.

Powiedział: „W chwili obecnej instalowane rakiety przechwytujące mają zasięg 500 kilometrów, wkrótce zwiększy się on do 1000 kilometrów, a nawet gorzej – w dowolnym momencie ten system może zostać przezbrojony i wyposażony w pociski ofensywne o zasięgu 2400 km i można to zrobić przez przestawienie oprogramowania, tak że nawet sami Rumuni nie będą o tym wiedzieli”.

Jeszcze inaczej: Jedynie Amerykanie, którzy zaprojektowali i kontrolują system ABM, będą w stanie wiedzieć, czy i kiedy Rosja staje się zupełnie odsłonięta na atak. Nawet Rumuni nie będą o tym wiedzieli. Zatem, mówi Putin, „Rosja nie ma innego wyjścia niż wziąć na celownik Rumunię” – a później Polskę, jeśli ta będzie realizowała swoje plany związane z tarczą.

Domyślnie Putin mówi, że podczas gdy nie ma potrzeby natychmiastowego zaatakowania lokalizacji tarczy w Rumunii, będzie to musiał zrobić wystarczająco wcześnie, żeby zablokować podrasowanie systemu ABM, które uczyniłoby Rosję łatwiejszym celem ataku i pozbawiło ją możliwości kontruderzenia.

Putin mówi: Usuńcie system ABM, w przeciwnym razie sami będziemy musieli to zrobić.

Putin wie, że zgodnie z art. 5 traktatu północnoatlantyckiego, dotyczącym „wzajemnej obrony”, napaść na któreś państwo członkowskie NATO, na przykład Rumunię, ma spowodować atak wszystkich członków NATO na państwo atakujące. Jednak Putin mówi, że jeśli NATO zamierza atakować Rosję, to zostanie bez jakiegokolwiek w pełni sprawnego systemu ABM i (w domyśle) że odpowiedzią Rosji na wszelki tego typu atak będzie pełnoskalowy atak jądrowy wymierzony przeciwko wszystkim państwom członkowskim NATO, a rozpętana w ten sposób wojna nuklearna, angażując całą broń jądrową obydwu stron – NATO i Rosji – zniszczy cały świat.

Putin mówi, że albo Rumunia — i w następnej kolejności Polska — anuluje i unieważni swoją współpracę w zakresie instalacji ABM prezydenta USA, Obamy, albo nastąpi chirurgiczny atak Rosji na taką, lub takie instalacje, nawet pomimo tego, że pociągnie to za sobą atak jądrowy NATO na Rosję i takiż kontratak Rosji na NATO.

Kiedy Putin powiedział: „Nikt nas nie słucha” po drugiej stronie, po stronie NATO, miał na myśli: Nie chcę być zmuszony do przemówienia chirurgicznym atakiem eliminującym natowski system ABM, ale tak się stanie, jeśli pozostaniecie głusi na słowa, głos rozsądku i zwykłą przyzwoitość.

Putin nie dopuści do narażenia rosyjskiego narodu na atak ze strony Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników wojskowych. Jeśli NATO zaatakuje Rosję, to będzie to koniec gry dla całego świata, nie tylko dla Rosji.

Putin mówi do Obamy i do całego NATO: Proszę, usłyszcie i zrozumcie moje słowa i bądźcie rozsądni, ponieważ w przeciwnym razie, jeśli w dalszym ciągu będziecie ignorowali to, co mówię, rezultat będzie o wiele gorszy dla każdego.

—————

Eric Zuesse, dociekliwy historyk, jest pisarzem i autorem książek, m.in. They’re Not Even Close: The Democratic vs. Republican Economic Records, 1910-2010 oraz CHRIST’S VENTRILOQUISTS: The Event that Created Christianity.

Tłumaczenie: PRACowniA

Zob. też:

Cała konferencja prasowa Putina i Ciprasa, w oryginale (fragment o tarczy zaczyna się ok. 42:25) tutaj.
Kłamstwo tarczy antyrakietowej. Była i jest wymierzona w Rosję (2015)
Redzikowo i gra pozorów (2016)

 


„Kalibry” wezmą Polskę na muszkę

Polska zrozumiała, że elementy tarczy antyrakietowej USA robią z niej cel dla rosyjskich broni szturmowych.

Odpowiadając na pytanie agencji PAP, jak ocenia on słowa prezydenta Rosji Władimira Putina na temat odpowiedzi na instalację systemów obrony przeciwrakietowej w Rumunii i Polsce, minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski w sposób przewidywalny odpowiedział, że prezydent Putin powinien wiedzieć i doskonale zdaje sobie sprawę, że system obrony przeciwrakietowej w Polsce nie zagraża bezpieczeństwu Rosji. Ten system ma chronić Europę przed atakiem rakietowym z Bliskiego Wschodu.
Baza wojskowa w Redzikowie w Polsce

USA rozpoczęły budowę bazy wojskowej na północy Polski

Musimy myśleć, że Waszczykowski powinien wiedzieć: porozumienie między Iranem a krajami „szóstki” zobowiązuje Teheran do nieprodukowania broni jądrowej. A bez jądrowego wyposażenia irańskie rakiety nie stanowią żadnego zagrożenia, pisze rosyjski portal „Wolna prasa”.

Ale Waszczykowski podąża nie za logiką, lecz za instalacją głównego patrona Polski — USA. Jednak w stanowisku Amerykanów i Polaków istnieje znaczna różnica. USA, rozmieszczając tarczę antyrakietową za oceanem, niczego nie ryzykują. Ale Polacy posłusznie podstawiają głowę pod rosyjski topór.

„Wraz z pojawieniem się w Europie obiektów Aegis Ashore na pewno — ze 100-procentową gwarancją — będą w nie wycelowane rosyjskie środki szturmowe — uważa redaktor naczelny czasopisma „Arsenał Ojczyzny” Wiktor Murachowski. — Jeden z wariantów takich środków zademonstrowano w Syrii — są to pociski manewrujące średniego zasięgu „Kaliber” morskiego i powietrznego bazowania. Ponadto mamy samoloty szturmowe, takie jak bombowiec frontowy Su-34, który z lotnisk na Krymie czy w obwodzie kaliningradzkim sięga do wskazanych obiektów. Mamy system walki radioelektronicznej, zarówno w wariancie naziemnym, jak i powietrznym. One są w stanie powstrzymywać zwiadowcze i organizacyjne możliwości amerykańskich radarów, które znajdują się w Rumunii i w Polsce”.

Opinia: Bazy oznaczają bazy, a ćwiczenia – ćwiczenia

Jednak na północno-zachodnim strategicznym kierunku Rosja nie zwiększy ani liczby ogólnowojskowych jednostek, ani grup Sił Powietrzno-Kosmicznych — kontynuuje Wiktor Murachowski. Do tej pory w Kaliningradzie, na przykład, brygada rakietowa uzbrojona jest w kompleksy „Toczka-U”, a nie najnowsze „Iskander-M”.

Tak więc w jakich sytuacjach może zostać naniesione uderzenie w elementy obrony przeciwrakietowej w Polsce? „W warunkach rozpętania konfliktu nuklearnego ze Stanami Zjednoczonymi, a te warunki są jasno określone w doktrynie wojskowej Federacji Rosyjskiej” — powiedział Wiktor Murachowski. Jest to albo użycie broni masowego rażenia na terytorium Federacji Rosyjskiej, albo wykorzystanie konwencjonalnych sił zbrojnych na skalę, która zagraża istnieniu Federacji Rosyjskiej. W takich przypadkach przeciwnicy muszą spodziewać się upadku broni jądrowej na swoje głowy w bardzo dużej ilości.

Jeśli zaś scenariusz konfliktu zbrojnego z krajami NATO będzie rozwijał się z zastosowaniem tylko broni konwencjonalnej, w obiekty obrony przeciwrakietowej także zostaną wystrzelone środki szturmowe z konwencjonalnymi głowicami.

MSZ Rumunii odpowiada Putinowi

Szef polskiego MSZ dał do zrozumienia, że przed rosyjskimi atakami Polskę ochroni wzmocniona wschodnia flanka NATO dzięki fizycznej obecności wojsk sprzymierzonych. Jednakże jeśli ktoś w obecnej Polsce myśli, że przed takim natarciem ktoś jest w stanie kogoś obronić, to głęboko się myli, uważa ekspert.

„Współczesne wojny toczą się głównie za pomocą broni precyzyjnej — zaznacza ekspert w kwestiach bezpieczeństwa regionalnego Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych Władimir Karjakin. — Ich zakres jest bardzo znaczny. Na przykład zasięg rakiet „Kaliber” wynosi około 2 000 kilometrów. Uderzenia tych pocisków mogą sparaliżować obiekty amerykańskiej tarczy antyrakietowej jeszcze przed wystrzeleniem naszych pocisków balistycznych. Najprawdopodobniej przed rozpoczęciem dużego konfliktu zostanie naniesiony wyprzedzający cios za pomocą precyzyjnych środków nie tylko w obiekty obrony przeciwrakietowej, ale także w bazy wojskowe USA i NATO w Europie Wschodniej” — powiedział Władimir Karjakin.

Putin o tarczy antyrakietowej w Rumunii: będziemy zmuszeni zareagować
Czy Polska będzie w stanie obronić się przed tymi atakami? Oczywiście, że nie — uważa ekspert. Polska w tym przypadku będzie poligonem dla prowadzenia działań bojowych między NATO a Rosją, jeśli, nie daj Boże, zrealizuje się taki scenariusz.

Teraz w Polsce i innych krajach Europy Wschodniej można zauważyć refleksje na gruncie antyrosyjskich fobii. Kraje te wyszły spod wpływów ZSRR i Układu Warszawskiego, ale znalazły się pod jeszcze mocniejszą kontrolą USA i NATO. Jednocześnie europejscy politycy i elity w głębi duszy są przekonani, że dużego konfliktu między Rosją a krajami NATO nie będzie. Ale teraz oni pompują lęki. Po pierwsze, aby ludność nie protestowała przeciwko amerykańskiej obecności wojskowej. Po drugie, aby żądać pomocy ze strony Zachodu, otrzymać od niego dodatkowe asygnowania i być bardziej bezpiecznymi ekonomicznie. W rzeczywistości tłoczenie antyrosyjskiej propagandy pozwala krajom bałtyckim i Polsce poprawić swoją sytuację materialną.

Nikt nie chce w Europie nowej wojny. Ale takiego instrumentu polityki, jak straszenie Rosją, jeszcze nikt nie znosił.

 


Perspektywy III RP w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi – dr nowopolski – NEon24.pl

Zadaniem kontyngentu okupacyjnego NATO w Polsce będzie ochrona instalowanych na Pomorzu wyrzutni rakietowych Cruise nacelowanych na Rosję i tłumienie ewentualnych odruchów obronnych ludności tubylczej.
Według najnowszego oświadczenia Sekretarza Generalnego NATO, Stoltenberga[i], najbliższy szczyt tej organizacji w Warszawie, podejmie decyzję o zwiększeniu liczby żołnierzy paktu, którzy będą dyslokowani na terytorium Polski i republik bałtyckich.

Pretekstem do tej eskalacji ma być narastająca „agresja” rosyjska na wspomniane państwa. Curiosum to nie ma precedensu w całej dotychczasowej historii świata. Nigdy dotąd militarny atak jakiegoś państwa na inne nie był tak dobrze zamaskowany, że nie można by było przedstawić ani cienia twardego dowodu na poparcie tego twierdzenia. Nie przeszkadza to jednak obłąkanym z nienawiści „polskim patriotom” wierzyć w teorię niewidzialnych „zielonych ludków Putina”.

Niezależni zagraniczni obserwatorzy nie kryją zadziwienia, jak państwo, które dwie dekady temu pozbyło się okupacyjnych wojsk ZSRR, dziś domaga się sprowadzenia jak największej ilości amerykańskich okupantów. Przy czym istotną różnicą między sowieckim i amerykańskim okupantem jest to, że ten pierwszy odszedł z naszej Ojczyzny pokojowo. Natomiast Amerykanie, jeśli już opuszczają jakieś okupowane terytorium, to tylko po uprzednim przemienieniu go w pustynię.

Zadaniem kontyngentu okupacyjnego NATO w Polsce będzie ochrona instalowanych na Pomorzu wyrzutni rakietowych Cruise nacelowanych na Rosję i tłumienie ewentualnych odruchów obronnych ludności tubylczej.

Tak więc, w najlepszym razie, mieszkańcy III RP będą przeżywać wszystkie przyjemności okupacji pokonanego państwa, no może za wyjątkiem gwałtów jakich dokonują np. na Okinawie amerykańscy żołnierze na Japonkach. „Polskie patriotki” same ustawią się w kolejce do koszar „natowskich obrońców” i o żadnych gwałtach nie będzie mowy!

W najgorszym przypadku rosyjskie rakiety z ładunkami jądrowymi przemienią nasz piękny kraj w radioaktywna pustynię. Bez ogródek wspomniał o tym Putin podczas swej niedawnej wizyty w Grecji, stwierdzając, że Rumunia, gdzie systemy rakietowe są już ukończone, znalazła się „na rosyjskim celowniku”, a Polska dostąpi tego samego „zaszczytu” z chwilą instalacji amerykańskich rakiet na Pomorzu.

Perspektywy powyższe nie zrażają „polskich przywódców”, których służalczość w stosunku do ich amerykańskich panów może konkurować jedynie ze skrajnym ograniczeniem umysłowym nie pozwalającym im pojąć losu, który nie tylko Polakom , ale i sobie szykują.

[i] http://news.antiwar.com/2016/05/30/nato-plans-yet-more-troops-in-eastern-europe-at-landmark-summit/

 


Pomiędzy Rimlandem a Heartlandem | Myśl Polska

13 maja 2016 roku w Redzikowie koło Słupska rozpoczęto oficjalnie budowę amerykańskiej bazy wojskowej z wyrzutniami pocisków rakietowych SM-3 (RIM-161 Standard Missile 3 Block I B), która razem z już istniejącą bazą w Deveselu w Rumunii ma tworzyć tzw. „tarczę antyrakietową”.

W uroczystości inauguracji amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce wzięli udział prezydent Andrzej Duda, ministrowie obrony narodowej i spraw zagranicznych oraz zastępca sekretarza obrony USA Robert Work. „To ważny dzień dla Polski, dla NATO, dla Europy. Rząd Beaty Szydło i formacja polityczna, którą reprezentuje, czekała na ten moment ponad 8 lat” – stwierdził w swoim przemówieniu minister Macierewicz. Z kolei prezydent Duda powiedział m.in.: „O ile my staliśmy się członkiem NATO przed laty, o tyle długo czekaliśmy, aby w sensie stałym Sojusz wszedł do Polski – dziś to się dzieje. To nie będą pociski wymierzone w kogokolwiek. One będą nam gwarantować bezpieczeństwo”. Wspomniał także o korzyściach, jakie odniosą mieszkańcy Redzikowa z faktu stacjonowania w ich miejscowości garnizonu amerykańskiego.

Niemal natychmiast zaprzeczył temu prezydent Słupska Robert Biedroń, który zwrócił uwagę, że baza będzie eksterytorialna i samowystarczalna. „Czujemy się oszukani. Jest na mapie Polski miejsce, w którym na jakąkolwiek większą budowę trzeba mieć zgodę rządu Baracka Obamy. Baza będzie samowystarczalna, więc nasi przedsiębiorcy nie zarobią jako lokalni dostawcy. Tych 300 amerykańskich żołnierzy to tyle, ile dziennie mamy turystów” – oświadczył prezydent Słupska [1].

Biedroń ujawnił, że rząd PO i PSL obiecywał zrekompensować straty, jakie poniesie region z tytułu budowy amerykańskiej bazy w Redzikowie. Miała być droga ekspresowa, drugi tor kolejowy, modernizacja portu w Ustce i lotnisko cywilne w Słupsku. Rząd PiS unieważnił jednak te plany. Ponadto Agencja Rozwoju Pomorza ujawniła, że przez amerykańską bazę samorząd regionu straci w ciągu 25 lat 2 mld 136 mln złotych z tytułu podatku od nieruchomości, PIT i nakładów inwestycyjnych. Ucierpią też trzy lokalne podstrefy ekonomiczne, a straty z utraconych tam inwestycji wyniosą 543 mln złotych. Nie można też będzie rozwijać energetyki wiatrowej, co spowoduje dla regionu stratę 157 mln złotych [2].

Ale nie tylko samorząd Słupska i Agencja Rozwoju Pomorza mogą czuć się oszukane w związku z instalacją amerykańskiej bazy w Redzikowie. Oszukani i zagrożeni powinni czuć się wszyscy obywatele Polski, z których wielu zapewne nie jest świadomych czemu ma służyć „tarcza antyrakietowa” i jakie niesie za sobą niebezpieczeństwo dla kraju.

Polska tarczą dla USA

Pierwsze pytanie, które należy zadać brzmi: przeciw komu jest „tarcza antyrakietowa”? Oficjalna odpowiedź – powtarzana w mediach od 9 lat – mówi, że przeciw zagrożeniu nuklearnemu ze strony Iranu i Korei Północnej. Przede wszystkim ani Iran ani Korea Północna nie mają takich środków przenoszenia broni jądrowej, które mogłyby zagrozić Europie i Ameryce Północnej. Ponadto 14 lipca 2015 roku zostało zawarte w Wiedniu porozumienie pomiędzy Iranem a USA, Rosją, Chinami, Wielką Brytania, Francją, Niemcami i Unią Europejską w sprawie kontroli irańskiego programu nuklearnego. Iran zgodził się na regularne inspekcje ONZ w swoich obiektach wojskowych i zadeklarował rozwijanie programu nuklearnego tylko dla celów niemilitarnych. Czy nadal więc ze strony Teheranu pochodzi zagrożenie nuklearne, przed którym ma bronić Europę i Amerykę baza z wyrzutniami w Redzikowie? Jeśli według oficjalnej propagandy „tarcza antyrakietowa” ma służyć obronie Europy przed pociskami krótkiego i średniego zasięgu, to tym bardziej w grę nie może wchodzić – ze względu na zasięg takich pocisków – ani Iran ani Korea Północna.

Od blisko dekady, kiedy temat „tarczy antyrakietowej” pojawił się w oficjalnym obiegu, dla nikogo nie jest tajemnicą, że głównym, jeśli nie jedynym celem kinetycznych pocisków antybalistycznych SM-3 Block I B z amerykańskich baz w Polsce i Rumunii będzie arsenał nuklearny Rosji. Chodzi tutaj o to, żeby rosyjska broń jądrowa przestała być groźna dla NATO, co oznacza faktyczną degradację Rosji z pozycji mocarstwa jądrowego, mimo faktycznego posiadania przez nią broni masowej zagłady. Prezydent Duda kłamie zatem nie tylko w sprawie korzyści ekonomicznych, jakie mają odnieść mieszkańcy regionu słupskiego z tytułu istnienia amerykańskiej bazy, ale także twierdząc, że amerykańskie rakiety nie będą wymierzone w kogokolwiek i rzekomo zagwarantują bezpieczeństwo Polski. Społeczeństwa polskiego nie informuje się o kilku istotnych faktach.

Po pierwsze, z chwilą uruchomienia w 2018 roku bazy w Redzikowie Polska może przestać być krajem wolnym od broni jądrowej, co było dotąd największym gwarantem jej bezpieczeństwa. W bazach zlokalizowanych na terenie Polski i Rumunii można zainstalować nie tylko antybalistyczne rakiety SM-3 Block I B, ale także rakiety z głowicami jądrowymi krótkiego i średniego zasięgu. Kto zagwarantuje, że tak się nie stanie? Z Redzikowa do Kaliningradu taka rakieta doleci w 20 sekund, a do Moskwy w 4 minuty. To za mało czasu, żeby Rosja uruchomiła swój system obrony przeciwrakietowej. W wypadku zainstalowania w Polsce i Rumunii amerykańskiej broni jądrowej Rosja będzie bezbronna.

Po drugie zatem, amerykańska „tarcza antyrakietowa” stanowi faktyczne złamanie układu INF o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych średniego zasięgu, który został podpisany 8 grudnia 1987 roku w Waszyngtonie przez USA i ZSRR. Moskwa już wielokrotnie ostrzegała, że w odpowiedzi na „tarczę antyrakietową” zainstaluje w obwodzie kaliningradzkim rakiety krótkiego zasięgu Iskander (dozwolone przez układ INF), a ich celowniki wymierzy w terytorium Polski. Prezydent Putin poszedł dalej i wkrótce po zakończeniu uroczystości w Redzikowie zasugerował odejście Rosji od układu INF, a więc powrót do nuklearnego wyścigu zbrojeń z okresu „zimnej wojny”. Powiedział on całkiem szczerze, że „tarcza antyrakietowa” w Polsce i Rumunii stanowi próbę przeniesienia nuklearnego potencjału uderzeniowego z terytorium USA na peryferie Rosji i że jest to „koniec względnego bezpieczeństwa sąsiadów Rosji”.

Po trzecie, nie ulega wątpliwości, że Rosja tak po prostu nie pogodzi się ani z utratą statusu mocarstwa nuklearnego ani z bezbronnością wobec amerykańskich rakiet krótkiego i średniego zasięgu, które ewentualnie mogłyby zostać rozmieszczone w bazach w Polsce i Rumunii. W odpowiedzi będzie rozwijała systemy broni jądrowej zdolne do przełamania „tarczy antyrakietowej”. Taką zdolność mają posiadać rakiety balistyczne R-30 i R-47 „Buława”. Rosja planuje wyposażyć w nie swoje siły zbrojne do 2020 roku.

Po czwarte, opinia publiczna w Polsce i Rumunii jest cynicznie okłamywana, że „tarcza antyrakietowa” ma służyć obronie i bezpieczeństwu tych krajów. Nie jest prawdą, że pociski SM-3 Block I B służą do zwalczania wyłącznie pocisków balistycznych krótkiego i średniego zasięgu w środkowej fazie lotu. Ich celem będą przede wszystkim rosyjskie rakiety dalekiego zasięgu, bazujące na Półwyspie Kolskim (Topol-M, Buława, Jars), które mogą uderzyć w USA i Europę Zachodnią. Polska i Rumunia natomiast staną się pierwszym celem rosyjskiego uderzenia nuklearnego – zarówno prewencyjnego jak i odwetowego. Będą „tarczą antyrakietową” USA i NATO w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dzięki bazom w Redzikowie i Deveselu Waszyngton przesuwa cel pierwszego uderzenia jądrowego Rosji z terenu Ameryki Północnej i Europy Zachodniej na obszar swoich środkowoeuropejskich satelitów. Po wymianie pierwszych uderzeń jądrowych pomiędzy USA i Rosją (np. na terenie Polski i Białorusi) może nie dojść do następnych, ponieważ wkroczy do akcji dyplomacja. Tylko, że tysiącletnie dzieje narodu i państwa polskiego ulegną już wtedy trwałemu zakończeniu.

Anakonda-16 i szczyt NATO

W dniach 6-17 czerwca br. odbędą się w Polsce ćwiczenia NATO „Anakonda-16” z udziałem 31 tys. żołnierzy – głównie polskich, amerykańskich i brytyjskich. Będą to największe ćwiczenia wojskowe na terenie Polski od zakończenia „zimnej wojny”. Wojska NATO przećwiczą m.in. operację powietrzno-desantową w okolicach Torunia oraz budowę przepraw na Odrze i Wiśle celem szybkiego przerzucenia jednostek zmotoryzowanych i pancernych do krajów bałtyckich. Nie ulega zatem wątpliwości, że będzie ćwiczony scenariusz wojny z Rosją. Scenariusz takiej wojny ujawnił zresztą brytyjski gen. Richard Schirreff – były zastępca dowódcy sił NATO w Europie – w opublikowanej niedawno książce pt. „2017: War With Russia: An Urgent Warning From Senior Military Command” („2017: Wojna z Rosją: pilne ostrzeżenie od seniora dowództwa wojskowego”) [3].

Amerykańska geopolityka dzieli Eurazję („Wyspę Świata”) na dwie części – Rimland (Obrzeża Lądu) i Heartland (Serce Lądu). Rimland to Europa Zachodnia, Bliski Wschód i Azja Południowo-Wschodnia – obszary powiązane z USA politycznie i gospodarczo. Heartland – według teorii brytyjskiego geopolityka Halforda Johna Mackindera z 1904 roku – to obszar warunkujący panowanie nad resztą globu (Pivot Area – Obszar Osiowy), który obejmuje przede wszystkim Rosję, Chiny, Afganistan i Iran. Europa Środkowa leży na styku Rimlandu z Heartlandem i jest określana w języku amerykańskiej geopolityki jako Crash Zone (Strefa Zgniotu). Tutaj wybuchły pierwsza i druga wojna światowa, tutaj wybuchnie też trzecia. Przesunięcie teatru militarnej konfrontacji NATO-Rosja do Strefy Zgniotu – obejmującej Polskę, kraje bałtyckie, Białoruś i Ukrainę – pozwoli USA i Wielkiej Brytanii uniknąć zniszczenia własnego terytorium, zwłaszcza w pierwszej fazie konfrontacji jądrowej, po której – jak wskazałem powyżej – może nastąpić zawarcie pokoju.

Z tego, co od lat głoszą siły polityczne rządzące w Polsce wynika, że uważają one sojusz z USA i przynależność do NATO – czyli umiejscowienie Polski w Strefie Zgniotu – za swój największy sukces i fundament polskiej racji stanu. Jest kwestią dyskusyjną czy wynika to bardziej z ich niskiego poziomu intelektualnego i moralnego czy ze stopnia zależności politycznej od USA.

Swój proatlantycki entuzjazm władze polskie zamanifestują podczas szczytu NATO, który odbędzie się w Warszawie w dniach 8-9 lipca. Nie ukrywają, że chcą odejścia od układu paryskiego NATO-Rosja z 27 maja 1997 roku oraz trwałego rozmieszczenia w Polsce wojsk NATO, głównie amerykańskich. Podejrzewam, że stała obecność wojsk NATO jest potrzebna obecnej partii rządzącej nie tyle do obrony przed Rosją, co do umocnienia swojej władzy. Tak jak wojska radzieckie były gwarantem władzy PZPR, tak wojska amerykańskie będą gwarantem władzy PiS.

20 maja premier Szydło – przy okazji debaty nad ultimatum Komisji Europejskiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego – dała w Sejmie oratorski popis umiłowania suwerenności Polski. Tego samego dnia prezydent Duda podpisał nowelizację ustawy o zasadach pobytu oraz przemieszczania się wojsk obcych na terytorium Polski. Zakłada ona nadanie wojskom NATO uprawnień polskich sił zbrojnych. Takich uprawnień nie miała nawet Północna Grupa Wojsk Armii Radzieckiej w PRL. Tak Prawo i Sprawiedliwość rozumie suwerenność Polski.

Rodzi się pytanie, czy status polskich sił zbrojnych jest potrzebny wojskom amerykańskim, brytyjskim lub niemieckim do obrony Polski przed Rosją czy np. do pacyfikacji antysystemowego buntu społecznego, który zostanie uznany za akt terrorystyczny lub część inspirowanej przez Rosję wojny hybrydowej?

Działania pacyfikacyjne już zresztą zostały podjęte. 18 maja został zatrzymany przez ABW, a następnie aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji lub Chin Mateusz Piskorski – jedyny polski polityk, który publicznie manifestował swoją niechęć do USA. Władze i mainstreamowe media nawet nie ukrywały, że aresztowanie Piskorskiego jest elementem pacyfikacji „rosyjskiej agentury wpływu” i ma „zrobić wrażenie na Rosji”. Być może ma to związek z zapowiedzią prezydenta Dudy prowadzenia dialogu z Rosją z pozycji siły, złożoną tydzień wcześniej podczas jego wizyty w Kanadzie [4]. Zdaniem rosyjskiej dziennikarki Anny Redkiny Piskorski planował przeprowadzić podczas lipcowego szczytu NATO w Warszawie „kontrszczyt” – coś w rodzaju konferencji czy forum dyskusyjnego z udziałem antyamerykańskich organizacji politycznych z Czech, Polski, Rumunii, Słowacji i Węgier [5].

Na styku Rimlandu z Heartlandem

George Friedman – uwielbiany przez obóz polskiej rusofobii ideolog agresywnej polityki amerykańskiej – już wiele lat temu głosił, że celem polityki USA powinno być rozpętanie jak największej ilości konfliktów zbrojnych na obszarze Haertlandu, a właściwie na styku Rimlandu z Heartlandem. Do rozpętania takich konfliktów rzeczywiście doszło (Afganistan, Irak, Ukraina). Poważnie nadszarpnęły one międzynarodową pozycję USA. Osłabienie USA wykorzystały Chiny, które rozpoczęły szeroką ekspansję gospodarczą i polityczną na obszarze Heartlandu.

Waszyngton poważnie obawia się, że rosnąca potęga polityczno-gospodarcza Chin zagrozi jego pozycji także w Rimlandzie, a nawet w rejonie Pacyfiku. To nie Rosja jest głównym wrogiem geopolitycznym USA, tylko Chiny. Nikt tego w Waszyngtonie nie mówi głośno, ale nie wyklucza się tam nawet konfrontacji militarnej z Chinami. Powtarzające się incydenty na Morzu Południowochińskim z udziałem sił zbrojnych obu mocarstw dowodzą, że groźba takiej konfrontacji jest realna.

W latach 90. XX wieku – czyli okresie największej potęgi USA w ich historii – polityka amerykańska wobec Heartlandu zakładała wszechstronną penetrację obszaru poradzieckiego, w tym okrążenie Rosji, a nawet jej rozbicie na mniejsze organizmy polityczne. Temu służyły m.in. „kolorowe rewolucje” w byłych republikach radzieckich i wojny w Czeczenii. Dzisiaj jest to już tylko wspomnienie. Obecnie pierwszorzędnym celem polityki amerykańskiej jest powstrzymywanie Chin, tak jak w okresie „zimnej wojny” było nim powstrzymywanie ZSRR. W tej grze geopolitycznej Waszyngton będzie dążył do rozerwania sojuszu rosyjsko-chińskiego i do przeciągnięcia Rosji na swoją stronę lub jej zneutralizowania, czyli odwrotnie jak podczas „zimnej wojny”, kiedy w połowie lat 70. XX wieku USA przeciągnęły na swoją stronę Chiny, co przyczyniło się do późniejszego upadku ZSRR.

Dał temu niedawno wyraz nestor amerykańskiej geopolityki – Zbigniew Brzeziński. W artykule „Toward a Global Realignment” („Ku globalnemu urealnieniu kursu”), opublikowanym 17 kwietnia na łamach „The American Interest”, Brzeziński proponuje wykreowanie nowej równowagi sił poprzez dopuszczenie Rosji i Chin do współpracy z USA w rozwiązywaniu „sytuacji konfliktowych na Bliskim Wschodzie”. Najważniejszym jednak elementem tej koncepcji jest rozluźnienie sojuszu rosyjsko-chińskiego. O ile w 1997 roku Brzeziński nazwał Rosję „czarną dziurą”, która powinna rozpaść się na trzy części, to obecnie uważa, że Rosja ma szansę stać się „wiodącym europejskim państwem narodowym, jeśli będzie działać rozsądnie” [6].

Nie można wykluczyć, że rzeczywistym celem wywołanej przez Waszyngton awantury politycznej na Ukrainie, budowania „tarczy antyrakietowej” w Polsce i Rumunii oraz tworzenia „szpicy NATO” na jego „wschodniej flance” jest właśnie skłonienie Rosji do „działań rozsądnych”, czyli przynajmniej neutralności na wypadek otwartego konfliktu amerykańsko-chińskiego. Niełatwo jest zgadnąć, jaką cenę Waszyngton byłby gotów zapłacić za „rozsądek” Rosji. Czy byłaby to cała Ukraina czy tylko podzielenie się w niej wpływami? Czy może także polityczne oraz wojskowe wycofanie się USA z Europy Środkowej i uczynienie z tego przesmyku łączącego Rimland z Heartlandem strefy buforowej. Cokolwiek by to było, już słyszę rozlegający się wśród polskich fundamentalistów rusofobii krzyk o nowej Jałcie i zdradzie Ameryki.

Jeśli natomiast Rosja nie wykaże „rozsądku” i w nadchodzącym konflikcie światowym opowie się po stronie Chin, to „wschodnia flanka NATO” – której „umocnienia” tak bardzo pragną politycy PiS i PO – może stać się polem wielkiej konfrontacji militarnej. Polska tkwi w Strefie Zgniotu bynajmniej nie ze względu na swoje położenie geograficzne, ale dlatego, że jej elity polityczne z różnych powodów nie są zdolne do prowadzenia polityki samodzielnej.

Bohdan Piętka

[1] A. Radomski, „Co nam przyniesie tarcza antyrakietowa?”, www.gp24.pl (serwis „Głosu Pomorza”), 25.05.2016.
[2] M. Walków, Robert Biedroń: „Czujemy się oszukani”, www.businessinsider.com.pl, portal Business Insider Polska, 22.05.2016.
[3] „Były dowódca NATO stworzył scenariusz wojny z Rosją w 2017 roku”, www.pl.sputniknews.com, 23.05.2016.
[4] „Polska i Kanada będą rozmawiały z Rosją z pozycji siły”, www.pl.sputniknews.com, 11.05.2016.
5 Anna Redkina (Анна Редькина), В Польше арестован политик, выступавший за диалог с Россией, www.vesti.ru, 20.05.2016.
[6] „Brzeziński: USA powinny stworzyć z Rosją i Chinami światowy triumwirat”, www.pl.sputniknews.com, 28.04.2016.

 


THE RED LINE CROSSED, IN THE CROSS-HAIRS, AT TRIGGER POINT — WAITING FOR AN OCTOBER SURPRISE | Dances With Bears By John Helmer, Moscow

First there was the red-line announcement. On Friday in Athens there was the cross-hairs statement. By the month of October, the month before the US presidential election, there will be the trigger point.

The US and the North Atlantic Treaty Organization (NATO) allies are going to war with Russia, accelerating the inevitability that Russia will strike in self-defence. This is what the first and second statements by President Vladimir Putin warn. There will be no statement of warning when the trigger point arrives.

At his press conference in Athens on Friday, Putin warned that the installation of an Aegis anti-missile base in Romania, operational this month [1], and the rush to do the same in Poland, are hostile acts, just short of casus belli — cause of war.

To make this clear, Putin used a vivid phrase — быть под прицелом. It refers to gunsights or cross-hairs for targeting army artillery, airforce cannon, or naval torpedoes.

Putin was translated by Reuters as saying: “If yesterday in those areas of Romania people simply did not know what it means to be in the cross-hairs, then today we will be forced to carry out certain measures to ensure our security,’ Putin told a joint news conference in Athens with Greek Prime Minister Alexis Tsipras. ‘It will be the same case with Poland,’ he said.” Read the Reuters report in full [2].

Source: http://en.kremlin.ru/events/president/news/52024 [3]

Putin was talking about the Romanian base at Deveselu, 180 kilometres south of Bucharest, the Romanian capital; and Redzikowo, 460 kms north of Warsaw, the Polish capital. A diagram, published by the BBC [4], makes it appear these US missile bases (right side of diagram) respond to an initial missile strike by the Russian side (left):

The BBC also reports the NATO claim [5] that the range and firepower of the Romanian and Polish bases are too far apart and too limited in range to threaten a first-strike attack on Russia.

In fact, as Putin announced on Friday, the Romanian and Polish batteries are capable of firing first, and at a range of 2,400 kms, to strike at Russian missile targets, before launch, as far as the line between the Plesetsk and Tyuratam missile command centres.

The range extensions of the Aegis system, operating both west to east and east to west, were mapped by the Federation of American Scientists (FAS) in a report of September 2011.

“In all cases above,” the FAS scientists Yousaf Butt and Theodore Postol concluded [6], “the theoretical [US, NATO] defensive capability would be degraded if the incoming [Russian] ICBMs carry countermeasures or decoy warheads.”

That didn’t mean that the Russian side could (should) underestimate the US intention and capability to attack first successfully, or overestimate the Russian capability to do the same. Strategy must be based on defending against the worst case, Butt and Postol explained. “While it is true that the Russians could defeat the SM-3 interceptors by using decoys and other countermeasures, it is also true that their military planners would have little choice but to entertain the possibility, however remote, of a ‘worst-case’ scenario in which U.S. missile defense interceptors could be more effective than expected, or Russian countermeasures less effective. In other words, the potential threat to Russian nuclear deterrent forces from the U.S. missile defense system will likely be judged by the ability of the interceptors to reach and engage Russian warheads – not by whether or not every such engagement results in a kill.”

Reach or range is the key.

The FAS report recommended the best way of confirming the US and NATO claims for the limited intention of the Aegis system is to restrict its range. Without that concession to Russian (also Chinese) security concerns, the report concluded the entire system “threaten[s] to provoke Russia’s exit from New START [Strategic Arms Reduction Treaty], in addition to possibly restarting a nuclear arms race – while providing no credible defense against possible future Iranian or North Korean missiles hosting simple countermeasures. Russia and China might increase their arsenals, end future arms reductions talks with the United States, and decrease their assistance with worldwide counter-proliferation efforts. Such a result would diminish U.S. – and global – security and would be at odds with President Obama’s vision of a nuclear-weapons-free world.”

That was published in September 2011. Since then, instead of restricting range and negotiating reciprocal assurances against first-strike attacks, the US has advanced its sea and land attack capabilities closer to the Russian border, and extended the potential range and precision of their firepower.

For the Russian warnings to the close approach of US Navy missile warships, such as the USS Donald Cook, in the Black and Baltic Seas, read this [7] from April 2014, and this [8] from April 2016. For Putin’s red-line warning, read this [9].

Last Friday, when Putin used “cross-hairs” in his warning, the Reuters report was an accurate translation of the Kremlin’s transcript in Russian.

In the Kremlin’s English translation [10], the impact of the cross-hairs warning was softened slightly. Putin was translated as saying: “if yesterday some areas in Romania did not know what it is like to be a target, today we will have to take action to ensure our security.”

For soldiers and strategists on both sides, this isn’t exactly new. Like the Federation of Atomic Scientists, Russian think-tanks, government officials and military officers have been making such cautionary statements for many years. What is new is the precision of Putin’s speech, and the shortening of the time fuze.

Read Putin’s full statement on the point: “What is the impact of security-related issues on economic cooperation, in particular, the commissioning of the US anti-missile defence deployment area in Romania? What is the impact? The impact is negative, and it cannot be otherwise. Because some time ago the United States unilaterally withdrew from the Anti-Missile Defence Treaty and started what amounts to undermining the fundamentals of international security. Yet another step has been made now.

“Since the early 2000s, we have been persistently repeating the same thing, like a mantra: we will have to respond to it in some way. Nobody listens to us, nobody is willing to have talks with us, we do not hear anything but platitudes, and those platitudes mainly boil down to the fact that this is not directed against Russia and does not threaten Russia’s security.

“Let me remind you that initially there was talk about thwarting a threat from Iran, it was all about the Iranian nuclear programme. Where is the Iranian nuclear programme now? It no longer exists. The Unites States themselves initiated the signing of the treaty with Iran. The Iranian nuclear threat does not exist, while the US anti-missile deployment area is being created and was commissioned in Romania.

“What is this? These are launch pads and radar stations. Today, 500-kilometre range Iskander land-based missiles are being deployed; in a few years they will be 1000-kilometre range missiles. We even know the approximate date when such missiles will be deployed. How can this not be a threat to us? It is a clear threat to our nuclear forces.

“However, there is something else that is even worse: these compact launch pads can accommodate assault missiles with a 2,400-kilometre range, and replacing the missiles is no problem, one only has to change the software, and nobody is going to notice anything, even the Romanians. Isn’t it a threat to us? It certainly is.

“That is the reason we have to respond now, and if yesterday some areas in Romania did not know what it is like to be a target, today we will have to take action to ensure our security. Let me repeat, these are response measures, a response only. We were not the first to take such steps.

“The same will be done with regard to Poland. We will wait for certain actions to be taken in Poland. We are not going to do anything until we see missiles on the neighbouring territory. And we have the necessary resources. You saw, the whole world saw our capabilities in terms of medium-range sea and air based missiles. We are not violating anything, but the Iskander land-based missile systems have a brilliant record.

“Incidentally, the fact that launch pads are deployed that may be charged with medium-range missiles is nothing short of erosion of the medium and short range missile treaty by our American partners. I think it is an obvious matter that requires the most careful consideration, and undoubtedly, the involvement of the parties concerned in detailed and substantial talks on these issues.”

There is almost no ambiguity. As Putin said in his red-line speech in March 2014, after the putsch in Kiev triggered the Crimean vote to join the Russian Federation, “there is a limit to everything. And with Ukraine, our western partners have crossed the line.” For analysis of the significance in Russia’s new war strategy, read this [9].

Two years later, Putin is saying, not from the Kremlin, but from the entrance of Megaro Maximou, that Romania has crossed the red line, and is now inside the cross-hairs. The location for Putin to say this is not without significance. It has been the official headquarters of the Greek Prime Ministry since the Greek left came to power in 1982. It has also been a headquarters of two of the states which have occupied Greece by military force – Germany between 1941 and 1944, and the US until 1952.

Putin is reminding Romania and Poland that they are occupied states, and that if they are counting on the missile bases and Article 5 of the NATO treaty [11] — they won’t be a reliable shield, when the radioactive wind blows, for their national capitals. For Romania, it’s too late. For Poland, there is still time for mutual and reciprocal security agreements, maybe along the lines recommended by the Federation of Atomic Scientists; maybe, as Putin expressed it, by “the most careful consideration, and undoubtedly, the involvement of the parties concerned in detailed and substantial talks on these issues.”

Expressed this way from the capital of a country crushed today by the occupation of the European Union’s forces, the invitation to the Poles is to save themselves before Poland’s time runs out, again. The original agreement for the Redzikowo missile base was signed [12] in 2010 by Radoslav Sikorski(below, left) and Hillary Clinton (right). Sikorski was Poland’s foreign minister at the time. Today, stripped of all official posts, he is under criminal investigation in Warsaw, living in exile between the US and US, and dependent on his wife’s earnings from US government operations. Clinton is under criminal investigation in Washington, and in a close race for the US presidential election, due on November 8.

It has taken two years of escalating warfare between Washington and Moscow before the cross-hairs warning. What then is the timing between now and trigger point? Where will the trigger be pointed, and how will it be pulled?

The likely timing, according to Russian assessments, is the month of October. The history of the “October Surprise [13]” by desperate US presidential runners to pull off a last-minute election victory is well-known. The last military operation directly connected to a presidential election was President Jimmy Carter’s abortive attempt to rescue the US Embassy hostages in Tehran in April 1980, and then the subsequent manipulation of negotiations with the Iranian government for their release. The last US war to fix the outcome of a presidential election was President Dustin Hoffman’s (below, right) war with Albania in the film, Wag the Dog.

By October, the weak outgoing President Barack Obama will be prodded by the weak, failing Democratic Party candidate Hillary Clinton to rescue her chances and rally reluctant American voters against the Republican candidate, Donald Trump. The October surprise this year, Russians believe, will be a violent one. For cross-hairs this year, Albania doesn’t qualify. Clinton can’t afford another adventure in Libya.

Victoria Nuland (below, left), Samantha Power (centre), Michele Flournoy (right) — the women around Clinton, who will lose promotion and power if Clinton loses to Trump — have already tried and failed in Ukraine, Syria, Iraq and Turkey. Romania almost qualifies.

But can and will the Russians assist Trump in his counterstroke — a Reagan-type, Tehran-type October surprise?

Gennady Nechaev (below, left), a leading military analyst at Versiya and Vzglyad in Moscow, says that priority targeting in Russian strategy continues to be the “key military infrastructure: airbase positional missile areas, ports and naval bases, depots and places where the ground forces are based. First and foremost, this concerns the countries of the ‘old NATO’, where everything has been established for decades. In this targeting, maximum damage would be incurred by Germany and the UK, followed by France and Turkey; as well as the south of Italy and the coast of Northern Europe.”

Is there Russian military contemplation of a new trigger point, and soon? “ I do not think this is possible,” Nechaev replies. “During the entire existence of the [Warsaw Pact-NATO] bloc system, such incidents can be counted on your fingers. Then the intensity of aviation operations at the borders has been several times higher than now. There is the possibility of a chance encounter in the air because of pilot errors or gung-ho flyboys. This happened before. It can’t be excluded again.”

Yevgeny Krutikov (above, right), also a leading military analyst in Moscow, and once a serving officer himself in the Balkans, says: “any state of NATO, which takes on commitments to destabilize the general situation could be in the gunsights. The military circumstances determine this. If like Romania you host an anti- missile system, automatically it means that the system becomes a target, and may be attacked by medium-range missiles like Iskander, ballistic missiles, or something worse. To pinpoint someone as a certain target is difficult. Any NATO state, which changes the balance , will automatically be targeted in the cross-hairs. People need to understand they will suffer if something happens. So I cannot say that someone in particular has been selected. They are all under the gun.”

In Krutikov’s assessment, at the moment military targets in the Baltic states are “less relevant. What is happening there is at the level of ethnic panic. They have no external [NATO] forces, and what there is, is a handful of tanks that are no more than a caricature. In the Arctic zone, there is a problem, but it is a very large area, and it needs to be divided into theatres of war. A special danger right now is the situation around the Barents Sea, since that is where clashes between Russia and NATO have been taking place, and where maneuvers are being repeated, primarily by the United States. Just a month ago, the latest of them was finished. Involved in that one, were not only NATO but also the Finns and the Swedes, who are not members of NATO. The Arctic cannot be the biggest problem area, because no NATO country has an icebreaking fleet, oddly enough.”

“In the Sea of Japan, yes, there is a rapid build-up of Russian armed forces on the Kurile Islands, which, without effective supporting infrastructure, didn’t exist before. Accordingly, there is increased interest on the part of the Americans. In my opinion, already there have been at least two American attempts to penetrate with reconnaissance aircraft, so naturally there has been a backlash from Russia.”

In the weeks ahead, according to Krutikov, the trigger points are not where the strategic interests are greatest, but where the space for manoeuvre between Russian forces and their enemies is smallest. They are the Baltic and Black Seas. At their widest points, east to west, the distance in the Baltic is 193 kms; the Black Sea, 1,175 kms. In the narrows between the Romanian port of Constanta and the Russian naval headquarters at Sevastopol, the distance is just 392 kms.

Krutikov: “The Baltic is very small. Into and out of the Kaliningrad region Russian planes must fly from the northwestern and adjacent districts, where there is a very large number of military airfields and where flights in the direction of Kaliningrad must observe a certain order. There is an extremely nervous reaction from the Baltic states, which don’t have their own aircraft. So there are shifts of patrols such as the Danes and now Portuguese. When Russian aircraft are flying in the right space, those poor Portuguese must chase and watch them. This is a problem because people are nervous. When the situation is as tense as this, something could happen. This is the most dangerous situation, just because there is no place to escape. There is too little space.”

“There is also very little space in the Black Sea. A week and a half ago, NATO forces began maneuvers in the Black Sea, in the north-western part of the area around Odessa. Suddenly, there is a concentration of a very large number of foreign ships — Romanian, Bulgarian, Turkish, American. God forbid, that damned Donald Cook. There is also very little space. The Black Sea is a puddle, maybe a little more than the Baltiс puddle , but still there is no place to turn around. Therefore, such hysteria as there is may cause problems.”

NOTE ON THE BENCKENDWARF SYNDROME: enemy capabilities are for Russian intelligence to measure. Gauging the intentions of the enemy is prone to the Benckendwarf Syndrome. Confusing capabilities by mistaking intentions is Benckendwarfism – this is the distortion caused by Russian policymakers who think they understand the British, Germans, Turks or the Americans better than their colleagues because they speak the language, are sympathetic to the culture, or have money, assets or children in their safekeeping.

The syndrome is named after Count Alexander Benckendorff (below, left), the Anglophile Russian ambassador in London from 1903 to 1917. He dominated the pro-British line in Russian strategy — the Tsar’s as well as several foreign ministers’ — in the years and events leading to World War I in 1914. Just as dwarfish, but in favour of the Germans, was Baron Roman Rosen (right).

In Anglo-American policymaking the syndrome is called Going Native. Putin himself has suffered from the syndrome; his enemies, not his friends, have cured him. For more details of Benckendwarfism, read Dominic Lieven, Towards the Flame, Empire , War and the End of Tsarist Russia, published [14] last year.

Article printed from Dances With Bears: http://johnhelmer.net

URL to article: http://johnhelmer.net/?p=15751

URLs in this post:

[1] this month: https://nato.mae.ro/en/romania-news/561

[2] full: http://www.reuters.com/article/us-russia-europe-shield-idUSKCN0YI2ER

[3] http://en.kremlin.ru/events/president/news/52024: http://en.kremlin.ru/events/president/news/52024

[4] BBC: http://www.bbc.com/news/world-europe-36272686

[5] NATO claim: http://romania.usembassy.gov/deveselu-nato-stoltenberg-05122016-en.html

[6] concluded: http://johnhelmer.net http://johnhelmer.net/wp-content/uploads/2014/05/2011-Missile-Defense-Report-lowres.pdf

[7] this: http://johnhelmer.net/?p=10595

[8] this: http://johnhelmer.net/?p=15464

[9] this: http://johnhelmer.net/?p=15646

[10] Kremlin’s English translation: http://johnhelmer.net http://en.kremlin.ru/events/president/news/52024

[11] NATO treaty: http://johnhelmer.net http://www.nato.int/cps/en/natolive/official_texts_17120.htm

[12] signed: http://www.globalsecurity.org/space/facility/redzikowo.htm

[13] October Surprise: https://en.wikipedia.org/wiki/October_surprise

[14] published: https://www.amazon.co.uk/Towards-Flame-Empire-Tsarist-Russia/dp/1846143810


Macierewicz zarządził wysłanie polskich żołnierzy do Syrii :: bezpieczeństwo i obrona :: Kresy.pl

Minister obrony podsumowując swoje rozmowy z sekretarzem generalnym NATO zadeklarował, że wyśle do Syrii nie tylko samoloty wojskowe, ale także żołnierzy wojsk specjalnych.

Macierewicz mówił o tym wczoraj w programie „Dziś wieczorem” w TVP1. Potwierdził, że Polska wyślę nad Syrię, do dyspozycji Amerykanów cztery myśliwce F-16. Na tym jednak nie koniec bowiem w Syrii pojawić się mają także żołnierze naszych Sił Specjalnych. Macierewicz podkreślał, że „zespół” polskich komandosów nie będzie brał udziału w działaniach bojowych. Co więc będą robić polscy żołnierze w Syrii? Szkolić oddziały walczące z ISIS. Minister Macierewicz nie skonkretyzował jakie to oddziały, ale biorąc pod uwagę, że Polska włącza się w wojnę na życzenie USA w grę wchodzą najpewniej antyrządowe oddziały zbrojne, którym patronuje Waszyngton.


 

Breaking: Surprise Syrian Drive on Raqqah Blocks Secret US Plan | Veterans Today

By Gordon Duff with Nahed al Hussaini and Dr. Bassam Barakat, VT Damascus

US Deal to „Balkanize” Northern Syria Part of Deal with ISIS, al Nusra

Exclusive:  Iraqi forces have captured an Israeli military commander trying to escape from Fallujah.  We expect to have his identity in a few hours.

 

Advance units of the Syrian Arab Army, supported by forces of Hezbollah, Iranian volunteers and Russian Aerospace fighter/bombers is advancing on the ISIS held Tabqa Military Airport, just south of Raqqah.

Sources in Damascus have told VT that this drive, supported by Russian Aerospace sorties, is advancing through the night to seize the ISIS held airport after it was learned that America planned to open a major base there, dominating this vital region, part of a secret agreement to split Syria, a plan made showing a shocking level of cooperation between “strange bedfellows,” most notable an American deal with ISIS against Damascus.

Today

Thus far today, ISIS has lost 15 armored vehicles to Russian air attacks, while the Syrian Arab Army is moving steadily northward against light to moderate resistance.  Russia has centered its air efforts against resupply convoys moving south out of Raqqah and is choking off units in the area.

Our sources tell us that Russian intelligence learned of a meeting in Azaz, scene of what is being reported as significant fighting between ISIS and Syrian (Kurdish) Democratic Forces.  Azaz is a key transit point for arms flowing into Northern Aleppo from Turkey.

The Plot

The meeting between American, Turkish, Israeli and SDF representatives, joined by military operational leaders of the Free Syrian Army, ISIS and al Nusra, outlined a staged “theatrical” chain of events intended to move ISIS ostensibly out of Northern Syria and replace them with a Turkish/Israeli consortium which has, in actuality, managed ISIS all along.

A VT source with a SDF unit near Hasakah noted that US air strikes on ISIS positions, in support of the Kurdish advance, were careful not to inflict casualties but rather to allow ISIS to safely withdraw forces on what those on site believe to be a predetermined schedule.

This schedule, we believe, was arranged for in Azaz, indicating full cooperation between the US, Turkey, Israel and terrorist forces in both Syria and Iraq, and that Kurdish forces are fully complicit.

Why Here

Much of Syria’s wealth is centered around Raqqah, explaining why ISIS sought this as their capitol.

It isn’t just oil fields south of Raqqah, this is also home to Syria’s largest hydroelectric facility as well, the real power behind ISIS.  This is the largest source of fresh water in the entire Middle East, which sustains the wheat and cotton production that drove the Syrian economy.

What You Aren’t Being Told

The US had originally contracted with the Syrian Democratic Forces, paying off their leadership, to turn over areas they took control of to the Free Syrian Army, this was when the US felt there was a chance of setting up a puppet regime in Damascus.

As the situation on the ground, particularly after Russian forces rebuilt the Syrian Arab Army in 2015, changed making this contingency unrealistic.  What had become clear is that the “rope-a-dope” phony war against ISIS being waged by Washington, using up time while Turkish, Saudi and Israeli backed “moderate head choppers” wore down Damascus, was no longer going to give a favorable result, not with the Syrian Arab Army on the move.

Then US then, a decision said to be made by Secretary of Defense Ash Carter, ordered the dismemberment of ISIS units, partially shutting down ISIS as though it were an American controlled irregular military force.

The US would then have SDF forces move Westward against Manbij, in Eastern Aleppo province while temporarily suspending the drive on Raqqah, in actuality, a feint.  The real purpose was to take control over the dam, the airport, and turn it all over the the Kurds, territory that had been Arab/Assyrian for 4 thousand years.
Who Are the Syrian Kurds?

Kurdish maps floating around the internet show a region of ethnic penetration that covers half of Turkey and across well into Iran, and in some cases all the way to India.  Most of this is fiction.  There are, however, over 20 million Kurds, mostly in Iraq, Iran and Southern Turkey with a contingent that has spread into Northern Syria.  They are not “from” Northern Syria but have rather encroached on Assyrian and Arab populations that can demonstrate continuous habitation since the 4th Century.

How this applies today is in the SDF move south from Hasakah, an Arab city, into Raqqah, into a region that has never had a Kurdish presence and where Kurds, even were they part of an American coalition against ISIS, still to be seen as interlopers.

Further South

Over the past 48 hours, up to 5,000 Saudi controlled ISIS militants have left US training camps inside Jordan, entering Syria in Daraa Province.  These recruits are from Afghanistan, Bosnia and Chechnia and were recruited with full complicity of the CIA.

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s