Hasbara – syjonistyczna agentura propagandy w Internecie

Hasbara – żydowscy aktywiści – Prawda2

No więc wszystko jest jasne.

To nie jakieś zwariowane pojedyńcze Żydy nas atakują lecz jest to dobrze zorganizowana operacja „hasbara ” organizowana i finansowana przez Izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Wpiszcie do Google hasło „hasbara” i poczytajcie.

Osoba, która na początku stycznia przystąpiła do Hasbary, dostała na początek argumentariusz na rzecz wyrobienia pozytywnej opinii o akcji w Gazie, a potem listę mediów. Hasbara jest nastawiona głównie na media europejskie. Zadaniem uczestników jest odpowiednie reagowanie na artykuły czy wypowiedzi dotyczące konfliktu. Każdy z nich dostaje oprogramowanie o nazwie Megaphone, które wyświetla argumenty dostosowane do aktualnej chwili i wyznacza media, na które należy właśnie zwrócić większą uwagę. W tamtym momencie były to Times, Guardian, Sky News, BBC, Yahoo!News, Huffington Post i Dutch Telegraaf.

Uczestnicy, rekrutowani w Izraelu i krajach diaspory, mają pełną swobodę formy i treści oddziaływania, ale dla tych, którzy mają mniej czasu, przewidziano gotowce, które da się wkleić wszędzie jednym kliknięciem. Czasem to rozbudowane wypowiedzi, czasem pojedyncze, te same zdania w różnych wersjach, do wyboru w kilku językach.

W dniach 8 -10 grudnia w Łodzi odbyło się seminarium Hasbara zorganizowane przez ambasadę Izraela w Polsce. Szkolenie w Łodzi przeznaczone było dla młodych liderów organizacji w Polsce , które zajmują się tematyką związaną z Izraelem i judaizmem.

Na seminarium byli przedstawiciele organizacji z Warszawy, Łodzi, Krakowa, Olsztyna oraz Wrocławia. Odbywały się spotkania z ambasadorem Izraela Davidem Pelegiem, I radcą ambasady Izraela Yossim Levim, a także z prowadzącymi seminarium pracownikami ambasady, Jackiem Olejnikiem oraz attache kulturalnym Yaakovem Finkelsteinem. Oprócz tego uczestnicy byli gośćmi łódzkiej gminy żydowskiej. Głównym punktem programu było szkolenie dotyczące bezpośrednio hasbary, przeprowadzone przez specjalistę z Niemiec.

Efekty już są : http://www.blogs.waw.pl/index.php/01/28/operacja-hasbara/
„Izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poprosiło mnie o zorganizowanie sieci ochotników, którzy chcieliby uczestniczyć w tym wspólnym wysiłku. Jeśli się zgodzicie, będziecie codziennie dostawać odpowiednie informacje, programy komputerowe i listę celów.

Ogólnie zasady tej operacji są następujące.

Pierwsza zasada hasbara to „name calling” – próba trwałego przypisania jakiejś osobie lub idei negatywnego symbolu czy atrybutu. Najważniejsze jest powtarzanie dokładnie tych samych słów (np. przymiotników) w odniesieniu do konkretnych celów.

Druga zasada hasbara to „glittering generality” („lśniący ogólnik”), polega na trwałym łączeniu opisu działań z pojęciami cenionymi powszechnie (np. „wolność”, „cywilizacja”, „demokracja” itd.). Przypomina się też techniki zwalczania „błyszczącego ogólnika”, gdyby stosował go przeciwnik. Np. „demokratyczny Izrael, „zachodnia cywilizacja Izraela, „palestyńscy terroryści,

„Transfer”, trzecia zasada, to przypisanie prestiżu jakiegoś autorytetu bądź idei czemuś innemu (nam – jeśli jest pozytywny, przeciwnikom – jeśli negatywny).

Na czwartym miejscu jest „testimonial” (świadectwo szacunku), czyli wciąganie (najczęściej cytowanie) popularnych gwiazd czy osobistości ( np. papieża) do publicznego poparcia odpowiedniego stanowiska. Cytaty nie muszą być rzetelne. Nie wszyscy sprawdzają.

Piąta, „plain folks”, to prezentowanie jak największej ilości odpowiednich poglądów jako ogólnie przyjętych, wychodzących prosto „z uczciwego ludu” nie mającego niby nic wspólnego z Żydami.

Szósta to zwykły strach, metoda „jeśli mnie nie posłuchasz to stanie się coś strasznego”. Grożenie, np. prokuraturą, pobiciem itp. Podaje się też przykłady technik, które mogą rozbroić tę metodę, jeśli jest stosowana przez przeciwnika.

Ostatnia to „bandwagon”, tworzenie sztucznej większości. W powiązaniu z „plain folks robienie dużego jazgotu w celu sprawienia wrażenia, że większość internautów jest „za lub „przeciw w zależności od tematu.

Hasbara jest przykładem profesjonalnej, dobrze skoordynowanej akcji PR (według Guardiana w „operacji” bierze aktywny udział kilkadziesiąt tysięcy osób !!!!).

W każdym razie Izraelczycy podkreślają, że w europejskim Internecie przegrywają, a to by znaczyło, że „operacja Hasbara” natrafia tu na pewne ograniczenia. Jedni to tłumaczą europejskim indywidualizmem, inni zakorzenionym antysemityzmem. Nie wykluczone też, że popełniono jakiś błąd, o którym nie da się mówić przez megafon.

Odezwa syjonistów żydowskich

„Mamy przewagę militarną, ale przegrywamy walkę w międzynarodowych mediach.

Musimy zyskać na czasie, by wojsko odniosło sukces. Możemy mu pomóc pozostając kilka minut więcej w Internecie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych podejmuje wysiłki, by zrównoważyć media, ale wszyscy wiemy, że ta bitwa rozgrywa się na poziomie ilości. Im bardziej angażujemy się w komentarzach, blogach, odpowiedziach i sondażach, tym więcej zdobywamy opinii przychylnych naszej sprawie.

Izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poprosiło mnie o zorganizowanie sieci ochotników, którzy chcieliby uczestniczyć w tym wspólnym wysiłku. Jeśli się zgodzicie, będziecie codziennie dostawać odpowiednie informacje, programy komputerowe i listę celów.

Po chamskim pobiciu przez Żyda Michaela Hermona Polaków w Poznaniu na portalach ukazały się s e t k i komentarzy bardzo nieprzychylnych Izraelowi ale i prawdziwych.

Część z nich po jakimś czasie została usunięta. Można to było sprawdzić. I wszędzie też włażą te dyżurne chamidła. Nawet pod filmami dotyczącymi wewnętrznych spraw wspólnoty katolickiej jak np. dot. liturgii katolickiej, mszy św., mszy trydenckiej lub zdjęcia ekskomuniki w stosunku do czterech biskupów tzw. lefebrystów. Wpisy tam były szczególnie ordynarne.

Czasami podłość ludzka nie zna granic.

Dajmy im odpór!

Pozdrawiam

od ”znajomego” z youtube.pl

Reklamy

Szczuj w randze ambasadora Paul Jones blokuje budowę Kanału Śląskiego

Persona non grata – demodyktatura ambasadora USA « Dziennik gajowego Maruchy

Posted by Marucha w dniu 2016-08-17 (środa)

Jeśli do tej pory mogło się komuś zdawać, że postępująca wasalizacja Polski względem USA jest polityką co najwyżej teoretycznie dyskusyjną, a nie jednoznacznie i praktycznie godzącą w nasze interesy, ten powinien ostatecznie przestać się łudzić.

Poza centralnym „słoniem w menażerii”, którego wszyscy zgodnie starają się nie dostrzegać, tj. sprawą roszczeń żydowskich, kiedy Stany Zjednoczone występują wobec nas w charakterze żyranta i komornika jednocześnie, możemy dowolnie wydłużać całą listę realnych strat i utraconych zysków składających się na lawinowo rosnące koszta naszej „lojalności sojuszniczej”.

Zespawanie „na sztywno” polskiej racji stanu z dyrektywami Waszyngtonu oznaczało w ostatnich latach m.in. prowadzenie przez Warszawę sprzecznej z naszą racją stanu polityki zagranicznej zwłaszcza na kierunku wschodnim, bo w praktyce było to hołubienie szowinizmu ukraińskiego i litewskiego (pod szantażem „lojalności sojuszniczej”) oraz wpychanie Białorusi coraz głębiej w objęcia rosyjskie (pod pretekstem wzmacniania wschodniej flanki).

W eskalacji wojennej prowadzonej na naszym terytorium przez USA nadstawiliśmy po raz kolejny głowę (ryzykując przyjęcie na siebie „deeskalacyjnego” uderzenia Rosji i odwetu islamskich rezunów za udział w pacyfikacji Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu), nie zyskawszy dotąd literalnie nic. Bo tak jak „offset iracki”, tak i „dzień świstaka w Redzikowie” itp. należą jak dotąd w całości do sfery fantasmagorii.

Umiejętne zarządzanie konfliktem wewnętrznym w Polsce, kontrolowane przez rosnącą liczbę „sekretarzy prasowych” imperialnej ambasady przy ul. Pięknej, odbywa się niestety z pełnym zaangażowaniem pionków reprezentujących najrozmaitsze barwy partyjne. Przy czym Waszyngton prowadzi dziś tę grę z cynizmem i ostentacją nie mniejszą niż Moskwa za swoich najlepszych czasów.

W polityce wewnętrznej przez lata obserwować można było cyniczne spekulowanie przez Amerykanów na naszej giełdzie politycznej, czyli obejmowanie nieoficjalnym patronatem tej czy innej kreatury, często sowieckiego jeszcze chowu, w rodzaju Leszka Millera czy Ryszarda Petru.

Praktyka przyjmowania na służbę i nadawania immunitetu nietykalności „swoim sukinsynom” sięga co najmniej drugiej połowy lat 80., kiedy to szerokim strumieniem ruszył proces przewerbowania esbeków z Departamentu I na służbę CIA. Czyżby DIA powtarzało właśnie ten sam numer z sierotami po WSI? Czy eksterytorialne bazy amerykańskie na terytorium Rzeczypospolitej zafundują nam „efekt kiejkucki” do potęgi? To czas pokaże i niejedno uwydatni. Tymczasem mamy jednak całkiem świeży a spektakularny dowód antypolskich poczynań ambasady USA także w naszej gospodarce.

Chodzi o projekt tzw. Kanału Śląskiego łączącego dorzecza Wisły i Odry, który wytyczano na mapach jeszcze w czasach zaborów (od Oświęcimia do Kędzierzyna-Koźla), a który ostatecznie za Gierka w roku 1979 (sic!) wpisano do strategicznego planu rozwoju „Wisła” – to prawdziwie „wielki projekt”, który mógłby radykalnie wzmocnić naszą pozycję geostrategiczną poprzez skokowe zwiększenie możliwości transferu towarów.

O powrocie do tej koncepcji pisano jeszcze w poprzedniej dekadzie, podnosząc jej potencjalnie zbawienne skutki, bynajmniej nie tylko dla naszych południowych województw. Ów Kanał Śląski bowiem to tylko część większej całości, której wizję uzupełnić trzeba o połączenie Odry i Dunaju (sic!), czego monumentalny plan, z centralnym portem śródlądowym na terenie Czech, stanowi podobno największe marzenie prezydenta Miloša Zemana.

Nie trzeba długo tłumaczyć, jak znacząco powodzenie tego zaiste „wielkiego projektu” wpłynęłoby na obrót handlowy w skali całego kontynentu, nie trzeba też wielkiej wnikliwości analitycznej, by zauważyć, że to plany godzące w dotychczasowy „porządek świata” w naszym regionie.

Nic zatem dziwnego, że zarówno projekty polskie, jak i czeskie zawsze rozbijały się o problem finansowania, ostatecznie już dwa lata temu Komisja Europejska odmownie załatwiła w tej sprawie Czechów.

I oto w sukurs nadchodzą Chińczycy, dla których perspektywa udrożnienia sieci komunikacyjnej poprzez skomunikowanie największych dorzeczy w Europie Środkowej jest naturalnym i nieodzownym dopełnieniem ich koncepcji „nowego jedwabnego szlaku”, czyli w istocie reaktywacji pradawnej kooperacji rynków azjatyckich z Europą drogami lądowymi.

Otóż więc właśnie z początkiem tego roku sprawa nabrała rumieńców. Chińskie firmy wystąpiły ni mniej, ni więcej, z propozycją pełnego finansowania prac ziemnych i budowy infrastruktury. W podobnym czasie po obu stronach granicy uroczyście podpisano stosowne deklaracje – Chińczycy umówili się z Czechami na budowę m.in. wielkiego terminalu logistycznego w morawskim Hoboninie, jednocześnie deklarując wolę inwestowania podobnej sumy (11 mld dolarów!) w wyżej wymieniony Kanał Śląski – stosowną umowę wstępną sygnował już w kwietniu 2016 wojewoda małopolski Józef Pilch. Sprawę ostatecznie przypieczętować miały spotkania przywódców państw. Miały, ale jakoś nie przypieczętowały.

Bo oto do akcji wkroczył energicznie Jego Ekscelencja Ambasador USA Paul W. Jones, który wszak nie darmo jest m.in. absolwentem studiów „bezpieczeństwa narodowego” w Naval War College (akademii marynarki wojennej USA). Będąc człowiekiem wyedukowanym przez imperialne służby tej akurat formacji, Jones nie może nie pojmować w lot, jak dalece wizja pokojowego prosperowania i bogacenia się narodów wielkiej wyspy świata (Europy i Azji) zagraża hegemonii imperiów morskich, jakimi pozostają Stany Zjednoczone i Wielka Brytania.

Podobno niemal w przeddzień wizyty prezydenta Xi w Warszawie właśnie w sprawie kontraktu na budowę Kanału Śląskiego, wykonana została przez Amerykanów dyplomatyczna akcja mająca precedensy i właściwe wzorce w tradycji poczynań sowieckich ambasadorów w czasach PRL. Przy czym nie znając rzeczy z autopsji, trudno doprawdy przesądzać, czy przypadkiem towarzysz Borys Aristow nie zachowywał wobec towarzysza Józefa Czyrka większej rewerencji niż arogancki Paul W. Jones wobec nieszczęsnego Witolda Waszczykowskiego, skoro ten ostatni robił na osobach trzecich wrażenie roztrzęsionego właśnie po rozmowach z udzielnym demo-gubernatorem Jonesem.

Tak czy inaczej – sprawa Kanału Śląskiego zapewne umiera właśnie śmiercią nienaturalną – wszystko na to wskazuje – wskutek zdecydowanego okazania przez towarzyszy amerykańskich dezaprobaty dla sprzecznej z imperialnym interesem samowolki polskich sojuszników.

Co ciekawe i jakże charakterystyczne, jak na zawołanie ruszyli z nagonką etatowi naganiacze z mediów gadzinowych, które przy pozorach permanentnej wojny akurat tej sprawie formują konsekwentnie sojusz ponad podziałami, stając czujnie na straży lojalizmu wobec amerykańskiej demodyktatury. Jednolite stanowisko zajęli, a jakże, funkcjonariusz frontu ideologicznego z „Gazety Polskiej” i z „Gazety Wyborczej”. Ledwie prezydent Xi opuścił Warszawę, a już wykazywali się zaiste zadziwiająco synchronizowaną czujnością.

Porównajmy:

„Projekty, które uda się zrealizować ze stroną chińską, będą wymagały bardzo dokładnego zbadania podmiotów w nie zaangażowanych, by uniknąć takich wpadek [sic! – podkr. G.B.], jak ta z zawartym tuż przed przyjazdem prezydenta Xi do Polski porozumieniem pomiędzy wojewodą małopolskim a chińską firmą China Harbour Engineering Company LTD (CHEC). Dotyczy ona budowy Kanału Śląskiego łączącego Wisłę z Odrą. Umowę podpisano, mimo że CHEC jest na czarnej liście Banku Światowego w związku z korupcją. Ta sama firma utraciła miesiąc temu kontrakt w Wielkiej Brytanii” – donosiła „Gazeta Polska Codziennie” do spółki z portalem Niezależna.pl (sic!).

A „Gazeta Wyborcza” wtórowała: „Problem w tym, że chińska firma China Harbour Engineering Company, która jest spółką-córką China Communications Construction Company Limited, znajduje się na czarnej liście Banku Światowego. Trafiła tam za korupcję i oszustwa podczas inwestycji m.in. w Bangladeszu i na Jamajce. Od kilku lat donosiły o tym anglojęzyczne serwisy”. Przy czym redaktorzy „GaPoli” zachowali w tym wypadku większą skromność od swych kolegów, którzy nie omieszkali się pochwalić, że po ich publikacji wojewoda Pilch natychmiast w podskokach „sprawdza wiarygodność chińskiej firmy, z którą zamierza współpracować przy budowie kanału Wisła–Odra. Eksperci nie mają wątpliwości, że powinien to zrobić, nim podpisał umowę”.

A więc: Roma locuta, causa finita – skoro Bank Światowy wprowadził kogoś na swoją czarną listę, to za żadne skarby nie należy się schylić po oferowane przezeń 11 mld, choćby nie wiem co.

Czy jednak polscy państwowcy mają się trwale godzić z tym stanem rzeczy? Czy „anglojęzyczne serwisy” i „czarne listy” redagowane przez tamtejszych lichwiarzy mają być miarodajne dla polskich mężów stanu? Poza narażeniem na ciosy nieprzyjaznych sąsiadów, wystawieniem na roszczenia i uroszczenia Żydów, poza pogrążaniem w coraz głębszej niewoli dłużniczej, czy mamy pogodzić się również z praktyką zamykania nam przez Amerykanów realnych perspektyw rozwoju gospodarczego, blokowania wszelkich projektów, które pozwoliłyby nam wydostać się z geostrategicznej pułapki i korzystać z atutów, jakie daje nam nasze położenie?

Czy mamy na powrót przyjąć jako zasadę ustrojową nadrzędność woli imperialnych ambasadorów? Czy mamy uznać ich prawo do urządzania naszym przywódcom egzaminów powtórkowych z demokracji, a na dodatek jeszcze – do besztania naszych ministrów, ilekroć w podległych im urzędach zrodzi się jakiś pożyteczny, autentycznie wielki projekt?

Odłożony ad acta na skutek obcesowej interwencji ambasadora Jonesa projekt połączenia dorzeczy Wisły i Odry za grube chińskie miliardy będzie doskonałym probierzem. I to wcale nie intencji i lojalności Zachodu, bo te znamy już nadto dobrze – jak zły szeląg. Będzie to test suwerenności władzy warszawskiej. Najbliższe miesiące dadzą nam jasną odpowiedź, jak wypadnie „sprawdzanie wiarygodności” chińskich partnerów przez pana wojewodę, no i czy on sam w ogóle utrzyma się na stanowisku.

Czy uczestnicy afery Kanału Śląskiego zasługują na większą wyrozumiałość niż, powiedzmy, Waldemar Pawlak z sygnowaną przezeń w Moskwie „niewolą gazową”? Jeśli warszawski rząd i prezydent chcą zachować tytuł do posługiwania się w nazwach imieniem Polski, muszą się po polsku zachować. Niech się nie łudzą, że konformizm w tej sprawie pozwoli im zachować suwerenność w jakiejkolwiek innej zasadniczej sprawie. Niech nie sądzą, że ich zaniechanie znajdzie przed sądem bardziej przekonujące usprawiedliwienie niż inne akty narodowej apostazji, abdykacji z suwerenności i rezygnacji z narodowego interesu.

Czyż analogie coraz silniej rysujące się między Paktem Północnoatlantyckim a Układem Warszawskim mają się dalej rozszerzać aż do paraleli TTIP-RWPG? Czy lojalność sojusznicza wobec USA ma nas kosztować nie tylko utratę bezpieczeństwa i suwerenności, ale także przekreślenie poważniejszych perspektyw gospodarczych?

A na koniec: Jego Ekscelencja Ambasador Paul W. Jones już dawno zapracował na poczesne miejsce na naszej polskiej czarnej liście, aby jako persona non grata na grzeczne acz stanowcze wezwanie naszego MSZ opuścił co prędzej polską ziemię, której gościnności najwyraźniej nie potrafi uszanować.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa! Kupujcie nowe numery oraz inne tygodniki z naszego wydawnictwa! Wspomagacie w tej sposób niezależne, polskie media!

Grzegorz Braun
E-wydania: https://wogoole.pl/

Za: PolskaNiepodlegla (15.08.2016) – “Tylko u nas! Grzegorz Braun w II części tekstu “Persona non grata – demodyktatura ambasadora USA” “

http://www.bibula.com

Zniszczenie Polski Edwarda Gierka – wielka operacja zagranicznych służb specjalnych

   Druga Polska Edwarda Gierka – anatomia upadku

Autor tekstu:

Spis treści:
Międzynarodowe przyczyny obalenia Gierka
Paweł VI gasi opozycję w Polsce
1978 — wybuch wojny psychologicznej
Wyszyński sojusznikiem Gierka
Ku Kościołowi narodowemu
Śmierć Wyszyńskiego i internowanie Gierka
1982 — wybuch wojny ekonomicznej
Reaktywacja realnego socjalizmu w fazie gnilnej
1989 — drugi etap budowy nowego systemu

*

Wraz z upadkiem Gomułki narodził się wyjątkowy, następnie zdeformowany historycznie projekt zastąpienia w Polsce realnego socjalizmu — socjalizmem narodowym. Brzmi groźnie, nieprawdaż? To jedna z przyczyn owej deformacji. Projekt utrzymał sie przez 10 lat, a zakończył się nie tak jak głosi zwycięska historiografia — bankructwem ekonomicznym i buntem społecznym, lecz wielką operacją zagranicznych służb specjalnych. Niniejszy tekst jest rekonstrukcją tego procesu oraz próbą odpowiedzi na pytanie, jak doszło do tego, że trzydzieści lat — dosłownie: trzy dekady — po obaleniu Gierka od roku 2013 mówi się już o „Gierkomanii” w Polsce. Media wciąż jeszcze dmuchają i przyklepują ten proces, lecz sądzę, że jest on już nie do zatrzymania jako że do Gierka zaczęły się odwoływac mniej lub bardziej jawnie praktycznie wszystkie siły polityczne, zarówno tzw. lewica, jak i tzw. prawica, nie wyłączając z tego tzw. centrum. Ad rem.

Międzynarodowe przyczyny obalenia Gierka

Istnieje dostatecznie dużo przesłanek, by podważać oficjalną wersję upadku Gierka spreparowaną przez zwycięzców. Krytycyzm wobec historii pisanej przez zwycięzców to jedna z ważniejszych dyrektyw krytycznej historiografii. Istniało wiele powodów, by USA obawiała się prężnego rozwoju Polski, która w latach 70. zaczęła eksportować swoje towary do kolejnych krajów kapitalistycznych, rzucając wyraźne wyzwanie kapitalizmowi.

W latach 70. doszło mianowicie do spektakularnego odwrócenia trendów, kiedy kraje bloku wschodniego zaczęły skutecznie wygrywać rywalizację z blokiem amerykańskim. Przyczynił się do tego cały kompeks czynników: porażka w Wietnamie, nie tylko militarna, ale i wizerunkowa, kryzys naftowy i energetyczny uderzający głównie w kraje zachodnie, kontrkultura hippisowska na Zachodzie, rewolucja w Iranie i utrata wpływów USA w tym kraju, lewicowy papież Paweł VI.

W latach 70. USA zaczęły osuwać się w dół, a kraje socjalistyczne wzrastały. A wśród tych krajów Polska zaczęła wyrastać na gwiazdę całego tego procesu. Ludzie nosili wówczas na pochodach hasła „Gierek — czołowy przywódca międzynarodowego ruchu robotniczego”. ZSRR zaczęło bowiem popełniać błędy USA i zmianę trendów potraktowało jako okazję do ofensywy militarnej. Ugrzęzło w konsekwencji w Afganistanie. Polska natomiast nie tylko błyskotliwie się rozwijała, stając się realnym pomostem i łącznikiem między Wschodem a Zachodem, ale i zaczynała odnosić spektakularne sukcesy jako gwarant ładu między Wschodem i Zachodem. Kulminacyjnym elementem tego procesu był akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie z Helsinek z roku 1975, który był realizacją propozycji polskiego ministra Adama Rapackiego. W konsekwencji tego dogadały się ze sobą kraje dwóch stron żelaznej kurtyny, które nastepnie po raz pierwszy w dziejach uchwaliły umowę międzynarodową o prawach człowieka, która miała być prawnie wiążąca dla jej członków. Polska nie podążyła za Rosją w imperializmie socjalistycznym, lecz zaczęła rozwijać się na zachodnich rynkach ze swoimi produktami.

Była to dla Polski sytuacja idealna: USA traci impet międzynarodowy i popada w coraz większe problemy ekonomiczne, Zachód Europy pogrążony w dekadencji i relatywistycznym zwątpieniu zaczyna na nowo odkrywać „uroki marksizmu”, po drugiej stronie Rosja grzęźnie w Afganistanie realizując tę samą ściezkę porażki, co i USA. W Polsce tymczasem umacnia się silny ustrój gospodarczy i spektakularne sukcesy na arenie międzynarodowej, póki co bardziej prestiżowe niż ekonomiczne, ale ekonomiczne są już tuż tuż.

Polska rozwijała się wówczas w wielu różnych kierunkach. Nawet polski sport znalazł się na najwyższych szczytach sukcesów międzynarodowych, co nie było dziełem czystego przypadku, lecz efektem przemyślanej polityki. Wanda Rutkiewicz jako pierwsza kobieta zdobyła wówczas Mount Everest. Mirosław Hermaszewski jako pierwszy i jedyny Polak poleciał wówczas w kosmos. Oto Polska socjalizmu narodowego bez neokolonialnych deformacji:

Na początku 1977 KC PZPR w materiałach wewnętrznych miało świadomość tego, że jest na fali wzrostowej:

Unowocześniono sieć dróg krajowych prowadząc obwodnice wokół większości miast, oraz budując wiele dwupasmowych dróg wylotowych i wiaduktów nad liniami kolejowymi. Zaczęto budować pierwsze autostrady oraz drogi szybkiego ruchu. Polska stała się producentem wielu wysokiej jakości nowoczesnych produktów przemysłowych o standardzie akceptowanym na Zachodzie.

„Socjalizm rzucił wyzwanie i podtrzymuje je nadal, aby współzawodniczyć z kapitalizmem w dziedzinie społeczno-ekonomicznej, aby wykazać swoją przewagę w rozwiązywaniu ważnych problemów pokojowego życia społeczeństwa. Nie pozwolimy zepchnąć się z tej drogi. Kierując budownictwem socjalizmu partia swoją główną uwagę koncentruje na problemach podnoszenia poziomu życia społeczeństwa, umacniania pokoju i bezpieczeństwa w Europie i świecie, na pogłębianiu braterskich więzi z krajami socjalistycznymi i dobrosąsiedzkich stosunków z krajami o odmiennym ustroju społeczno-politycznym.”

A także swoją wyjątkową pozycją jako najprężniejszego elementu bloku wschodniego:

„(…) droga socjalistycznego rozwoju postawiła Polskę w rzędzie krajów, których gospodarka liczy się w świecie, że wzrost siły Polski i dobrobytu społeczeństwa może być tylko wynikiem dalszej, wytężonej pracy całego narodu. Polska jako drugi co do wielkości potencjału po ZSRR kraj wspólnoty wnosi określony, poważny wkład w umacnianie siły i znaczenia wspólnoty. Dlatego też zrozumiały jest fakt, że Polska stanowi jeden z głównych celów rozpętywanych przez imperializm kampanii propagandowych przeciwko krajom socjalistycznym”.

Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz przechdzą przed frontem okrętowej warty honorowej na pokładzie Niszczyciela "Warszawa". W ramach obchodów Dni Morza E. Gierek uczestniczył w zanurzeniu okrętu podwodnego "Sokół". Foto: bosm. sztab. St. Pudlik. Bandera — Tygodnik Marynarki Wojennej, 2 grudnia 1973.
2. Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz przechdzą przed frontem okrętowej warty honorowej na pokładzie Niszczyciela „Warszawa”. W ramach obchodów Dni Morza E. Gierek uczestniczył w zanurzeniu okrętu podwodnego „Sokół”. Foto: bosm. sztab. St. Pudlik. Bandera — Tygodnik Marynarki Wojennej, 2 grudnia 1973.

W tym okresie w Polsce zaczęto instalowac broń jądrową z Rosji (Trzemeszno, Sypniewo, Podborsko). Niezależnie i w tajemnicy przed Rosją, Gierek dążył także do tego, by Polska własnymi siłami dołączyła do klubu atomowego. Żarnowiec w tym okresie to był projekt zdecydowanie nie tylko „cywilny”. W Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie rozpoczęły się próby laserowej syntezy termojądrowej. W 1971 w Marynarce pojawiła się III Flotylla Okrętów, a w niej m.in. dywizjon Okrętów Podwodnych oraz dywizjon niemieckich Kutrów Rakietowych Osa-1 oraz dywizjon polskich Kutrów Torpedowych Lis-2 — do niszczenia statków, samolotów i łodzi podwodnych. W tych latach, trzy dekady po wojnie w polskiej marynarce pojawił się pierwszy admirał. W skład flotylli wchodziła także 55 Kompania Chemiczna.

W tej sytuacji w wojennych sferach zachodnich zaczęła rodzić się panika i radykalizm. Od 1976 w Polsce pojawiają się próby odśrodkowego rozmontowania systemu. Władza poradziła sobie z nimi z niezwykłą łatwością — bez jednego wystrzału, a to co zostało — zaorał Paweł VI.

Paweł VI gasi opozycję w Polsce

Projekt Drugiej Polski otrzymał spektakularne wsparcie, kiedy ujawniły się pierwsze zorganizowane akcje przeciwko Gierkowi. W 1976 powstał KOR w którym Adam Michnik ramię w ramię z Antonim Macierewiczem zaczęli „nieść pomoc osobom represjonowanym” przez ciemiężyciela ludu pracującego, Edwarda Gierka, uwrażliwiając cały Boży świat na tego nadwiślańskiego tyrana i pachołka Moskwy. Zaczęli zbierać podpisy intelektualistów z całego świata. Jedna po drugiej zaczęły pączkować i się przepoczwarzać organizacje opozycyjne, które podjęły wielki bój o „zagwarantowanie w Polsce minimum swobód obywatelskich”, wykorzenienie nadużyć władzy tudzież odrzucenie „totalitarnych metod sprawowania władzy”. Skwapliwie przemilczały fakt, że owych praw było wówczas tyle jak nigdy dotąd a Polska stała w pierwszym szeregu konferencji i układów pokojowych i dotyczących praw człowieka. Już w 1977 ratykowano u nas Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych — pierwszy na świecie wiążący układ gwarantujący prawa człowieka. Stany Zjednoczone, które sponsorowały sporą część bojowników o prawa człowieka w państwie Gierka, ratyfikowały ten dokument wiele lat później.

Działacze opozycyjni zaczęli uprawiać wyczynowe ignorowanie prawa. Zdobycie statusu represjonowanych łatwe jednak nie było. Władza uporczywie nie chciała ich bowiem pałować i zamykać w więzieniach czy internatach. Odbywały się wówczas nieniepokojone nielegalne manifestacje, fety na cześć odzyskania niepodległości przez II RP, jeden po drugim powstawały listy intelektualistów do Partii, prymasa i oczywiście na Zachód. Wydawano nielegalne periodyki ignorujące zakazy cenzroskie — z jawnymi adresami i nazwiskami.

Andrzejowi Czumie i Bronisławowi Komorowskiemu udało się wówczas zostać zarepresjonowanym przez reżim Gierka. Dostali po 3 i 1 miesiącu aresztu. Już w III RP Czuma wystarał się o zadośćuczynienie kombatanckie za swą represję — w wysokości 25 tys. zł.

Władza oczywiście nie zamierzała im ułatwiać tej działalności, więc zamiast represjonować — dezintegrowała, tak że wkrótce wszystko się porozpadało na setkę organizacyjek, które straciły zapał po audiencji Gierka u papieża Pawła VI, która uwiarygodniła go w krajach zachodnich (grudzień 1977).

Polskie władze miały świadomość, że były to akcje sterowane z zewnątrz. Oto dalszy fragment tego samego dokumentu wewnętrznego PZPR ze stycznia 1977, opublikowanego na łamach niemieckiego Instytutu Herdera (ośrodek badań historycznych nad Europą Środkowo-Wschodnią z siedzibą w Marburgu):

„Nie ingerujemy w cudze sprawy, ale też nie rezygnujemy z upowszechniania naszej ideologii w sposób przyjęty i usankcjonowany normami współżycia międzynarodowego. Jednocześnie zdecydowanie przeciwstawiamy się próbom obcych, wrogich nam sił, usiłującym mieszać się do naszych spraw, narzucać nam swój punkt widzenia, gdyż żaden kraj nie pozwoli na bezkarną działalność na swoim terytorium obcych wywiadów.”

Polecam zapoznanie się z całym tym dokumentem: Materiał pomocniczy na zebrania POP — do użytku wewnątrzpartyjnego

Nie był to pierwszy kontakt administracji Gierka z administracją Pawła VI, gdyż relacje wzajemne umacniano już od kilku lat, aczkolwiek na niższym szczeblu, który doprowadził do tego, że: Watykan uznał powojenne granice Polski, odbudowana w pełni została administracja kościelna, Stolica Apostolska zerwała relacje dyplomatyczne z rządem londyńskim na rzecz Polski Gierka, I Sekretarz zaś uzyskał realny wpływ na obsadę stanowisk kościelnych, zaś Watykan wyraził chęć zainstalowania w Polsce pierwszej placówki papieskiej za żelazną kurtyną.

Generalnie więc Gierek nie miał problemów z niesfornymi biskupami, którzy sialiby zamęt w państwie, poza dwoma wyjątkami: biskup Wojtyła z Krakowa oraz biskup Tokarczuk z Przemyśla — obaj byli dziedzictwem towarzysza Wiesława. Ten ostatni zyskał miano „biskupa niezłomnego”. Niezłomnie wybudował bowiem w swojej diecezji 430 kościołów bez zezwoleń. Wojtyła natomiast miał cechę wspólną z Raeganem: obaj byli aktorami.

Wobec nieporadności krajowej opozycji i „groźby” spektakularnego zainstalowania przedstawicielstwa dyplomatycznego Watykanu za żelazną kurtyną, do operacji przystąpili specjaliści.

1978 — wybuch wojny psychologicznej

Na trybunie honorowej od lewej stoją: prof. Henryk Jabłoński, I sekretarz KC PZPR Edward Gierek (przemawia), premier Piotr Jaroszewicz. 1 maja 1973. NAC
1. Na trybunie honorowej od lewej stoją: prof. Henryk Jabłoński, I sekretarz KC PZPR Edward Gierek (przemawia), premier Piotr Jaroszewicz. 1 maja 1973. NAC

Zaraz po spotkaniu Gierek-Paweł VI, do Polski przybył prezydent USA, Jimmy Carter, który chciał na własne oczy obejrzeć ten pierwszy komunistyczny kraj, którego przywódcę przyjął papież na szeroko w świecie nagłośnionej audiencji. Po pogawędce z towarzyszem Gierkiem i jego małżonką prezydent USA ni mniej ni więcej tylko udzielił wywiadu dla nelegalnego pisma „Opinia”. Popularności to periodykowi nie dało. Kilkutysięczny nakład zaczął topnieć, już w następnym roku Opinia popadła w tarapaty finansowe. Widać na dwa lata przed eksplozją solidarnościową popyt na antyrządową literaturę nie był zbyt duży. Przecież nie mogło chodzić o problemy dystrybucyjne, wszak organ, który był w stanie dotrzeć do prezydenta USA, nie mógłby mieć problemów, by dotrzeć do Jana Kowalskiego.

O operacji rozmontowania Polski Gierka można przeczytać w wydanej niedawno przez krakowskie Wydawnictwo Literackie wywiadzie-rzece z gen. Petelickim, twórcą jednostki Grom, pt. „Grom. Siła i honor” (2013). Była to zewnętrzna akcja amerykańskich służb. Mitologia historyczna przypisuje to ówczesnej opozycji krajowej, ale jak zauważył jeden z prawicowych publicystów, samodzielnie nie byłaby ona w stanie obalić nawet sekretarza wojewódzkiego, a co dopiero samego Gierka.

Do znudzenia i uporczywie powtarza się dziś opowieść o upadku Gierka w konsekwencji bankructwa jego polityki, która miała być nieudolna i skazana na niepowodzenie poprzez przeinwestowanie i galopujące zadłużenie. Gospodarka zaczęła się załamywać, ludzie się wściekli i założyli Solidarność. Cała ta historyjka niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Dziś byli działacze Solidarności nie zaprzeczają już, że opierało się to na finansach CIA. Tyle że udział obcych wywiadów w przewrocie politycznym w Polsce był znacznie szerszy i zgodnie z tym, co wyznał gen. Petelicki w wydanym już po jego śmierci wywiadzie-rzece, interwencja amerykańskich sił specjalnych miała dużo bardziej bezpośredni charakter. Cała akcja rozpoczęła się wraz z wyborem Jana Pawła II, z czego można wnosić, że był elementem układanki wprowadzonym niespodziewanie po jeszcze bardziej niespodziewanej śmierci kompletnie niepasującego do takich projektów Jana Pawła I. W tymże roku do Polski miała przybyć jednostka ds. operacji psychologicznych i dezinformacji, która zaczęła realizować projekt inżynierii społecznej wywoływania niepokoju społecznego i stymulowanych protestów strajkowych, dezorganizujących prace wielu zakładów przemysłowych. Specjaliści od psychologii tłumu działali sprawnie i niepokój społeczny rósł galopująco. Operacji sprzyjała też tzw. zima stulecia. Zaczęły wybuchać bomby w Warszawie (luty 1979) i w Krakowie (kwiecień 1979).

Dużym ciosem była wówczas śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach w wypadku samochodowym z dnia 16 września 1978 roku Sylwestra Kaliskiego. Był to gierkowski minister nauki, szkolnictwa wyższego i techniki, który w 1976 uruchomił Instytut Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy, gdzie prowadził prace nad mikrosyntezą termojądrową i był kluczową postacią polskiego programu atomowego.

Niewykluczone jednak, że była także odpowiedź bloku wschodniego w tej wojnie psychologicznej. Kiedy w Polsce zaczęły wybuchać bomby siejąc zamęt społeczny, 28 marca 1979, doszło do spektakularnej awarii w elektrowni jądrowej Three Mile Island, najpoważniejszej w historii USA. Nikt w tym nie zginął, nic nie wiadomo o jakichś szkodliwych zanieczyszczeniach. Zdarzenie przyniosło jednak niszczycielskie skutki w jednej sferze: psychice Amerykanów. Poparcie dla energetyki jądrowej spadło od razu z 70 do 50%, co doprowadziło do rozkładu amerykańskiej energetyki jąrowej (odwołano zaplanowaną budowę 40 nowych elektrowni i przez trzy dekady nie rozpoczęła się budowa żadnej nowej elektrowni jądrowej w USA). Efekt psychologiczny został wywindowany tym, że wypadek wydarzył sie dwa tygodnie po premierze filmu katastroficznego z Jane Fondą w roli głównej, o podobnej awarii elektrowni jądrowej lecz o nierealistycznie wyolbrzymionych skutkach. FBI podejrzewało sabotaż, ale niczego nie ustalono, a przynajmniej nie ujawniono. Jeśli byłaby to operacja wojny psychologicznej, to jedna z najlepszych.

Wracając jednak do Polski. Przestoje zakładów i ciężka zima 1979 eskalowały niestety zadyszkę gospodarki. Po wielkiej zimie przyszły dewastatorskie powodzie. Na dodatek w latach 1976-1977 dotnęły Polskę dwa lata nieurodzaju zbóż.

Niewiele by to jednak dało, gdyby nie wybór Karola Wojtyły na papieża. Jan Paweł II bardzo palił się o zgode na pielgrzymkę do kraju. Chciał maksymalnie wykorzystac euforię wyborem Polaka, by skierować emocje społeczne przeciw władzy. Rząd zdawał sobie sprawę, że chodzi o zorganizowanie krucjaty antygierkowskiej. Jego dziewięciodniowy pobyt w Polsce dokończył rozpoczęte dzieło inżynierii społecznej: w przygotowane już struktury pchnął kilka milionów robotników, którzy przez dezinformację i obiecywanie gruszek na wierzbie zostali przekonani, że sprawy idą w złym kierunku. Którzy dali sobie wmówić, by przerwać sukcesywną, wielką przebudowę gospodarki, by żądać niezwłocznego skoku. Owe gruszki na wierzbie oddają tzw. postulaty sierpniowe. Domagano się tam niezwłocznie państwa supersocjalnego, w którym na emeryturę się przechodzi w wieku 50/55 lat. Domagali się nawet, by …rząd wypłacił wszystkim strajkującym pensje jak za urlop wypoczynkowy (sic!).

Nie jest jednak dla mnie do końca jasne, czy to akurat amerykański wywiad odgrywał od początku rolę wiodącą, jak wynikało to z wersji Petelickiego (podkreślmy, że wydanej pośmiertnie). Co innego zdaje się wynikać z publikacji prof. Petera Schweizera, amerykańskiego historyka z Instytutu Hoovera, który w książce „Victory: The Reagan Administration’s Secret Strategy That Hastened the Collapse of the Soviet Union” (1994), opisywał podróż nowego dyrektora CIA, Williama J. Caseya, z 26 kwietnia 1981, kiedy odwiedził on dwa miejsca: siedzibę Mossadu w Izraelu, a następnie Watykan. W rozmowie z gen. Icchakiem Hoffim — szefem tej instytucji, „Poruszył temat Polski. Usiłował odbudować amerykański wywiad za granicą. Posiadał pewne źródła w Polsce, ale nie miał dostępu do opozycji. Szczególnie więc interesowała go Solidarność i inne ruchy dysydenckie w Polsce. ‚Czy można wykorzystać wasz kanał?’ — Zapytał Hoffiego. Jego gospodarz skinął potakująco głową. W zamian za pomoc finansową Casey zyska dostęp do siatki Mossadu. Uścisnęli sobie dłonie. Interes został ubity” (s. 52-53).

Nie wiem, kiedy amerykański wywiad utracił swe wpływy w Polsce, lecz być może było to w roku 1975, kiedy władza aresztowała agenta CIA, Jerzego Pawłowskiego, najwybitniejszego szermierza polskiego, któremu sława uderzyła do głowy i bezmyślnie, w okresie kompromitacji Gomułki, postanowił zostać podwójnym agentem, działającym zarówno na rzecz służb PRL, jak i CIA: po odsiedzeniu 10 lat w więzieniu, miał możliwość emigracji do USA, lecz wybrał Polskę i umarł w osamotnieniu.

W Watykanie Caseyowi poszło mniej owocnie. Szef dyplomacji watykańskiej, Agostino Casaroli, nie chciał spotkać się osobiście z szefem CIA, wysłał przedstawiciela, który odmówił nawiązaniu współpracy wywiadowczej. Dwa tygodnie po spotkaniu miał miejsce zamach na papieża, a trzy tygodnie później umarł Wyszyński. Odtąd wszystko zaczęło się przebiegunowywać. Zaraz po tych wydarzeniach w Moskwie odbyła się konferencja KGB, w czasie której Breżniew oskarżał nowy rząd w Waszyngtonie, że chce „wymazać zdobycze międzynarodowego socjalizmu stosując metody prowokacji (…) i wojny ekonomicznej”. Doszło wówczas do nawiązania relacji Waszyngtonu z Watykanem na wysokim szczeblu. W czerwcu 1982 spotkanie Raegan-Wojtyła. Wiosna 1983 — spotkanie Casey-Wojtyła.

Wyszyński sojusznikiem Gierka

Podczas gdy Wałęsa jak Luter przybijał tekst 21 postulatów do bramy Stoczni Gdańskiej, prymas Wyszyński w kazaniu apelował o „równowagę i spokój”, o to, by:

„Po pierwsze — pracować rzetelnie. Po drugie — nie trwonić, nie marnować darów ziemi, ale oszczędzać, bo pamiętajmy — jesteśmy Narodem ciągle jeszcze na dorobku. Nikt nas w tym nie wyręczy.”

Kilka dni później interwencja z Watykanu: papież modli się za prymasa, by z Maryją i Episkopatem zechciał łaskawie włączyć się do rebelii. Oczywiście nie chodziło o pouczanie Wyszyńskiego, bo panowie znali swoje poglądy. List odczytano w w diecezjach, by pokazać, że papież myśli inaczej: przyszedł czas wojny.

Odpowiedź prymasa była mocna. 26 sierpnia 1980 państwowe radio i telewizja wyemitowały homilię Wyszyńskiego z Jasnej Góry, w której mówił on o wysokich kosztach przerw w pracy (za które zresztą domagali się wynagrodzenia). Grzmiał:

„Praca, a nie bezczynność jest sprzymierzeńcem człowieka w jego życiu osobistym, w dobrobycie rodzinnym i domowym oraz w dobrobycie narodowym. Im sumienniej będziemy pracowali, tym mniej będziemy pożyczali”. „Gdy nie ma pracy rzetelnej, to i najlepszy ustrój gospodarczy zawiedzie”.

Podkreślał, że należy pracować a nie biernie oczekiwać na pomoc z nieba. Najświętsza Panienka pomaga jedynie tym, którzy sumiennie wypełniają swe obowiązki. Wysłuchaj nagranie audio.

Naturalnie homilia była bardzo nie po myśli Wałęsy i Jana Pawła II. Michnik zbeształ publicznie prymasa, że ma „błędny osąd sytuacji”. By powstrzymać nastrajanie przeciwko niemu, prymas powiedział później, że radio nie wyemitowało jednego z punktów wystąpienia, w którym potępiał też i laicyzm. Tym niemniej wymowa tego, co wówczas powiedział i tak była jednoznaczna.

Dzień później Episkopat zaapelował o zakończenie strajków, „aby normalne funkcjonowanie gospodarki narodowej i życia społecznego w pokoju stały się możliwe”, a swe oczekiwania negocjowano na drodze dialogu społecznego.

Kościół polski zaczynał coraz wyraźniej ciążyć ku Kościołowi narodowemu, zdystansowanemu do Watykanu. W apelu Episkopatu był przytyk mieszania się do tego sporu zagranicy: „Polacy muszą się porozumieć wzajemnie i we własnym domu rozwiązywać swe problemy”.

Gdyby nie wsparcie Wyszyńskiego do kompromisu mogłoby nie dojść, gdyż reżyserom sytuacji chodziło o konflikt z władzą. Po to się wymyśla postulaty oderwane od rzeczywistości i niemożliwe do spełnienia.

Kościół polski bardziej przeszkadzał niż pomagał w akcji Karola Wojtyły. Prowadzony przez Stefana Wyszyńskiego zrobił całkiem sporo dla uspokojenia sytuacji społecznej, którą Jan Paweł II wespół z zachodnimi specjalistami usiłowali zaognić. Więcej o nastawieniu Wyszyńskiego i ówczesnego Episkopatu do Gierka w materiałach MSW: Prymas Wyszyński o Edwardzie Gierku.

29 sierpnia Wyszyński udzielił Wałęsie kilku pouczeń: „Przyjąć to co już Rząd przyjmuje — protokolarnie”. Napisał też, że powinien być świadomy odpowiedzialności za następstwa grożącej interwencji militarnej. Interwencja groziła nie dlatego, że sytuacja przerosła polskie władze, lecz dlatego, że Gierek zamierzał dotrzymać obietnicy danej społeczeństwu, kiedy 10 lat wcześniej po wydarzeniach na Wybrzeżu objął władzę naczelną: nigdy więcej strzelania do robotników. Słowa danego dotrzymał. Kiedy prowokatorzy i zmanipulowani robotnicy parli do konfliktu, wobec czego Rosja zaczęła się coraz bardziej niepokoić zachęcając do interwencji militarnej, Gierek odmówił i wolał odejść niż zburzyć swój kluczowy kapitał: zaufanie i wiarę społeczeństwa w poważne traktowanie własnych obietnic.

Zachowywał konsekwencję w przekładaniu słów czy zapowiedzi na czyny. Kiedy w przemówieniu inauguracyjnym powiedział, że władza ma być odtąd bliżej robotników, szybko przełożył to na wymierne konkrety: odwiedzał fabryki, rozmawiał z robotnikami, zabronił wywieszać swoich portretów w urzędach czy szkołach (widać miał podstawy, by się tego spodziewać).

Ku Kościołowi narodowemu

Ujawnia się tutaj kolejna unikalna cecha Drugiej Polski Gierka, która też jest dziś zamazana. Gierek nie prowadził wojny z Kościołem, chciał z nim współpracować w projektach społecznych, ale nie na zasadach „wzajemnej autonomii obu układających się stron”. Dążył do podporządkowania Kościoła nowemu państwu, ale bez odwoływania się do siły, strachu czy przymusu. Dążył do tego, by przekonać hierarchię, by uwierzyła w sens współpracy przy budowie Drugiej Polski, na której to budowie on jest kierownikiem budowy.

Proces zestrajania Kościoła z państwem rozciągnięty był na kilka lat. Gierek nie został po wyborze przywitany przez charyzmatycznego prymasa z otwartymi rękoma. Upojony sukcesem lat 60. Wyszyński początkowo widział się w najgorszym razie równorzędnym partnerem I Sekretarza. Wiceminister rządu Gierka, Kiczan, mówił: „Lecz tego, co oczekuje się od nas z tamtej strony, to nie tylko ustępstwa natury ustrojowej. O tym do pewnych granic można rozmawiać. Polskim biskupom śni się stale nie państwo neutralne, świeckie jak w większości krajów współczesnych, ale powiązane organicznie z Kościołem katolickim. Ściślej, uzależnione od jego zwierzchników i podporządkowanego jego wąskim interesom.”

Nowy I Sekretarz nie zamierzał więc walczyć z Kościołem, ale uznał, że dla harmonijnej współpracy potrzeba mu nieco spiłować pazury. Gierek — dobry gospodarz — miał nie tylko pieczę nad „wrażliwością patriotyczną” hierarchii, której obsadę Watykan z I Sekretarzem konsultował, ale i nad tą, gdzie ów zwyczaj nie funkcjonował (kontrola personalna miała wówczas charakter dyskretnego wpływu). Czy w III RP władze miały odwagę ingerować w obsadę stanowisk kościelnych? Nie można przecież zrealizować żadnej polityki narodowej bez odpowiedniej pieczy nad tą kwestią, bez zabezpieczenia, by ci, którzy dzierżą religijny rząd dusz nie realizowali polityki przeciwnie ukierunkowanej.

Pojawia się tutaj owiana posępną sławą Samodzielna Grupa „D” Departamentu IV MSW. Jest to kolejny element manipulowania oceną okresu Gierka. Była to Grupa Operacyjna do Zadań Dezintegracyjnych. A jak dezintegracja to znaczy, że Gierek rozwalał Kościół i walczył z nim. Grupa D splamiła się wieloma podłymi lub zbrodniczymi akcjami wobec Kościoła. Powołana została 19 listopada 1973 jako specjalna jednostka SB, czyli jej dokonaniami obciąża się równomiernie Gierka i Jaruzelskiego. W rzeczywistości jednak zupełnie inaczej działała za Gierka a inaczej za Jaruzelskiego.

Gierek (tak zakładam, choć nie wiem ile o niej wiedział; w polityce kadrowej ograniczył kompetencje SB, więc niekoniecznie wszyscy go w tej służbie musieli lubić) posługiwał się taką jednostką, by móc z Kościołem współpracować i sprawować nad nim nadzór państwowy. Z kolei w latach 80. Grupa D stała się grupą przestępczą, która miała sterroryzować Kościół i sprawić, by znienawidził PRL. Była to bezpośrednia konsekwencja tego, jak Wyszyński wsparł państwo przeciwko papieżowi. Stan wojenny został wykorzystany do tego, by wykorzenić tendencje prorządowe i zniszczyć koncepcję kościoła narodowego w ramach Polski Ludowej. Cele więc grupy D były diametralnie przeciwne w latach 70 i 80: za Gierka chodziło o przybliżenie do państwa, za Jaruzelskiego — o zniechęcenie do państwa.

Jednym z bardziej zdumiewających faktów we współczesnych dziejach polskiego kościoła jest fakt, że odnowa soborowa Kościoła była promowana przez …SB. Przez Służbę Bezpieczeństwa Edwarda Gierka. Zresztą samego Gierka też postrzegano, który przeprowadzi w partii „odnowę soborową” — taką sugestię sformułował w czasie spotkania Gierka z robotnikami w 1971 stoczniowiec z Gdyni: „Towarzyszu Gierek, wy musicie zwołać sobór, jak Jan XXIII, i przeprowadzić generalną odnowę!”. Od połowy lat 70. Grupa D wydawała miesięcznik „Ancora”, związany z Polskim Centrum Odnowy Soborowej. Podobny charakter miały utworzone przez SB pisma „Nowa Droga” i „Forum Katolików”. Nurt ten został zatrzymany w okresie stanu wojennego. Dlaczego nagle zaczął przeszkadzać otwarty katolicyzm, krytyczny wobec konserwatywnych duchownych? Dzisiejszy polski Kościół nie jest dziedzictwem Kościoła Wyszyńskiego, lecz stanu wojennego i Jana Pawła II.

Preludium tej zmiany stał się zamach na Jana Pawła II z maja 1981, w którym pojawił się też polski trop. Zaczęły się chuligańskie ataki na pielgrzymki na Jasną Górę. Władze zlikwidowały połączenie kolejowe z Wrocławia do Częstochowy. Trzech członków grupy pod dowództwem Grzegorza Piotrowskiego uprowadziło do lasu działacza KIK, Janusza Krupskiego, który w Puszczy Kempinowskiej został dotliwie oparzony żrącą substancją. Publikowali jako „głosy od czytelników” stylizowane na głosy zwykłych ludzi napastliwe wypowiedzi i zmyślone historyjki (dziś taka działalność w dobie internetu, forów i komentarzy pod artykułami — jest o wiele prostsza). Inwigilowali ok. 100 duchownych niebezpiecznych dla reżimu. Swoją drogą — nie było ich zbyt wielu, widać za mało jeszcze czasu minęło od śmierci Wyszyńskiego. W 1984 Piotrowski zamordował Popiełuszkę. Grupa D jest także podejrzewana o kilka innych zabójstw duchownych (niektórzy zginęli jeszcze w trakcie Okrągłego Stołu). W kolejnych latach Kościół otrzymał rekordową dla całego PRL liczbę zezwoleń budowlanych. Męczennicy zawsze się opłacali.

W okresie Gierka funkcjonariusze służby troszczyli się natomiast o to, by nie wszyscy i zawsze mieli takie samo zdanie jak Prymas Tysiąclecia, by ten skończył z mocarstwowym stylem polityki kościelnej i stał się bardziej otwarty i pragmatyczny. I to zostało osiągnięte.

Nim doszło do pierwszego spotkania Gierka z Wyszyński, na spotkanie z prymasem posłany został premier Jaroszewicz, by stworzyć dobry klimat do dalszych rozmów. W ramach podarunku od rządu przyniósł wówczas zgodę na budowe 50 nowych świątyń i złożył deklarację ścisłej współpracy między państwem i kościołem. Dla porównania: w 1971 na 680 kościelnych wniosków budowlanych wydano 28 zezwoleń, z czego zaledwie 2 dotyczyły budowy nowych kościołów. [ 2 ]

Drugim czynnikiem przemiany Wyszyńskiego była polityka watykańska Gierka. Została rozegrana mistrzowsko. Zaczęły się obustronne kontakty, które z czasem coraz bardziej irytowały prymasa, który dostrzegł, że zaczyna tracić monopol na reprezentowanie Kościoła przed władzami PRL, które co gorsza zaczynają mieć możliwość wpływu na polski Kościół przez „centralę”. Tymczasem polski kościół nie chciał zbyt szeroko otwierać ramion na ducha soborowego, którym owładnięty był ówczesny Watykan. Sobór nakazał prowadzić dialog i nie mieszać się do politykowania.

Czynniki zbliżenia PRL-Watykan były z jednej strony personalne: Paweł VI był w swoich poglądach (np. na prawo własności) najbardziej na lewo zorientowanym papieżem XX wieku. Gierek był natomiast najbardziej „zachodnim” przywódcą po wschodniej stronie żelaznej kurtyny (znał doskonale zachodnią Europę, kiedy władze komunistyczne odebrały mu już karnie emeryturę — utrzymywał się tylko dzięki emeryturze za pracę w kopalni belgijskiej). Ponadto Gierek stworzył sprawną siatkę wywiadowczą w krajach zachodnich. Jego agenci działali także w Watykanie, np. Tomasz Turowski, który działał w Watykanie jako kleryk jezuita.

Zaczęto prowadzić ustalenia mające na celu odnowienie regularnych stosunków dyplomatycznych i ustanowienie wzajemnych przedstawicielstw. Wyszyński był temu przeciwny. Przekonywał Watykan, że będzie to wizerunkowo bardzo niekorzystne i znacznie wzmocni władze komunistyczne. Odpowiedź była twarda: Rzecz jest już postanowiona. Ojciec Święty dostał po raz pierwszy możliwość powołania swej placówki w państwie komunistycznym i z możliwości tej zamierza skorzystać.

Nie zdążył, gdyż przerwał to „bardzo rozległy zawał serca z obrzękiem płuc”. Jego następcą wybrano Jana Pawła I, ale Duch Święty nie był nim usatysfakcjonowany (być może ze względu na jego robotniczo-socjalistyczne korzenie i niepasujący do ówczesnego stylu biskupiego skromny entourage), więc rychło powołał go do Domu Pana. Następcą został wreszcie przyjaciel CIA, Karol Wojtyła — który odwołał plany swoich poprzedników zmierzające do zbliżenia poprzez Polskę z władzami krajów socjalistycznych. Wybrał wojnę „z komuną”. Jak pisał Schweizer, kiedy Raegan oglądał pielgrzymkę Wojtyły do Polski — miał łzy w oczach. Powiedział też, że to kluczowy człowiek w obaleniu komuny.

Paweł VI pokazał Wyszyńskiemu, że papież może zupełnie zignorować zdanie polskiej hierarchii w swoich relacjach z państwem. Teraz więc nie uważał, by musiał ślepo słuchać się papieża. Kiedy więc Wojtyła rozpoczął wojnę z PRL, Wyszyński stanął po stronie państwa. Tylko szybka jego śmierć zapobiegła utrwaleniu się w świadomości społecznej skali owego rozdźwięku.

Śmierć Wyszyńskiego i internowanie Gierka

Wyszyński zmarł kilka miesięcy po odsunięciu Gierka od władzy — za przyczyną „rozsianego procesu nowotworowego jamy brzusznej o wybitnej złośliwości i szybkim postępie”. Partia ogłosiła trzydniową żałobę narodową, a pogrzeb wyprawiono mu królewski z delegacjami z całego świata i wielu kościołów. Karol Wojtyła przysłał przedstawiciela i listowne pożegnanie, informując, że modli się o łaskę Boga za prymasową duszę.

Odszedł najwybitniejszy przedstawiciel dwudziestowiecznego Kościoła. Stanowili z Gierkiem interesujący duet władzy minionej dekady. Władzy obalonej. Było to współdziałanie dla dobra wspólnego oparte o krytyczne partnerstwo. Gierkowi udała się rzecz wyjątkowa: oswoił tego, który budził lęk wszystkich władz PRLu. Początkowo go więzili i starali się torpedować jego działalność, lecz coraz wyraźniej zyskiwał nad nimi przewagę skupiając w swoim ręku coraz mocniejszy rząd dusz z którym zaczął się domagać realnego udziału we władzy świeckiej. Gierek odwrócił tę sytuację i ułożył właściwe relacje.

„Przerwana dekada” to był w zasadzie pełzający zamach stanu. Gierek nie stracił po prostu władzy: czołowi przedstawiciele z jego rządu (m.in. Edward Gierek, wicepremier Piotr Jaroszewicz, wiceminister górnictwa i energetyki Wiesław Kiczan [ 3 ]) zostali po wprowadzeniu stanu wojennego internowani jako więźniowie polityczni obciążeni odpowiedzialnością za sytuację, która doprowadziła do stanu wojennego. Gierkowi odebrano wszystkie odznaczenia państwowe i usunięto z partii.

Tuż po tym przewrocie, nagle zaczęli za granicą wpadać czołowi zakonspirowani dotąd agenci działający na Zachodzie. Największą pewnie stratę stanowiło aresztowanie w 1981 Mariana Zacharskiego, który od połowy lat 70. był agentem PRL działającym w USA. Tomasz Turowski, działający jako jezuita w Watykanie, został zdekonspirowany jeszcze u schyłku 1980, przy czym Watykan usunął go dyskretnie, nie chcąc pokazywać, że stracił polityczne dziewictwo. Dziś Turowski tak opisuje ten moment: „Gdy byliśmy w kaplicy razem, Jan Paweł II zapytał: ‚Jaka jest właściwie twoja misja?’. Odpowiedziałem tylko, że moim obowiązkiem jest służba Polsce i dbanie o bezpieczeństwo Ojca Świętego.”

Prawdopodobnie tak właśnie było, że agent Gierka pilnował bezpieczeństwa papieża (opowiadał o wskazywaniu urzędnikom watykańskim licznych luk w systemie zabezpieczeń Watykanu). Choć bowiem Wojtyła był skrajnie niekorzystną osobą na stolcu papieskim dla ekipy Gierka, jednak jego śmierć w zamachu mogłaby mieć fatalne skutki dla ekipy rządowej własnie ze względu na to, że wiadomo było, iż papież ich krytykował. Tymczasem dzięki autorytetowi i porozumieniu z Wyszyński, Gierek byłby w stanie neutralizować destruktywny wpływ Jana Pawła II. Zamach na papieża w żadnym więc razie nie leżał w interesie władz PRL.

Zastanawiam się nad wymianą szpiegów z 1985. Doszło wówczas do wymiany jednego szpiega PRLu, Mariana Zacharskiego, za 25 szpiegów USA więzionych w całym bloku wschodnim. Czy oznaczało to, że Gierek miał o tyle lepszych agentów, czy po prostu Polska była już wówczas w takim stanie rozkładu i wpływów, że dobiła tej transakcji po „promocyjnej cenie”…? Jeśli chodzi o pierwszą wersję coś mogło być na rzeczy, że jeden z wymienionych szpiegów — Jerzy Pawłowski, oświadczył na moście, że czuje się wymieniony — po czym wrócił do Polski.

1982 — wybuch wojny ekonomicznej

Po obaleniu Gierka Polska wcale nie zamierzała bankrutować. Jednym z pierwszych aktów po wprowadzeniu stanu wojennego była decyzja o budowie elektrowni jądrowej w Żarnowcu — największej inwestycji PRL. Polsce zadano wówczas silne ciosy w handlowej polityce zagranicznej. Sankcje ekonomiczne wprowadziła Japonia i USA. To skutecznie zablokowało szansę na ustabilizowanie gospodarki rozchwianej przez czynniki naturalne, wojnę psychologiczną oraz Solidarność. Całe zło przypisano Gierkowi. Wdrukowano społeczeństwu historyjkę, że „Gierek zadłużył Polskę”, choć zadłużenie z lat 1970-1980 miało taką samą skalę jak z lat 1980-1990, zaś w III RP — znacznie przewyższyło zadłużenie Gierka.

Symbolem przegranej wojny ekonomicznej stał się los willi Edwarda Gierka w podwarszawskim Klarysewie, przy ul. Saneczkowej 11. Jak ujawnił tygodnik „Nie”, w roku 1993 budynek ten zajmowała ambasada amerykańska, a mówiąc dokładniej — służba wywiadowcza USA.

Reaktywacja realnego socjalizmu w fazie gnilnej

Na zgliszczach niedokończonego projektu Gierka rozpoczęła się budowa państwa neokolonialnego. Jednym z kluczowych elementów tego procesu było odprzemysłowienie kraju. Otworzyło to oczywiście bramę do pułapki zadłużenia (a wejście Polski do Międzynarodowego Funduszu Walutowego to nie 90. a 80. lata), której nie da się już w normalny sposób zahamować. Dzięki temu Polska została smakowitym kąskiem ponadnarodowych korporacji.

Od wczesnych lat 80. rozpoczęło się pozyskiwanie nomenklatury. Jeden z jej przedstawicieli opowiadał mi jak wówczas organizowano im wyjazdy na Zachód, które były nieźle wyreżyserowanym uwodzeniem, kaperowaniem perspektywą luksusu. Od wczesnych lat 80.

W latach 80. PRL toczyły równoległe procesy rozkładowe. Socjotechnicznie zmanipulowane społeczeństwo żyło mitem antygierkowskim, brednią o tym, jakoby Gierek dał ludowi liche namiastki zachodnich luksusów, by uniknąć realnej transformacji ustroju po upadku Gomułki. Zniknęła też jednorodność władzy państwowej. Służby wywiadowcze i specjalne były coraz bardziej niezależne od władzy politycznej, coraz bardziej przekonane i przygotowujące się do skoku w kapitalizm. Dodatkowo Kościół polski, coraz bardziej janowopawłowy — odnowił batalię antypaństwową o rząd dusz.

Wytworzyły się więc co najmniej cztery działające w różnych kierunkach siły społeczno-państwowe: 1) władza polityczna była ukierunkowana na Moskwę jako gwaranta status quo; 2) społeczeństwo oczekiwało zaprowadzenia w Polsce realnego dobrobytu jak na Zachodzie, przy czym Zachód rozumiano jako państwo jeszcze bardziej socjalne niż dotąd był PRL; 3) kościół dążył do państwa katolickiego, państwa w którym marksizm-leninizm zostanie zastąpiony katolicyzmem janowopawłowym; 4) najlepiej poinformowane służby i młode wilki w PZPR uznały, że najlepiej będzie wprowadzić błyskawicznie kapitalizm, którego ster zdążą przejąć nim cała reszta się połapie o co chodzi.

Zwyciężyła opcja 4. Mniej więcej, gdyż do czterech tych sił krajowych doszły zewnętrzne siły ekonomiczne, które znacząco skorygowały opcję nr 4. Gdyby ona została zrealizowana w pełni, mielibyśmy w Polsce spore grono bardzo silnych oligarchów.

Lata 80,. mają znacznie więcej wspólnego z 90. niż z 70. Zmiany ustrojowe nie zostały zainicjowane rokiem 89, lecz rok wcześniej, a już od 86 zaczęto testować prototyp nowego ustroju. Niewiele osób ma dziś świadomość tego, że taki właśnie charakter miał tzw. ekspekyment słupski, czyli wdrażanie pilotażowego projektu przekształcania realnego socjalizmu w gospodarkę rynkową na poligonie doświadczalnym, którym stało się województwo słupskie (1986-1988). Słupskie nadawało się do tego najlepiej, gdyż Solidarność była tam najlepiej rozpracowana i zinfiltrowana (do tego stopnia, że po wprowadzeniu stanu wojennego lider tamtejszej Solidarności, opublikował poparcie dla tego kroku władz komunistycznych. Po zakończeniu tego projektu ci sami ludzie przystąpili do jego implementacji w skali ogólnokrajowej, już z Warszawy.

Naiwni ludzie wierzący w ideologiczne podziały w polskiej gospodarce po 1980, z sentymentem dziś piszą o tzw. ustawie Wilczka z grudnia 1988, która wprowadziła taką wolnośc gospodarczą, której nie było już nigdy później po 1990. Oto, powiadają, najwyższy wzlot liberalizmu gospodarczego, który się spaczył. Faktem jest, że w żadnym roku od oficjalnego rozpoczęcia III RP nie udało się osiągnąć takiej „wolności gospodarczej” jaką wprowadzono na krótko w 1988. Gdyby pójść za tym myśleniem trzeba by przyznać, że PRL znalazł się bliżej kapitalistycznego ideału niż III RP. Ustawa Wilczka nie po to jednak została wprowadzona, by zaprowadzić w Polsce ideały kapitalistyczne, lecz była elementem realizacji opcji nr 4. Wprowadzono dwa lata „dzikiego zachodu” w gospodarce po to, by asy służb informacyjnych stworzyły przedsiębiorstwa dostatecznie silne, by mogli w dalszym etapie przejąć kierowniczą rolę życia gospodarczego, by mogli kontrolować i koordynować proces odprzemysłowienia kraju. Równocześnie w tym samym czasie, też na okres dwóch lat (1988-1990) – zniesiono wydziały przestępczości gospodarczej organów ścigania, by nikt nie przeszkadzał w całej tej operacji. [ 1 ]

1989 — drugi etap budowy nowego systemu

1989 jest tutaj znacznie mniej istotną datą niż 1980, bo oznaczał po prostu zakończenie budowy fundamentów nowego ustroju i początek budowy jego części widocznej na zewnątrz i całej struktury. Porównaniem przełomów 1980 i 1989 może być los odsuniętych od władzy. Po obaleniu Polski Gierka wolność straciło wielu czołowych postaci tego okresu. Nie tylko z rządu (np. Maciej Szczepański — media). Po 1989 — nie uwięziono nikogo.

Medialna propaganda kreuje wirtualną rzeczywistość gospodarczą, którą mają determinować wielkie klasyczne podziały ideowe: socjaliści, socjaldemokraci, kapitaliści, libertarianie itd., prawica, lewica. W III RP te podziały to wydmuszki bez treści. Ludzie głupi nie są i szybko zaczęli dostrzegać, że w realnej sytuacji gospodarczej czy rządzi „lewica” czy „prawica” to wyraźnych zmian nie widać, więc uznali w większości, że jedni są warci drugich, przestali się interesować gospodarką i na dobre zajęli się tym, co dawało się łatwiej ogarnąć i co dawało szansę na klarowniejsze podziały: wojny światopoglądowe i moralne. To oznaczało stabilizację nowego ustroju neokolonialnego.

Warunkami sine qua non tej stabilizacji było całkowite przejęcie sektora medialnego i finansowego. Dokonało się to znacznie szybciej niż sukcesywnie realizowany następnie proces odprzemysłowienia.

Całe dzieje III RP to sukcesywna likwidacja polskiego przemysłu, zaradna i ambitna część społeczeństwa udała się w dużej mierze na emigrację do innych krajów, niezaradna część ofiar polityki neokolonialnej została skanalizowana w niegroźnym dla władzy Radiu Maryja.

Po 1989 następuje błyskawiczne obalenie propagandy antygierkowskiej. Społeczeństwo ujrzało, że zostało wystawione retoryką antygierkowską. W 1991 wydano wywiad-rzekę z Gierkiem „Przerwana dekada”. Książkę tę nabyło niemal milion osób! Był to kłopotliwy problem dla ideologów nowego reżimu pod wezwaniem Jana Pawła II. Zdobyto się na krok iście brawurowy: niedługo później i Jan Paweł II wydał swoje wspomnienia jako wywiad-rzekę z Vittorio Massorim. Już samo to wydarzenie wywołało ogromne zainteresowanie, gdyż papieże nie wydawali dotąd swoich wspomnień. Niemniej jednak po tak wielkim sukcesie „Przerwanej dekady” potrzeba było przeciwwagi. Na darmo. „Przekroczyć próg nadziei” choć odniosło sukces rynkowy, nie zagroziło Gierkowi: nakład wyniósł 600 tys. Kolejne książki były coraz słabsze. Papież nie miał nic do zaoferowania. Dobrze się prezentował.

Tylko niesamowita zjednoczona propaganda medialna zdołała postawić tamę reaktywacji mitu gierkowskiego, który jednak stale tlił się podskórnie w społeczeństwie.

Gierek zmarł w 2001. W badaniu CBOS okazało się wówczas, że społeczeństwo zaczyna doceniać jego zasługi dla Polski (ponad 50% wobec 7% zdań przeciwnych). Mocnym głosem na rzecz powrotu Gierka było także zdobycie przez jego syna Adama największej liczby głosów spośród wszystkich posłów w Polsce.

Dopiero jednak gdy zmarł ojciec duchowy III RP, Jan Paweł II, rozpoczęło się zmartwychwstanie Gierka. Rok 2013 był prawdziwym przełomem. Rzeczpospolita na początku roku opublikowała tekst Gierek wraca na piedestał, informując o istnej „Gierkomanii” w Polsce. W rzeczywistości nie było żadnej Gierkomanii, tylko całkowite bankructwo antygierkowskiej mitologii. W 2012 podano informacje o całkowitej spłacie „długów Gierka”. Jednocześnie „zegar długu” Balcerowicza dobitnie pokazywał, że dług III RP to pułapka, której nie da się spłacić, a można jedynie przyhamowywać.

2013 to także wybór papieża Franciszka, który jest dalszym ciągiem tej linii Watykanu, którą reprezentował Paweł VI.

Polska Gierka zostanie zdemistyfikowana, a kto najpóźniej to zrozumie, najbardziej przegra. Dlatego od 2013 do Gierka odwołują się już praktycznie wszystkie formacje polityczne. SLD jako spadkobierca PZPR, PiS — chcąc wskrzesić politykę gospodarczą Gierka. Nawet Donald Tusk, wielki zadłużyciel, półgębkiem wyznał, że nie będzie się bardzo gniewał, jak mu ktoś zarzuci, że jeździ „jak Gierek z gospodarskimi wizytami po kraju”. Nawet Radio Maryja od 2013 rehabilituje Gierka. Tadeusz Rydzyk pochwalił politykę prorodzinną Gierka, stawiając ją wyżej niż politykę Tuska.

Tym niemniej do gruntownej demistyfikacji Drugiej Polski jest jeszcze daleko. W ciągu ćwierćwiecza okres ten został totalnie zdeformowany. Proces ten był tym bardziej gruntowny, że było to w interesie zarówno „prawicy”, jak i „lewicy”. Proamerykańska postsolidarnościowa prawica, która była głównym sprawcą przewrotu naturalnie broni neokolonialnej Polski, która powstała w następstwie obalenia Gierka. Z kolei postpezetperowska lewica nie ma żadnego interesu w tym, by pokazywać, że w łonie PRLu doszło do przekształcenia wasalnego socjalizmu „realnego” w socjalizm o sporych perspektywach, w którego pogrzebaniu — nolens volens — wzięli udział.

Gierek dotrzymał swej obietnicy — przez dekadę nie strzelał do robotników. Robotnicy obiecali, że pomogą, lecz dali się uwieść i złamali obietnicę złożoną na początku tej przerwanej dekady…


 Przypisy:
[ 2 ] Paweł Bożyk, Hanka, miłość, polityka, Zysk i S-ka, 2011.
[ 3 ] W czasie internowania napisał pamiętnik: Gierek, Jaroszewicz, Wojtyła… Sekrety spisane podczas internowania
[ 1 ] Piotr Pytlakowski, Sylwester Latkowski, Biuro tajnych spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego, Czarna Owca, maj 2012
Mariusz Agnosiewicz

Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).

Strona www autora

Liczba tekstów na portalu: 841  Pokaż inne teksty autora
Liczba tłumaczeń: 3  Pokaż tłumaczenia autora

Oryginał.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9555)
(Ostatnia zmiana: 28-01-2014)

Jak Rosja pokrzyżowała Amerykanom plany na Krymie

~Tiamat 14 sierpnia 2016 o 19:22

Sprobuje podac probe podboju Krymu przez USA. Mnie sie wydaje, ze jest to troche wazne, zeby zrozumiec dlaczego USA tak sie zdenerwowaly tym, ze im „Krym odplynal” i ze jezeli juz (wszystkie sankcje sa bezprawne) – to bardziej na sankcje – a z pewnoscia na miedzynarodowe potepienie – nadawalo sie zbombardowanie nie tylko Prisztiny i rozwalenie Jugoslawii, ale i nachalne, na sile, wbrew woli mieszkancow oderwanie Kosowa od Serbii..

Na Krymie USA mialo przeciez juz wszystko gotowe. Prawie wszystko. Czemu tak szaleja z powodu tego Krymu?

Poniewaz jest troszke duzo materialu, a jest tez wiele roznych innych pilnych spraw, sprobuje to podac w czesciach po kawalku. I z roznych zrodel.

USA Planowalo zamienic Krym w baze militarna przeciwko Rosji, 24 Kwietnia 2014

https://futuristrendcast.wordpress.com/2014/04/24/breaking-us-planned-to-turn-crimea-into-military-base-against-russia/

„Dwa tygodnie temu Krym i Sewastopol prawie jednoglosnie zaglosowali za polaczeniem z Rosja. Krymczanie powiedzieli: Bylismy niechcianymi goscmi a teraz wracamy do domu po dlugiej podrozy.

Wychodzi na wierzch informacja, ze gdyby Krym pozostal przy Ukrainie, zamienilby sie w potezna baze NATO/USA. Bardzo watpie, czy mieszkancy Krymu by sie na to zgodzili.

Ale gdyby taka baza powstala, oznaczloby to III wojne.

Teraz z patrzac na to z tej perspektywy jest jasne dlaczego NATO i USA i UE byly w takim szoku gdy Rosja zgodzila sie przylaczyc Krym z powrotem do Rosji.

Zachod juz sie widzial wlascicielem Krymu.

Miasto Sewastopol ma szczegolna wartosc. To jeden z najlepszych portow swiata. Ale centrum Krymu posiada ogromna wartosc strategiczna przede wszystkim zwlaszcza wtedy, gdy sie chce zaatakowac Rosje. A w dodatku Krym jest bardzo wazny do kontrolowania innych panstw, lacznie z Turcja.

Powiadaja, ze kto kontroluje Krym – kontroluje Morze Czarne.

Przynajmniej jeden szpital w w stolecznym Symferopolu i przynajmniej jedna szkola w Sewastopolu byly celem USA/NATO. Planowali zamienic szpital w baze dla wojska po calkowiej renowacji. Jedna ze srednich szkol (liceum) Kijow chcial sprzedac Stanom Zjednoczonym. Ta szkola miala byc przerobiona na osrodek szkolenia szpiegow i agentow przeciwko Rosji.

Planowano, ze dzieci uczeszczajace do szkoly beda sie uczyc jezykow obcych i szpiegowskich metod juz we wczesnym wieku.

Wyglada na to, ze Amerykanie chcieli zamienic Krym w jeden ogromny kompleks militarny.

Bardzo slawna, unikalna podziemna baza lodzi podwodnych w Balaklawie, w ktorej obecnie znajduje sie Muzeum Zimnej wojny byla odwiedzana przez ostanie pare lat przez przynajmniej 25 delegacji z Pentagonu, Floty USA i zachodnich przedstawicieli politycznych. Kijow dal im dostep do super tajnych czesci tej bazy, ktore mialy byc scisle tajne. Przedstawiciele Pentagonu bardzo dokladnie studiowali cala dokumentacje i technologie.

W Sewastopolu, znanym jako miasto rosyjskiej glorii i chwaly i miasto-bohater, amerykaskie i NATOwskie okrety byly obecne od lat.

Mieszkancy okropnie protestowali przez te wszystkie lata, co uniemozliwilo NATO pare wspolnych poligonow z Kijowem. Mieszkancy witali ich protestami i demonstracjami, ktore wstrzymaly kilka manewrow wojskowych NATO i Kijowa. Bywalo i tak, ze okrety NATO musialy opuscic Sewastopol z powodu silnych proestow. (Video ponizej) . Okrety US/NATO kilkakrotnie probowaly zadokowac wprost naprzeciwko rosyjskich okretow, ktore tam byly – zwyczajnie na zlosc.

Jak wiadomo, przez 23 lata odkad Ukraina przestala byc czescia ZSRR w 1991 roku, Rosja wynajmowala swoja wlasna baze od Ukrainy na swojej historycznej ziemi za 100 mln dolarow rocznie!.

Sewastopol zawsze byl bardzo wazna baza dla rosyjskiej floty od 1776 roku. Sewastopol to duze i piekne miasto zamieszkale przez rosyjska ludnosc, z ktorej wielu mieszkancow, to przewaznie emerytowani oficerowie rosyjskiej armii i floty z rodzinami. Tym ludziom sie marzyl powrot do domu od 23 lat – przez „dom” rozumieli zawsze Rosje. W dodatku, Kjow ciagle atakowal jezyk rosyjski, stopniowo odbierajac prawo rosyjskiej ludnosci do mowienia w ich wlasnym jezyku rosyjskim.

Na Krymie, USA obficie oplacalo rozna prase, NGO (organizacje poza rzadowe i politykow, ktorzy praktycznie stawali sie agentami USA. Oczywiscie, wszystko to bylo przedstawiane jako wyraz demokracji.
Mieszkancy Krymu czuli sie wrecz obrazeni i oburzeni frymarczeniem Krymu przez Kijow i nieposzanowaniem miejscowej kultury przez US/NATO.

Czytelnikami tego blogu sa ludzie z roznych stron swiata. Ale wiekszosc to Amerykanie, Europejczycy i Kanadyjczycy. Ja to pisze dla ludzi z calego swiata, zeby wszyscy zrozumieli, co ich wlasne rzady ukrywaja i przekrecaja.

Prawdopodobnie nie jest zadna tajemniac dla Amerykanow, ze sa nienawidzeni na calym swiecie.

A to dlatego, ze z powodu tej arogancji i okrutnego wrecz nieposzanowania innych narodow, Ameryaknie beda mieli duze trudnosci w podrozowaniu i probach namawiania ludzi do wspolpracy w najblizszym czasie, ze sie tak oglednie wyraze.

Mieszkancom Krymu bedzie bardzo trudno zapomniec nachalne wizyty okretow amerykanskich, ktorych nikt nie zapraszal. Podobnie czuja rozne narody w roznych miejsacach na naszej planecie. I sposob, w jaki sie zachowuje Unia, Europejczycy tez sie ustawiaja w kolejce.

Uwierzcie mi, nikt nie musi namawiac mieszkancow Krymu do przylaczenie sie do Rosji. Dla tych ludzi na Krymie, NATO, Unia Europejska i USA sa symbolem niewolnictwa, podczas gdy Rosja oznacza wolnosc.

Celem amerykanskich planow bylo zmienic Ukraine w polityczna czarna dziure- potezna bron przeciwko Rosji na rosyjskiej granicy. Ten diabelski plan byl po to, zeby wbic klina praktycznie w jeden narod i jedna kulture.

Spowodowac, zeby Rosjanie walczyli przeciwko Rosjanom; zeby sie tlukli ze soba wbrew ich wlasnym interesom ale w interesie USA.

Hitler kiedys powiedzial, ze ” Gdyby tylko udalo sie wytlumaczyc Rosjanom mieszkajacym na Ukrainie, ze nie sa Rosjanami- to Niemcy wygraliby z miejsca”.

Stanom i Unii prawie, ze sie udalo – ale nie calkiem.

Wiele razy wspominalem juz o tym wczesniej, i powtorze znowu:
Wszystkie te plany moga przybrac niezaplanowany obrot i naprawianie szkod moze sie zaczac wkrotce.
Ukraina sie rozczaruje i Stanami i Europa. Ale problem w tym, ze zanim to nastapi, Ukraina zniszczy calkowicie swoja gospodarke i stanie na granicy ruiny.

Na nieszczescie Rosja bedzie musiala wspomagac Ukraine, pomimo okropnej nienawisci do Rosji; kiedy Ukraina zda sobie sprawe, ze zostali oszukani przez USA i Europe bedzie sie chciala zwrocic do Rosji, Rosja znowu bedzie musials sie nadwyrezyc zeby pomoc Ukrainie stanac na nogi.

To nie pierwszy raz. I w tej sytuacji Rosja bedzie musiala zdecydowac, ktorej czesci Ukrainy bedzie chciala pomoc, a ktorej – nie.

Ludzie ze Wschodniej i Poludniowej Ukrainy czuja nadchodzaca tragedie, jesli pozostana z Ukraina. Dlatego bedzie lepiej gdy sie odlacza. Donieck, Lugansk, , Charkow, i Odessa tworza ludowe republiki. Podam wiecej szczegolow nastepnym razem.

Ogladjcie sprawozdnia z nieudanych planow wobec Krymu: „Krym odplynal od NATO” (po rosyjsku) Ogladnijcie film o super- tajnej podziemnej bazie lodzi podwodnych. Ogladnijcie mape portu w Sewastopolu i antynatowskie protesty.

Sewastopol to jedna z najlepszych militarnych baz na swiecie; ma 12 malych portow. To jest baza nie do pokonania.

Amerykanie naprawde bardzo jej pragneli.

Lada Ray

~Tiamat, „Krym Czesc II”, 16 marca 2016, TV Zviezda

Odwetowe sankcje za Krym: Amerykanskie plany spalily na panewce 2 lata temu.

Krym nie bez powodu porownuje sie do lotniskowca – kto kontroluje Krym -kontroluje terytorium wszystkich panstw dookola basenu Morza Czarnego: Turcji, Bulgarii, Rumunii, Gruzji, Ukrainy, Rosji.

A Rosja teraz sama kontroluje caly ten teren.

Ale gdyby dwa lata temu, dzieki bardzo popularnemu referendum, Krym nie wrocil do Rosji, dzis powiewalyby tam upstrzone gwiazdami flagi amerykanskie.

Cale sfinansowanie majdanu na Ukrainie mialo jeden cel, na ktory USA nie szczedzilo dolarow, a pani Nuland ciasteczek – a mianowicie celem tym byl Krym.

Amerykanski obronny system rakietowy na Krymie zablokowalby calkowicie Poludniowa i Poludniowo Zachodnia Rosje i uniemozliwilby Rosji uzycie rakiet ballistycznych, ktore sluza jako deterent przeciwko amerykanskiemu tak zwanemu „prewencyjnemu” uzyciu broni nuklearnej.

To nie przypadek, ze tak bardzo reklamowany system tarcz obronnych montowanych w Europie tak bardzo podraznil nerwy rosyjskich politykow – ale troche uspokoil po powrocie Krymu do Rosji.

Amerykanie bardzo chcieli zagarnac Krym. Moze nie jako 53 stan USA, ale z cala pewnoscia jako potezna baze z ogromnymi mozliwosciami..
I byli przygotowani, zeby straszliwie zubozalemu Kijowowi placic przez nastepne sto lat wystarczajaco duzo, zeby uciszyc rzad i Rade Tatarska (majdzlis) i ograniczyc tureckie apetyty do polwyspu.

13-go lutego, 2014, kiedy Berkuty (milicjanci) i opony plonely na majdanie , Flota USA prowadzona przez lotniskowiec „George Bush” z 90-ma samolotami, i helikopterami na pokladzie , i eskortowana przez 16 okretow wojennych i trzy nuklearne okrety podwodne opuscily Norfolk i skierowaly sie do Morza Egejskiego. Dziesiec dni pozniej, kiedy w wyniku zamachu prezydent Janukowicz zostal odsuniety od wladzy , eskadra przeplynela Bosfor i wplynela na Morze Czarne.

Flota zmierzala do brzegow Krymu, gdzie amerykanscy marynarze mieli nadzieje oprocz flag czarnomorskiej floty rosyjskiej – ogladac mlode krymskie dziewczeta w ‚wyszywankach’ (ukrainskich haftach na bluzkach) witajace Amerykanow chlebem i sola.

Niestety, Amerykanie nigdy nie zobaczyli krymskich wybrzezy – nie byli mile widziani.

„Uprzejmi ludzie’ juz sie pojawili na Krymie, a Rosjanie prowadzili manewry nieopodal.

Amerykanska flota zawrocila, zacumowala i wyczekiwala u wybrzezy Turcji.

Wyslano na rekonesans niszczyciel „Donald Cook”, ktory to radosnie poplynal w strone Krymu.

I to wtedy zdarzyl sie ten slynny incydent z rosyjskimi bombowcami Su-24; ponad 10 razy symulowali atak na amerykanski okret, ale byli widzialni na radarach razem z rakietami..

To antyradarowy system „Kibini” pozwolil na te widocznosc.

Niszczyciel wycofal sie do portu w Rumunii, a wkrotce cala amerykanska wyprawa zawrocila do domu – a zwycieski pochod na Krym zostal odwolany..

„Amerykanie bardzo skrupulatnie przygotowali sie na wejscie do Krymu ” – powiedzial Dimitri Sablin, czlonek Komitetu Rady Federacji d/s obrony i bezpieczenstwa

„Juz na rok przed wydarzeniami na Majdanie w Kijowie, przygotowali koszty remontu roznych budynkow w Sewastopolu i w Symferopolu gdzie mieli zamiar umiescic kwatery i sluzby wywiadowcze.

Lotniska wojskowe i garnizony, ktore wtedy nalezaly do Ukrainy, uwazali Amerykanie juz za swoje instalacje wojskowe i nawet wyslali instrukcje zeby je przerobic do standartow NATO..

W planach militarnych USA te przerobki mialy sie zaczac na Krymie w kwietniu 2014.

Wydawalo im sie, ze wszystko juz zostalo ustalone.

Ale referendum zniszczylo ich plany i w 18 -go marca Krym stal sie znowu rosyjski, gdzie obcy goscie juz nie byli mile widziani.

Amerykanie pozniej przyznali, ze Rosjanie wygrali z nimi na punkty. Na wszystkie punkty.

I z tej wielkiej rozpaczy bezradnosci – nalozyli sankcje jako zemste za Krym utracony.

Nawet zachodni eksperci, ktorych nie mozna podejrzewac o sympatie prorosyjskie, potwierdzaja, ze Amerykanie planowali potezna baze na Krymie.
I jesli wezmiemy pod uwage fakt, ze wynajem Sewastopola na baze dla Floty czarnomorskiej konczyl sie w 2017 roku – wlasnie wtedy USA przejeloby calkowita kontrole nad Morzem Czarnym.
Z terytorium Krymu, Woronez i Moskwa moga byc latwym celem, a jesli zajdzie potrzeba to i Turcji.

„Po upadku Zwiazku Radzieckiego, Turcja znow zaczela sie przymierzac do Krymu, jako czesci swiata turkmenskiego.

Ankara dzis otwarcie popiera Mejlis Tatarski, ktory wrecz organizuje blokade Krymu, finansujac zbrojne grupy na terytorium Chersonu, ktore to grupy organizuja rozne prowokacje na granicy rosyjsko-ukrainskiej – objasnia Aleksander Wasiliew, szef Studiow orientalnych przy Rosyjskiej Akademii nauk.

„Ale tutaj, Turcja, jako czlonek NATO ma konflikt interesow z „wielkim bratem- USA”.

Amerykanie wola dzialac niezaleznie na Morzu Czarnym, prawdopodobnie nigdy by sie nie zgodzili na tureckie wplywy na polwyspie, chyba, zeby chodzilo o konfrontacje z rosyjskimi mieszkancami Krymu.

Jest mozliwe, ze Ankara gotowa bylaby nawet zerwac relacje z Waszyngtonem, poniewaz marzy jej sie Krym turecki.

Rosja teraz bardzo energicznie wyposaza Krym nie tylko jako miejsce wypoczynku i turystyki.

Czarnomorska Flota zostala wzmocniona o 20 nowoczesnych okretow lacznie z 6-ma okretami podwodnymi, Fregata ( i nastepne w drodze) , niszczyciel, i male okrety z rakietami.

Duza liczba sil obronnych spadochroniarzy i piechoty ma baze na polwyspie.
Wszystkie sa wspierane przez lotnictwo wojskowe i obrone lotnicza, ktre sklada sie z nowoczesnych systemow obronnych S-400. A wkrotce nadejda rakiety balistyczne Topol-M i YARS, ktore w najlepszym razie moga byc dostrzezone przez Amerykanow ale nie zniszczone.

Kompleks Iskandera -M i „Bastionu” po prostu nie pozwola zadnemu wrogowi zblizyc sie do terytorium krymu na odleglosc 500 do 2000 kilomerow.

„Naturalnie, my nigdy nie pozbedziemy sie Krymu, niezaleznie od wszelkich sankcji z USA” – powiada Dmitri Sablin.

Oprocz patriotycznych hasel i retoryki, ktore oczywiscie nie sa na ostatnim miejscu, i nie mozna zapomniec slow piesni o Sewastopolu, ktory uwazany jest za chwale i dume rosyjskich marynarzy – Krym w pojeciu militarnym , jest strategicznym bardzo waznym miejscem.

Jesli wezmiemy pod uwage historyczne analogie, to podobnie jak Stalingrad w 1942 roku; gdyby wtedy sowieckie oddzialy nie wytrzymaly naporu na Wolge, to Niemcy przedarli by sie do Baku, na Ural i do Indii.

A sankcje? Muchy niepokoja misia – ale mis wzruszy ramionami, otrzepie sie i pojdzie dalej.

Wiktor Sokirko

http://www.fort-russ.com/2016/03/how-russia-ruined-american-plans-in.html

Przedłużono areszt dla Piskorskiego: seans bredni

Przedłużono areszt dla Piskorskiego: seans bredni – Tragedia Donbasu

piskorski

Nie łatwo będzie znaleźć człowieka zainteresowanego polityką, który nie wiedziałby kim jest Mateusz Piskorski. Aczkolwiek wiedza ta opiera się głównie na szablonowych informacjach podawanych „zjadaczom” przez media. Im/władzy potrzebny był realny żywy przykład tego, że w Polsce działa „putinowska agentura”. Czym jest taka agentura? Każdy kto ma krytyczny/krytykanckie nastawienie wobec UE/NATO/Ukrainy, bądź uważa, że w Polsce od ponad 20 lat dominuje system wymiany stanowisk i udawanych opozycji w ramach trójki SLD/PO/PiS- może dorobić się miana szpiega.

I w dobie „polowania na ruskich” trzeba było człowieka wyznaczonego zamknąć w więzieniu. Za co? Tutaj zaczynają się komplikacje. Rozprawa o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci aresztu, trwała kilka godzin, jednak przez trzy dni prokuratura nie mogła się zdecydować, czy Piskorski jest podejrzewany o bycie irańskim, chińskim, czy rosyjskim szpiegiem. Ostatecznie zdecydowano się na wariant trzeci i tak zostało. I tutaj mała korekta: nie prokuratura nie mogła się zdecydować, tylko media nie mogły ustalić najlepszej dla siebie (przekazu) wersji. Zatrzymano więc człowieka publicznego, postawiono mu zarzuty, ale nic więcej nie wiadomo. Przeprowadzałem ankietę dla Europe Insight pośród polskich posłów i żaden z moich rozmówców (z pośród wszystkich ugrupowań) nie wiedział co konkretnie takiego złego Piskorski zrobił.

Co się dowiedzieliśmy dzięki „przeciekom” z prasy? Piskorski mógł być zamieszany w niszczenie pomników na Ukrainie, jeździł na Krym, do Rosji, a co gorsza- do Donbasu. Które z tych „ciężkich przestępstw” nosi znamiona szpiegostwa? Którą z tych spraw powinny się zajmować konkretnie polskie służby? Na Ukrainie obowiązuje np. zakaz krytyki Bandery- zagrożony karą więzienia. Powtórzę: na Ukrainie. Czy polskie służby równie gorliwie będą ścigać działaczy Prawego Sektora z tego tytułu, że organizacja ta jest w Rosji grupą przestępczą? Czy polskie służby będą teraz ścigać każdego kto brał udział w programach telewizyjnych w Rosji, brał udział w konferencjach organizowanych za naszą wschodnią granicą, albo będzie pełnił rolę obserwatora? Ciężko więc widzę przyszłość Polaków pracujących w OBWE.

Inną „zbrodnią” Piskorskiego miało być przyjmowanie pieniędzy z zagranicy. To już faktycznie jest wręcz zbrodnia przeciwko ludzkości, tylko jakoś nie słyszałem, aby np. Otwarty Dialog miał swoje przedstawicielstwa w polskich więzieniach/aresztach. Niewątpliwie jednak wszyscy polscy emigranci (delikatnie licząc 4 miliony) wysyłający pieniądze zarobione np. w Anglii swoim rodzinom, powinni się mieć na baczności. Nie wspominając o „polskich” mediach będących w miażdżącej większości częścią niemieckich koncernów.

W ostatnich dniach postanowiono przedłużyć areszt dla Piskorskiego o kolejne trzy miesiące- taka polska rzeczywistość, faktycznie człowieka można trzymać w zamknięciu dowolnie długo, prokurator może jeździć w tym czasie do Tajlandii szukać męskich kobiet, aresztowany się nie liczy- byle raz na trzy miesiące sędzia napisał: „przychylam się do wniosku prokuratora”. I wszystko.

My jednak w dalszym ciągu nie wiemy dlaczego Piskorski jest w areszcie. Środek zapobiegawczy stosuje się po to, aby podejrzany nie mógł zbiec, bądź przeszkadzać w śledztwu. Oskarżenia o szpiegostwo to nie prokuratorskie „widzi- mi się” tylko poważny zarzut poparty dowodami. Jakie to dowody wymagają kolejnych miesięcy zatrzymania? Jakie to są te niezbite dowody o których chłopaki Ziobry nie chcą powiedzieć?


Zmiana – Oświadczenie ws. przedłużenia aresztu dla MATEUSZA PISKORSKIEGO o kolejne trzy miesiące.

Zmiana-stanowisko-01

Oświadczenie ws. przedłużenia aresztu dla MATEUSZA PISKORSKIEGO o kolejne trzy miesiące.

Zarząd Krajowy ZMIANY stanowczo protestuje przeciwko bezpodstawnemu przetrzymywaniu w areszcie Przewodniczacego ZMIANY, Mateusza Piskorskiego oraz zapowiada walkę o jego uwolnienie wszelkimi dostępnymi środkami.

W dniu dzisiejszym sąd, na wniosek prokurator Anny Karlińskiej z Mazowieckiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji, przedłużył o kolejne trzy miesiące areszt dla naszego lidera, dr. Mateusza Piskorskiego. Prokurator Karlińska to osoba awansowana na swoje stanowisko przez obecnego Ministra Sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobrę w kwietniu 2016 roku, a więc na miesiąc przed pojmaniem Mateusza Piskorskiego przez napastników z ABW co ewidentnie wskazuje na polityczny motyw całej sprawy.

W dalszym ciągu akta są utajnione, a więc nikt nie zna szczegółów sprawy. Jest to kolejny przykład, kiedy osoba publicznie oskarżona nie ma prawa do adekwatnej obrony. Decyzję o przedłużeniu aresztu traktujemy jako kolejny przejaw bezprawia w III/IV Rzeczpospolitej i próbę uderzenia w nas jako środowisko społeczne.

Jednocześnie Zarząd Krajowy ZMIANY wzywa wszystkich aktywistów i sympatyków do wytężonej pracy na rzecz uwolnienia Przewodniczącego poprzez udział w akcjach informacyjnych i społecznych.

Walka trwa!

/-/ Zarząd Krajowy ZMIANY


 
 
Zygmunt Wrzodak: „W obronie Mateusza Piskorskiego”

Upływają trzy miesiące od aresztowania i uwięzienia przez obecną władzę polityczną Mateusza Piskorskiego. Uważam to za potwarz w stosunku nie tylko do Jego osoby, ale także wszystkich przytomnych politycznie Polaków. Były poseł Samoobrony Mateusz Piskorski, od 17 maja 2016 roku przebywa w areszcie. To smutne, znamienne i oburzające, że właśnie za rządów nomen omen Prawa i Sprawiedliwości stał się on pierwszym w Polsce liderem partii politycznej zatrzymanym pod zarzutem szpiegostwa, gdzie ABW, prokuratura nie przedstawiły żadnych konkretnych dokumentów lub innych dowodów obciążających Mateusza Piskorskiego. Służby te, po za medialnymi ogólnikami podały, że kontaktował się z osobami z europejskich ruchów antynatowskich oraz, że kontaktował się z ludźmi z innych krajów jak Rosja, Chiny, Iran.

Przecież wszyscy w Polsce politycy utrzymują kontakty z różnymi politykami z całego świata i co za takie kontakty, PiS aresztować będzie polityków, (szczególnie samych siebie) dziennikarzy, działaczy społecznych? Jako były poseł IV i V kadencji Sejmu RP, działacz Solidarności od 80 roku, domagam się publicznego przedstawienia konkretów, które miałby świadczyć o płatnej współpracy Mateusza Piskorskiego z obcym wywiadem. W przeciwnym razie dalsze milczenie władz RP będzie dowodem na bezprawne działania przeciwko posłowi Mateuszowi Piskorskiemu, które przypominają czasy reżimu Jaruzelskiego i Kiszczaka na początku stanu wojennego.

Tzw. prewencyjny areszt, który usuwa z życia publicznego niewygodne dla władzy osoby, stosowały i stosują władze totalitarne. Tak postępowały władze PRL zatrzymując działaczy Solidarności. Obecna władza PiS swoim postępowaniem wobec Mateusza Piskorskiego upodabnia się do tych niechlubnych poprzedników. Poglądy antynatowskie nie są i nie mogą być w żadnym demokratycznym państwie powodem do aresztu, bo w prawdziwej demokracji, każdy może mieć poglądy zgodne z własnymi przekonaniami. Nie znane są mi przypadki aresztowań w Europie Zachodniej za poglądy antynatowskie!

Polska władza polityczna i dyspozycyjne wobec niej urzędy okazują dziś swą kruchość. Jakim prawem ta władza próbuje nakazać każdemu obywatelowi uznawać sojusz z NATO za polską rację stanu, co więcej dążenie do bliskich, przyjaznych kontaktów z narodami słowiańskimi, w tym Rosją, za działanie przeciwne tej racji stanu? To takie samo działanie, jak za czasów PRL, gdy nakazywano nam, byśmy uznawali przyjaźń z ZSRR za jedyną słuszna rację, a myślących inaczej zamykano w więzieniach i aresztach. Ja niżej podpisany, nie uznawałem okupacji wojsk sowieckich naszego terytorium, tak samo nie uznaje okupacji wojsk ,,natowskich” na naszym terytorium i potępiam wszystkich tych polityków, którzy zgodzili się na taką okupację naszego kraju przez obce wojska i podejrzewam ich o szpiegostwo na rzecz obcych interesów.

Według obecnych władz, agentem jest ten, kto rozmawia z ludźmi np.; z Rosji, ale agentem w Polsce nie jest ten, kto był szkolony i służy wprost polityce USA, Niemiec i Izraela. Agentem nie jest ten, kto podszywa się pod danego ministra polskiego, a w konsekwencji realizuje politykę USA na terytorium Polski i w innych krajach, kosztem narodowych interesów Polski!!!

Nie sądziłem, że jakakolwiek władza po 1989 r. posunie się do tak jawnego braku poszanowania wolności obywatelskich, jakie są aresztowania za poglądy polityczne.

Dyspozycyjność prokuratury, a zwłaszcza sądu, w nazwie niezawisłego organu Rzeczpospolitej Polskiej, wobec władzy politycznej nie jest oznaką siły, przeciwnie – świadczy o słabości wymiaru sprawiedliwości oraz, polityków i o ich strachu przed wolnym słowem a więc przed własnymi obywatelami, czyli suwerenem naszego kraju. Jeśli nie mając wymiernych dowodów winy Mateusza Piskorskiego prokuratura odważa się postawić jakiejś zarzuty, a sąd to bezprawie sankcjonuje, musi liczyć się z tym, że „spisane będą czyny i rozmowy” i tą władzę też społeczeństwo prędzej czy później rozliczy.

Obecna polityczna władza wmawia Polakom, że grozi nam wojna z Rosją, że musimy sprowadzić tu nad Wisłę, obce okupacyjne wojska. Ta władza nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że Rosja planuje agresję na Polskę, tak jak nie ma dowodów rzekomej winy Mateusza Piskorskiego. Wojska NATO, de facto okupacyjne, tak jak charakter okupacyjny miała obecność w Polsce w PRL-u wojsk sowieckich, nie są nam potrzebne. Niech pojawią się wtedy, kiedy pojawi się realne zagrożenie z jakiejkolwiek strony. Dziś NATO może prowadzić wojny daleko od granic swoich państw-członków, na obcych kontynentach.

Obecnej władzy nie chodzi o mityczne zagrożenie ze strony Rosji, ale prowadzenie ciągłej prowokacji wobec naszego sąsiada Rosji, które właśnie ma za zadanie dopiero sprowadzić realne zagrożenie dla Polski i Polaków. Obecność wojsk NATO na polskim terytorium, do czego niemal już realnie doprowadziły rządy PiS i prezydent Andrzej Duda, uczyni z Polski swoistą tarczę strzelniczą, gdyby konflikt amerykańsko-rosyjski się zaognił. Każda narodowa władza, oddala zagrożenia wojenne od własnych granic, a w Polsce przeciwnie, władza z prezydentem na czele ściąga na nasze terytorium konflikt zbrojny między ,,wschodem” a ,,zachodem”. Czy taka władza nie powinna samych siebie aresztować?

Władza PiS w imię głoszonych pseudo – patriotycznych haseł, która ostentacyjnie podpiera się Kościołem Katolickim, swoim działaniem doprowadzi do rozlewu polskiej krwi, a nawet do eksterminacji narodu polskiego. Już w bardzo nieodległym czasie, antynarodową postawą obecnych władz, Polska na ich życzenie może stać się ,,spaloną pustynią” z milionami ofiar. Takie mogą być konsekwencje szaleńczego poddaństwa polityków Pis – szaleńcom, jastrzębiom wojennym z USA, ponieważ szaleńcy ci, marzą o ,,konfiturach” rosyjskich a nie o obronie Polski i Polaków.

Część społeczeństwa czuje się uśpiona hasłami demagogicznymi PiS i świadomością, że od ostatniej wojny minęło ponad 70 lat. Przed ludźmi, którzy szykują nam nową hekatombę ostrzegał nas Mateusz Piskorski, dlatego płaci cenę za głoszenie prawdy. Bez żadnych dowodów, zamyka się usta człowiekowi, który w imię interesu społecznego mówi prawdę, miał inne zdanie niż obecni zarządzający Polską. Taka „zabawa” Polską i Polakami trwa od zakończenia II wojny światowej. Poseł V kadencji sejmu, Mateusz Piskorski w interesie rdzennych Polaków ostrzegał nas przed próbą likwidacji Polski i wojną z naszym sąsiadem w interesie światowych mafii korporacyjnych związanych z lichwą, dlatego stał się niewygodny dla tych którzy realizują w Polsce politykę światowej mafii finansowej.

Domagam się od Jarosława Kaczyńskiego natychmiastowego uwolnienia Mateusza Piskorskiego i innych więźniów politycznych, wycofania się z podpalania Polski.

Domagam się od szefa Solidarności Piotra Dudy, aby opowiedział się za prześladowanym M. Piskorskim a nie za polityczną władzą, która zamyka do więzień Polaków, tylko dlatego, że myślą i działają po polsku.

Domagam się od posłów na Sejm, aby w imię ich godności osobistej nie pozwolili sprowadzać się do roli maszynki do głosowania, aby przejrzeli na oczy, komu służą i w czyim interesie przyciskają guziki w sejmie.

Domagam się od Rzecznika Praw Obywatelskich, podjęcia działań wyjaśniających aresztowanie M. Piskorskiego, podobnej reakcji jak w przypadku heroicznej obrony prezesa TK.

Zygmunt Wrzodak

Działacz podziemnej Solidarności, były członek Komisji Krajowej Solidarności, były członek Zarządu Regionu Mazowsze, szef Solidarności Ursusa w latach 1992 – 2002.

Założyciel LPR, Poseł na Sejm IV i V kadencji.

Otrzymują: Episkopat Polski, Prezydent, Rząd, Marszałek Sejmu i Senatu, RPO, ABW, media, szef NSZZ S,==

Atlantyści podżegają Polskę do terroryzmu wobec Rosji

Atlantic Council: Dywersja i sabotaże w Rosji – rady dla polskiego rządu | WIERNI POLSCE SUWERENNEJ

dywersjaNATO

To jest przecież czystej krwi terroryzm. Czym będzie się różnić Polska od Państwa Islamskiego, po takiej politycznej deklaracji? NICZYM.

Wpływowy think-tank „Rada Atlantycka” (Atlantic Council) z USA, związany współpracą z rządowym Polsko-Rosyjskim Centrum Dialogu i Pojednania, piórami brytyjskiego „jastrzębia” z szefostwa NATO w Europie (gen. Richarda Shirreffa) oraz lobbysty, pracownika przemysłu obronnego i b. współpracownika Radosława Sikorskiego (Macieja Olex-Szczytowskiego), opublikował raport: „Broń powstrzymywania: jak Polska i NATO powinny przeciwstawiać się odradzającej Rosji”.

Autorzy raportu, poza zaleceniami pod adresem polskiego rządu, w tym: MON, MSZ, MF a nawet resortu kultury, nakłaniają władze do prowadzenia działań dywersyjnych i sabotaży wobec petersburskiej energetyki, metro w Moskwie, państwowych mediów, w tym koncernu medialnego RT (Russia Today/Russija Segodnia) i innych obiektów.

Polska w raporcie jawi się, jako oręż agresji NATO, skierowany przeciwko siłom Zachodnio-Północnemu Okręgu Wojskowego FR, przed którymi NATO „robi w gacie”.

CO NATO LEŻY NA SERCU

Raport, mimo, że jest kuriozalny, szokujący a czasem infantylny, jest jednak wart większej uwagi z kilku względów.

Po pierwsze, wskazuje, jak przyjęto w NATO zmiany zachodzące w rosyjskiej armii. „Rosja prowadzi najbardziej ambitny program modernizacji wojska w najnowszej historii i przeznaczyła całkowity budżet około 19,3 bln rubli do 2020r. na dozbrojenie”, donoszą autorzy raportu. Narzekając, że „mimo znaczących trudności gospodarczych w Rosji, (…) i wpływu sankcji Zachodu na sektor przemysłu obronnego Rosji, inwestycje te już teraz przynoszą znaczące wyniki”. Sankcje „wprawdzie ograniczają dostęp do niektórych technologii, z pewnością działają, jako czynnik w spowolnieniu tempa modernizacji wojska, ale nie są w stanie powstrzymać jej całkowicie”.

Rada Atlantycka, publikacją tego raportu potwierdza, że to nie wydarzenia na Ukrainie leżą u podstaw zachodnich sankcji wobec Rosji, ale rosnąca siła rosyjskiej armii, której NATO nie jest w stanie pokonać i powstrzymać, nawet przez wymuszone na UE sankcje.

Raport określa pięć rosyjskich „zagrożeń” dla NATO, są to: modernizacja armii i koncentracja jej sił, „szczególnie w Zachodnio-Północnym Okręgu Wojskowym”, wdrażanie innowacyjności w wojsku, czego przykładem jest system obronny „anty-dostęp / obszar możliwości odmowy” (A2/AD) oraz „strategia nuklearna, ciągłe ćwiczenia i niepewności wokół intencji Kremla”.

Po drugie, raport wskazuje, że działania na obszarze Polski są związane z ofensywnym działaniem USA pod przykryciem NATO wobec Rosji i nie mają właściwie nic wspólnego z obroną państw sojuszniczych.

Tarcza antyrakietowa w Polsce, to system skoncentrowany na monitorowaniu działań obronnych Rosji, służący równocześnie do ewentualnej agresji, wobec obiektów wojskowych w Obwodzie Kaliningradzkim i koło Petersburga.

Jak podają autorzy raportu, wskazane obszary Zachodnio-Północnego Okręgu Wojskowego, przy obecnym stanie zdolności obronnych Rosji, są nie do pokonania.

Tłumaczy to działalność NATO w regionie nadbałtyckim i naciski wobec Szwecji, i Finlandii. Polska i inne państwa regionu, z tych samych powodów znajdują się pod presją NATO, które w ten sposób realizuje politykę zagraniczną USA.

ROSYJSKIE „BĄBELKI” NAD BAŁTYKIEM

Graniczący z Polską Obwód Kaliningradzki stanowi zagrożenie dla utrzymania przewagi sił NATO na akwenach Bałtyku, bowiem jak twierdzi gen. Philip Breedlove (USA) Rosja „wdrożyła śmiertelny i daleko-wahadłowy system obrony przeciwlotniczej” w Kaliningradzie i Petersburgu.

Problemem NATO są tzw. „bąbelki”(bubbles) — system obrony A2/AD (anti-access / area denial), który w postaci warstwowej „bańki”/„bąbla” chroni określony obszar przed atakami z morza, powietrza i lądu oraz przed atakami w cyberprzestrzeni, przestrzeni elektromagnetycznej i w Kosmosie.

Chodzi, m.in.: o zaawansowane systemy obrony powietrznej S-300/S-400, wdrażane w Obwodzie Kaliningradzkim i w pobliżu Petersburga oraz ich integrację z systemami obrony powietrznej na Białorusi, również o Flotę Bałtycką, która w pełni kontroluje obszary morskie w tym rejonie.

Podobne zagrożenia ze strony Rosji dla swoich agresywnych działań, NATO widzi na Morzu Czarnym i na obszarach Lewantu.

Wg raportu, „wprawdzie „Moskwa dostrzega, że nie może dopasować się w ogólnych warunkach do potencjału wojskowego NATO”, ma jednak „możliwości stworzenia wzdłuż wschodnio-północnej granicy NATO — regionalnej wojskowej równowagi, sprzyjającej Rosji”, która „w połączeniu z czynnikiem prędkości i zaskoczenia”, może pozwolić, że osiągniecie przez nią równowagi wojskowej w tym regionie stanie się „faktem dokonanym”.

Trudne do pokonania rosyjskie „bąbelki”, stały się, więc, największym zagrożeniem dla NATO. Stanowią skuteczną barierę, nie tylko przed ewentualnymi atakami, ale nawet dla penetracji wywiadowczej. Dlatego wmawia się państwom nadbałtyckim i Polsce, że Rosja stanowi dla nich największe zagrożenie militarne.

Obwód Kaliningradzki leży przy polskiej granicy a z Obwodu Kaliningradzkiego do Białorusi, która jest państwem związkowym z Rosją, jest „zaledwie 65 km, z dwoma drogami i jedną linia kolejową”, jak podkreślają autorzy raportu.

HAKERZY I PARTYZANCI

Nawet, jeśli Polska zwiększy wydatki na wojsko, powoła Gwardię Narodową i Obronę Cywilną, to i tak nie powstrzyma ataku Rosji, twierdzą autorzy raportu. Połączone siły Sojuszu z państw Europy północno-wschodniej „są znacznie słabsze od liczby żołnierzy i siły ognia Zachodnio-Północnego Okręgu Wojskowego”. W tym regionie, wg raportu, brakuje „głębi strategicznej i operacyjnej”, przez co, obrona tych obszarów przez NATO „jest niemożliwa”. Dlatego Polska musi się przygotować do…. wojny partyzanckiej, „budując sieć schronisk na obszarach zalesionych”.

Zapewne niebawem szef MON, Antoni Macierewicz, zapatrzony w NATO jak sroka w gnat, wyda rozkaz wojskom inżynieryjnym, by budowały przy granicy z Obwodem Kaliningradzkim, i dalej aż po Białoruś, sieć okopów, leśnych obozowisk, ziemianek itp.

„W Polsce jest wojskowa tradycja leśnych wojen partyzanckich, sięgająca 1830r.” dowodzą autorzy raportu, „niedawno, leśne jednostki dawały opór Niemcom i Sowietom od 1939 do 1950r.”, przypominają.

Czy to jest sposób na wzmocnienia zdolności obronnej Polski przed „asymetryczną interwencją z Kaliningradu”, określonej w raporcie, jako pierwsze i najważniejsze zadanie dla Polski i reakcji „na ograniczenie pokusy Rosji do ataku z zaskoczenia”?

Raczej wątpię!

Poza organizowaniem leśnej partyzantki, autorzy raportu zalecają szereg innych działań wyprzedzających.

M.in. rząd RP powinien podjąć natychmiast działania polityczne i oświadczyć, że w odpowiedzi na rosyjskie „eskalacje” jądrowe — zaatakuje w sposób konwencjonalny rosyjskie cele w Obwodzie Kaliningradzkim.

Rząd RP powinien też, wg zaleceń raportu, zastrzec sobie prawo kontrataków w głąb Rosji i w związku z tym opublikować listę celów. M.in. celem ataku Wojska Polskiego powinien być położony ok. 30 km od granicy — Kaliningrad, oraz ok. 60 km — strategiczny radar „Pionierskij”.

Władze powinny też uprzedzić Rosję, że w razie ataku, niekoniecznie Polski, wyśle swoje oddziały specjalne do Kaliningradu, by zniszczyły „cele wysokiej wartości”, jak baterie rosyjskich Pancyrów, albo „metodą zagłuszania” utrudnią „włączanie innych baterii rakiet”.

Rewelacyjnych pomysłów na odstraszanie Rosji od Polski, raport serwuje sporo.

Jeśli Rosjanie np. umieszczą taki „bąbelek”, jaki mają w Kaliningradzie i Petersburgu — w między Grenlandią, Islandią i Wielka Brytanią, gdzie obecność NATO jest znikoma, to wraz z „wojną hybrydową w masowej informacji i operacjami psychologicznymi Rosja może „obniżyć morale sił zbrojnych i ludności państw bałtyckich oraz w północno-wschodniej Polsce, a także podważyć wolę rządów i społeczeństw u pozostałych członków Sojuszu”.

Więc co ma robić Polska, by „morale” ocalić?

Powinna natychmiast ogłosić, że będzie prowadzić działania ofensywne w cyberprzestrzeni i to „niekoniecznie w odpowiedzi na ataki cybernetyczne”. Celem takiego ataku mogą „ być rosyjskie media państwowej, takie jak RT”.

O ile powyższe działania, to hybrydowa walka propagandowa, to już sugestie, by do celów ataków cybernetycznych (traktowanych, jako atak wyprzedzający), włączono „metro w Moskwie”, czy „sieci zasilania” w Petersburgu — trzeba zaliczyć, jako jawne namawiane do dywersji i sabotażu.

Nie trzeba tłumaczyć, czym może się skończyć atak na systemy elektroniczne metra w Moskwie, które obsługuje dziennie dziesiątki milionów ludzi! Masakra w moskiewskim metrze spowodowana atakiem hakerów?! Jako odstraszanie Rosji?!

To jest przecież czystej krwi terroryzm!

Czym będzie się różnić Polska od Państwa Islamskiego, po takiej politycznej deklaracji? NICZYM.

KONKLUZJE

Istnieje realna możliwość, zważywszy na obecny skład personalny najwyższych władz w Polsce i ich stosunek do Rosji, że zalecenia raportu Rady Atlantyckiej zechcą one wcielać w życie. I nie należy się dziwić, że Rosja poważnie przygotuje się na taką ewentualność.

Amerykanie prowadzą niewypowiedzianą, bezpardonową wojnę z Rosją, raport Atlantic Council, jest jednym z licznych tego dowodów. Przez wpływowy think-tank, Amerykanie chcą wplatać Polskę w szalone ataki na wschodniego sąsiada.

Skutki tych zabiegów mogą być tragiczne.

Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

za:http://pl.sputniknews.com/opinie/20160808/3639812/Atlantic-Council-Dywersja-i-sabotaze-w-Rosji-rady-dla-polskiego-rzadu.html

Wywiad „bez znieczulenia” z Albinem Siwakiem o powojennej historii i aktualnej sytuacji Polski

Wywiad „bez znieczulenia” z Albinem Siwakiem o powojennej historii i aktualnej sytuacji Polski !!! – Klub Inteligencji Polskiej

Siwak 1

Niezwykły wywiad z bardzo odważnym Wielkim Polakiem: robotnikiem, związkowcem, politykiem, dyplomatą i autorem 10 książek o prawdziwej historii powojennej i rządzących współcześnie Polską. Jego życiorys jest dokumentem Polskiej Republiki Ludowej – odbudowanej samodzielnie z ogromnych zniszczeń wojennych do poziomu 10 potęgi przemysłowej świata, prawie wyłącznie własnymi siłami.

To III RP grabieżczą transformacją i kolonialnym podporządkowaniem Zachodowi ten dorobek zniszczyła, a historie tego okresu ewidentnie zakłamała, aby to ukryć. Jedynie w okresie Komunizmu Wojennego od 1944 do 1956 r. w pełni rządzili chazarożydzi z nadania chazarożydów sowieckich i dominował terror, ale mimo to Polska była szybko odbudowywana po zniszczeniach.

Natomiast otrucie Stalina i następnie zabicie jego truciela – Ławrentija Berii, wszechwładnego szefa chazarożydowskiego NKWD – przez marszałka Żukowa w 1953 r. było przełomowym momentem, nie tylko w historii Bloku Sowieckiego, ale i świata. W szeregach chazarożydowskiego NKWD, jako podstawie całego zamordystycznego systemu stworzonego od rewolucji żydobolszewickiej, było 84 % chazarożydów i tylko 6 % Rosjan.

[Więcej na ten temat można się dowiedzieć w poniższych książkach Albina Siwaka i w publikacji: „Uszkujnik – Paradoksy historii. Tajna historia Rosji, Europy i świata” na linku: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/uszkujnik-paradoksy-historii-tajna-historia-rosji-europy-i-swiata/ Między innymi te wymienione pozycje wskazują na konieczność napisania historii XX wieku od nowa. ]

Te wydarzenia zapoczątkowały zmiany w latach 1956 – 1989, kiedy w rządzeniu uzyskiwali coraz większą przewagę: Rosjanie w Związku Radzieckim, a Polacy w Polsce. Kilkakrotnie próbowali powrócić do pełnej władzy w Polsce chazarożydzi – potomkowie wdrożycieli Komunizmu Wojennego i piłsudczyzny. Nieudane próby w latach 1968, 1970, 1976 i 1980-81, skutkowały dwukrotnie zmianą ekip rządzących, ale z przewagą Polaków we władzy. Udało im się dopiero w 1989 r. uzyskać pełnię władzy, zapoczątkować i przeprowadzić transformację kolonialną, której efekty widoczne są obecnie przez Polaków dość powszechnie. Do przejęcia władzy w 1989 r. przez chazarożydów przyczynił się też zjudaizowany i zażydzony Kościół Katolicki oraz w dalszym ciągu hierarchia KK realizuje z nimi wspólną politykę przeciw Polsce i Polakom.

Albin Siwak wstąpił do PZPR w wieku 37 lat, dopiero po marcu 1968 r., kiedy Władysław Gomułka usunął wielu chazarożydów z wysokich stanowisk. Jedną z 2 osób, które go wreszcie skutecznie przekonały do wstąpienia, był założyciel i długoletni Prezes Klubu Inteligencji Polskiej św. pamięci profesor Rudolf Jaworek, który sam był bezpartyjny.

Polecamy do czytania cały zestaw napisanych przez Albina Siwaka książek:
1. Od łopaty do dyplomaty, tom I, Toruń 2000
2. Od łopaty do dyplomaty, tom II, Warszawa 2000- niedostępna
3. Rozdarte życie, Warszawa 2000
(Historie niewiarygodnie prawdziwe, Olsztyn 2009)
4. Trwałe Ślady, Warszawa 2003
5. Bez Strachu. Wspomnienia stare i nowe, tom I, Warszawa 2009
6. Bez Strachu. Wspomnienia stare i nowe, tom II, Warszawa 2010
7. Bez Strachu. Wspomnienia stare i nowe, tom III, Warszawa 2011
8. Chciałby dożyć takich dni…, Warszawa 2013
9. Syndrom gotowanej żaby, Warszawa 2015
10. Do narodowego polskiego: wojska, socjalizmu, kościoła… w druku

Tych książek nie można dostać w żadnej księgarni, bo od tych księgarzy, którzy mieliby odwagę je sprzedawać, zostałyby wszystkie wykupione i spalone. Można je zamówić u samego autora lub poprzez sieć jego rosnącej liczby czytelników. Zawartość książek jest autentyczna i prawdziwa, bo gdyby nie była prawdziwa, to autor byłby zniszczony przez tych których opisuje. Te książki powinny trafić pod każdą przysłowiową „strzechę” polskiego domu, o wiele bardziej, niż mówiło się w PRL-u o książkach Henryka Sienkiewicza i Ignacego Kraszewskiego.

Albin Siwak wygrał proces sądowy o naruszenie dóbr osobistych z Adamem Michnikiem i Gazetą Wyborczą, i musieli go za to przeprosić na łamach tej gazety. Na kilka rozpraw tego procesu przychodziło od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu osób, w tym kilku dziennikarzy z krajów Zachodu, ale tego faktu nie wspomniały żadne media w warunkach „wolności” o której one ciągle piszą i mówią.

Albin Siwak w swoim życiu stosował zasadę Stefana Żeromskiego w brzmieniu: „Prawdę swą należy mówić głośno, nie schlebiając ani rzeczom, ani wypadkom, ani stosunkom, ani ideom”.

I mówił ją: jako robotnik i brygadzista w Kombinacie budowlanym „Wschód”, jako członek PZPR, a następnie członek Komitetu Centralnego i Biura Politycznego. Jednocześnie będąc w Biurze Politycznym i Przewodniczącym Komisji Skarg i Interwencji KC PZPR pomógł bardzo wielu ludziom w różny sposób poszkodowanym, w tym byłym członkom AK i oficerom Wojska Polskiego, niszczonym przede wszystkim przez układy chazarożydowskie w różnych strukturach władzy.

Ale także wyjeżdżając w delegacje do Związku Radzieckiego, potrafił artykułować, także publicznie problemy, którymi tam, nierzadko, budził w gremiach najwyższych władz konsternacje, łamiąc przyjętą poprawność polityczna, ale budząc później dyskusję nad poruszonymi z zewnątrz przez odważnego Polaka problemami.

Za swoją nieustępliwość i mówienie prawdy był i w PRL-u i III RP nieustannie szkalowany przez chazarożydów. Po 10 latach kolonizacji Polski rozpoczął w 2000 r pisać książki, w których niszczy „lukier” zakłamanej, sfałszowanej politycznie historii współczesnej i ujawnia prawdę historyczną dając przykład swoją osobowością Polakom, jak powinni postępować.

Polecamy do obejrzenia i wysłuchania tego interesującego wywiadu zrealizowanego w ramach cyklu nagrań „Dokąd Zmierzamy” przez Piotra Korczarowskiego z eMisjaTv.

PS. Dla uzupełnienia i potwierdzenia tego wszechstronnego wywiadu polecamy dla przypomnienia treściwy tekst Zbigniewa Dąbrowskiego naszej stronie na linku: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/10/zbigniew-dabrowski-transformacja-ustrojowa-w-demokracje-kolonialna-2/

PS od redakcji KIP. Powyższe filmowe nagranie zostało zamieszczone na youtube w pierwszych dniach sierpnia i w wyniku interwencji obecnej władzy w Polsce został ten film zdjęty. Natychmiastowa interwencja Jana Kobylańskiego Prezesa Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej  do ambasady polskiej w Waszyngtonie spowodowała przywrócenie zamieszczenia tego nagrania w dniu 7 sierpnia 2016 r na youtube.

Fox News: Stepan Bandera był amerykańskim szpiegiem

Dziennikarz Fox News: Stepan Bandera był amerykańskim szpiegiem | zmianynaziemi.pl

Według oficjalnie lansowanej wersji historii, Stepan Bandera był zaciekłym wrogiem Stanów Zjednoczonych. W raportach amerykańskiego kontrwywiadu wojskowego przywódca OUN-B określany był jako „szczególnie niebezpieczny, ciągle w drodze, często w przebraniu”. Jednak według amerykańskiego dziennikarza Billa O’Reilly’ego oraz jego współpracownika Martina Dugarda, Stepan Bandera był agentem amerykańskiego i brytyjskiego wywiadu, który miał zajmować się szpiegowaniem Sowietów.

Po II wojnie światowej, Stany Zjednoczone nie chciały militarnie dobić osłabionego Związku Radzieckiego, który stracił na wojnie dziesiątki milionów swoich obywateli. Podjęli więc wysiłki mające na celu organizowanie siatek szpiegowskich, złożonych z mieszkańców terenów zajętych przez Armię Czerwoną. Jednym ze środowisk, z którego amerykański kontrwywiad wojskowy pozyskiwał swoich informatorów, byli ukraińscy nacjonaliści.

Dla USA nie miało absolutnie żadnego znaczenia, że pozyskiwane osoby były zbrodniarzami wojennymi, czy jak w przypadku Bandery, nawet masowymi ludobójcami. W końcu Stany Zjednoczone, w ramach tajnej operacji Biura Służb Strategicznych a później CIA, pod kryptonimem „Paperclip” podprowadzili Niemcom ponad 15 tys. naukowców, z których ogromna część brała udział w okrutnych eksperymentach pseudomedycznych, prowadzonych przez państwo niemieckie w czasie II wojny światowej.

Oczywiście rekrutacja byłych zbrodniarzy wojennych nie obejmowała jedynie kadry naukowej. Amerykańskie służby posługiwały się również byłymi niemieckimi szpiegami, których przeciągli na swoją stronę, zapewne proponując im sowite wynagrodzenie. Jednym z takich agentów miał być Stepan Bandera, który przecież był agentem niemieckiego wywiadu wojskowego, używającym pseudonimu „Konsul II”, a Abwehra miała finansować ukraińskich nacjonalistów już od lat 20-tych, przy czym tylko sam Bandera miał otrzymać od niemieckiego wywiadu 2,5 mln marek.

Ale wracając do sedna sprawy: Bill O’Reilly i Martin Dugard napisali w 2014 roku książkę pt.: „Killing Patton. The Strange Death od World War II”s Most Audicios General”, znaną w Polsce pod tytułem „Zabić Pattona. Niezwykła śmierć najzuchwalszego generała II wojny światowej.” Autorzy ów dzieła, powołując się na raport amerykańskiego wywiadu „Studies in Intelligence” vol 19 stwierdzili, że Stepan Bandera 16 maja 1945 roku spotkał się z oficerem amerykańskiego kontrwywiadu wojskowego CIC Stephenem Skubikiem. Skubik otrzymał od swoich przełożonych zadanie pozyskania siatek szpiegowskich z krajów słowiańskich. Bandera miał być jednym z nich. Według O’Reilly’ego i Dugarda, Bandera m.in. poinformował wtedy Skubika, że NKGB otrzymało od Stalina rozkaz zamordowania gen. Pattona. W dalszej części autorzy książki piszą wprost o szpiegowaniu Rosjan przez Banderę dla Amerykanów i Brytyjczyków.

Tak więc oprócz oficjalnej wersji, według której Bandera był szpiegiem MI6 a później niemieckiego BND, był również agentem amerykańskiego wywiadu. A jakby ktoś miał wątpliwości co do wiarygodności ów rewelacji dodam, że na podstawie książki O’Reill’yego i Dugarda National Geographic nakręciło w 2016 roku film dokumentalny o takim samym tytule.

Źródła:

https://en.wikipedia.org/wiki/Killing_Patton

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stepan_Bandera

https://books.google.pl/books?id=eoqpAwAAQBAJ&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false

https://en.wikipedia.org/wiki/Operation_Paperclip

Trup ściele się gęsto za Hillary Clinton

Kod Władzy: Trupy w szafie Hillary Clinton.

Niekończące się skandale w Stanach Zjednoczonych nasuwają pytanie, czy w najbliższym czasie Hillary Clinton nie zostanie zrzucona ze stołka reprezentanta partii na stanowisko prezydenta?

Przypomnijmy, że oprócz niedawnego wycieku danych o jakim można przeczytać w poście
Korupcja, pranie brudnych pieniędzy i wielki upadek USA,  lub też w informacji dotyczącej osób powiązanych z Hillary : Lista śmierci Hillary Clinton, czy ostatni skandal nagłośniony przez WikiLeaks Niebezpieczna współpraca z WikiLeaks  dochadza kolejne informacje źle wpływające na reputacje kandydatki.  W internecie można przeczytać plotki związane z zarzutami o pedofilie jakiej miała się dopuścić była sekretarz stanu.
Do całej historii rodem z filmu sensacyjnego lub dramatu dochodzą kolejne osoby. Tym razem do listy śmierci można dodać mężczyznę, który zdradził tajemnicę lekarską. Niedawno świat obiegła informacja, że kandydatka na stołek prezydencki ma demencję, potwierdzoną przez lekarzy. Osoba, która opublikowała dokumentację medyczną (łamiąc oczywiście przy tym prawo) została znaleziona martwa. Policja nie miała żadnych wątpliwości że doszło do morderstwa.
Film nawiązuje do historii informatora WikiLeaks. Warto jest zwrócić uwagę, że w pewnym momencie na pytanie dziennikarza czy Seth Rich był informatorem WikiLeaks Julian Assange kiwa delikatnie głową twierdząco jednocześnie udzielając werbalnie bardzo wymijającej odpowiedzi.

Michał Mazur: „Seryjny samobójca” pomaga w kampanii Hillary Clinton – Xportal.pl

  W miarę jak kampania prezydencka Hillary Clinton nabiera rozpędu w związku z nią mają miejsce kolejne tajemnicze zgony. W ciągu ostatnich sześciu tygodni życie straciło pięć osób, które mogły się przyczynić do zaprzepaszczenia szans kandydatki Partii Demokratycznej na zwycięstwo w listopadowych wyborach. Poniżej ich nazwiska oraz okoliczności, które mogły mieć związek z ich nagłym opuszczeniem świata żywych:

1) Shawn Lucas (38 l.) – zwolennik Berniego Sandersa, który złożył pozew przeciwko Krajowemu Komitetowi Partii Demokratycznej (DNC) oraz jej przewodniczącej Debbie Wasserman-Schultz do Sądu Federalnego na Florydzie. Powodem były matactwa wyborcze w Partii Demokratycznej, której najważniejsi członkowie (i delegaci jednocześnie) mieli się zmówić przeciwko kandydaturze Sandersa, jak wynikało z korespondencji elektronicznej ujawnionej światu dzięki WikiLeaks. Miesiąc później (2 sierpnia br.) dziewczyna Lucasa znalazła go martwego w łazience, przyczyna zgonu nie została jeszcze ustalona.

2) Victor Thorn (54 l.) – reporter śledczy American Free Press, autor budzącego w Stanach wielkie kontrowersje trzytomowego opracowania “Hillary i Bill Clintonowie” (o znamiennych tytułach kolejnych tomów: „Seks”, „Narkotyki”, „Morderstwa”). Thorn, który naprawdę nazywał się Scott Robert Makufka, był autorem ponad 20 książek. Znaleziony martwy 1 sierpnia br., jako oficjalną przyczynę zgonu podano samobójstwo (miał strzelić sobie w głowę z broni palnej).

3) Seth Conrad Rich (27 l.) – młody stażysta przy Krajowym Komitecie Partii Demokratycznej, który (jak często się sugeruje) miał odegrać kluczową rolę w wycieku. Otrzymał strzał w plecy na ulicy w Waszyntonie, wg niepotwierdzonych sugestii idąc do FBI złożyć zeznania w sprawie, która miała dotyczyć małżeństwa Clintonów. Zmarł na miejscu, 8 lipca br. Według policji morderstwo miało mieć motyw rabunkowy, jednak jak zauważyli rodzice zamordowanego, nadal miał przy sobie komórkę, portfel i drogi zegarek.

4) John Ashe (61 l.) – wysoki oficjel ONZ, dyplomata pochodzący z Antigua, który według wersji policji miał zmiażdżyć sobie gardło podnosząc „na ławeczce” zbyt ciężką dlań sztangę. Znaleziony martwy w swoim domu w Dobbs Ferry (wioska w stanie Nowy Jork), dnia 22 czerwca br., na krótko przed procesem, w którym przez władze federalne został oskarżony o korupcję i nadużywanie swojego stanowiska jako dyplomata. Jednym z oskarżonych w sprawie był Ng Lap Seng, chiński deweloper-miliarder z Makau, jeden z największych potentatów na światowym rynku nieruchomości. Miał on wręczyć zmarłemu 500 tys. dolarów łapówki za kontrakt na budowę centrum konferencyjnego dla ONZ w Makau, oraz 800 tys. USD za ogólne poparcie przy interesach z ONZ i krajem pochodzenia dyplomaty. Wg nieoficjalnych doniesień Ashe miał także posiadać wiedzę nt. wątku chińskiego w sprawie finansowania fundacji Clintonów. Jako Prezydent Zgromadzenia Generalnego ONZ (2013-2014) znał także osobiście Hillary Clinton.

5) Mike Flynn (58 l.) – redaktor działu „Big Government” w Breitbart News, konserwatywnym opiniotwórczym portalu amerykańskim. Jego ostatni artykuł, pt. „Clinton Cash: Bill, Hillary Created Their Own Chinese Foundation in 2014” (pol. „Pieniądze Clintonów: Bill i Hillary stworzyli swoją własną chińską fundację w 2014 roku”) został opublikowany na parę godzin przed jego śmiercią, 23 czerwca br. Według rodziny zmarł śmiercią naturalną, przyczyna zgonu nie została jednak podana do wiadomości publicznej.

Natomiast w środę, 10 sierpnia br., ujawniono kolejną porcję wiadomości mailowych z prywatnego serwera Hillary Clinton, z czasów gdy była szefową dyplomacji Stanów Zjednoczonych. Korespondencja wskazuje na bezpośrednie związki Departamentu Stanu z fundacją Clintonów, oraz przyjmowanie środków pieniężnych od osób zamieszanych w międzynarodową korupcję i finansowanie terroryzmu. Jak widać, założyciel WikiLeaks Julian Assange dotrzymał słowa, ujawniając kolejne kompromitujące Clinton wiadomości mailowe.

W związku z powyższymi zgonami, część komentatorów zastanawia się, czy życie samego Assange’a (przebywającego na terenie ambasady Ekwadoru w Londynie) jest zagrożone. Można się także obawiać, że zagrożony jest także Marcel Lazăr Lehel, znany szerzej pod pseudonimem „Guccifer” – haker rumuńsko-węgierskiego pochodzenia, odsiadujący w ostatnich latach wyroki najpierw w więzieniu rumuńskim a później w amerykańskim. Na początku lipca br. świat obiegła wiadomość o jego zgonie, która jednak rychło okazała się fałszywa.

W tym kontekście warto przypomnieć, co w grudniu 2010 r. powiedział komentator i ekspert polityczny Bob Beckel, publicysta „USA Today” (obecnie zatrudniony przez CNN do relacjonowania kampanii prezydenckiej w Stanach):

Kluczowy, szokujący fragment jego wypowiedzi brzmiał w oryginale tak:

“The way to deal with this is pretty simple. We’ve got special-op forces, I mean – A dead man can’t leak stuff. This guy’s a traitor, a treasonous – and – and he – he has broken every law of the United States, the guy ought to be – and I am not for the death penalty, so if I am not for the death penalty, there is only one way to do it – illegally shoot the son of a bitch.”

[„Sposób na poradzenie sobie z tym jest dość prosty. Mamy siły specjalne, chcę powiedzieć – martwy człowiek nie może być źródłem przecieku. Ten facet to zdrajca, zdradziecki – i – i on – on złamał wszelkie prawa Stanów Zjednoczonych, ten facet powinien być – i nie popieram kary śmierci, a skoro nie popieram, to jest tylko jeden sposób by to zrobić – nielegalnie zastrzelić sukinsyna”]

Opinia Beckela (znanego także z problemów alkoholowo-narkotykowych) jest w oczywisty sposób absurdalna – jak Assange może być „zdrajcą” tudzież winnym „zdrady” ze względu na to, co zrobił przeciwko USA, jeśli nie jest on obywatelem amerykańskim tylko australijskim?

Jednak wypowiedź ta, podobnie jak losy założyciela WikiLeaks, jest także w pewien sposób wartościowa, gdyż dobrze oddaje styl myślenia amerykańskich elit polityczno-finansowych – każdy, kto podnosi rękę przeciwko interesom „Imperium” staje się z automatu wyjętym spod prawa banitą, którego życie może zostać zakończone w dowolnym momencie.

Michał Mazur

Hillary-Clinton-Crazy-Face

Narko-kapitalizm jako dziedzictwo postkolonialne

   Narkokapitalizm jako dziedzictwo postkolonialne

Autor tekstu:

Pojęcie narkokapitalizmu odnosi się dziś do pewnej grupy ubogich państw, które swoją obecność rynkową wiążą głównie z rynkiem narkotykowym. W istocie jednak same początki dzisiejszego globalnego systemu ekonomicznego związane są fundamentalnie z narkobiznesem. Do dziś związek ten jest głębszy niż skłonni jesteśmy sądzić. Jest to zarazem element trudnego dziedzictwa kolonialnego Europy.

Wszyscy pewnie pamiętamy z lekcji historii wojny opiumowe w których Chiny zostały rzucone na kolana, tyle że nie mówi się o tym, jak kluczowe znaczenie miało opium w rozwoju naszego kapitalizmu oraz o tym, że Wielka Brytania swoje „największe imperium świata” zbudowała jako modelowe „narco-state”, przy którym wszystkie dzisiejsze kartele, Kolumbia i Pablo Escobar są jedynie skromnymi naśladowcami.

Efektem narkopolityki brytyjskiej w Azji były miliony ofiar w Bengalu oraz ruina społeczno-ekonomiczna Chin na czele z upadkiem cesarstwa. Dziś historię tę opowiada się za pomocą półprawd i przemilczeń, przez co nie potrafimy należycie zrozumieć i określić naszych zachodnich relacji z innymi częściami świata.

Na początku dwa zastrzeżenia:

1. Nie jest to forma antyzachodniej retoryki pisana w interesie wschodu. W geopolityce najlepiej się sprawdza nietzscheańskie hasło „poza dobrem i złem”. Nie chodzi więc tutaj, by znaleźć tego złego, lecz by zrozumieć Europę.

2. Choć odkrywam poniżej ciemne karty imperium brytyjskiego i dziedzictwa kolonialnego, nie należy tego wiązać z podziałami narodowymi. Z przyczyn głównie geopolitycznych Anglicy dokonali tego, co nie udało się (w dużej mierze przez/dzięki Polakom) Niemcom — reaktywacja Imperium Rzymskiego w głównych jego cechach: a) ekstensywnego rozwoju imperialistycznego, b) eksploatacji „barbarzyńców”, c) handlu niewolnikami, d) szowinizmu kulturowego, e) polityki divide et impera. Choć to Moskwa rościła sobie otwarte pretensje do miana „trzeciego Rzymu”, była ona (i jest) nade wszystko projektem mongolskim, który nawiązał do tradycji bizantyjskich. W pewnym sensie Rosja oczywiście jest „trzecim Rzymem”, lecz w pełnym sensie „trzecim Rzymem” stało się Imperium Brytyjskie, którego z kolei następcą od połowy XX w. stało się USA. Imperialny projekt brytyjski był nie tyle emanacją ducha anglosaskiego, co grecko-rzymskiego. W tym sensie, kiedy rozważamy dzieje brytyjskiego imperializmu, rozważamy Europę jako taką. Należy o tym pamiętać, by nie osuwać się tutaj w jakieś antyangielskie resentymenty.

Spółka, która została państwem

Protoplastą Imperium Brytyjskiego stała się Kompania Wschodnioindyjska, czyli spółka akcyjna założona w 1600 roku, która w ramach rewolucji angielskiej Cromwella wyniesiona została do czołowej siły politycznej, co przypieczętowano w drugiej połowie tego wieku przekazując Kompanii szereg kompetencji publicznoprawnych. Kompania Wschodnioindyjska to spółka, która stała się quasipaństwem, po czym przekształciła angielskie państwo w quasispółkę. Do dziś system ten się uchował.

By zrozumieć jakim kosztem zbudowano ten system zacznijmy od Bengalu, czyli serca Indii Wschodnich. Dziś Bengal to przede wszystkim Bangladesz, który stał się synonimem biedoty. Tymczasem Bengal to jedno z najżyciodajniejszych miejsc globu, leżący w największej na świecie delcie rzecznej tworzonej przez ujścia Gangesu i Brahmaputry, to kraina z 4 tysiącami lat pisanej historii, występująca w mitach greckich, od wieków stanowiąca ważny ośrodek cywilizacyjny Azji. W starożytności Bangladesz zwany był na Zachodzie Gangaridai — to na nim Aleksander Wielki zatrzymał swoją ekspansję indyjską, obawiając się bengalskiej armii, zwłaszcza kilku tysięcy słoni bojowych. Można powiedzieć, że Anglicy dokończyli europejskie dzieło Aleksandra — podbili Bengal, który stał się ich azjatycką centralą.

Kiedy Anglicy wchodzili do Bengalu była to ekonomiczna perła potężnego Imperium Wielkich Mogołów, zwana wówczas „Rajem Narodów”. Kiedy zeń wychodzili po II wojnie światowej Bengal był już jednym z najnędzniejszych zakątków ziemi. Tak oto właśnie kolonizacja „rozwija” kolonizowane ziemie. Jednocześnie w tym czasie Anglia z biednej wyspy, z której uciekało tysiące emigrantów zamieniła się w najbogatszy kraj Europy.

Angielskich kupców nie witano w Bengalu z otwartmi rękoma, szybko się bowiem okazało, że dążą oni nie tyle do wymiany handlowej między Azją a Europą, co do budowy monopolu handlowego, czyli prowadzą handlowy imperializm, którego celem jest zdobycie kontroli nad gospodarką indyjską. Kiedy wyrzucano ich jednak drzwiami, wracali oknem. W 1686 prezes Kompanii Jozjasz Child rozpoczął kilkuletnią wojnę o dostęp do Bengalu, pomimo że Kompania ją przegrała, Wielcy Mogołowie byli coraz bardziej ustępliwi, gdyż Anglicy uprawiali coraz śmielszą bandyterkę na azjatyckim nadbrzeżu, coraz mocniej utrudniając handel bengalsko-perski.

Co sprzedać krajowi, który niczego nie potrzebuje?

Bengal stał się więc azjatycką centralą Anglii, skąd realizowano ekspansję handlową na Chiny. Anglia startowała do Chin z takiego mniej więcej poziomu z jakiego dziś startuje Kolumbia wobec USA. Chiny miały wówczas do zaoferowania szereg produktów, Anglia nie miała niczego, czego by Chińczycy mogli potrzebować. Co można sprzedać zamożnemu krajowi, któremu niczego nie brak? Jedynie środki, które stworzą sztuczne potrzeby zmieniając rzeczywistość. W ten sposób zaczęli dilować narkotykami, czyli tworzyć sobie popyt. Nasz kapitalizm nie zaczął się od sprzedaży naszych produktów tym, którzy ich potrzebują, lecz od tworzenia sztucznych potrzeb modyfikujących rzeczywistość.

Pionierami byli tutaj Holendrzy, którzy u schyłku dynastii Ming, w połowie XVII w. zaczęli wprowadzać na rynek chiński produkt o nazwie Madak, czyli tytoń z opiumowo-haszyszową niespodzianką. Były to bambusowe papieroski, w których do tytoniu dodawano opium z Jawy oraz chiński haszysz. Rozprowadzano je początkowo wśród niższych klas, po których klienci wracali coraz bardziej uzależnieni. Po pewnym czasie wokół tych towarów zaczęły się tworzyć „coffeeshopy” (Opium den). Po kilku dekadach od wprowadzeniu Madaku na rynek chiński zaczęto w nim widzieć problem społeczny. W 1729 buddyjski cesarz Yongzheng zakazał Madaku, zezwalając jedynie na medyczne stosowanie opium.

Handel opium oczywiście nie zanikł, tylko zszedł do podziemia. Handel Madakiem nie rozwinął się do skali gigantycznej nie tyle przez powtarzane co pewien czas zakazy sprzedaży opium, co przez jego ograniczoną podaż. W normalnych warunkach hodowla maków pod opium jest jedynie dodatkiem do uprawy ziemi pod pożywienie. W apogeum handlu Madakiem podaż opium nie przekraczała 12 ton rocznie. By przeskoczyć tę barierę trzeba było zdobyć nie tylko miejsce pod faktorię handlową, lecz poważne ziemie, które będą stracone dla potrzeb lokalnej ludności.

Czyściciele pól zamieniają Bengal w plantację narkotyków

I tutaj własnie na arenę wkracza angielska Kompania Wschodnioindyjska, która miała swój przyczółek w jednym z najbardziej żyznych regionów globu, gdzie łączyły się ze sobą dwie wielkiej rzeki spływające z Himalajów. Od czasów antycznych w delcie Gangesu żyło wyjątkowo dużo ludzi dzięki warunkom naturalnym (dziś w Bengalu czyli na powierzchni połowy Polski żyje 160 mln ludzi).

Murshid Quli Khan
2. Murshid Quli Khan

Problemem był jednak lokalny zarząd: nawabowie Bengalu rządzili w sposób staroświecki: interes mieszkańców przedkładali nad trendami rynkowymi. Kiedy stwierdzili, że duża skala eksportu ryżu, którego Bengal stał się azjatyckim centrum, powoduje coraz większą drożyznę dla mieszkańców, Murshid Quli Khan wydał w 1720 dekret zakazujący eksportu właśnie z uzasadnieniem lepszej dostępności cenowej dla mieszkańców Bengalu. Dzięki takiej polityce Bengal zawsze utrzymywał wyjątkowe wskaźniki demograficzne.

Jeśli zatem nawabowie byli skłonni ograniczać eksport podstawowego dobra bengalskiego, czyli ryżu ze względu na groźbę drożyzny, to cóż dopiero myśleć o perspektywie przekształcenia tych żyznych ziem w pola narkotykowe! Kompania Wschodnioindyjska musiała dokonać zamachu stanu, by przejąć władzę w regionie. W 1757 angielski kartel zdołał skorumpować generała Mir Jafara, którego znęcono obietnicą pomocy w zdobyciu władzy w zamian za obalenie nawaba Siraja ud-Daulaha. W kolejnych latach — w czasie gdy Europa zajęta była wojną siedmioletnią — seria podobnych przewrotów rozwaliła władzę w Bengalu. W 1764 Anglicy zdołali narzucić „prawo Diwani”, które oddawało Kompanii administrację, sprawy podatkowe oraz zarządzanie dochodami. Od tej pory w Bengalu i kilku przyległych prowincjach rządy sprawował londyński kartel, który zaczął zamieniać „Raj Narodów” w to samo co dziś zrobiono z Afganistanem: wielką plantację opium.


Hołd bengalski 1757

W pierwszych latach ich metody były bliźniaczo podobne do tych stosowanych w Warszawie przez tzw. czyścicieli kamienic, którzy w sposób półkryminalny przejmują kamienice a następnie półlegalnie zmuszają ludzi do wyprowadzki, by zamienić je z obiektów mieszkalnych na biurowce. Angielscy „czyściciele pół” zaczęli od obłożenia lokalnych rolników niemożliwymi do udźwignięcia daninami, by wygasić w nich produkcję ryżu a następnie przejąć pod produkcję opium. W efekcie rugów bengalskich najżyźniejsze pola ryżowe zaczęły sukcesywnie obrastać makówkami.

Pisze się dziś, że pierwszy z wielkich głodów Bengalu, który wybuchł kilka lat od przejęcia go przez angielski kartel, był jakimś „wypadkiem” czy zjawiskiem naturalnym. Jest to cyniczne zakłamywanie rzeczywistości. Owe wielkie głody były bezpośrednią konsekwencją angielskiej polityki, konsekwencją jedynie kreowaną na niezamierzoną, a w istocie tak samo pożądaną jak dla czyścicieli kamienic stan braku lokatorów. W tym pierwszym wielkim głodzie zmarło w Bengalu 10 mln mieszkańców. Liczba gąb do wykarmienia zmniejszyła się o 1/3 populacji.

Bengal to XVIII-wieczny Afganistan

Jeśli chcemy zrozumieć czym stał się Bengal pod brytyjskim panowaniem kolonialnym, należy spojrzeć na to, czym stał się dziś Afganistan, bo są to sprawy omal bliźniacze. Oba te kraje zostały w ramach globalnego kapitalizmu zaadaptowane na wielkie plantacje opium.

Można by podnieść, że plantacje afgańskie mają dziś status nielegalnych, więc na pewno trudnią się nimi jacyś tajemniczy przestępcy, którzy chowają się za plecami Talibów. Tyle że handel opium bengalskim miał wówczas taki sam status. Był działalnością nielegalną, co więcej owej nielegalności zawdzięczał swoją lukratywność. Chińczycy konsekwentnie zakazywali handlu opium i wwożenia go do kraju, kartel angielski z kolei nie tylko hodował bengalskie opium na rynek chiński, ale bezwzględnie wymagał od sprzedawców, by było ono sprzedawane wyłącznie do Chin. Kompania Wschodnioindyjska była więc par excellance grupą przestępczą, która szmuglowała na masową skalę opium do Chin pomimo zakazu.

Zakaz służył zresztą nie likwidacji handlu opiumowego, lecz ścisłej kontroli obrotu i gwarancji monopolu. Zakazy antynarkotykowe służą likwidacji wolnego rynku w tej dziedzinie. Pozwalają łatwo eliminować konkurencję, w świetle prawa. Wojny opiumowe wybuchły nie dlatego, że Anglicy chcieli znieść zakaz handlu opium, lecz dlatego, że skala uzależnienia społecznego zaczęła coraz bardziej niepokoić chińskie władze, które podjęły starania mające na celu ograniczenie podaży opium w kraju.

Dzisiejszy rynek narkotykowy oraz pseudowojny z narkotykami mają taki sam charakter: zakazy nie są po to, by walczyć z narkotykami, lecz by je kontrolować i monopolizować. Cała produkcja narkotykowa jest dziś niesamowicie scentralizowana w kilku regionach świata, które łatwo jest kontrolować. Gdyby jakiś kraj postanowił zawalczyć o przemeblowanie rynku czy wyłączenie się zeń — błyskawicznie wybuchłaby współczesna wojna opiumowa.

Taką wojną była m.in. wojna w Afganistanie z lat 2001-2004, która wybuchła tuż po likwidacji plantacji opium przez Talibów w 2000 roku, współpracujących w tym zakresie z ONZ. 12 października 2001 roku na forum ONZ poinformowano o spektakularnym sukcesie afgańskich talibów, którzy w ciągu jednego roku dziesięciokrotnie zmniejszyli areał plantacji opium w Afganistanie, w efekcie czego produkcja opium spadła z 3300 ton do zaledwie 185, czyli udało im się zmniejszyć produkcję opium o 94%. Kilka tygodni później zaczęło się międzynarodowe bombardowanie Afganistanu. I od razu (!) produkcja opium wróciła do dawnego poziomu. Bezpośrednią konsekwencją tej wojny, w której zginęło ok. 70 tys. ludzi a 2 mln emigrowało, było nie tylko niezwłoczne przywrócenie areału hodowli opium, ale i jego spektakularne powiększenie. Tuż przed zakazem Talibów areał uprawy opium wynosił 82 tys. ha, w 2014 sięgnął już 224 tys. ha, czyli wzrost czterokrotny, który pozwolił skoncentrować w Afganistanie ponad 90% światowej produkcji opium. Idealny mechanizm rynkowy dla ochrony monopolu i kontroli produkcji. Trzeba podkreślić, że areał uprawy hodowli opium w Afganistanie zaczął tak rosnąć właśnie od wojny w Afganistanie i trend ten kontynuowany był także w kolejnych powojennych latach. Wszystkie te dane można znaleźć w oficjalnych dokumentach ONZ. Gwałtowny spadek produkcji w latach 2000-2001: www.un.org/press/en/2001/gashc3632.doc.htm. Gwałtowny wzrost produkcji w latach 2002-2014: www.unodc.org/documents/crop-monitoring/Afghanistan/Afghan-opium-survey-2014.pdf.


Źródło: United Nations Office on Drugs and Crime’s 2014 Afghan Opium Survey
 

Musiało minąć 100 lat, byśmy mogli poznać tajniki działalności rynkowej czołowej instytucji fundacyjnej naszego systemu, czyli owej Kompanii Wschodnioindyjskiej, której dzieje najlepiej studiować, jeśli chcemy rozumieć to co się dzieje dziś np. w Afganistanie.

Opiumowe upodlenie Chin

Narkotyki były dla Anglików nie tylko źródłem zysków, ale przede wszystkim mechanizmem niwelowania ujemnego bilansu handlowego wymiany z Chinami. Im więcej Kompania przywoziła z Chin, tym większy tworzył się ujemny bilans wymiany oraz trudności całego systemu finansowego. Deficyt Zachodu w handlu z Chinami rósł następująco w XVIII w.: lata 60. — 3 mln uncji srebra, lata 70. — 7,5 mln uncji srebra, lata 80. — 16 mln uncji srebra. Dynamiczny wzrost kontrabandy opium pozwolił nie tylko na wyeliminowanie deficytu, ale i dał początek drenażu Chin, które zaczęły generować coraz większy deficyt w handlu z Zachodem pomimo że niczego od Zachodu nie potrzebowały kupować i oficjalnie niczego nie kupowały. Wzrost sprzedaży opium do Chin wyglądał następująco: w ostatnim roku przed zakazem 1729 — 12 ton, 1767, 1773 — 60 ton, 1790 — 243 tony, 1800 — 274 tony, 1823 — 425 ton, 1828 — 788 ton, 1832 — 1400 ton. Deficyt Chin w konsekwencji handlu opium w XIX w.: lata 20. — 20 mln uncji srebra, lata 30. — 90 mln uncji srebra. Źródło danych


Wzrost kontrabandy opium do Chin

Wobec tego deficytu Chiny zaczęły ograniczać napływ opium, czyli urealniać stare zakazy. I to właśnie doprowadziło do upokarzających dla Chin wojen opiumowych (1839-1842, 1856-1860). W 1838, czyli tuż przed pierwszą wojną opiumową, kontrabanda opium sięgnęła już 2400 ton. W 1858 wzrosła 4550 ton. By zrozumieć te liczby trzeba je zestawić z dzisiejszym Afganistanem, gdzie w roku 2000 produkcja sięgała 3300 ton opium, czym zaspokajano potrzeby 3/4 całego dzisiejszego świata. Tymczasem po wojnach opiumowych ok 5 tys. ton opium rozprowadzano w samych tylk Chinach (w 1851 liczyły 430 mln ludności). Miało to bardzo dotkliwe konsekwencje społeczne. Dziś na świecie liczbę uzależnionych od twardych narkotyków szacuje się na ok. 1%. Kiedy w postsalazarowskiej Portugalii liczba uzależnionych od samej tylko heroiny sięgnęła 1% uznano to za na tyle poważny problem społeczny, że Portugalia wywalczyła sobie pewien stopień dekryminalizacji użytkowania twardych narkotyków w 2000 roku. Tymczasem w Chinach liczba uzależnionych od opium w roku 1838 szacowana była na 4-12 mln, czyli 1-3%, czyli już przed wojnami opiumowymi przekraczała znacznie dzisiejsze standardy. Dziedzictwem wojen opiumowych oraz dalszej ekspansji handlu opium było uzależnienie od opium dziesiątej części społeczeństwa.


Chiny dzielono tak jak Polskę wiek wcześniej

Z drenowaniem chińskiego systemu ekonomicznego importowanymi narkotykami zdołano sobie poradzić. Chiny zdecydowały się na legalizację opium, czyli jego krajową produkcję. Wolny rynek doprowadził oczywiście do ekspandującej skali podaży i rosnącej narkotyzacji społeczeństwa. W efekcie krajowe siły wytwórcze stawały się coraz bardziej zależne od produkcji opium. Legalizacja narkotyków była jedynie doraźnym złagodzeniem problemu, który odtąd jedynie rósł i można powiedzieć, że to opium rozwaliło chińskie cesarstwo. Dlatego właśnie Chińczycy uznają, że wojny opiumowe rozpoczęły Wiek Upokorzenia Chin przez Zachód. Nawet po upadku cesarstwa, które u swego schyłku usiłowało ponownie zdelegalizować opium, w czasach międzywojennych rządów republikańskich Czang Kaj-szeka, gospodarka państwa uzależniona była od sprzedaży opium, a Chiny stały się typowym „narco-state”. Brutalny komunizm stał się dla Chin swoistą społeczną terapią odwykową. Dziś Chiny podnoszą się z Wieku Upokorzenia i opiumowego rozstrojenia, wracają jako globalna potęga producencka, zmierzają ku odrodzeniu cesarstwa. I pamiętają lekcją opiumową. Co zrobią z tą pamięcią — pozostaje kwestią otwartą.


Złamana fajka opiumowa — pomnik w Chinach upamiętniający wybuch pierwszej wojny opiumowej

Powojenna przebudowa narkosystemu

Należy zdawać sobie sprawę z faktu, że ten system kolonialno-imperialny Zachodu, którego samym sercem był nielegalny handel twardymi narkotykami, trwa do dziś na Zachodzie.

Od powrotu Chin do globalnego rynku w latach 80. Zachód (czyli USA) wykazuje galopujący deficyt tak jak w XVIII w. 1985: -6 mln dol., 1986: -1,7 mld dol., 1990: -10 mld dol. W każdym kolejnym roku deficyt USA rośnie bardzo dynamicznie aż do 367 mld dol. w 2015. Jedynym rokiem od wejścia Chin na globalny rynek w którym USA udało się zmniejszyć deficyt (o 40 mld dol.) był 2009, czyli tzw. wielki kryzys finansowy Zachodu. Czy zatem również i dziś, tak jak na przełomie XVIII i XIX w. wielki kontrolowany (by objęty formalnym zakazem) rynek narkotykowy jest dla Zachodu formą balansowania, równoważenia systemu?

Rynek narkotykowy wydaje się rosnąć wraz ze wzrostem deficytu w handlu z Chinami. W 2007 UN World Drugs Raport szacował go na 322 mld dol. W 2013 ONZowska UNODC oraz Europol szacowali go już na 435 mld dol. Kto podejrzewa, że jest to rynek, który hula sobie samodzielnie kontrolowany przez jakichś współczesnych piratów spod czarnej bandery, ten niczego nie zrozumiał z dziejów Kompanii Wschodnioindyjskiej, która zbudowała nasz obecny system.

Główną światową plantację opium przeniesiono z Bengalu do Afganistanu. Proces ten trwał kilka powojennych dekad. Monopol opiumowy Brytyjczyjków utrzymał się w Bengalu od 1799 aż do 1947 roku, kiedy proklamowano tzw. niepodległość Indii. Piszę o tzw. niepodległości, gdyż Indie, które powstały w 1947 były tworem upośledzonym, z którego wykrojono dwa kluczowe kawałki, stanowiące historyczne esencje kultury indyjskiej: na zachodzie całe ujście Indusu — od Kaszmiru do Morza Arabskiego (a więc historyczna kolebka cywilizacji Doliny Indusu), na wschodzie całe ujście Gangesu, czyli 2/3 Bengalu. Indie bez ujścia Indusu i Gangesu to jak Włochy bez Mediolanu czy Wenecji.

Dwuczęściowy Pakistan
3. Dwuczęściowy Pakistan

Oba te odkrojone kawałki, choć oddalone od siebie w linii prostej o 1600 km, ubrano w formę jednego państwa, które nazwano Pakistanem. Fragment Bengalu, który dotąd służył jako brytyjska plantacja narkotykowa, nazwano Pakistanem Wschodnim. Rządy nad całością tego rozstrzelonego quasipaństwa sprawować miała jego zachodnia część, choć mieszkało tam mniej ludności. Tej dziwnej operacji krojenia Indii dokonanio wzdłuż linii wyznaniowych, które wcześniej stworzono. Formalnie dokonały tego lokalne elity, które jednak były w całości wytworem rządów kolonialnych i które stworzyły status quo optymalne dla byłych kolonistów. Była to konstrukcja w swojej istocie oparta na mechanizmie divide et impera. Pakistan Zachodni, który wykreowany został do rządzenia Pakistanem Wschodnim oraz skazany na permanentny konflikt z wielkimi Indiami wokół Kaszmiru — był de facto skazany na łaskę byłych kolonistów. Wszystko to obmyślone było na utrzymanie w upośledzeniu większej części Bengalu, gdzie Zachód mógłby utrzymać swoje opiumowe poletka.

Nader sztuczna ta konstrukcja, zupełnie oderwana od naturalnych linii geopolitycznych podziałów regionów, zdołała się utrzymać dwie dekady, do lat 70. Wtedy to Bengalczycy stworzyli ruch narodowowyzwoleńczy, który junta wojskowa sprzymierzona z USA usiłowała utopić we krwi. W 1971 dokonano nieprawdopodobnego ludobójstwa, które do dziś jest niemal całkowicie przemilczane na Zachodzie. Nim narodził się Bangladesz wymordowano ok. 3 mln mieszkańców Bengalu, w szczególności uczyniono to co Polsce w Katyniu: zlikwidowano fizycznie jego elitę, 10 mln ludzi emigrowało, zgwałcono 400 tys. kobiet. Mówiąc inaczej, przetrącono cały kręgosłup społeczny tego indoaryjskiego ludu, którego dawniej zląkł się Aleksander Wielki, a który dziś został sprowadzony do symbolu krańcowej nędzy. Bangladesz zrodził się w takich cierpieniach, które możemy zrównać z cierpieniem Polski w XX wieku. Tym niemniej 1971 można uznać za kres opiumowej historii Bengalu, która trwała niemal równe dwa wieki. Ludobójstwo bengalskie obciąża dziś moralnie USA, kiedy się ono rozpoczęło dyplomaci amerykańscy przerażeni ogromem zbrodni wysłali do Waszyngtonu notę protestacyjną wobec lekceważenia przez rząd USA wyczynów pakistańskiego sojusznika: pisano w niej, że działania amerykańskiego rządu w sprawie Pakistanu Wschodniego są dowodem na to, co wielu określi mianem upadku moralnego.

Tymczasowo plantacje opiumowe przeniosły się z Bengalu do sąsiedniej Birmy. Podstawowym skutkiem komunizmu w Chinach było przerwanie ekspandującej przed wojną sprzedaży już nie tylko opium, ale i heroiny. We wczesnych latach 70. CIA wsparła chińskich antykomunistów, którzy zakotwiczyli się przy granicy birmańsko-chińskiej, odbudowując produkcję opium. W konsekwencji wojny wietnamskiej cały okoliczny region został zamieniony na tzw. Złoty Trójkąt, sięgający od Wietnamu po Birmę. Po wyprowadzeniu produkcji opium z Bengalu Złoty Trójkąt został światowym centrum produkcji opium.


Narkotykowy Złoty Trójkąt (dominował po wojnie wietnamskiej) i Złoty Półksiężyc (dominuje po wojnach afgańskich)

Tym niemniej było to rozwiązanie przejściowe. Chiny nie konsumowały już opium, więc czysto logistycznie Złoty Trójkąt był niedogodny. Wyznaczono więc miejsce bliżej Europy. Powstały wówczas ruch hippisowski był świetnym przygotowaniem gruntu pod nowy wielki rynek narkotykowy na Zachodzie. Miejscem docelowym, nową plantacją opiumową miał zostać Afganistan, który musiał zostać do tej roli specjalnie przygotowany. Nowymi plantatorami opium zostali srodzy dżihadyści prowadzeni przez CIA — mudżahedini. W 1979-1980 wespół z Sowietami totalnie rozwalili oni kraj, który w efekcie tej wojny stał się gotowy na transformację w pole opiumowe.

Dwadzieścia lat później analogiczną pod względem skutków operację przeprowadziło NATO. Pozornie zarówno wojna sowiecka jak i amerykańska nic nie dała ani Rosji ani Ameryce. Jednym jej skutkiem było natomiast to, że za każdym razem poważnie wzrósł areał uprawy opium: po wietnamskiej powstał Złoty Trójkąt, po sowieckiej powstał a po natowskiej rozszerzył się Złoty Półksiężyc. Po wojnie z lat 2001-2004 skala produkcji mogła już w pełni zastąpić pola bengalskie.

Dziś Afganistan skupia dziewięćdziesiąt kilka procent globalnej produkcji opium, która w ten sposób jest łatwo kontrolowana i monopolowana. Wojska rosyjskie walczyły w Afganistanie zarówno w czasach sowieckich, jak i w czasie tej ostatniej wojny. W istocie bowiem, Rosja, która z USA i Wielką Brytanią układały w Jałcie powojenny porządek, nigdy nie stanowiła prawdziwej opozycji wobec obecnego systemu. Po drugiej wojnie światowej stała się natomiast nowym elementem układanki divide et impera. Prawdziwa opozycja cywilizacyjna przebiegała na linii Zachód-Chiny.

Wraz z dynamicznym wzrostem areału pól opiumowych w Afganistanie po 2001, jednocześnie wygaszano produkcję w regionie Złotego Trójkąta, która do 2006 roku spadła o 80%. W ten sposób Złoty Trójkąt był zastępowany Złotym Półksiężycem, co jest określeniem nowego ośrodka produkcji narkotyków w Afganistanie (koncentruje dziś główną produkcję opium i haszyszu), wraz z ich główną trasą przerzutową, prowadzącą przez Bliski Wschód na Bałkany.

Ostatnim elementem tej narkoukładanki, była budowa głównego europejskiego centrum dystrybucji afgańskich narkotyków, które ulokowano w Kosowie. Już jednak w 2007 Kancelaria ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości podniosła alarm, że Kosowo to centrum dystrybucji, w którym krzyżują się wszystkie szlaki narkotykowe. Tymczasem rok później ogłoszono niepodległość Kosowa. Pierwszym państwem świata, które ją uznało był Afganistan oraz USA. W Kabulu świętowano zakończenie budowy Złotego Półksiężyca. Kosowo to typowe narco-state, oderwanie od Serbii mogło jedynie wzmocnić ten charakter. To jest kartel, który dostał niepodległość (i nie zmienią tego rzewne obrazki z igrzysk w Rio: „Pierwsze złoto w dziejach młodego państwa!”). Dziś Kosowo kontroluje 80% dystrybucji heroiny w Europie, podobnie pewnie sprawa wygląda z kokainą i haszyszem. Choć Polska wespół z innymi krajami amerykańskiej strefy wpływów grzecznie uznała niepodległość Kosowa, trzeba odnotować, że nasz kraj wyróżnia się na tle Europy nienawiązaniem stosunków dyplomatycznych z tym dziwnym tworem.


Polska seledynowym rodzynkiem Europy. Na ciemnozielono państwa, które nawiązały pełne relacje z Kosowem, na niebiesko państwa, które nie uznałuy niepodległości Kosowa, jasna zieleń — uznanie niepodległości, ale nienawiązanie relacji dyplomatycznych

Coca-Cola symbolem narkokapitalizmu

Najlepszym symbolem naszego narkokapitalizmu jest Coca-Cola, czyli jakby sztandarowa marka amerykańskiego kapitalizmu (na jego brytyjskim etapie była to herbata, której sprzedaż w Europie była ściśle powiązana z handlem opium). Jej pozycja była w pierwszych dekadach budowana była w oparciu o dodawany do niej narkotyk Koki, z których dziś produkuje się kokainowy proszek. Prawdziwa Coca była dodawana do Coli w okresie 1880-1929. Czyż nie jest zatem prawdą, że rdzenie ekonomiczne naszego systemu powstawały w istocie wokół handlu narkotykami i coraz to lepszych metod kreowania sztucznych potrzeb?

Choć tekst ten może wybrzmiewać jako wielki akt oskarżenia pod adresem Zachodu, w istocie nim nie jest. Trudno jest bowiem z przekonaniem stwierdzić, że realne alternatywy wobec naszego narkokapitalizmu są lepszymi rozwiązaniami.

Dzisiejsze lobby narkotykowe posługuje się argumentem, że substancje narkotyczne, odurzające towarzyszą ludzkości od czasów pradawnych, co generalnie ma uzasadniać liberalizację handlu narkotykami. W istocie jednak to co europejscy koloniści zrobili z narkotykami nie miało precedensu. Najróżniejsze narkotyki od pradawnych czasów towarzyszą naszym kulturom, lecz mają one status święty lub leczniczy (zarówno opium, jak i koka), innymi słowy stosowane były okazjonalnie. Handlarze europejscy zaczęli natomiast tworzyć modę użytkowania rekreacyjnego. Stosowane okazjonalnie, narkotyki mogą rozszerzać percepcję rzeczywistości, stosowane regularnie — zaburzają ją, nawet jeśli jest to tylko niewinna marihuana (w Chinach choć konopie rosną swobodnie od 2 tys. lat i są wykorzystywane w celach leczniczych, ich palenie uważane jest za obciachowe). Narkotyki modyfikują postrzeganą rzeczywistość, kiedy przybierają wymiar społeczny, tworzą społeczeństwo mniej lub bardziej oderwane od rzeczywistości. Często zestawia się je z legalnymi używkami jak alkohol lub papierosy, które są nie mniej uzależniające, nie mniej szkodliwe zdrowotnie, mimo to w wymiarze społecznym są o wiele bardziej akceptowalne, gdyż nie umilają rzeczywistości lub nie akcelerują naszej percepcji aż tak skutecznie jak prawdziwe narkotyki.

Czym jest wolny, liberalny rynek w narkotykach mogą obrazować Chiny w okresie Wieku Upodlenia. Być może to dzięki obecnemu systemowi mamy 1% a nie 10% uzależnionych od twardych narkotyków, jak w owym czasie w Chinach. Narkotyki zmieniły Chiny, hamując ich rozwój na całe dekady. W okresie Oświecenia Europa była zafascynowana Chinami. Leibniz (1647-1716) postulował syntezę europejsko-chińską, twierdząc, „że wkrótce pod każdym względem będziemy przewyższeni przez Chińczyków”. Wiek później już nimi gardzono.

Dziś sytuacja się odwraca. Zachód jest dziś rządzony przez generację hipisowskiego pokolenia. I po raz pierwszy od wieków zaczyna być deklasowany przez Azję. Być może jest to forma dziejowej sprawiedliwości, być może jest to zmiana cykliczna, a może jednak Europa popada w cywilizacyjny chillout?

Mariusz Agnosiewicz

Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).

Strona www autora

Liczba tekstów na portalu: 841  Pokaż inne teksty autora
Liczba tłumaczeń: 3  Pokaż tłumaczenia autora

Oryginał.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10029)
(Ostatnia zmiana: 15-08-2016)