Ekonomia pieniądza


Ekonomia pieniądza (1): Cel ekonomii – połączyć dobra z tymi, którzy ich potrzebują

Kapitalizm w różnych odmianach, w tym zwłaszcza neoliberalnej – aktualnie dominującej, doprowadził do gigantycznego rozwarstwienia dochodowego, a w konsekwencji majątkowego. Według raportu angielskiej organizacji pozarządowej Oxfam: 1% najbogatszych ludzi na Ziemi posiada tyle samo majątku co pozostałe 99 %, a 62 najbogatsze osoby świata posiadają tyle co niemal 4 miliardy ludzi na świecie.

W takiej sytuacji kapitalizm jako ustrój społeczno-gospodarczy jest nie do utrzymania, mimo realizowanych prób depopulacji ludności Ziemi do poziomu 0,5 – 1,0 miliarda poprzez: ekonomię, medycynę akademicką, zatrutą żywność i wodę, żywność genetycznie zmanipulowaną, jako broń masowej zagłady, chemtrails, wiele nieudanych prób wywołania III nuklearnej wojny światowej i wiele innych.

Szybko rosnąca świadomość na temat tego ustroju i zachodzących na Ziemi procesów skutkuje poszukiwaniem innych rozwiązań ustrojowych służących 99 % zwykłych ludzi, a nie nielicznym bogatym.

Dlatego rozpoczynamy cykl 10 wykładów na temat koncepcji Kredytu Społecznego, która może stanowić podstawę nowego, bardziej ludzkiego ustroju, w sytuacji nieuchronnego upadku kapitalizmu, ponieważ dotyczy kluczowej kwestii ustrojowej – pieniądza – jako odpowiednika krwi w organizmie żywym i systemu infrastruktury finansowej, jako odpowiednika całego układu krwionośnego.

Koncepcja Kredytu Społecznego, która została ogłoszona po raz pierwszy przez majora i inżyniera Clifforda H. Douglasa w 1918 r. Prezentujemy ją na podstawie wykładów przygotowanych przez Alaina Pilote’a w ramach tygodnia studiów po Kongresie Pielgrzymów św. Michała w Rougemont w dniach 5-11 września 2006 r. i opublikowanych w kolejnych numerach czasopisma MICHAEL.

Redakcja KIP

 

Propozycje Kredytu Społecznego wyjaśnione w 10 lekcjach,

z których każda jest logiczną kontynuacją poprzedniej. Pierwsza lekcja prezentuje podstawy i w ten sposób budujemy fundamenty, żeby przedstawić pełną wiedzę na temat wszystkiego, co wynika z Kredytu Społecznego. A oto tematy dziesięciu lekcji:

Ekonomia pieniądza 1: Cel ekonomii – połączyć dobra z tymi, którzy ich potrzebują;

Ekonomia pieniądza 2: Bieda pośród obfitości. Narodziny i śmierć pieniędzy;

Ekonomia pieniądza 3: Banki tworzą pieniądze jako dług;

Ekonomia pieniądza 4: Rozwiązanie: pieniądze wolne od długu tworzone przez społeczeństwo;

Ekonomia pieniądza 5: Chroniczny brak siły nabywczej. Dywidenda;

Ekonomia pieniądza 6: Pieniądz i ceny. Regulacja cen;

Ekonomia pieniądza 7: Historia kontroli bankowej w USA i znane cytaty na temat pieniędzy;

Ekonomia pieniądza 8: Kredyt Społeczny nie jest partią polityczną, ale zdrowym i skutecznym systemem finansowym;

Ekonomia pieniądza 9 i 10: Kredyt Społeczny i społeczna doktryna Kościoła (lekcje te wyjaśniają, między innymi, cztery podstawowe zasady społecznej doktryny Kościoła katolickiego i opisują badania Kredytu Społecznego przeprowadzone przez dziewięciu teologów).
Wstęp

Kredyt Społeczny jest doktryną, zbiorem zasad ogłoszonych po raz pierwszy przez majora i inżyniera Clifforda H. Douglasa w roku 1918. Zastosowanie tych zasad sprawiłoby, że społeczeństwo skutecznie osiągnęłoby swój właściwy cel, którym jest służenie ludzkim potrzebom.

Kredyt Społeczny nie stwarzałby ani dóbr, ani potrzeb, lecz usunąłby wszelkie sztuczne przeszkody pomiędzy produkcją a konsumpcją, pomiędzy zbożem w magazynach a chlebem na stole. Przeszkoda dzisiaj, przynajmniej w krajach rozwiniętych, jest natury czysto finansowej. Jest to przeszkoda pieniężna. Otóż system finansowy nie pochodzi ani od Boga, ani od natury. Ustanowiony przez człowieka, może być przystosowany do służenia ludziom, a nie do stwarzania im trudności.

W tym celu Kredyt Społeczny przedstawia konkretne propozycje, które chociaż są bardzo proste, pociągają za sobą prawdziwą rewolucję. Kredyt Społeczny tworzy wizję nowej cywilizacji, jeżeli przez cywilizację rozumiemy stosunki między ludźmi oraz warunki życia, ułatwiające każdemu rozwój jego osobowości.

W ustroju Kredytu Społecznego nie zmagano by się już z problemami czysto finansowymi, nieustannie nękającymi administrację publiczną, instytucje, rodziny i zatruwającymi stosunki między jednostkami. Odtąd finanse stanowiłyby już tylko system rachunkowości, wyrażający w cyfrach względne wartości produktów i usług, ułatwiający mobilizację i koordynację działań, koniecznych w różnych fazach produkcji, prowadzących do ukończonego produktu oraz zapewniający WSZYSTKIM konsumentom swobodę wyboru tego, co im odpowiada spośród dóbr zaoferowanych lub dających się natychmiast zrealizować.

Po raz pierwszy w historii wszyscy bez wyjątku mieliby zagwarantowane absolutne, niczym nie ograniczone bezpieczeństwo ekonomiczne. Zniknęłoby ubóstwo materialne. Zniknąłby niepokój o jutro. Chleb byłby zapewniony wszystkim, dopóki jest dosyć zboża na dostateczną ilość chleba dla wszystkich. To samo odnosi się do innych produktów koniecznych do życia.

Tym bezpieczeństwem ekonomicznym byłby obdarzony każdy obywatel z samego faktu, że jest członkiem społeczeństwa, używającym w ciągu całego swego życia ogromnego kapitału społecznego, który stał się dominującym czynnikiem nowoczesnej produkcji. Na ten kapitał składają się m. in. bogactwa naturalne będące wspólnym dobrem; życie w społeczeństwie wraz ze wzrostem z tego wynikającym; suma odkryć, wynalazków, postępu technologicznego i nieustannie wzrastające dziedzictwo pokoleń.

Ten społeczny kapitał, tak produktywny, przynosiłby w zysku każdemu współwłaścicielowi, każdemu obywatelowi okresową dywidendę, od kołyski aż do grobu. I zważywszy wielkość produkcji, jaką dzięki temu wspólnemu kapitałowi można osiągnąć, dywidenda dla każdego powinna wystarczyć do zaspokojenia przynajmniej zasadniczych potrzeb egzystencji. I to bez uszczerbku pensji lub innej formy wynagrodzenia, ponadto nie wyrządzając krzywdy tym, którzy osobiście biorą udział w produkcji.

Dochód związany w ten sposób z osobą, a już nie jedynie z jej statusem najemnika, uchroniłby jednostki od wyzyskiwania ich przez innych ludzi. Mając zapewnione minimum konieczne do życia, człowiek mniej się pozwala poniewierać i może się lepiej oddać obranej karierze.

Ludzie wyzwoleni od przygniatających ich trosk materialnych mogliby uprawiać swobodną działalność, bardziej twórczą niż praca dostępna lub nakazana i dążyć do osobistego rozwoju przez ćwiczenie dyspozycji ludzkich wyższych nad czynności czysto ekonomiczne. Zdobywanie podstaw materialnych nie byłoby już w ich życiu tak bardzo absorbującym zajęciem.

Uwaga: Tekst 10 lekcji jest zasadniczo zaczerpnięty z prac Louisa Evena: z książki „Pod znakiem obfitości” oraz dwóch broszur: „Co to jest prawdziwy Kredyt Społeczny?” i „Finanse zdrowe i skuteczne”, które stanowią część książki Louisa Evena pt. „Globalne oszustwo i drogi wyjścia”.

Kredyt społeczny system bankowy

Ekonomia pieniądza (1): Cel ekonomii

Połączyć dobra z tymi, którzy ich potrzebują

Kiedy mówimy na temat ekonomii musimy po pierwsze rozróżnić pomiędzy środkami i celami. Cel i środki są to dwie całkiem różne sprawy; środki należy podporządkować celowi, a nie cel środkom. Celem jest powzięty zamiar, pewne zadanie do wykonania. Środkami są sposoby postępowania, metody, czynności prowadzące do osiągnięcia tego celu. Podajmy jako przykład wykonanie stołu. Moim zamiarem jest zrobienie stołu. W tym celu postaram się o deski, odmierzę je, przytnę, ohebluję, dopasuję, ześrubuję. Wszystkie te ruchy, wszystkie te czynności są środkami prowadzącymi do wykonania stołu.

To wydaje się proste, lecz w odniesieniu do spraw publicznych często się zdarza, że środki bierze się za cel i dziwimy się, gdy w wyniku powstaje chaos. Na przykład, co jest celem ekonomii według państwa:

A Tworzenie miejsc pracy
B Osiągnięcie korzystnego bilansu handlowego
C Rozprowadzanie pieniędzy dla ludzi
D Produkowanie towarów, których ludzie potrzebują.

Właściwą odpowiedzią jest D. Jednak dla większości polityków celem ekonomii jest tworzenie miejsc pracy, ale miejsca pracy są tylko środkiem do produkcji dóbr, które są celem. Dzisiaj dzięki dziedzictwu postępu, dobra mogą być produkowane z coraz mniejszym udziałem ludzkiej pracy, co pozostawia ludziom więcej wolnego czasu do wykonywania innych zajęć, jak troska o rodzinę lub wykonywanie innych społecznych obowiązków. Poza tym, jaki sens miałoby dalsze produkowanie czegoś, kiedy potrzeby na tę produkcję zostały zaspokojone? Byłaby to bezużyteczna strata zasobów naturalnych. I co z tymi, którzy nie mogą być zatrudnieni w systemie produkcyjnym: upośledzonymi, osobami starszymi, dziećmi, gospodyniami domowymi – czy mają oni umierać z głodu? Nie wszyscy ludzi są producentami, ale wszyscy są konsumentami.

Jeśli myślicie w kategoriach rzeczywistości, to osiągnięcie korzystnego bilansu handlowego oznacza, że eksportujecie do innych krajów więcej produktów niż importujecie ich z zagranicy, co znaczy, że mniej produktów pozostaje w waszych krajach, uboższych w realne bogactwo.

Wielu skłaniałoby się do odpowiedzi C, ponieważ wydaje się oczywiste, że pieniądze są dzisiaj konieczne do życia, o ile nie produkuje się wszystkiego, czego samemu się potrzebuje, co jest wyjątkiem w dzisiejszym świecie, z podziałem pracy, gdzie jedna osoba jest piekarzem, inna cieślą itd., każdy wykonując określone zadanie i produkując określone dobra.

Pieniądze są środkiem do osiągnięcia tego, co jest wyprodukowane przez innych. Zauważcie, to jest środek, a nie cel! Nie je się pieniędzy, nie ubiera się w nie: używa się ich do kupna żywności i odzieży. Po pierwsze, dobra muszą zostać wyprodukowane i wystawione na sprzedaż na rynku: jeśli nie ma produktów do kupienia, wszelkie pieniądze będą bezużyteczne. Jaki sens miałoby posiadanie miliona dolarów na Biegunie Północnym czy na Saharze, gdzie nie byłoby żadnych produktów do kupienia? Porównajmy tę osobę z człowiekiem bez grosza na wyspie, który ma wodę i żywność potrzebną do komfortowego życia? Kto byłby bogatszy? Znowu, jak zobaczymy później, pieniądze nie są bogactwem, ale środkiem do osiągnięcia realnego bogactwa: produktów.

Nie mieszajmy celów ze środkami. Można to samo powiedzieć na temat systemów. Systemy zostały wymyślone i ustanowione, żeby służyły człowiekowi, człowiek nie został stworzony, żeby służyć systemom. Zatem, jeśli system jest szkodliwy dla mas ludzi, czy musimy pozwalać, żeby masy cierpiały z powodu systemu, czy poprawiać system, tak żeby służył masom? Inne zagadnienie, które będzie tematem studiów w czasie tych wykładów jest następujące: ponieważ pieniądze zostały wprowadzone po to, żeby ułatwić produkcję i dystrybucję, czy musi być ograniczana produkcja i dystrybucja pieniędzy, czy pieniądze powinny być powiązane z produkcją i dystrybucją?

Branie celu za środki albo środków za cel, albo uzależnianie środków od celu jest dużym błędem szeroko rozpowszechnionym i wywołującym wiele zamieszania.

Słowo „ekonomia” pochodzi od dwóch słów greckich: „oikia” – dom; „nomos” – reguła. Sama nazwa wskazuje, że chodzi tu o dobre zarządzanie, o wprowadzenie porządku w używaniu dóbr.

W ekonomii domowej chodzi o dobre funkcjonowanie spraw domu. Ekonomia polityczna troszczy się o dobre funkcjonowanie spraw wielkiego wspólnego domu – państwa.

Kiedy możemy nazwać dobrym funkcjonowanie małego czy dużego domu, rodziny czy narodu? – Gdy osiąga swój cel.

Jakaś sprawa jest dobra, gdy prowadzi do wyników, dla których się nią zajęliśmy.

Cel ekonomii

Rozmaite czynności prowadzą do osiągnięcia różnych celów, w różnej kolejności, w różnych dziedzinach. Moralność zajmuje się celem ostatecznym człowieka. W dziedzinie kulturalnej dąży się do intelektualnego rozwoju człowieka, do udoskonalenia jego umysłu i charakteru.

Działalność ludzi na polu gospodarczym ma na celu zaspokajanie ich doczesnych potrzeb, odnosi się więc do bogactw ziemskich.

Celem działalności ekonomicznej jest więc używanie bogactw ziemskich do zaspokojenia doczesnych potrzeb człowieka. Zatem ekonomia osiąga swój cel, jeżeli dobra doczesne wprzęga w służbę człowieka.

Doczesne potrzeby towarzyszą nam w ciągu całego naszego życia. Niektóre z nich są zasadnicze, inne nie są tak niezbędne. Głód, pragnienie, zmienność pogody, zmęczenie, choroby, niewiedza – domagają się żywności, napojów, odzieży, mieszkania, drewna, węgla, wody, łóżek, lekarstw, książek, nauczania przez nauczyciela. Wszystkie one są ludzkimi potrzebami.

Celem życia gospodarczego jest połączyć dobra z potrzebami. Jeśli tak się dzieje, życie ekonomiczne osiąga swój cel. Jeśli tak nie jest, albo jest to robione źle czy niekompletnie, życie ekonomiczne nie spełnia swego zadania albo czyni to niedoskonale.

Celem jest połączenie dóbr z potrzebami. Połączenie, a nie tylko ustawienie jednych naprzeciw drugim.

Innymi słowy ekonomia jest dobra i osiąga swój cel, gdy jest tak zorganizowana, że żywność napełnia żołądek, który odczuwa głód; gdy ubranie okrywa ramiona, którym jest zimno; gdy buty wchodzą na nogi, które są nagie; gdy ogień ogrzewa mieszkanie zimą; gdy lekarz przychodzi z wizytą do chorego; gdy nauczyciele i uczniowie się spotykają.

Celem ekonomii jest nie tylko produkcja dóbr. Dobra te muszą służyć ludziom i odpowiadać na ich potrzeby. Co więcej, celem dóbr nie jest pozostawanie na półkach, ale ich konsumpcja przez ludzi, którzy ich potrzebują. A po to, jak zobaczymy dalej, ludzie potrzebują pieniędzy, żeby kupić dobra leżące na półkach.

Dziedzina ekonomii jest bardzo doczesna. Jej celem jest zaspokoić ludzkie potrzeby. Ostatecznym celem człowieka nie jest zaspokojenie głodu; jest to tylko środek pomagający mu do osiągnięcia jego celu ostatecznego, którym jest oglądanie Boga twarzą w twarz w Niebie przez całą wieczność.

Kredyt społeczny 2

Czy obecny system finansowy jest dokładnym odbiciem rzeczywistości?

Chociaż zaspokojenie ludzkich potrzeb jest tylko środkiem w odniesieniu do celu ostatecznego, chociaż w ogólnym porządku jest to tylko cel pośredni, jest to cel właściwy ekonomice.

Jeżeli ekonomia osiąga ten właściwy jej cel, tj. pozwala dobrom połączyć się z potrzebami – jest doskonała. Więcej od niej nie żądajmy. Tego się jednak od niej domagajmy, bo osiągnięcie tego do niej należy.
Moralność a ekonomia

Nie żądajmy od ekonomii, by osiągała cele moralne, ani od moralności, by osiągała cele ekonomiczne. Byłoby to tak samo niewłaściwe, jak na przykład chcieć przepłynąć statkiem z Montrealu do Vancouver albo udać się koleją z Nowego Jorku do Hawru we Francji.

Człowiek nie nasyci głodu odmawiając Różaniec, lecz posilając się. Taki porządek świata ustanowił Bóg i odstępuje od niego tylko w wypadku cudu. On jeden ma prawo złamać ten porządek. O nasycenie głodnego ma się więc troszczyć ekonomia, a nie moralność.

Natomiast chcąc oczyścić sumienie, człowiek potrzebuje spowiedzi: pomocy religijnej, moralnej, a nie ekonomicznej.

Zresztą człowiek w swojej działalności zawsze powinien kierować się poczuciem moralnym, więc również w dziedzinie ekonomicznej. Moralność nie może jednak zastępować ekonomii. Jest ona przewodnikiem w wyborze celów i czuwa nad słusznością środków, ale nie spełnia tego, co musi spełniać ekonomia.

Ekonomia ma zadbać o zaspokojenie doczesnych potrzeb człowieka. Jeżeli więc produkty zalegają w magazynach albo wcale ich nie ma, a ludzkie potrzeby nie są zaspokojone, wińmy o to ustrój gospodarczy, ściślej mówiąc ludzi, którzy są zobowiązani nim kierować i swego zadania nie wypełniają należycie. Obciążają przez to swoje sumienie i podpadają pod sankcję etyczną.

Zatem moralność i ekonomia są to dwie całkiem różne sprawy, obie jednak dotyczą tego samego człowieka i jeżeli jedną z nich się zaniedba, druga na tym ucierpi. Do obowiązków moralnych człowieka należy zadbać, żeby ustrój gospodarczy osiągnął swój cel.

Chociaż ekonomia jest odpowiedzialna tylko za zaspokojenie doczesnych potrzeb człowieka, duszpasterze wielokrotnie podkreślali wielkie znaczenie dobrego ustroju gospodarczego, gdyż człowiekowi jest potrzebne minimum dóbr doczesnych, by móc się ćwiczyć w cnotach, jak to ujął św. Tomasz z Akwinu. Posiadamy ciało i duszę, potrzeby materialne i duchowe. Jak się to mówi: „szkoda słów na przymierającego głodem” i wiedzą o tym nawet misjonarze w biednych krajach. Muszą najpierw nakarmić głodnych, zanim zaczną głosić im kazania. Człowiek potrzebuje minimum dóbr, żeby przeżyć swoją krótką pielgrzymkę na ziemi i ocalić swoją duszę, ale brak pieniędzy może spowodować straszne i nieludzkie sytuacje.

Papież Benedykt XV wyraził się, że „zbawienie dusz jest najbardziej zagrożone na polu ekonomicznym”.

Papież Pius XI powiedział, że „(130) …obecny ustrój społeczny i gospodarczy stanowi dla ogromnej liczby ludzi niezmiernie wielką przeszkodę w trosce o to jedno, co jest konieczne, o zbawienie” („Quadragesimo anno”, 15 maja 1931 r.).

Cel ustroju gospodarczego, który byłby społeczny i zarazem bardzo ludzki, został określony przez Piusa XI następująco: „(75) Dopiero wtedy gospodarstwo społeczne będzie dobrze zorganizowane i osiągnie swój cel, kiedy wszystkim poszczególnym jednostkom udostępni te wszystkie dobra, których dostarczenie umożliwiają mu skarby i pomoc przyrody, technika przemysłowa i prawdziwie społeczna organizacja życia gospodarczego” („Quadragesimo anno”).

WSZYSTKIM I KAŻDEMU, WSZYSTKIE dobra, których przyroda i przemysł mogą dostarczyć.

Celem ekonomii jest więc zaspokojenie potrzeb WSZYSTKICH konsumentów. Cel jest w spożyciu, produkcja jest tylko środkiem. Zatrzymać ekonomię na produkcji, to znaczy ją okaleczyć. Ekonomia musi finansować nie tylko produkcję; musi finansować także konsumpcję. Produkcja jest środkiem, konsumpcja celem.

Tam, gdzie cel panuje nad środkami, człowiek, jako konsument odpowiada za całą ekonomię. Ponieważ każdy człowiek jest konsumentem, każdy człowiek przyczynia się do ukierunkowania produkcji i dystrybucji dóbr.

Prawdziwa ludzka ekonomia jest społeczna, jak powiedzieliśmy. Musi zaspokoić potrzeby WSZYSTKICH ludzi. WSZYSCY muszą przedstawić swoje zamówienia na dobra produkcyjne – co najmniej, żeby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, tak długo jak produkcja jest w stanie odpowiedzieć na te zamówienia.

Polityka filozofii

Kredyt Społeczny nie jest utopią, ale jest oparty na właściwym rozumieniu rzeczywistości, na sprawiedliwych stosunkach między człowiekiem a społeczeństwem, w którym żyje. Jak powiedział Clifford Hugh Douglas, Kredyt Społeczny jest polityką filozofii.
Polityka jest działaniem, które podejmujemy i jest ona oparta na koncepcji rzeczywistości, albo, innym słowy, filozofii.

Kredyt Społeczny głosi filozofię, która istniała tak długo, jak ludzie żyli w społeczeństwie, ale jest ona szalenie ignorowana w praktyce, dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek.

Tą filozofią, tak starą jak samo społeczeństwo – i dlatego tak starą jak ludzka rasa – jest filozofia współdziałania. Społeczna nauka Kościoła powiedziałaby: dobra wspólnego.

Filozofia współdziałania jest zatem połączeniem wszystkich współpracowników dla ich dobra, dla dobra każdego z nich. Kredyt Społeczny jest

filozofią współdziałania zastosowaną do całego społeczeństwa, prowincji, kraju. Społeczeństwo istnieje dla pożytku wszystkich jego członków, wszystkich bez wyjątku.

Kredyt Społeczny jest doktryną nastawioną na dobro wszystkich obywateli; jest więc, z definicji, przeciwnikiem wszelkich monopoli: ekonomicznego, politycznego, monopolu na władzę, monopolu na brutalną przemoc.

Zdefiniujmy Kredyt Społeczny: społeczeństwo na usługach wszystkich i każdego ze swoich członków, polityka na usługach wszystkich i każdego obywatela, ekonomia w służbie wszystkich i każdego konsumenta.

A teraz zdefiniujmy monopol: wykorzystanie organizacji społecznej do służby kilku uprzywilejowanym, polityka w służbie klanów zwanych partiami, ekonomia w służbie kilku finansistów, kilku ambitnych i pozbawionych skrupułów przedsiębiorców.

Krytycy monopoli często mają na myśli tylko niektóre monopole przemysłowe: elektryczny, węglowy, olejowy, cukrowy itd. Natomiast nie zauważają najniebezpieczniejszego ze wszystkich monopoli porządku ekonomicznego: monopolu na emisję pieniądza i kredytu, monopolu, który postęp w kraju przemienił w dług państwowy; monopolu, który kontrolując wielkość emisji pieniądza w kraju, reguluje poziom życia obywateli, nie zważając na fakty produkcji i na potrzeby ludności.

Celem Kredytu Społecznego jest „ponownie związać się z rzeczywistością” albo „wyrazić w terminach praktycznych” w obecnym świecie, zwłaszcza w świecie polityki i ekonomii, te przekonania na temat natury Boga i człowieka oraz wszechświata, które tworzą wiarę katolicką, przekazaną nam przez naszych przodków, a NIE tak zmienioną i wypaczoną, żeby służyć obecnej polityce czy ekonomii, która pochodzi z niechrześcijańskiego źródła.

Człowiek żyje w społeczeństwie, w świecie podporządkowanym prawom Bożym: prawom natury (fizycznym prawom stworzenia), i prawom moralnym Boga (Dziesięć Przykazań). Przyjęcie i znajomość tych praw powoduje uznanie konsekwencji ich naruszenia.

Akceptacja Prawa Naturalnego to uznanie, że istnieje nieunikniona rzeczywistość i że wszyscy ludzie, pojedynczo lub wspólnie w społeczeństwie, podlegają Prawu Naturalnemu. Wszystkie wydarzenia, jakie rozgrywają się na planie fizycznym są niezliczonymi ilustracjami praw fizycznego wszechświata. Na przykład, kiedy człowiek skacze z samolotu, nie łamie on prawa grawitacji… on je ilustruje, dowodzi go. Odnosi się to do wszystkich naturalnych praw.

Prawa te nie mogą być odwołane przez człowieka – nie można ich nie przestrzegać – sankcje, które wprowadzają je w życie są nieodparte.

Łańcuchy (prawa ustanowione przez ugodę społeczną), które jednostki w społeczeństwie ukuły dla samych siebie są czymś, co można przyjąć, podczas gdy Prawo Naturalne i jego konsekwencje są nieuniknione.

Na przykład, pieniądze są systemem stworzonym przez człowieka, a nie przez Boga czy naturę: ten system może być przez człowieka zmieniony. Równowaga w przyrodzie jednak została stworzona przez Boga i nie może zostać naruszona bez konsekwencji. Jeśli produkujemy dobra bez respektowania środowiska, jeśli zanieczyszczamy i trwonimy bogactwa naturalne dane przez Boga, będziemy ponosili konsekwencje tego.

Kredyt Społeczny: zaufanie, które łączy społeczeństwo

Kredyt społeczny Dobbs

W swoim artykule „Co to jest Kredyt Społeczny?” Geoffrey Dobbs pisał:

kredyt społeczny (pisany z małych liter), który określa coś, co istnieje od dawna we wszystkich społecznościach na ziemi, ale nigdy nie zostało nazwane, gdyż było to dla ludzi tak naturalne i jakby dane im darmo, że prawie nie dostrzegano jego obecności. Dopiero wtedy można uświadomić sobie fakt posiadania tego czegoś, gdy się to utraciło.

Wyraz „kredyt” jest synonimem wyrazu „wiara” lub „zaufanie”, dlatego też możemy używać słów Wiara albo Zaufanie na oznaczenie tego co zespala w jedno społeczeństwo wszystkich jego członków. Wzajemna ufność i zawierzenie każdego każdemu – gdy nie ma ich, wtedy tylko strach (przed karą) może je zastąpić, jako swoisty „cement” społeczeństwa. Żadne społeczeństwo nie może funkcjonować poprawnie bez wzajemnego zaufania na pewnym poziomie. To zaufanie społeczne osiąga swe maksimum w społeczeństwach praktykujących religię chrześcijańską, natomiast jest bliskie minimum w społecznościach, gdzie chrześcijaństwo jest odrzucane i wyszydzane.

Kredyt społeczny jest więc konsekwencją i praktycznym wyrazem akceptacji chrześcijaństwa w społeczeństwie, najbardziej znamiennym owocem chrześcijaństwa. Celem i motywem działania społecznych kredytowców jest wspomaganie wzrostu wzajemnego zaufania w społeczeństwie i zapobieganie jego spadkowi. Można znaleźć wiele przykładów przejawów zaufania społecznego, któ­rych nie dostrzegamy i nie doceniamy ich znaczenia w codziennym życiu. Jak moglibyśmy żyć w spokoju i komforcie, gdybyśmy nie mieli zaufania do naszych bliźnich? Jak moglibyśmy używać ulic i dróg publicznych, gdybyśmy nie ufali, że inni użytkownicy przestrzegają przepisów drogowych? (A co zdarzałoby się nagminnie, jeśliby nie przestrzegali?!)

Jakiż byłby pożytek z pielęgnowania ogrodów, prowadzenia farm czy szkółek leśnych, gdyby inni zajmowali je przemocą albo rabowali plony? Jak można by było prowadzić jakąkolwiek działalność gospodarczą – produkcję, sprzedaż czy kupno – gdyby nie można było liczyć na uczciwość i rzetelność partnerów w transakcji? A co by się stało z naszym życiem społecznym, gdyby zaniechano lub odrzucono wzorce chrześcijańskiego małżeństwa, chrześcijańskiej rodziny czy wychowania dzieci? Widzimy więc jasno, że chrześcijaństwo jest czymś rzeczywistym w społeczeństwie, czymś co niesie niezmiernie ważkie konsekwencje praktyczne, dlatego w żadnej mierze nie powinno być traktowane jako zbiór jakichś mało znaczących opinii, które można chwilowo przyjąć lub odrzucić, zależnie od bieżącej koniunktury.

Można dodać, że bez tego respektu dla kredytu społecznego (zaufania społecznego), dla praw rządzących społeczeństwem, jakiekolwiek życie w społeczeństwie byłoby niemożliwe, nawet gdyby postawiło się na każdym rogu ulicy policjanta, ponieważ nikomu nie można by wierzyć.

Społeczny dyskredyt

Geoffrey Dobbs kontynuuje: Jak istnieje grupa ludzi starających się budować kredyt społeczny, świadomie lub nieświadomie, tak też istnieje grupa społecznych dyskredytowców, chcących niszczyć społeczne zaufanie i doprowadzić je do zaniku, obecnie dokonujących tego z dość wyraźnym sukcesem. Do świadomych niszczycieli kredytu społecznego można zaliczyć komunistów i innych rewolucjonistów, którzy całkiem otwarcie dążą do rozerwania wszystkich nici porozumienia i zaufania, które pozwoliły naszym społeczeństwom sprawnie funkcjonować aż do czasu, gdy „zajaśniał” Dzień Rewolucji… Ale niestety, to właśnie nieświadomi dyskredytowcy są odpowiedzialni za obecne sukcesy tych świadomych, tu na Zachodzie…

Dlaczego producenci i handlowcy zarzucają nas tak wielką ilością tandetnych wyrobów po wygórowanych cenach i próbują nas okpić pięknym opakowaniem i reklamą? Dlaczego większość napraw trwa tak skandalicznie długo, są drogie i nieefektywne, a tak wiele drobnych usług, ułatwiających przecież życie, jest niedostępnych? A przede wszystkim, dlaczego miliony przyzwoitych ludzi z różnych warstw społecznych biorą udział w ironicznie zwanych „akcjach przemysłowych” (strajkach), celowo planowanych i organizowanych po to, aby ograniczyć usługi dla bliźnich.

Co mogło rzesze tych całkiem normalnych ludzi doprowadzić do tak niskiego duchowego poziomu? Wiemy wszyscy, co. Jest jedna przyczyna, wspólna dla wszystkich tych niszczycielskich i niegodnych akcji: potrzeba większej ilości pieniędzy na pokrycie stale wzrastających kosztów utrzymania.

Tak więc doszliśmy wreszcie do problemu pieniędzy, które, jak sądzą niektórzy, są głównym i jedynym tematem idei Kredytu Społecznego, choć tak wcale nie jest! Kredyt Społeczny jest to próba zastosowania chrześcijaństwa w życiu społecznym, ale skoro problem pieniędzy pojawia się po drodze, to zarówno my, jak i każdy chrześcijanin, musimy zastanowić się nad naturą pieniądza i nad tym, dlaczego właśnie pieniądz stoi na naszej drodze, co w rzeczywistości ma tu miejsce. Wielu ludzi odczuwa ogromną potrzebę dogłębnego zbadania jak działa nasz system finansowy, chociaż nie jest to zadanie odpowiednie dla każdego z nich. Ale skoro rezultaty działania tego systemu są tak złe i niosą tak opłakane skutki dla wielu, dobrze byłoby, gdyby każdy z zainteresowanych mógł się dowiedzieć, choćby w ogólnym zarysie, jakie są podstawowe błędy w systemie i co powinno być skorygowane, aby rezultaty działania systemu były prawidłowe…

W następnym odcinku przedstawimy Ekonomia pieniądza 2 pt. „Bieda pośród obfitości. Narodziny i śmierć pieniędzy”.

Opublikowano za: http://www.michaeljournal.org/lekja1.htm

Od redakcji KIP

Na podsumowanie kilka „złotych myśli” w tym temacie :

Kenneth Galbraith – laureat nagrody Nobla z ekonomii: „Proces przez który powstaje pieniądz jest tak prosty, że ludzki umysł go odrzuca. Naprawdę nie ma potrzeby posiadania więcej, niż się potrzebuje. W gospodarce jest tak, że nie możesz handlować pracownikami, ale możesz ich dzierżawić. Po angielsku: Job – to praca dla pieniędzy; work – to praca, którą robisz bo lubisz, albo jesteś w tym dobry.”

Maurice Allais, profesor ekonomii i laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 1988 roku, napisał w swej książce „Les Conditions Monetaires d’une Economie de Marche” („Monetarne uwarunkowania rynku ekonomicznego”, str.2): „W istocie, obecny sposób tworzenia pieniądza z niczego przez system bankowy jest, nie waham się tego powiedzieć, aby pomóc ludziom wyraźnie uzmysłowić sobie, o co tu chodzi, podobny do wytwarzania pieniędzy przez fałszerzy, tak słusznie potępianego przez prawo. Mówiąc konkretnie, daje te same rezultaty”.

Lew Tołstoj: Pieniądz to nowa forma niewolnictwa, odróżniająca się od starej tym, że jest niepersonalna – że nie ma relacji międzyludzkiej pomiędzy panem i niewolnikiem.

Św. Tomasz z Akwinu: „Pieniądze wynaleziono głównie dla ułatwienia wymiany, i dlatego właściwym i głównym użyciem jest ich zużycie, czyli wydanie przy wymianie rzeczy. Dlatego samo przez się jest niedozwolone brać zapłatę za użycie pieniędzy, a na tym polega lichwa.”

Clifford Hugh Douglas założyciel szkoły Kredytu Społecznego: „Władza pieniądza nie chce i nigdy nie chciała ulepszenia systemu pieniężnego. Tarcia społeczne, wojny i sabotaż to jest dokładnie to, czego ona chce.”

Henry Forda twórcy koncernu Forda ( nazwanego tak od jego nazwiska) sprzed blisko wieku temu: „Jeżeli ludzie w kraju rozumieliby naszą bankowość i system monetarny, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem wybuchłaby rewolucja”.

Marshall McLuhan „Tylko małe sekrety muszą być strzeżone. Wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.”

Na szczęście świadomość w tym temacie szybko się zmienia i nadchodzi rewolucja, która zlikwiduje ten kosmiczny przekręt.

PS. Polecamy dla Dociekliwych i Samodzielnie Myślących przeczytanie w tym globalnym temacie i przeanalizowanie, co najmniej zamieszczone na poniższych linkach teksty i połączenie wielu „puzli” w pełniejszy obraz mechanizmu pieniądza, w tym finansów, kredytów i zniewolenia zwykłych ludzi w Polsce i nie tylko. Zalecamy czytanie i analizowanie w podanej kolejności.

Czy Prawo i Sprawiedliwość zamierza wzmocnić grabież kredytową Polaków ? Uwagi do ustawy o kredycie hipotecznym i nadzorze…

„Kreatywna księgowość” w bankowości jest legalna od 2008 r. !!!

Lichwiarze u bram, a encyklika Benedykta XIV o lichwie i innych nieuczciwych zyskach oraz historia lichwy

Świat tonie w długach. Polski dług to tylko ułamek puli sięgającej 260 bilionów złotych

Eliminacja gotówki – część większego planu?

Lista Rothschilda i powiązania

Kto jest właścicielem NBP – czy to Nowy Bank Rothschildów ? I jak to zmienić ?

Bliski upadek systemu bankowego i rezygnacja Iranu z petrodolara

TABU prywatnego lichwiarskiego pieniądza, jako długu – pozbawiającego własności: rodziny, firmy, samorządy i państwo – należy złamać !!!

PIENIĘDZY WYSTARCZY DLA WSZYSTKICH – CZY ORWELL POMYLIŁ DATY?

Ekonomia pieniądza (1): Cel ekonomii – połączyć dobra z tymi, którzy ich potrzebują

a następnie:

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/10/skarga-na-rzad-rp-do-komisji-europejskiej-w-zwiazku-z-zalegalizowaniem-grabiezy-kredytowej-w-polsce/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/richard-k-moore-bankowa-okupacja/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/ellen-braun-o-kreacji-pieniadza-biuletyn-kwartalny-banku-anglii/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/czy-polska-zbankrutuje/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/bankowy-tytul-egzekucyjny-hanba-dla-kolejnych-parlamentow-rzadow-prezydentow-i-trybunalow-konstytucyjnych-od-1997-roku/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/czy-kredyty-w-polsce-beda-troche-tansze-wsrod-najdrozszych-w-europie/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/koncentracja-systemu-bankowego-poprzez-likwidacje-bankrutow-na-koszt-obywateli/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/politycy-prostytuuja-sie-z-miedzynarodowa-finansjera/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/banki-napuszczaja-spoleczenstwo-i-kredytobiorcow-zlotowych-na-frankowiczow/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/kula-lis-65-banksterzy-grabia-ludzi-franka-najpierw-pokochaly-polskie-banki-dopiero-pozniej-polacy/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/wsrod-ludzi-i-malpiatek-tak-samo-czyli-kto-i-po-co-wprowadzil-ludzkosci-pieniadz/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/janusz-szewczak-bunt-juz-dawno-powinien-nastapic/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/w-szwajcarii-beda-glosowac-czy-odebrac-kreacje-pieniadza-bankom/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/10/geszeft-wszechczasow-a-plany-ludobojstwa-planetarnego/

Wnikliwe przestudiowanie i przemyślenie zawartych treści zaoszczędzi czytania kilkunastu tysięcy stron, w tym zwłaszcza gazetowej „sieczki”, gdzie ważna prawda ukryta jest w mieszance wielkich kłamstw z mało ważną prawdą, która służy jedynie uwiarygodnieniu wielkich kłamstw.

Więc trzeba czytać i analizować, analizować, analizować… i wydobywać ważną prawdę na powierzchnię oraz … realizować według zasady australijskich Aborygenów: „Musisz stać się tą zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.”

Redakcja KIP Nasze stanowisko

Naród potrzebuje ducha i prawdy, gdyż one prowadzą na drogę do wolności, dobra i piękna. Niech duch śpiących pobudzi, a trzeba też, jak wzywał Cyprian Kamil Norwid : „dorabiać się prawdy”, „służyć prawdzie” oraz „walczyć prawdą i dla prawdy”. To zadanie podejmujemy odkrywając i głosząc prawdę, zmagając się o poszerzenie wolności oraz ukazując wartości narodowe. Realizując dobra społeczne trzeba nam przekładać słowa w codzienny trud pracy organicznej „od podstaw”, jak pradziadowie, dla odbudowy i umocnienia wszystkiego co Polskę stanowi. Do tego wzywamy każdego Polaka.


 

Ekonomia pieniądza 2: Bieda pośród obfitości Narodziny i śmierć pieniędzy

Koncepcja Kredytu Społecznego jest rozwiązaniem kwestii pieniądza służącej wszystkim ludziom, a nie tak jak obecnie nielicznym w skali świata banksterom.

Prezentujemy drugą część koncepcji Kredytu Społecznego, ogłoszonej po raz pierwszy przez majora i inżyniera Clifforda H. Douglasa w 1918 r., na podstawie wykładów przygotowanych przez Alaina Pilote’a w ramach tygodnia studiów po Kongresie Pielgrzymów św. Michała w Rougemont w dniach 5-11 września 2006 r. i opublikowanych w kolejnych numerach czasopisma MICHAEL.

Redakcja KIP

Ekonomia pieniądza 2: Bieda pośród obfitości

Narodziny i śmierć pieniędzy

Czy w naszym kraju brakuje czegoś do zaspokojenia doczesnych potrzeb mieszkańców? Czy brakuje żywności, aby wszyscy mogli jeść do syta? Czy brakuje butów i ubrania? Czy nie można wytworzyć tego tyle, ile potrzeba? Czy brakuje kolei i innych środków transportu? Czy brakuje drzewa albo kamienia do zbudowania dobrych domów dla wszystkich rodzin? Czy brakuje konstruktorów, fabrykantów i innych robotników? Czy brakuje maszyn?

Ależ to wszystko jest i to w nadmiarze. Sklepy nigdy się nie skarżą, że nie mogą znaleźć towaru do sprzedaży. Spichrze są tak przepełnione, że aż pękają. Wielu zdrowych ludzi poszukuje pracy. Również wiele maszyn stoi nie używanych.

A jednak, ileż ludzi cierpi! Dobra po prostu nie docierają do domów.

Nie ma sensu mówić ludziom, że ich kraj jest bogaty, że eksportuje wiele towarów, że jest na którymś miejscu na świecie pod względem eksportu.

To, co wywożone jest z kraju, nie trafia do domów mieszkańców. To, co znajduje się w magazynach, nie pojawia się na ich stołach.

Matka nie może nakarmić ani ubrać swoich dzieci przyglądając się tylko wystawom sklepowym, czytając w gazetach ogłoszenia o towarach, słuchając przez radio opisów pięknych wyrobów, wysłuchując reklam licznych sprzedawców wszelkiego rodzaju.

Brak jest prawa do posiadania tych produktów. Nie można ich ukraść. Żeby je otrzymać, trzeba zapłacić, trzeba mieć pieniądze. W naszym kraju jest wiele dobrych produktów, lecz wielu jednostkom i rodzinom brakuje prawa do ich posiadania, brakuje pozwolenia, żeby otrzymać te produkty, których potrzebują.

Czy brakuje czegoś poza pieniędzmi? Czy brakuje czegoś oprócz siły nabywczej, żeby produkty przeszły ze sklepów do domów?

Ludzkość przeszła przez okres braku żywności; głód występował na wielkich obszarach i brakowało właściwych środków transportu, żeby przewieźć bogactwo z jednej części świata do drugiej. Dziś to już przeszłość. Mamy nadmiar wszystkiego. Jest obfitość – nie ma braku – która stanowi problem.

Nie ma potrzeby wchodzenia w szczegóły, żeby zademonstrować ten fakt. Można cytować tysiące przypadków dobrowolnej destrukcji na wielką skalę dla stabilizacji rynków, przez likwidację giełdy. Pozwólcie, że podamy tu kilka przykładów.

Kredyt społeczny 4

Pełne magazyny – klęska dla producentów, podczas gdy miliony ludzi umierają z głodu

Dziennik montrealski La Presse z 7 czerwca 1986 r. przedstawił sprawę ziemniaków w prowincji New Brunswick w Kanadzie: „W ostatnim miesiącu rząd federalny postanowił wyrzucić na śmietnik około 100 000 ton ziemniaków, po wysłaniu 2 500 ton dehydratyzowanych ziemniaków do krajów afrykańskich. Powszechna mobilizacja farmerów z Nowego Brunszwiku, firm transportowych i wolontariuszy pozwoliła uchronić blisko 100 000 kg, które zostały dostarczone do kuchni i małych przytułków w Nowym Brunszwiku, Toronto, Ottawie i Montrealu. Ale 90 000 ton, odpowiednik 10-funtowej (4,5 kilogramowej) torby ziemniaków dla każdego Kanadyjczyka, zostało wyrzuconych na śmietnik…

Tego samego tygodnia miała miejsce następująca operacja: 6000 200-funtowych (90 kg) baryłek śledzi zostało wyrzuconych do rzeki Miramichi w Nowym Bruszwiku”.

Obfitość nie jest ograniczona w Kanadzie. Tak samo dzieje się w Europie, jak donosiła gazeta w październiku 1986 r. w artykule pt. Świat umiera z głodu bez konsultacji:

„Powszechne oburzenie wybuchło w związku z planem Unii Europejskiej spalenia lub wyrzucenia do oceanu olbrzymich nadwyżek gór masła, mleka w proszku, wołowiny i zboża zgromadzonych w krajach UE. Raport z UE przedstawiony przez Komisję Europejską rekomenduje zniszczenie żywności, która psuje się, gnije i kosztowne jest jej przechowywanie. Stwierdzono, że zniszczenie samych produktów mlecznych spowoduje oszczędności 300 milionów dolarów US. UE praktykuje już okresowe wyrzucanie żywności na śmietnik. W ostatnim roku wyrzucono do oceanu kilkaset ton psującego się zboża. Proponowana jest eliminacja ponad połowy zapasów żywności. To oznacza spalenie 750 000 ton masła i 500 000 ton mleka w proszku. Podane kwoty nie przyniosły spodziewanego osuszenia jeziora mleka w UE”.

Skąd te wszystkie straty? Dlaczego produkty nie łączą się z potrzebami? Ponieważ ludzie nie mają pieniędzy. Bogactwo, dobra śmieją się nam w twarz, a my umieramy z głodu, jeśli nie mamy pieniędzy, stojąc przed przepełnionymi magazynami. Brak pieniędzy, brak produktów: ludzie umierają z głodu, a produkty wyrzucane są na śmietnik.

Czy jesteśmy mądrzejsi od małp?

Spójrzmy na rysunek: Mamy tu sklep warzywny wypełniony towarem w obfitości. Naprzeciwko sklepu stoi głodny człowiek nie mający ani grosza. Dobre produkty zostały wyprodukowane, żeby je zakupić. Sprzedawca wystawia je, żeby je sprzedać. Konsument chciałby je kupić, ale brakuje mu biletu, żeby za nie zapłacić: on nie ma pieniędzy. Wynik: dobre produkty nie zostaną skonsumowane i zgniją na półkach. Jednak każdy byłby szczęśliwszy, gdyby sytuacja była inna – sprzedawca byłby szczęśliwy, gdyby mógł sprzedać, a konsument byłby szczęśliwy, gdyby mógł kupić.

Dlaczego coś, co mogłoby uczynić wszystkich szczęśliwymi, nie może wydarzyć się wśród ludzi?

Popatrzmy na małpy. Widzą one mnóstwo bananów rosnących na drzewach. Ponieważ muszą je jeść, żeby żyć, po prostu zrywają je i zjadają.

Małpy nigdy nie studiowały skomplikowanych systemów ekonomicznych na swoich uniwersytetach. W swoich małpich głowach nigdy nie badały prawa popytu i podaży, ani nie studiowały różnic między socjalizmem a neoliberalizmem. Widziały po prostu coś dobrego do jedzenia i były na tyle sprytne, żeby to zerwać i nie głodować.

Ale małpa jest małpą, a człowiek człowiekiem. Małpa nie ma rozumu, ale człowiek może używać swojego rozumu niewłaściwie.

Małpa kieruje się swoim instynktem, który jej nie myli. Człowiek kieruje się swoim rozumem, który często wprowadza go w błąd przez dumę. W takim wypadku człowiek spiera się o szczegóły, używa dialektyki, ale zapomina o prostym i czystym rozumowaniu, opartym na zdrowym rozsądku.

Ta bezsensowna sytuacja mnóstwa głodujących ludzi pośród nadmiaru żywności, spowodowana jest chciwością tych, którzy opierają swoją władzę na niewolnictwie mas. Można powiedzieć także, iż ta bezsensowna sytuacja wspierana jest i utrzymywana przez ludzi rzekomo wykształconych w dziedzinie ekonomii, którzy prowadzą umysły do najgłupszych wniosków pod pozorem rozsądnego i naukowego rozumowania.

Całą tę sytuację można też podsumować w formie dowcipu, chociaż konkluzja jest bardzo poważna: grupa małp w dżungli spierała się, czy ludzie są bardziej inteligentni od małp. Niektóre twierdziły, że „tak”, inne, że „nie”. Jedna z małp powiedziała: „Żeby nie mieć wątpliwości, wybiorę się do miasta ludzi i sprawdzę, czy są oni naprawdę mądrzejsi od nas”. Wszystkie małpy zgodziły się, że był to dobry pomysł. Tak więc małpa poszła i zobaczyła człowieka bez grosza głodującego przed sklepem pełnym bananów. Wróciła potem do dżungli i powiedziała do innych małp: „Nie obawiajcie się, ludzie nie są mądrzejsi od nas. Ponieważ nie mają pieniędzy, umierają z głodu, stojąc naprzeciwko bananów, które gniją na półkach”.

Konkluzja: Bądźmy mądrzejsi od małp i opracujmy system pieniężny, który pozwoli nam jeść banany i wszystkie inne produkty, które Bóg zapewnił w obfitości dla wszystkich Swoich dzieci. Ten mądry system monetarny istnieje. Jest nim Kredyt Społeczny.

Pieniądze i bogactwo

Pokazaliśmy właśnie, że to, czego brakuje, to nie produktów, ale pieniędzy. Nie znaczy to, że pieniądze same w sobie są bogactwem. Pieniądze nie stanowią dobra ziemskiego zdolnego zaspokoić potrzeby doczesne. Jak podkreśliliśmy to w lekcji poprzedniej, pieniądze są środkiem, a produkty celem.

Nie można utrzymywać się przy życiu, jedząc pieniądze. Nie można się ubierać, zszywając banknoty dolarowe w sukienkę czy parę pończoch. Nie można odpoczywać, leżąc na pieniądzach. Nie można się leczyć, kładąc pieniądze na miejsce dolegliwości. Nie można się uczyć, koronując swoją głowę pieniędzmi.

Pieniądze nie są realnym bogactwem. Realne bogactwo składa się ze wszystkich użytecznych rzeczy, które zaspokajają ludzkie potrzeby.

Chleb, mięso, ryby, bawełna, drewno, węgiel, samochód na dobrej drodze, lekarz odwiedzający chorego, wiedza naukowa – to jest realne bogactwo.

Ale w naszym współczesnym świecie pojedynczy człowiek nie produkuje wszystkich rzeczy. Ludzie muszą je kupować. Pieniądze są symbolem, który otrzymuje się w zamian za sprzedaną rzecz. Jest to symbol, który trzeba dać w zamian za rzecz, którą ktoś chce kupić od drugiej osoby.

Bogactwo jest rzeczą; pieniądze są symbolem tej rzeczy. Symbol powinien odzwierciedlać rzecz.

Jeżeli w jakimś kraju jest wiele rzeczy na sprzedaż, potrzeba wiele pieniędzy, aby rzeczy te rozdzielić. Im więcej jest ludzi oraz rzeczy, tym więcej powinno być w obiegu pieniędzy. W przeciwnym razie wszystko się zatrzyma.

Dzisiaj brakuje właśnie tej równowagi. Dóbr jest prawie tyle, ile chce się ich wytworzyć, dzięki zastosowaniu odkryć naukowych, dzięki nowym wynalazkom i ulepszonym maszynom. Jest też wielu ludzi nie zatrudnionych – ich praca mogłaby być potencjalnym źródłem dóbr. Mnóstwo zawodów jest nieużytecznych, a nawet szkodliwych. Jest wiele takich czynności, których jedynym celem jest destrukcja.

Pieniądz został stworzony w celu utrzymania obiegu towarów. Dlaczego zatem nie znajduje on drogi do rąk ludzi w tej samej ilości, jak napływ towarów z linii produkcyjnej?

Pieniądz gdzieś powstaje

Kredyt społeczny 6

Wszystko ma początek, z wyjątkiem Boga. Pieniądz nie jest bogiem, dlatego ma swój początek. Pieniądz gdzieś powstaje.

Wiemy, gdzie powstają takie rzeczy użyteczne, jak żywność, odzież, obuwie, książki. Robotnicy, maszyny oraz zasoby naturalne kraju stwarzają bogactwo, dobra, których potrzebujemy i których nie brak.

Ale gdzie powstaje pieniądz, pieniądz, którego brakuje nam na zakup dóbr, których nie brakuje?

Pierwszym poglądem ku jakiemu się skłaniamy, nie zdając sobie z tego zanadto sprawy, jest to, iż istnieje pewna stała ilość pieniędzy i że nie można jej zmienić; jak gdyby to było słońce, deszcz albo pogoda Taki pogląd jest błędny; jeżeli pieniądz istnieje, to znaczy, że go gdzieś wytworzono. Jeżeli go już nie ma, to znaczy, że ci, którzy go wytwarzali, przestali go tworzyć.

Innym rozpowszechnionym przekonaniem o pochodzeniu pieniędzy jest to, że to rząd je wytwarza. Ten pogląd też jest błędny. Rząd dzisiaj nie wytwarza pieniędzy i stale się uskarża na ich brak. Gdyby to on je wytwarzał, nie siedziałby bezczynnie przez dziesięć lat w obliczu braku pieniędzy. (I na przykład w Polsce nie byłoby długu narodowego w wysokości pięciuset miliardów złotych.) Rząd nakłada podatki i pożycza pieniądze, ale ich nie wytwarza.

Teraz wytłumaczymy, gdzie się pieniądz rodzi i gdzie się kończy. Ilość pieniądza regulują ci, którzy sprawują kontrolę nad jego narodzinami oraz nad jego śmiercią. Jeżeli wytwarzają go dużo, a mało zużywają, jest go więcej. Jeżeli zużycie pieniądza postępuje szybciej od jego wytwarzania, jego ilość się zmniejsza.

W kraju, gdzie brakuje pieniędzy, poziom naszego życia nie zależy od ilości produkowanych dóbr, lecz od ilości pieniędzy, jakimi dysponujemy na zakup tych dóbr. A więc ci, którzy kontrolują ilość pieniędzy, kontrolują standard naszego życia.

„Ci, którzy kontrolują pieniądz i kredyt, stali się panami naszego życia… Bez ich zgody nikt nie może nawet oddychać”. (Pius XI, encyklika Quadragesimo anno).

Dwa rodzaje pieniądza

Pieniądz może być zdefiniowany jako coś, co służy do płacenia, do kupowania; co wszyscy w danym kraju przyjmują w zamian za dobra lub usługi.

Materiał, z jakiego pieniądz jest zrobiony, nie ma znaczenia. W przeszłości pieniądze były wykonywane z muszli, ze skóry, z drzewa, z żelaza, ze srebra, ze złota, z miedzi, z papieru, itd.

Przykłady pieniędzy w przeszłości

Kredyt społeczny muszelki.

Muszelki kauri znajdowały się wśród najwcześniejszych form pieniędzy i były używane jako środek płatniczy w Chinach 3500 lat temu. W niektórych częściach świata używano ich do początku lat 1900-ych. Kauri były akceptowane jako środek płatniczy przez wielu ludzi w Azji, Europie, Afryce i na wyspach Pacyfiku w różnych okresach czasu. Przebywały one wielkie odległości, kiedy przechodziły z ręki do ręki. Kauri były tak ważne w Chinach, że wpłynęły na kształt chińskiego charakteru, który oznacza „kupować”. Kauri służyły tak dobrze jako środek płatniczy, ponieważ były poręczne, łatwe do przeliczania, trwałe i prawie niemożliwe do podrobienia.

Kredyt społeczny karty

Pieniądze w postaci kart do gry używane były jako środek płatniczy w latach 1685 – 1719 w Nowej Francji, dzisiejszym Quebeku, i we wschodniej Kanadzie. Premierem rządu Nowej Francji był Jacques de Meulles. W 1685 r. zabrakło rządowi srebrnych i złotych monet na wypłaty dla jego pracowników, głównie żołnierzy. W obliczu tego problemu premier znalazł twórcze rozwiązanie. Wypisał on na odwrocie kart do gry „przyrzeczenia płatności” i podpisał je. Potem zarządził, by każdy w Nowej Francji, sprzedając towary, zaakceptował te awaryjne „banknoty”.

źródło: http//www.currencymuseum.ca/eng/learning/digit.php

Obecnie w Polsce (w Kanadzie, w USA) są dwa rodzaje pieniędzy: jeden nazywany gotówką, wykonany z metalu i z papieru, drugi powinniśmy nazwać pieniądzem księgowym (bezgotówkowym), stworzonym z cyfr, zapisanych w księdze głównej. Pieniądz gotówkowy ma najmniejsze znaczenie. Najważniejszy jest pieniądz bezgotówkowy (ponad 95%).

Pieniądzem bezgotówkowym jest konto bankowe. Wszystkie obroty handlowe przechodzą przez konta bankowe. Pieniądz gotówkowy krąży lub nie w zależności od stanu handlu. Lecz obroty handlowe nie zależą od pieniądza gotówkowego; są one przeprowadzane za pomocą kont bankowych handlowców.

Za pomocą konta bankowego kupuje się i płaci, nie posługując się pieniądzem metalowym lub papierowym. Kupuje się za pośrednictwem liczb.

Mam konto bankowe opiewające na 40.000 zł. Kupuję samochód za 10.000 zł. Płacę czekiem.

Kupiec podpisuje czek i składa go do banku.

Bankier dokonuje operacji na dwóch kontach: najpierw na koncie kupca, które powiększa o 10.000 zł, następnie na moim, które zmniejsza o 10.000 zł. Kupiec miał 500.000 zł; obecnie na swoim koncie bankowym ma zapisanych 510.000 zł. Ja miałem 40.000 zł, teraz na moim koncie bankowym jest zapisanych 30.000 zł.

Pieniądz papierowy nie poruszył się w kraju z powodu tej transakcji. Przekazałem kupcowi tylko trochę cyfr. Zapłaciłem mu za pomocą cyfr.

W ten sposób załatwia się ponad 9/10 interesów. Nowoczesnym pieniądzem jest pieniądz bezgotówkowy, to pieniądz wytworzony z cyfr. Jest go najwięcej, dziesięć razy więcej niż pieniądza papierowego lub metalowego. Jest to najszlachetniejszy typ pieniądza, ponieważ uruchamia inny pieniądz. Jest najpewniejszy, bo nikt nie może go ukraść.

Oszczędności i pożyczka

Pieniądz bezgotówkowy, jak i ten drugi rodzaj pieniądza, ma jakiś początek. Ponieważ pieniądz bezgotówkowy jest kontem bankowym, powstaje on, gdy zostaje otwarte konto bankowe, chociaż pieniędzy nigdzie nie ubywa, ani na innym koncie, ani w niczyjej kieszeni.

Suma na koncie bankowym może powiększyć się w dwojaki sposób: drogą oszczędności i drogą pożyczki. Są też inne drogi, ale mogą one być sklasyfikowane jako pożyczki.

Konto oszczędnościowe jest transformacją pieniądza. Zanoszę gotówkę do bankiera. O tę sumę powiększa on moje konto. Nie mam już pieniędzy gotówkowych, mam do dyspozycji pieniądz bezgotówkowy. Mogę na nowo otrzymać gotówkę, zmniejszając sumę pieniędzy bezgotówkowych na moim koncie. Jest to prosta transformacja pieniędzy.

Ale ponieważ chcemy się dowiedzieć, jak powstaje pieniądz, więc konto oszczędnościowe, które jest zwykłym przekształcaniem pieniędzy, nie interesuje nas tutaj.

Pieniądze rodzą się w bankach

Konto pożyczkowe jest kontem wystawionym pożyczającemu przez bankiera.

Jestem przedsiębiorcą. Chcę założyć nową fabrykę. Brakuje mi jedynie pieniędzy. Udaję się do banku i pożyczam 100.000 zł pod zastaw. Bankier każe mi podpisać zapewnienie zwrotu kapitału wraz z odsetkami. Potem pożycza mi 100 000 zł.

Czy te 100.000 zł wręczy mi w banknotach papierowych? Nie chcę takich. Po pierwsze – są za bardzo niebezpieczne. Następnie, jestem przedsiębiorcą, który kupuje w wielu różnych i odległych miejscach, za pomocą czeków lub elektronicznych transferów. Chcę konta bankowego na 100.000 zł, które znacznie ułatwi mi prowadzenie firmy.

Zatem bankier otworzy mi konto na 100.000 zł. Umieści na moim koncie 100.000 zł tak, jakbym je przyniósł do banku. Ale ja ich nie przyniosłem, ja po nie przyszedłem.

Ale czy jest to konto oszczędnościowe założone przeze mnie? Nie, to jest konto pożyczkowe stworzone przez samego bankiera, dla mnie.

Twórca pieniądza

Kredyt społeczny 7

To konto na 100.000 zł zostało stworzone przez bankiera, a nie przeze mnie. W jaki sposób tego dokonał? Czy ilość pieniędzy w banku zmniejszyła się z chwilą, gdy bankier pożyczył mi 100.000 zł? Zapytajmy o to samego bankiera.

– Panie bankierze, czy po pożyczeniu mi 100.000 zł ma pan w sejfie mniej pieniędzy?

– Nie dotykałem sejfu.

– Czy zmniejszyły się konta innych ludzi?

– Pozostały dokładnie takie same.

– Zatem, co w banku się zmniejszyło?

– Nic się nie zmniejszyło.

– Jednak moje konto się zwiększyło. Skąd więc pochodzą pieniądze, które mi pan pożyczył?

– Znikąd nie pochodzą.

– Ale gdzie one były, gdy wszedłem do banku?

– Nie istniały.

– Ale teraz, gdy są na moim koncie, istnieją. Więc można powiedzieć, że przed chwilą zostały stworzone.

– Z pewnością.

– Kto je stworzył i w jaki sposób?

– Ja, z pomocą pióra i kropli atramentu, gdy zapisałem 100.000 zł na pana kredyt, na pana zlecenie.

– Zatem to pan stwarza pieniądze?

– Bank tworzy pieniądz bezgotówkowy, pieniądz zapisany cyframi. Oto nowoczesny pieniądz, który uruchamia inny pieniądz, utrzymując biznes w ruchu.

Bankier wytwarza pieniądze, pieniądze bezgotówkowe, gdy pożycza konta pożyczkobiorcom, osobom prywatnym lub rządom. Gdy wychodzę z banku, w kraju pojawia się nowe źródło czeków, które przedtem nie istniało. Całkowita suma na wszystkich kontach bankowych w kraju zwiększyła się o 100.000 zł. Tymi nowymi pieniędzmi opłacam robotników, materiały i maszyny, buduję moją nową fabrykę.

A więc kto stwarza pieniądze? – Bankierzy!

opracował Alain Pilote

Opublikowano za: http://www.michaeljournal.org/lekja2.htm


 

Ekonomia pieniądza (3): Banki tworzą pieniądze jako dług

Sposób tworzenia pieniędzy przez system bankowy, jest taki sam, jak tworzenie pieniędzy przez fałszerzy, z tym, że jest to już „geszeft” na skalę kosmiczną.

Prezentujemy trzecią część koncepcji Kredytu Społecznego, ogłoszonej po raz pierwszy przez majora i inżyniera Clifforda H. Douglasa w 1918 r., na podstawie wykładów przygotowanych przez Alaina Pilote’a w ramach tygodnia studiów po Kongresie Pielgrzymów św. Michała w Rougemont w dniach 5-11 września 2006 r. i opublikowanych w kolejnych numerach czasopisma MICHAEL.

Redakcja KIP

Pieniądze powstają w bankach

W poprzedniej lekcji podaliśmy następujący przykład: Załóżmy, że jestem biznesmenem. Chcę wybudować nową fabrykę. Brakuje mi jedynie pieniędzy. Udaję się do banku i pożyczam 100.000 zł pod zastaw. Bankier każe mi podpisać zapewnienie zwrotu kapitału wraz z odsetkami. Potem pożycza mi 100 000 zł.

Czy te 100.000 zł wręczy mi w banknotach papierowych? Nie chcę takich. Po pierwsze – są za bardzo niebezpieczne. Następnie, jestem przedsiębiorcą, który kupuje w wielu różnych i odległych miejscach, za pomocą czeków lub elektronicznych transferów. Chcę konta bankowego na 100.000 zł, które znacznie ułatwi mi prowadzenie firmy.

Zatem bankier otworzy mi konto na 100.000 zł. Umieści na moim koncie 100.000 zł tak, jakbym je przyniósł do banku. Ale ja ich nie przyniosłem, ja po nie przyszedłem.

Ale czy jest to konto oszczędnościowe założone przeze mnie? Nie, to jest konto pożyczkowe stworzone przez samego bankiera, dla mnie.

Frakcyjny system bankowy

W tym przykładzie, gdzie otrzymuję 100 000 zł pożyczki, bankier po prostu stworzył 100 000 zł nowego pieniądza w postaci kredytu, w postaci pieniądza bezgotówkowego, równie dobrego, jak każdy inny pieniądz.

Mam prawo tą sumą zadysponować: albo podejmuję pieniądze sam, albo upoważniam do tego kogoś innego, wypisując czeki. Bankier jest spokojny, gdyż wie bardzo dobrze, że dziewięć dziesiątych z tych czeków spowoduje po prostu zmniejszenie ilości pieniędzy na moim koncie i ich wzrost na kontach innych osób. Bardzo dobrze wie, że wystarczy mu jeden dolar na dziesięć na zaspokojenie żądań tych, którzy chcą mieć pieniądze w kieszeni. Wystarczy mu zatem, że stosunek rezerw bankowych do depozytów wynosi 1/10. Innymi słowy, wie, że jeżeli dysponuje 10 000 zł w postaci płynnych rezerw, może pożyczyć 100 000 zł (10 razy więcej) w postaci pieniądza bezgotówkowego.

W terminologii technicznej zdolność banku do pożyczania dziesięciokrotności sumy pieniędzy papierowych, które posiada on w sejfie, jest zwana frakcyjnym systemem bankowym. Pochodzenie tego systemu datuje się na okres średniowiecza. Jest to prawdziwa historia złotnika, który został bankierem, jak to zostało opowiedziane przez Louisa Evena.

Złotnik, który został bankierem Kredyt społeczny 8

Przy odrobinie wyobraźni zapewne potraficie się przenieść w myśli do dawnej Europy, jeszcze mało rozwiniętej. Wówczas pieniądz nie odgrywał jeszcze tak wielkiej roli w transakcjach handlowych. Większość z nich polegała na prostej wymianie. Królowie, wielcy panowie, ludzie bogaci, wielcy kupcy posiadali jednak złoto i posługiwali się nim jako środkiem na wyposażenie armii albo na zdobycie towarów zagranicznych.

Wielcy panowie i narody często ze sobą walczyli; złoto i diamenty były więc narażone na napady. Dlatego właściciele złota, którzy stali się bardzo nerwowi, powierzali je coraz częściej złotnikom na przechowanie. Ci bowiem, pracując około cennego materiału, musieli posiadać solidne schowki. Złotnik brał w depozyt kosztowności, wystawiał ich właścicielowi pisemne zaświadczenie i przechowywał je za odpowiednim wynagrodzeniem. Oczywiście właściciel mógł się upomnieć, gdy tylko zechciał, o zwrot depozytu w części lub w całości.

Kupiec udający się z Paryża do Marsylii albo z Troyes do Amsterdamu mógł zaopatrzyć się w potrzebne mu złoto. Po drodze bywał jednak narażony na napady. Dlatego też starał się namówić swego sprzedawcę w Marsylii czy w Amsterdamie, żeby zamiast złota przyjął pisemne upoważnienie na część majątku, będącego w depozycie u złotnika w Paryżu czy w Troyes. Kwit złotnika stanowił dowód na istnienie tego majątku.

Zdarzało się również, że dostawcy w Amsterdamie, czy gdziekolwiek indziej, udało się namówić swego własnego złotnika w Londynie czy w Genewie na przyjęcie za jego usługi transportowe podpisanego kwitu, który otrzymał od swego francuskiego sprzedawcy. Krótko mówiąc, stopniowo doszło do tego, że kupcy wymieniali między sobą kwity zamiast złota, żeby go niepotrzebnie nie wozić i nie narażać na rabunek. To znaczy, że kupiec, zamiast iść do złotnika po sztaby złota, żeby zaspokoić swego wierzyciela, wręczał mu kwit złotnika, upoważniając go tym samym do podjęcia złota przechowywanego przez złotnika.

Zamiast złota przechodziły więc z rąk do rąk kwity złotnika. Ponieważ liczba sprzedających i kupujących była niewielka, nie był to zły system. Łatwo bowiem było śledzić przechodzenie kwitów.

Pożyczkodawca złota

Złotnik dokonał niebawem odkrycia, które powinno wprawić ludzkość w większe zdumienie, niż słynna podróż Krzysztofa Kolumba. Z doświadczenia wysnuł wniosek, że niemal całe powierzone mu złoto pozostawało w jego schowkach nienaruszone. Zaledwie jeden na dziesięciu właścicieli złota kiedykolwiek wyciągał go z sejfu. Właściciele tego złota posługiwali się w swoich transakcjach handlowych prawie wyłącznie kwitami złotnika. Niewielu z nich zgłaszało się po swoją własność.

Chciwość, żądza wzbogacenia się szybciej niż tylko pracując jako jubiler, przyśpieszyły jego tok myślenia i dodały mu odwagi. „Dlaczego nie miałbym pożyczać złota?” – pomyślał. Zauważcie: pożyczać złoto, które nie było jego własnością! Ponieważ dusza złotnika nie odznaczała się prawością duszy świętego Eligiusza (po francusku św. Eloi, szefa mennicy królów francuskich – Chlotara II i Dagoberta I w VII wieku), pielęgnował tę ideę. Posunął się w swoich zamysłach jeszcze dalej: „Chociaż to nie jest moja własność, będę pożyczał złoto na procent. Jeszcze lepiej, mój Mistrzu (czy przemawiał do Szatana?), zamiast złota będę pożyczał kwity, a procentów będę żądał w złocie: ono będzie do mnie należało, a złoto moich klientów pozostanie nienaruszone w schowkach, na pokrycie nowych pożyczek”.

Utrzymywał to odkrycie w tajemnicy nawet przed żoną, która była zdziwiona, gdy często zacierał ręce z radości. Niebawem nadarzyła się okazja urzeczywistnienia tych planów, choć nie było wówczas „The Globe and Mail” czy „The Toronto Star”, w których mógłby umieścić ogłoszenie.

Kredyt społeczny 9Pewnego dnia odwiedził go przyjaciel, który potrzebował złota do pewnej transakcji. Nie był biedny: miał dom i gospodarstwo. Jako wynagrodzenie za pożyczkę obiecał dodatkowe złoto. Poręczył swoją własnością, której wartość z pewnością przewyższała wartość pożyczki. Gdyby nie mógł się wywiązać ze swoich zobowiązań, złotnik będzie mógł zawładnąć jego majątkiem.

Złotnik się ucieszył i dał się prosić tylko dla zachowania pozorów. Dał mu do wypełnienia formularz i wyjaśnił, z bezinteresowną pozą, że pozostawanie z dużą ilością pieniędzy w kieszeniach byłoby dla niego niebezpieczne. Następnie zaproponował przyjacielowi: „Dam ci kwit. Skutek będzie taki sam, jakbym pożyczył ci złota. Jeżeli twój wierzyciel zgłosi się do mnie z tym kwitem, dam mu złota, które przechowuję w swoich schowkach. Za tę usługę będziesz mi winien taki a taki procent”.

Wierzyciel na ogół nie przychodził. On sam wymieniał kwit złotnika z kimś innym za coś, czego potrzebował. W międzyczasie wiadomość o pożyczkodawcy złota zaczęła się rozchodzić. Ludzie przychodzili do niego. Dzięki innym podobnym pożyczkom, udzielanym przez złotnika, wkrótce krążyło już o wiele razy więcej jego kwitów, niż miał on złota na ich pokrycie w schowkach.

Złotnik stworzył po prostu obieg pieniędzy, ciągnąc z tego procederu duże zyski. Szybko otrząsnął się z początkowej obawy, że zbyt wielu posiadaczy jego kwitów zgłosi się po złoto naraz. W pewnych granicach mógł działać zupełnie spokojnie. Co za gratka! Pożyczać złoto nie będące jego własnością i ciągnąć z tego zyski dzięki zaufaniu, jakie w nim pokładano; starał się bardzo je podtrzymywać! Nie ryzykował niczym, dopóki dysponował dostateczną rezerwą w swoich schowkach, jak mówiło mu doświadczenie. Jeżeli wierzyciel nie mógł wywiązać się ze swoich zobowiązań i nie spłacał pożyczki na czas, złotnik przejmował jego własność, powierzoną mu jako gwarancję. Sumienie złotnika szybko uległo wypaczeniu. Przestało mu dokuczać, jak to było z początku.

Tworzenie kredytu

Złotnik wkrótce uznał za stosowne zmienić formułę na swoich kwitach. Zamiast pisać: „Zaświadczenie Johna Smitha…”, pisał po prostu: „Obiecuję wypłacić okazicielowi…”. Kwity te krążyły jak pieniądz ze złota. Z pewnością zawołacie: „To nie do wiary!” Spójrzcie jednak na swoje banknoty. Przeczytajcie umieszczony na nich napis. Czy nie są one zupełnie podobne do kwitów złotnika i czy nie krążą jako pieniądz?

Prywatny system bankowy, twórca i władca pieniądza został więc wyhodowany w schowkach dawnego złotnika. Jego pożyczki stworzyły kredyt bankowy, bez naruszania złota. Prymitywne zaświadczenia złotnika zmieniły formę, przyjmując postać zwykłej obietnicy wypłacenia za okazaniem. Kredyty wypłacane przez bankiera noszą nazwę depozytów, wskutek czego ludność wyobraża sobie, że bankier wypożycza tylko sumy zdeponowane w banku. Kredyty te wchodzą w obieg jako czeki wystawiane na te kredyty. Zastąpiły one pod względem ilości i znaczenia legalny pieniądz rządu, którego rola była już tylko drugorzędna. Bankier tworzył dziesięć razy więcej banknotów niż państwo.

Złotnik przemieniony w bankiera dokonał nowego odkrycia: zauważył, że jeżeli puszczał w obieg większą liczbę kwitów, handel, przemysł, budownictwo ulegały przyśpieszeniu. Jeżeli zaś ograniczał kredyty, co z początku robił w obawie, że zbyt wielu klientów zgłosi się naraz po złoto, paraliżował w ten sposób rozwój przedsiębiorczości. Wydawało się, że istniała, w tym drugim przypadku, nadprodukcja, kiedy w rzeczywistości powstawał duży niedostatek, gdyż produkty pozostawały nie sprzedane ze względu na niedostateczną siłę nabywczą. Ceny spadały, mnożyły się bankructwa, pożyczkobiorcy nie mogli wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec bankiera, który przejmował ich własności.

Bankier, bardzo zdolny do robienia interesów, dopatrzył się swojej wielkiej szansy: przemienić w pieniądz cudzy majątek dla własnego zysku! Mógł robić to dowolnie, podwyższając lub skąpo obniżając ceny. Mógł więc manipulować cudzym majątkiem, jak chciał, wykorzystując w czasie inflacji klientów, a kupców – w czasie depresji.

Kredyt społeczny 10

Szwedzki sztokholmski banknot był używany jako waluta w Szwecji w latach 1600-1700. W 1661 r. szwedzkie monety były wielkie. Niemożliwe było noszenie przy sobie 100 dalerów w monecie. Szwedzki Bank Sztokholmski uzyskał pozwolenie od rządu na produkcję banknotów. W ten sposób monety mogły pozostawać w banku, a ludzie mogli nosić przy sobie kawałki papieru, które wymieniły monety. Ten typ banknotów był pierwszym pieniądzem papierowym używanym w Europie.

Bankier staje się wszechwładnym panem

W ten sposób bankier stał się wszechwładnym panem, trzymając wszystkich w swojej mocy. Okresy pomyślności i zastoju następowały po sobie. Ludzie, którzy z tego powodu cierpieli, byli przekonani, że jest to naturalne i nieuniknione.

W międzyczasie uczeni i technicy starali się wynaleźć sposób na opanowanie sił przyrody i rozwój środków produkcji. Pojawiły się drukarnie, rozpowszechniła się wiedza, powstały nowocześniejsze miasta i miasteczka, pomnożyły się i ulepszyły środki żywnościowe, odzież, rozrywki itd. Człowiek zapanował nad siłami przyrody, wprzągł w swoją służbę elektryczność i parę. Wszystko się zmieniło, z wyjątkiem systemu pieniężnego.

Bankier utrzymywał swoje plany w tajemnicy. Wykorzystując zaufanie, jakim się cieszył wśród ludzi, odważył się ogłosić w mediach, zależnych od niego finansowo, że to banki wyciągnęły świat z barbaryzmu i przyczyniły się do ucywilizowania ludzkości. W ten sposób zepchnął uczonych i inne twórcze umysły na drugi plan drogi postępu. Dla mas było ubóstwo i lekceważenie, dla wyzyskujących finansistów – bogactwo i honory!

Stosunek gotówki do pożyczek wynosił w bankach kanadyjskich około 1 do 10 w latach 1940-tych. Od tego czasu stosunek ten (wymóg 10% rezerwy gotówki) zmienił się. W roku 1967 Kanadyjskie Prawo Bankowe pozwoliło bankom czarterowym tworzyć 16-krotność (w pieniądzach księgowych) ich rezerw w gotówce (w banknotach i w bilonie). Od roku 1980 minimalna wymagana rezerwa w gotówce wynosiła 5%, co oznaczało, że bankier potrzebował tylko jednego dolara na dwadzieścia, żeby odpowiedzieć na potrzeby tych, któ­rzy chcieli pożyczyć pieniądze. Bankier wiedział bardzo dobrze, że jeśli posiadał on 10000 dolarów gotówki, mógł pożyczyć dwadzieścia razy więcej, czyli 200 000 dolarów w postaci pieniędzy księgowych.

W praktyce banki mogą pożyczać nawet więcej niż to, ponieważ mogą one powiększyć dowolnie swoje rezerwy gotówkowe przez prosty zakup banknotów z banku centralnego (Banku Kanady) za pomocą pieniędzy księgowych, które tworzą z powietrza przy użyciu pióra. W roku 1982, komisja badająca wielkość zysków banków udowodniła, że w roku 1981 kanadyjskie banki czarterowe pożyczyły ogółem 32-krotność swego kapitału. Niektóre banki pożyczają nawet sumy równe 40-krotności ich kapitału. Co więcej, w 1990 r. w USA całkowite depozyty banków komercyjnych osiągnęły sumę około 3 000 miliardów dolarów, a ich rezerwy sięgały około 60 miliardów dolarów. To dawało stosunek depozytów do rezerw bankowych w wysokości 50/1. Banki amerykańskie posiadały gotówkę wystarczającą do wypłacenia swoim depozytariuszom tylko około dwóch centów za dolara.

Podrozdział 457(1) ostatniej wersji kanadyjskiej Ustawy Bankowej, przyjęty 13 grudnia 1991 r. stwierdza, że rezerwa podstawowa w formie gotówki, jaką bank handlowy musi posiadać wynosi zero. Tak więc banki nie mają już żadnych ograniczeń w tworzeniu kredytu, pieniędzy księgowych. (Jeśli gotówka zostanie ostatecznie zamieniona na pieniądze elektroniczne z kartą debetową lub mikroczipową, jak to już jest planowane przez banki, nie będą one nawet praktycznie ograniczone w tworzeniu pieniędzy, które nie będą wtedy kawałkami papieru czy zapisami w księdze bankowej, ale po prostu bitami, jednostkami informacji w komputerze.)

Niszczyciele pieniądza

Widzieliśmy więc, że banki tworzą pieniądze, kiedy udzielają pożyczki, jak to zostało wyjaśnione na końcu poprzedniej lekcji. Bankier wytwarza pieniądze, pieniądze bezgotówkowe, gdy pożycza konta pożyczkobiorcom, osobom prywatnym lub rządom. Gdy wychodzę z banku, w kraju pojawia się nowe źródło czeków, które przedtem nie istniało. Całkowita suma na wszystkich kontach bankowych w kraju zwiększyła się o 100.000 zł. Tymi nowymi pieniędzmi opłacam robotników, kupuję materiały i maszyny, buduję moją nową fabrykę. A więc kto stwarza pieniądze? – Bankierzy!

Ten rodzaj pieniądza stwarzają bankierzy i tylko bankierzy: pieniądz bezgotówkowy, pieniądz, który utrzymuje biznes w ruchu. Ale bankierzy nie dają pieniędzy stworzonych przez siebie. Oni je pożyczają. Pożyczają je na pewien czas, po czym trzeba im je zwrócić. Trzeba im je spłacić.

Od stworzonych przez siebie pieniędzy bankierzy domagają się odsetek. Możliwe, że w moim przypadku bankier zażąda od razu 10.000 zł odsetek. Odciągnie je z pożyczki i wyjdę z banku z kontem 90.000 zł, podpisawszy zobowiązanie zwrotu 100.000 zł w ciągu roku.

Budując moją fabrykę, będę płacił moim ludziom, kupował rzeczy i w ten sposób rozprowadzę moje konto bankowe o wartości 90 000 zł w całym kraju. Lecz w ciągu roku muszę, dzięki profitom, które uzyskałem, sprzedając moje produkty za więcej kapitału, niż mnie one kosztowały, zbudować moje konto bankowe o wartości nie mniejszej niż 100.000 zł.

Pod koniec roku spłacę swój dług, wystawiając czek na swoje konto opiewający na 100.000 zł. Bankier obciąży wtedy moje konto kwotą 100.000 zł, a więc odbierze te 100.000 zł, które wyciągnąłem z kraju, sprzedając moje produkty. Nie wpłaciłem tej sumy na niczyje konto. Nikt nie będzie mógł wystawić czeku na te 100.000 zł. Jest to pieniądz martwy.

Pożyczka powoduje narodziny pieniądza. Zwrot pożyczki powoduje jego śmierć. Bankierzy stwarzają pieniądze, gdy je pożyczają. Bankierzy składają pieniądze do trumny, gdy im się je oddaje. Są oni zatem także niszczycielami (grabarzami) pieniędzy.

Kredyt społeczny Reginald McKenna

Jak powiedział wybitny brytyjski bankier, Right Honourable (tytuł należny dygnitarzom) Reginald McKenna, brytyjski minister skarbu i prezes Midland Bank, jednego z Wielkiej Piątki (pięciu największych banków Anglii): „Każda pożyczka, przekroczenie konta bankowego i zakup bankowy tworzy depozyt, a każda spłata pożyczki, przekroczenia konta bankowego czy sprzedaż bankowa niszczy depozyt”.

System działa w ten sposób, że spłata powinna przewyższać pożyczkę; liczba zgonów powinna przewyższać liczbę narodzin; niszczenie powinno przewyższać tworzenie.

Wydaje się to niemożliwe i jest to w całości niemożliwe. Jeżeli mi się powiedzie, ktoś inny zbankrutuje, gdyż wszyscy razem nie zdołamy oddać do banku więcej pieniędzy, niż ich wyprodukowano. Bankierzy stwarzają kapitał i tylko kapitał. Nikt nie tworzy odsetek, gdyż nikt inny nie tworzy pieniędzy. Ale pomimo to bankierzy domagają się obu, kapitału i odsetek. Taki system może utrzymać się jedynie za pomocą nieustannego i wciąż wzrastającego przypływu pożyczek. Stąd system długów i utrwalanie się dominującej władzy banków.

Dług publiczny

Rząd nie tworzy pieniędzy. Jeżeli z powodu niedoboru pieniędzy nie może już opodatkowywać osób prywatnych ani od nich pożyczać, pożycza od banków.

Operacja ta przebiega dokładnie tak samo, jak w moim przypadku. Gwarancję stanowi cały kraj. Promesą (przyrzeczeniem) zwrotu jest zobowiązanie dłużne. Pożyczką pieniężną jest konto, które powstało za pomocą pióra i atramentu.

Tak więc w październiku 1939 r. rząd federalny w Kanadzie, aby sprostać pierwszym wydatkom wojennym, zażądał od banków 80 milionów dolarów. Banki wystawiły 80-milionowe konto, nic nikomu nie zabierając, udzielając w ten sposób rządowi nowej podstawy dla czeków na 80 milionów dolarów. Ale w październiku 1941 r. rząd musiał oddać bankom 83.200.000 dolarów, włączając kapitał i odsetki.

Rząd musiał wycofać z kraju, za pośrednictwem podatków, tyle pieniędzy, ile wydał, 80 milionów. Ponadto musiał wycofać z kraju dalsze 3 miliony, których nigdy nie wprowadził na rynek i któ­rych ani bankierzy, ani nikt inny nie wyemitował.

Dobrze jeszcze, gdy rząd znajduje pieniądze, które istnieją. Ale jak może on znaleźć pieniądze, które nigdy nie istniały? Faktem jest, że rząd ich nie znajdzie i po prostu dodaje je do długu narodowego. Wyjaśnia to, dlaczego dług narodowy wzrasta w miarę, jak rozwój kraju domaga się nowego pieniądza. Wszystkie nowe pieniądze są tworzone jako dług przez bankiera, który domaga się więcej pieniędzy, niż ich rzeczywiście wyemitował.

Ludność kraju staje się zbiorowo zadłużona na rzecz produkcji, którą zbiorowo sama wytworzyła! Tak jest w przypadku produkcji wojennej. Również jest tak w przypadku produkcji pokojowej: dróg, mostów, wodociągów, szkół, kościołów, itd.

Wada pieniądza

Sytuacja sprowadza się do niepojętej rzeczy: wszystkie pieniądze, które są w obiegu, pochodzą jedynie z banków. Nawet pieniądze metalowe lub papierowe wchodzą do obiegu tylko wtedy, gdy zostają wypuszczone przez banki.

Otóż banki puszczają w obieg pieniądze tylko w ten sposób, że pożyczają je i obciążają odsetkami (lichwą). To znaczy, że wszystkie pieniądze będące w obiegu wyszły z banków i pewnego dnia muszą do banków powrócić, ale powiększone o pewien procent.

Bank pozostaje właścicielem pieniędzy. My jesteśmy jedynie pożyczkobiorcami. Jeżeli ktoś zatrzymuje swoje pieniądze na dłużej albo na stałe, inni z konieczności stają się niezdolni do wypełniania swoich zobowiązań finansowych.

Naturalnym owocem takiego systemu jest wielka liczba bankructw osób prywatnych i spółek, hipoteki za hipotekami oraz stały wzrost długów publicznych.

Żądanie odsetek od pieniądza przy jego powstawaniu jest zarazem nieprawne i absurdalne, antyspołeczne i sprzeczne z dobrą arytmetyką. Wada pieniądza jest więc zarówno wadą techniczną, jak i wadą społeczną.

W miarę jak kraj rozwija się, pod względem produkcyjnym jak i ludnościowym, potrzeba większej ilości pieniędzy. Otóż nie można otrzymać nowych pieniędzy w inny sposób, jak obciążając społeczeństwo długiem, który wspólnie nie może być spłacony.

Powstaje więc wybór pomiędzy zatrzymaniem rozwoju a zadłużaniem się; pomiędzy masowym bezrobociem a zaciąganiem pożyczek nie do spłacenia. Właśnie między tymi dwiema alternatywami szamoczą się wszystkie kraje.

Arystoteles, a po nim św. Tomasz z Akwinu piszą, że pieniądz się nie mnoży. Otóż bankier stwarza pieniądz tylko pod tym warunkiem, że się on pomnoży. Ponieważ ani rząd, ani prywatne osoby nie stwarzają pieniędzy, nikt więc nie stwarza odsetek, o które dopomina się bankier. Ten sposób emisji, nawet jeśli jest zalegalizowany, pozostaje błędny i jest nie do przyjęcia.

Upadek i upodlenie

Wytwarzanie pieniędzy w kraju w ten sposób, że się zadłuża rządy i osoby prywatne, ustanawia prawdziwą dyktaturę zarówno nad rządami, jak nad jednostkami.

Suwerenny rząd stał się sygnatariuszem długów u małej grupy wyzyskiwaczy. Minister reprezentujący 38 milionów mężczyzn, kobiet i dzieci podpisuje długi nie do spłacenia. Bankierzy, którzy reprezentują klikę zainteresowaną tylko zyskiem i władzą, fabrykują krajowy pieniądz.

Kredyt społeczny Pius XIBez krwi ludzie nie mogą żyć. Na tym polega porównanie pieniędzy do ekonomicznej krwi narodu. Papież Pius XI napisał w 1931 r. w encyklice Quadragesimo anno: „106. To ujarzmienie życia gospodarczego najgorszą przybiera postać w działalności tych ludzi, którzy, jako stróże i kierownicy kapitału finansowego, władają kredytem i rozdzielają go według swej woli. W ten sposób regulują oni niejako obieg krwi w organizmie gospodarczym i sam żywioł życia gospodarczego trzymają w swych rękach, że nikt nie może wbrew ich woli oddychać”.

Jest to jaskrawy przejaw upadku władzy, o któ­rym Papież mówi: rządy zrzekły się swoich szlachetnych funkcji i stały się sługami interesów prywatnych.

Rząd, zamiast kierować państwem przeobraził się w poborcę podatków i wielka część dochodu z podatków, część najbardziej uświęcona, nie podlegająca żadnej dyskusji, jest ściśle przeznaczona na spłatę odsetek od długu narodowego.

Również ustawodawstwo polega przede wszystkim na opodatkowaniu ludzi i na ograniczaniu wszędzie wolności.

Istnieją prawa zapewniające ochronę zwrotu pieniędzy ich wytwórcom. Ale nie ma prawa, które uniemożliwiałoby umieranie ludzi ze skrajnej nędzy.

Jeśli chodzi o jednostki, niedobór pieniędzy rozwija u nich mentalność wilków. W obliczu obfitości tylko ci, którzy posiadają ten zbyt rzadki symbol dóbr – pieniądze, mają prawo do korzystania z tej obfitości. Stąd współzawodnictwo, tyrania właścicieli, wewnętrzne konflikty itd.

Mała garstka pożera wszystkich pozostałych. Ogromna masa ludzi cierpi, wielu w poniżającym ubóstwie.

Chorzy pozostają bez opieki; dzieci są źle lub niewystarczająco odżywiane; talenty nie mogą się rozwijać; młodzi nie mogą znaleźć pracy ani założyć rodziny; rolnicy tracą gospodarstwa; fabrykanci bankrutują; rodziny z trudem wegetują – a wszystko to nie ma innego usprawiedliwienia, jak tylko brak pieniędzy. Pióro bankiera narzuca ludziom niedostatek, zaś rządom – niewolę.

Do tego, co zostało powiedziane, należy mocno podkreślić, że: to produkcja daje wartość pieniądzom. Góra pieniędzy bez odpowiadających jej produktów nikogo nie utrzyma przy życiu i jest absolutnie bezwartościowa. Zatem to rolnicy, przemysłowcy, robotnicy, profesjonaliści, zorganizowane społeczeństwo dostarczają produktów, dóbr i usług. Ale to bankierzy stwarzają pieniądze, oparte na produktach. I bankierzy przywłaszczają te pieniądze, które czerpią swoją wartość z produktów i pożyczają je tym, którzy wykonują produkty.

System zadłużonego pieniądza

Ukryta tajemnica pieniądza Kredyt społeczny 11

Sposób, w jaki tworzone są pieniądze przez banki prywatne jako dług jest dobrze wyjaśniony w paraboli Louisa Evena pt. „Wyspa Rozbitków”. System ekonomiczny jest tu jasno rozdzielony na dwie części: system produkcyjny i system finansowy. Z jednej strony mieszka na wyspie pięciu rozbitków, którzy wyrabiają rozmaite rzeczy niezbędne do życia, z drugiej strony bankier, który pożycza pieniądze. W celu uproszczenia naszego przykładu załóżmy, że mamy do czynienia tylko z jednym pożyczkobiorcą na całą społeczność wyspy – nazwijmy go Pawłem.

Paweł, w imieniu społeczności wyspy, decyduje się na zaciągnięcie u bankiera pożyczki wystarczającej do gospodarzenia na wyspie: powiedzmy 100 dolarów na 6%. Pod koniec roku Paweł będzie musiał zapłacić bankierowi 6%, a więc 6 dolarów. 100 minus 6 = 94, zatem na wyspie pozostaną 94 dolary. Dług 100 dolarów obowiązuje jednak nadal. Sytuacja jest więc taka, jakby pożyczka 100 dolarów została dokonana na nowo i ponadto pod koniec drugiego roku trzeba dodatkowo zapłacić 6 dolarów. Po odjęciu 6 od 94 pozostaje 88 dolarów w obiegu. Jeżeli Paweł będzie nadal spłacał co roku 6 dolarów procentu, pod koniec siedemnastego roku nie będzie już żadnych pieniędzy na wyspie. Dług 100 dolarów będzie jednak istniał nadal i bankier będzie upoważniony do zawładnięcia całą własnością mieszkańców wyspy.

Produkcja mieszkańców wzrosła, ale pieniądz się nie powiększył. Bankier zaś nie chce produktów, lecz pieniędzy. Mieszkańcy wyspy wytwarzają tylko produkty, ale nie pieniądze. Do fabrykowania pieniędzy jest upoważniony tylko bankier. Zatem wydaje się, że płacenie przez społeczeństwo co roku procentów nie zgadza się ze zdrowym rozsądkiem.

Wróćmy do początku naszego przykładu. Pod koniec pierwszego roku Paweł postanowił nie zapłacić procentu, natomiast zdecydował się dopożyczyć pieniędzy, powiększając w ten sposób dług do 106 dolarów. „Nie ma problemu, odsetki od dodatkowych 6 dolarów wynoszą jedynie 36 centów, co stanowi kroplę wobec 106 dolarów!” – wyjaśnił bankier. Zatem na końcu drugiego roku dług będzie wynosił: 106 dolarów + 6% ze 106 dolarów = 6,36 dolara, a więc całkowity dług 112,36 dolara po dwóch latach. Na końcu piątego roku dług wyniesie 133,82 dolara, a procent 7,57 dolara. „Nie jest tak źle” – uspokaja się Paweł- „oprocentowanie w ciągu tych 5 lat powiększyło się zaledwie o 1,57 dolara”. Ale jaka sytuacja będzie za 50 lat?

Kredyt społeczny 12

Dług rośnie stosunkowo powoli przez pierwsze lata, lecz potem wzrasta gwałtownie. Proszę zauważyć, że dług wzrasta co rok, natomiast początkowy kapitał pożyczony (pieniądz w obiegu) pozostaje zawsze taki sam. W żadnym momencie dług nie może być spłacony przy pomocy pieniędzy, istniejących w obiegu, nawet na końcu pierwszego roku: w obiegu pozostaje 100 dolarów, a dług wynosi 106 dolarów. Na końcu pięćdziesiątego roku cały pieniądz będący w obiegu (100 dolarów) nie wystarcza nawet do zapłacenia samego procentu od długu: 104,26 dolara.

Cały pieniądz będący w obiegu jest pożyczony i powinno się go oddać do banku, z procentem. Bankier tworzy pieniądz i go pożycza. Domaga się jednak od pożyczkobiorcy obietnicy, że mu spłaci całą pożyczkę i dodatkowo inny pieniądz, którego bankier nie stworzył. Wyłącznie bankier tworzy pieniądze: kapitał, ale nie procent. Domaga się jednak zwrotu kapitału, który stworzył, plus procentu, którego nie stworzył i którego nikt inny nie tworzy. Ponieważ jest niemożliwością oddać pieniądz, który nie istnieje, dług narasta. Dług publiczny powstał z pieniądza, który nie istnieje, bo nigdy nie przyszedł na świat, a mimo to rząd zobowiązał się go spłacić. Tej umowy nie da się dotrzymać, chociaż finansiści stoją na stanowisku, że nie można jej rozwiązać, choćby nawet ludzie mieli umierać z głodu.

Procent składany

Gwałtowny wzrost długu po kilku latach jest wynikiem tzw. procentu składanego. W odróżnieniu od zwykłego procentu płaconego tylko od początkowego pożyczonego kapitału, procent składany jest procentem, który się płaci od kapitału i od nie zapłaconego procentu, dodanego do kapitału. Na przykład: ze zwykłym procentem pożyczka 100 dolarów na 6% po upływie 5 lat stworzyłaby dług: 100 dolarów + 5 x 6 % ze 100 dolarów (30 dolarów), a więc 130 dolarów; natomiast z procentem składanym dług po upływie 5 lat jest sumą długu z poprzedniego roku (126,35 dolara) oraz 6% z tej kwoty, a więc 133,82 dolara.

Kredyt społeczny 13Wszystkie te dane umieszczamy na wykresie, gdzie na osi odciętych jest podziałka w latach, a na osi rzędnych – w dolarach. Łącząc odpowiednie punkty otrzymujemy krzywą, która pozwoli nam uzmysłowić sobie skutek procentu składanego i wzrost długu:

Nachylenie krzywej powiększa się niewiele w ciągu pierwszych lat, ale po 30 lub 40 latach wzrasta gwałtownie. Długi wszystkich państw na świecie powstają na tej samej zasadzie i wzrastają w ten sam sposób. Dla przykładu zbadajmy dług Kanady.

Dług publiczny Kanady

Rząd Kanady ustala co roku budżet, w którym przewiduje wydatki i wpływy w ciągu całego roku. Jeżeli rząd otrzymuje więcej pieniędzy niż ich wydaje, będzie miał nadwyżki budżetowe; jeżeli wydaje więcej niż otrzymuje, będzie miał deficyt. Tak więc na rok skarbowy 1985-86 (rok budżetowy rządu rozpoczyna się 1 kwietnia, a kończy 31 marca) rząd federalny miał 105 miliardów dolarów wydatków i 71,2 miliarda dolarów wpływów, co w wyniku daje 33,8 miliarda dolarów deficytu. Ten deficyt oznacza brak, który trzeba uzupełnić. W tym celu rząd musi zaciągnąć pożyczkę. (Dług federalny mógł utrzymać równowagę swojego budżetu w ostatnich latach, ale tylko dlatego, że przerzucił swój deficyt na prowincje i zarządy miejskie, zmuszając je do cięć w ochronie zdrowia i innych podstawowych usługach. Nie zapobiega to stałemu wzrostowi ogólnego długu całej administracji publicznej.)

Kredyt społeczny 14Dług federalny jest sumą wszystkich deficytów budżetowych, odkąd Kanada istnieje (Konfederacja w 1867 roku). Zatem deficyt z roku 1986, wynoszący 33,8 miliarda dolarów, dodaje się do długu z roku 1985 – do 190,3 miliarda dolarów, co w wyniku daje 224,1 miliarda dolarów całkowitego długu w roku 1986. (W styczniu 1994 r. kanadyjski dług publiczny osiągnął kwotę 500 miliardów dolarów.)

Gdy Kanada powstała w roku 1876 (unia 4 prowincji: Ontario, Quebec, Nowy Brunszwik i Nowa Szkocja), dług państwowy wynosił 93 miliony dolarów. Pierwszy wielki skok nastąpił w czasie I wojny światowej (1914-18), kiedy to dług państwowy Kanady z 483 milionów dolarów w roku 1913 wzrósł do 3 miliardów dolarów w roku 1920. Druga wielka hossa nastąpiła podczas II wojny światowej (1939-45), gdy dług 4 mld dolarów w roku 1942 podskoczył do 13 mld dolarów w roku 1947. Te dwie zwyżki można uzasadnić tym, że rząd biorąc udział w obu wojnach, musiał pożyczyć duże sumy pieniędzy.

Czym jednak wytłumaczyć niezwykłą hossę w ostatnich latach, kiedy dług jakby się pomnożył przez dziesięć, podskoczywszy z 24 miliardów dolarów w roku 1975 do 224 miliardów dolarów w roku 1986, podczas gdy Kanada przeżywała okres pokoju i nie musiała zaciągać pożyczek wojennych?

Jest to wynik procentu składanego, jak to zobrazowaliśmy w bajce „Wyspa Rozbitków”. Dług rośnie powoli w ciągu pierwszych lat, później się szybko mnoży. Dług Kanady w ostatnich latach powiększył się nawet szybciej, niż na Wyspie Rozbitków, gdyż na niej stopa procentowa była zawsze taka sama: 6%, podczas gdy w Kanadzie stopa procentowa się zmienia: od 2% w czasie wojny, dochodząc do szczytowej wielkości 22% w ciągu krótkiego okresu w roku 1981.

Tutaj mamy inne wyjaśnienie szybkiego wzrostu długu kanadyjskiego: w przeciwieństwie do paraboli Louisa Evena, w której podaż pieniądza ciągle pozostaje taka sama, $100, ilość pieniądza w obiegu w Kanadzie wzrosła wiele razy od czasu Konfederacji, co oznaczało coraz większe pożyczki… i większy dług!

Jest wielka różnica między stopami procentowymi: 6%, 10% albo 20%, gdy ma się do czynienia z procentem składanym. Poniższym zestawieniem zilustrowaliśmy, w jaki sposób narasta dług w ciągu 100 lat, jeżeli pożyczymy 1 dolara na procent składany:

na 1% …………………………….. $2,72

na 2% …………………………… $19,25

na 3% …………………………. $340,00

na 10% ……………………. $13809,00

na 12% ………………… $1174405,00

na 18% ………………. $15145207,00

na 24% …………….. $251799494,00

Gdybyście pożyczyli na 50%, nie starczyłoby pieniędzy na całym świecie na spłacenie pożyczki 1 dolara! Istnieje reguła, która pozwala obliczyć, po jakim czasie suma pożyczona na procent składany podwaja się. Jest to reguła „72″: 72 dzieli się przez wybraną stopę procentową i wynik wskazuje na liczbę lat. Na przykład: na 10% – suma pożyczona powinna się podwoić za 7,2 roku (72 podzielone przez 10).

To wszystko wykazuje, że wszelki procent, którego się żąda od pieniądza stworzonego z niczego, nawet na stopę procentową 1, jest lichwą. W raporcie z listopada 1993 r. Kanadyjski Audytor Generalny obliczył, że z sumy 423 miliardów dolarów długu narosłego od Konfederacji do 1992 r. tylko 37 miliardów zostało przeznaczone na wydatki związane z programami socjalnymi. Pozostałe 386 miliardów dolarów pokrywało koszty pożyczki tych 37 miliardów. Innymi słowy, 91% długu składało się z kosztu odsetek, rząd wydał tylko 37 miliardów (8,75% długu) na faktyczne dobra i usługi.

Dług publiczny Stanów Zjednoczonych

Dług Stanów Zjednoczonych przedstawia się podobnie jak dług Kanady, lecz liczby są dziesięć razy większe. Podobnie jak w Kanadzie, pierwsze znaczne wzrosty długu państwowego nastąpiły w czasie wojen: wojny secesyjnej (1861-65), I i II wojny światowej. Na przykład dług, który wynosił 1,2 miliarda dolarów w 1916 r. powiększył się do 25 miliardów w 1919 r. Od 1939 r. do 1945 r. wzrósł z 40 miliardów dolarów do 258 miliardów. Od 1975 r. do 1986 r. dług wzrósł z 533 mld do 2125 mld.

Kredyt społeczny 16W październiku 2005 r. dług federalny osiągnął kwotę 8 bilionów dolarów US (26 672 dolary na każdego obywatela USA) i kontynuuje dziki wzrost bez kontroli. (W roku fiskalnym 2004, koszty odsetek od długu federalnego wyniosły 321 miliardów dolarów.) To tylko wierzchołek góry lodowej. Jeśli istnieje dług publiczny, istnieją też długi prywatne! Rząd federalny jest największym pojedynczym pożyczkobiorcą, ale nie jedynym w kraju: są także osoby indywidualne i kompanie. Dług publiczny w USA w 1992 r. wynosił 4 biliony dolarów, a całkowity dług 16 bilionów, z istniejącą podażą pieniędzy wynoszącą tylko 950 miliardów. W roku 2006 całkowity dług (stanowy, korporacyjny, konsumpcyjny) wzrósł do 41 bilionów dolarów!

opracował Alain Pilote

Opublikowano za: http://www.michaeljournal.org/lekja3.htm

Część I: Ekonomia pieniądza (1): Cel ekonomii – połączyć dobra z tymi, którzy ich potrzebują

Część II: Ekonomia pieniądza 2: Bieda pośród obfitości Narodziny i śmierć pieniędzy


 

Ekonomia pieniądza (4). Rozwiązanie: pieniądze wolne od długu, tworzone przez społeczeństwo

W obecnym systemie pieniężnym, stworzonym i administrowanym przez prywatne banki, żaden kraj, ani samorząd, ani firma, ani rodzina nie jest w stanie w dłuższym okresie wyjść z długu, co prowadzi nie tylko do utraty własności, ale także destrukcji społecznej i zniewolenia.

Mimo, że w poniższym tekście znajdziemy cytaty z Ewangelii, w tym samego Jezusa oraz wypowiedzi wielu papieży i innych wybitnych przedstawicieli Kościoła Katolickiego przeciwko lichwie, czyli pożyczaniu na procent, to obecna Hierarchia tegoż Kościoła, patrzy na to przez „ szeroko zamknięte oczy” i zatyka uszy by nie słyszeć o tym. A gdzie przestrzeganie zasad Dekalogu ?

Prezentujemy czwartą część koncepcji Kredytu Społecznego, ogłoszonej po raz pierwszy przez majora i inżyniera Clifforda H. Douglasa w 1918 r., na podstawie wykładów przygotowanych przez Alaina Pilote’a w ramach tygodnia studiów po Kongresie Pielgrzymów św. Michała w Rougemont w dniach 5-11 września 2006 r. i opublikowanych w kolejnych numerach czasopisma MICHAEL.

Redakcja KIP

Koszt obsługi długu publicznego wzrasta proporcjonalnie do długu, ponieważ stanowi procent od samego długu. Rząd federalny, żeby sfinansować ten dług, sprzedaje Bony Skarbowe i inne obligacje, z których większość kupują banki komercyjne.

Co do bonów skarbowych, rząd ich bankom nie sprzedaje, lecz darowuje, gdyż one banków nic nie kosztują. Banki nie pożyczają pieniędzy, one je tworzą. Banki więc nie tylko otrzymują coś za nic, ale oprócz tego ciągną zyski z odsetek.

Na dowód tego przytoczymy wymianę zdań na temat utworzenia 2 miliardów dolarów przez Bank Rezerwy Federalnej, jaka odbyła się 30 września 1941 r. między Marrinerem Ecclesem, prezesem zarządu Banku Rezerwy Federalnej (banku centralnego Stanów Zjednoczonych), a Wrightem Patmanem, przewodniczącym Komisji ds. Bankowości i Waluty Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych:

Kredyt społeczny 4 Wright Patman,  Marriner S. Eccles

Patman: Skąd wzięliście pieniądze na zakup tych 2 miliardów dolarów w obligacjach rządowych?

Eccles: Stworzyliśmy je sami.

Patman: Na jakiej podstawie?

Eccles: Z tytułu prawa do emitowania kredytu finansowego.

Patman: Czy poza kredytem rządowym nie macie nic innego?

Eccles: Mamy jeszcze obligacje rządowe.

Patman: A więc kredyt rządowy.

To wprowadza nas na właściwą drogę rozwiązania problemu. Jeżeli wartość obligacji opiera się na kredycie rządowym, dlaczego rząd, chcąc się posłużyć własnym kredytem, musi korzystać z usług banków?

Przecież wartość pieniądza jest oparta na kredycie rządu, społeczeństwa, bankier zaś dostarcza tylko cyfr, zapisując je w księgach bankowych. Te cyfry umożliwiają państwu wykorzystanie własnej zdolności produkcyjnej, zrobienie użytku z własnego bogactwa.

Pieniądze nie są niczym innym, jak cyframi, które nadają prawo do produktów. Pieniądz jest tylko znakiem, ustanowieniem tego prawa (zgodnie ze słowami Arystotelesa). Nie jest bogactwem, ale symbolem, który daje prawo do bogactwa. Bez produktów pieniądz nie posiadałby żadnej wartości. Dlaczego więc mamy płacić za cyfry? Dlaczego mamy płacić za coś, czego fabrykacja nic nie kosztuje?

Społeczeństwo jest właścicielem pieniądza, którego wartość jest oparta na zdolności produkcyjnej kraju. Dlaczego więc musi bankierom płacić za możność posłużenia się własnym pieniądzem? Dlaczego ma płacić za używanie swojego własnego bogactwa? Dlaczego rząd nie emituje swoich własnych pieniędzy bezpośrednio, bez przechodzenia przez banki?

Kredyt społeczny 4 Graham Towers

Nawet pierwszy prezes Banku Kanady przyznał, że rząd federalny ma prawo emisji swoich własnych pieniędzy. Graham Towers, który był prezesem Banku od 1935 r. do 1951 r. odpowiedział na następujące pytanie przed kanadyjską Komisją Bankowości i Handlu, na wiosnę 1939 r.:

Pytanie: Czy może mi Pan powiedzieć, dlaczego rząd, który ma władzę tworzenia pieniędzy powinien oddać tę władzę w ręce prywatnego monopolu, a potem pożyczać to, co parlament może stworzyć sam, i płacić odsetki, aż do chwili narodowego bankructwa?

Odpowiedź Towersa: Jeżeli parlament zechce zmienić formę działania systemu bankowego, jest to z pewnością w mocy parlamentu.

Kredyt społeczny 4 Thomas Edison

Amerykński wynalazca Thomas Edison powiedział: „Jeśli nasz naród może wyemitować obligacje dolarowe, może też wyemitować dolarowe banknoty. Składnik, który czyni obligacje ważnymi, czyni ważnymi także banknoty. Różnica między obligacjami i banknotami polega na tym, że obligacje pozwalają maklerom gromadzić podwójną sumę obligacji i dodatkowe 20 procent odsetek, podczas gdy walutą płacą ci, którzy bezpośrednio wnoszą wkład w jakiś użyteczny sposób.

Absurdem jest twierdzenie, że nasz kraj może wyemitować 30 milionów dolarów w obligacjach, a nie może wyemitować 30 milionów w walucie. Oba rodzaje emisji są obietnicą wypłaty; lecz jedna obietnica tuczy lichwiarza, a druga pomaga ludziom. Gdyby waluta emitowana przez rząd nie była dobra, wtedy również obligacje nie byłyby dobre. To straszna sytuacja, kiedy rząd musi się zadłużać, żeby mogło wzrosnąć bogactwo narodu, musi popadać w dług i podporządkować się rujnującym spłatom odsetek w rękach ludzi, którzy kontrolują fikcyjną wartość złota”.

Oto kilka pytań, jakie często zadają Kredytowcy Społeczni.

Pytanie: Czy rząd ma władzę tworzenia pieniędzy? Czy pieniądze te będą tak dobre, jak te pochodzące z banków?

Odpowiedź: Rząd rzeczywiście ma władzę tworzenia pieniędzy, emisji pieniędzy dla swojego kraju, ponieważ to on sam, rząd federalny, oddał tę władzę bankom komercyjnym. Największą głupotą jest odmówienie sobie przez rząd przywileju, który rząd oddał bankom! Ponadto, tworzenie swojej własnej waluty jest podstawowym obowiązkiem każdego suwerennego rządu, ale wszystkie kraje oddały dziś niesprawiedliwie tę władzę w ręce prywatnych korporacji, banków komercyjnych. Pierwszym krajem, który oddał tę władzę prywatnym korporacjom była Wielka Brytania w 1694 r. W Kanadzie i w USA to prawo zostało utracone w 1913 r.

Niebezpieczeństwo inflacji nie istnieje

Pytanie: Czy nie ma żadnego niebezpieczeństwa, że rząd może nadużyć tej władzy i wyemitować za dużo pieniędzy, co spowoduje inflację? Czy nie jest lepiej, żeby rząd oddał tę władzę bankierom, aby trzymać się jak najdalej od zachcianek polityków?

Odpowiedź: Pieniądze emitowane przez rząd będą nie bardziej inflacjogenne niż pieniądze tworzone przez banki: będą to takie same liczby, oparte na tej samej produkcji kraju. Jedyna różnica polega na tym, że rząd nie będzie musiał się zadłużać, czy płacić odsetek, żeby otrzymać te liczby.

Z drugiej strony, podstawową przyczyną inflacji są dokładnie pieniądze tworzone jako dług przez banki: inflacja oznacza rosnące ceny. Obowiązek narzucony korporacjom i rządom, które pożyczają pieniądze, zwrotu bankom większej ilości pieniędzy niż banki te stworzyły, zmusza korporacje do zwiększania cen ich produktów, a rządy do zwiększania podatków.

Jakich środków używa obecny prezes Banku Kanady w walce z inflacją? Ściśle, co faktycznie powoduje jej wzrost, to znaczy wzrost stóp procentowych? Wielu premierów stwierdzało: „To jest tak, jakbyśmy próbowali ugasić ogień przez polewanie go benzyną”.

Oczywiste jest, że gdyby rząd kanadyjski postanowił tworzyć, czy drukować pieniądze w sposób dowolny, bez żadnych ograniczeń, zgodnie z zachciankami członków gabinetu, bez żadnego związku z istniejącą produkcją, spowodowałby z pewnością galopującą inflację. To nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co proponują Kredytowcy Społeczni.

Prawidłowa księgowość

Kiedy Kredytowcy Społeczni mówią o tworzeniu pieniędzy przez rząd, opowiadają się oni za tym, że pieniądze muszą powrócić do swojej właściwej funkcji, to znaczy, że mają być liczbami, biletami, reprezentującymi produkty, co istotnie nie jest niczym innym, jak prostą księgowością. Ponieważ pieniądze nie są niczym innym, jak systemem księgowości, jedyną konieczną rzeczą do zrobienia byłoby stworzenie prawidłowej księgowości.

Rząd wyznaczyłby komisję księgowych, niezależne ciało zwane: „Narodowym Biurem Kredytowym” (w Polsce pracę tę mógłby wykonywać Narodowy Bank Polski, gdyby został do tego powołany przez rząd). To Narodowe Biuro Kredytowe byłoby odpowiedzialne za prowadzenie prawidłowej księgowości, gdzie pieniądze nie byłyby niczym innym, jak odzwierciedleniem i dokładnym finansowym wyrazem ekonomicznej rzeczywistości: produkcja wyrażona byłaby w aktywach, a konsumpcja w pasywach. Ponieważ nie można skonsumować więcej, niż zostało wyprodukowane, pasywa nigdy nie przekroczyłyby aktywów, a deficyty i długi byłyby niemożliwe.

W praktyce wyglądałoby to następująco: nowe pieniądze emitowane byłyby przez Narodowe Biuro Kredytowe, kiedy powstawałyby nowe produkty i byłyby wycofywane z obiegu, kiedy te produkty zostałyby skonsumowane (zakupione). (Praca Louisa Evena pt. Zdrowy i skuteczny system finansowy szczegółowo wyjaśnia ten mechanizm.) Nie będzie zatem niebezpieczeństwa posiadania większej ilości pieniędzy niż produktów. Będzie istniała stała równowaga między pieniędzmi a produktami. Pieniądze będą zawsze utrzymywały tę samą wartość, a jakakolwiek inflacja będzie niemożliwa. Pieniądze nie będą emitowane zgodnie z zachciankami rządu ani księgowych, ponieważ komisja księgowych, powołana przez rząd, będzie działała tylko zgodnie z faktami i z tym, co produkują i konsumują mieszkańcy kraju.

Najlepszym sposobem zapobiegania jakiemukolwiek wzrostowi cen jest ich obniżanie. Kredyt Społeczny proponuje także mechanizm obniżki cen detalicznych, zwany „dyskontem skompensowanym”, który pozwala konsumentom na zakup całej dostępnej produkcji na sprzedaż przy użyciu siły nabywczej, jaką posiadają oni w swojej dyspozycji, przez obniżenie cen detalicznych (rabat) o pewien procent tak, by całkowita suma cen detalicznych wszystkich dóbr na sprzedaż była równa całkowitej dostępnej sile nabywczej konsumentów. Ten rabat będzie potem zwracany kupcom detalicznym przez Narodowe Biuro Kredytowe. (Wyjaśnimy to w następnych lekcjach.)

Nigdy więcej problemów finansowych

Gdyby rząd emitował swoje własne pieniądze na potrzeby społeczeństwa, mógłby on automatycznie zapłacić za wszystko, co może być produkowane w kraju i nie byłby już więcej zmuszony do pożyczania pieniędzy z zagranicznych lub krajowych instytucji finansowych. Jedyne podatki, jakie płaciliby ludzie byłyby przeznaczone na usługi przez nich konsumowane. Nie trzeba by było już więcej płacić trzykrotnie albo czterokrotnie faktycznej ceny przedsięwzięć publicznych, co jest spowodowane kosztami odsetek.

Tak więc, kiedy rząd będzie dyskutował nad nowym projektem, nie będzie pytał: „Czy mamy pieniądze?”, ale: „Czy mamy materiały i pracowników, żeby to zrealizować?”. Jeżeli tak jest, nowe pieniądze automatycznie będą wyemitowane na sfinansowanie tej nowej produkcji. Wtedy Polacy mogliby rzeczywiście żyć zgodnie ze swoim realnym bogactwem, bogactwem fizycznym, możliwościami produkcji. Innymi słowy, wszystko, co jest fizycznie możliwe do wykonania, byłoby możliwe do wykonania finansowo. Nie byłoby już więcej problemów finansowych. Jedyne ograniczenie stanowiłaby zdolność produkcyjna kraju. Rząd mógłby finansować wszystkie przedsięwzięcia i programy społeczne, możliwe do wykonania fizycznie, których domagaliby się mieszkańcy.

W obecnym systemie zadłużonego pieniądza, gdyby długi musiały zostać spłacone bankierom, nie mielibyśmy w obiegu żadnych pieniędzy, co spowodowałoby depresję nieskończenie gorszą, niż jakakolwiek w przeszłości. Przytoczymy jeszcze raz rozmowę, jaka odbyła się 30 września 1941 r. w Komisji ds. Bankowości i Waluty, między panami Patmanem i Ecclesem:

Patman: Czy Pana zdaniem ludzie powinni spłacać długi, zamiast korzystać ze swoich pieniędzy w sposób dowolny? Zdaje się, że tak się Pan wyraził.

Eccles: Owszem, odnosiło się to do kredytu ratalnego.

Patman: Czy sądzi Pan, że ludzie powinni spłacać swoje długi w zasadzie w miarę swoich możliwości?

Eccles: To zależy od nich samych. Gdyby w naszym systemie nie było już długów…

Patman: Właśnie to zagadnienie chciałem z Panem przedyskutowć.

Eccles: …nie byłoby już pieniędzy.

Patman: Załóżmy, że wszyscy spłacają swoje długi. Czy wówczas zabrakłoby pieniędzy na bieżące sprawy?

Eccles: Na pewno.

Patman: Możemy więc powiedzieć, że nasz system finansowy w całości opiera się na długach.

Jak więc można się spodziewać, że wyjdziemy z długów, jeżeli cały pieniądz na ich spłacenie sam stanowi dług? Równowaga budżetowa w takim systemie jest nieosiągalna. Należy doprowadzić do równowagi między zdolnością płatniczą a zdolnością produkcyjną, zamiast – między zdolnością płatniczą a zdolnością do opodatkowania. Zdolność produkcyjna jest rzeczywistością i do niej powinno się dostosować zdolność płatniczą. Innymi słowy, należy się postarać, żeby można było sfinansować to, co można zrealizować.

Spłata długu

Spłacanie długu jest zwykłą powinnością, jeżeli dług jest słuszny. W przeciwnym razie jest to tylko przejaw słabości. Jeśli chodzi o długi państwowe, najlepiej wcale ich nie zaciągać, starając się jednocześnie o rozwój kraju. Po pierwsze, skończmy z tworzeniem nowych długów. Jeśli chodzi o dług istniejący należałoby jedynie uznać obligacje oszczędzających, to znaczy ludzi, którzy nie mają władzy tworzenia pieniędzy. Z czasem te obligacje byłyby spłacane, przez co dług by się stopniowo zmniejszał.

Rząd by honorował tylko te długi, które by powstawały przez realne wpłaty zaliczkowe wierzycieli, a zatem tylko obligacje nabyte przez jednostki, a nie obligacje kupione za pieniądze stworzone przez bankiera za pociągnięciem pióra; są to bowiem długi fikcyjne. Kraje Trzeciego Świata zawdzięczają swoje długi wyłącznie bankom, które stworzyły wszystkie pieniądze pożyczone tym krajom. Nie miałyby więc do spłacenia żadnych odsetek, ich długów jakby nie było, jak gdyby zostały anulowane. Banki nic by nie straciły, gdyż pieniądz, który stworzyły, przedtem w ogóle nie istniał.

Kredyt społeczny 4 Jan Paweł II

Widzimy teraz ile racji mają ci, którzy wzywają do reformy systemu finansowego i umorzenia długów, poczynając od papieża Jana Pawła II, który napisał w swoim Liście Apostolskim Tertio Millenio Adveniente na obchody Roku Jubileuszowego 2000:

„Tak więc, w duchu Księgi Kapłańskiej (25, 8-12), chrześcijanie będą musieli zabrać głos w imieniu wszystkich ubogich na świecie, proponując Jubileusz jako najlepszy moment, żeby przedstawić, pośród innych spraw, zamiar znacznej redukcji, jeśli nie całkowitego umorzenia, międzynarodowego długu, który poważnie zagraża przyszłości wielu narodów”.
Społeczna kontrola pieniądza
Kredyt społeczny 4 Św. Ludwik IX

Święty Ludwik IX, król Francji, powiedział: „Pierwszym obowiązkiem króla jest wybicie pieniędzy, gdy jest to konieczne dla zdrowego życia ekonomicznego jego poddanych”.

Wcale nie jest konieczne ani godne polecenia zlikwidowanie albo upaństwowienie banków. Bankier jest ekspertem od księgowości i inwestycji. Niech nadal przyjmuje oszczędności i inwestuje je z zyskiem, któ­rego część mu się należy. Ale tworzenie pieniędzy jest czynnością władzy, która nie powinna być pozostawiona w rękach banku. Władza musi zostać odebrana bankom i powrócić do narodu.

Pieniądz bezgotówkowy jest dobrym nowoczesnym wynalazkiem, który należy zachować. Ale liczby służące jako pieniądz, zamiast powstawać pod prywatnym piórem, w formie długów, powinny powstawać pod piórem instytucji państwowej, w formie pieniądza służącego ludziom.

Nie trzeba więc niczego zmieniać, jeśli chodzi o własność lub lokatę kapitału. Obecnych pieniędzy nie trzeba usuwać, żeby inne wprowadzić na ich miejsce. Jedynie społeczna instytucja monetarna powinna do pieniędzy, które już istnieją, dodać wystarczającą ilość pieniędzy tego samego rodzaju, zgodnie z możliwościami kraju oraz potrzebami ludności.

Trzeba zlikwidować cierpienia spowodowane biedą, skoro w kraju znajduje się wszystko, co jest potrzebne do zapewnienia dobrobytu każdej rodzinie. Ilość pieniądza w obiegu powinna być mierzona zgodnie z popytem konsumentów na możliwe i użyteczne dobra.

A więc to wszyscy producenci i wszyscy konsumenci, całe społeczeństwo, produkujące dobra według potrzeb, powinno wspólnie decydować o ilości nowych pieniędzy, jakie od czasu do czasu, w miarę rozwoju kraju ma dodatkowo emitować działająca w imieniu tego społeczeństwa instytucja.

W ten sposób naród odzyskałby prawo do pełni ludzkiego życia, zgodnie z zasobami naturalnymi kraju oraz wielkimi możliwościami nowoczesnej produkcji.

Kto jest właścicielem nowych pieniędzy?

Pieniądze powinny więc być wprowadzone w obieg zgodnie z poziomem produkcji oraz potrzebami dystrybucji.

Ale do kogo należy ten nowy pieniądz wprowadzony do obiegu w kraju? Ten pieniądz należy do samych obywateli. Nie do rządu, który nie jest właścicielem kraju, lecz tylko stróżem wspólnego dobra. Tym bardziej nie do księgowych narodowej instytucji monetarnej: tak jak sędziowie pełnią oni funkcję społeczną i przez społeczeństwo są za swoje usługi opłacani zgodnie z umową.

Do jakich obywateli? Do wszystkich. Te pieniądze to nie jest wynagrodzenie. Jest to zastrzyk nowego pieniądza dla społeczeństwa tak, żeby ludzie jako konsumenci mogli otrzymać dobra już wyprodukowane lub łatwe do zrealizowania, które tylko czekają na dostateczną siłę nabywczą, żeby można je było wyprodukować.

Ani przez chwilę nie można sobie wyobrazić, żeby nowy pieniądz, za darmo wychodzący z instytucji społecznej, miał należeć tylko do jednej lub kilku osób w szczególności.

Nie ma innego całkiem sprawiedliwego sposobu na wprowadzenie tego nowego pieniądza do obiegu, jak tylko rozdzielić go równo pomiędzy wszystkich bez wyjątku obywateli. Taki podział umożliwia osiągnięcie maksymalnych korzyści z pieniądza, gdyż rozprowadza go po całym kraju.

Przypuśćmy, że księgowy, który działa w imieniu narodu, uznaje za konieczne wyemitowanie dodatkowych 800 milionów złotych, żeby wyjść naprzeciw bieżącym potrzebom kraju. Może tego dokonać posługując się pieniądzem bezgotówkowym, poprzez zwyczajny zapis w księdze, jak robi to bankier dzisiaj.

Ponieważ jest 38 milionów Polaków, a do podziału jest 800 milionów złotych, na każdego obywatela przypada po ok. 20 zł. A więc księgowy zapisze na koncie każdego obywatela po 20 zł. Te indywidualne konta mogą również bardzo dobrze prowadzić lokalne oddziały poczty, albo też filie Banku Polskiego, będące własnością narodu.

Stanowiłoby to dywidendę narodową. Każdy Polak miałby o 20 zł więcej na swoim koncie. Pieniądze te wytworzone byłyby i wprowadzone w obieg przez narodową instytucję monetarną, instytucję powołaną specjalnie w tym celu uchwałą parlamentu.

Dywidenda dla każdego

Za każdym razem, gdy trzeba zwiększyć ilość pieniądza w kraju, każdy mężczyzna, kobieta i dziecko niezależnie od wieku, mieliby w ten sposób udział w nowym etapie postępu, który stwarza konieczność emisji nowych pieniędzy.

Nie jest to zapłata za wykonaną pracę, ale jest to dywidenda dla każdego za jego udział we wspólnym kapitale. Jeżeli istnieje własność prywatna, istnieje też własność publiczna, którą wszyscy posiadają w tym samym stopniu.

Weźmy człowieka, który ma na sobie same łachmany. Jest głodny i bez grosza. Mogę mu powiedzieć:

– Mój drogi, uważasz się za ubogiego, a jesteś kapitalistą, który wiele rzeczy posiada z tego samego tytułu, co ja, czy premier. Wodospady i lasy państwowe należą zarówno do ciebie, jak i do mnie i mogą one z łatwością przynosić ci co roku jakiś dochód.

Organizacja społeczna, która sprawia, że produkuje się sto razy więcej i lepiej, niż gdybyśmy żyli pojedynczo, należy tak samo do ciebie, jak i do mnie i musi mieć jakąś wartość zarówno dla ciebie, jak i dla mnie.

Nauka, która pomnaża produkcję prawie bez udziału pracy ludzkiej, jest dziedzictwem przekazywanym i stale pomnażanym przez pokolenia; i ty, który należysz do mego pokolenia, powinieneś mieć udział w tym dziedzictwie, tak jak i ja.

Mój drogi, jeżeli jesteś biedny, to dlatego, że skradziono ci twoją część i schowano ją pod klucz. Jeśli brakuje ci chleba, to bynajmniej nie dlatego, że bogaci spożywają całe zboże, jakie jest w kraju; to dlatego, że twoja część pozostaje wciąż w elewatorach zbożowych. Zostałeś pozbawiony środków, by móc to zboże otrzymać.

Właśnie dywidenda Kredytu Społecznego (Narodowego) zapewni, że otrzymasz swój udział, przynajmniej jego główną część. Lepsza administracja, wyzwolona spod wpływów finansjery, zdolna, by przywołać do rozsądku wyzyskiwaczy, będzie czuwała, byś otrzymał resztę.

Dzięki dywidendzie zostanie również uznana twoja godność członka rodzaju ludzkiego, na mocy której posiadasz prawo do części dóbr tego świata, przynajmniej do części niezbędnej do tego, abyś mógł korzystać ze swego prawa do życia.

Czy pieniądz powinien domagać się procentu?

Żadna inna rzecz na świecie nie daje okazji do tylu nadużyć, co pieniądz. Pieniądz nie jest zły sam w sobie. Przeciwnie, przypuszczalnie jest to jeden z najgenialniejszych wynalazków, ułatwiających wymianę towarów, sprzyjających ich sprzedaży zgodnie z potrzebami i czyniących życie w społeczeństwie łatwiejszym.

Lecz umieszczenie pieniądza na ołtarzu jest bałwochwalstwem. Sprzeciwia się jednak naturze, jeżeli pieniądz uważa się za rzecz żywą, zdolną do pomnażania się.

Już Arystoteles powiedział, że pieniądz się nie mnoży. Jednak ludzie prywatni i rządy często zawierają między sobą tego rodzaju umowy, na któ­rych podstawie pieniądz powinien się pomnożyć, pod karą utraty własności albo wolności.

Stopniowo wszyscy stanęli po stronie teorii, a zwłaszcza praktyki, iż pieniądz musi procentować. Nauka chrześcijańska głosi coś wręcz przeciwnego, a jednak to przekonanie się przyjęło i ludzie, którzy nie chcą przepaść w gorączkowym współzawodnictwie wokół płodności pieniądza, muszą się tak zachowywać, jak gdyby to było zupełnie naturalne, że pieniądz się mnoży. Kościół nie zmienił głoszonych przez siebie zasad, ale niemożliwe było wprowadzenie ich w życie.

Metody finansowania obecnej krucjaty, II wojny światowej, w której Kanada pomagała Churchillowi, Rooseveltowi i Stalinowi „bronić chrześcijaństwa”, potwierdzają regułę, że pieniądz, nawet ten wrzucony w morze albo w płomienie palących się miast, musi procentować. Robimy tu aluzję do pożyczek Zwycięstwa, które finansowały zniszczenie i chociaż niczego nie produkowały, musiały mimo wszystko przynosić procent.

Procent a dywidenda

Zwróćmy uwagę na różnicę między pojęciem dywidendy a procentu. Chociaż pieniądz nie może się powiększyć sam przez się, możemy za niego kupić wiele rzeczy przyczyniających się do ogólnego rozwoju.

Mam na przykład 5000 dolarów na zakup gospodarstwa rolnego, bydła, ziarna, drzew, maszyn rolniczych. Jeżeli tymi rzeczami się odpowiednio posłużę, osiągnę dalsze korzyści.

Suma 5000 dolarów stanowiła inwestycję. Chociaż pieniądz sam przez się niczego nie produkuje, dzięki tym 5000 dolarów mogłem się postarać o rzeczy, które produkują.

Przypuśćmy teraz, że tych 5000 dolarów nie miałem ja, ale mój sąsiad, który na razie ich nie potrzebując, pożyczył mi je. W rewanż za tę pożyczkę dałem mu część swoich produktów.

Kapitał mego sąsiada dopiero w połączeniu z moją pracą przyniósł zysk. Jednakże kapitał już sam w sobie przedstawia pewną pracę, pracę zakumulowaną. Zatem do powiększenia produkcji przyczyniła się praca zarówno mego sąsiada – w przeszłości, jak moja – w teraźniejszości. Fakt, że mój sąsiad czekał na skorzystanie z krajowej produkcji z pieniędzmi, otrzymanymi jako wynagrodzenie za swoją pracę, pozwolił mi uzyskać środki produkcji, których w inny sposób bym nie otrzymał.

Jest więc słuszne, byśmy się podzielili owocami naszej współpracy. Część produkcji, będącą wynikiem kapitału, można ustalić na zasadzie porozumienia i sprawiedliwości.

Zysk, który mój pożyczkodawca w tym wypadku osiągnie, będzie właśnie dywidendą (podzielimy się owocami produkcji). Dywidenda jest uzasadniona, jeżeli produkcja daje dobre wyniki.

* * *

Nie można nadawać tego samego znaczenia słowu „dywidenda”, jak słowu „procent”. Procentu domaga się pieniądz jedynie w zależności od czasu, a nie od wyników, które się dzięki pożyczce uzyskało.

Przypuśćmy, że mam 1000 dolarów, które zainwestowałem w obligacjach federalnych, prowincjonalnych lub municypalnych. Jeżeli są to obligacje 4%, co roku otrzymam 40 dolarów jako procent, dokładnie tak jak ziemia wykona jeden obrót dookoła słońca w tym samym czasie. Nawet gdyby mój kapitał nie przyniósł żadnego zysku, należy mi się 40 dolarów jako procent.

Jedynie panujący zwyczaj to usprawiedliwia; nie ma to innego uzasadnienia.

Zatem istnieje uzasadnienie dla dywidendy, gdyż jest ona związana ze wzrostem produkcji. Natomiast nie ma uzasadnienia dla procentu samego w sobie, gdyż nie zgadza się on z rzeczywistością, opierając się na fałszywym wyobrażeniu o naturalnym i okresowym powiększaniu się pieniądza.

Lokaty pośrednie

Kto przynosi pieniądze do banku, lokuje je pośrednio w przemyśle przynoszącym zyski. Bankierzy są zawodowymi pożyczkodawcami. Deponent powierza im swoje pieniądze, gdyż oni lepiej niż on sam potrafią tak obrócić jego kapitałem, by przyniósł zyski, a sam już nie musi się o to starać.

Od czasu do czasu bankier dopisuje na rachunku deponenta mały procent, który – choćby nawet według ustalonej stopy procentowej – w zasadzie jest dywidendą, gdyż jest to część dochodu, który bankier z pomocą tego kapitału wyciągnął z czynności produkcyjnych.

Lokaty bezimienne

Przy tej okazji powiemy kilka słów o moralności lokat. Wielu ludzi zupełnie nie interesuje się zagadnieniem, czy ich kapitał przyczynia się do czegoś dobrego czy też do czegoś złego. Ich zdaniem lokata jest dobra, jeżeli procentuje. Im większy daje dochód, tym lepsza jest lokata. Nie inaczej rozumowałby poganin.

Tak jak właściciel kamienicy nie powinien jej wynajmować na dom publiczny, choćby to było zyskowne przedsięwzięcie, właściciel oszczędności nie powinien ich umieszczać w przedsięwzięciach przyczyniających się do demoralizacji, choćby nawet miało mu to przynosić duże zyski.

Byłoby o wiele lepiej, gdyby kredytodawca i przedsiębiorca działali w większym porozumieniu. Dawny niewielki przemysł był zdrowszy: finansista i przedsiębiorca byli przeważnie jedną i tą samą osobą. Taką samą sytuację obserwujemy jeszcze dzisiaj u drobnych kupców. Nie dotyczy to jednak sieci sklepowych. Spółdzielnia licząca wielu członków, utrzymując zależność między pieniądzem a jego właścicielem, może podołać zadaniom, przewyższającym możliwości finansowe jednej osoby.

Powiększenie się pieniądza

Powróćmy do omawianego już zagadnienia: czy pieniądz może domagać się procentu?

Skłaniamy się ku odpowiedzi: pieniądz może domagać się dywidend, gdy są zyski. W przeciwnym razie – nie.

Jeżeli zawierane umowy opierają się na innej zasadzie, jeżeli rolnik musi płacić procenty nawet wtedy, gdy zbiory mu się nie udały, jeżeli zachodni farmerzy muszą honorować 7% zobowiązania, podczas gdy finansiści rządzący światem przyczyniają się do obniżki cen o 1/3, nic to nie zmienia w samej zasadzie. To tylko dowodzi, że rzeczywistość zastąpiono czymś sztucznym.

Ale jeżeli pieniądz może domagać się dywidend, kiedy istnieje wzrost produkcji, ten wzrost produkcji powinien powodować automatyczny wzrost masy pieniężnej. W przeciwnym razie dywidenda, która jest całkowicie słuszna, okazuje się niemożliwa do utrzymania bez zadania ciosu społeczeństwu, z którego została uzyskana.

Powróćmy do przykładu 5000 dolarów, które umożliwiły mi zakup narzędzi rolniczych, dzięki czemu moja produkcja się powiększyła. Pożyczkodawca ma prawo do części tej zwiększonej produkcji. Nic nie stoi na przeszkodzie, bym mu ją przekazał. Całkiem inna sprawa, gdy mam mu przekazać pieniądze. Jeśli pieniądz nie powiększył się wśród ludności, moja powiększona produkcja stwarza problem: na zakup większej liczby zaoferowanych produktów nie ma większej ilości pieniędzy. Może uda mi się wyprzeć jakiegoś sprzedawcę, ale wówczas on poniesie konsekwencje tej niewłaściwej sytuacji.

Powiecie mi, że te 5000 dolarów powinny przyczynić się do wzrostu pieniądza w obiegu. Owszem, lecz muszę wycofać te 5000 dolarów plus to, co ja nazywam dywidendą, a inni – procentem.

Ten problem wcale nie jest uregulowany. W obecnym systemie gospodarczym nawet nie może być uregulowany. Żeby pieniądz mógł się powiększyć, bank będący jedynym miejscem, gdzie się to powiększenie odbywa, pożycza coś gdzieś. Pożyczając pieniądze, domaga się zwrotu również większego. Ten problem narasta lawinowo.

Kredyt Społeczny by to wszystko uregulował. Dywidenda jest sprawą słuszną, normalną i logiczną. W obecnym systemie nie można jej jednak wypłacić, nie ponosząc uszczerbku gdzie indziej.

Jezus wypędza handlarzy pieniędzy ze Świątyni

Właściwie jedynym miejscem w Ewangelii, które mówi o użyciu siły przez Jezusa jest fragment, w którym wyrzuca On handlarzy pieniędzy ze Świątyni, używając bicza i wywracając ich stoły (jak przedstawia to św. Mateusz 21, 12-13 i św. Marek 11, 15-19), ponieważ pożyczali pieniądze na procent.

W owym czasie istniało prawo, że dziesięcinę czy podatki na rzecz Świątyni można było płacić jedynie przy użyciu pewnej monety, zwanej „półszeklem świątynnym”, na którą handlarze pieniędzy zdołali uzyskać monopol. Istniało wtedy wiele różnych monet, ale ludzie musieli posiadać tę właściwą, żeby zapłacić swój podatek na rzecz Świątyni. Co więcej, gołębie i zwierzęta, które ludzie kupowali, by złożyć je jako ofiarę, też można było kupować jedynie za tę samą specjalną monetę, którą handlarze pieniędzy wymieniali pielgrzymom po koszcie dwukrotnej lub wielokrotnej jej faktycznej wartości, gdy była ona używana do zakupu towarów. Jezus więc powywracał ich stoły i powiedział:

„Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców”.

Nauczanie Kościoła

Biblia zawiera wiele tekstów, które jasno potępiają pożyczanie pieniędzy na procent. Poza tym, ponad 300 lat przez Jezusem Chrystusem grecki filozof Arystoteles potępił także pożyczanie na procent, wskazując, że „niedorzecznością jest, by pieniądze, z natury bezpłodne, rodziły pieniądze”. Ponadto Ojcowie Kościoła, od najdawniejszych czasów, zawsze zdecydowanie potępiali lichwę. Święty Tomasz z Akwinu w Summie Teologicznej (2, 2 ,Q. 78), w ten sposób podsumował nauczanie Kościoła na temat pożyczania pieniędzy na procent:

Kredyt społeczny 4 Św. Tomasz z Akwinu

„Jest napisane w Księdze Wyjścia (22,24): ‘Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz i nie każesz mu płacić odsetek’. Ten, kto pobiera lichwę za pożyczanie pieniędzy postępuje niesprawiedliwie, ponieważ sprzedaje on to, co nie istnieje i takie działanie ewidentnie ustanawia nierówność i w konsekwencji niesprawiedliwość… Z tego wynika, że jest złem samym w sobie pobieranie opłaty (lichwa) za użycie pożyczonych pieniędzy i tak jak w przypadku innych występków przeciwko prawu istnieje obowiązek zwrotu niesprawiedliwie zdobytych pieniędzy”.

W odpowiedzi na przypowieść o talentach z Ewangelii (Mateusz 25,14-30 i Łukasz 19,12-27), która, na pierwszy rzut oka, wydaje się usprawiedliwiać odsetki („Sługo zły i gnuśny!… Powinieneś był więc oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność.”) św. Tomasz z Akwinu napisał: „Odsetki, o których wspomina Ewangelia muszą być rozważane w sensie metaforycznym; oznaczają one dodatkowe dobra duchowe, których domaga się od nas Bóg – Bóg, który zawsze chce, żebyśmy robili lepszy użytek z dóbr, powierzonych nam przez Niego i jest to dla naszej korzyści, a nie Jego.”

Tak więc ten tekst Ewangelii nie może usprawiedliwiać odsetek, ponieważ, jak mówi św. Tomasz, „argument nie może być oparty na metaforycznych wypowiedziach”.

Inny fragment Biblii, który przedstawia te problemy znajdujemy w Księdze Powtórzonego Prawa 23,20-21: „Nie będziesz żądał od brata swego odsetek z pieniędzy, z żywności ani odsetek z czegokolwiek, co się pożycza na procent. Od obcego możesz się domagać, ale od brata nie będziesz żądał odsetek”. Święty Tomasz wyjaśnia:

„Żydzi mieli zabronione pobieranie odsetek od ‘swoich braci’, czyli od innych Żydów. Znaczy to, że żądanie od kogokolwiek odsetek od pożyczki jest po prostu złem, ponieważ każdego człowieka należy traktować jako ‘bliźniego swojego i brata’, zwłaszcza według prawa ewangelicznego, które musi kierować ludzkością. Zatem Psalmista o człowieku sprawiedliwym, mówi otwarcie jako o tym: ‘kto nie daje swoich pieniędzy na lichwę’ (15, 5) i Ezechiel (18,17) o: ‘synu, który nie uprawiał lichwy, nie żądał odsetek’”.

To, że Żydom pozwolono na żądanie odsetek od obcych, pisał św. Tomasz, było tolerowane, żeby uniknąć większego zła, bojąc się, że mogą oni obciążać odsetkami innych Żydów, czcicieli prawdziwego Boga. Święty Ambroży, komentując ten sam tekst, nadaje słowu „obcy” znaczenie „wrogowie” i podsumowuje: „Ktoś może domagać się odsetek od tego, komu chce prawnie zaszkodzić, od tego, z kim sprawiedliwie prowadzi wojnę”.

Święty Ambroży powiedział także: „Czymże jest lichwa, jeśli nie zabiciem człowieka?”.

Święty Jan Chryzostom: „Nic nie jest bardziej haniebne i okrutne niż lichwa”.

Święty Leon: „Skąpiec, który utrzymuje, że wyświadcza swemu sąsiadowi przysługę, podczas gdy go oszukuje, jest niesprawiedliwy i zuchwały… Ten, kto wśród innych zasad pobożnego prowadzenia się nie będzie pożyczał swoich pieniędzy na lichwę, będzie cieszył się wiecznym odpoczywaniem… podczas gdy ten, kto bogaci się z krzywdą dla innych, zasługuje w zamian na wieczne potępienie”.

W roku 1311 na soborze w Wiedniu papież Klemens V ogłosił nieważność całego świeckiego prawodawstwa, popierającego lichwę, a „wszyscy, którzy popadają w błąd uporu, utrzymując, że wymuszanie lichwy nie jest grzechem, powinni być ukarani jako heretycy”.

Vix pervenit

Kredyt społeczny 4 Benedykt XIV

1 listopada 1745 r. papież Benedykt XIV ogłosił encyklikę Vix pervenit zaadresowaną do biskupów włoskich, poświęconą lichwie i innym nieuczciwym dochodom, w której lichwa i pożyczanie pieniędzy na procent są jasno potępione. 29 lipca 1836 r. papież Grzegorz XVI rozciągnął tę encyklikę na cały Kościół. Mówi ona:

„Natura grzechu zwanego lichwą ma swoje właściwe miejsce i źródło w kontrakcie pożyczki. Ten finansowy kontrakt uzgodniony między stronami żąda, z samej swej natury, żeby jedna osoba zwróciła drugiej tylko tyle, ile otrzymała. Grzech polega na tym, że czasami kredytodawca żąda więcej, niż pożyczył. Zatem utrzymuje on, że należy mu się pewien zysk poza tym, co pożyczył, ale jakikolwiek zysk, którzy przekracza sumę, jaką pożyczył, jest bezprawny i lichwiarski.

Nie można darować grzechu lichwy dowodząc, że zysk nie jest wysoki czy nadmierny, lecz raczej umiarkowany czy mały… Prawo rządzące pożyczkami polega nieodzownie na równości tego, co jest pożyczone i zwrócone… Dlatego, jeśli ktoś otrzymuje odsetki, musi zwrócić przywłaszczone mienie zgodnie z wzajemnym zobowiązaniem sprawiedliwości…”

W 1891 r. papież Leon XIII w encyklice Rerum novarum napisał: „(2) Zło powiększyła jeszcze żarłoczna lichwa, którą aczkolwiek Kościół już nieraz potępił w przeszłości, ludzie jednak chciwi i żądni zysku uprawiają w nowej postaci”.

W tej sprawie warto wziąć pod uwagę doświadczenie banków islamskich. Koran – święta księga muzułmanów – zabrania lichwy, podobnie jak Biblia chrześcijan. Lecz muzułmanie wzięli te słowa poważnie i od 1979 r. ustanowili system bankowy, który jest zgodny z zasadami Koranu. Banki islamskie nie posiadają odsetek ani na kontach bieżących, ani depozytowych. Inwestują one w przedsięwzięcia gospodarcze i wypłacają swoim depozytariuszom udziały ze wszystkich zysków. Nie jest to jeszcze system Kredytu Społecznego zastosowany w całości, ale jest to przynajmniej, więcej niż zasługująca na szacunek, próba ustanowienia systemu bankowego, zgodnego z prawami moralnymi.

opracował Alain Pilote

Opublikowano za: http://www.michaeljournal.org/lekja4.htm

Część I: Ekonomia pieniądza (1): Cel ekonomii – połączyć dobra z tymi, którzy ich potrzebują

Część II: Ekonomia pieniądza 2: Bieda pośród obfitości Narodziny i śmierć pieniędzy

Część III: Ekonomia pieniądza (3): Banki tworzą pieniądze jako dług

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s